Wydawcy po nowemu
12 Listopada
Źródło: olsztyn24.com
Opublikowano: 2020-11-12

Treści naukowe są dobrem publicznym

Rozmowa z Ewą Bluszcz, dyrektorem i redaktorem naczelnym Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego

Wydawnictwa akademickie w Polsce są obecnie najważniejszym, specjalistycznym i sprofesjonalizowanym miejscem publikowania wyników badań naukowych.

Jak można określić politykę, którą prowadzą władze Uniwersytetu Łódzkiego wobec swojego wydawnictwa?

Wydawnictwo jest bardzo mocno wspierane przez władze Uniwersytetu Łódzkiego i przez władze poszczególnych wydziałów uczelni, zarówno merytorycznie, jak i finansowo. Kwestie publikowania utworów pracowników uniwersytetu i autorów niebędących pracownikami UŁ zostały precyzyjnie uregulowane w specjalnym zarządzeniu rektora i w regulaminie zarządzania prawami własności intelektualnej naszej uczelni. Mówi się w nich o tzw. prawie pierwszeństwa publikowania, wskazuje na tryb zwolnienia z prawa pierwszeństwa publikowania i reguluje również kwestie związane z organizacją wydawania czasopism naukowych.

Wydawnictwo razem z władzami uczelni uruchomiło specjalny program wspierania rozwoju czasopism naukowych afiliowanych przy UŁ, który razem z programami ministerialnymi pomaga redakcjom w uruchomieniu działań na rzecz podnoszenia jakości, umiędzynarodowienia, zwiększenia liczby cytowań i skutecznego aplikowania do renomowanych baz treści naukowych.

Oczywiście nie wszystko da się uregulować, zakres tematyczny i formalny naszych publikacji jest tak szeroki, że istnieje konieczność stosowania rozwiązań zindywidualizowanych. Mamy na taką okoliczność kilka opracowanych rozwiązań organizacyjnych.

Co państwo robią, aby podnieść poziom czasopism?

Za poziom merytoryczny i konkurencyjność treściową odpowiadają redakcje czasopism, w szczególności jest to główna odpowiedzialność redaktora naczelnego. Jednak jest też cała skomplikowana sfera administracyjna i organizacyjna działalności czasopism, od której zależy m.in. skuteczność w aplikowaniu do baz referencyjnych. Obecność w bazach wskazanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i wskaźniki cytowalności przekładają się bezpośrednio na ocenę jakości czasopisma. Uniwersytet Łódzki stworzył swój własny program wsparcia czasopism, odmienny od ministerialnego, bo obejmujący działania przede wszystkim na rzecz wzmocnienia profesjonalizacji cyklu wydawniczego, rozwoju narzędzi na rzecz zarządzania procesem publikacyjnym, w tym inwestycje w platformy elektroniczne, takie jak Digital Commons by Elsevier i Open Journal Systems, które umożliwiają zdalne sterowanie procesem dostarczania, oceny, selekcji, redagowania i upowszechniania (w tym promowania) treści artykułów naukowych. Chcielibyśmy, by nasze teksty były widoczne i błyskawicznie dostępne dla naukowców z całego świata, by autorzy postrzegali Uniwersytet Łódzki jako prestiżowe miejsce publikowania, a w konsekwencji, by nasi autorzy byli szeroko cytowani w innych publikacjach naukowych.

Wróćmy do książek. Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego należy do niewielkiej grupy oficyn uczelnianych, których oferta wybiega poza krąg odbiorców specjalistów. A więc nie tylko monografie i zbiorówki pokonferencyjne, lecz także książka popularnonaukowa, poradniki… Czy taki profil i zarazem model biznesowy uda się w przyszłości utrzymać?

Głównym zadaniem Wydawnictwa UŁ jest oczywiście wydawanie książek naukowych i te stanowią 95% naszej produkcji. Opracowujemy i wydajemy również serie o bardziej popularnym charakterze, gdyż daje to dużo szersze możliwości promowania wiedzy naszych naukowców. W ten sposób zdobywamy nowych odbiorców, którzy zachęceni sięgną być może kiedyś po bardziej wymagającą literaturę, a w każdym razie zapamiętają, że można jej szukać w naszym wydawnictwie. Nasi naukowcy współtworzą z nami serie popularnonaukowe, wspomagają nas fachową wiedzą i wspólnie staramy się wypracować model książki popularnej tworzonej z myślą o szerokim odbiorcy. Może uda nam się wypracować taką polską formułę popularyzowania wiedzy, która zmniejszy uzależnienie od tłumaczeń literatury obcej, głównie anglojęzycznej. Nie sądzę, byśmy kiedykolwiek zostali wydawnictwem poradnikowym, nie jest to naszym celem. Przygotowaliśmy parę krótkich poradników dla seniorów w ramach serii „Jesień Życia”, ale główną motywacją wydawniczą był fakt, że uniwersytet prowadzi w tym zakresie badania socjologiczne i demograficzne. Mamy wielu specjalistów piszących poważne monografie dotyczące procesów starzenia się społeczeństwa. Dlaczego nie skorzystać z ich wiedzy, z ich kontaktów w środowisku zajmującym się tą problematyką? Podobnie jest z tematyką biznesową. Nie kreowaliśmy poradników, chodziło nam raczej o publikacje eksperckie dla praktyków, napisane „przy okazji” konferencji i seminariów uniwersyteckich, jak np. seria „Akademia Samorządowa”. Na naszym wydziale pedagogicznym pojawiły się badania dotyczące rozwoju krytycznego myślenia u dzieci, których wyniki są sformułowane w programie „Edukacja dla Mądrości”. Pomyśleliśmy, że to znakomity materiał dla nauczycieli i rodziców, że trzeba to koniecznie spopularyzować i wydać w takiej formie, aby mogli z tych opracowań korzystać. Takich przykładów jest wiele.

