Aktualności
Sprawy nauki
11 Kwietnia
Źródło: www.przemyslawwiszewski.pl
Opublikowano: 2026-04-11

Odpuśćmy IDUB, wesprzyjmy NCN

Globalny ośrodek badawczy? Można go łatwo stworzyć, korzystając np. z synergii najlepszych instytutów PAN i jednostek Uniwersytetu Warszawskiego. W skrajnie scentralizowanym kraju, gdzie regiony nie mają szans na konkurencję ze stolicą, to jedyne rozwiązanie. Tylko czy jest to rozwiązanie korzystne dla kraju? Moim zdaniem nie. Dlatego apeluję: przeznaczmy środki IDUB na Narodowe Centrum Nauki. Niech wspierają badania, skoro nie stać nas na zmianę kultury pracy – pisze prof. Przemysław Wiszewski, historyk, były rektor Uniwersytetu Wrocławskiego.

Pod koniec marca red. Piotr Kieraciński, podsumowując w „Forum Akademickim” kończącą się właśnie premierową edycję programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza (IDUB), podzielił się kłopotliwą refleksją i zadał celne pytania:

Nie potrafię odpowiedzieć, czy 3,7 mld zł w pierwszej odsłonie wydano sensownie. Zapewne oceny będą różne. Wyniki ewaluacji śródokresowej, w której wszyscy beneficjenci otrzymali pozytywną ocenę, wskazywałyby na to, że tak. Czy jednak jako kraj osiągnęliśmy to, czego oczekiwaliśmy po programie: zbudowania jednej lub kilku silnych międzynarodowo rozpoznawalnych uczelni badawczych? Czy nasze najlepsze uniwersytety znalazły się w pierwszej setce międzynarodowych rankingów – takie byłyby marzenia decydentów (i nie tylko ich)? Już słyszę krzyki, że za mało było czasu! A ile go potrzeba? I czy program w obecnym kształcie, gdzie duże pieniądze dzielimy pomiędzy kilkadziesiąt uczelni, jest na pewno odpowiedni do tego celu, aby zbudować jeden silny globalnie ośrodek badawczy?

W odróżnieniu od redaktora mam wiedzę o konkursie i jego rezultatach „od środka” – kierowałem bowiem zespołem projektowym „czarnego konia” poprzedniego konkursu (Uniwersytetu Wrocławskiego – dop. red), uczestniczyłem w implementacji aplikacji, wreszcie nadzorowałem przez ponad rok rozwój projektu, a potem – już z boku – śledziłem zmiany w jego realizacji. Niestety, tak jak red. Kieraciński, nie mam szans na poznanie policzalnych efektów, nie mam też wglądu we wszystkie raporty oceny śródokresowej ani nawet w oceny realizacji projektów przedstawione przez komisję oceniającą. To zaciemnianie obrazu przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, brak możliwości wglądu w sposób wydatkowania środków publicznych i zweryfikowane efekty finansowania w projekcie, budzi mój szczególny niepokój, budzą mój szczególny niepokój. Jeszcze na początku dostępne były opinie zespołu wyłaniającego zwycięską dziesiątkę, można było przejrzeć nawet same aplikacje. Dziś tego nie ma. Tym niemniej wydaje się, że pewne wnioski da się sformułować poprzez odniesienie do celów projektu.

Otóż zgodnie z założeniami pierwszego konkursu uczelnie miały przedstawić plany rozwoju obejmujące cele i działania dotyczące przede wszystkim:

  • zwiększenia wpływu działalności naukowej uczelni na rozwój światowej nauki;
  • wzmocnienia współpracy badawczej z ośrodkami naukowymi o wysokiej renomie w skali międzynarodowej;
  • podniesienia jakości kształcenia studentów i doktorantów;
  • poprawy polityki kadrowej na uczelni;
  • i podniesienia jakości zarządzania uczelnią.

