Inwestycje w naukę i badania mają być jednym z sześciu strategicznych filarów zaprezentowanego dziś rządowego programu rozwoju kraju. Oprócz zwiększenia nakładów na B+R, planowane jest stworzenie nowoczesnych centrów badawczych, dla których wzorcem ma być m.in. katalońska ICREA. Przypominamy nasz październikowy tekst o tej instytucji.
ICREA, czyli Catalan Institution for Research and Advanced Studies, to organizacja wspierana w całości przez rząd Katalonii. Z formalnego punktu widzenia jest fundacją non-profit. Powstała w 2001 roku w odpowiedzi na potrzebę znalezienia nowej formuły zatrudniania, która pozwalałaby naukowcom w pełni konkurować na międzynarodowej arenie. Skupia wyłącznie wybitnych uczonych. Jak można przeczytać na stronie internetowej, „to tętniąca życiem społeczność badaczy ze wszystkich obszarów wiedzy, którzy przyczyniają się do rozwoju ludzkości”. Brzmi nieco pompatycznie, ale – co potwierdzają moi rozmówcy – nie ma w tym ani krzty przesady.
ICREA zatrudnia obecnie 285 badaczy z 29 krajów (1/4 to kobiety, wskaźnik ten systematycznie idzie w górę, na początku było to tylko 16%), od filozofów po astrofizyków, którzy prowadzą badania w 48 różnych instytucjach goszczących w całej Katalonii. Wśród nich jest także Polak, prof. Maciej Lewenstein, fizyk teoretyk specjalizujący się w optyce kwantowej, fizyce ultrazimnych gazów i informatyce kwantowej, laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (2011). Od blisko 20 lat jest związany z Instytutem Fotoniki (Institut de Ciències Fotòniques, ICFO) w Castelldefels i właśnie z ICREA.
Od początku swojego istnienia ICREA stworzyła stałe posady dla ponad 350 osób ze wszystkich dziedzin nauki. Działa w sposób niesłychanie selektywny, stara się ściągać ludzi, którzy reprezentują najwyższy światowy poziom w nauce. I którzy mają coś wspólnego z Katalonią. W moim przypadku była to żona, która pochodzi z tego regionu. Oboje dostaliśmy ofertę pracy i dzięki temu mogliśmy przenieść się z północnych Niemiec – wspomina.
Rozmowy o ICREA nie może zacząć inaczej niż od przypomnienia, że Hiszpania jest podzielona na autonomie. W tym kontekście, jak się za chwilę okaże, to kluczowy element. Autonomie są niezależne zarówno w sensie finansowym, jak i pod względem prowadzonej polityki edukacyjnej, naukowej czy kulturalnej. Tę wolność w pełni wykorzystują. I to ona, zdaniem mojego rozmówcy, przyczynia się do sukcesu tego przedsięwzięcia.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ówczesny prezydent Katalonii Jordi Pujol zaproponował, by wszystkie wysiłki skupić na rozwoju obszaru B+R. Przekonywał do tego wszystkie partie polityczne i, o dziwo, rzeczywiście zapanowała co do tego ogólna zgoda. Odkąd tu jestem na stałe, czyli od 2005 roku, rządy się zmieniają, politycy kłócą się o różne sprawy, ale co do pieniędzy na badania i rozwój nikt nie zgłasza zastrzeżeń – podkreśla prof. Lewenstein.
Jak dodaje, Pujol podjął wtedy dwie najważniejsze decyzje: o stworzeniu ICREA i powołaniu kilkunastu (wówczas) centrów doskonałości. Zatrudnił do tego dwóch świetnych fachowców: Andreu Mass-Colella i Salvadora Barberę, dając im przy tym wolną rękę. W efekcie w bardzo szybkim czasie powstał ekosystem, który sprzyja doskonałości naukowej i jest magnesem do dziś przyciągającym wybitnych naukowców z całego świata.
Zostałem zaproszony przez dyrektora Instytutu Fotoniki, który przyjechał do Hanoweru i przekonywał mnie do wyjazdu. Zaczęliśmy negocjować warunki z ICREA. Na początku moja pensja była płacona w połowie przez ICREA, w połowie przez ICFO. W tej chwili cała jest płacona przez ICREA, ale moim miejscem pracy jest ICFO – tłumaczy prof. Lewenstein.
