Na początku listopada ruszy nabór wniosków do Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. O finansowanie będzie się można ubiegać w czterech modułach: „Dziedzictwo”, „Nowe Wyzwania Humanistyki”, „Uniwersalia” i „Sokrates – publikacja popularnonaukowa”. Zmiany wprowadzone w nowych konkursach przybliża prof. Mikołaj Sokołowski, przewodniczący Rady NPRH.
Co nowa formuła ma dać środowisku humanistów? Czy można zapobiec przewlekłości procedury rozstrzygania konkursów? Dlaczego skrócono terminy realizacji projektów? W jakich sytuacjach dojdzie do wymiany recenzentów? Co z udziałem nauk społecznych? O zmianach w Narodowym Programie Rozwoju Humanistyki z prof. Mikołajem Sokołowskim, przewodniczącym Rady NPRH, rozmawia Piotr Kieraciński.
Pojawił się kolejny komunikat ministra o Narodowym Programie Rozwoju Humanistyki. Czy zmiany, o których rozmawialiśmy wiosną, zostały w nim uwzględnione?
W zasadzie realizujemy te deklaracje. Chciałbym jednak najpierw wyjaśnić istotę korekt wprowadzanych w konstrukcji Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, a następnie skomentować najpilniejsze kwestie, o które jako członkowie Rady i ministerstwo jesteśmy pytani, to znaczy o przewlekłość procedury rozstrzygania konkursów, proporcje między humanistyką a naukami społecznymi oraz, co pewnie wszystkich najbardziej interesuje, to znaczy wysokość finansowania.
W rozmowach z władzami ministerstwa, także w związku z rozstrzyganiem najważniejszych modułów w obecnym konkursie, to znaczy „Nowych Wyzwaniach Humanistyki” i „Dziedzictwie Plus”, zabiegamy o to, żeby finansowanie programu było zwiększone, bowiem zdarza się, że nawet bardzo dobre projekty nie mogą otrzymać grantu. Jak widać, nie jest to jedynie bolączka Narodowego Centrum Nauki. Resort podejmuje starania, żeby wygospodarować dodatkowe środki. W poprzednim konkursie mieliśmy bardzo wysoki współczynnik sukcesu, w niektórych modułach sięgał 40%. Teraz, z powodu ogromnej liczby wniosków, taki wynik może być nieosiągalny.
Chcielibyśmy, żeby obok wymogu uprawiania nauki w standardzie excellence, program pełnił też rolę stymulującą rozwój badań naukowych nie tylko w najlepszych ośrodkach, ale też w tych mniejszych. Naszym celem jest konsekwentne przebudowywanie myślenia o badaniach humanistycznych przy jednoczesnym dbaniu o fundamentalne dla zachowania dziedzictwa kulturowego prace, na przykład edycje czy inwentaryzacje.
Czemu albo komu mają służyć te zmiany?
Dokonujemy zmian w NPRH z myślą o wnioskodawcach. Chcielibyśmy, żeby czuli się pewniej i mieli większy komfort pracy. Robimy to, po pierwsze, w oparciu o napływające do ministerstwa propozycje, prośby, także słowa krytyki. Ale w dużej mierze zmiany, podejmowane w harmonijnej współpracy z ministerstwem, opieramy na analizie dotychczasowego programu. One de facto nie są duże, to raczej korekty, doprecyzowania, uproszczenie zbyt skomplikowanych procedur. Najważniejsze jest to, że zmiany służą skróceniu realizacji projektu, co ma zapewnić poprawę jakości wyników, które nie muszą być przesadnie liczne. Obserwowaliśmy, że wielokrotnie wnioskodawca deklarował wykonanie niezwykle rozległego zadania, na przykład zinwentaryzowanie obiektów danego typu w granicach bardzo dużej przestrzeni geograficznej w ciągu pięciu lat. Były to projekty w zasadzie już u samego zarania niemożliwe do zrealizowania za te pieniądze, w tym czasie, z niewielką grupą pracowników.
