Widzimy, że brakuje systemowego mechanizmu, który na starcie eliminowałby ten typ nierzetelności naukowej, związanej z udziałem w tzw. papierniach – pisze w odpowiedzi na nasze pytania Narodowe Centrum Nauki. Agencja przygląda się już nie tylko przypadkowi z Gdańska.
W ubiegłym tygodniu opublikowaliśmy artykuł „Fabryki artykułów pracują pełną parą”, którego bohaterem był dr Muhammad Bilal. Historię jego naukowych „dokonań” opisał w grudniu portal forbetterscience.com. Pod koniec 2023 roku badacz otrzymał od Narodowego Centrum Nauki 3-letni grant OPUS o wartości blisko 2 mln zł. Wcześniej prowadził projekt POLS finansowany z funduszy norweskich, na który NCN wyłożył blisko 800 tys. zł.
Jak informuje agencja, to pierwsza rozpatrywana przez nią sprawa, której przedmiotem jest „domniemany udział grantobiorcy w paper mills”. Centrum bada ją od października, gdy otrzymało zgłoszenie od dr. hab. Huberta Wojtaska. To on nagłośnił całą historię. W liście adresowanym m.in. do dyrektora NCN zwrócił uwagę na „oszałamiający” dorobek naukowy dr. Bilala, który miał być autorem 700 publikacji w czasopismach, 150 rozdziałów w książkach, 25 edycji książek i 10 innych artykułów. Charakterystyczne są jeszcze dwie inne wartości: indeks Hirscha = 94 i cytowania (według Google Scholar) na poziomie 34 tys. Zastanawiające, że u nikogo te liczby nie wzbudziły podejrzeń.
W przesłanej nam korespondencji Centrum wskazuje, że eksperci, którzy w konkursach odpowiadają za ocenę merytoryczną wniosków, koncentrują się na jakości projektu, a więc jego poziomie naukowym, potencjalnym wpływie na rozwój dziedziny oraz możliwości realizacji. To te czynniki w przeważającej mierze mają decydować o końcowej ocenie (60%). W pozostałych 40% mieszczą się kwalifikacje i osiągnięcia kierownika projektu. Jak wyraźnie zaznaczono, eksperci kierują się kryteriami merytorycznymi, a nie ilościowymi. Wynika to z deklaracji DORA, którą NCN podpisał w 2018 roku. Jej podstawą, przypomina agencja, jest ocena pracy naukowej w oparciu o znaczenie i oryginalność osiągnięć, a nie bibliometryczne wskaźniki, jak np. liczba publikacji czy cytowań.
W formularzu, czytamy dalej w przesłanym mailu, w części dotyczącej kierownika projektu należy załączyć „wykaz od jednej do dziesięciu najważniejszych prac opublikowanych lub przyjętych do druku (wraz z potwierdzeniem) w roku wystąpienia z wnioskiem lub w okresie ostatnich 10 lat przed rokiem wystąpienia z wnioskiem”, a także dołączyć „w formie plików pdf od jednej do trzech publikacji spośród wymienionych w tym wykazie”.
We wnioskach nie zamieszcza się informacji o liczbie publikacji, IF, indeksu Hirscha etc., a panel ocenia tylko informacje zawarte we wniosku. Z perspektywy omawianej dziś sprawy widać, że system oceny, w którym bierze się pod uwagę wyłącznie merytoryczne kryteria (w tym od jednej do kilku najlepszych prac), może nie wychwycić takich nieuczciwych praktyk publikacyjnych – przyznaje Anna Korzekwa-Józefowicz, pełnomocniczka dyrektora NCN ds. komunikacji.
Zastrzega przy tym, że ze względu na ustawowe ograniczenia co do m.in. ochrony treści wniosków, może odwołać się jedynie do danych ogólnodostępnych. Sięgając po nie, stwierdza:
Naukowiec, którego działalność publikacyjna budzi dziś uzasadnione kontrowersje, ma w swoim dorobku także prace w czasopismach uznawanych za jedne z lepszych w dziedzinie inżynierii chemicznej/środowiskowej.
Zapytaliśmy o to, na jakim etapie jest w ogóle ta sprawa i kiedy można spodziewać się decyzji. Z przekazanych informacji wynika, że postępowanie wyjaśniające w NCN prowadzi Komisja ds. Rzetelności Badań Naukowych w oparciu m.in. o „Kodeks NCN dotyczący rzetelności badań naukowych”. Ostatni jego rozdział poświęcono możliwym sankcjom. Pogrupowane są od najmniej restrykcyjnych (grupa I) po najsurowsze (grupa III). Nałożenie konkretnych z nich uzależnione jest od stopnia szkodliwości i rangi nadużycia. Najbardziej poważne przewinienia mogą skutkować czasowym wstrzymaniem bądź przerwaniem finansowania projektu, a nawet nałożeniem na jego PI zakazu występowania w roli kierownika w kolejnych. Przy stosowaniu sankcji decydujące będzie to, jak poważna była skala nierzetelności; do jakiego stopnia wykroczenie było intencjonalne, a podanie zmyślonych lub fałszywych informacji miało na celu osiągnięcie korzyści; czy wykroczenie miało charakter jednorazowy, czy też się powtarzało.
Sprawa Muhammada Bilala jest wnikliwie analizowana, decyzja powinna zapaść w najbliższych miesiącach. Komisja będzie korzystała także z opinii zewnętrznych ekspertów, a przygotowanie ekspertyz to zwykle proces czasochłonny – tłumaczy rzeczniczka.
I dodaje, że do czasu zakończenia postępowania wstrzymana została wysyłka decyzji w sprawie ewentualnego rozliczenia poprzedniego projektu realizowanego przez tego badacza, finansowanego w ramach konkursu POLS.
W przypadku projektu OPUS instytucją wnioskującą i realizującą projekt jest Politechnika Gdańska. Narodowe Centrum Nauki już jakiś czas temu przesłało do uczelni prośbę o wyjaśnienia dotyczące szczegółów realizacji.
W razie stwierdzenia naruszenia warunków umowy NCN może żądać zwrotu środków wraz z odsetkami – zapowiada Anna Korzekwa-Józefowicz i kontynuuje: – Równolegle ze sprawą Muhammada Bilala szczegółowo analizujemy docierające do nas w ostatnich tygodniach sygnały dotyczące innych grantobiorców, którzy potencjalnie mogli być zaangażowani w nieuczciwe praktyki publikacyjne.
Mowa o badaczach z Politechniki Opolskiej. Skierowano tam już odpowiednie pisma. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że może chodzić o projekty, których wykonawcami byli dr hab. Munish Kumar Gupta z Indii i dr Zhixiong Li z Chin. Obaj realizowali tzw. małe granty POLS. Ten drugi pół roku temu zaczął OPUS-a (prawie 1 mln zł). Odnotujmy, że przed kilkoma dniami dr hab. Munish Gupta otrzymał od Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej stypendium wyjazdowe Bekkera.
Podejrzenia o uczestnictwo grantobiorców w tzw. papierniach każą zapytać, czy NCN wprowadziło zawczasu mechanizmy, które zapobiegałyby tego typu sytuacjom, a jeśli tak – to czy wobec tego regulacje te zdają egzamin. Sam „Kodeks dotyczący rzetelności badań naukowych”, który – jak zaznacza agencja – jest częścią każdego ogłoszenia konkursowego, to jednak chyba za mało. Okazuje się, że i z perspektywy ul. Twardowskiego w Krakowie jest to dostrzegalne.
Widzimy, że brakuje systemowego mechanizmu, który na starcie eliminowałby ten typ nierzetelności naukowej, związanej z udziałem w tzw. papierniach – przyznaje rzeczniczka NCN i od razu oznajmia: – Centrum wypracuje nowe regulacje, które ten system uczynią bardziej szczelnym, np. pozwolą ekspertom na uwzględnienie w ocenie wątpliwości co do rzetelności całościowego dorobku naukowego.
Zapowiedzi te wydają się mocno spóźnione. Na przygotowanie odpowiednich regulacji było wystarczająco dużo czasu, wszak o paper mills mówi się od lat. Również w „Forum Akademickim” piszemy o tym nie od dziś. W kwietniu 2022 roku Jolanta Szczepaniak alarmowała:
Nie jest to marginalna kwestia dla globalnej nauki, skala działalności fabryk artykułów może być liczona w dziesiątkach tysięcy tekstów rocznie (…) Można pokusić się o stwierdzenie, że artykuły będące produktem fabryki stanowią większe zagrożenie dla nauki niż drapieżni wydawcy z tysiącami drapieżnych czasopism i konferencji. Identyfikacja drapieżnego czasopisma wystarczy do zakwestionowania wiarygodności zawartych w nim artykułów, podczas gdy teksty kupione w fabryce artykułów zgłaszane są do czasopism uważanych za wiarygodne, indeksowanych w najważniejszych bazach danych. Na podstawie takich fałszowanych badań inni naukowcy wprowadzani są w błąd, tracą czas i środki, pracując nad eksperymentami lub terapiami, które nie mają prawa się udać. A to wszystko będzie skutkować ogólną utratą zaufania do badań naukowych.
Pytany o możliwe dalsze działania systemowe, prof. Tomasz Dietl, przewodniczący Rady NCN, nawiązuje do innego z naszych tekstów.
Oczywiście, mamy świadomość, że naukowcy z marginesu kryminalnego posługują się różnymi identyfikatorami typu ORCID w zależności od sytuacji. W świetnym artykule Jolanty Szczepaniak w „FA” zwrócono uwagę na rolę narzędzi sztucznej inteligencji w tworzeniu spamu publikacyjnego. Otwierając posiedzenie Rady NCN w nowym składzie, mówiłem z kolei, że w najbliższym czasie nastąpi rewolucja w pisaniu i ocenianiu projektów, związana z metodami i narzędziami sztucznej inteligencji. W tym obszarze będziemy współpracowali z Science Europe czy Global Research Council, opracowując nowe metody oceny projektów, uwzględniające te nowe narzędzia. Sądzę, że jeszcze większą rolę będą odgrywały bezpośrednie wywiady z wnioskodawcami – wskazuje.
Grantobiorcy to jedno, ale w omawianym kontekście warto też zapytać o udział ekspertów i recenzentów w fabrykach artykułów. W 2023 roku w ocenie wniosków złożonych w konkursach NCN wzięło ich w sumie udział ponad 10,5 tys. Jakie regulacje służą wyeliminowaniu z tego grona osób dopuszczających się nieuczciwości na polu naukowym? Jak często takie sytuacje się zdarzają? Wreszcie, czy selekcja przy naborze jest prowadzona również pod tym kątem?