Były również zobowiązane do wskazania priorytetowych obszarów badawczych, w obrębie których będą prowadzić zintensyfikowaną działalność naukową. W ocenie – poza tradycyjnymi kwestiami spójności i zasadności celów i działań – brano pod uwagę także istotność założonych celów dla podniesienia międzynarodowego znaczenia działalności uczelni, a także jej potencjał.

Ten ostatni warunek eliminował część mniejszych i bardziej jednorodnych dziedzinowo szkół wyższych. Ogólnie jednak z deklaracji przewodniczącego międzynarodowego zespołu ekspertów oceniającego aplikacje wyłaniała się koncepcja, w myśl której nie chodziło o przedstawienie planu, w jaki sposób zwiększyć liczbę publikacji czy grantów. Owszem, stanowiło to jakiś miernik, ale celem była jednak głębsza zmiana kultury pracy na uczelniach: udział w światowej wymianie naukowej z najważniejszymi dla danej dyscypliny ośrodkami jako cel pracy zespołu badaczy; zasada wspierania najlepszych, którzy mają być nie tylko przykładem, lecz także wsparciem dla aspirujących do osiągania przełomowych – w skali międzynarodowej – wyników badań i edukacji; zmiana charakteru edukacji z masowej na opartej o współudział w badaniach (MA i PhD) lub dostęp do najnowszych wyników i praktyk badawczych w skali światowej; podporządkowanie działania administracji wspieraniu dążenia do ścisłego dialogu z najlepszymi ośrodkami międzynarodowymi w zakresie nauki i dydaktyki; wyodrębnienie priorytetowych obszarów badawczych, na których ma się skupić finansowanie i które będą kręgosłupem rozwoju uczelni; uczynienie z uczelni centrów kształcenia i rozwoju najwyższej jakości kadr akademickich, które z kolei będą zasilać inne uczelnie i w ten sposób szerzyć poprzez swoją pracę najlepsze praktyki z zakresu badań i dydaktyki.

Nie zakładano, że zwiększenie budżetu z 2018 roku o 10% wykreuje ośrodki równe czołowej dziesiątce, a bodaj i setce rankingów światowych. Lub że – powtórzę jeszcze raz – doprowadzi do zalewu przełomowymi publikacjami czy patentami. Celem miało być stworzenie szkieletu, fundamentu instytucjonalnego i kulturowego, który wzmocni dążenie do włączenia polskich naukowców, doktorantów i studentów w równorzędny dialog z dyskursami naukowymi o najwyższej renomie. Ten szkielet miał być potem wzmacniany, ale jego budowa powinna zapewnić funkcjonowanie środowiska żądnego wiedzy, ciekawego świata, odpornego na pokusy polityki „nie-da-się” i „jakoś-to-będzie” oraz traktowania uczelni jako miejsc wypłacania ZUS-u przy jednoczesnym masowym kształceniu słabo przygotowanych do wyzwań współczesności studentów.

Uważam, że tych celów nie udało się zrealizować. Być może są uczelnie, gdzie pewne ich elementy zostały wdrożone lub wzmocnione. Z pewnością są dyscypliny lub jednostki uczelniane nadal skupione na dialogu równego z równym (nie w dobrym samopoczuciu, lecz wymianie osiągnięć) z najlepszymi światowymi ośrodkami. Ale co do zasady nie mam wątpliwości, że system w okresie realizacji IDUB zdeprecjonował wysiłek wszystkich, którzy uwierzyli w szansę projakościowej zmiany naszego sektora. Wróciliśmy do czasów sprzed minister Kudryckiej, gdy wstyd było mówić o jakości, dążeniu do doskonałości i odpowiedzialności uczelni jako ośrodków myśli i nowoczesności, a także łączności ze światem współczesnym. Dominuje dyskurs zglajszachtowania, osoby o odmiennych poglądach są piętnowane jako elitaryści i zagrożenie dla jedności i równości akademickiej społeczności. A to znaczy, że projekt nie wypalił. Zmiany kulturowej nie ma i nie widać szans, by kierujące tym przedsięwzięciem ministerstwo miało w ogóle pojęcie, o co chodzi w IDUB.