Chcielibyśmy w związku z tym, żeby projekty nie były wielkie – dawniej trwały pięć lat, teraz mają być realizowane przez trzy lata. Ta modyfikacja okresu trwania projektu w modułach „Nowe Wyzwania Humanistyki” i „Dziedzictwo Plus” ma doprowadzić do zmiany myślenia o projekcie, o jego urealnieniu, o zbudowaniu zespołu, pomyśleniu o konkretnym kształcie wyników w taki sposób, żeby było to możliwe do realizacji. Nie chcemy prowadzić konkursów, które mają charakter aukcji: kto zaoferuje więcej, ten wygra. Chodzi nam o to, by projekt polegał na skonstruowaniu pewnego organizmu, który będzie konsekwentnie w krótszym czasie realizował bardzo konkretne zadanie. Są bowiem okoliczności niezależne od nas, które prowadzą do wielu utrudnień w realizacji przedsięwzięć. Jeżeli prowadzi się je w sposób przewlekły, problemy się piętrzą. Są to choćby kwestie osobowe związane np. z utrzymaniem zespołu. Obserwujemy, że im dłużej trwa projekt, tym zespoły mają większą skłonność do rozpadania się. Powody są czysto ludzkie: zdrowotne, zmiana pokoleniowa, zmiana zainteresowań młodszych osób, które po prostu szukają lepiej płatnej pracy, bo mają zobowiązania ekonomiczne w stosunku do swoich rodzin.
Skoro duży projekt jest za mały, żeby zrealizować program badań, to dlaczego skracacie terminy realizacji projektów?
Zmiana okresu realizacji grantu ma pomóc w skonstruowaniu projektu bardziej realistycznego pod względem zakresu prowadzonych prac; zespołu, który ma większe szanse na scementowanie się i wykonanie tego zadania w czasie nieco krótszym, przy praktycznie niewielkim obniżeniu finansowania.
Ooo!
Wbrew pozorom ta zmiana może mieć pozytywny skutek dla projektów kontynuowanych. To znaczy, dotychczas można było dostać 1,8 mln zł na pięć lat, teraz będzie można otrzymać 3 mln zł na sześć lat, ale w rozbiciu na dwa granty, jeżeli będzie to projekt kontynuowany. Za skróceniem czasu realizacji projektu przemawiają także inne okoliczności, między innymi finansowe, które są związane na przykład ze wzrostem cen przy produkcji książek. Nagminnie zdarza się, że po pięciu, siedmiu, dziesięciu latach wykonawcom brakuje pieniędzy na wydanie książek, czyli na „dowiezienie” wyniku do końca, co jest zupełnie fundamentalne. Po to ten projekt był finansowany i realizowany, żeby zakończył się opublikowaniem książek, często wielu, w związku z tym nawet dość drobna w przypadku jednej publikacji zmiana cen papieru czy kosztu pracy osób zaangażowanych w jej powstanie, zmultiplikowana przez 10 czy 15 książek, powoduje duże kłopoty finansowe dla wykonawców.
Obserwujemy również zjawisko, które nazywamy podwojeniem finansowania, co może być niestety traktowane jako podwójne finansowanie, a to jest niedopuszczalne.
Na czym ono polega?
Na tym, że ludzie szukają pieniędzy poza projektem, na przykład na wydanie książek, na które dostali pieniądze 5–7 lat wcześniej, ale te środki są po tylu latach niewystarczające. Apelujemy o to, żeby w takich przypadkach zwracać się o opinię prawną do ministerstwa, a nie podejmować żadnych decyzji na własną rękę, ponieważ projekt ministerialny nie może być finansowany z dwóch źródeł. Chcielibyśmy najnowszymi zmianami wyeliminować przypadki, gdy kierownicy jednostek i projektów znajdą się w pułapce finansowo-administracyjnej, jaką jest grant wykonywany przez wiele lat w bardzo dynamicznej sytuacji politycznej, ekonomicznej i społecznej. Nie chcemy obniżenia finansowania i w konsekwencji nie będzie mniej pieniędzy.
Będzie też być może więcej laureatów w konkursach, co ostatecznie zależy od poziomu składanych wniosków i ich wykonalności. Jeżeli widzimy, że projekt jest niewykonalny, to Rada nie rekomenduje takiego zadania do finansowania, ponieważ wiemy, że za dwa, trzy, cztery lata wygeneruje to rozmaitego rodzaju kłopoty, także dla wykonawców. Chcemy więc od razu takie sytuacje wyeliminować. To jest manewr, który przy zachowaniu dotychczasowej kultury tematycznej, otwartości, ma zapewnić wykonawcom lepszy komfort pracy. Zależało nam też na tym – i to jest kolejna fundamentalna sprawa – żeby konkursy były ogłaszane co roku. Tak się przez ostatnie dwa-trzy lata dzieje, że co roku udaje nam się ogłaszać i rozstrzygać konkursy. Chodzi o to, żeby przyzwyczaić do pewnego rytmu wnioskodawców, żeby mieli pewność, że będą w kolejnym roku mogli się starać o pieniądze na badania. To jest trudne z wielu powodów, także organizacyjnych, bo padają rekordy liczby składanych wniosków. W ostatnim konkursie było ich około 550, ale w innych programach bywało prawie tysiąc. Każdy wymaga zapoznania się z nim, przemyślenia, przedyskutowania, a to powoduje wydłużenie całej procedury. Staramy się nad tym panować przynajmniej w podziałach rocznych.
