Prawie 10 tys. euro rocznie otrzymuje dziś w Polsce doktorant przed oceną śródokresową. Wyprzedzamy pod tym względem jedynie cztery kraje: Rumunię, Bułgarię, Węgry i Ukrainę. Zestawienie przygotowała Europejska Rada Doktorantów i Młodych Naukowców (Eurodoc).
Przegląd wynagrodzeń, opracowany przez Eurodoc, ma stanowić punkt wyjścia do systematycznego monitorowania zarobków europejskich doktorantów. Zestawienie obejmuje 27 z 46 państw członkowskich Rady Europy i dotyczy zarówno wynagrodzeń, stypendiów, jak i wszelkich innych funduszy, które doktoranci otrzymują za swoją pracę. To zróżnicowanie, jak tłumaczą autorzy, powoduje zresztą, że trudno porównywać sytuację finansową doktorantów. W niektórych krajach są bowiem traktowani jak pracownicy, a więc otrzymują pensje i mają zapewnione pełne ubezpieczenie, a gdzie indziej jak studenci, którzy dostają stypendia. W wielu krajach działa system mieszany.
Tym niemniej zestawienie daje pewien obraz sytuacji. Na czele stawki znajdują się: Dania (58 tys. euro brutto), Niemcy (55,5 tys. euro), Belgia (51 tys. euro). Tuż za podium są: Norwegia (49,8 tys. euro) oraz Szwajcaria (49,7 tys. euro). Polska jest na szarym końcu. Z kwotą 9,6 tys. euro wyprzedzamy jedynie Rumunię (8,4 tys. euro), Bułgarię (9,3 tys. euro), Węgry (4,6 tys. euro) oraz Ukrainę (2,2 tys. euro).
Przypomnijmy, że w Polsce minimalne stypendium doktoranckie jest uzależnione od etapu kształcenia – przed oceną śródokresową wynosi co najmniej 37% wynagrodzenia profesora, zaś po ocenie – 57%. Obecnie stawki te kształtują się na poziomie: 3570,50 zł (przed oceną) i 5500,50 zł brutto (po ocenie). Niektóre uczelnie, jak choćby ostatnio Uniwersytet Jagielloński, decydują się na ich podniesienie.
W wywiadzie dla FA mgr inż. Rafał Ramut, przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów, wskazywał, że organizacja walczy o podniesienie stypendiów: przed oceną śródokresową ma wzrosnąć do 48% pensji profesorskiej, przy czym nie mniej niż najniższa krajowa, zaś po ocenie – do 68% pensji profesorskiej, przy czym nie mniej niż średnia krajowa.
Jak wskazują autorzy zestawienia, wynagrodzenie należy rozpatrywać nie tylko przez pryzmat otrzymywanej kwoty, ale również w odniesieniu do statusu zatrudnienia oraz związanych z nim praw i świadczeń doktorantów (np. składki emerytalne, płatny urlop wypoczynkowy, zwolnienie lekarskie czy urlop rodzicielski). Te elementy mają być uwzględniane w kolejnych edycjach zestawienia zarobków doktorantów. Pełny raport TUTAJ
MK, źródło: Eurodoc
Polska bambustan w centrum Europy, wyzysku i taniej sily roboczej i bezprawia. Doktorant powinien miec umowe o prace oraz normlne skladki placone na zus i nfz i podatki.
Nie tylko doktorantów, tylko wszystkich pracowników uczelni. Co to jest 10 tyś dla profesora belwederskiego?
Aha. Szkoda tylko, że po odprowadzeniu podatku ten słupek (przynajmniej w Niemczech) zostanie znacznie uszczuplony, a kwota "na rękę" wyniesie około 1200–2300 ojro. Ale tak, wiadomo - w Polsce "elity intelektualne" mają problem języka obca, zatem mogą snuć własne wizje rzeczywistości i wymyślać dowolną rzeczywistość.
To niejedyny problem. Żeby takie zestawienie miało jakiś sens należałoby odnieść wynagrodzenia netto do jakiegoś wskaźnika kosztów życia lub do przeciętnego wynagrodzenia a także uwzględnić, że doktoranci w różnych krajach mają lub nie ulgi podatkowe, zniżki w komunikacji publicznej (w Polsce doktorant - 51%, a dla porównania uczeń - 37%!) itp.
I nie, nie chcę przez to powiedzieć, że doktoranci mają w Polsce świetnie, bo nie mają, ale odwalanie propagandy przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.
Zgoda.
Poza tym, poza aspektami stricte finansowymi występują i inne "uwarunkowania". Typu "poziom wiedzy", "zdolność do działania poza szablonami", itd. I - generalnie rzecz biorąc - nasi doktoranci z reguły wypadają skrajnie słabo w porównaniu do swych kameradów z Europy zachodniej (chociaż wiadomo, że według lokalnej tradycji należało by powiedzieć coś odwrotnego: przecież Polak_potrafi).
Wielka Brytania to nie EU, ale może dodam dla informacji:
Od tego roku akademickiego zalecana przez UKRI wysokość (minimum) stypendium doktorskiego wynosi £21,805, czyli około 25.5 K Euro.