W odpowiedzi przypomniano nam, że członków zespołów ekspertów wskazuje Rada NCN. Wyliczono, że w ostatnich latach przeważają naukowcy zatrudnieni w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech, Francji i Hiszpanii. Zaznaczono również, że do udziału w ocenie zapraszane są osoby, które mają doświadczenie m.in. w realizowaniu projektów naukowych i ocenie wniosków w innych agencjach grantowych. A co w kwestiach, o które pytamy? No cóż, jest kodeks etyki, do którego przestrzegania zobowiązuje się, podpisując oświadczenie, każdy z uczestniczących w procesie oceny wniosków. I jeszcze „oflagowanie” w systemie NCN w razie pojawienia się wątpliwości co do rzetelności recenzenta lub eksperta. Taka osoba nie jest już ponownie zapraszana do oceny wniosków.
Najważniejszym bezpiecznikiem z perspektywy wnioskodawców i całego systemu, jest to, że decyzji o ocenie i liście projektów rekomendowanych do finansowania nie podejmuje nigdy jedna osoba, lecz co najmniej kilkunastoosobowy zespół naukowców – podsumowuje rzeczniczka.
W ostatnich dniach część środowiska aktywna w mediach społecznościowych zaczęła się przyglądać również aktywności publikacyjnej jednego z członków Rady NCN. To gremium, jak już wspomnieliśmy, wskazuje ekspertów, stąd ważne jest, by zasiadały w nim osoby o uznanym dorobku, a przy tym pozostające poza wszelkimi podejrzeniami co do nieuczciwości. Wątpliwości internetowych komentatorów budzi tymczasem kilkanaście artykułów pisanych przez jednego z radnych wspólnie z „papiernikiem” z Iranu. Zapytaliśmy o to i przewodniczącego Rady, i samego zainteresowanego. Tej sprawie poświęcimy osobny artykuł, który pojawi się na naszej stronie jutro.
Mariusz Karwowski
W moim przekonaniu Narodowe Centrum Nauki powinno przeznaczyć te 2 miliony na projekt(y) dla naukowców którzy byli w rankingu stosownego Panelu za tym Panem, i nie dostali grantu ponieważ Panel uznał że ten Pan jest lepszy. Tak by było bardzo sprawiedliwie.
Prof Dietl mówi o naukowcach z marginesu kryminalnego co nie przystoi komuś posiadającemu tytuł naukowy. Ale po głębszej analizie wchodzę na Pubpeer i zachęcam do zapoznania się z olbrzymim dorobkiem naukowym Pana profesora. Jak ktoś kto ma 5 takich samych artykułów może zasiadać w radzie NCNu. To kolejny fizyk który karierę robi na duplikowaniu artykułów ale aż pięć razy!!!
Czy prof Dietl w świetle tych jednoznacznych dowodów zrezygnuje z pogrążania NCNu swoją w nim obecnością ?
https://pubpeer.com/publications/9CE8A76D0E78A8EF35F371E06828CE
https://pubpeer.com/publications/BFBA02B5524499A0DD22041A9E7C91
https://pubpeer.com/publications/8AECDBB6A908079245D1FBE5929F42
https://pubpeer.com/publications/9686F41EF740300558B6213E978E7E
https://pubpeer.com/publications/9CFB92F266D398062B915F27501ACE
https://pubpeer.com/publications/A5C8DF871BA87DCBFE6EC70EDC57FA
Prof Dietl odpowiedział na Pubpeer i jak to bywa wśród osób które duplikują swoje badania aby sztucznie zwiększać swój dorobek naukowy tłumaczy się jak dziecko ze to było z konferencji. Oczywiście to nieprawda bo z konferencji może być jeden artykuł a nie 5. Tak to jest 5 niemal identycznych artykułów. Tak wygląda fizyka w Polsce.
Zawsze to powtarzam: kto oczekuje wzrostu nakładów na naukę przy deficycie budżetowym w wysokości 289 miliardów złotych, jest niemądry w stopniu niedopuszczalnym dla pracowników nauki. Rząd będzie oszczędzać, nawet jeśli sam nie zechce, to Komisja Europejska go zmusi a zabrać pieniądze najłatwiej przedszkolakowi albo naukowcowi - bo nie będą się bronić. Laciate ogni speranza, że cokolwiek się poprawi.
A to nie jest przypadkiem tak, że ci co tak dużo publikują (nawet uznani przez was za "papierników") pracują na was i na całą uczelnię (patrz wymóg ustawy odnośnie parametryzacji - zbieranie punktów)?????
Widzę, że papiernik nie może się wyzbyć swojej natury. Ten sam wpis jest powtarzany pod kolejnymi artykułami.
Tak, wszyscy z odmiennym zdaniem jesteśmy papiernikami, przodownikami pracy w papierni....pan ma jakąś obsesję, a może frustrację. Nie wiem co gorsze 😂
Ci, co mają inne zdanie od mojego, niekoniecznie spamują wieloma identycznymi wpisami z użyciem metody "kopiuj-wklej".
Bo ja papiernik jestem to kopiuj wklej mam opanowane 🙂 a tak serio to tylko chęć innego punktu widzenia stąd ten sam komentarz pod artykułami na ten temat. Spamu nie lubię i zawsze usuwam.
Bagno, w którym się poruszamy, to trochę skutek pychy konstruktywizmu prawniczego. Wiara, że umiemy stworzyć jedną regułkę wg której będziemy finansować wszystkich naukowców, od matematyka specjalisty od topologii przestrzeni nieskończeniewymiarowych, przez biologa po specjalistę od gwar Polski południowej. Podobną wiarę przejawiają fizycy: oni wierzą, że jednym wzorem potrafią opisać świat; przedstawiciele nauk technicznych są już znacznie bardziej krytyczni i rozumieją, że równanie Schroedingera nie pomoże im jednak zbytnio w zrozumieniu działania komputera. I nie dziwi mnie, że wynalazca indeksu Hirsha był fizykiem. Od początku było wiadomo, taki centralny system z jedną regułką da się ograć (ja przestaję być naiwny, rozumiem, że po troszę o to chodziło).
To jest też jeden z powodów, dla których NCN powinien przestać istnieć, a zastąpiony powinien zostać nie to, że kilkunastoma róznymi podmiotami, co nawet różnymi systemami finansowania, być może adresowanymi do różnych dziedzin, być może zróżnicowanymi terytorialnie, itd., które to podmioty i systemy najlepiej żeby nie były wyjęte z kapelusza, a same jakoś wyewoluowały. Prof. Staniszkis mówiła czasem dziwne rzeczy, ale jej słuszna obserwacja fenomemnu <<konkurencji procedur>> utkwiła mi w pamięci.
Jorge Hirsch swój indeks wymyślił do oceny czasopism i zawsze uznawał za absurd używanie go do oceny ludzi. Aby pokazać ten absurd wymyślił alpinistyczny indeks Hirscha, który liczy się tak samo jak dla publikacji: kto zdobył tysiąc pagórków o wysokości tysiąca stóp (Amerykanie liczą w stopach), ma indeks Hirscha tysiąc, kto zdobył koronę Himalajów i Karakorum, ma indeks Hirscha zaledwie 14.
Nie wiedziałem tego. Czyli myśl Hirscha została przejęta, tak, że sam autor nie miał już wiele do powiedzenia.
Na marginesie, ja zawsze lubiłem fizyków. Nie wiem, czy za specyficzną powierzchowność, która wyraża otwarty umysł, za otwarte oczy dziecka, czy za duży potencjał przebranżowienia się po studiach (np. do zawodu informatyka), czy też za wysokie umiejętności matematyczne nie wymagające wszakże dokładnego systemu aksjomatycznego, a polegające częściowo na intuicji i znajomości świata. Ale mają oni moim zdaniem swoje skrzywienia w widzeniu świata.
Bardzo absurdalny pomysł. nie do zrealizowania z tym podziałem na mnogość systemów, reguł, instytucji itd. Przecież mamy dobry podział. NCBR zajmuję się dofinansowaniem badań i rozwoju, a NCN dofinansowaniem nauki. W każdym regionie funkcjonują fundusze europejskie również i podmioty zajmujące się dofinansowaniem badań i rozwoju. Ja rozumiem, że osoby zajmujące się badaniami podstawowymi mogą czuć niedosytu. Jednakże nie należy zmieniać tego co jest pod kątem organizacyjnym, bo jest dobrze. Tu trzeba zmienić wyłącznie zasady oceny wniosków i przyznawania grantów, jak również samej ewaluacji uczelni, aby odejść od tej mani punktozy, która zachęca do wszelakich nadużyć i nieetycznych działań.
O, to to. Gdyby nie możność obejścia NCN-u funduszami europejskimi, NCBiR-em, zawarciem po prostu umowy komercyjnej z kimś, kto będzie potrzebował naszych badań, itd. itp. - to świat byłby straszliwy, dla bardzo wielu. I myślę, że jeśli kiedykolwiek w przewidywalnej przyszłości system finansowania nauki w PL stanie z głowy na nogach, to nie dzięki gigantycznemu centralnemu rozdzielaczowi pieniędzy.
Natomiast samo uzyskanie jednej pięknej, nowej, dobrej reguły finansowania jest niewykonalna, jak uważam i jak pisałem. Zresztą, co? Ocena ekspercka? W zasadzie jestem jej gorącym zwolennikiem, ale po pierwsze, przy naszych polskich klikach, po drugie, z NCN-em, który - i to ktoś niedawno w komentarzach na FA napisał, nie żeby ja w tej chwili - ma zwyczaj skrobać negatywne recenzje bez jednego konkretnego merytorycznego zarzutu?
Pożyjemy, zobaczymy, jak to wszystko wyewoluuje.
Mam pytanie do Pana dr. hab. Huberta Wojtaska. W kontekście Pana Bilala i NCN poruszany jest temat grantów, które otrzymał z NCN.
Jednak na stronie:
https://pg.edu.pl/badawcza/centra/naukowe/cmp/laureaci-nobelium/dr-muhammad-bilal
Jest też:
"Działa jako recenzent międzynarodowych agencji badawczych, takich jak Qatar University Internal Grants, Narodowe Centrum Nauki (Polska), National Research Program for Universities (Pakistan) i National Natural Science Foundation of China."
Czy dobrze rozumiem, że Pan Bilal pełnił rolę recenzenta w NCN? Czy coś wiadomo na ten temat?
Nie mam informacji na ten temat. Wiem tylko to, co napisano w jego cv na stronie PG i w oświadczeniu NCN.
Wydział A. Na PG.... trzymajcie kapelusze niedługo i popatrzcie na samodzielnych o nieoczywistym dorobku, nie z tego świata :) Jedna osoba z nich będzie niedługo "gorącym kartoflem".....
Czy tylko na mam wrażenie że w tej sytuacji najmniej winne jest MDPI a w sprawę zaangażowane są prestiżowe wydawnictwa? W tej dyskusji jest bardzo mało opisana rola Edytorów którzy puszczają papiery ze spółdzielni a wielu opisanych przypadkach biorą udział w papierniach.