Wróćmy do pieniędzy – wydano prawie 4 miliardy zł w sześć lat, w drugiej odsłonie będzie to pewnie około 7–7,5 mld zł. Czy to dużo? Roczny budżet Narodowego Centrum Nauki na finansowanie projektów w konkursach wynosi około 1,4 mld zł (obecnie 1,68 mld zł – dop. red). Innymi słowy – budżet programu IDUB będzie równy budżetowi NCN na finansowanie badań. Tyle, że środki w ministerialnej inicjatywie idą na dziesiątki działań i realnie na badania przeznacza się tylko pewien ich procent. Jaki? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy, bo brak należytej weryfikacji wydatkowania środków, przypisywania ich do efektów w projekcie, widać było już na etapie oceny śródokresowej – i nikogo to specjalnie nie obeszło.

Zatem gdybyśmy zrezygnowali z IDUB i przeznaczyli te środki na NCN, moglibyśmy liczyć na podwojenie budżetu na finansowanie projektów badawczych. I to chyba wystarczy za konkluzję. IDUB stał się (i nadal będzie) kroplówką do utrzymania status quo na uczelniach. Zabrakło konsekwencji, by było inaczej. A jeśli lider (MNiSW) nie ma pomysłu, po co wydaje pieniądze, nie ma szans, by wydał je mądrze. W sytuacji drastycznego ubożenia sektora nauki i szkolnictwa wyższego nie widzę żadnego uzasadnienia dla kontynuacji tego projektu w bieżącym kształcie. Należałoby go wnikliwie ewaluować, wyciągnąć wnioski zmieniające reguły funkcjonowania i dopiero potem wdrażać. Bez problemu dałoby się to zrobić drogą rozporządzeń, w ostateczności – zmieniając ustawę. Trzeba jednak chcieć pracować. Trzeba widzieć konkretny cel i zdefiniować sens utrzymywania sektora dla rozwoju społeczeństwa.

Globalny ośrodek badawczy? Można go łatwo stworzyć, korzystając np. z synergii najlepszych instytutów PAN i jednostek Uniwersytetu Warszawskiego. W skrajnie scentralizowanym kraju, gdzie regiony nie mają szans na konkurencję ze stolicą, to jedyne rozwiązanie. Tylko czy jest to rozwiązanie korzystne dla kraju? Moim zdaniem nie. Dlatego apeluję raz jeszcze – przeznaczmy środki IDUB na NCN. Niech wspierają badania, skoro nie stać nas na zmianę kultury pracy.

Przemysław Wiszewski

Tekst ukazał się na blogu www.przemyslawwiszewski.pl. Publikujemy za zgodą autora.

Dyskusja (36 komentarzy)
  • ~sceptyk 18.04.2026 08:51

    Z pustego i Salomon nie maleje...IDuB przynajmniej podnosił jakość poprzez podnoszenie średniej zespołów.
    To lepsze niż skompromitowany i elitarystyczny NCN, który jest stale niedofinansowany i promuje regułę świętego Mateusza. Nawet podwojenie/potrojenie środków na NCN nic nie poprawi, ponieważ Polskie społeczeństwo nie chce finansować nauki. Mamy bardzo dobre kształcenie. Bardzo dobrych absolwentów. System się degeneruje potem. Przez brak środków na badania (w tym podstawowe) i przeciążenie dydaktyczne....

    IDUB dawał nadzieję na zmianę.
    NCN to instytucja, która zniechęciła do uprawiania nauki całe pokolenie polskich naukowców. Nie robiła nic, aby podnieść poziom polskich uczelni. Jedynym pozytywnym programem był Miniatura, ale to kropla w morzu potrzeb.

