Pod koniec marca na naszych łamach opublikowaliśmy artykuł Piotra Kieracińskiego pt. „Startuje drugi IDUB. Pierwszy pochłonął prawie 4 mld zł”. Tekst spotkał się z dużym odzewem środowiska akademickiego. Otrzymaliśmy po jego publikacji wiele maili i telefonów. W polemikę z autorem weszły m.in. dr hab. Patrycja Matusz i mgr Anna Juras z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Z dużym zainteresowaniem przeczytałyśmy opublikowany na łamach „Forum Akademickiego” artykuł dotyczący startu drugiej edycji konkursu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza. Tekst ten, podsumowujący dotychczasowe wydatki i kreślący perspektywy na przyszłość, wprowadza również jeden mocno zaskakujący element: zanim jakikolwiek międzynarodowy zespół ekspertów zasiądzie do czytania wniosków, autor wyraźnie nakreśla hierarchię faworytów i outsiderów.
Między analizą a prognozą
Tekst zawiera dużo liczb, trochę historii i jedną wyraźną tezę. Autor artykułu analizuje drugi konkurs IDUB, liczy pieniądze, cytuje ustawę, wymienia kandydatów, a potem pisze z pełnym przekonaniem: „Stawiam, że jedną z nich będzie Politechnika Wrocławska”. Na tym jednak analiza się urywa. Możliwe, że to słuszna teza. Ale obok niej jest coś jeszcze: długa lista uczelni, które mogą wziąć udział w konkursie, i starannie przeprowadzona analiza tego, kto na pewno wypadnie. O tym, kto z obecnej dziesiątki pozostanie, już nie. To pominięcie prawdopodobnie nie jest przypadkowe i budzi nasze pytania o kompletność przeprowadzonej analizy.
Autor prowadzi skrupulatne wyliczenia: Gdański Uniwersytet Medyczny odpada na pewno, bo nie spełnia kryteriów ustawowych. Cztery kolejne uczelnie z pierwszego naboru również nie przystąpią do nowego konkursu z powodu wyników ewaluacji. Z empatią informuje czytelników, która uczelnia żałuje tego najbardziej i dlaczego. Później jednak, już z mniejszą pewnością siebie, „zakłada”, że „8 spośród laureatów pierwszego konkursu uzyska pozytywną ocenę realizacji swojego programu IDUB i ponownie złożą aplikację”, i na tym poprzestaje. Kim są te uczelnie, co osiągnęły, czym się różnią od siebie i od nowych kandydatów, tego się nie dowiemy. I to jest jeden z powodów, dla którego wartość informacyjne tekstu została znacznie osłabiona. Warto zaznaczyć, że 5 lat wrażania programu IDUB, to dla uczestniczących w nim uczelni wiele historii sukcesów i porażek, na których można się uczyć, jak lepiej zarządzać szkolnictwem wyższym w Polsce.
Standardy analityczne, czyli czego w artykule nie ma i dlaczego to ważne
Osobną kwestią jest standard analityczny. W tekście pojawia się kilka nieścisłości, które mogą rzutować na wcześniej precyzyjnie zbudowaną hierarchię faworytów. Autor zakłada, że do drugiego konkursu, poza 17 nowymi uczelniami i jedną federacją, może przystąpić 8 beneficjentów pierwszego konkursu – zgodnie z przedstawioną przez niego informacją, jakoby ze startu, z powodów ustawowych, wykluczona była tylko jedna uczelnia z dotychczasowej „dziesiątki”, do konkursu przystąpić może 9 laureatów – czy któraś uczelnia została przez autora pominięta? Ta różnica nie ma znaczenia dla oceny tego, ile „nowych miejsc” pozostanie do rozdysponowania (zgodnie z ustawą: minimum dwa), ale ma znaczenie w stworzonej narracji.
Autor poświęca obszerny akapit danym ewaluacyjnym Politechniki Wrocławskiej: liczy kategorie A+, oblicza ich udział procentowy, chwali wyniki. To rzetelna robota. Nie wspomniał jednak, że wyniki ewaluacji i ocena programowa to jedynie formalne kryteria dostępu do konkursu (prawa złożenia wniosku), a nie kryteria wyboru laureatów. O tym, która uczelnia zostanie laureatem drugiej edycji IDUB, zadecyduje jakość złożonego wniosku: strategiczny plan rozwoju i wizji badawczej. Analiza Politechniki Wrocławskiej, tak rozbudowana w artykule, mówi jedynie, że uczelnia ta może aplikować. Dlaczego ten sam wysiłek nie został włożony w omówienie pozostałych uczelni z pierwszej dziesiątki, które również spełniają kryteria formalne i mogą wziąć udział w konkursie? Jeśli zasługują na udział, powinny zasługiwać też na analizę.