Co warte podkreślenia, ICREA to instytucja „bez ścian”. Zatrudnia dyrektora (od 2015 r. prof. Antonio Huerta, matematyk), wicedyrektora i zaledwie kilka osób, które zajmują się organizowaniem rekrutacji naukowców. Korzystają przy tym z zewnętrznych ekspertów. ICREA oferuje stałe stanowiska badaczom z całego świata, którzy chcą przyjechać i pracować w Katalonii. Z biegiem lat stanowiska te stały się synonimem światowej doskonałości akademickiej. Co ważne, ubiegać się o nie mogą nie tylko obcokrajowcy, ale również ci, którzy już funkcjonują w tamtejszym systemie. Obecnie 40% zatrudnionych to Hiszpanie.
Konkurs ogłaszany jest co roku. Aplikować może każdy, ale uwzględniając kryteria doskonałości, nie każdy ma szansę. We wniosku należy od razu zaznaczyć, w której instytucji będzie się pracować. Bo to właśnie w placówkach, które najlepiej odpowiadają ich domenie, zatrudniani są naukowcy z ICREA. Organizacja współpracuje z katalońskimi uniwersytetami i ośrodkami badawczymi, aby zintegrować ściągniętych naukowców z tamtejszym systemem badawczym.
ICREA w pierwszej chwili brzmi trochę jak instytut, ale to nie jest żaden instytut. Najbardziej przypomina Centre national de la recherche scientifique (CNRS) we Francji, przy czym CNRS jest masowe, w ciągu roku oferuje dajmy na to tysiąc posad na różnych poziomach. Różni się też od ICREA tym, że ma swoje instytuty. ICREA jest organizacją „bez ścian”. To bardzo elitarna, nieduża struktura – mówi prof. Lewenstein.
Zwraca uwagę, że idea pomysłu zasadzała się na tym, by uczeni tacy jak on wzmacniali potencjał naukowy katalońskich jednostek. Na początku, jak wspomina, uniwersytety się mocno buntowały, z czasem niechęć osłabła, bo zrozumiano, że najważniejsza jest jakość naukowa. W tej chwili w roli instytucji goszczących występuje 9 uniwersytetów, 29 centrów doskonałości CERCA i 7 instytutów CSIC (Consejo Superior de Investigaciones Científicas, to struktura przypominająca w pewnym stopniu Polską Akademię Nauk). Są także jeszcze trzy inne instytucje, m.in. barcelońskie Centro Nacional de Supercomputación.
ICREA jest finansowana w 100% z państwowych środków, ale ma dużo elastyczności np. w kwestii zatrudniania. Mechanizm selekcji jest ukierunkowany na to, by wyszukiwać najlepszych. Co więcej, każdy pozyskany badacz podlega co 5 lat ewaluacji i nie jest ona przeprowadzana tylko „pro forma”. Jeśli wypadnie się pozytywnie, można liczyć na istotną podwyżkę pensji. Brak podwyżki jest karą za złą ocenę.
Patrząc na przyznane granty ERC, połowa hiszpańskich jest z Katalonii, a więcej niż połowa z Katalonii – z ICREA. Polityka personalna prowadzona jest tu w niesłychanie selektywny sposób, a jednocześnie niezależny, bez wpływu różnych koterii. Tylko dlatego to się mogło udać – przekonuje prof. Lewenstein, który na koncie ma trzy granty European Research Council.
Udał się zresztą cały kataloński system. Najlepiej obrazuje to instytut prof. Lewensteina. ICFO, które powstało w 2002 roku, ma w tej chwili 23 liderów zespołów i przekroczyło już barierę 50 pozyskanych grantów ERC. Wychodzi, że mniej więcej co drugi lider ma taki grant, a wielu wręcz po kilka, nawet cztery. W ICREA jeden na czterech badaczy realizuje właśnie grant ERC.
To się nie wzięło z przypadku. Wszystkie instytuty doskonałości, które powstały w Katalonii, większość w Barcelonie, ale też w Tarragonie i w Gironie, to podmioty w pełni niezależne od uniwersytetów i od CSIC. Było to kluczowe, by nie łączyć starych struktur z nowymi. Inaczej by się „pozjadały” – uważa mój rozmówca.