Nasz model biznesowy jest bardzo prosty, wydajemy te publikacje tanio. Książki mają małą objętość i są zręcznie zaprojektowane, tak aby nie generowały nadmiernych kosztów graficznych i kosztów druku, zaś treści autorskie, do których – trzeba przyznać – mamy ułatwiony dostęp, pisane są specjalnie dla nas przez autorów uniwersyteckich. Stawki autorskie są ustalone dla całego uniwersytetu w specjalnym zarządzeniu rektora. Mam nadzieję, że wyjaśniłam, dlaczego wydajemy nie tylko literaturę naukową i dlaczego ta aktywność wydawnicza przynosi korzyści zarówno Uniwersytetowi Łódzkiemu, jak i czytelnikom, i powinna być utrzymana w przyszłości.

Jak się kształtują koszty, finansowanie i sprzedaż w segmencie książek akademickich?

To pytanie na rozległy raport. Odpowiem więc nieco skrótowo, że publikacje naukowe będące wynikiem prac badawczych naukowców zatrudnionych na danej uczelni finansowane są ze środków uczelni i – częściowo – z przychodów ze sprzedaży wypracowywanych przez wydawnictwo akademickie. Innym źródłem finansowania są granty badawcze realizowane w ramach różnych programów i projektów naukowych, na które organizowane są konkursy ministerialne. Sprzedaż monografii naukowych uzależniona jest na ogół od tematyki badań, na niektóre treści jest większy popyt, na niektóre mniejszy. Warto jednak przypomnieć, że treści naukowe jako dobro publiczne powinny być – zgodnie z zaleceniami wdrażania polityki otwartego dostępu – udostępniane za darmo po zakończeniu tzw. okresu karencji. Inaczej wygląda finansowanie publikacji zamawianych przez wydawnictwo, pisanych na zlecenie. Tu model finansowy jest prosty, komercyjny, sprzedaż musi pokryć koszty wydania publikacji i minimalny zysk.

Co się zmieniło po wprowadzeniu ministerialnego wykazu wydawców?

Według mnie nic. Wzrosło rozczarowanie w odniesieniu do tego narzędzia, które nie daje wydawcom publikacji naukowych żadnych konkretnych wskazówek ani co miałoby się zmienić w systemie ich pracy, by wydawnictwo „zasłużyło” na lepszą punktację, ani jak podnosić jakość publikowania. Padło hasło i na tym koniec. Wszystkie wydawnictwa akademickie zostały zakwalifikowane do jednej grupy punktowej i potraktowane na równi z małymi oficynami wydającymi kilka publikacji rocznie. Nie rozumiemy, jakie kryteria zostały wzięte pod uwagę przy tworzeniu tej listy.

Czy zastąpienie części tytułów drukowanych publikacjami elektronicznymi poprawia sytuację książki i wydawnictw?

Oczywiście, wzrasta dostępność publikacji, łatwiej z nich korzystać, wyszukiwać treści, dzielić się nimi i przetwarzać. Pod warunkiem, że narzędzia elektroniczne są sprawne i rzeczywiście wypełnione dobrymi treściami. Czasem słyszę od kolegów z naszego działu deponowania treści elektronicznych, że wykonują nadmiarową pracę, wysyłając do różnych baz tematycznych, które być może powinny być już dawno zagregowane z innymi, co ułatwiłoby czytelnikom przeszukiwanie i dostęp. A co do publikacji drukowanych, sądzę, że zawsze będzie na nie popyt, jednak w przypadku książek naukowych to będzie coraz mniej znaczący kanał udostępniania.

Jakie jest miejsce wydawnictwa akademickiego wśród wydawców książek naukowych?

Wydawnictwa akademickie w Polsce są obecnie najważniejszym, specjalistycznym i sprofesjonalizowanym miejscem publikowania wyników badań naukowych. Żadna inna instytucja nie jest w stanie ponieść kosztów wydawania wszystkich treści naukowych, które muszą być udostępnione społeczeństwu w jak najkrótszym czasie, tak by można było z nich skorzystać. Trzeba też uwzględnić dostęp do kompetencji autorskich, dążenie do podnoszenia jakości, wiedzę o technikach recenzowania i selekcjonowania materiału do wydania. Inna jest sytuacja na świecie, istnieją duże komercyjne wydawnictwa naukowe, które gwarantują zarówno jakość, jak i sprzedawalność tytułów. Sądzę, że polskie wydawnictwa komercyjne mają z tym ogromne problemy, a ich funkcjonowanie uzależnione jest zapewne od inwestycji w inne typy publikacyjne i inne serwisy.

Rozmawiał Grzegorz Filip

Dyskusja (0 komentarzy)