Blisko 4 mld zł pochłonęła pierwsza odsłona ministerialnego programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza. Czy osiągnęliśmy to, czego oczekiwaliśmy, czyli zbudowania jednej lub kilku silnych, międzynarodowo rozpoznawalnych uczelni?
Dobiegła końca realizacja pierwszego programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza (choć środki finansowe w postaci zwiększenia subwencji o 10 proc. zostaną wypłacone laureatom jeszcze w tym roku). Nie wiemy jeszcze, jakie są jego rezultaty, bowiem ocena ma zostać ukończona do końca czerwca. Także do tego dnia można zgłaszać udział w drugim konkursie, co określono w wydanym jeszcze w lutym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego komunikacie.
Nie jest jasne, czy wszyscy dotychczasowi beneficjenci będą mogli wziąć w nim udział. W ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce jest mowa o tym, że dwie uczelnie z wyłonionych w pierwszym konkursie nie mogą uczestniczyć w kolejnym. Jeśli nawet realizacja programów wszystkich uczelni, które wygrały pierwszy konkurs, zostałaby oceniona pozytywnie, to zespół ekspertów będzie musiał sporządzić listę rankingową, w wyniku czego dwie najniżej ocenione stracą możliwość udziału w drugiej odsłonie. Wiadomo już, że niezależnie od wyniku oceny na pewno nie może kontynuować uczestnictwa Gdański Uniwersytet Medyczny, który w ostatniej ewaluacji otrzymał dwie kategorie B+ i jedną A, a zatem nie realizuje ustawowego wymogu posiadania w 2/3 ewaluowanych dyscyplin kategorii A+ i A. Z powodu słabszych wyników oceny jakości działalności naukowej w nowym konkursie, który rusza 1 kwietnia, nie będą mogły brać udziału również uniwersytety z pierwszego naboru: Gdański, Łódzki, Śląski i Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Stracą one tym samym dwuprocentowe zwiększenie subwencji, które pobierały przez ostatnie sześć lat. Najbardziej zapewne żałuje Uniwersytet Śląski, któremu zabrakło tylko jednego A (zamiast B+), żeby pozostać w gronie kandydatów do konkursu IDUB.
Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce mówi jasno: „Środków finansowych na okres kolejnych 6 lat nie otrzymują co najmniej 2 uczelnie, z którymi minister zawarł umowę” (art. 394. 1.). Z kolei art. 387. 2. stanowi, że „środki finansowe może otrzymywać nie więcej niż 10 uczelni akademickich”. Połączenie obu tych zapisów sugeruje, że do grona 10 beneficjentów drugiego konkursu mogą wejść dwie „nowe” uczelnie. Stawiam, że jedną z nich będzie Politechnika Wrocławska, która ostatnio odnosi szereg sukcesów i wyraźnie lokuje się wśród najlepszych szkół wyższych w Polsce; także w ewaluacji osiągnęła najlepsze wyniki wśród kandydatek do IDUB: same A+ i A, przy czym 4 kategorie A+ stanowią niemal 31% wszystkich uzyskanych kategorii (13). Kandydatów do drugiego zwalnianego miejsca jest znacznie więcej.
Zakładam, że 8 spośród laureatów pierwszego konkursu uzyska pozytywną ocenę realizacji swojego programu IDUB i ponownie złożą aplikację. Warunkiem generalnym udziału jest ewaluowanie 6 dyscyplin i uzyskanie co najmniej połowy kategorii A+ i A, a także brak kategorii B i C, do tego prowadzenie szkoły doktorskiej i brak negatywnej oceny programowej (art. 388 PSWN). Warto zauważyć, że w konkursie mogą uczestniczyć uczelnie medyczne, a zatem relatywnie nieduże podmioty, które ewaluowały co najmniej 3 dyscypliny, a 2/3 z nich uzyskało kategorię A+ lub A (art. 463 PSWN; pozostałe warunki, jak w art. 388 PSWN).
Do drugiego konkursu może zatem przystąpić – oprócz 8 beneficjentów pierwszego konkursu – 17 nowych uczelni i jedna federacja uczelni, w tym 6 szkół wyższych, które bez sukcesu uczestniczyły w pierwszym konkursie. W tym gronie jest aż 7 uczelni medycznych, z których 3 brały udział w pierwszym naborze.
W tym roku do konkursu IDUB mogą przystąpić (alfabetycznie):
Udział w konkursie IDUB, a zwłaszcza znalezienie się w TOP10, daje wymierne korzyści finansowe. Zwycięzcy dostają dziesięcioprocentowe zwiększenie subwencji, a pozostali – dwuprocentowe. W przypadku pierwszego konkursu 10% wypłacane jest przez 7 lat: od roku 2020 do 2026 włącznie. W ciągu pięciu lat ów dodatek przekazywany był w postaci obligacji skarbu państwa o wartości 11 procent subwencji z roku 2019. W ten sposób uczelnie dostały prawie 2,5 mld zł. W latach 2025 i 2026 dodatki (w sumie 903 mln zł) trafiają w gotówce na konta.
Łącznie zatem uczelnie z TOP10 zebrały 3 mld 387 mln zł. Koszty pozostałych dwuprocentowych zwiększeń uczestników IDUB – transfer na konto – wyniosły dotąd 294,5 mln zł. Nie ma jeszcze komunikatu o zwiększeniu na rok 2026. Tak czy inaczej, koszty pierwszej realizacji programu IDUB wyniosły ponad 3,7 mld zł. Nie wliczam w to środków wypłaconych uczelniom, które w wyniku kolejnej ewaluacji uzyskały prawo do udziału w konkursie IDUB, gdyż należy je raczej zaliczyć do kosztów już drugiego konkursu. Zresztą MNiSW w komunikacie o przyznaniu zwiększenia, nawiązuje do tego konkursu, pisząc: „spełniają kryteria przystąpienia w 2026 r. do konkursu w ramach programu „Inicjatywa Soskonałości – Uczelnia Badawcza”.
Skoro wiemy z grubsza, ile kosztowała pierwsza odsłona, spróbujmy policzyć, ile będzie kosztowała kolejna. To tylko szacunkowe wyliczenia, ale bliskie rzeczywistym. Biorę pod uwagę 9 obecnych laureatek i Politechnikę Wrocławską. Subwencje tych uczelni w roku 2025 (a ten będzie stanowił podstawę naliczania zwiększeń IDUB-owych) wyniosły łącznie 8 766 364 900 zł, co znaczy, że dziesięcioprocentowe zwiększenie wyniesie rocznie 876,6 mln zł. To o 425,1 mln zł więcej niż dotychczasowe zwiększenia. Stanowi to wzrost o 94 procent w stosunku do kosztów z pierwszego konkursu. Zapewne każda z uczelni, która ma taką możliwość, weźmie udział w nowym konkursie. Nie dość, że jest ich niemal dwa razy więcej niż za pierwszym razem, to odpowiednio wyższe były ich subwencje w 2025 roku. Tak więc dwuprocentowe dodatki także będą kosztowały więcej, raczej więcej niż dwukrotnie w stosunku do pierwszego konkursu.