Doktoranci są tutaj studentami. Ta suma dla Londynu jest trochę wyższa.
Prawdopodobnie, efektywne polskie wynagradzanie doktorantów w ramach szkół doktorskich jest jakieś półtora razy mniejsze niż na Zachodzie (biorąc pod uwagę średnie pensje). Ale paradoksalnie nie tu tkwi największy problem (gdyż doktoranci często dorabiają w ramach grantów, pracując na boku itp.).
Problem polega na tym "co dalej". Na Zachodzie na uczelniach i w rządowych instytutach badawczych zostaje góra 20-30% osób (i to zazwyczaj po zagranicznych postdokach i zmianie miejsca uczelni/pracy). W Polsce dawniej było to powiedzmy 80%. Ale zmałpowano system zachodni i zrobiło się jakby podobnie. Tylko nie do końca. Na Zachodzie, doktor na uczelni lub poza nią, jest wysokiej klasy specjalistą (dobrze opłacanym) i jest częścią szerokiego systemu bazującego na nauce. U nas takiego otoczenia rynkowego nie ma i tak naprawdę, jeśli ktoś nie znajdzie etatu wsobnego (a to zaczyna być normą) to jego doktorat, to rodzaj indywidualnego osiągniecia w zasadzie nieprzydatnego na zewnątrz (poza prestiżem). Oczywiście ludzie z doktoratem maja wysokie IQ, wiec zazwyczaj jakoś sobie radzą. Ale jeśli wziąć po uwagę, że najbardziej kreatywne lata ludzie mają poświęcać głównie dla swego rodzaju hobby, to jednak jest to spora patologia.
Natomiast wszyscy "ważni" (należy czytać decyzyjni w sensie krajowym) udają się, że problemu nie ma. A co tam, może nikt się nie zorientuje. W każdym razie problemy strukturalne polskiej nauki są jednak dużo istotniejsze niż brak pieniędzy.
@ZM
Tak, zgadzam się, że kopiowanie rozwiązań z innych miejsc wcale nie jest proste.
Z jednej strony, nie należy kola wymyślać od nowa, szczególnie w sytuacji, jeśli chcemy, by system polski pasował do innych europejskich. Zawsze można spojrzeć „jak robią to inni”. Ale z drugiej strony, nie należy też bezmyślnie kopiować elementów obcych systemów, bo zwykle nie pasują one dokładnie do lokalnych uwarunkowań.
Wydaje mi się również, że w ekosystemie polskim jest naprawdę bardzo niewiele osób, które wiedzą dokładnie, rozumieją, jak działają systemy w innych krajach. Do tego „wiedzenia dokładnie” nie wystarczy bowiem pobyt na PhD lub postdoka, ponieważ osoby na tych szczeblach kariery ani są zainteresowane, jak cały system działa, ani nawet nie mają do tego wglądu. Nie mają więc pojęcia jak decyzje są podejmowane i dlaczego.
Natomiast muszę również przyznać, że ścieżki kariery w nauce polskiej pozostają dla mnie tajemnica. Nie widzę tutaj żadnej systematycznej i przejrzystej (transparentnej) organizacji
@Marcin Przewloka
Panie Marcinie, zachęcam do napisania regularnego tekstu do FA o funkcjonowaniu nauki w UK. Tutaj często wdaje się Pan w analizy sytuacji w Polsce, a prawda jest taka, że w Polsce dużo rzeczy dzieje się na zapleczu o czym się głośno nie mówi. Nie oznacza to, ze prawo jest łamane, tylko po prostu sztandarowe hasła rzadko są realizowane. Natomiast, chyba jako jedyny na tym forum, ma Pan bardzo cenna wiedzę, jak system naprawdę działa na Zachodzie. Być może warto kiedyś o tym napisać (jeśli znajdzie Pan chwilę).
@ZM
Myślę, że wyliczanka, co i jak działa na Zachodzie byłaby pewnie zwyczajnie nudna.
Jeśli w ogóle coś pisać, to może raczej coś trochę kontrowersyjnego, coś, co mogłoby wzbudzić jakieś fale.
:-)
Nasz kraj bazuje na propagandzie, więc już same fakty bez naciągania byłyby kontrowersyjne. Jest inne niebezpieczeństwo, Redakcja FA nie wszystko wrzuca na forum dyskusyjne. Niektóre artykuły są w dostępne tylko w ramach prenumeraty, co oczywiście mocno ogranicza ich zasięg. Ale nawet tego typu artykuł jako odnośnik byłby dla Pana odpowiedni. No, ale jak to w życiu bywa, wszystko w praktyce zależy od wolnego czasu, gdyż doba, jako taka, ma 24 godziny. Pozdrawiam serdecznie ZM
I już widzę, że wyraziłem się za mało precyzyjnie :-)
Otóż cala ta suma (stypendium) jest zwolniona od podatku dochodowego i nie pobierane są od niej inne opłaty, czyli 100% tych pieniędzy idzie do kieszeni studentów.
Najlepszy hit: doktorant zarabia więcej niż asystent ;)