Niestety, to prawda. W przypadku nauk o środowisku redakcje wielu "prestiżowych" czasopism są opanowane przez papierników. Stosowane przez nich nieetyczne praktyki doprowadziły do usunięcia czasopisma Chemosphere (Elsevier, IF=8,1, 140 pkt.) z JCR w grudniu i zawieszenia Science of the Total Environment (Elsevier, IF=8,2, 200 pkt.) we wrześniu. Oczywiście te impact factory dotyczą ubiegłego roku, teraz wynoszą oficjalnie 0 (słownie zero). Swoją drogą, ciekawe ile punkcików przypisze in ministerstwo na nowej liście czasopism? W tym drugim przypadku pewnie też dojdzie niedługo do usunięcia, bo np. redaktor naczelny, prof. Damia Barcelo, sprzedał się Saudyjczykom za 70000 EUR rocznie (można to znaleźć nawet w wikipedii, oryginalny artykuł w El Pais z 2023). W ostatnich latach wielu polskich uczonych z dumą pokazywało swoje publikacje w tych czasopismach. Environmental Research, w którym też publikowali panowie profesorowie Bilal, Jesionowski i Boczkaj, a w którym spowodowałem ostatnio 2 retrakcje, jest na dobrej drodze. To są te "czasopisma uznawane za jedne z lepszych w dziedzinie inżynierii chemicznej/środowiskowej", o których wspomina w swoim oświadczeniu pani Anna Korzekwa-Józefowicz, pełnomocniczka dyrektora NCN ds. komunikacji. Ciekawe, czy pani rzecznik wie, jaki los spotkał je w ubiegłym roku?
Super uwaga, w kontekście nagonki na MDPI.
Znakomita część zaczęła publikować w MDPI od 2020 roku. Wcześniej przeważał Elsevier. Czym to jest spowodowane...ano tym, że znakomita większość odkryła, że płacąc za opublikowanie artykułu można szybko i efektywnie wydać pracę i uzyskać punkty, o które przecież dzisiaj chodzi, bo tak jest skonstruowany system oceny pracowników i jednostek organizacyjnych uczelni, a tym samym całej uczelni. Nigdy nie publikowałem w MDPI bo na szczęście Elsevier przyjmował moje artykuły. Przy czym nie było łatwo tam coś wydać a sam proces trwal od pół roku do roku. Zatem ci co postawili na MDPI poszła na łatwiznę, bo zobaczyła że tam wydaję się praktycznie wszystko za pieniądze. Pozdrawiam
MDPI i tym podobne to kwestia lepszej lub gorszej jakości nauki. Teraz za to jest mowa o znacznie poważniejszych problemach, sprawach kryminalnych prawdopodobnie o ile da się udowodnić.
Dokładnie, Panie Januszu :-). MDPI wypada świetnie. Publikuje tam nawet Pan Krystian Marszałek, członek Rady NCN, która "uchwałą nr 121/2024 wyraził opinię na temat upowszechniania wyników badań finansowanych przez NCN."
Ostatnimi czasy zauważyłem, że część płaci za artykuły w MDPI, a tam jak każdy wie można wydać wszystko, nawet chałturę. Wiem też, że często to uczelnie płacą za te wydania...więc jak to jest możliwe? W pewnym sensie rozumiem, gdy "papiernik" płaci z własnej kieszenie za ten proceder, ale żeby legalnie uczelnia? Niepojęte. Pisząc na przestrzeni lat do Elsevier'a nasz zespół był dumny, jak udało się wydać artykuł w prestiżowym czasopiśmie, a cała procedura wydawnicza średnio trwała od pół roku do roku (nie pojmuję fenomenu wydawania kilkudziesięciu artykułów w ciągu roku). Teraz część osób legalnie płaci za wydanie artykułów żeby sztucznie pompować statystki, "piąć" się na szczeblach "kariery", tudzież sięgać po pieniądze publiczne. Coś niebywałego.
Jak to uzdrowić?
"a tam jak każdy wie można wydać wszystko, nawet chałturę."
No nie aż tak wszystko, ostatnia recenzowana przeze mnie publikacja nie została przyjęta.
No i chwała Panu, ale wystarczy popatrzeć co tam się ukazuje, żeby wyrobić sobie pogląd - delikatnie mówiąc nie jest aż tak dobrze:)
Oczywiście, nie jest dobrze. Ale też daleki jest od poglądu, że przejdzie tam absolutnie wszystko.
Swoją drogą patrząc na jakość tych prac w MDPI, zwłaszcza przeglądowych, aż boję się zapytać co trzeba zrobić, żeby Pan odrzucił artykuł:)...no i zastanawia mnie kwestia płatności - bo tam gdzie się płaci to raczej publikuje się artykuł - zatem czy ta opłata jest zwracana?
Mam na koncie kilka prac wydanych w MDPI, za większość z nich nie wnosiliśmy żadnej opłaty, np. przez zniżki za wykonane recenzje. Dodatkowo recenzje w MDPi są niejednokrotnie bardziej wnikliwe niż np. te z Elsevier. To, że do MDPI przyjmują wszystko, to absolutna bzdura. Pozdrawiam
Przepraszam, wyraziłem się nieprecyzyjnie. Cała afera została wykryta w wyniku analizy danych retrakcji publikacji. W moim komentarzu odnoszę się do praprzyczyny zjawiska czyli sieci papierniczej i wydawnictw w których obsadzaja oni stanowiska edytorów. Ten czy inny polski przypadek to czubek góry lodowej. O tych zjawiskach pisze się już od dawna.
Dlaczego wszyscy winią NCN za finansowanie papierników? Żeby złożyć grant do NCN co najmniej kilka osób musi go poprzeć. I to te osoby oraz Jednostka jako instytucja bierze na siebie odpowiedzialność za zatrudnionych kierowników projektów. Gdzie są przełożeni i władze które poparły kierowników projektów?
Niech Pani sobie wyobrazi taką sytuację:
Pewnie elegancki pan wynajmuje eleganckie mieszkanie, wynajmujący mu mówi: jak chcesz mieszkać to idź do banku i weź pożyczkę, aby płacić za mieszkanie.
Pan przychodzi do banku. Jest w eleganckim garniturze, elegancko pachnie, ładnie się uśmiecha, ładnie rozmawia. Pan Prezes banku, członkowie rady nadzorczej i analitycy najwieksego kalibru banku mówią: damy Panu nie jeden kredyt, ale nawet dwa, bo przecież człowiek tak elegancki nie może być przypadkowy – musi mieć dużą zdolność kredytową, musi być wiarygodny.
Po pewnym czasie bank dostaje wpłatę, ale nie w dolarach amerykańskich, a w dolarach zimbabwiańskich.
Kogo winić?
>Kogo winić?
Nikodema Dyzmę. Bo miał cudzą wizytówkę, która otworzyła mu drzwi na salony. Papiernicy to właśnie takie Dyzmy.
Wyjaśnię może jak było naprawdę z Dyzmą, bo faktycznie to dobrze odpowiada tej historii. Dyzma nie posługiwał się fałszywa wizytówką, on znalazł zaproszenie na raut, i poszedł się na tym raucie znaleźć. Zachowywał się tam naturalnie, był sobą. To środowisko uczyniło karierę Nikodema Dyzmy, to środowisko go stworzyło przypisując mu przymioty których nie posiadał. Taki jest zresztą finał serialu i powieści, gdzie to salon został wyszydzony za kreację Nikodema.
nikodem był głodny i chciał tylko zjeść ukradkiem sałatkę i sobie pójść
Do opublikowanego w dniu 2025-01-13 artykułu „Weryfikacja pozycji naukowej autora i jego jednostki kluczem do walki z papierniami” napisałem komentarz, część z którego powtórzę: W artykule podano, że ostatnio wycofywano, według WoS, około 2 % artykułów, prawdopodobnie spłodzonych przez papiernie. Można zakładać, że procent artykułów krajowych jest nieco mniejszy, bo po prostu nie stać naukowców opłacać tak poważne kwoty, jak podano w artykule.
Rozwinę swoją myśl. Pracownik naukowy, zatrudniony na jednym etacie nie sfinansuje nawet jednej publikacji w papierni. Ceny, podane w artykule z dnia 25.01.13. przekraczają jego miesięczne zarobki. Żeby udało się opublikować dużą liczbę artykułów, należy spełnić jeden z warunków;
1) Pracować w jednostce na pierwszym etacie i być zatrudnionym w jednej lub kilku jednostkach, które nie dysponują bazą badawczą i odpowiedną kadrą, a chcą uzyskać wyższą kategorię. To ta (te) drugie wtedy opłacą publikację.
2) Mieć duży grant, z którego można opłacić wykonanie publikacji wynajętym dla tego ludziom lub firmom.
Zarówno pierwszy, jak i drugi przypadki opisano w komentarzach na poprzednie artykuły dotyczące papierników.
Jeżeli da się stworzyć konsorcjum z osób, zdolnych opłacić opracowanie artykułów i dokooptować do niego tych, którzy napiszą artykuły za pieniądze, niekoniecznie będąc współautorami, to rocznie może powstać tyle artykułów, ile jest udziałowców, zdolnych je opłacić.
A teraz o ukróceniu papierników.
Bezpośredni przelew do czasopisma nie jest możliwy w przypadku papiernika. Bo nie dostaną kasy ci, którzy spłodzili artykuł. Czasopismo im nie zapłaci. Oznacza to, że przelewów dokonywano do firm, które wykonywały różnego rodzaju „usługi”, niby zaplanowane w projektach – ankietowanie, wypożyczanie aparatury, wykonanie pomiarów na unikatowej aparaturze, wykonanie zaprojektowanych materiałów, prototypów i inne. Instytucje, przydzielające granty (NCN, NCBiR i inne), powinny bardzo uważnie przyglądać się tego rodzaju wydatkom, część z których może być zaplanowana do skierowana do firm - fabryk papierni. Przecież w projektach oświadcza się, że zespół dysponuje aparaturą i narzędziami oraz kadrą, niezbędnymi do wykonania projektu. To po co duże wydatki na usługi firm zewnętrznych?
Wrzucono nam temat papierników, który został nałożony w dalszych dyskusjach na płodnych autorów i grantobiorców. To są równoległe zagadnienia i tylko czasem się przecinają. Nie wierzę że, ktoś aktywnie publikujący i mający granty sięga po „kupowanie”/zlecanie pisania prac. Masz grant, team do pracy, aparaturę i potrzebujesz kupować wyniki??? Brzmi groteskowo. Przecież w takich projektach są doktoranci, oni 4 lata robią badania do projektu.
