Czy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zażądało od Narodowego Centrum Nauki ograniczenia liczby grantów OPUS do dwóch na osobę w całym okresie jej aktywności badawczej? W środowisku naukowym od kilku dni aż huczy od plotek. Inna mówi o limicie dwóch grantów w karierze, niezależnie od rodzaju konkursu. Resort dementuje: nie ma takich planów.
Temat ograniczeń grantowych jest na tapecie od kilku miesięcy. Pierwsze propozycje Rada NCN sformułowała w marcu, a jeszcze przed wakacjami skonkretyzowała swoje plany. Po pierwsze, w naborach, których zamknięcie przewidziano po 1 stycznia 2027 roku, będzie można być wskazanym jako kierownik projektu tylko w jednym wniosku rocznie. Po drugie, od 2028 roku osoby, które w ostatniej dekadzie otrzymały dwa granty OPUS, będą mogły się starać o kolejny pod warunkiem, że uzyskają wcześniej finansowanie w konkursach Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC) lub w ciągu ostatnich pięciu lat aplikowały tam i oceniono ich projekt co najmniej w pierwszym etapie.
Działamy w sytuacji, w której – po pierwsze – współczynnik sukcesu jest znacząco poniżej optymalnej wartości dla agencji grantowych, tj. 25 procent. Po drugie, 15-procentowy wzrost liczby projektów w ostatnich konkursach OPUS i PRELUDIUM oznacza podwojenie liczby wniosków w ciągu 5 lat. Ponieważ nie idzie za tym zwiększenie naszej dotacji podmiotowej, nie mamy możliwości zatrudnienia nowych pracowników i ekspertów ani wynajęcia dodatkowych sal na posiedzenia paneli, co stanowi duże wyzwanie organizacyjne dla Centrum. Już ostatnio wyniki ogłosiliśmy później niż zwykle, bo gdy rośnie liczba wniosków to przy ograniczonych możliwościach kadrowych NCN cały proces siłą rzeczy się wydłuża – mówił w lipcu w rozmowie z „Forum Akademickim” prof. Tomasz Dietl, przewodniczący Rady NCN.
We wrześniu zapowiadane limity pojawiły się w regulaminie konkursów. Stało się to tuż po przyjęciu przez Radę Ministrów projektu przyszłorocznego budżetu, w którym na NCN zapisano o 400 mln zł więcej (w sumie ok. 2,15 mld zł). Kluczowa dla ostatecznej decyzji Rady była jednak nie wysokość dotacji celowej (na badania), lecz podmiotowej (na funkcjonowanie agencji, a więc m.in. obsługę wniosków), która ma wzrosnąć jedynie o około 2 mln zł.
Naukowcy nie kryli rozczarowania. Prof. Agata Starosta z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN pisała w serwisie X: „Dziwna decyzja Rady NCN, wiele głosów ze środowiska sugerowało inne rozwiązania dotyczące ograniczenia składania wniosków ocenionych bardzo słabo. A wybrano odpowiedzialność zbiorową”. Z kolei dr hab. Rafał Mostowy z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego we wpisie na LinkedIn przekonywał: „To potencjalnie dobra wiadomość dla utalentowanych, młodych badaczy, ale bardzo zła dla uznanych grup badawczych w Polsce. Zespoły, które prowadzą świetne badania, będą miały mniej możliwości konkurowania o fundusze”.
Jak się okazuje, to nie zakończyło sprawy. Kilka dni temu lotem błyskawicy obiegła środowisko akademickie pogłoska jakoby resort nauki chciał wymusić na NCN dalej idące ograniczenia. Najpierw niepotwierdzone informacje mówiły o limicie dwóch grantów OPUS na osobę w całej jej karierze, wkrótce plotka zaczęła żyć własnym życiem i już miały to być dwa granty w ogóle, niezależnie od rodzaju konkursu. Sieć od razu zalała fala komentarzy.
Prof. Janusz Bujnicki z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie napisał na LinkedIn: „Jeżeli te plotki są chociaż częściowo prawdziwe, to oznaczałoby to odcięcie od finansowania tych naukowców, którzy wykazują się długoterminową produktywnością i wykończenie dużych grup badawczych w Polsce. Jeżeli mamy skutecznie walczyć o fundusze z EU, to potrzebujemy oprzeć się o fundusze krajowe. Ja zdobyłem granty ERC dzięki finansowaniu przez NCN, co za każdym razem umożliwiło wygenerowanie wyników badawczych niezbędnych do uwiarygodnienia wniosków o fundusze europejskie”.
Prof. Wojciech Pokrzywa z tego samego instytutu również na LinkedIn dywagował: „Jeśli rzeczywiście taki pomysł jest rozważany, to czy nie oznaczałoby to w praktyce zahamowania rozwoju, wygaszania istniejących grup badawczych i rozproszenia reszty dostępnych środków? Trudno mi zrozumieć, jaki miałby być cel takiego rozwiązania”.
Prof. Anna Matysiak z Uniwersytetu Warszawskiego przekonywała w tym samym serwisie: „Jeśli rzeczywiście tak miałoby być, to byłby to ogromny krok wstecz i zaprzepaszczenie wieloletniego dorobku NCN w budowaniu systemu finansowania badań opartego na ich jakości”. Również dr Maciej Juzaszek z Uniwersytetu Jagiellońskiego nie miał wątpliwości: „Nie dość, że to rozwiązanie wyjątkowo złe, to jeszcze warto przypomnieć, że Narodowe Centrum Nauki jest instytucją niezależną i minister nie może decydować o takich kwestiach”.
Zwróciliśmy się do ministerstwa z prośbą o komentarz. W rozmowie telefonicznej z FA rzeczniczka resortu Dorota Kosowicz wskazała, że to klasyczny przykład dezinformacji, a plotka o rzekomej ingerencji ze strony MNiSW w organizację konkursów grantowych – co leży w gestii jedynie NCN i stanowi o autonomii agencji – jest fake newsem. W przesłanym chwilę później krótkim dementi napisano, że nie ma planów wprowadzenia takich ograniczeń.
W niedawnym wywiadzie dla FA wiceministra nauki Karolina Zioło-Pużuk, pytana o decyzje Rady NCN, uznała je za zasadne, dodając, że należy poszerzać grupę osób, które aplikują o granty.
Nie mogę się zgodzić z tym, że, interesujące, stawiające ważne pytania prace badawcze prowadzone są tylko w kilku ośrodkach. Poza Warszawą i Krakowem też robi się dobrą naukę i mechanizmy wprowadzone przez Radę NCN będą sprzyjać również tym mniejszym ośrodkom. Jeżeli ktoś zrealizował dwa duże projekty w NCN, to znaczy, że ma odpowiednie doświadczenie, zaplecze i powinien też już mieć odpowiednią ambicję do sięgania po fundusze europejskie. Rozumiem obawy, że to projekty trudniejsze w obsłudze, ale jednostki naukowe i ich kierownicy powinni zapewnić wsparcie instytucjonalne. To jest kierunek, który popieram – stwierdziła wiceszefowa resortu.
MK
Efekt św. Mateusza jest to poważny problem całej światowej nauki, nie tylko polskiej, i mówi i pisze się o nim bardzo dużo. Oczywiście - są tacy, którzy całe finansowanie by zgarnęli dla siebie, w Polsce są oni wyjątkowo bezczelni i zuchwali.