Jednym z problemów NPRH były przedłużające się terminy publikacji wyników konkursów.
Oprócz tego, że chcemy poprzez skrócenie czasu realizacji projektu zapewnić lepsze warunki do jego realizacji, chcemy też skrócić czas oczekiwania na rozstrzygnięcie. Temu służą wprowadzone w komunikacie dwie zmiany. Pierwsza dotyczy preselekcji. Do tej pory odbywała się ona na zasadzie oceny zgodności projektu z charakterem programu czy modułu. Obecnie Rada otrzymała drugie narzędzie oceny projektu, którym jest ocena kosztów. Często w niektórych kategoriach, na przykład honorariach, bywają one niedoszacowane albo nie ma przewidzianej odpowiedniej liczby kwerend, bo na przykład wnioskodawca nie zdaje sobie sprawy z tego, że dane dokumenty istnieją także w innych niż wskazane w projekcie archiwach, do których powinien pojechać. Więc apelujemy i prosimy o to, żeby bardzo szczegółowo przemyśleć kwestię kosztorysu, ponieważ błędy mogą przyczynić się do zdyskwalifikowania projektu na etapie preselekcji. Ma to na celu dopuszczenie do drugiej części konkursowej mniejszej liczby projektów, co z kolei przyspieszy ich procedowanie, ocenę przez ekspertów zewnętrznych i wewnętrznych. Zrezygnowaliśmy także z jednego eksperta wewnętrznego, co znaczy, że każdy projekt będzie oceniała dwójka ekspertów wewnętrznych i jeden zewnętrzny.
Kim jest ekspert wewnętrzny i zewnętrzny?
Ekspert wewnętrzny oznacza członka Rady NPRH. Dotychczas projekty były oceniane przez czterech ekspertów, jednego zewnętrznego i trzech członków Rady. Zatem zmniejszyliśmy obciążenie członków Rady, co moim zdaniem też przyspieszy całą procedurę. W tegorocznym konkursie mieliśmy już wiosną gotową listę recenzentów. Jest jesień, a nadal nie mamy kompletu recenzji. Rozstrzygnęliśmy bardzo szybko Sokratesa, ponieważ zrobiła to Rada. Na początku roku przedstawiliśmy ministrowi nasze rekomendacje.
Natomiast pozostałych modułów, „Nowych Wyzwań Humanistyki” i „Dziedzictwa Plus”, w tym konkursie nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć bez kompletu recenzji zewnętrznych. Nie chcemy jednak zrezygnować z recenzenta zewnętrznego z fundamentalnych powodów. Po pierwsze, ten program ma charakter środowiskowy, co zapewnia udział recenzentów zewnętrznych, czyli głos środowiska, w ocenie wniosków. To jest oczywiście program ministra, ale jego złożona forma powoduje, że środowisko ma wpływ na jego kształt i końcowe wyniki. Jeżeli zrezygnujemy z eksperta zewnętrznego, na przykład pod presją czasu, ze względu na konieczność przyspieszenia procedury, to program straci fundamentalną, moim zdaniem, cechę. Po drugie, eksperci zewnętrzni gwarantują niezależne spojrzenie na projekt. To jest dla nas bardzo ważne.
Kolejnym powodem, dla którego nie chcemy zrezygnować z recenzenta zewnętrznego, mimo że ten etap wydłuża całą procedurę, jest kompetencja tego recenzenta. Mamy do czynienia z projektami z bardzo wąskich specjalności, które często nie mają swoich reprezentantów w Radzie. Dlatego ocena eksperta, który jest bardzo kompetentny w tym wąskim wycinku nauki, ma dla nas ogromne znaczenie i pomaga nam w podejmowaniu dalszych decyzji. Dlatego jeszcze raz apeluję do ekspertów o to, żeby wykonywali recenzje w wyznaczonym przez ministerstwo, nie tak znów krótkim, czasie, bo to bardzo ułatwi pracę i przyspieszy podejmowanie decyzji. Spowoduje, że konkursy, moduły będą rozstrzygane znacznie szybciej. Uzgodniliśmy z ministerstwem, że będziemy podawać wyniki konkursu etapami, to znaczy po zamknięciu modułu, a nie całego konkursu trzymodułowego.