Nie potrafię odpowiedzieć, czy 3,7 mld zł w pierwszej odsłonie wydano sensownie. Zapewne oceny będą różne. Wyniki ewaluacji śródokresowej, w której wszyscy beneficjenci otrzymali pozytywną ocenę, wskazywałyby na to, że tak. Czy jednak jako kraj osiągnęliśmy to, czego oczekiwaliśmy po programie: zbudowania jednej lub kilku silnych międzynarodowo rozpoznawalnych uczelni badawczych? Czy nasze najlepsze uniwersytety znalazły się w pierwszej setce międzynarodowych rankingów – takie byłyby marzenia decydentów (i nie tylko ich)? Już słyszę krzyki, że za mało było czasu! A ile go potrzeba? I czy program w obecnym kształcie, gdzie duże pieniądze dzielimy pomiędzy kilkadziesiąt uczelni, jest na pewno odpowiedni do tego celu, aby zbudować jeden silny globalnie ośrodek badawczy?
Piotr Kieraciński
Więcej o konkursie IDUB w najbliższym numerze „Forum Akademickiego”
Nie wiele można oczekiwać od IDUB. Napisano ustawę tak, by wielcy mogli rozcieńczyć przyznane finansowanie na siebie, a nie na stworzenie wiodących zespołów badawczych i naukowych. Tylko wybrani mogą z tego skorzystać i się nachapać, a nauka, to dla nieuka, nie jest do tego potrzebna, bo najważniejsze jest być w gronie wzajemnej adoracji i w niej się pławić, a do tego potrzebna jest kasa. Nie widać i nie słychać słynnych z IDUBu by się czymś chwili i mieli jakieś osiągnięcia, ale "prawie 4 mld zł" przepaliliśmy i czekamy na więcej, by dalej się pławić i nic nie robić, skoro nikt nie rozlicza ze złotówki przepalonej. No i tak nauka polska będzie dalej przepalać, byle tylko swoim żyło się lepiej, a reszta za miskę ryży tyrała. Po to są potrzebne takie IDUBy, a nie finansowanie nauki choćby na poziomie 2 %. PKB.
Trudno, aby udało się osiągnąć cel, który w Ustawie w ogóle nie został postawiony (w Ustawie mamy ponad 3 strony (!) na temat IDUB, ale prawie nic nie ma o celach czy wymogach, poza tym wstępnym filtrem liczby kategorii i dyscyplin, który zresztą, nie wiedzieć czemu, był potraktowany dość luźno, uczelnie medyczne bowiem nie miewają 6 dyscyplin, a nawet w Ustawie brak jest wymogu, aby nieuzyskanie odpowiednich kategorii w pośredniej ewaluacji, czyli np. w roku 2022, czymkolwiek zaskutkowało). Zatem te wielkie, jak na naszą naukę, środki finansowe zostały rozproszone na jakieś drobne cele (nawet nie widać zbytnio, aby beneficjenci chwalili się jakimiś efektami tego programu).
Naturalnym celem byłaby budowa przez beneficjenta kilku bardzo silnych zespołów badawczych, tak, aby na koniec pochwalić się jakimiś poważnymi grantami europejskimi, czy licznymi publikacjami typu Nature, PNAS czy Science. Na bazie mocnych zespołów badawczych miałaby szansę rozwinąć się jakaś uczelnia, nomen omen, badawcza.
Nie było też postawionego żadnego celu typu struktura kadry czy studentów. Uczelnie badawcze tworzą osobną grupę w algorytmie podziału subwencji (bardzo dobrze, że tak jest), ale algorytm ten jest tylko niewielką modyfikacją algorytmu dla uczelni akademickich. Łatwo byłoby wstawić do algorytmu konkretne cele, gdyby tylko jakaś wola czy koncepcja w tym kierunku była. Pierwszy z brzegu taki cel (idealny w obecnej sytuacji demograficznej), to nieuwzględnianie w algorytmie dla uczelni badawczych studentów I stopnia (wtedy dla takich uczelni maksymalizacja liczby studentów staje się celem drugorzędnym; mogą się skupiać na studentach II stopnia i doktorantach, ewentualnie na maturzystach najwyższej jakości). Delikatna sugestia, aby uczelnie badawcze miały mniej studentów (niższy limit Student-Staff-Ratio (SSR), zresztą z długim okresem przejściowym) i tak została w dużej mierze zignorowana (mimo spadającej liczby kandydatów w dobie niżu, aż 4 uczelnie badawcze przekroczyły swój limit SSR).
Z kolei kadra uczelni badawczych powinna, jak sama nazwa wskazuje, prowadzić badania naukowe. Jednak niekoniecznie tak jest. Procent kadry czysto dydaktycznej na uczelniach badawczych jest podobny jak na innych uczelniach (a liderami pod względem niskiego procentu kadry dydaktycznej nie są uczelnie badawcze, lecz kilka "zwykłych" uczelni akademickich).
Zatem w ramach IDUB największe uczelnie (w Polsce jednoznacznie postrzegane jako "najlepsze") uzyskały zwiększone finansowanie bez potrzeby zmiany swojej strategii czy struktury. 7-8 laureatów IDUB jest w pierwszej 10-tce największych polskich uczelni (zależnie jak definiować wielkość uczelni). Gdyby kierować się kryterium wielkości czy rozmiaru (a to chyba mocny predyktor w przypadku tego konkursu), to natychmiast rysuje się dziesiątka beneficjentów na kolejny IDUB: dwie nowe uczelnie to jakaś medyczna (w miejsce GUM) oraz PWr (największa z obecnie "pominiętych"), zwłaszcza, że "ostatnio odnosi szereg sukcesów", a jej najpoważniejszy rozmiarem konkurent, UŁ, nie zdołał spełnić warunków wstępnych. Gdyby decydował rozmiar, to odpadła by PG (najmniejsza w gronie obecnych laureatów).
@Jan Cieśliński
Zacytuję: "Naturalnym celem byłaby budowa przez beneficjenta kilku bardzo silnych zespołów badawczych, tak, aby na koniec pochwalić się jakimiś poważnymi grantami europejskimi, czy licznymi publikacjami typu Nature, PNAS czy Science. Na bazie mocnych zespołów badawczych miałaby szansę rozwinąć się jakaś uczelnia, nomen omen, badawcza."
Rozumiem, że ma Pan na myśli sprowadzenie kierowników takich pracowni z zagranicy, aby poprowadzili nowe grupy badawcze na uczelniach polskich. Tylko czy uczelnie polskie są na to gotowe? Osoby na uczelniach polskich, które poważnie rozpatrują takie podejście, powinny się zastanowić, w jaki sposób środowisko naukowe, środowisko pracy na dowolnej uczelni polskiej, miałoby być lepsze, konkurencyjne wobec uczelni niemieckiej, austriackiej, czy niech będzie hiszpańskiej. Czym przyciągnąć tych zagranicznych naukowców?
