Ponad dwadzieścia instytutów Polskiej Akademii Nauk, w których przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w ubiegłym roku nie przekroczyło 10 tys. zł, otrzyma zwiększenie subwencji. Do placówek tych trafi w sumie 50 mln zł.
Kilka tygodni temu dr hab. Jacek Soszyński, dyrektor Instytutu Historii Nauki imienia Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów PAN w dramatycznym liście skierowanym do ministra nauki alarmował, że placówce brakuje pieniędzy na wypłaty. Pokazał, jak malała w ostatnich latach subwencja dla instytutu – z ponad 6,7 mln zł w 2024 roku do 5,4 mln zł w roku 2026. Szybko okazało się, że jednostek PAN będących w podobnej sytuacji jest więcej. W odpowiedzi na to minister Marcin Kulasek zwiększył subwencję 23 instytutom PAN.
Kluczem wyboru placówek było średnie wynagrodzenie brutto. Dodatkowe środki dostaną te instytuty, w których w ubiegłym roku średnia płaca nie przekroczyła 10 tys. zł. Prof. Marek Konarzewski, prezes PAN, podkreśla, że ten próg liczony jest razem z wynagrodzeniami w grantach, których w placówkach Akademii jest relatywnie dużo. Mimo to płace są niższe niż w uczelniach.
Poziom zwiększeń subwencji waha się od 601 tys. zł (Instytut Inżynierii Chemicznej PAN – to jedna z dwóch placówek, które dostaną poniżej 1 mln zł; druga to Instytutu Genetyki Roślin PAN – 927,7 tys.) do 3 mln zł (Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych PAN, Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Badań Literackich PAN, Instytut Badań Systemowych PAN, Instytut Dendrologii Polskiej Akademii Nauk, Instytut Fizyki PAN, Instytut Sztuki PAN). W sumie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznaczyło na ten cel 50 mln zł.
W Instytucie Historii Nauki PAN (dostanie 1,4 mln zł), z którego „wyszedł” alarm, płace są znacznie poniżej 10 tys. zł brutto. Dyrektor poinformował mnie, że średnie wynagrodzenie pracownika naukowego wynosiło w ubiegłym roku 8582 zł brutto. Obecnie na stanowiskach naukowych pracuje tam 44 badaczy, w tym 5 profesorów tytularnych, 13 doktorów habilitowanych (w tym jeden inż. architekt), 21 doktorów (w tym jeden inżynier) i 5 innych pracowników (w tym jeden lekarz).
Soszyński zapewnia, że doskonale zna instytut. Został w nim zatrudniony w 1986 roku i pracuje od tamtej pory niemal przez cały czas, z kilkunastoletnią przerwą (1995–2008), kiedy trafił na Uniwersytet Warszawski. Mówi, że od początku lat dziewięćdziesiątych podległa mu placówka cierpi na chroniczne niedofinansowanie. Na pytanie o powód powrotu z uniwersytetu odpowiada, że w instytucie PAN panują znacznie lepsze relacje międzyludzkie i atmosfera badań naukowych.
Z ochotą wróciłem do Akademii – deklaruje dyrektor (funkcję tę pełni już drugą kadencję, od 2019 roku). – Zdając sobie sprawę z tego, do czego wracam.
Przyznaje też, że badacze zatrudnieni w grantach, których nie ma wielu, mają dużo lepsze zarobki. Sam dobrze wspomina realizację projektu finansowanego przez Narodowy Program Rozwoju Humanistyki, który polegał na inwentaryzacji rękopisów średniowiecznych w polskich zbiorach. Jego rezultaty można znaleźć na stronie www.manuscripta.pl. Soszyński informuje, że koszty płac w Instytucie Historii Nauki PAN stanowią 108 procent subwencji.
Nie licząc ostatniego zwiększenia – zastrzega. – Przyznana nam kwota 1,4 mln zł to około 50 tys. zł mniej niż wyszło z naszych wyliczeń, ale damy sobie radę, nawet pokryjemy pewne zaległości – deklaruje.
Niestety, zwiększenie subwencji ma charakter jednorazowy i nie będzie uwzględnione do podstawy naliczania subwencji na przyszły rok. W ostatnich latach łatanie finansowych dziur w instytutach PAN powtarza się regularnie.