Jeśli ktoś miał 1 publikację rocznie, a nagle jest współautorem kilkudziesięciu – no to trzeba sprawdzić. Rodzimi naukowcy z dobrymi, rosnącymi dorobkami nie wzięli się znikąd oni to rozwijali przez lata. Mają rozpoznawalność w swojej tematyce. Do takich ludzi zgłaszają się inni z zagranicy by wspólnie pisać publikacje, a może później projekt zrobić. Przeglądówki powstają w takich wieloosobowych zespołach. Problem gdy piszesz albo poprawiasz publikację, w której nie wszyscy zachowują się fair. To nie jest papiernictwo, ale Zgniłe jajo zostanie do podziału na wszystkich.
> Nie wierzę że, ktoś aktywnie publikujący i mający
> granty sięga po „kupowanie”/zlecanie pisania prac.
> Masz grant, team do pracy, aparaturę i potrzebujesz
> kupować wyniki??
Mylisz skutek z przyczyną. To produkcja papiernika jest powodem przyznania mu grantu, który następnie jest konsumowany na różne rzeczy, niekoniecznie badawcze, ale przede wszystkim na apanaże, natomiast dla uczelni na pompowanie kategorii. Wszystkie chwyty dozwolone, wstydu nie ma!
Panie Zgredzie, problem nie w papiernikach, a w zasadach ewaluacji. Obecne zasady oraz szeroko promowany w kraju h powodują powstawanie papierni.
Jak wiadomo, w biznesie pierwszy milion trzeba ukraść. Jak papiernik, nie mając grantu, opłacił papiernię (dziesiątki tysięcy dolarów), żeby następnie uzyskać na podstawie sporej liczby lewych publikacji pierwszy grant?
Pan Tomek. Masz Pan rację, pisząc, że "tylko czasem przecinają się". Przecież podawane statystyki dobitnie świadczą o tym. Tylko 2% artykułów wywołuje podejrzenia, że są z papierni. Biorąc pod uwagę to, że płodność papierników jest wielokrotnie większa, niż uczciwych naukowców, liczba papierników wśród ogółu naukowców jest kilkakrotnie mniejsza, niż te 2 %. Tylko skąd oni biorą pieniądze na opłacanie artykułów? Ja akurat i próbowałem wskazać niektóre możliwe źródła. A tak na marginesie. Papiernicy to są drobny ułamek. Są bardziej istotne sprawy dotyczące ogółu, to znaczy pozostałych więcej niż 99% naukowców. Jest to przede wszystkim ewaluacja w obecnym jej kształcie. Niech Pan przeczyta cały mój komentarz do artykułu opublikowanego w dniu 2025-01-13.
>Papiernicy to są drobny ułamek.
Tak, ale ten "drobny ułamek" kolonizuje stanowiska kierownicze posługując się sfałszowanym dorobkiem. Zwróć uwagę, że wśród "nielicznych" papierników mamy rektora (Politechnika Poznańska), prorektora (Politechnika Opolska), dziekana (Politechnika Krakowska) itd. O ilu jeszcze nie wiemy? Ilu rektorów/prorektorów/dziekanów jedzie na plecach wynajętych i sowicie opłacanych papierników pokroju Bilala lub Gupty?
A kto ich wybrał na te stanowiska? Pan? Pana koledzy?
Dziekanów się nie wybiera. Ani prorektorów. Na uczelniach obecnie wybiera się tylko rektora. Koniec i kropka.
Panie Nika. Na wielu uczelniach wybierają nie tylko dziekanów, lecz i kierowników katedr. Określa to nie ustawa, a statut uczelni. Pozdrawiam serdecznie.
A jak małżonek dopisuje małżonka to papiernixtwo rodzinne?
Małżeństwa o tym samym nazwisku, albo inne koligacje, łatwo wyłapać. Ale parterów życiowych o różnych nazwiskach trudniej, a znam co najmniej dwa takie duety naprawdę nieetyczne, w tym jeden zagraniczny. Patologie są wszędzie.. czasem jednak wspólne autorstwo jest uzasadnione, pytanie jak odróżnić jedno od drugiego
Raczej wspólność małżeńska:)
I powstał węzeł gordyjski. Co na to minister Nauki i SzkolnictwacWyzszego? Zapomniałem, że nie miał czasu bo musiał znaleźć posadę dla żon. A co na to wiceminister? Zamknął ośrodek AI dobrze działający. Czytałem, że niektórzy z wycofanymi pracami, jako nierzetelne nie ponoszą żadnych konsekwencji a wręcz przeciwnie dostają nagrody. Można to łatwo sprawdzić, dane są ogólnie dostępne. Ryba psuje się od głowy, ale czy można pozbawić ją głowy? Wyśmienity pracownik, doktorant nie może realizować tematyki jako postdoc, bo nie pozwalają przepisy NCN i zatrudniani są ludzie o których nic nie wiadomo bo nie można sprawdzić ich wiarygodności. Dziwna historia. Euler nigdy by nie został matematykiem, gdyby działał NCN i jego przepisy.
Najwyższy czas nie tylko na deklaracje NCN ale szybkie odszukanie rozwiązań (które można znaleźć w ciągu jednego dnia np. z FA lub internetu) i ich wdrożenie lub rekomendowanie do zmian w ustawie. Gdy konsultacje wymagane przeprowadzić szybko aby ukończyć do marca analizę z decyzjami np. likwidacja punktacji, likwidacja procesu habilitacyjnego, zmiana finansowania wydawnictw, zmniejszenie autonomii uczelni, jasne kryteria awansów, rozdzielania środków, nagród i zatrudnienia.
Zaszłości należy szybko zniwelować niech punkty z publikacji dzielą się na liczbę autorów i zastosować to wstecz. Wzorce czerpać od najlepszych w Europie i świecie.
Niech punkty dzielą się na liczbę autorów - najważniejsze i proste szybko do wprowadzenia!!!!!
Nie wystarczy, że dzielimy na sloty? Jeszcze dodatkowo trzeba dołozyć?
ja się już zastanawiam, czy nie lepiej na taxi jeździć z dyplomem habilitacyjnymi doktorskim, zatkniętymi za szybą, z dopiskiem TYLE WARTA JEST POLSKA NAUKA...
I co to da w "wyłudzaniu" pieniędzy z grantów? We wniosku wykazuje się artykuły, a nie udział kierownika w danym artykule. Raczej trzeba zmienić od podstaw system ewaluacji uczelni i oceny wniosków.
No nie wiem, wydaje mi się, że NCN traktuje mnie jak idiotę, a może nim jestem.
mamy:
POLS(2020/37/K/ST8/03805)
https://projekty.ncn.gov.pl/en/index.php?projekt_id=486591
Project start date (Y-m-d): 2022-09-06
Pan Bilal bardzo ciężko pracuje i publikuje, np
December 2022, 100697
Received 30 June 2022, Revised 16 August 2022, Accepted 21 August 2022, Available online 7 September 2022, Version of Record 1 November 2022.
Nanoengineered ligninolytic enzymes for sustainable lignocellulose biorefinery
Author links open overlay panelMuhammad Bilal 1 , Hafiz M.N. Iqbal 2
This work was funded by the National Science Centre, Poland under the research Grant number 2020/37/K/ST8/03805.
( projekt się rozpoczął 2022-09-06 -Gratuluję pracowitości.i)
Pewnie są inne pub. ale już nie szukam.
Project end date (Y-m-d): 2023-09-05
Teraz OPUS 25
OPUS 25 (2023/49/B/ST8/02271)
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=594064
Konkurs: OPUS 25 - ogłoszony 2023-03-16
Pan dr Bilal składa wniosek do maks. 15 czerwca 2023 r. (deadline). W tym czasie były już publikacje z POLS (ta przywołana wyżej), zatem powinny one się znaleźć we wniosku, w fragmencie, gdzie opisuje się wyniki poprzednich grantów. Jeśli projekt jest w trakcie realizacji, to recenzent powinien również zainteresować się, jakie publikacje pochodzą z tego projektu.
Zgromadzenie powyższych danych zajęło mi około 15 minut.
We wniosku opus trzeba przedstawić badania wstępne, trzeba odnieść się do obecnej wiedzy, trzeba przedstawić to, co już samemu w danym temacie się zrobiło. To nie jest taka prosta sprawa, aby zrobić grantowe oszustwo w taki sposób, żeby takiego delikwenta jak pan Bilala nie wykryć już na poziomie wstępnej ewaluacji, nie mówiąc o ocenie recenzentów – którzy powinni być ekspertami w swojej dziedzinie – przynajmniej tak twierdzi NCN, szczerze wątpię.
Bo może nie jest to wcale takie proste. Pan Bilal nie musi być Dyzmą. Może być całkiem zdolnym naukowcem, który wybrał nieetyczną ścieżkę dla kariery i pieniędzy (wszak, który adiunkt zarabia 400 tys rocznie?)
Pan Bilal na pewno jest bardzo inteligentnym człowiekiem i pewnie nawet nieźle zna się na tematyce, z której ma najwięcej publikacji - zastosowanie enzymów w biotechnologii i oczyszczaniu ścieków (z tego robił doktorat). Tak jest w przypadku większości, a może nawet wszystkich papierników. Tylko, że im nie wystarcza kilka publikacji rocznie. Nie chcą czekać na owoce swojej pracy 20 czy 30 lat. Więc publikują rocznie 50 albo 150. Oni doskonale poznali reguły systemu i po prostu się do niego dopasowali. Ilu ludzi w Polsce tak robi korzystając z mniej nagannych praktyk? Tradycyjne spółdzielnie typu "ja cię dopiszę, ty mnie dopiszesz". Tylko broń Boże żebyś nie był z mojej jednostki, bo mi punkciki podzielą. A slociki trzeba wypełnić.
I jeszcze takie sprostowanie. Dr Bilal był zatrudniony na stanowisku prof. uczelni bez habilitacji (taką przynajmniej informację znalazłem na różnych stronach). Ustawa to dopuszcza. To jedynie decyzja rektora. Wszak osiągnięcia miał wybitne.
Ktoś na tym forum zapytał jak kandydat na papiernika wchodzi do systemu, jeśli nie ma funduszy, żeby kupić pierwsze publikacje. Proste jak drut - znajduje ludzi, którzy już są w systemie i się do nich podpina, zostaje dopisany do publikacji. Oni się wszyscy znają - Islamabad, Rijad, Chennai etc. A jak już jest "sławny", to im to zwraca - dopisuje ich. Wzrost wykładniczy. Jak hodowla bakterii. Pan Bilal miał pecha, bo pracował w tematyce zbliżonej do mojej. A wcześniej nikomu nie wydało się podejrzane, że człowiek 4-5 lat po doktoracie ma ponad 700 publikacji - ani na Politechnice Poznańskiej, ani Politechnice Gdańskiej, ani w NCN-ie. Politechnika Gdańska otwarcie chwaliła się jego osiągnięciami. Wszak taki geniusz to chluba uczelni.
