Konferencje naukowe rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. A to właśnie w salach obrad, przy kawie w przerwie między panelami, w dyskusji po referacie zapadają decyzje o tym, czy polski badacz stanie się partnerem w międzynarodowym projekcie, czy pozostanie jego odległym obserwatorem. Program ministra nauki i szkolnictwa wyższego „Wektory Nauki” został pomyślany dokładnie po to, by tych spotkań było w Polsce więcej i by odbywały się na najwyższym poziomie.
Program ustanowiono w 2025 roku. Jego cel sformułowano prosto: wsparcie podmiotów systemu szkolnictwa wyższego i nauki oraz innych jednostek działających na rzecz upowszechniania nauki w prezentowaniu aktualnych osiągnięć naukowych i najnowszych wyników badań — przez organizację konferencji naukowych albo wydawanie monografii.
Stąd dwa moduły. Pierwszy, „Konferencje naukowe”, finansuje organizację spotkań prezentujących najnowsze wyniki badań o znaczeniu dla rozwoju nauki i gospodarki. Drugi, „Monografie naukowe”, dofinansowuje wydanie książek o wysokim poziomie merytorycznym — po polsku lub w jednym z języków kongresowych (angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, rosyjskim, włoskim) — wraz z ich nieodpłatnym udostępnieniem w internecie w otwartym dostępie. Ten ostatni warunek jest istotny: pieniądze publiczne mają skutkować wiedzą dostępną publicznie, bez zapór technicznych i opłat.
W module konferencyjnym dofinansowanie sięga 400 tys. zł, w monograficznym — 80 tys. zł, przy czym w obu przypadkach nie może przekroczyć 80 proc. całkowitego kosztu projektu. Projekt konferencyjny realizuje się maksymalnie przez 12 miesięcy, wydawniczy — przez 24. Koszty pośrednie ograniczono do 10 proc. kosztów bezpośrednich. Wnioskować mogą uczelnie, instytuty PAN, instytuty badawcze, instytuty międzynarodowe, Centrum Łukasiewicz i sieć Łukasiewicza, Polska Akademia Umiejętności, CMKP, a także inne podmioty prowadzące działalność naukową i jednostki upowszechniające naukę — pod warunkiem posiadania osobowości prawnej.
Skala pierwszej edycji: ponad 180 konferencji
O tym, jak bardzo takiego instrumentu brakowało, najlepiej świadczą liczby pierwszego konkursu. W pierwszym rozstrzygnięciu minister zakwalifikował do finansowania 177 projektów konferencyjnych o łącznej sumie kosztorysów 20 468 233,17 zł oraz 46 monografii na sumę 1 786 101,79 zł. W drugim rozstrzygnięciu doszło kolejnych 8 konferencji (1 279 320 zł) i 3 monografie (198 449,35 zł).
Łącznie daje to ponad 185 sfinansowanych konferencji naukowych i blisko 50 książek — z jednego konkursu, w ciągu jednego roku. To nie jest kroplówka dla pojedynczych ośrodków, lecz systemowe zasilenie obiegu naukowego w Polsce.
Chcemy, by efekty pracy naszych naukowców były szeroko dostępne i inspirowały kolejnych badaczy oraz całe społeczeństwo — podkreślał przy uruchamianiu programu Marcin Kulasek, minister nauki i szkolnictwa wyższego.
Dlaczego akurat konferencje?
Można zapytać, czy w epoce preprintów, repozytoriów i wideokonferencji fizyczne spotkanie badaczy nie jest kosztownym anachronizmem. Odpowiedź brzmi: nie — i to z kilku powodów, których żadna platforma nie zastąpi.