Milczenie w tekście analitycznym nie jest neutralne
W tekście poświęconym temu, kto w programie IDUB zostaje, a kto z niego odpada, pominięcie jednej z dziesięciu dotychczasowych uczelni badawczych jest komunikatem zdecydowanie wartym zauważenia. Uniwersytet Wrocławski ma 25 ewaluowanych dyscyplin i kategorie A+ w dyscyplinach, w których tylko kilka ośrodków w Polsce osiąga ten poziom. O tym w artykule nie ma ani słowa. Uzupełnienie tej luki zdecydowanie wzmocniłoby jakość przeglądu.
Tekst, który pretenduje do roli przeglądu pola, składa czytelnikowi pewną obietnicę kompletności. Gdy tę obietnicę łamie (niekoniecznie w sposób zamierzony), czytelnik sam uzupełnia luki. A luki w takich tekstach uzupełnia się w jeden sposób. Robert Merton opisał to w 1948 roku jako samospełniającą się przepowiednię. Kiedy wpływowe medium wskazuje faworytów i pomija innych, nie opisuje rzeczywistości, ale ją kreuje. Uczelnie wymienione jako „pewniaki” zyskują symboliczną legitymację jeszcze przed złożeniem wniosku. Te pominięte muszą najpierw udowodnić, że w ogóle powinny być brane pod uwagę. Kiedy wpływowe pismo branżowe tworzy przed konkursem hierarchię faworytów i outsiderów, ta hierarchia staje się częścią kontekstu oceny. Można się z tym nie zgadzać. Trudno temu zaprzeczyć.
Lustro czy projektor?
Opublikowany artykuł jest pod wieloma względami dobry. Autor opiera tekst na znajomości liczb, ustawy i środowiska akademickiego. Jego diagnoza kosztów pierwszego IDUB (ponad 3,7 mld zł) jest rzetelna i potrzebna. Pytania, które stawia na końcu, czy program spełnił swoje cele, czy rozdawanie pieniędzy między kilkanaście podmiotów to dobra droga do zbudowania jednego silnego ośrodka, to są właśnie te pytania, które warto zadawać. Zasadniczo zgadzamy się z autorem, lecz jest w tym tekście jeden wątek, który znacząco osłabia spójność i rzetelność tekstu. Jeśli autor serio pyta, czy pieniądze IDUB trafiają do najlepszych, to odpowiedź na to pytanie powinna pochodzić z rzetelnej oceny, nie z wybiórczych czy powierzchownych prognoz. W tekście, który pyta o merit, to znacząca asymetria.
„Forum Akademickie” pełni ważną funkcję informacyjną i opiniotwórczą. To jedno z nielicznych pism, które systematycznie recenzuje politykę naukową. Tym większa odpowiedzialność za to, jak kształtuje odbiór. Pismo może (i powinno) analizować kryteria konkursu, porównywać potencjał kandydatów, pytać o sens modelu „dziesięciu wybranych”. Sam autor stawia takie pytania pod koniec tekstu i są to pytania ważne, zasługujące na poważną odpowiedź. Pełniejsza analiza, uwzględniająca wszystkich obecnych laureatów konkursu IDUB, znacznie podniosłaby wartość tekstu. „Forum Akademickie” powinno pełnić rolę lustra, w którym środowisko widzi pełny obraz, a nie projektora rzucającego na ścianę obraz wybrany przez redaktora. Bo pytanie „czy IDUB ma sens?” jest znacznie ciekawsze niż „kto wygra IDUB?”. Bardzo liczymy na to, że kolejne teksty będą pogłębiać właśnie ten wątek.
Kończąc, chciałybyśmy życzyć wszystkim uczelniom przystępującym do konkursu POWODZENIA.
dr hab. Patrycja Matusz, prorektorka ds. umiędzynarodowienia
mgr Anna Juras, kierownik Biura IDUB
obie – Uniwersytet Wrocławski
Odpowiedź autora:
Bardzo ucieszyła mnie odpowiedź na mój artykuł o IDUB, choć nie rozumiem, dlaczego została określona polemiką. Nie widzę wyraźnych polemicznych odniesień do mojego tekstu, czyli zaprezentowania innego stanowiska co do IDUB. Tym bardziej, że ja też swojego wyraźnego stanowiska w tej sprawie nie przedstawiłem. Autorki raczej wyrażają postulaty uzupełnienia go o pewne dodatkowe analizy (kilka, tak jak wcześniej planowałem, pojawi się w najbliższym numerze „Forum Akademickiego”).