Prawdę mówiąc nie jestem nawet do końca pewien, czy uczelnie polskie byłyby w stanie przeprowadzić otwarty międzynarodowy konkurs na takie pozycje, od początku do końca profesjonalnie, w 100% po angielsku. (no może tutaj trochę przesadzam…)
"Sprowadzenie kierowników takich pracowni z zagranicy"? Niekoniecznie, a już na pewno nie na warunkach preferencyjnych (gdyby porównywalne osiągi miał krajowiec, to ja bym nawet jego wolał, bo gwarantuje raczej większą stabilność). Być może jednak taka droga jest optymalna, nie wiem. Tu właśnie liczyłbym na jakąś inwencję i inicjatywę samych uczelni. Oceniane powinny być bardziej efekty niż sposób dojścia do nich (a już najgorzej skupiać się głównie na ocenie wniosków, przez palce patrząc na efekty lub ich brak). Efektem powinien być stabilny zespół (osadzony na uczelni), zbudowanie czegoś perspektywicznego, nie tylko garść publikacji czy chwilowe skrzyknięcie ekipy grantowej, aby coś zrealizować (to też ma sens, ale to inna ścieżka, grantowa, która zresztą póki co Polakom bardzo słabo wychodzi, moim zdaniem właśnie dlatego, że zaniedbaliśmy stabilność jako podstawę). Ocena procedur konkursowych to najmniejszy problem (eksperci z zagranicy oceniający IDUB akurat do tego nadali by się jak znalazł).
Ale przede wszystkim trzeba by się zdecydować, czego państwo właściwe chce od uczelni i mądrze wpisać to do algorytmów finansowania (informując o tym rektorów w łopatologiczny sposób, bo mało kto ogarnia implikacje algorytmu, zresztą bez ogólnopolskich danych ogarnięcie to jest niemożliwe). I to z tym jest zdecydowanie największy problem.
Mam wrażenie, że nasze uczelnie dość łatwo dopasowują się do systemu i do jasno postawionych wymagań. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak 30 lat temu w niespełna 10 lat zmieniono system z elitarnego i akademickiego, na komercyjny system oparty na masowej dydaktyce. Przy niemal zerowych nakładach (bo ponieśli je w dużej mierze sami studenci, których ponad połowa płaciła). Cel nie był zbyt szczytny, ale chodzi mi o skuteczność realizacji, w zasadzie wbrew środowisku (bo taka komercja i chałtura nie jest spójna z etosem akademickim), ale bodźce finansowe czynią cuda. Dlatego, gdyby postawić klarowne i sensowne cele, to uczelnie (przynajmniej niektóre) by się dopasowały. I to niewielkim kosztem dla budżetu (bo algorytm działa redystrybucyjnie, czyli kto się do niego dopasuje zyskuje kosztem reszty).
@Jan Cieśliński
Nie sądzę, aby cel “zatrudnienie group leaderow” to było coś, co da zwycięstwo w aplikacji o finansowanie IDUB. Jest to regularna, standardowa czynność, którą wszystkie uczelnie powinny stale prowadzić, niezależnie, czy są bardzo doskonale, czy trochę mniej. Natomiast całkowite otwarcie wszystkich konkursów na aplikantów międzynarodowych to byłby cel na tyle ambitny, że mógłby uzyskać wsparcie.
Jednak osobiście uważam, że nie tyle sama rekrutacja jest tutaj tak ważna. Bo ona przyszłaby sama z siebie jakoś coś absolutnie normalnego. Uważam, że przekształcenie środowiska w kierunku stworzenia warunków do takich międzynarodowych rekrutacji, to byłoby naprawdę sporo pracy i rzeczywiście wymagałoby znaczących zmian organizacyjnych.
@Stenopulos, @Przemo
Z jakiego konkretnie kraju oni by przyjeżdżali to jest raczej mniej istotne. Ważne jest, aby to był rzeczywiście otwarty, profesjonalny konkurs, w 100% oparty tylko na wymogach merytorycznych. Jeśli w grupie aplikujących znalazłby się na przykład Pakistańczyk po 2 postdokach powiedzmy ze Stanów i ze Szwajcarii, z dobrymi publikacjami, wizją i dobrym planem na najbliższe lata, to czemu nie? Oczywiście, Polacy również mogliby startować, bez żadnych ograniczeń (przecież na tym właśnie polega "otwartość" konkursu).
Losowo wybrane dwa przykłady ogłoszeń z Nature:
https://www.nature.com/naturecareers/job/12856810/group-leader-positions-in-chemical-and-structural-biology/?LinkSource=PremiumListing
https://www.nature.com/naturecareers/job/12841662/faculty-positions-school-of-biomedical-engineering-bme-/?LinkSource=PremiumListing
Generalnie chodzi mi o sprowadzenie do Polski normalności.
Otwartość konkursów pozostawia wiele do życzenia, to fakt. Jednak zagraniczność jest tak samo niedorzecznym kryterium doboru kadr w nauce, jak płeć, wiek, wzrost, indeks BMI, czy inne oryginalne cechy człowieka, które lewicowi populiści wykorzystują do budowania różnych, dziwacznych i najczęściej szkodliwych parytetów.
@Przemo
Widzę, że coś zostało przeoczone. Powtórzę więc zdanie z mojego poprzedniego komentarza:
Oczywiście, Polacy również mogliby startować, bez żadnych ograniczeń (przecież na tym właśnie polega "otwartość" konkursu).
Amen
Głównym celem uczelni jest kształcenie - od inżyniera/licencjata po doktora. Kadra zagraniczna nie uczy się polskiego i z reguły nie jest w stanie prowadzić zajęć po polsku. Można by sprowadzać tę kadrę do określonych projektów, ale nie ma to sensu, jeżeli celem projektu byłyby punkty ministerstwa. Miałoby sens, gdyby celem projektu były badania wdrożeniowe wspólnie z przemysłem. Ale tego w IDUB w ogóle nie ma.
No i do czego ta kadra tu przyjedzie? Do kraju, w którym na pracownika bezgrantowego przypada 2 tys. zł rocznie funduszy na badania? Albo i mniej? Więc sprowadzimy sobie albo gości w wieku przedemerytalnym, dla których sowity grant w Polsce to ostatni "strzał" w życiu, albo gości, którzy odpadli w konkursach w Niemczech, Norwegii, Chinach czy USA. Jednocześnie pozbawiając funduszyy tę kadrę rodzimą, która też mogłaby rozwijać jakąś tematykę i nie wybiera się nigdzie za granicę.
Kult cargo w nowej odsłonie.
@Albert
„No i do czego ta kadra tu przyjedzie?”
No właśnie, powtórzę wiec jeszcze raz dwa fragmenty z moich komentarzy:
„Osoby na uczelniach polskich, które poważnie rozpatrują takie podejście, powinny się zastanowić, w jaki sposób środowisko naukowe, środowisko pracy na dowolnej uczelni polskiej, miałoby być lepsze, konkurencyjne wobec uczelni niemieckiej, austriackiej, czy niech będzie hiszpańskiej.”
„Uważam, że przekształcenie środowiska w kierunku stworzenia warunków do takich międzynarodowych rekrutacji, to byłoby naprawdę sporo pracy i rzeczywiście wymagałoby znaczących zmian organizacyjnych.”