Zdolny? To dlaczego pan Bilal doszedł do H=90 i 700 publikacji – było oczywiste, że nawet w Polsce zwróci to uwagę. Gdyby był rozsądny, to miałby H na poziomie około 30-40 i 100-200 publikacji.
Panie Januszu,
Albert Einstein ma indeks H=56. I mało to kogo interesuje. W nauce najważniejsze są odkrycia, które poszerzają granice ludzkiego poznania, a nie wskaźniki bibliometryczne. Nastąpiło pomieszanie z poplątaniem.
Dyzma też był w miarę zdolny, a wybrał nieetyczną drogi. Według mnie ktoś kto jest naprawdę zdolny i pracowity nie musi być nieetyczny. Tylko miernoty są nieetyczne, fabrykują dane, dopisują się, plagiatują. A miernot nie powinno być w nauce za którą płaca podatnicy.
Jest prosty i skuteczny sposób na znaczące ograniczenie niecnego procederu.
Podział punktów za publikację przez liczbę współautorów.
To ma sens, ale nie przy obecnie spłaszczonej skali punktowej. Gdyby topowe czasopisma miały po 1000 i więcej punktów, takie rozwiązanie miałoby sens. W obecnej postaci prowadzi do kalkulacji, czy lepiej wydać jedną publikację w 6 osób, czy dwie po 3 autorów w każdej. Na chwilę obecną, dzielenie przez liczbę współautorów wprowadza kolejny parametr do optymalizacji.
To pierwszy prosty krok. Obniżenie punktów czasopismom MDPI oraz innym które mają więcej niż 2 special issues rocznie. Kolejnym krokiem powinno być inne traktowanie artykułów o większej niż 10 współautorów liczbie. Tak kiedyś było. A większa reforma jest mozliwa gdy kierownictwo w MINiSzW obejmie ekipa zainteresowana ta tematyka i nie bojąca się sprzeciwu "średniaków" którzy potrafią publikować tylko w MDPI i kiedyś podbili punktację do 140p kilku czasopismom tego koncernu. Zalew byle jakich artykułów 140p spłaszczył parametryzację.
Popieram podział punktów za publikacje przez liczbe autorów. To ważny pierwszy krok. Jest proste uzasadnienie. Im większy zespół badawczy tym więcej powinien publikować. Jedna publikacja rocznie dla samotnego autora do czterech dla cztero-osobowego zespołu - to rozsądne wielkości. Kto ma więcej niech wybierze tylko te najlepsze. A przy okazji może utrudni się proces "uprzejmosciowego" dopisywania różnych przełożonych, VIP-ów itp.
A w parametryzacji oprócz punktów trzeba (wtórnie) recenzować publikacyjny dorobek okreslonych zespołów naukowych, katedr itp. Recenzent który zapozna się z dorobiem jednego zospołu czy autora za 4 lata może ustalić wiwle faktów - np. stosowanie (lub nie) tzw. technik salami itp. A o wzorce parametrzyazacji wystarczy zapytać nawet po sąsiedzku agencję gantową z Czech.
> A przy okazji może utrudni się proces "uprzejmosciowego"
> dopisywania różnych przełożonych, VIP-ów itp.
Nie utrudni, bo oni dysponują środkami nacisku: władzą i pieniędzmi.
Światowa nauka jest pełna różnych problemów. Wszystkiego nie da sie osiągnąc od razu a wielu innych rzeczy wogóle. Ale chyba warto się starać. A że może byc trochę lepiej albo trochę gorzej widac gdy ktoś porówna polski system parametryzacji np. z czeskim, nie mówiąc o brytyjskim lub norweskim itp. Można łatwo znaleźć link do listy norweskich czasopism o punktacji zero, 1 (80%) oraz 2 (20%). Niestety zalew bylejakości publikacyjnej nie omija także tych najbardziej prestiżowych czasopism. Dlatego reszta należy do prawidłowo prowadzonych, wtórych recenzji.
Dokładnie.... jak to powiedział mi kiedyś jeden profesor ,,na nich się pracuje,,, tzn. dobrym zwyczajem jest dopisywanie ich do artykułu.... cóż więcej dodać. Młodzi naukowcy potem uczą się zasad od takich profesorów, a raczej braku zasad etycznych.
Recenzenci uklękli przed bibliometrią. Taka choroba zawodowa.
Wypracujemy, uszczelnimy ... O nie. Z niecierpliwością oczekuję na drugi, \"konstruktywny\" artykuł prof. Sebastiana Kołodziejczyka dotyczący propozycji zmiany systemu finansowania nauki, pierwszy artykuł wielu chyba zachęcił. Nie wiem, co autor zaproponuje, ale jedno staje się dla mnie jasne, a już szczególnie po tym, co ostatnio dowiedzieliśmy o zasięgu papiernictwa w Polsce. NCN się ostatecznie skompromitował. Jeśli ktoś z polityków postanowi jednak zmienić oblicze nauki w Polsce , a nigdy nie należy tracić nadziei - takie rzeczy nieraz niespodziewanie szybko stać się mogą - tę instytucję będzie trzeba po prostu rozwiązać. Nie powinien tam pozostać kamień na kamieniu. Na to, żeby zacząć uczciwie dzielić pieniądze NCN miał naprawdę sporo lat, przez które musieliśmy oglądać liczne anomalie. Tych niekompetentnych recenzentów, którzy, nie umiejąc się w ogóle odnieść do meritum zgłaszanego projektu .. zamiast tego dalej patrzyli na wskaźniki bibliometryczne, już drugi raz w danej sprawie (to można by zatrudnić kogokolwiek z ulicy, sprzątaczkę, z całym szacunkiem dla tej trudnej profesji, i wytłumaczyć, że tu masz skrót IF i na to patrz przy ocenianiu). Tych świetnych specjalistów, zasłużonych profesorów, którzy musieli składać wnioski w nie swojej dziedzinie, ale mniej obleganej, żeby cokolwiek uzyskać. Te decyzje bez konkretnych uzasadnień,myślę, że nie muszę się o tym wszystkim rozpisywać. Teraz już, drodzy państwo, nic nie poprawiajcie, lepiej odejdźcie.
Proszę mnie dobrze zrozumieć - nie uważam, że wszyscy recenzenci NCN są nieukami, przecież tak nie jest, i rozumiem, że niektóre kwestie mogą wynikać z narzuconej im procedury, czy koncepcji finansowania nauki. Ale właśnie NCN skompromitował się zarówno przez swoje praktyczne działanie, jak i jako element koncepcji podziału środków dla nauki. Z naczelnym swoim błędem pierworodnym, który można ująć tak: pani minister Kudrycka (to ona przecież jest faktycznym autorem dzisiejszego systemu, nie żaden Gowin z Czarnkiem, którzy po prostu nic istotnego nie robili, ten pierwszy trochę pozmieniał) postawiła na konkurencyjność w nauce, tak jak ona ją rozumiała. Przy tym ważne stały się obiektywne reguły przydziału pieniędzy, sensowne, czy nie, ale przy nich mogła dowolnie zmniejszać finansowanie nauki: o 10%, a jak zechce to o 50% i o 90%. Przy tym każdemu indywidualnemu naukowcowi, który by zaprotestował, mogła odpowiedzieć: bracie, przegrałeś w równej konkurencji. A jaka to była konkurencja, to dziś dobrze widać.
Ja bym tak nie był krytyczny wobec recenzentów Recenzent musi oceniac wg zasad narzuconych przez NCN. To nie jest tak jak kiedyś że recenzja jest pisana przez eksperta tak jak recenzuje się prace habilitacyjne na przykład. Dziś recenzja odbywa się wg klucza przygotowanego przez NCN. Niejednokrotnie zdarza się że ekspert dostaje ocenę do poprawy bo coś jest nie tak. To przecież instytucje grantowe ustalają te kryteria oceny. Podejrzewam że tam nie ma możliwości napisania w recenzja argumentów które są na granicy prawa. Ekspert nawet jak widzi to tego raczej nie podniesienie w ocenie, bo jest szkolony że mogą być odwołania. Proszę zgłosić się na recenzenta i zobaczyć jak to działa. Recenzent ma narzycony wymóg oceny wg kryteriów i w ocenie pewnie nie można podnosić uwag co do których nie ma pewności.
Recenzent/ekspert zawsze ma prawo a nawet obowiązek zgłosić wszelkie wątpliwości natury etycznej/prawnej dotyczące treści wniosku/kierownika. NCN ma oczywiście ustalone kryteria oceny, bez nich każdy pisałby co chciał; natomiast nigdy NCN nie zabraniał wypowiadać się ekspertom/recenzentom, jeżeli zachodziła taka konieczność.
I sprostowanie: nie można samemu "zgłosić się" na recenzenta w NCN ;-)
"Proszę zgłosić się na recenzenta i zobaczyć jak to działa." - to był sarkazm....Co do "Recenzent/ekspert zawsze ma prawo a nawet obowiązek zgłosić wszelkie wątpliwości natury etycznej/prawnej dotyczące treści wniosku/kierownika." to pełna zgoda, ale jeśli we wniosku kierownik wykazuje artykuły co do których nie ma zastrzeżeń, to ciekawy jestem jak recenzent ma podejść do takiego kierownika, czy ma sprawdzać całą historię "kariery" kierownika i z góry zakładać jego nieuczciwość? Czy są ku temu prawne regulacje, aby wytykać takim osobom nieuczciwość? To nie jest takie 0:1. Ja bym był ostrożny w stawianiu zarzutów kierownikowi bez odpowiedniego podparcia prawnego, a nie w oparciu o własne odczucia i swoje prywatne śledztwa. Chyba problem tkwi w systemie oceny i panujących zasadach, a nie w recenzentach (brak prawnych regulacji dotyczących nieuczciwości naukowej).
Wystarczy sprawdzić Retraction Watch Database. To jest wynik 0/1.
No dobrze, ale ja podałem przykład, że kierownik wykazuje nie budzące zastrzeżeń artykuły we wniosku. Czy zatem recenzja, w której wpisze się, że kierownik na przykład posiada jakieś artykuły naukowe wycofane z przyczyn xyz niezwiązane z wnioskiem badawczym dotyczy tego wniosku? Co ta baza/blog wnosi do meritum oceny wniosku jeśli wykazane są artykuły nie podlegające wycofaniu i nie budzące zastrzeżeń, a stricte związane z tematyką badawczą wniosku? Czy taka ocena byłaby obiektywna i nie została by podważona?