Dzięki takiej a nie innej polityce personalnej i wypracowanym mechanizmom selekcji zdecydowana większość centrów doskonałości jest na podobnym poziomie naukowym, nie odstają od siebie. Taki sam system udało się stworzyć także w Kraju Basków. To nie przypadek – i Katalonia, i Baskonia to dwie najsilniejsze hiszpańskie autonomie. Na północy powstała struktura, która mimo początkowych trudności funkcjonuje bardzo podobnie do ICREA. Obie prężnie działają, są widoczne w hiszpańskiej nauce. Ale już np. w Madrycie identyczne rozwiązanie nie wyszło. Czy zatem da się tak łatwo skopiować to projakościowe rozwiązanie i wprowadzić je np. w Polsce?
Nie wiem, ale pewne jest, że przełamuje ono pewne bariery. Niewątpliwie to, że mamy tu autonomie, sprzyja takim pomysłom. Bo i w Katalonii są skostniałe struktury, ale – umówmy się – to jednak mniejsza skala niż cały kraj. Więc, jakby zrobić taką autonomię w Polsce, to jestem przekonany, że by się udało – śmieje się prof. Maciej Lewenstein.
Być może będzie nawet na to szansa. Trwają właśnie prace nad koncepcją stworzenia „polskiej ICREA”. Jedną z zaangażowanych w to osób jest dr hab. Natalia Letki.
Od dawna jestem wielką fanką ICREA. Moje doświadczenie z tą instytucją związane jest z kilkukrotnym zasiadaniem w panelu oceniającym. Pierwszy raz miałam tę przyjemność jeszcze w pandemii. Instytucja zrobiła na mnie wielkie wrażenie – z jednej strony instrukcje i procedury są jasne i przejrzyste, z drugiej – poziom kandydatów niewiarygodnie wysoki – podkreśla.
Badaczka z Uniwersytetu Warszawskiego brała udział w wielu panelach, ale – jak sama przyznaje – ten w ICREA był szczególny i wymagający, właśnie ze względu na kaliber ocenianych uczonych. Obserwując z bliska proces wyłaniania kandydatów, jest pewna jednego: sukces wziął się z tego, że instytucja trafia w potrzeby badaczy.
Oferuje bardzo dobre warunki finansowe, ale też stabilność i elastyczność. To pozwala przyciągnąć doskonałych kandydatów, a oni z kolei przyciągają kolejnych. Dzięki temu ICREA może mieć bardzo wygórowane oczekiwania wobec zatrudnianych: nie wystarczy być tylko doskonałym naukowcem. Trzeba być też liderem, osobą, która ma potencjał budowania instytucji – zwraca uwagę dr hab. Natalia Letki.
Jak podkreśla, bardzo ważna w ocenie kandydatów jest nie tylko ich międzynarodowa widoczność, osiągnięcia, granty i publikacje, ale też mobilność, posiadane szerokie sieci (dlatego bardzo dużą wagę przykłada się np. do tego, czy listy polecające pochodzą od osób niezwiązanych bezpośrednio z kandydatem) i doświadczenie mentorskie. Proponowany profil badawczy musi być szeroki i nowatorski, z potencjałem rozwoju na najbliższych kilka lat. Połączenie tych elementów stanowi, jej zdaniem, o powodzeniu przedsięwzięcia. Teraz wraz z kilkoma osobami chce je przeszczepić do Polski.
Wydaje mi się, że należałoby stworzyć instytucję maksymalnie podobną do katalońskiej. To jest bardzo prosty, a przy tym skuteczny pomysł. Prof. Antonio Huerta, dyrektor ICREA, za każdym razem podkreśla, że musi to być instytucja z wieloletnim horyzontem czasowym, a nie zwykły program, który łatwo zmienić lub zakończyć. Musi przyciągnąć badaczy właśnie stabilnością finansowania – zaznacza badaczka UW.
To jednak nie wszystko. Niezbędnym warunkiem byłoby także rekrutowanie do paneli oceniających międzynarodowej czołówki uczonych. Na początek można skorzystać z listy członków, którą ICREA udostępnia na swojej stronie internetowej. I jeszcze jedno: dla powodzenia tej inicjatywy ważne jest, by jednostki – uniwersytety, instytuty – dostrzegły także korzyści dla siebie w przyciąganiu znakomitych badaczy ze świata i tworzeniu dla nich dobrego otoczenia naukowego. Przy czym, zastrzega N. Letki, system byłby otwarty, podobnie jak w ICREA, także dla krajowych badaczy.
Obecnie ci z „niestandardowymi” potrzebami i oczekiwaniami są traktowani często jak problem, a nie szansa. Być może należy przewidzieć zachęty finansowe dla jednostek przyjmujących zatrudnionych przez „polską ICREA” naukowców – dodaje dr hab. Natalia Letki.