    Remedium to więcej zespołowości, mniej elitaryzmu. Skandynawski styl zarządzania, zamiast amerykańskiego. Więcej zaufania, bo inaczej w tym kraju nic nie osiągniemy...
    To średnia zespołu powinna pójść do góry, a nie "wybitne" jednostki, których status wybitności jest o tyle wątpliwy, że opiera się na dopuszczeniu do grona beneficjentów NCN. Wiele grantów i wyników NCN to wydmuszki. Tego elity NCN nie mówią, bo dotknięcie przez Midasa zmienia ich status i ozłaca. Nikt nie chce utraty tych pozorów.

  • ~Kris 15.04.2026 23:07

    Nigdy niw diatalismyndofinansowaniq z NCN bo niby uklady , znajomosci a dzieki IDUB kolezankq wydala skrypt, doszkolilismy aie z Wielu dziwdzin , zostały podniwsione kwalifikacje, wyzszy poziom zajęc, badań, i dla woekszej ilosci osoɓ nie koniecznie po znajomosci.JESTESMY ZA IDUB !!!

  • ~Zespół Obserwatorium Etyki i Transparentności Nauki 12.04.2026 15:16

    ODPOWIEDŹ ZESPOŁU 'Forumowemu Badaczawi' - O GRANICACH PUBLICZNEJ ROZLICZALNOŚCI

    Żądanie dyskutanta, by wskazać „konkretne i mierzalne dowody” sukcesu, świadczy o całkowitym braku zrozumienia roli, jaką we współczesnym świecie pełni rzetelna wiedza i fundamenty, na których jest ona budowana.

    1. WARTOŚĆ POZA STATYSTYKĄ. Nie wszystko, co stanowi o realnej sile i odporności środowiska naukowego, nadaje się do upubliczniania. Żądanie wystawienia pełnego wglądu w procesy budowania potencjału – pod pretekstem „dostarczenia dowodów” – jest w obecnych realiach przejawem skrajnej nieodpowiedzialności.

    2. DOKARMIANIE CIEKAWOŚCI CZY PIRACTWA? Podtrzymujemy tezę, że obecny system grantowy nie zapewnia realnej ochrony dorobku. Zmuszanie do publicznego spowiadania się z każdego elementu pracy, tylko po to by zadowolić biurokratyczne kryteria „sukcesu”, to wystawianie efektów tej pracy na ryzyko niekontrolowanego przejęcia przez osoby trzecie.

    3. MILCZENIE JAKO WYBÓR. Prawdziwą siłę nauki buduje się zazwyczaj z dala od blasków fleszy i PR-owych zestawień. Fakt, że pewne działania nie są przedmiotem publicznej licytacji, jest najlepszym dowodem ich powagi. Pytania o „mierzalność” wszystkiego dowodzą, że myślenie dyskutanta zostało całkowicie sformatowane przez MODEL ADMINISTRACYJNY NIEPRZYSTAJĄCY DO RZECZYWISTOŚCI, w którym biurokratyczny ślad jest ważniejszy niż realny fundament.

    Podsumowując: jeśli dla kogoś jedyną miarą nauki jest to, co można wpisać do tabelki, to znaczy, że nie rozumie różnicy między BUDOWANIEM POTENCJAŁU a PRODUKCJĄ PAPIERU. Nie będziemy ryzykować efektów pracy zespołów badawczych, by zaspokoić czyjś brak wyobraźni. Rzetelna nauka wie, kiedy publikować, a kiedy budować w milczeniu.