Nie mogę odpowiedzieć na ostatni komentarz (Forum umożliwia komentowanie chyba tylko do określonej liczby poziomów), więc odpowiadam tutaj. Zdecydowanie różnimy się w podejściu do tego problemu. Moim zdaniem, jeśli ktoś dopuszcza się oszustw naukowych (fabrykowanie danych, plagiaty, manipulowanie/fałszowanie recenzji, nie mówiąc już o papiernictwie), to nie powinien pracować w tym zawodzie. Dopuszczam też łagodniejsze konsekwencje, jakie obowiązują np. w Stanach - 5- lub nawet 10-letni zakaz aplikowania o środki publiczne na badania. Ale ma Pan/Pani rację - są do tego potrzebne odpowiednie regulacje prawne. A na razie grantami/stypendiami papierników z retrakcjami niech się martwi NCN i NAWA. Szkoda tylko, że miliony z kieszeni polskich podatników idą w błoto. A ponoć polska nauka jest niedofinansowana.
Ja uważam, że wcale się nie różnimy w podejściu do tego problemu, a nawet się zgadzamy, że bez regulacji prawnych recenzent/ekspert oceniający za dużo nie może, jeśli we wniosku grantowym nie ma wykazanej nieuczciwości. Nie wiem czy wprowadzone zostaną takie regulacje jak Pan wskazał, chociaż wydaje się, że w obecnych czasach powinno to zostać jakoś prawnie uregulowane.
Szanowny GM,
Pańskie stanowisko, zapewne zgodne z przepisami NCN, doskonale ilustruje istotę problemu. Pozwolę sobie jeszcze zacytować fragmenty odpowiedzi pani dyrektor Zofii Sawickiej na moje pismo z 10.09.2024 w sprawie laureatów stypendium Ulama z Politechniki Opolskiej.
"Należy zaznaczyć, że w ocenie kariery wnioskodawcy eksperci opierają się na informacjach przedstawionych we wniosku".
"Pozostaje otwartą kwestia, czy retrakcja jednego artykułu rzutuje jednoznacznie na uczciwość naukowca i na wartość całości dorobku."
Ta ostatnia wypowiedź dotyczy dr Sharmy, który doczekał się retrakcji za fabrykowanie wyników 8 miesięcy przed przyznaniem stypendium. Prof. Gupta ma 2 retrakcje (jedną z decyzji podałem w innym komentarzu). Należałoby się więc zastanowić, kiedy oszust staje się oszustem. Raczej nie po jednym oszustwie (udowodnionym, nie popełnionym) – stanowisko pani dyrektor Sawickiej w sprawie dr Sharmy. I raczej nie po dwóch – ostatnia decyzja NCN w sprawie grantu dla prof. Gupty przyznanym długo po otrzymaniu mojego listu w sprawie jego retrakcji. No i jeszcze przyznanie mu stypendium Bekker NAWA w ubiegłym tygodniu. A więc kiedy – po trzech, a może pięciu?
No to może jeszcze fragment artykułu opisującego przekręty dr Jose Manuela Lorenzo, który ukazał się w El Pais 04.06.2023.
https://english.elpais.com/science-tech/2023-06-04/a-researcher-who-publishes-a-study-every-two-days-reveals-the-darker-side-of-science.html
Isidro Aguillo, from the Spanish National Research Council, is calling for a strong hand to deal with this issue: “The problem isn’t the cheaters nor the system, because if the system changes, the cheaters will adapt. The problem is impunity.”
Pan Lorenzo ma 16 artykułów z prof. Krystianem Marszałkiem, o czym ktoś już wspominał na tym forum.
Aha, i jeszcze jedno, Retraction Watch Database nie jest żadnym blogiem. Jest obecnie częścią Crossref (przejęty we wrześniu 2023). Generalnie trochę się dzieje w zwalczaniu papiernictwa na świecie, o czym wiele osób w Polsce nie wie. O United2Act wspominałem już w innym komentarzu.
To nadal nie jest wyczerpująca odpowiedź, a nawet żadna, na moje wątpliwości związane z oceną wniosku. Proszę zatem nie dziwić się recenzentom/ekspertom, i jak co niektórzy tutaj uznają, że to oni "źle" oceniają. Eksperci/recenzenci muszą zawsze postępować zgodnie z regulaminem/przepisami każdej instytucji, która ich powołuje do oceny. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby któryś recenzent/ekspert podnosił w ocenie zarzuty, które nie dotyczą danego wniosku, jeśli wniosek jest przygotowany dobrze, a kierownik wykazuje artykułu co do których nie występują najmniejsze zastrzeżenia.
Poza tym, nawet jak jest wycofanie jakiś artykułów z przyczyn xyz, to dana osoba nie przestaje być naukowcem, ani nie zostaje napiętnowana w żaden sposób prawny, posiada nadal tytuły naukowe, nadal pracuje, tudzież piastuje funkcje. I tu jest kolejny problem, który staje w kontrze do poglądów, że recenzenci/eksperci mają prawo taką osobę zdyskwalifikować przy ocenie wniosku grantowego, pomimo, że wniosek nie budzi żadnych zastrzeżeń. Nie można działać bezprawnie lub na granicy prawa.
Nie da się zgłosić do NCN na recenzenta - tam recenzentami zostają tylko ludzie wybrani w sposób mafijny - i jak mafijnie wybrani recenzenci mają oceniać etycznie? Bez jaj.
NCN ma swoje wady, bądźmy szczerzy, ale likwidacja i przekazanie jego zadań innej jednostce wywołałyby chaos i niekończące się problemy prawne. Na pewno nie rozwiąże też problemu złych recenzji (w sensie złej jakości). Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek z naszych polityków podjął się takiego wyzwania, i ryzykował swoją karierę, tylko po to, żeby usprawnić rozdzielanie funduszy...
System jest dziurawy jak rzeszoto. Co prawda ta sprawa nie dotyczy NCN, ale pokazuje, jak wprowadzane są środki zaradcze. W dniu 10.09.2024 poinformowałem dyrektor NAWA, panią dr Zofię Sawicką, o retrakcjach papierników z Politechniki Opolskiej (profesorowie Królczyk, Li, Gupta i Sharma). W roku 2020 Munish Kumar Gupta otrzymał stypendium z programu Ulama, jak większość "gości" zagranicznych na tej uczelni. Zakończyłem swój list tak: "Oczekiwałbym przedstawienia opinii publicznej uzasadnienia podjęcia tych decyzji oraz zaprezentowania środków zaradczych zapobiegających takim błędnym decyzjom w przyszłości." Teraz dowiadujemy się, że prof. Gupta otrzymał stypendium Bekkera. Jak pani dyrektor to wytłumaczy? Że też nikt nie był niczego świadomym? W swojej odpowiedzi na mój list pani dyrektor wyjaśniając decyzję o przyznaniu stypendium Ulama dr Sharmie stwierdziła: "Pozostaje otwartą kwestia, czy retrakcja jednego artykułu rzutuje jednoznacznie na uczciwość naukowca i na wartość całości dorobku." Retrakcja została spowodowana udowodnieniem fabrykowania wyników badań i miała miejsce 8 miesięcy przed przyznaniem stypendium Ulama. Pani dyrektor otrzymała jej kopię. Współautorem tego artykułu był także prof. Gupta. Znamienne jest kolejne stwierdzenie pani dyrektor: "Należy zaznaczyć, że w ocenie kariery wnioskodawcy eksperci opierają się na informacjach przedstawionych we wniosku". Czy ktoś jeszcze ma jakieś pytania? Sprawdzenie czy ktoś ma retrakcje zajmuje w Retraction Watch Database lub Scopusie 5 minut. Jeśli ktoś ma jedną retrakcję, przeczytanie decyzji - kolejne 5.
Pozwolę sobie jeszcze raz zacytować podsumowanie artykułu dr Schneidera o dr Bilalu:
"That’s exactly why people like Bilal are recruited: their “skills” and networks are needed for getting access to big money. For the papermiller, his hosts, the university. It’s public money after all, belonging to no-one, up there for grabs by those who are smart." Te pieniądze są przecież niczyje, prawda? Ani pani dyrektor Sawickiej, ani pana dyrektora Jóźwiaka...
Jako recenzent NCN uważam, że zasadniczy problem stanowi zasada, że ocenie podlega tylko zawartość wniosku. W instrukcji jest to podkreślanie wielokrotnie, że na ocenę nie mogą wpływać informacje spoza wniosku np. znalezione w Google, czy Scopusie. Więc recenzent ma de facto związane ręce.
Przecież to jest problem bardzo łatwy do rozwiązania. Wystarczy wykluczyć dorobek z oceny wniosku. Eksperci i recenzenci będą oceniali wniosek wyłącznie pod względem merytorycznym. Ankiety dorobku zostaną im udostępnione dopiero na panelu i tam na ich podstawie dotychczasowych osiągnięć (publikacje w proponowanej tematyce badań, jakość tych publikacji, temat rozprawy doktorskiej, dotychczasowe projekty) zostanie podjęta decyzja (w formie tak/nie, poprzez głosowanie całego panelu zwykłą większością) czy kierownik ma kompetencje do prowadzenia projektu. To jest aż takie proste.
Tylko beton i leśne dziady nigdy się na takie rozwiązanie nie zgodzą. Bo nie mają pomysłów, bo na wygrzanych przez lata stołkach stracili całą swoją kreatywność i teraz żerują np. na swoich doktorantach, postdocach i adiunktach. Teraz pozostaje im tylko wygryzanie młodych i kreatywnych swoim nagromadzonym dorobkiem, na którym siedzą jak smok na kupie złota.
I dobrze. Recenzent powinien oceniać wyłącznie wniosek. To NCN powinien weryfikować to, co jest w bazach. Recenzent powinien się skupić na treści.
Słuszna uwaga. Dodam, że przy drugim wniosku Pana Bilala, OPUS 25, Pan Bilal był w trakcie realizacji projektu POLS z NCN, a tam widać, jak szybko można przygotować publikacje.
Ale recenzent punktuje też "dorobek kierownika", w przeciwieństwie do np. recenzowania manuskryptów, gdzie liczy się tylko treść. Ciężko ocenić dorobek tylko na podstawie tego co sam autor wniosku napisał (mógł nakłamać, albo pominąć ważne kwestie). Zresztą recenzując opis projektu/manuskrypt sięga się poza sam ten dokument, przegląda dokładnie (niekonieczne zacytowaną) literaturę przedmiotu, etc.
Werifikacja danych należy jak najbardziej do obowiązków recenzenta, każdy członek panelu ma wiele wniosków do obrobienia i nie będzie taki wnikliwy. A obsługa administracyjna nie jest wystarczająca kompetentna.
Takie jest moje zdanie. Szczęśliwe recenzując wnioski w NCN i w Nawie nie trafiłem nigdy na papiernika, ale gdybym trafił, to biorąc pod uwagę obecne regulacje, nie powinienem tego faktu uwzględnić w punktacji i recenzji. Mogę napisać jedynie email do opiekuna konkursu, licząc że przekaże to do panelu.
