W Warszawie odbyła się Gala Nauki Polskiej, podczas której wręczono doroczne Nagrody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tradycyjnie przyznano je w pięciu kategoriach.
W piątek w Teatrze Polskim w Warszawie wręczono Nagrody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W tym roku przyznano 77 nagród, w tym 20 nagród za całokształt dorobku, 32 nagrody za znaczące osiągnięcia w zakresie działalności naukowej, 9 nagród za znaczące osiągnięcia w zakresie działalności dydaktycznej, 9 nagród za znaczące osiągnięcia w zakresie działalności wdrożeniowej oraz 7 nagród za znaczące osiągnięcia w zakresie organizacyjnej.
Myślenie o przyszłości w długiej, wieloletniej perspektywie, to bardzo ważne, ale często niezwykle trudne zadanie. Zadanie wykraczające poza bieżące wyzwania i krótkoterminowe cele. Wymaga wyobraźni, mądrości, a przede wszystkim odwagi. Planowanie w horyzoncie dekad, a nie jedynie sejmowych kadencji, to wielkie wyzwanie dla współczesnego państwa polskiego. Wymaga przede wszystkim zauważenia i docenienia Państwa pracy, pracy znakomitych polskich naukowców – mówił otwierając galę minister Marcin Kulasek. – Jako minister i jako polityk chcę dziś powiedzieć wyraźnie, że jedyny sposób na bezpieczną przyszłość to stabilne nakłady na naukę już dziś. One nie są kosztem są inwestycją. Są gwarancją naszego rozwoju. Budują konkurencyjność gospodarki, wzmacniają kapitał ludzki, rozwijają nowoczesne technologie. Wreszcie, inwestycje w naukę, kształtują mądre i świadome społeczeństwo. Chcę Państwa zapewnić, że każdego dnia mojego urzędowania, poszukuję możliwości i szans finansowania dla polskiej nauki. I będę to robić dalej, z uporem i determinacją – zapewnił.
W sumie doceniono 158 osób – 60 laureatów indywidualnych i 17 zespołów (w składach od 2 do 21 naukowców). Najwięcej nagród otrzymały: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (5) oraz Uniwersytet Wrocławski (4). Poniżej pełna lista nagrodzonych.
Nagrody za całokształt dorobku:
Nagrody za znaczące osiągnięcia w zakresie działalności naukowej:
Nagrody za znaczące osiągnięcia w zakresie działalności dydaktycznej:
Nagrody za znaczące osiągnięcia w zakresie działalności wdrożeniowej:
Nagrody za znaczące osiągnięcia w zakresie działalności organizacyjnej:
I stopnia
II stopnia
Podczas wydarzenia medalem „Zasłużony dla Nauki Polskiej – Sapientia et Veritas” uhonorowano astronautę Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego,
To dla mnie ogromny zaszczyt – zarówno w wymiarze osobistym, jak i zawodowym. Z tego miejsca chciałbym zadedykować tę nagrodę całemu zespołowi badawczemu zaangażowanemu w realizację polskiej misji kosmicznej. Nad tym przedsięwzięciem pracowało około 1000 osób, których wiedza, determinacja i współpraca miały kluczowe znaczenie dla jego sukcesu. Dziękuję również Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego za zorganizowanie ogólnopolskiego cyklu spotkań na uczelniach. Odwiedziliśmy 26 uczelni w 16 województwach, co stworzyło wyjątkową przestrzeń do dzielenia się wiedzą, doświadczeniem oraz popularyzowania osiągnięć polskiej nauki – mówił pierwszy polski badacz na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
MK
Może ktoś z forumowiczów się, czy z tymi nagrodami, oprócz uścisku dłoni, łączy się jakaś finansowa gratyfikacja ?
Kto i jak wybierał nagrodzonych?
Dość dokładnie mi to przypomina sytuację z tzw. przedpłatami na samochody z PRL-u, którą bardzo zabawnie skomentował wtedy Pan Jan Pietrzak w swoim "Kabarecie pod Egidą": "Najpierw przedpłacimy sobie, a za 5 lat będzie losowanie." :))) Moi Rodzice przedpłacili pewnego razu (lata 80-te), i wygrali w losowaniu, dzięki temu stali się właścicielami Fiata 126p. :)
Ci nagrodzeni tymi nagrodami Ministra też właściwie byli w podobnej sytuacji: "przedpłacili" swoimi publikacjami, a potem musieli zostać niejako "WYLOSOWANI" tzn. los tak sprawił, że znaleźli się ludzie z tytułem prof., którzy ich zgłosili. Nie oszukujmy się, ale inaczej chyba nie było.
Cóż... mój Ojciec też "przedpłacił" (i to nie raz), swoimi publikacjami, ale żeby zostać wylosowanym do jakiejś nagrody, to już nie...
Na początku jest typowanie z Wydziałów, potem z Uczelni. A co/kto dalej, nie wiem.
Niektórzy mieli o wiele lepsze warunki już na starcie, np. wywodzą się z rodzin naukowców, a więc siłą spraw, mieli ułatwione kontakty naukowe z innymi zespołami. To nie pretensja, tylko spostrzeżenie. Nie mówiąc o tym, że niektórzy nie byli bardzo obciążeni dydaktyką, ponieważ wywodzą się z placówek PANu. I to też tylko spostrzeżenie. No cóż, czasem jak to mówią: "jak dbasz, tak masz".