Jak zwykle każdej jesieni kilka instytutów szoruje po finansowym dnie, gdyż brakuje pieniędzy na wypłaty wynagrodzeń lub czynsze. Rozwiązanie ma zawsze charakter doraźny, to bardziej gaszenie pożaru, a przydałoby się stworzenie systemu, który by w przyszłości temu pożarowi zapobiegał – wyjaśnia prof. Marek Konarzewski
Za każdym razem rozwiązanie kłopotów finansowych instytutów PAN polega na jednorazowym zwiększeniu subwencji. Różnica polega na tym, że czasami kwoty te ustala samo środowisko Akademii, poprzez Zgromadzenie Dyrektorów Instytutów Naukowych (pisaliśmy o tym w grudniu 2025 r.), a czasami ministerstwo, jak stało się tym razem. Poprawa sytuacji finansowej instytutów PAN to zatem ważne zadanie zarówno dla władz Akademii, jak i dla resortu nauki, ale także dla ministra finansów.
Potrzebujemy rozwiązania systemowego, które pozwalałoby pracownikom dotrwać do końca roku we względnym spokoju – przekonuje prezes PAN.
Sytuacja, w której Instytut Historii Nauki PAN boryka się z tego rodzaju kłopotami nie jest nowa. Pamiętam dramatyczne wystąpienie prof. Michała Kokowskiego w 2016 roku, gdy alarmował o niewiarygodnie niskich płacach w tej właśnie placówce (jest jej pracownikiem do dziś). Warto zauważyć, że w tamtych czasach w niektórych instytutach PAN, zwłaszcza w Wydziale I Nauk Humanistycznych i Społecznych, średnia płaca naukowca wynosiła niewiele ponad 3 tys. zł brutto. Gdy prof. Jerzy Duszyński, ówczesny prezes PAN, zrobił przegląd płac w instytutach, okazało się, że najniższe są właśnie w Instytucie Historii Nauki. Profesor tytularny zarabiał tam wówczas około 4,5 tys. zł brutto, czyli mniej niż adiunkt w zamożniejszych instytutach PAN.
Są instytuty, w których profesor zwyczajny zarabia niewiele ponad 4 tys. zł brutto, ale też takie, w których płace profesorów sięgają nawet 19 tys. zł brutto. Istnieją niepokojące dysproporcje pomiędzy zarobkami pracowników naukowych instytutów Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych a pracownikami innych wydziałów. W niektórych jednostkach Wydziału I średnie wynagrodzenie pracowników naukowych wynosi 3133 zł, a w innych wydziałach dochodzi do 7 tys. zł – mówił w udzielonym wówczas wywiadzie dla FA.
Przypomnijmy też dane na temat płac w szkolnictwie wyższym w 2016 r. Wynagrodzenia wynikające ze stosunku pracy wynosiły przeciętnie 5,8 tys. zł brutto. W grupie profesorów – prawie 16 tys. osób – przeciętna pensja wyniosła 10,3 tys. zł, przy czym w uczelniach akademickich było to 10,5 tys., a w zawodowych tylko 7,5 tys. zł. Docenci, adiunkci i starsi wykładowcy (38,7 tys. osób) zarabiali średnio 6,5 tys. zł (w akademickich 6,54, a w zawodowych 6 tys. zł). Asystenci, wykładowcy i lektorzy dostawali najmniej, czyli średnio 3,9 tys. zł (w akademickich 3,87, a w zawodowych 4,47 tys. zł).
Skutkiem ówczesnych analiz było włączenie naukowców z PAN do systemu minimalnych wynagrodzeń badaczy, jakie w szkolnictwie wyższym stosuje się dla nauczycieli akademickich. Poszły za tym wzrosty subwencji. Niestety, dalszy rozwój sytuacji znów zostawił pracowników placówek Akademii w niekomfortowej sytuacji w stosunku do badaczy z uczelni.
Prof. M. Konarzewski uważa, że płace w instytutach PAN są znacznie niższe od uczelnianych na podobnych stanowiskach. W artykule Fundacji Science Watch Poland z początku września podano widełki wynagrodzeń w trzech uczelniach publicznych. Asystenci zarabiają w nich od 5 do 9 tys. zł, adiunkci od 7 do 17 tys. zł, profesorowie uczelni od 8 do ponad 25 tys. zł, a profesorowie tytularni od 10 do 24 tys. zł. Najwyższe zarobki w opisanych uczelniach są na Politechnice Gdańskiej, a najniższe na Uniwersytecie Bielsko-Bialskim. Trzecią analizowaną uczelnią był Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie.
Piotr Kieraciński