Zaś odnośnie tego: „Do kraju, w którym na pracownika bezgrantowego przypada 2 tys. zł rocznie funduszy na badania?” to mowa jest właśnie o wydawaniu pieniędzy z IDUB. Być może te fundusze mogłyby właśnie pomóc poprawie warunków finansowych dla tych zrekrutowanych w ramach IDUB nowych pracowni (podobnie, jak Dioscuri lub MABy).
"Być może te fundusze mogłyby właśnie pomóc poprawie warunków finansowych dla tych zrekrutowanych w ramach IDUB nowych pracowni (podobnie, jak Dioscuri lub MABy)."
Ależ one w wielu przypadkach już pomogły. Myślę, że o takie środki trudno byłoby nawet na "uczelni niemieckiej, austriackiej, czy niech będzie hiszpańskiej.”
https://chem.pg.edu.pl/ktp/2022-06/projekt-za-blisko-5-mln-zlotych-sukces-zespolu-pod-kierunkiem-profesora-mohammada-rezy
"chodzi mi o skuteczność realizacji, w zasadzie wbrew środowisku (bo taka komercja i chałtura nie jest spójna z etosem akademickim)"
Nie, no tu to Pan przesadził. A kto stworzył uczelnie prywatne? Krasnoludki czy pracownicy uczelni publicznych?
"bo algorytm działa redystrybucyjnie, czyli kto się do niego dopasuje zyskuje kosztem reszty"
Tu pełna zgoda. "Prawie 26 tys. artykułów opublikowanych w „stajni MDPI” zgłoszono do ostatniej ewaluacji jakości działalności naukowej. " Dotyczy ewaluacji 2017-2021.
https://forumakademickie.pl/mdpi-w-ewaluacji/
Ale to tylko dlatego, że większość czasopism MDPI otrzymała 140 pkt. w czerwcu 2019, czyli w połowie okresu ewaluacyjnego. W latach 2022-2025 w MDPI polscy uczeni opublikowali 52200 artykułów. Prawdopodobnie zdecydowana większość (jeśli nie wszystkie) zostały zgłoszone do ewaluacji. Dowiemy się za kilka miesięcy. Czyli jest dobrze - "uczelnie się dopasowały".
"sprowadzenie kierowników takich pracowni z zagranicy"
Z Pakistanu?
Wiadomo, taki zagraniczny kierownik to ho, ho!
;-)
Mamy w Polsce wielu bardzo zdolnych kierowników grup badawczych bez grup badawczych - z przeróżnych powodów, od skupiania się na pracy poza uczelnia po zabetonowanie systemu grantowego itp.
Może warto skupić się na tym żeby zamiast ściągać ludzi zza granicy zadbać o tych którzy juz są na miejscu i pokazali (choćby okazjonalnie) ze potrafią robić topowa naukę?
Zgadzam się z Panem. Dodam, że uczelnie badawcze mają 13-30 % pracowników wyłącznie dydaktycznych i 3-13% badawczych (to liczby dla uczelni technicznych). Widać tu inżynierię kategorii naukowych - przesuwanie ludzi na dydaktykę, żeby w ten sposób "powiększyć" osiągnięcia naukowe zwiększając wartość osiągnięć na osobę uwzględnianą w N. Co do pominięcia studentów 1. stopnia w algorytmie to ja mam alternatywny pomysł - uwzględnianie w algorytmie wyłącznie takich studentów, którzy na maturze mieli np 80%. A od osiągania celów powinno być uzależnionione wynagrodzenie rektorów.
Wprawdzie przesuwanie na dydaktyka w celu skoku z B+ do A jest mało sensowne (niewielki zysk, wielkie ryzyko zmniejszenia subwencji), ale skok do A+ (zwłaszcza na uczelni technicznej) już chyba popłaca, zatem gra jest warta świeczki. Może to niedobrze, może i tu powinny być inne reguły dla badawczych?
Co do maturzystów, sam miałem tego typu pomysł i dla zwykłych uczelni akademickich składnik "jakości naboru" (liczony np. wg tego które uczelnie wybrał top 10% maturzystów czy jakoś tak) byłby ciekawy. Natomiast zaletą tego, co proponowałbym dla badawczych - jest prostota (nie trzeba gromadzić nowego typu danych), a efekt byłby chyba podobny - badawcze przyjmowałyby tylko wyselekcjonowanych najlepszych kandydatów.
W sumie uczelnie badawcze pozostają uczelniami, czyli ich podstawowym „produktem” powinni być absolwenci. Czym absolwenci uczelni badawczych powinni się różnić od pozostałych? Pewnie tym, że powinni być przygotowani do pracy w ośrodkach badawczych przedsiębiorstw. Ale tego aspektu w żaden sposób ustawa nie uwzględnia.
Ustawa też nie uwzględnia tego, że nauka jest elitarna. Wręcz przeciwnie – ma mechanizmy równające do średniej. Hipotetyczna uczelnia mająca 100 noblistów i 200 pracowników aktywnie unikających pracy wybierze sobie rektora spośród tych 200. Nie będzie miała też szans na wejście do grona badawczych, jeżeli tylko wśród tych 200 znajdzie się 12 tworzących dyscyplinę B. Pewien Profesor z Krakowa nazwał to zjawisko „dyktaturą przeciętności”.
IDUB to element obecnego systemu. Cały system wymaga radykalnych reform. Inaczej nadal będziemy produkować punkty i zachwycać się własną doskonałością, nie dostrzegając że jest ona iluzoryczna.
Czy nie lepiej by było zwyczajnie podzielić te 4 mld złotych na statutowe finansowanie badań (tylko badań) pracowników naukowych? Nie dydaktycznych, tylko naukowych.
Wyszłoby po 50 tysięcy złotych na rok. Przynajmniej wzrosłaby liczba badawczych ;-)
4 mld zł. Wygląda dobrze. Jeśli jednak tę kwotę podzielić na kwoty np. po 10 tys. złotych na tzw. mikro-granty, to mamy z tego 400 tysięcy podań, sprawozdań i rozliczeń. Ile to człowieko-godzin przeznaczonych na pracę pozanaukową dla naukowców, zajęcia dla administracji uzasadniające jej rozbudowę na garnuszku "nauki"?
Uzyskujemy także niemal doskonałe odwrócenie uwagi środowiska naukowego od spraw istotnych.
Pieniądze wydane na konferencje i opłaty OA. Ludzie mierni z tych wybitnych uczelni odżyli i mogli sobie pojeździć. Poziomu nauki to nie poprawiło... Dodatkowo starczyło na zakup aparatury, której pewnie potem i tak nie będą używać jak to jest na wielu uczelniach. Kasa jest ale potem nie ma komu robić... To już lepiej by to wrzucili do NCN...
Inicjatywa nie jest może pozbawiona sensu, ale w obecnych warunkach jest to raczej tylko pudrowanie.
Bez solidnej reformy, głębokich zmian połączonych z systematycznym, corocznym wzrostem finansowania, wszystkie tego typu zabiegi są raczej udawaniem.
I co to dało ? G - i nie jest to stała grawitacyjna. Przepalanie hajsu 2.0.