W komunikacie mamy znów kontrowersyjne niegdyś „Uniwersalia”.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom środowiska, powróciliśmy do „Uniwersaliów”, czyli do modułu, który zapewniał finansowanie przekładom polskich prac naukowych, eseistycznych na języki kongresowe. Generalnie Rada ma tutaj pewne wątpliwości, ponieważ uważa, że publikacje zagraniczne powinny być wynikiem współpracy międzynarodowej i powinny być gwarantowane w ramach tej współpracy. Niemniej jednak oczekuje się od nas, żebyśmy ten moduł przywrócili i w związku z tym to się stało, choć na trochę innych zasadach. Będzie to program finansujący tłumaczenia polskich wybitnych prac naukowych na języki kongresowe i upublicznianie ich w otwartym dostępie przez polskie wydawnictwa, co ma na celu wzmocnienie polskich wydawnictw i natychmiastowe udostępnienie tych dzieł.
W poprzednim wydaniu „Uniwersalia” napotykały bardzo często na problemy z dokończeniem projektu. Krótko mówiąc, wydawcy, którzy przed zapoznaniem się z pełnym tłumaczeniem książki deklarowali chęć jej wydania, po zapoznaniu się z przekładem odstępowali od współpracy. Takich projektów było sporo. Wiemy, że rozwiązania teraz proponowane są niedoskonałe, ale wydaje się, że przynajmniej spowodują powszechną dostępność tekstu w języku obcym, choćby angielskim. Taki projekt nie będzie pułapką dla kierownika jednostki czy autora książki, którzy na ostatnim etapie musieli poszukiwać innego wydawcy, żeby książkę opublikować. To się zresztą często nie udawało. Proszę też zwrócić uwagę, że z modelu trzymodułowego, który proponowaliśmy w zeszłym roku, powstał program czteromodułowy, który obejmuje coraz więcej zadań wymagających finansowania ze strony państwa. Rada, jak zawsze, przygotuje też odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.
Co z udziałem nauk społecznych? Ten problem wydawał się nie do rozwiązania bez strat.
Konsekwentnie staramy się tak modelować Narodowy Program Rozwoju Humanistyki, żeby mogły znaleźć w nim finansowanie wszelkie formy humanistyki. Zmieniliśmy nieco proporcje pomiędzy naukami humanistycznymi i społecznymi, podkreślając, że program ma charakter humanistyczny. Dlatego w nazwie modułu „Nowe Wyzwania” pojawiła się humanistyka. Dlatego w module „Sokrates” podkreślamy, że chodzi o książkę podejmującą ważne wyzwanie humanistyki. Ale człowiek jest istotą społeczną. Zatem uspokajam przedstawicieli nauk społecznych: ci, którzy mają dorobek naukowy w zakresie humanistyki, są dopuszczeni do udziału w konkursie i to jest w komunikacie wyraźnie powiedziane. Służy to pewnej konsekwencji, z jaką staramy się otwierać humanistykę na inne nauki, dziedziny wiedzy, umiędzynaradawiać ją.
Oczekujemy też, że przełoży się to na konstrukcję zespołów, że one nie będą wsobne, że nie będą się rekrutowały tylko z jednej instytucji czy z danego środowiska naukowego, jak na przykład z instytutów Polskiej Akademii Nauk. Chcemy, żeby zespoły gromadziły wykonawców z różnych środowisk, także zagranicznych. Dzięki temu będą tworzyły nowe środowisko. Ludzie będą się dzielili zróżnicowanymi doświadczeniami; a widać różnicę w podejściu do badań pomiędzy badaczami polskimi i zagranicznymi, co może się potem przełożyć na kontynuację badań w innych projektach, także europejskich. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że robimy badania we własnych grupach, dobranych trochę na zasadzie tematyczno-towarzyskiej, z ludźmi, z którymi się dobrze czujemy, a boimy się konfrontować własne doświadczenia z ludźmi z odległych krajów czy jednostek naukowych, którzy przychodzą z zupełnie innymi doświadczeniami. Bardzo byśmy chcieli, żeby NPRH był punktem odniesienia, bodźcem, który może popchnąć badania na szersze, międzynarodowe wody.