    ZESPÓŁ OBSERWATORIUM ETYKI I TRANSPARENTNOŚCI NAUKI

    • ~Forumowy Badacz 12.04.2026 17:32

      Sformułowanie, że „typowe dla nauki zadawanie pytań świadczy o braku zrozumienia roli rzetelnej wiedzy i fundamentów, na których jest ona budowana”, budzi poważne wątpliwości. W historii – zwłaszcza w latach 50. XX wieku – podobne narracje prowadziły do delegitymizowania krytycznego myślenia, wskazywania „winnych wypaczeń” oraz publicznego piętnowania osób, które zadawały niewygodne pytania lub prezentowały odmienne interpretacje.
      Sugestia, że czytelnik, który zapoznaje się z treściami IDUB, może w ten sposób „spiracić”: "model biznesowo-organizacyjny przewodniej roli PZPR" ? Tego typu konkluzje mają charakter propagandowy i nie sprzyjają rzeczowej dyskusji o jakości badań, finansowaniu nauki ani o realnych efektach programów takich jak IDUB.
      Apeluję o zachowanie powagi i merytorycznego tonu debaty, szacunek dla czytelników, zgodnie z tradycją i standardami tego forum. Konstruktywna krytyka oraz otwarte, oparte na argumentach pytania są fundamentem środowiska akademickiego, a nie jego zagrożeniem.

  • ~Zespół Obserwatorium Etyki i Transparentności Nauki 12.04.2026 13:27

    To, co proponuje 'Po prostu naukowiec', to nie żadna sanacja, ale NAIWNE MRZONKI KOGOŚ, KTO WCIĄŻ NIE ZAUWAŻYŁ, CO SIĘ WOKÓŁ NIEGO DZIEJE. Żyjemy w czasach, gdzie „nauka” to już tylko wygodny szyld dla FABRYKI GNIOTÓW SKROJONYCH POD Z GÓRY POSTAWIONĄ TEZĘ. To jest teraźniejszość i przyszłość tej pseudonaukowej maszynki.

    System potrzebuje rzetelnych autorytetów wyłącznie jako JEDNORAZOWYCH ZAPALNIKÓW – mają dać twarz PIERWSZYM TCHNIENIOM KŁAMSTWA, by uwiarygodnić je w oczach opinii publicznej. Gdy tylko postawy społeczne zostaną odpowiednio sformatowane pod PRZYSZŁE ZYSKI MOCODAWCÓW, tacy „użyteczni świadkowie” są wypluwani jako słusznie skompromitowani. Na ich miejsce czekają już legiony PSEUDOAUTORYTETÓW, pozbawionych balastu wiedzy, za to świetnie wytresowanych w dowożeniu zamówionych wyników.

    Postulat 'Po prostu naukowca' „godnych pensji” w tym układzie brzmi jak UNIŻONA PROŚBA O LEPSZY CATERING dla pasażerów statku, który już dawno został PRZEROBIONY NA OKRĘT PIRACKI. Warto jednak pamiętać, że PIRACI UNIŻONOŚCIĄ GARDZĄ I TAKICH LUDZI BEZLITOŚNIE WYCINAJĄ ZE SWOICH SZEREGÓW.

    ZESPÓŁ OBSERWATORIUM ETYKI I TRANSPARENTNOŚCI NAUKI

  • ~Po prostu naukowiec 12.04.2026 11:59

    Po przeczytaniu artykułu i dyskusji wyłania się obraz, poniekąd słuszny, że ani IDUB, ani NCN nie są w stanie zainicjować właściwych zmian w polskiej nauce i środowisku akademickim. System finansowania oparty na niskim uposażeniu podstawowym naukowców i jego zwiększaniu za posrednictwem rozbudowanego systemu dodatków grantowych, idubowych i wszelakich innych prowadzi do erozji motywacji stojących za rozwojem naukowym. Obok naukowców rzeczywiście skupionych na doskonaleniu mamy całe zastępy osób które w wątpliwy etycznie sposób dążą do wyciśnięcia z systemu jak największych zysków. Taki system musi rodzic patologie i to właśnie obserwujemy.
    Czy nie lepiej byłoby zapewnić godne pensje podstawowe dla wszystkich naukowców (np. dwukrotność obecnych pensji minimalnych w nauce) a w zamian zlikwidować jakiekolwiek możliwości pobierania dodatków ze środków przeznaczonych na naukę (granty, konkursy itp)? W takim systemie walidacja doskonałości naukowej następowałby już na etapie zatrudniania osoby na stanowisko badawcze lub badawczo-dydaktyczne. Możnaby się spodziewać zwiększenia konkurencyjności w konkursach na etaty (więcej chętnych z kraju i ze zagranicy), a co za tym idzie, zwiększenia kwalifikacji kadry. W środowisku gdzie na każdy etat czekałoby kilku naprawdę dobrych naukowców, również okresowa ewaluacja dorobku nabrałaby nowego wymiaru. Aplikacje o granty miałyby na celu pozyskanie wyłącznie środków na badania i nowe etaty, a nie "dorabianie" do niskiej pensji. Nawet gdyby miałoby to być połączone z pewną redukcją zatrudnienia na uczelniach, wzrost jakości i konkurencyjności polskiej nauki, jak i podniesienie etosu naukowego w naszym kraju byłyby nieporównywalnie większe niż w wyniku dosypywania kolejnych miliardów do obecnego systemu.