W ocenie pomysłodawców, to mało ryzykowna inwestycja – zainwestowanie środków w doskonałych naukowców, a przez to i w jednostki naukowe, ma dać szybki i pewny zwrot w postaci pozyskanych z zagranicy środków na finansowanie, wzrostu umiędzynarodowienia, podniesienia widzialności polskiej nauki na świecie i jej potencjału aplikacyjnego, a także jej obecności w ERC.
Oczywiście, kluczowe jest, by w Polsce były dobre warunki do rozwoju naukowego. Dlatego podstawową sprawą jest trwałe zwiększenie finansowania Narodowego Centrum Nauki. Żaden uznany naukowiec nie zechce budować swojego zespołu w oparciu o konkursy ze wskaźnikiem sukcesu około 10% – zauważa dr hab. Natalia Letki i dodaje: – Przykład NCN, które powołano w 2010 roku, pokazuje, że stworzenie instytucji ukierunkowanej na jakość nie musi zakończyć się fiaskiem. To szansa na przełamanie inercji, zastanych ograniczeń, a jednocześnie na projakościowy wpływ na pozostałe elementy otoczenia nauki – podsumowuje.
Mariusz Karwowski
swe dobrze znamy i wiemy, że nieprzyjemnie pachnie
niestety nie wystarczy bezrozumnie kopiować
potrzeba też zmian negatywnych cech narodowościowych
więc nigdy w Polska nie będzie miała nauki na wysokim poziomie
@kk
Co pan rozumie przez zagadnienie nauka na wysokim poziomie? Krajowe kadry akademickie i badawcze są naprawdę przyzwoite. Natomiast każda nacja ma pozytywne i negatywne cechy, choć tutaj należy zachować ostrożność, aby nie kierować się uprzedzeniami lub stereotypami, bo można wejść w maliny. To delikatny temat.
to Pana na przyzwoitym poziomie to takie samo twierdzenie jak rosyjskie, że za 3 dni będą defilować w Kijowie
Polacy zawsze o sobie mają dobre zdanie
wysoki poziom nauki to wtedy gdy nadaje się kierunki badań
Polacy zawsze będą podążać w kierunkach wyznaczonych przez innych
cecha narodów słowiańskich to naśladownictwo
Porusza się pan w świecie stereotypów. Nacje słowiańskie są bardzo zróżnicowane pod względem kulturowym. Nie można porównywać np. Polaków z Serbołużyczanami, Czechami, Słoweńcami, Chorwatami lub Serbami. Jak już to bliżej Nam do Ukraińców, Rosjan, Białorusinów. Istotne jest to, że nie każda nacja słowiańska przyjmuje, naśladuje bezkrytycznie, to co akurat podają na tacy Anglosasi. Czesi, Słoweńcy, Chorwaci, Słowacy poszukują własnej sonderweg w sferze społeczno-gospodarczej. Z Polakami już jest nieco inaczej. W kwestii polskiej nauki słów kilka. Otóż polska nauka nigdy nie należała do potęg naukowych globu. Klasyfikowana jest w grupie tzw. średniaków. Jestem przekonany, że jeśli polska nauka zajmie istotne miejsce w polityce państwa, to przyczyni się do cywilizacyjnego i gospodarczego rozwoju kraju. Jak na razie w 35-letniej historii dyzmokratycznej Polski traktowana jest niczym piąte koło u wozu, a co widać w kontekście jej finansowania.
Same finanse niczego nie załatwią.
Tacy naukowcy jakie uczelnie wyższe, a te daleko w tyle.
Finanse są istotne, bez nich polska nauka nie ma szans na rozwój. Międzynarodowe rankingi akademickie są ważne, ale zarazem wszystkiego nie wyjaśniają. Liderami w nich są państwa będące potęgami naukowymi globu, jak USA, GB, Chiny, Japonia, Francja, Niemcy itd. Krajowi nauczyciele akademiccy i naukowcy mają określony dorobek badawczy. Problemem jest to, że nauka na świecie dzieli się na centra i peryferie stąd Anglosasi nadal dzierżą akademicką palmę pierwszeństwa, choć w wielu dyscyplinach naukowych czują już oddech Chin i Azji. Natomiast kraje z Europy Wschodniej traktowane są niejako peryferia, to bardzo złożone zagadnienie.
Jak to było? Cudze chwalicie, swego nie znacie.