Panie Marcinie, w przypadku Pana Bilala sprawa jest nieco bardziej interesująca, ale i prostsza. Otrzymał on drugi grant z NCN – OPUS 25. W OPUS 25, oprócz dorobku kandydata, znajduje się również informacja o zakończonych i trwających projektach NCN, które kierownik realizował – to także podlega ocenie. Dziwne jest, że podczas recenzji OPUS 25 nikt nie zwrócił uwagi na konkurs POLS (informacje o POLS musiały chyba być w wniosku -powinien je załadować system), a tam są dość niepokojące rzeczy, i widać je jak na dłoni. Przyznam, że nie wyobrażam sobie, aby dwóch ekspertów i min. dwóch recenzentów nie zauważyło, że coś jest nie tak. Co się działo na panelu?
Ocenie podlega tylko treść wniosku. Zatem jak ekspert wyłapie tzw. papiernika jeśli w dorobku wskazał publikacje które są spoza papierni a posiada również artykułu z tzw.papierni? Czy uważa Pan że eksperci mają pełnić funkcję policji naukowej i dostając wniosek do oceny prześwietlać wszystkie informacje o kierowniku projektu, które nie dotyczą wniosku? To może stwórzmy takie narzędzia prawne jak posiada US. Nadmienie że przecież nie można w ocenie działać bezprawnie. Czy myśli Pan że recenzent ma prawo w ocenie pisać o swoich subiektywnych spostrzeżeniach nie popartych prawnie? Zgodnie z prawem trzeba komuś coś udowodnić ale w sensie prawnym, bo inaczej jest to nieuzasadnione. Czy są narzędzia prawne dla procederu papiernictwa i karteli, aby prawomocnie komuś coś zarzucić? Jeśli póki co takowych nie ma, to nawet samo oparcie się na swoich,,, śledztwach,, nie może mieć miejsca w ocenie. Ocenia się informacje we wniosku, a we wniosku mogą być artykuły które są bez zarzutów. To dobrze, że Pan jest akurat dociekliwy i z góry zakłada nieuczciwość, ale są przecież eksperci którzy nie mają mani i zajadki na bycie detektywem śledczym. Skoro wniosek przechodzi wstępna ocenę instytucji i zostaje skierowany do oceny przez ekspertów, to eksperci oceniają treści wniosku, a nie przeswietlaja całą historię kierownika projektu. Tylko zmiana regulacji może coś wnieść do istoty sprawy papiernictwa i karteli, a nie czepianie się recenzentów, którzy oceniają wg kryteriów i zasad regulaminu instytucji.
Powtórzę jeszcze raz - wystarczy sprawdzić Retraction Watch Database. Pan Munish Kumar Gupta z Politechniki Opolskiej ma 2 retrakcje - jedną w 2023 i jedną w 2024 (07.06.2024). Właśnie dostał kolejny grant z OPUS26 - data podpisania umowy - 02.01.2025.
Ktoś ma jeszcze jakieś pytania?
Aha, treść decyzji retrakcyjnej:
"Post-publication, the Editor-in-Chief discovered that the email addresses used by the authors during the submission process were associated with multiple researcher accounts. The Editor has determined that the authorship of the paper cannot be relied upon. Furthermore, the acceptance of this article was partly based upon the positive advice of reviewer reports from reviewers who were closely
linked to the Guest Editor, Masoud Afrand. The Editor also noticed a significant increase of citations of papers authored by one of the Guest Editors between the original submission and the revised version. In summary, 0 papers by Nader Karimi were
cited in the original version of the paper. This increased to 6 papers in the revised version."
Znalezienie i przeczytanie - 5 min. Ale dla recenzentów to chyba za duży wysiłek. Przecież to nie ich pieniądze.
Szanowni Państwo, bardzo cenna odpowiedź ze strony NCN. Muszę przyznać, że artykuł porusza niezwykle istotny temat związany z walką z nierzetelnością naukową, jednak w kontekście tej dyskusji warto zwrócić uwagę na inną, równie ważną kwestię – odpowiedzialność w formułowaniu oskarżeń. Wszelkie podejrzenia dotyczące nierzetelności powinny być oparte na twardych dowodach, a nie na przypuszczeniach czy stereotypach. Tutaj na razie nie mamy niczego w pełni udowodnionego, nawet mówiąc o niedawnej historii Pana Bilala, nie ma jeszcze finalnego stanowiska w tej sprawie ze strony Politechniki Gdańskiej. Zbyt pochopne wskazywanie winnych może prowadzić do niesprawiedliwego szkalowania naukowców, szczególnie tych, którzy mogą być postrzegani przez pryzmat uprzedzeń, np. ze względu na pochodzenie, rasę czy wyjątkowy dorobek ich zespołów badawczych. Oskarżenie o nierzetelność naukową, nawet jeśli niepoparte dowodami, może zrujnować reputację naukowca, jego zespołu oraz instytucji, które go wspierają. Taka sytuacja może wywoływać nie tylko osobiste tragedie, ale także podważać zaufanie do całego środowiska naukowego. W dobie globalnej współpracy badawczej szczególnie ważne jest, aby unikać uprzedzeń, które mogą wynikać z różnic kulturowych, językowych czy nawet z samego tempa publikowania wyników badań. Dlatego kluczowe jest, aby wszelkie działania zmierzające do walki z „papierniami” i innymi formami nierzetelności były prowadzone w sposób obiektywny, rzetelny i transparentny. Wypracowanie regulacji, które uszczelnią system, jest niezbędne, ale nie może oznaczać tworzenia atmosfery podejrzeń wobec każdego, kto osiąga ponadprzeciętne wyniki. Zamiast tego, należy skupić się na precyzyjnych metodach weryfikacji publikacji naukowych, wspieraniu uczciwych badań oraz edukowaniu młodych naukowców w zakresie etyki badawczej. Oskarżanie bez dowodów podważa zasadę domniemania niewinności, która powinna obowiązywać w każdej dziedzinie, także w nauce. Pamiętajmy, że tylko poprzez wyważone i uczciwe podejście do problemu możemy skutecznie przeciwdziałać nierzetelności, jednocześnie chroniąc zasłużonych naukowców przed niesprawiedliwymi atakami. Niech priorytetem pozostanie prawda, a nie emocje czy uprzedzenia.
Dziękuję, że Pan poruszył ten temat.
Niestety na tym forum zdarzały się już szkalujące artykuły, pod którymi masowo wylęgały się zjadliwe komentarze.
Z takimi oskarżeniami jest jak z podartą poduszką na wietrze: pierze się rozlatuje i już nikt nie jest w stanie go pozbierać...
Zgadzam się, że rzucanie oskarżeń bez udowodnienia komuś winy i lejący się na głowy winnych i niewinnych hejt to teraz bardzo popularny sposób by zrujnować komuś karierę, a nawet życie. Aby dowieść czy ktoś korzysta z fabryk artykułów należałoby precyzyjnie zdefiniować ten proceder i rygorystycznie wprowadzić jego definicję do kodeksów etyki czy nawet prawa karnego. Nie jestem przekonany, że da się to zrobić w sposób formalny i do końca sprawiedliwy. Oczywiście można łatwo skonstruować przesłanki/markery świadczące o tego typu nieuczciwości, chociażby na bazie statystyki czy niewyszukanych modeli AI. Tak zapewne się stanie. Wyniki otrzymane z takich modeli mogłyby być dostępne dla komisji i zespołów oceniających dorobek naukowy, czy przyznających fundusze na badania, jako informacja by się temu dorobkowi dokładniej przyjrzeć. Należałoby jednak jak najszybciej od czegoś prostego zacząć by uciąć strumień pieniędzy wydawany przez państwo na pseudonaukę. Może więc na początek wprowadzić pewien limit, oczywiście zależny od dyscypliny, związany z ilością publikowanych prac, które będą opłacane ze środków budżetowych uczelni czy państwa? Bo tak patrząc na to rozsądnie ... po jasną cholerę komuś 30 artykułów rocznie! Tak zwany "slicing" też jest procederem raczej nieetycznym. Nie lepiej napisać jedna solidną pracę zamiast trzech? Nie lepiej pozwolić młodym naukowcom pochwalić się ich indywidualnym pomysłem zadawalając się podziękowaniami? Nawet jeżeli w Univ. of Stanford (po raz któryś z kolei czytam ten "koronny argument") jest jakiś narcyz, nie oznacza to, że i my musimy postępować podobnie. Może raczej naśladować nie jego, a Grigorija Perelmana (rozwiązał problem milenijny, a znalazłem tylko kilka "arxivowych" preprintów). Jeżeli ktoś jest na prawdę dobry nie musi obczepiać się orderami. W pewnym momencie staje się to groteskowe.
Bardzo powoli przebiega oczyszczanie się z nieuczciwości w nauce, w jej finansowaniu. Powinno się tak jak treść artykułów, prac doktorskich i habilitacyjnych aby pojawiła się
lista uczonych publikujących ponad ludzkie możliwości np. 80 artykułów rocznie lub wspólnie z 160 autorami. Przy jawności listy, wykazu uczelni, instytutów już nastąpi symboliczne potępienie, bo oskarżani bronią się licząc na końcu na abolicję.
"eksperci kierują się kryteriami merytorycznymi, a nie ilościowymi. Wynika to z deklaracji DORA, którą NCN podpisał w 2018 roku"
Skoro tak, to skąd ostatnie zalecenie NCN, żeby unikać czasopism drapieżnych i publikować "tam gdzie publikują uznani specjaliści z dziedziny"? Przecież liczy się zawartość publikacji, a nie miejsce jej opublikowania bo wynika to z deklaracji DORA, tak?
System oceny wniosków powinien być uszczelniony niezwłocznie, również w konkursach jeszcze nierozstrzygniętych. Na razie mamy sytuację, w której kierownik projektu może wybiórczo przedstawić informacje o swoim dorobku naukowym, na przykład zataić wycofanie publikacji. A wycofane publikacje to chyba najlepszy sygnał, że coś jest nie tak. Czasopisma nie zmieniają decyzji bez powodu.
Kierownicy projektów powinni mieć obowiązek składania deklaracji, i ewentualnie wyjaśnień, dotyczacych swoich wycofanych prac. A NCN i/lub recenzenci muszą je weryfikować. To jest absolutne minimum, jeśli chodzi o zapobieganie nadużyciom.
Może zrobimy listę naszych polskich papierników - dopisywanych do ogromnej liczby artykułów lub tworzących takie spółdzielnie, często jest to wymuszane służbowo. Myślę, że takim jest każdy posiadający ponad 15 publikacji na rok i ponad 500 w sumie.
Czy 15 to dużo? Nie zawsze tak jest. Jeżeli ktoś ma dużo współprac i dobry zespół to normalna ilość.
To nie są papiernicy - mylisz definicję.
Naprawdę, chcesz stworzyć listę z (pewnie) połową kierowników instytutów, zakładów albo katedr w naszym kraju? Dobre...
Jak ktoś ma duży zespół to liczba 30 albo 40 publikacji nie jest nie realna.
