W erze przeładowania informacyjnego i rosnącej liczby publikacji naukowych ilustracja przestaje być jedynie ozdobnikiem czy dodatkiem do tekstu. Coraz częściej staje się kluczowym narzędziem komunikacji – zarówno w obrębie danej dyscypliny, jak i w szerszym obiegu nauki. Dobrze zaprojektowana grafika potrafi nie tylko uporządkować dane, lecz także skrócić dystans między autorem a czytelnikiem. Może przyciągnąć uwagę recenzenta, ułatwić cytowanie, a w niektórych przypadkach nawet zmienić sposób myślenia o całym badaniu.
Czasami potrzeba jednego obrazu, by zrozumieć to, co trudno uchwycić słowem. Jako badaczka zajmująca się obiegiem wody w ekosystemie leśnym – tematem złożonym i wielopoziomowym – coraz częściej widzę, że dobrze zaprojektowana ilustracja potrafi więcej niż akapit opisu technicznego. Hydrauliczny schemat natury, złożony z przelewów, retencji i zjawisk dynamicznych, bywa łatwiej przyswajalny, gdy zostanie opowiedziany także wizualnie (rys. 1 pod tekstem). Unaoczni skomplikowany proces, w którym – jak pokazane tu przenikanie opadu przez korony drzew – liście tej samej rośliny różnią się kilkukrotnie zdolnością do magazynowania wody (w zależności od etapu procesu wegetacyjnego); zanieczyszczenia powietrza zwiększają zwilżalność powierzchni liści, ale drastycznie ograniczają retencyjność porostów; infekcje liści mogą zwiększyć retencję opadu nawet do 35%.
Czy narysowanie tego wszystkiego to infantylizowanie nauki? Wprost przeciwnie. Moim zdaniem to droga ku jej głębszemu zrozumieniu. Niekiedy dopiero taki obraz pozwala uchwycić istotę zjawiska. Sugestywna ilustracja naukowa nie jest bowiem jedynie dodatkiem estetycznym, lecz także narzędziem poznawczym, które pełni fundamentalną rolę w komunikacji nauki – zarówno w samej akademii, jak i w popularyzacji wyników poza nią.
Więcej niż tysiąc słów
Będąc recenzentką artykułów naukowych, ale i autorką, której prace są recenzowane, dostrzegam, że przejrzysty schemat graficzny w części metodycznej potrafi lepiej wyjaśnić złożony przebieg badań niż najdokładniejszy opis wyrażony słowem. Dobrze opracowana ilustracja, infografika czy nawet prosta mapa myśli stworzona na potrzeby publikacji może również żyć dalej, już poza artykułem – jako punkt wyjścia do wpisów popularnonaukowych na mediach społecznościowych, materiał dydaktyczny czy element dyskusji ze studentami. W mojej opinii współczesne wykłady również się zmieniają. Same fakty, daty i definicje studenci są dziś w stanie sprawdzić natychmiast – często w czasie rzeczywistym, jeszcze w trakcie zajęć. To, co naprawdę zostaje w ich pamięci, to sposób, w jaki pokażemy powiązania i zależności – szczególnie wtedy, gdy są one złożone lub nieintuicyjne. Dlatego uważam, że siła dobrej ilustracji polega właśnie na tym, że „robi ona porządek” w złożonym fragmencie rzeczywistości i czyni go dostępnym – zarówno dla czytelnika publikacji, jak i dla słuchacza na sali wykładowej.
Zdarza się też, że ścieżka inspiracji prowadzi w odwrotnym kierunku niż zwykle i to w popularnych tematach odnajdujemy źródło poważnych badań naukowych. Przykładem może być kwestia używania fusów z kawy do posypywania zimą chodników. Okazuje się bowiem, że pozostałości po espresso, stosowane jako dodatek materii organicznej do gleby, w początkowej fazie rzeczywiście zwiększają jej zdolność do magazynowania wody. Jednak po przesuszeniu – a o to latem w miastach nietrudno – mogą tworzyć barierę utrudniającą infiltrację. Z kolei dodatek soli drogowej (do pewnego poziomu) może zwiększać przewodnictwo wodne gleby, co również wpływa na ilość wody dostępnej w profilu glebowym. Wyniki takich badań z pewnością mogą zainteresować szerokie grono odbiorców, dlatego warto je przedstawić w przystępny i angażujący sposób.