Po pierwsze, rozpoznawalność. Artykuł w dobrym czasopiśmie zostaje przeczytany; referat wygłoszony przed salą pełną specjalistów zostaje zapamiętany razem z twarzą i nazwiskiem autora. Polska humanistyka i nauki społeczne mają dorobek, który w międzynarodowym obiegu bywa niedoszacowany po prostu dlatego, że nie miał gdzie się pokazać. Dofinansowanie sięgające 400 tys. zł pozwala zaprosić do Polski badaczy, którzy w innym trybie zdecydowaliby się co najwyżej na wykład online. Poza tym wesprzeć finansowo najmłodsze środowiska badawcze.
Po drugie, młodzi badacze mogą poznać najlepszych specjalistów ze swojej dyscypliny. Doktorant, który przedstawia pierwsze poważne wyniki w panelu prowadzonym przez profesora z Oksfordu czy Collège de France i słyszy w dyskusji jego uwagi, dostaje coś, czego nie kupi się za żadne pieniądze: informację zwrotną od najlepszych i początek własnej rozpoznawalności w środowisku międzynarodowym.
Po trzecie, projekty. Międzynarodowe konsorcja badawcze nie rodzą się z formularzy grantowych, lecz z rozmów — najczęściej tych prowadzonych w kuluarach, gdy okazuje się, że dwa zespoły z różnych krajów badają ten sam problem z dwóch stron. Konferencja stanowi zaplecze takich rozmów. Program, który ją wspiera, finansuje w istocie przyszłe wnioski do Narodowego Centrum Nauki, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Horyzontu Europa, European Research Council i innych grantodawców.
Gniezno, wrzesień 2026: jak to wygląda w praktyce
Teoria brzmi przekonująco, ale najlepszym argumentem jest konkret. W dniach 16–18 września 2026 r. w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie odbyła się czwarta konferencja z cyklu „Światy Słowian”, tym razem pod hasłem „Władza cesarzy, możnych i wiecu. Kto jej potrzebuje?”. Wydarzenie sfinansowano właśnie ze środków programu „Wektory Nauki”.
Bilans trzech dni obrad wygląda następująco: 46 wystąpień, w tym trzy wykłady plenarne i 43 referaty panelowe, jedenaście paneli tematycznych prowadzonych przez dziewięciu przewodniczących, 32 instytucje z dwunastu krajów i dwóch kontynentów, siedmiu współorganizatorów z Polski i Litwy oraz format hybrydowy, dzięki któremu obrady można było śledzić z dowolnego miejsca na świecie.
Lista instytucji tłumaczy, co znaczy „międzynarodowa rozpoznawalność” w praktyce: Oksford, Cambridge, King’s College London, Collège de France, EHESS i Université PSL, Leibniz Universität Hannover i GWZO w Lipsku, Czeska Akademia Nauk, uniwersytety w Pécsu, Bukareszcie i Sofii, Litewski Instytut Historii, instytuty ukraińskie, ośrodki norweskie i amerykańskie — obok instytutów PAN i uniwersytetów z Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Lublina, Łodzi, Rzeszowa, Bydgoszczy, Opola, Zielonej Góry, Piotrkowa i samego Gniezna. Wykłady plenarne wygłosili Aleksander Paroń (IAE PAN), Jonathan Shepard (University of Oxford) i Andrzej Pleszczyński (UMCS).
Najciekawsza jest jednak struktura pokoleniowa mówców. Trzynaścioro prelegentów (28 proc.) to badacze na wczesnym etapie kariery — doktoranci i świeżo wypromowani doktorzy prezentujący pierwsze poważne wyniki. Osiemnaścioro (39 proc.) to badacze w średnik wieku (tzw. middle-aged career researchers). Piętnaścioro (33 proc.) to profesorowie i dyrektorzy instytutów. Dwie trzecie programu stanowiło pokolenie młode i w średnim wieku, podczas gdy seniorzy przewodniczyli dyskusji, a niektórzy wygłaszali również referaty. Trudno o lepszą ilustrację tego, po co finansuje się konferencje: młody badacz nie tyle „prezentował się” czołowym badaczom z różnych dyscyplin, ile rozmawiał z nimi jak równy z równym.