O możliwości ubiegania się o IDUB decydują kategorie z 2022 roku….. to może warto przypomnieć ewaluację 2022 (ministrem był Prof. Czarnek)
1. Minister poznaje wyniki ewaluacji, lecz ich nie ogłasza, bo mówi że uczelnie o dużej renomie dostały część kategorii B. Wymienia jako przykład jedną z dyscyplin na UJ. Decyduje o obniżeniu parametrów jednostki referencyjnej.
2. Po tym obniżeniu – ręcznie sterowanym, tak żeby wszystkie (według zdania ministra) uczelnie renomowane wyszły bez żadnej kategorii B ogłasza wyniki. I co? 5 uczelni mających status badawczych nie spełnia warunków koniecznych udziału w konkursie IDUB w tym jedna nie spełnia żadnego z dwóch warunków.
3. Następuje fala odwołań (ściśle mówiąc – wniosków o ponowną ocenę). Minister zapowiada, że zdecydowana z nich rozpatrzona będzie po myśli wnioskodawców. Mówi to zanim pierwsze odwołanie trafia do ministerstwa. No i rzeczywiście – uczelnie mają masowo podniesione kategorie, wbrew rekomendacji KEN.
I teraz te cudownie uzyskane kategorie mają decydować o szansie na IDUB.
A nie cieszy pana ta zgoda ponad podziałami wszystkich partii politycznych, jeśli tylko mowa o polskiej nauce?
No tak - tu zgoda jest pełna oraz oddawanie resortu koalicjantom (Gowin, Lewica) bo to przecież mało ważny resort jest.
Ach te beztroskie stażystki Gowina. Łezka się w oku kręci ;-)
Minister musi być w oczach swoich ludzi mądry, a to pewnie niełatwe ministerstwo.
"Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego".
:-)
otóż to. tradycja!
Najwięcej podniesionych kategorii względem KEN ma Politechnika Śląska.... (panad 60% !!!) która dodatkowo zatrudnia najwięcej B...i którzy śrubują cytowania na osiągnięciach niewypracowanych na PŚ. Teraz MG spowoduje, że PŚ będzie miała wszytkie A już przy wyjściu z KEN. KEN obecnie szeroko konsultuje, jak przyjąć progi referencyjne..... (nie chciał tego robić poprzedni przewodniczący i dlatego zrezygnował....) Oczywiście konsultuje tylko z największymi Warszawa, Kraków.... i Gliwice...
To "środowisko" nie wie, że podniesienie kategorii załatwiało się "na telefon"? A w przypadku PŚ telefon wykonał senator z tej samej partii co ówczesny minister?
Czym dłużej pracuję tym bardziej sądzę, że ta cała ewaluacja jest po prostu zbędna.
Ewaluacja zawsze jest. Ministerstwo przydziela uczelniom, instytutom i indywidualnym badaczom punkty. Te punkty są bardzo ważne, niektórzy twierdzą, że nic nie jest ważniejsze, nie da się bez nich pracować naukowo ani nawet żyć. Nazywane są złotówkami. I tak mi się wydaje, że lepiej, by były jakieś obiektywe kryteriach ich przydziału niż według widzimisie ministra, ministry czy jak tam jeszcze zechcemy nazwać rządzących. Mylę się?
A do czego służy ewaluacja obecnie? Do dwóch rzeczy – uprawnienia do habilitacji i algorytm podziału subwencji. To pierwsze mogłoby być nadzorowane przez RDN na wzór PKA. Podział subwencji mógłby być oparty o kryteria obiektywne, ale nie wymagające obecnego aparatu ewaluacji, który angażuje tysiące osób po to by na końcu minister ręcznie poprzydzielał kategorie jak było ostatnio. Można by na przykład uzależnić wielkość subwencji zamiast od kategorii naukowych to od sumy pozyskanego finansowania zewnętrznego, albo od wskaźników świadczących o postrzeganiu uczelni przez młodzież – wynik maturalny 10% najlepszych studentów przyjętych na 1. rok.
Musimy ustalić, o czym rozmawiamy: o zasadzie czy o sposobie jej realizacji. Ja będę bronić zasady w miare obiektywnych kryteriów przydziału środków na badania naukowe. Realizacja jest zaś taka, że John Cleese z Louisem de Funesem i braćmi Marx niczego bardziej absurdalnego by nie wymyślili.
Oczywiście, że zasady powinny być klarowne. Algorytm podziału subwencji powinien istnieć. Ja jednak twierdzę, że można z niego wyeliminować kategorię naukową i tym samym sprawić, że ewaluacja stanie się niepotrzebna, bo po co kategorie naukowe, które nie mają żadnych skutków. Uniknęlibyśmy tego teatru tysiąca aktorów - ewaluacji.
Jednak ewaluacja pewną pozytywną rolę spełniła, wymusiła mianowicie na wielu naukowcach publikowanie po angielsku w pismach międzynarodowych. W moim otoczeniu jest wielu takich, niektórzy nawet całkiem dobrzy. Przez lata publikowali lokalnie po polsku, zmuszeni do publikacji po angielsku zaczęli sobie dawać całkiem dobrze radę, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu.
Mogła też spełnić drugą pozytywną rolę - wyeliminować szarlatanów. Jest w Warszawie przesławna ekonomicza uczelnia, z niej połowa ministrów, biznesmenów i prezesów. Nazwy nie podaję z ostrożności procesowej. Była szansa pokazania, że naukowo ona nie istnieje ale minister Czarek w ostatniej chwili wyciągnął pomocną dłoń. To jego największy grzech.
To raczej nie ewaluacja spełnią tę rolę lecz ocena okresowa (która faktycznie jest pochodną ewaluacji bo uczelnie często kopiują kryteria) oraz premie za publikacje. Obie te rzeczy mogłyby nadal pełnić swoją funkcję bez ewaluacji.
Uczelnie kopiują kryteria, bo wysokość finansowania jest funkcją kategorii a kategoria jest wynikiem ewaluacji. Skoro pieniądze są za punkty, to zadaniem pracownika jest zbieranie punktów, co dziwne nie jest, bo zadaniem wszystkich pracowników wszystkich firm jest przynoszenie pieniędzy - bezpośrednio lub pośrednio.
Większość uczelni (nie wiem jak w instytutach PAN) ma ustawione progi minimalne oceny okresowej bardzo nisko i gdyby wszyscy ograniczyli się tylko do przejścia przez próg to kategoria byłaby najwyżej B. Produkcja „punktów” napędzana jest głównie grantami projakościowymi i nagrodami rektora. No i jaki jest efekt? Jak ktoś ma wartościowy materiał to dzieli go na 5 przyczynkowych publikacji, bo nie liczy się treść publikacji tylko punkty czasopisma, w którym to opublikowano. Można pokazać też przypadki gdzie pracownicy najpierw publikują coś w płatnych OA a potem za to opublikowanie dostają nagrodę rektora lub grant projakościowy. Do tego wszystkiego prowadzi presja wynikająca z chęci dobrego wypadnięcia w ewaluacji. Pozostanę przy zdaniu, że obecna forma ewaluacji jest uciążliwa i niepotrzebna – tysiące ludzi na uczelniach i potem w KEN są uwikłani w proces, a finalnie (jak było ostatnio) i tak decyduje minister według sobie znanych kryteriów. Gdyby finansowanie było uzależnione od liczby pozyskanych projektów zwiększyłby się nacisk na ich pozyskanie. Projekty międzynarodowe siłą rzeczy dają publikacje o zasięgu międzynarodowym, pozwalają pozyskać środki na badania, dają kontakty. To jest rzeczywiste umiędzynarodowienie nauki, a nie produkcja punktów do której prowadzi obecna forma ewaluacji.