Podobnie, jak opatrzone ilustracją wynik badań mówiące o tym, że ograniczenie koszenia trawy i zakładanie łąk kwietnych wpływa korzystnie na mikroklimat i pojemność wodną gleby, mogą wpłynąć na decyzje posiadaczy trawników. Warto zaznaczyć, że niekoszone trawniki magazynują więcej wody niż łąki kwietne, zwłaszcza w czasie intensywnej wegetacji, kiedy kwitnące rośliny zużywają wodę szybciej. Łąki te są jednak niezwykle cenne dla różnorodności biologicznej i zdrowia gleby – ich zróżnicowane systemy korzeniowe, wyższa biomasa i naturalny obieg materii organicznej wspierają retencję i życie glebowe. Choć nie zastąpią drzew, pełnią istotną i uzupełniającą rolę w strukturze miejskiej zieleni, a rozpowszechnione wyniki takich badań mogą realnie wspierać zarządców osiedli czy planistów w podejmowaniu świadomych, ekologicznych decyzji.
Opowiadać naukę z emocją i humorem
Istnieje znane powiedzenie przypisywane Einsteinowi: „Jeśli nie potrafisz czegoś wytłumaczyć prosto, to znaczy, że sam tego nie rozumiesz”. Nawet jeśli on sam nie jest jego autorem, treść pozostaje niezwykle aktualna. Z mojego doświadczenia wynika, że próba stworzenia ilustracji, która w prosty sposób odda złożone procesy – na przykład obieg wody w ekosystemie leśnym – to swoisty test zrozumienia. Kiedy próbujemy narysować zjawisko, musimy je zredukować do kluczowych elementów, uporządkować je przestrzennie, nadać im relacje i dynamikę. W tym sensie rysunek to nie tylko forma prezentacji wiedzy – to forma jej aktywnego przepracowania. W publikacjach z pogranicza różnych nauk, np. przyrodniczych, inżynieryjnych i społecznych, dobry rysunek pełni funkcję pośrednika łączącego różne perspektywy.
Jednym z inspirujących przykładów wykorzystania grafiki w popularyzacji nauki są dla mnie komiksy dotyczące hydrologii, między innymi: „Life on the Limb: A Plant-on-Plant Story” autorstwa Johna Van Stana i zespołu rysowników Tyasseta oraz Fredy Siloy. Opowiada on o relacji między dwoma roślinami – epifitem i jego gospodarzem. Z pozoru – temat niszowy, ściśle botaniczny. Ale przedstawiony jako historia pełna emocji, osobowości i przygody, zaczyna być atrakcyjny i zrozumiały dla szerokiego grona odbiorców – w tym młodzieży szkolnej i studentów (rys. 2, 3, 4 pod tekstem). Czyż taki sposób przekazu nie zadziała lepiej na wyobraźnię niż „suchy” tekst informujący, że strugi wody spływające po pniu drzewa – tzw. stemflow – pomagają w wykrywaniu chorób koron drzew? A właśnie taką metodę amerykańscy naukowcy zastosowali do wykrywania Litylenchus crenatae mccannii – nicienia związanego z chorobą liści buka (Beech leaf disease). Zbierając wodę spływającą z koron podczas opadów, wykryli DNA patogenu przy pomocy qPCR. Co ciekawe, jego obecność silnie korelowała z porą roku i warunkami przedopadowymi. Jak wskazują, ta metoda może być niedrogim i nieinwazyjnym narzędziem do monitoringu zdrowia koron drzew, wspierając klasyczne podejścia.