Piszą, że „wyraźnie nakreśla [autor] hierarchię faworytów i outsiderów”. Nie zauważyłem tego w swoim artykule i nie rozumiem, jakie jego fragmenty mogłyby na coś takiego wskazywać. Poza wyliczeniem uczelni, które były laureatkami lub uczestniczkami konkursu IDUB, a z powodów formalnych nie mogą wystartować w drugim konkursie, celowo nie zrobiłem żadnych zestawień i porównań kandydatek do drugiego konkursu. Jest tylko ich lista.
Zarzucono mi też brak analizy tego, kto z obecnej dziesiątki pozostanie w konkursie. Odpowiadam: uczestniczkami drugiego naboru zostanie wszystkie 9 laureatek pierwszego konkursu, które spełniają warunki formalne i złożą w terminie wnioski. Natomiast wyniki ewaluacji pierwszego konkursu poznany dopiero po terminie składania aplikacji do drugiego. Tutaj nic pewnego o wyniku nie możemy więc powiedzieć. Wiemy tylko, że ewaluacja śródokresowa zakończyła się dla wszystkich pomyślnie. Nie wiemy, jak wypadnie ocena końcowa pierwszego konkursu. Ustawa określa tylko, że w przypadku, gdy wszystkie laureatki IDUB zostaną ocenione pozytywnie, o tym, która odpadnie z tego grona (bo wiemy już, że jedna), a które w nim zostaną, zadecyduje lista rankingowa sporządzona przez międzynarodowy zespół oceniający.
Autorki polemiki piszą dalej, że „5 lat wrażania programu IDUB to dla uczestniczących w nim uczelni wiele historii sukcesów i porażek, na których można się uczyć, jak lepiej zarządzać szkolnictwem wyższym w Polsce”. To już nawet 6 lat. Absolutnie się z tym zgadzam: IDUB dał laureatkom dużo ciekawych i cennych doświadczeń i zapewne wiele korzyści, o których postronni na razie nie wiedzą.
I dalej: „Analiza Politechniki Wrocławskiej, tak rozbudowana w artykule mówi jedynie, że uczelnia ta może aplikować. Dlaczego ten sam wysiłek nie został włożony w omówienie pozostałych uczelni z pierwszej dziesiątki, które również spełniają kryteria formalne i mogą wziąć udział w konkursie?”. Otóż, nie zrobiłem dokładnej analizy osiągnięć i pozycji PWr. Widzę natomiast jej pozycję „ewaluacyjną” (z 2023 roku) wśród pozamedycznych kandydatek do udziału w konkursie. To i jeszcze kilka innych wskaźników pozwala mi wysoko ocenić szanse PWr, ale bynajmniej nie prorokować jej sukcesu. Dlatego zaznaczyłem, że to tylko mój typ i nic ponadto.
Autorki podnoszą: „Uniwersytet Wrocławski ma 25 ewaluowanych dyscyplin i kategorie A+ w dyscyplinach, w których tylko kilka ośrodków w Polsce osiąga ten poziom. O tym w artykule nie ma ani słowa”. Rzeczywiście, trudno się z tym nie zgodzić. Tak, UWr jest silnym uniwersytetem, należy do ścisłej krajowej czołówki. Jestem tego pewien i nie podważam jego szansy na sukces w drugim konkursie. Nie opisałem natomiast żadnej z laureatek IDUB 1, które spełniają warunki formalne udziału w drugim konkursie, w tym UWr. Ale chyba trudno uznać to za zarzut.
Na koniec: „Kiedy wpływowe medium wskazuje faworytów i pomija innych, nie opisuje rzeczywistości, ale ją kreuje. Uczelnie wymienione jako »pewniaki« zyskują symboliczną legitymację jeszcze przed złożeniem wniosku”. Autorkom za pochwałę dziękuję, jednak nie sądzę, żeby artykuły dziennikarskie mogły w jakikolwiek sposób wpłynąć na decyzję międzynarodowego zespołu ekspertów. Artykułów publicystycznych w języku polskim raczej nie przeczytają, a zatem także mój skromny tekst nie ma szans być samospełniającą się przepowiednią, do czego też nie pretenduje. Zakończenie tekstu natomiast jest w pewnym sensie samospełniającą się przepowiednią, bowiem każdy uczestnik drugiego konkursu dostanie co najmniej 2 procent dodatku do subwencji z roku 2025. Nie tylko o to jednak jest ta gra.
Piotr Kieraciński
"Lustro czy projektor" to iluzja i nie ma sens „czy IDUB ma sens?” i „kto wygra IDUB?”. To bicie piany i mieszanie pustki. Rzucimy kasę "gadającym nadymających się, tzw. profesorom" by gadały o niczym lub o ... Maryni by można było przepalać kasę przez wybranych, wiernych i miernych. Finansowanie nauki, co dziś mamy, to zmniejszamy budżet na naukę i proponujemy miskę ryżu wynagrodzenia dla tych co chcą jeszcze się nauką zajmować. IDUB do budy i czas skończyć z fikcją.