    • ~K 15.04.2026 23:11

      Jestem za.

  • ~informatyk jeden 12.04.2026 10:17

    Program w naturalny sposób wygasza inflacja. W tym jak i poprzednim wpisie na ten temat autorstwa red. Piotra Kieracińskiego (https://forumakademickie.pl/startuje-drugi-idub-pierwszy-pochlonal-prawie-4-mld-zl/) przyjęto, że koszt programu wzrośnie proporcjonalnie do wzrostu subwencji laureatów przez sześć lat. To założenie jest błędne. Laureaci pierwszego konkursu nie uczestniczą w konkursie. Ośmiu (zapewne, może siedmiu?) z dziesięciu z nich będzie miało przedłużone finansowanie na kolejny okres w ramach pierwotnej umowy, a ono NIE JEST indeksowane inflacją. Wśród nich są kolosy: UJ, UW, AGH, PW i te zwiększenia subwencji pozostaną na tym samym poziomie. Nowo wyliczane zwiększenie subwencji będzie tylko dla laureatów drugiej edycji, czyli prawdopodobnie dwóch, nie tak dużych, uczelni. Polecam przeczytać zapisy ustawowe w tym zakresie.

  • ~Zespół Obserwatorium Etyki i Transparentności Nauki 12.04.2026 00:25

    GRANTY CZY BEZPIECZEŃSTWO POMYSŁÓW? GŁOS PRZECIWKO DOKARMIANIU PATOLOGII

    Postulat wzmocnienia NCN kosztem IDUB brzmi jak propozycja naprawiania systemu poprzez dolewanie paliwa do dziurawego baku. Zanim zaczniemy dyskutować o przesunięciu środków, musimy uczciwie nazwać patologie, które toczą system grantowy:

    1. PLAGIAT RECENZENCKI. System NCN, oparty na poufnych recenzjach ekspertów z tej samej wąskiej dziedziny, stał się dla wielu kopalnią darmowych pomysłów. Znane są liczne przypadki, w których nowatorskie projekty były odrzucane tylko po to, by ich kluczowe tezy i metodologie pojawiły się rok później w grantach lub publikacjach samych recenzentów lub ich zespołów czy też kolegów.

    2. KRYZYS ZAUFANIA I FAŁSZYWA ALTERNATYWA. Postulat dofinansowania NCN kosztem uczelni badawczych to próba ratowania wadliwego systemu centralnego. Choć programy typu IDUB bywają krytykowane za tworzenie „świętych krów”, to jednak budują one infrastrukturę na uczelniach. Przesuwanie tych środków do instytucji, która nie potrafi chronić własności intelektualnej, to zmuszanie naukowców do udziału w hazardzie własnym dorobkiem na rzecz anonimowych recenzentów.

    3. FIKCYJNA KONTROLA ADMINISTRACYJNA. System odwoławczy w NCN to iluzja ochrony. Możliwość zaskarżenia decyzji ogranicza się wyłącznie do kwestii formalno-prawnych. PRAWO ADMINISTRACYJNE NIE OCENIA MERYTORYKI, co oznacza, że recenzent może napisać dowolną nieprawdę, a autor nie ma żadnej drogi prawnej, by podważyć treść tej opinii. ZAMIANA SPORU NAUKOWEGO NA URZĘDNICZĄ PROCEDURĘ TO WYROK NA RZETELNOŚĆ.