Przywołane komiksy to już nie tylko ciekawostki, lecz pełnoprawne narzędzia dydaktyczne, które łączą siłę narracji z potęgą obrazu. Działają na emocje, co wzmacnia zapamiętywanie. Włączają humor, co obniża próg wejścia. A przede wszystkim – umożliwiają pokazanie dynamiki procesów przyrodniczych w sposób, który trudno uzyskać w formie tekstowej.
Przemycanie nauki do codzienności
W dobie szybkiej komunikacji wizualnej ilustracje mają jeszcze jeden walor: są zrozumiałe „na pierwszy rzut oka”. Przyciągający wzrok schemat, sugestywna infografika czy dosadny mem edukacyjny mogą być początkiem rozmowy o zjawisku naukowym, które bez obrazu pozostałoby obce lub niezrozumiałe. Ilustracje tworzą zatem pomost między nauką a społeczeństwem. Z moich doświadczeń wynika, że właśnie poprzez obraz można najłatwiej dotrzeć do odbiorców spoza świata nauki – nauczycieli, dziennikarzy, uczniów. Gdy ilustracja intryguje, przyciąga wzrok i prowokuje pytania, staje się początkiem edukacyjnego dialogu. A przecież ten właśnie efekt chcemy wywołać – pobudzić ciekawość.
Coraz więcej redakcji naukowych dostrzega potrzebę dostosowania języka publikacji do młodszych odbiorców. Dobrym przykładem jest platforma Frontiers for Young Minds, gdzie artykuły naukowe są najpierw przeredagowywane tak, aby były przystępne dla dzieci, a następnie również przez dzieci recenzowane. To podejście nowatorskie, demokratyczne i niezwykle skuteczne edukacyjnie. Jeden z zamieszczonych tam tekstów, którego jestem współautorką, pokazuje, że w artykułach popularnonaukowych nie wystarczą same ilustracje – równie ważne są język i sposób prezentacji wyników. Takie pozycje powinny zawierać obrazowe porównania, które pozwalają czytelnikowi – niezależnie od wieku czy stopnia znajomości tematu – naprawdę zrozumieć i wyobrazić sobie skalę zjawiska. Skoro badania pokazują, że jeden metr sześcienny martwego drewna w określonych warunkach może zatrzymać nawet 55 litrów wody, to… przeliczmy to na kartoniki z sokiem – wyszło 240! Jeśli w naturalnym lesie może być nawet 100 metrów sześciennych takiego drewna na hektarze, wychodzi 24 tys. kartoników rozlanych na leśnym boisku!
Magazynowanie wody przez martwe drewno zależy od gatunków, ich twardości i zaawansowania dekompozycji, a co najważniejsze od stopnia przesuszenia. W ten sposób czytelnicy dowiadują się, że najwięcej wody chłoną miękkie gatunki (np. jodła), najmniej twarde (np. grab) a długotrwała susza w lesie redukuje ilość wody, jaką mogą zatrzymać leżące kłody, nawet o 75% zwiększając ich hydrofobowość, czyli odporność na wsiąkanie wody. To cenne informacje z zakresu hydrologi leśnej podane w taki sposób, by wyjaśnić znaczenie lasów w dobie zmian klimatycznych i coraz częstszych susz. Tego typu publikacje nie tylko ułatwiają zrozumienie, ale rozbudzają też fascynację nauką i zachęcają do własnych poszukiwań.
Budując świadome społeczeństwo
Wiele osób nie ma bezpośredniego kontaktu z naukowcami, a jednocześnie żyją w otoczeniu szumu informacyjnego i fake newsów. W takich realiach obrazy są dobrym punktem zaczepienia, mostem między specjalistycznym językiem a nieużywającą go większością społeczeństwa. Ilustracje naukowe umożliwiają dostęp do treści osobom spoza środowiska akademickiego, uczącym się, a także tym, które mogą mieć bariery językowe czy poznawcze. W edukacji środowiskowej – takiej, którą prowadzimy w ramach projektów dotyczących zmian klimatu, gospodarki wodnej czy bioróżnorodności – ilustracja często jest podstawowym narzędziem komunikacji. Pokazuje, co jest niewidzialne. Upraszcza to, co złożone. Wzmacnia przekaz.