Taa, tajemniczy B...i to zapewne Mehdi Baghayeri (11 retrakcji). Ale pozwolę sobie przedstawić listę (głównie Irańczyków). Niestety, też dane sprzed kilku miesięcy. Dział kadr PŚ - proszę o aktualizację.
Samrand Saeidi
Mujahid Ali
Shahid Mumtaz
Sourbh Thakur
Abdullah
Muhammad Ahsan
Amjad Iqbal
Mohsen Dehbashi
Rasoul Esmaeely Neisiany
Alireza Kalhor
Mehdi Baghayeri
Mohammadsadegh Pahlavanzadeh
Sasan Radfar
Hamed Ghiasirad
Towhid Gholizadeh
Gul Khan
Balal Yousaf
Niezwykle bogate źródło publikacji i cytowań. Niestety, ostatnio także retrakcji.
Panie redaktorze. Budżet rozpoznawalnej w świecie uczelni, np. Harvardu, to ponad 6.5 mld rocznie. Dolarów. Czyli ok. 3 razy więcej niż subwencje wszystkich polskich uczelni. Nie 10%, tylko 300%. I wszystko w tym temacie.
Nie ma innej drogi do "pierwszej setki". Wiedzą o tym i Chińczycy, i arabscy szejkowie.
"Nie ma innej drogi do "pierwszej setki". Wiedzą o tym i Chińczycy, i arabscy szejkowie."
Oczywiście, że wiedzą. Dlatego zatrudniają najlepszych - Rafael Luque, Damia Barcelo, Mariusz Jaremko, etc. Pierwsza dwudziestka instytucji z największą liczbą rektrakcji. Dane sprzed kilku miesięcy, ale nie chce mi się ich aktualizować tylko na potrzeby tego komentarza. King Saud University ma już ponad 630.
1. King Saud University (Arabia Saudyjska) – 535
2. Jilin University (Chiny) – 516
3. Saveetha University (Indie) – 497
4. Central South University (Chiny) – 396
5. Qingdao University (Chiny) – 338
6. Shanghai Jiao Tong University (Chiny) – 324
7. Sun Yat-sen University (Chiny) – 321
8. Nanjing Medical University (Chiny) – 320
9. Shandong University (Chiny) – 315
10. Sichuan University (Chiny) – 306
11. Vellore Institute of Technology University (Indie) – 305
12. King Abdulaziz University (Arabia Saudyjska) – 300
13. Wuhan University (Chiny) – 286
14. SRM Institute of Science and Technology (Indie) – 285
15. Soochow University (Chiny) – 281
16. Taif University (Arabia Saudyjska) – 268
17. Zhejiang University (Chiny) – 268
18. Capital Medical University (Chiny) – 263
19. Prince Sattam Bin Abdulaziz University (Arabia Saudyjska) – 262
20. China Medical University (Chiny) – 260
U nas wkrótce będzie podobnie - połowa IDUB-ów znajdzie się w czołówce instytucji z największą liczbą retrakcji. Dwie już są:
AGH - 28
PŚ - 22
PG goni w szybkim tempie - obecnie 12. Choć konkurencja o podium jest spora, bo aspiranci też się starają, np. UPL - 12. Obecnie trzecie miejsce to PO, ale Grzegorza Królczyka i Zhixionga Li już tam nie ma, więc nie ma komu się starać.
A jak to się będzie przedstawiało we wskaźnikach zredukowanych, jako procent liczby wszystkich opublikowanych artykułów?
Oj, nie chce mi się tego robić dla wszystkich, więc tylko 2 przykłady z Argos (lata 2014-2026):
King Saud University: dziś już 729/102765 czyli 0,7% (to ok. 20x średniej światowej)
AGH: 28/47095 czyli 0,06% (to tylko ok. 1,8x średniej światowej)
Czyli generalnie nie jest źle, ale to także dlatego, że nie znajdujemy się w centrum uwagi światowych detektywów naukowych, takich np. jak Elizabeth Bik (ok. 1000 spowodowanych retrakcji) czy Mu Yang (ok. 300 spowodowanych retrakcji), a u nas nie ma komu robić.
W przypadku pana Bilala (935 publikacji w dniu 15.09.2024) retrakcji uległo na razie 5, a powinny prawie wszystkie. Tylko kto ma je wszystkie przeczytać, wysłać listy do redakcji? Ja zrobiłem to dla 10, udało mi się doprowadzić do retrakcji dwóch.
Przecież PWr sporą część swoich kategorii uzyskał dzięki bezpośredniej interwencji Czarnka!
Całe nieszczęście tej ewaluacji w tym, że to, że ktoś ma A czy A+ może znaczyć, że jest świetny, a le równie dobrze, że jest świetnie ustosunkowany. I to samo z B+, tylko trochę na odwrót: to, że ktoś ma B+ może świadczyć, że to jednostka dobra, ale bez szału, ale równie dobrze, że to jednostka bez dojść w ministerstwie.
3,7 mld na top10 uczelni a 2,6mld na przywracane przywileje emerytalne dla byłych SBków - idealna proporcja
To jest tekst z tezą, co widać po użyciu słowa "pochłonęła" w leadzie. Autor nie napisał, że Polski budżet „zainwestował”, lub „wsparł” tę ustawową inicjatywę, lecz że IDUB „pochłonął” jakieś kwoty, w podtekście, że to jest obciążenie dla budżetu.
Teza właściwa tego tekstu, która nie jest zgodna z prawda zawiera się w zdaniu: „Czy osiągnęliśmy to, czego oczekiwaliśmy, czyli zbudowania jednej lub kilku silnych, międzynarodowo rozpoznawalnych uczelni?”. Otóż jeśli ktoś chciałby w Polsce powstała „jedna lub kilka silnych międzynarodowo rozpoznawalnych uczelni” to skoncentrowałby te same fundusze nie na 10 + 10 podmiotach, lecz na 2, max. 3. Gdyby przez 7 lat trzy polskie uczelni otrzymały dodatkowo około 1 miliarda PLN rocznie, to wówczas można by myśleć o uczynieniu z nich uczelni porównywalnych – za jakiś czas – z najlepszymi uczelniami w Europie. Ale na to nie było zgody politycznej. Postanowiono zrobić IDUB „demokratyczny” – polski Oksford w każdym województwie. No i takie rozsmarowanie nie mogło przynieść skokowych efektów, a takich wymaga polski system by mógł konkurować z uczelniami z elity. I tu problem. W MNiSW, ale w polskim parlamencie, boja się słowa „elita”, i źle reagują na fakt, że te najlepsze uczelnie znajdują się w dwóch polskich miastach, i nie chodzi tu Płock i Opole.
