Wokół nauki
28 Maja
Źródło: Inicjatywa Pracownicza
Opublikowano: 2026-05-28

Od współpracy do konfliktu

Byłem świadkiem różnych działań związków zawodowych, zarówno bardzo pozytywnych, jak i głęboko negatywnych. Potrafiły one dostrzec bolączki trapiące pracowników i proponować sposoby ich rozwiązywania. Potrafiły także bronić pracowników pozostających w konflikcie z przełożonymi. Ale widziałem też osobiste ambicje reprezentantów związków, które niezaspokojone przez władze, prowadziły do rozniecania konfliktu o druzgocących dla uczelni skutkach.

Teoretycznie rolę związków zawodowych w uczelniach określają przepisy Ustawy o związkach zawodowych oraz wybrane zapisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Ich rola została wzmocniona za rządów PiS zarówno poprzez rozszerzenie ich kompetencji o obowiązkową reprezentację w trakcie posiedzeń rady uczelni, jak i faktyczną akceptację ich udziału w kreowaniu polityk uczelnianych. Sytuacja nie uległa zmianie po objęciu władzy w kraju przez nową koalicję w grudniu 2023 r. Jednocześnie rzeczywista rola związków zawodowych na uczelniach jest bardzo zróżnicowana. Przede wszystkim wynika to z różnych celów i ambicji zarówno reprezentantów władz, jak i działaczy związkowych oraz stopnia ich aktywnego uczestnictwa w wewnątrzuczelnianych politykach.

Zwróćmy uwagę, że ustawowa rola „reprezentowania ludzi pracy” jest – pomijając stylistykę ustawy z 1991 r. – nieadekwatna do realnej sytuacji na uczelniach. Mimo braku dokładnych danych statystycznych i chęci związków do publicznego przedstawiania rzeczywistej liczby członków, średnia krajowa pracowników należących do związków jest w miarę stabilna po 2000 r. i oscyluje wokół 12–15% pracujących. Przy tym pod uwagę wziąć należy rozdrobnienie organizacji związkowych. W 2022 r. w zakładach pracy funkcjonowało 11 656 związków zawodowych, ze średnią liczbą 128 członków i medianą równą 38 osób. Przytaczam te cyfry, by wskazać, że polskie ustawodawstwo uprzywilejowuje nawet niewielkie organizacje związkowe, sugerując, że mogą reprezentować ogół pracowników. Obecnie w żadnym wypadku organizacje związkowe – przynajmniej w uczelniach – nie są reprezentacją ani całości, ani nawet większości pracowników.

Dążyć do kompromisu

Ta pozostałość po historycznych przemianach lat osiemdziesiątych XX wieku nie musi mieć ani jednoznacznie pozytywnych, ani negatywnych skutków dla funkcjonowania uczelni. Niewielkie liczebnie organizacje odzwierciedlają kulturę pracy poszczególnych uczelni, a w ich ramach – grup zawodowych, z których rekrutują członków. Ich znaczenie zależy od wpływu, jaki mogą wywrzeć na przebieg wyborów rektorskich lub dziekańskich oraz na sposób zarządzania uczelnią przez władze akademickie. Przewodniczący związków zawodowych mają do wyboru dwie drogi wywierania wpływu na władze uczelni. Mogą wybrać współpracę z władzami i moderowanie swoich działań tak, by realizowały swoje cele nie szkodząc grupom pracowniczym związanym z konkretnymi związkami. To model typowo lobbystyczny. Drugi model opiera się na konfrontacji. Przewodniczący związków zwalczają działania władz, licząc na ich ostateczne ugięcie się przed mniej lub bardziej przemocowymi akcjami pracowniczymi. Obie te drogi mogą się dowolnie łączyć, bowiem pozycja przewodniczących zależy od korzyści, jakie są w stanie uzyskać od pracodawcy dla swoich „klientów”.

Istotną rolę odgrywają ambicje samych przewodniczących związków zawodowych. Bardzo rzadko posiadają oni wiedzę dotyczącą realiów zarządzania uczelnią. Natomiast jako osoby chronione przez prawo mają duży zakres wolności w interpretowaniu i rozpowszechnianiu opinii i pogłosek dotyczących działań władz lub poszczególnych pracowników uczelni. Nawet jeśli te opinie są pomówieniami, a wręcz obelgami kierowanymi przeciw chwilowym przeciwnikom w środowisku akademickim, bardzo rzadko spotykają się z adekwatnymi sankcjami prawnymi. Prowadzenie działań prawnych przeciwko działaczom związków zawodowych, nawet jeśli świadomie łamią oni zasady kultury akademickiej i prawa powszechnie obowiązującego, nie mają wielkich szans na sukces.