Naukowy rysunek nie musi być przy tym dziełem artystycznym. Powinien być jednak przemyślany, czytelny i użyteczny – nie tylko dla recenzenta, ale i dla czytelnika spoza naukowej „bańki”. Pokazując swoją pracę w sposób zrozumiały i atrakcyjny wizualnie, nie tylko przyciągamy uwagę, ale też budujemy zaufanie do nauki. W tych czasach edukowanie i popularyzowanie wiedzy to fundament budowania świadomego, mądrego społeczeństwa.
Tym bardziej należy docenić fakt, że pojawiły się przesłanki, by w kolejnej ewaluacji jakości działalności badawczej większą wagę przypisać właśnie popularyzacji nauki i umiejętności opisywania wyników badań w sposób przystępny dla szerszej publiczności. Robimy krok w dobrą stronę, doceniając znaczenie komunikacji naukowej nie jako dodatku, lecz integralnej części pracy naukowca.
dr hab. inż. Anna Klamerus-Iwan
Uniwersytet Rolniczy w Krakowie
Niestety, ale tytul artykulu powyzej nie bardzo odpowiada tresci.
Z tego, co rozumiem, chodzi o ilustracje nie w "artykulach naukowych" tylko w bardzo roznych typach tekstow, glownie popularyzacyjnych, wlaczajac rowniez "narzędzia dydaktyczne", jak to nazywa Autorka.
Artykuly naukowe maja dosyc scisle okreslowe warunki, jakim podlegaja ilustracje (ang. figures). Nie ma tutaj miejsca na komiksy albo na artystyczne interpretacje.
Tak zwane 'graphical abstracts' bardzo popularne w niektorych wydawnictwach (np. Cell Press) maja przedstawic krotko artykul, sa rzeczywiscie bardzo pomocne, ale one nie maja nic wspolnego z artyzmem czy komiksami.
Nawet w artykulach przegladowych ('reviews') nie stosuje sie podejscia komiksowego, poniewaz ilustracje maja w tak prosty sposob, jak sie tylko da, odzwierciedlac i podsumowywac odkrycia i obserwacje naukowcow, a nie interpretowac cokolwiek artystycznie.
Tak wiec komiksy nie naleza do domeny publikacji naukowych.
Zupelnie co innego dzieje sie w domenie popularyzatorskiej. Tutaj rzeczywiscie "artyzm" moze i powienien pomagac. Co zreszta czesto sie dzieje. Ale to jest zupelnie cos innego, niz publikacje naukowe.
jakies dane dot acceptance rate w wybranych wydawnictwach, cytowalnosci, zasiegi publikacji? czy tylko mydlo powidlo, i slowa klucze itp?
W moich pracach są tabele, wykresy i schematy blokowe. W życiu bym nie nazwał tego ilustracjami.
Ilustracje są ważne w podręcznikach.
Publikacje naukowe to coś trochę innego.
Proszę spojrzeć na ten przykład:
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC431765/pdf/pnas00043-0271.pdf
i zastanowić się która inna praca miała większy wpływ na rozwój badań biologicznych i medycznych w ostatnich kilkudziesięciu latach. Tu tylko metoda, wynik i dowód (ilustracja).
Jak zawsze inspirujący tekst Pani profesor, chylę czoła. Uwielbiam czytać i słuchać Pani wystąpień. Takich właśnie naukowców i popularyzatorów nauki nam trzeba, którzy cały swój czas poświęcają nauce i swoim studentom.
Oczywiście, dobre rysunki są pożądane i potrafią być czymś, co sprawi, że manuskrypt zostanie skierowany do recenzji. Jednakże nie wszyscy mają zmysł estetyczny i potrafią coś ładnie narysować. A na stanowisko grafika jakoś w budżetach brakuje.