Merytorycznie było to spotkanie wyraźnie interdyscyplinarne. Dwadzieścia referatów reprezentowało historię i krytykę źródeł, czternaście — archeologię i kulturę materialną, pozostałe terminologię i językoznawstwo historyczne, numizmatykę i gospodarkę, hagiografię i liturgię, a nawet historię środowiskową i klimatu. Źródła pisane, wyniki wykopalisk, bulle ołowiane, skarby monet, źródłoznawstwo i dane klimatyczne posłużyły do odpowiedzi na jedno pytanie: skąd właściwie brała się władza.
Geograficznie dominowały Ruś, Nowogród i Halicz-Wołyń (14 referatów) oraz Polska Piastów(9), a dalej Słowiańszczyzna połabska, Pomorze i Prusy, Czechy i Europa Środkowa, Bałkany i Bizancjum, Skandynawia oraz Wielkie Księstwo Litewskie.
Organizatorzy zapowiedzieli już piątą odsłonę cyklu w 2028 r. — poświęconą prawu, zwyczajom i tradycji w światach Słowian. To najlepszy dowód, że dobrze zorganizowana konferencja nie kończy się wraz z ostatnim panelem, lecz uruchamia kolejny cykl współpracy. Jej wyniki zaś zostaną opublikowane w serii De Gruyter Brill „The Worlds of the Slavs”, a redaktorami mają być Carina Damm (Instytut Historii im. T. Manteuffla PAN), Alexandra Vukovich (King’s College London) oraz Monika Stelmasiak-Majorek (Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie).
Nauka potrzebuje ciągłości
Gnieźnieńskie obrady są jednym z ponad 180 przedsięwzięć, które w pierwszej edycji „Wektorów Nauki” otrzymały wsparcie. Za każdym z nich stoi podobna historia: zaproszeni goście, których bez dofinansowania nie byłoby stać na przyjazd (w tym doktoranci, młodzi badacze i osoby z Ukrainy), doktoranci z pierwszym międzynarodowym wystąpieniem w dorobku, rozmowy w kuluarach, z których być może za dwa lata lub szybciej wyrośnie wspólny wniosek grantowy, i tom pokonferencyjny, który wprowadzi polskie ustalenia do obiegu światowego. W którym doktorant opublikuje teks obok takich nazwisk jak na przykład Jonathan Shepard, Constantine Zuckerman czy też Dariusz Dąbrowski.
To także rachunek zdroworozsądkowy. Kwoty przeznaczane na tego typu wydarzenia są w skali budżetu nauki niewielkie, a pozwalają przez trzy, cztery i więcej dni skupić w jednym miejscu czołówkę danej dziedziny i zostawić po sobie trwały ślad — publikacje, kontakty, konsorcja. Niewiele instrumentów finansowania ma tak korzystną relację nakładu do efektu.
Dlatego trudno o inne zakończenie niż wyrażenie nadziei, że „Wektory Nauki” będą kontynuowane — w kolejnych edycjach, z przewidywalnym kalendarzem naborów i stabilnym budżetem. Właśnie dzięki takim programom polska nauka ma realną szansę na międzynarodową rozpoznawalność, młodzi badacze — na spotkanie z najlepszymi w swojej dziedzinie i zbudowanie własnej pozycji, a całe środowisko — na to, by rozmowa o wspólnych projektach badawczych toczyła się w Gnieźnie, Warszawie czy Lublinie równie naturalnie jak w Oksfordzie czy Paryżu. Ciągłość jest tu warunkiem skuteczności. Dlatego raz dobrze obrany kierunek należy wspierać i chwalić, co też i ja staram się czynić.
Adrian Jusupović
Instytut Historii im. T. Manteuffla Polskiej Akademii Nauk
Ministerialne wsparcie dla działań na rzecz upowszechniania nauki