Jestem wśród nagrodzonych. Nikt z mojej rodziny nie pracował i nie pracuje na żadnej uczelni. W okresie, za któryotrzymałam nagrodę, prowadziłam zajęcia ze studentami w wymiarze przekraczającym pensum. Można dojść do "tego miejsca" o własnych siłach.
Można, pod warunkiem, że ma się jednak to szczęście, iż ktoś z prof. dr hab.-ów DOSTRZEŻE I DOCENI osiągnięcia danej osoby. Bez tego ani rusz.
Dobrze wiem, co piszę, gdyż od lat zadaję sobie pytanie: dlaczego wyniki naukowe, których jestem współautorem, nie tylko nie zostały docenione, ale są POMIJANE MILCZENIEM przez środowisko osób zajmujących się tą dziedziną nauki, której te wyniki dotyczą? Pewnym wyjątkiem jest jeden z tych wyników, który po kampanii informacyjnej (ładnych kilka lat po jego opublikowaniu), został zacytowany kilka razy przez innych ludzi, w tym w jednej monografii wydanej w bardzo znanym wydawnictwie (od razu napiszę, że nie było to MDPI :) ). Natomiast, o pozostałych - CISZA, jak makiem zasiał.
A korzystając z okazji, gratuluję.
No i gawiedź naukowa ciesz się, że dyplomy otrzymała. W zamian obcięliśmy finansowanie nauki, bo przecież widzicie sami, że dyplomy kosztują miliony i ktoś z rządzących musiał się napracować i zarobić na tym. Wam wystarczy papierek lakmusowy by łechtał was, że jesteście użyteczni i za miskę ryżu tyracie, ku chwale tych co to dyplomy wręczają.
Cóż... jak to zazwyczaj bywa: wielu ciężko pracuje, pewien odsetek z nich uzyskuje ciekawe i ważne wyniki naukowe, czy też udziela się dydaktycznie, ale tylko wysiłek NIEWIELU z nich jest doceniony. Reszta musi pozostać UKRYTA, nie dostając za swój wysiłek i poświęcenie NIC. Czasem nawet WAŻNE wyniki naukowe wielu należących do tej reszty, są POMIJANE milczeniem. Czasem nawet zamiast uznania studentów (w przypadku dydaktyków też należących do tej reszty), za to, że Z ENTUZJAZMEM starali się im tłumaczyć różne zawiłości (ba! czasem nawet zdarzyło się im opowiadać o zagadnieniach trochę bardziej zaawansowanych), dowiadują się, że studenci pomawiają ich wręcz o niski poziom zajęć dydaktycznych.
Niektórzy mieli o wiele lepsze warunki już na starcie, np. wywodzą się z rodzin naukowców, a więc siłą spraw, mieli ułatwione kontakty naukowe z innymi zespołami. To nie pretensja, tylko spostrzeżenie. Nie mówiąc o tym, że niektórzy nie byli bardzo obciążeni dydaktyką, ponieważ wywodzą się z placówek PANu. I to też tylko spostrzeżenie. No cóż, "jak dbasz, tak masz".
Owszem, tyle że ja mam w rodzinie naukowca (już na emeryturze), ale specjalnie mi to nie pomogło. Nie pomogli mi też moi opiekunowie doktoratu, tzn. jeden z nich coś próbował działać, ale mówiąc obrazowo, to było jak dwa plastry na poważną ranę, a nie solidny opatrunek.
Poza tym, chyba nie wszyscy z tych nagrodzonych wywodzą się z placówek PANu.
Ogólnie: to jest trochę tak, jak na wojnie tzn. dobrze wyszkolony żołnierz nie wystarczy, musi być MĄDRY dowódca i DOBRE zaopatrzenie m.in. w DOBRĄ amunicję.
Po prostu, mam wrażenie, że system BAWI SIĘ ludźmi uzdolnionymi: jednym daje bardzo dobre warunki, innym .... (wolę nie pisać, co). I oczywiście, wszyscy są porównywani.
Ciekawe czy tutaj też ujawni się ślepy tłum tropiący MDPI
Tłum tropiący MDPI akurat nie jest ślepy. Stawiam że tłum popierający MDPI też nie jest ślepy i dobrze zdaje sobie sprawę z tego że są to nędzne czasopisma, ale ma po prostu interes w tym żeby tego nie przyznać (np. nie są w stanie opublikować niczego w sensownych czasopismach).
Czy uważacie, że powyżsi laureaci "nie są w stanie opublikować niczego w sensownych czasopismach"? :) Bo posiadają w swoim dorobku zarówno starsze jak i nowsze publikacje w MDPI.
A kogo dziś obchodzi gdzie kto publikuje, czy w MDPI czy w sensownych czasopismach. Każdy nadyma się i publikuje byle gdzie, byle tylko nie wykopali z pracy. Za dziadowskie pensje, w MDPI publikacje to są na miarę światową, a te z sensownych czasopismach "nikt nie czyta" bo i po co, by humor sobie popsuć, prawda no nie?