Jednocześnie związki zawodowe mogą odgrywać pozytywną rolę, o ile ich działacze są w stanie sprawnie zbierać opinie pracowników i współpracować z władzami w celu poprawy sytuacji nauczycieli akademickich i pracowników administracji. Wymaga to jednak od obu stron – także związków zawodowych – akceptacji, że nie wie się wszystkiego, że warto rozmawiać dążąc do kompromisu. Bardzo wiele zależy w tym procesie od roli, w jakiej widzą się przedstawiciele związków w kontekście całej społeczności akademickiej.

Nie święci, nie anioły

Mając za sobą wiele lat pracy na różnych stanowiskach zarządczych na Uniwersytecie Wrocławskim mogę powiedzieć, że byłem świadkiem różnych działań związków zawodowych, zarówno bardzo pozytywnych, jak i głęboko negatywnych. Potrafiły one dostrzec bolączki trapiące pracowników i proponować sposoby ich rozwiązywania. Potrafiły także bronić pracowników pozostających w konflikcie z przełożonymi. Ale widziałem też osobiste ambicje reprezentantów związków, które niezaspokojone przez władze, prowadziły do rozniecania konfliktu o druzgocących dla uczelni skutkach. Śledziłem negocjacje, które były toczone ze zrozumieniem i szukaniem porozumienia na drodze kompromisu. Ale byłem też uczestnikiem takich, w których brak zaufania i niechęć do przyjęcia danych dotyczących np. finansów, zatrudnienia, procedur prowadziły do impasu, a ostatecznie do konfliktu wewnątrz uczelni.

I ostatecznie odwołanie mnie z funkcji rektora (faktycznie chodziło o stwierdzenie wygaśnięcia mandatu na podstawie art. 125 ust 4–6 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce– red.) przez ministra Przemysława Czarnka było konsekwencją pisma kilku przewodniczących związków zawodowych mojej uczelni. Pisma, które rzekomo wyrażało opinie organizacji związkowych, ale nie było z nimi konsultowane. Nie wpływa to na moją ocenę roli, jaką mogą odegrać organizacje związkowe w uczelniach. Mają możliwość współuczestnictwa w kształtowaniu zdrowej kultury pracy. Mogą chronić pracowników poprzez moderowanie polityk władz akademickich, jeśli te są szkodliwe dla całej społeczności, czego nie wykluczam.

Ale tak, jak władze uczelni nie składają się ze świętych i wszechwiedzących, tak i przewodniczący i członkowie związków nie są aniołami bezinteresownie walczącymi o dobro ludzi świata pracy. Obie strony są dziećmi lokalnych kultur akademickich. A w konsekwencji przemian całego polskiego społeczeństwa, od wielu lat funkcjonują w toksycznym środowisku, które w niewielkim stopniu z szacunkiem odnosi się do kompetencji merytorycznych. Dzisiejsza atmosfera konfliktu i przemocy w relacjach społecznych, kult siły i sprawczości premiują nastroje rewolucyjne, demagogię i chęć mierzenia swoich muskułów przez obie strony – co za ironia! – dialogu społecznego. Taka atmosfera nie sprzyja racjonalnemu namysłowi i cierpliwym negocjacjom.

A przecież w tym tkwi siła związków zawodowych: w umiejętnej trosce i o swoich członków i o całą społeczność pracowniczą. Skupienie się na walce o partykularne interesy osób i grup prowadzi do pogłębiania klimatu braku zaufania i rozpadu wspólnot akademickich.

Powtórzę więc na koniec: związki zawodowe mogą odgrywać ważną funkcję w jednoczeniu i usprawnianiu działania całej społeczności uczelni. Muszą jednak tego chcieć.

prof. Przemysław Wiszewski

były rektor Uniwersytetu Wrocławskiego

Dyskusja (2 komentarze)
  • ~Profesorek 08.06.2026 09:01

    Proponuję analogiczny transparent "STUDIA NIE TYLKO DLA MĄDRYCH". W zasadzie każdy zasługuje na dyplom, inaczej to dyskryminacja!

  • ~Przemo 01.06.2026 13:20

    Gdyby zarządzanie polskimi uczelniami było bardziej przejrzyste i bardziej kolegialne, związki zawodowe byłyby prawdopodobnie niepotrzebne.
    Jeśli opinia kilkunastoosobowego związku zawodowego może przyczynić się do usunięcia rektora, a opinia kilku studentów do zwolnienia nauczyciela akademickiego, to coś jest nie tak.