@ Kibic-spraw-nauki,
Gdyby nawet np. UW i UJ otrzymały dodatkowy 1 mld zł. rocznie przez 7 lat, to dorównanie np. do angielskich uczelni, jak University of Oxford, Cambridge, Imperial College London czy University College London zajęłoby krajowym uniwersytetom circa 50 lat. Fundusze na rozwój są bardzo ważne, ale równie ważne są kadry badawcze, zespoły, wypracowany dorobek i współpraca międzynarodowa.
Bo pochłonął. Dodatkowe 10% zostało taśmowo przepalone na MDPI i programy z rozmaitymi Bilalami w roli głównej. Żadnego przyrostu nie osiągnięto, a gwoździem do trumny jest sam fakt, że kolejna edycja bazuje na wynikach "przeterminowanych" o skromne 4 lata. Jakby komuś, kogo w ogóle Nature Index kiedykolwiek odkryło, powiedzieć, że np. Śląski startować nie może, w WSB i owszem, to by się zapłakał(a) ze śmiechu.
Nie, no to byłoby przezabawne, gdyby nie było tragiczne. Dopuszczenie do programu wiąże się z bezwartościową, w znacznej mierze ręcznie ustawioną, ewaluacją sprzed kilku lat. Lepsze (obiektywnie) jednostki nie mogą uczestniczyć, słabsze mogą. I z góry można przewidzieć, że laureatami nowej edycji będzie ośmiu dotychczasowych plus dwóch przypadkowych szczęśliwców z grona tych, którzy mogą brać udział w konkursie. Po czym kolejne parę miliardów zostanie przepalonych na wiele niepotrzebnych rzeczy, co jeszcze zmniejszy jakiekolwiek szanse na konkurowanie w tych bezsensownych zawodach pozostałym uczelniom. To ja już chyba wolałem pomysły Czarnka. Nie bawił się w jakieś tam konkursy, tylko dawał tam, gdzie chciał. Przecież tu realnie jest dokładnie tak samo. Kto ma dostać, ten dostanie. Nie musi być uczciwie, prace nie muszą zawierać prawdziwych wyników, liczy się przecież bardzo wysoki indeks Hirscha. Pozdrawiam niektórych badaczy z afiliacją jednego z gdańskich beneficjentów ;) Ale spoko, widziałem też badaczy z trzycyfrowym indeksem. Mogę polecić do zatrudnienia, będzie jeszcze więcej doskonałości.
Super było na UAMie chłopaki nie wiedzieli już na jaką egzotyczną wycieczkę pojechać, Japonia, Chile wszystko było... tyle to dało co wycieczka tego kolesia z Testostorou do Australii ale who cares kasa byłą to sie bawili.
Na UAM gościł przewodniczący ekspertów IDUB..... Teraz też już do niego jeżdżą… MASAKRA !!!!
"Nie jest jasne, czy wszyscy dotychczasowi beneficjenci będą mogli wziąć w nim udział. W ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce jest mowa o tym, że dwie uczelnie z wyłonionych w pierwszym konkursie nie mogą uczestniczyć w kolejnym" - no, to jest akurat nieprawda. Takich zapisów nie ma.
Nie sprawdzajcie lepiej ile z tych pieniędzy zostało wyciągnięte "z systemu" poprzez skoordynowane publikowanie z autorami irańskimi, pakistańskimi i innymi, którzy mieli sztucznie napompować umiędzynarodowienie naszych uczelni.
Czy musicie pisać o wszystkich brudach? Grutnt, że muszą być na to pieniądze, bo w ustawie jest napisane. A kto dokładnie i gdzie to mało ważne.
A zostały jeszcze jakieś zasoby ludzkie na uprawianie nauki? Czy wszyscy się już ukomitecili i przydzielają sobie nawzajem punkty, kategorie i co tam jeszcze przydzielić się da?
jest na to bardzo trafne określenie: "cała para w gwizdek".
A tak na marginesie.
Obowiązuje rozkład Pareta.
Czyli na znakomitych uczelniach jest wielu słabeuszy,
a na słabych uczelniach zdarzają się wybitni.
Wszelkie zbiorowe ewaluacje to dodatkowe finansowanie słabeuszy w mocnych jednostkach
kosztem geniuszy ze słabszych jednostek.
Pomyślałem sobie, że ma to sens. Co lepiej się nadaje do pisania artykułów niż AI? A ludziom zostawimy to, co naprawdę lubią: komitety, komisje, zespoły, rady, posiedzenia, wzajemne ocenianie się i wszystko to, co już się manifestuje na etapie przedszkola.
Trafne i smutne. Ale tak to już jest na tej trzeciej planecie od Słońca i nie mamy na to wpływu, jak na ciążenie powszechne.
Jak to jest w ogóle możliwe zeby o mozliwosci aplikowania do konkursu decydowały kategorie naukowe przyznane... 4 lata temu??!!
Taa, też tego nie rozumiem. Jakby nie można było poczekać tych 3 miesięcy. Przecież w czerwcu powinny już być znane wyniki nowej ewaluacji. Nie, żebym wierzył, że będą one lepsze od tych starych. Uzyskane na wszelakich Bilalach, Baghayerich, Hassanach czy Yuosafach. No, ale jednak byłoby bardziej logicznie.
Skoro konkurs już rusza to te kategorie z pierwszej ewaluacji to jedyne, które aktualnie funkcjonują.