W którym punkcie oceny pojawiają się problemy z recenzentami?
Podam przykład z tegorocznego konkursu: brakuje jednej recenzji do zamknięcia „Nowych Wyzwań”, ponieważ recenzent, kolejny zresztą, nie wywiązał się i musieliśmy go zastąpić. Najprawdopodobniej nowy recenzent nie zdąży na czas, więc cały moduł pozostaje nierozstrzygnięty. W zasadzie mamy moduł przedyskutowany. Poświęciliśmy kilka spotkań, by omówić rzetelnie wszystkie wnioski. Recenzenci wewnętrzni wykonali prawie wszystko, co mieli wykonać. Wstępne wyniki są, ale nie jesteśmy w stanie przekazać ich ministrowi z gotową listą rekomendacji, ponieważ brakuje recenzji jednego projektu. I jeżeli się dobrze orientuję, brakuje kilkunastu recenzji w module Dziedzictwo.
Czy dobrze zrozumiałem, że wspomniał pan o wymianie recenzentów?
Do tej pory nie zdarzało się, żeby Rada wymieniała recenzentów, którzy nie wykonali recenzji. Czekaliśmy zawsze do ostatniego momentu, były wysyłane ponaglenia, prośby i tak dalej. A czas płynął. Obecnie recenzenci, którzy nie wykonali recenzji – a nie chodzi o spóźnienie o jeden czy dwa dni, mówimy o miesiącach opóźnienia – będą wymieniani, żeby nie opóźniać w nieskończoność rozstrzygnięć konkursów. Jeżeli recenzent zobowiązał się wykonać recenzję, po czym w ogóle nie podjął żadnych kroków, nie zalogował się nawet do systemu, to najpierw są podejmowane próby kontaktu z nim. Jeżeli nie odpowiada, to go zmieniany. Mamy też recenzje wykonane częściowo, wprowadzone częściowo do systemu, ale nieskończone i niezatwierdzone. Wymiana recenzenta w takim przypadku jest trudniejsza. A brak jednej recenzji opóźnia zamknięcie procedury oceny projektów wszystkich uczestników konkursu w danym module. Cierpią na tym wnioskodawcy i recenzenci, którzy wykonali recenzje, ponieważ honoraria są płacone, kiedy konkurs się zakończy.
Wynegocjowaliśmy rozwiązanie, że minister dostaje oceny etapami, to znaczy modułami, i modułami ogłasza wyniki. Przykładowo, „Sokratesa” ogłosiliśmy w maju. Nie chcę jednak, żeby przyspieszanie oceny odbywało się kosztem jej jakości. Dyskutujemy nad projektami często kilkakrotnie, dając sobie jeszcze dwa, trzy tygodnie na przemyślenie, wracamy do projektu i zastanawiamy się, czy nie można by go jednak jakoś rekomendować, wybronić. Czas jest ważny, bo opóźnienia powodują rozpad zespołów, brak środków na upublicznienie wyników wobec dewaluacji pieniądza. Ale nie może też być tak, że projekty będą powierzchownie czy wręcz niedbale oceniane.
Co ta nowa formuła ma dać środowisku humanistów?
Mam nadzieję, że nowa formuła NPRH przyczyni się do dynamizacji prowadzonych w humanistyce badań, że badania będą prowadzone w trochę mniejszej skali, ale ich wyniki ukażą się szybciej, w związku z tym nastąpi szybka wymiana myśli. Ufam, że poprawi się jakość wyników. Nadal otwarta jest ścieżka projektów kontynuowanych, czyli wieloletnich programów edytorskich, inwentaryzacji, prac archiwistycznych. Co więcej, w związku z tym, że projekty będą miały niewiele mniejsze budżety, ale będą krótsze, de facto w praktyce kilkuletniej będą one lepiej finansowane. To będzie zatem korzystniejsze dla wykonawców. I ważne jest, żeby te zmiany doprowadziły do poprawy komfortu pracy, bo wielu kierowników bardzo się stresuje omówionymi problemami. Liczymy, że skrócone terminy realizacji projektów okażą się w praktyce bardziej zobowiązujące i realne do wykonania.
Rozmawiał Piotr Kieraciński