Dokładnie, ludzie którzy nie pracują naukowo uważają że 4 artykuły na rok to patologia natomiast autorytet światowy w nauce o nauce ze Stanford, który stworzył listę TOP 2% publikuje 80 prac rocznie od kilkunastu lat. Czy ktoś nazwie go papiernikiem? Także ma inny kolor skóry bo jest Grekiem. Czy w tej nagonce najbardziej nie przeszkadza kolor skóry ?
Ciekawi mnie realny udział tego człowieka w tych 80 pracach. Ile dał oprócz nazwiska. I proszę mi nie imputować rasizmu, to jakaś paranoja.
Na początek można zacząć od osób mających ponad 15 publikacji na rok ze współautorami SPOZA własnej jednostki, z krajów azjatyckich lub afrykańskich. Takie przykłady już były podawane na forum.
Później będzie się można zająć wspomnianym przez Panią dopisywaniem do publikacji z racji pełnionego kierowniczego stanowiska, co też jest zachowaniem nieetycznym. Chociaż jednak znacznie mniej szkodliwym niż międzynarodowe grupy wzajemnie się dopisujące i cytujące w niepowiązanych tematycznie publikacjach.
Kradzież własności intelektualnej mniej szkodliwa?
Pani Klaudyno,
Oby tylko ta cała walka z papiernikami nie była jedynie polityką do zwalczania pewnych osób.... pozdrawiam
Czytając część komentarzy widać, że ludziom byłoby na rękę, żeby nie było wcale wymogu publikowania. Mogliby pewnie w tym czasie nic nie robić lub pracować w innym miejscu a uczelnię traktować jako dodatkowy zarobek.
Musi być oczywiście obowiązek publikowania ale zbieranie za to punktów nie jest już oczywiste. Może przydała się lista gdzie można publikować ale bez punktów (może lista A i B bez punktów). Przypisanie punktów wielu tysiącom czasopism jest niewykonalne i na pewno nie konieczne.
Kija ma zawsze jak to mówią dwa końce...jakoś za długo żyję żeby uwierzyć, że pewna grupa angażuje się w imię czystej idei i dobra nauki, aby akurat dziwnym trafem atakować pod zasłoną papiernictwa osoby pełniące na uczelniach funkcje (jedna osoba nawet przez to zrezygnowała z powierzonego ważnego stanowiska w resorcie, o czym można przeczytać w prasie). W komentarzach do artykułu o papierniku z PG jawnie dwie osoby się zwalczają widać na każdym polu ("papiernik" z "ideowcem") i widać, że to raczej kwestia już osobista i ambicjonalna:)
W większości tych dyskusji widzę mylenie pojęcia papermills i papierników. To jest oferta-rozwiązanie dla totalnych miernot, osób niekompetentnych. W większości przypadków to nie jest papiernictwo.to raczej niechlujstwo lub brak kompetencji niektórych współautorów powoduje, że część pracy ma błędy. Niestety każda współpraca z kimkolwiek może się tak skończyć. Przychodzą czasy wielkiej nieufności do wszystkiego i wszystkich. Trzeba kontrolować kolegów, studentów, aż cięzko pomyśleć o współpracy z naukowcami z innych krajów.
Jaka pomyłka, jakie zwykłe błędy? Jeśli dodatkowo delikwent produkuje np. 100 prac rocznie, każdą w b. szerokim, ale starannie się zmieniającym z arykułu na artykuł towarzystwie, to jak to wytłumaczyć? To nawet ciężko zrobić ręcznie, bez pomocy organizacji, która ma wielu klientów.
100 publikacji rocznie to na pewno przesada! Jeśli posiadasz rozpoznawalność (międzynarodową) w danej dziedzinie, to nie trudno o zaproszenia do wspólnych badań albo przygotowania rozdziałów do książek i prac przeglądowych. Tutaj zespoły mogą się często zmieniać i nie musi to oznaczać nic złego. Wielu mało poczytnych naukowców z PL może nigdy nie doświadczyć takiego zjawiska. dlatego takie niezrozumienie i nawoływania do karania wszystkich często publikujących wrzuconych do jednego worka.
to nie mogą być dobre prace - tyle publikuje dziennikarz, same badania często dłużej trwają. Problemem jest tez ocena przez pryzmat tylko publikacji, a nie zdobytych zewnętrznych projektów czy wpływu społecznego. W rezultacie jest pełno opłacanych przez uczelnie śmieci, których nikt nie czyta. Czasopisma powinny płacić recenzentom by robili wnikliwe recenzje, autorzy powinni być opłacani za każdy artykuł opublikowany, a nie płacić za artykuły. Taka firma zaraz by padła, która płaciłaby swoim klientom za to, że używają jej produktów. Można traktować płatne publikacje jako promocje badań, ale w takim razie są tańsze środki. Coś co jest faktycznie wartościowe zostałoby opublikowane, a nawet byłby chętni by za to zapłacić. Ocena naukowców - punktoza powinna być absolutnie zmieniona, ale też model publikowania. W rezultacie najlepsi naukowcy i najlepsi studenci są w większości w firmach konsultingowych i innym biznesie, a na uczelni są głównie cwani przeciętniacy, miernoty, które później skupiają się na znajdowaniu luk, być może celowych, w systemie i je wykorzystują, za nic mając etykę badacza.
Pan(i) ~h. Mam może nieco głupie pytania. Skąd wydawnictwa wezmą pieniądze na opłacanie recenzentów i autorów, jeżeli nie będą pobierać opłaty za publikowanie? Jak nakłonić wydawnictwa (i zachodnie i te z dalekiego wschodu) do tak drastycznej zmiany modelu publikowania? Skąd ci, którzy chcieli by opłacić wartościową publikację, będą wiedzieli, że jest ona naprawdę wartościowa? Jak skłonić te, jak Pan(i) je nazywa, miernoty, do stosowania etyki badawczej? W czym widzi Pan(i) problem z wyimaginowaną oceną przez pryzmat tylko publikacji? Przecież jest jeszcze kryterium drugie - pozyskiwanie finansów, w tym z grantów oraz kryterium trzecie - wpływu społecznego. Problemy z ewaluacją nie wynikają z braku kryteriów, tylko z możliwości oraz stosowania ręcznego sterowania nimi, zaczynając od układania list czasopism do dyscyplin i ich punktacji i kończąc na ocenie wpływu. Należy nie robić rewolucji - wszystko zaorać, a dać konkretne propozycję, jak uniknąć sterowania ręcznego obecnego w ewaluacji.
Recenzowałem kilkanaście razy dla czasopism z Elseviera i nigdy nikt mi nic nie płacił. Tak samo dwa razy zdarzyła mi się recenzja z MDPI również wykonana bezpłatnie.. Nikt nie proponował zapłaty za recenzję a ja w żaden sposób nie dopytywałem. Czy coś się zmieniło? Swoją drogą czy w nauce już wszystko musi opierać się o kasę....hmm
kiedyś w Polsce też płacono za artykuły - przynajmniej mi, czasopisma były płatne. Ja realizuję projekty badawcze komercyjne dla sektora publicznego, z których publikuję artykuły. Często dopłacam do uczelni bo by miała punkty oddaję moje projekty na uczelnię, choć nie korzystam ani ze sprzętu, ani z ludzi. Publikuję też w opcji bezpłatnej. Nigdy się nie dopisuje, choć sprawdzam przed wysyłką artykuły doktorantów i kolegów. Przyszłam na uczelnię publiczną po pracy w konsultingu i skala patologii tutaj mnie poraża, a także żałosny poziom wielu pseudonaukowców. Wiele osób na uczelniach powinno zostać tylko na poziomie dydaktyków. Choć oczywiście to nie znaczy, że tacy są wszyscy, jest wielu etycznych badaczy, jednak dominują słabi, przynajmniej tam gdzie jestem, a też jest wielu cwaniaków. Ponadto system punktowy zmusza do tego tych, którzy nie chcieliby tego robić - czyli szybkiego publikowania.. Sam fakt, że nie liczą nie punkty za publikację on line first, a dopiero jak się ukaże w ostatecznej postaci artykuł, jest patologiczny. A już maksymalnie to, że jak coś ukaże się on line w jednym okresie ewaluacji, a w wersji print w następnej to nie nie liczy w ogóle - czy MDPI zapłaciło za takie regulacje?
Już wiem. Szanowna Pani h. Szkoda że nie odpowiedziała Pani na pytania, postawione przeze mnie po przeczytaniu Pani komentarza. Nie jestem pewien, że ostatnie Pani zdanie jest prawdziwe. Z rozporządzenia to nie wynika. W MDPI pomiędzy on line a pojawieniem się w numerze odstęp czasowy jest minimalny, bo wychodzi 24 numery rocznie. Żeby tak trafić, to trzeba mieć pecha. Moja porada. Gdy wyczuwamy, że możemy trafić na taki przypadek, należy wycofać z powodu wykrycia zauważonych błędów i złożyć jeszcze raz. Ja tak robiłem, ale nie z powodu ewaluacji. A przy okazji, cwaniaków nie brakuje w każdym zawodzie. Tam, gdzie są duże zarobki, trudniej o cwaniactwo, bo szef może wkurzyć się i wylać. Najłatwiej na posadach, gdzie zarobki nie zależą od wkładu pracy, na przykład, na uczelniach wyższych. Tam można przychodzić odpoczywać po ciężkiej pracy lub nawet harówce gdzie indziej. Z moich obserwacji wynika, że cwaniacy tak robią.
Wydawnictwa zarabiają na czasopismach i książkach, więc powinni płacić autorom, to oczywiste, a model open access i bez wynagrodzenia dla autora jak badanie jest sfinansowane ze środków publicznych, czyli autor otrzymał wynagrodzenie z projektu.
Kiedyś jak zaczynałem doktorat i po doktoracie pracę na uczelni pisało się tylko artykuły badawcze i tylko w gronie osób związanych z badaniami, max w moim przypadku 3 autorów. Po 2018 nagle na uczelniach niektórzy zaczęli forsować, że trzeba pisać tak jak zagranicą i wykazywać współpracę i nagle moim oczom ukazywały się artykuły z 10 artolami i to nawet o skrajnych dziedzinach. Teraz widać komu to miało służyć. Niestety punktoza ustawy zwiększyła ten proceder, a uczelnie nie protestują bo muszą mieć punkty i spełniać wymogi parametryzacji. Czyli należy zmienić zasady oceniania uczelni to wtedy skończy się ten proceder jak również proceder zatrudnienia obcokrajowców tylko dla windowania danej uczelni.
Fabryki artykułów to smutne zjawisko. Jeszcze smutniejsze jest to, że istnieją fabrykanci nauki (tzw. naukowcy) - ich jedynym źródłem wiedzy i umiejętności tworzenia tekstów jest Chat GPT czy inne podobne narzędzia.