Bardzo dobrze zadane pytanie. Jestem wielkim zwolennikiem wspierania tych, którzy się starają. Program IDUB w pierwszej odsłonie miał klarownie określony cel - dać szansę tym, którzy zaproponują takie rozwiązania wspierające kulturę pracy na uczelniach, że w rezultacie po zakończeniu programu uczelnie będą w stanie tę przełomową zmianę pokazać. Zmianę, która miała dotyczyć koncentracji wysiłków na badaniach w zakresie Priorytetowych Obszarów Badawczych, kształcenia doktorantów oraz rozwijania tych obszarów badawczych, które mogą rokować nadzieję na udział w dialogu międzynarodowym. I był to chyba jedyny konkurs, w który naprawdę minister nie ingerował, wręcz ze smutkiem przyjął werdykt, który nie odpowiadał jego zapatrywaniom. Czy założenia zostały zrealizowane. W jednym zakresie na pewno nie. Skutkiem projektu miało być dążenie do odwracania piramidy kształcenia na uczelniach chcących być badawczymi. Dziś mamy podstawową grupę licencjuszy, mocno zredukowaną magistrantów i wąziutki czubeczek doktorantów. Tymczasem zakładano, że na uczelniach badawczych ma nastąpić gwałtowny wzrost liczby doktorantów, a zmniejszenie licencjuszy. Bo uczelnie badawcze mając odpowiedni warsztat, zaplecze infrastrukturalne plus kontakty międzynarodowe i stosownie wykwalifikowanych badaczy mają być predestynowane do kształcenia wysokiej jakości kadry naukowej. Wiemy, że tak nie jest. Nikt tego kierunku nie wsparł i nadal kształcenie doktorantów jest kwestią prestiżu, a nie realnej korzyści dla kraju czy nawet podnoszenia jakości środowiska naukowego. Nie widzę też żadnych zmian w zakresie specjalizacji w obszarze priorytetowych obszarów badawczych w każdej z uczelni. Program miał odwrócić trend, w którym każda uczelnia chce być świetna we wszystkim, a w rezultacie jest mocno przeciętna, jeśli nie słaba, we wszystkim. Nic takiego się nie stało. Nadal dążenie do doskonałości (ach, to nielubiane słowo i przeklęty zwrot) jest celem jednostek, zespołów - ale nie uczelni. Dużo by pisać więcej, ale po co? Ewaluacja śródokresowa była żenująca - nie poznaliśmy zaleceń dla uczelni (choć przecież powinniśmy, skoro są to jednostki budżetowe), sposób ewaluowania był daleki od celów, jaki programowi wytyczono. Wiara, że będziemy mieli sensowny ranking jest we mnie niewielka, skoro zapomniano, po co w ogóle był ten konkurs. Czy więc było warto? Myślę, że tak - chociażby żeby sprawdzić, czy polskie środowisko akademickie potrafi skupić sie na jakości. W większości przypadków ocena nie jest szczególnie optymistyczna. Bo nie chodzi o to, czy wydrukowano więcej artykułów, czy pozyskano więcej grantów - przy zwiększonych nakładach tak się musiało stać i porównywanie uczelni ze zwiększonym budżetem z tymi, które go nie miały, nie ma sensu. Czy jednak zaszła w nich zmiana jakościowa? Mam ogromne wątpliwości. Czy warto program kontynuować? W bieżącej formie, przy bieżącym kierownictwie resortu i uczelni - nie. Natomiast tak, warto inwestować w zmianę kultur organizacyjnych na uczelni. O ile będzie się konsekwentnym.
Na Caltech, gdzie robiłem postoca, było ok. 2000 doktorantów, 1000 studentów (BSc) i 1000 postdoców. To proporcje dla uczelni typowo badawczej.
Z chata GPT:
CalTech
budżet operacyjny: ok. 3,5 mld USD rocznie
wydatki na badania: ok. 1 mld USD rocznie
Coś jeszcze chciałby Pan/i dodać?
@Hubert Wojtasek
Google mówi trochę co innego. Może po prostu zacytuje:
Caltech’s sponsored research awards totalled approximately
$423.5 million in fiscal year 2022, according to the Caltech Office of Research Administration. The vast majority of this funding, roughly 81% ($342.2 million), is derived from federal sources.
Czyli ponad 80% budżet naukowego Caltech pochodzi z grantów federalnych. Nie wiem, czy Google ma racje, ale jest szansa, że tak.
Całkiem możliwe. To by tylko potwierdzało halucynacje chata GPT. Ale to Pan mnie niedawno zachęcał do używania AI. 😁 Następnym razem zapytam go o źródła. Choć różnica nie jest aż tak istotna - $423.5 mln to i tak więcej niż cały budżet NCN.
@Hubert Wojtasek
Narzędzia AI są bardzo pomocne, rzeczywiście. Ale trzeba starać się sprawdzać, co one tam generują (nie zawsze można).
Tym nie mniej tutaj głównie chodzi mi o to, że budżet na badania Caltech w większości zbiera z grantów federalnych, a nie z „własnych” pieniędzy.
"Narzędzia AI są bardzo pomocne, rzeczywiście."
No, szczególnie przy pisaniu publikacji. Ostatnio stworzyły coś takiego (pisałem już o tym w komentarzu pod artykułem na temat konferencji o AI):
„Subsequently, 1 mL of the mass killing of an ethnic group was opposed to 20 mL of the skin sample”
Po angielsku "final solution" znaczy i „ostateczne rozwiązanie” i „roztwór końcowy”. "Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej" pewnie Pan kojarzy.
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0254058426003810
Dlatego "trzeba starać się sprawdzać, co one tam generują". Ale nie wszystkim się chce nawet to zrobić.
@Hubert Wojtasek
Obecnie używam ChatGPT kilka razy w tygodniu, tylko i wyłącznie po angielsku. Nie codziennie, nie do rutynowej pracy, ale też nie nazwałbym tego użyciem "sporadycznym". I przy tej częstotliwości używania tego narzędzia tylko raz palnęło ono dużą głupotę. Ale nie aż taki błąd, jak tutaj podany przez Pana.
Tak, jak na razie staram się sprawdzać. Jeśli widzę, że sprawdzanie zajmie mi więcej czasu, niż zrobienie danej roboty samemu, nie używam ChatGPT.
"Nie widzę też żadnych zmian w zakresie specjalizacji w obszarze priorytetowych obszarów badawczych w każdej z uczelni. Program miał odwrócić trend, w którym każda uczelnia chce być świetna we wszystkim, a w rezultacie jest mocno przeciętna, jeśli nie słaba, we wszystkim. Nic takiego się nie stało." - bardzo celna uwaga.
W moim otoczeniu od samego początku miałem wrażenie, że IDUB to wydziałowy skok na kasę. Jeśli zaś chodzi o umiędzynarodowienie, to owszem, zaobserwowałem. Ale po co ono - nie wiem. Pojawiły się etaty badawcze obsadzane głównie przez zagranicę, ta zagranica nie zna i nie chce poznać polskiego, program się skończy, oni wyjadą i tyle z tego będzie, co z niesławnych studiów zamawianych. Wpis w kronice.
"Tymczasem zakładano, że na uczelniach badawczych ma nastąpić gwałtowny wzrost liczby doktorantów, a zmniejszenie licencjuszy. "
Kto tak zakładał? Chyba skończony idiota. W jaki sposób liczba doktorantów miała się zwiększyć skoro limity przyjeć i finansowanie w SD są jakie są?
Szanowny Panie, jak Pan słusznie zauważył 'zakładano' - czyli czas przeszły - 'są, jakie są' - czyli czas teraźniejszy. Kiedyś zakładano, teraz jest. Gdzie tu miejsce dla idioty? I to skończonego? A co do meritum - wielkość nakładów na SD zależy od rektorów, to oni dzielą subwencję. No i tak, środki z IDUB miały posłużyć do zmiany modelu funkcjonowania uczelni. Pana komentarz potwierdza, że model się nie zmienił i wszyscy czekają, aż minister da po prostu więcej środków na SD. No i nie daje. Więc jest, jak jest.
Ja Pana rozumiem, ale to założenie było debilne. Nie da się w 4 lata jedną ustawą zmienić UW w Harvard, tym bardziej że jak się przesadza dojrzałe drzewo, to trzeba zabrać nie tylko ogromną bryłę korzeniową, ale i mnóstwo uwięzionej w niej ziemi. Bo w całkiem nowej nawet najdorodniejsze drzewo uschnie.
W warunkach polskich warunkiem posiadania dużej liczby doktorantów jest jeszcze większa baza studencka. Odwrócenie piramidy wymagałoby nie tylko ogromnych nakładów na stypendia, ale i akademiki / mieszkania, projekty badawcze dla tych doktorantów, kadrę, która nie biegałaby za drugą i trzecią fuchą.