    Wspieranie NCN w obecnej formule to konserwowanie układu, w którym anonimowy recenzent ma władzę nad cudzym geniuszem bez żadnej odpowiedzialności. Polska nauka potrzebuje bezpiecznych warunków do pracy na uczelniach, a nie JUŻ ZEPSUTEJ centralnej GRANTODAJNI, która stała się systemowym parawanem dla utraty kontroli nad własnością intelektualną i wątpliwej etyki eksperckiej.

    ZESPÓŁ OBSERWATORIUM ETYKI I TRANSPARENTNOŚCI NAUKI

    • ~Forumowy Badacz 12.04.2026 12:03

      Proszę o wskazanie konkretnych, mierzalnych przykładów realnego rozwoju nauki, który miałby wynikać z programu IDUB ? Tezy o pozytywnym wpływie programu – takie jak stwierdzenie, że „choć programy typu IDUB bywają krytykowane za tworzenie ‘świętych krów’, to jednak budują one infrastrukturę na uczelniach” – wydają się mieć charakter życzeniowy i nie znajdują potwierdzenia w dostępnych danych.
      W praktyce obserwujemy sytuacje, w których środki trafiają do wąskiego grona osób powiązanych towarzysko lub instytucjonalnie, niezależnie od jakości składanych wniosków. W wielu przypadkach brakuje spójnej koncepcji badawczej, wizji rozwoju czy realnych perspektyw naukowych. Zakupy aparatury bywają chaotyczne, przeszacowane, a następnie niewykorzystywane z powodu braku kompetencji lub braku rzeczywistej potrzeby badawczej.
      Efektem są często projekty o charakterze pozornym, prowadzące do powielania tych samych tematów w kolejnych publikacjach przygotowywanych przez osoby z tego samego otoczenia, bez faktycznego wkładu w rozwój dyscypliny.

    • ~ZM 12.04.2026 11:31

      Ciekawe tezy, z którymi w dużym stopniu się zgadzam. Tzn. wg mnie:

      (1) Można mieć zastrzeżenia do IDUB-u, ale proponowanie, aby te środki przesunąć do NCN, to jak próba leczenia dżumy cholerą.

      (2) Moje zastrzeżenia odnośnie NCN dotyczą głównie współczynnika sukcesu — tak niskiego, że przypomina czasy PRL, z kartkami na mięso, którego i tak nie można było kupić.

      (3) „ZESPÓŁ OBSERWATORIUM ETYKI I TRANSPARENTNOŚCI NAUKI” celnie punktuje jednak inny aspekt NCN. Otóż składanie wniosku z dokładnym opisem i podziałem na zadania to niebezpieczne upublicznianie własnych pomysłów - innymi słowy: nikt rozsądny nie przedstawi swoich najlepszych koncepcji. Do takiej wymiany można zgłosić co najwyżej koncepcje rzetelne, wymagające dopracowania itp., ale raczej nie w pełni nowatorskie. Czyli finansowanie rzekomo najlepszych projektów w warunkach powszechnego obiegu informacji jest z założenia fikcją.

      (4) Czy mam coś przeciwko grantom? Nie - pod warunkiem że traktuje się je jako system pobudzania aktywności. Ale współczynnik sukcesu musi być co najmniej 33%, recenzje powinny być w miarę szybkie, a argument, że granty są dla najlepszych, należy po prostu uznać za głupkowaty. Jeśli kogoś wpuszcza się do systemu akademickiego, to powinien być on jednak jako tako gramotny (czyli na tym etapie należy sprawdzać kompetencje), ale powinien też mieć pewien poziom swobody.

      PS. Dodam, że obecnie popularne jest upublicznianie artykułów naukowych jeszcze przed recenzją, m.in. w celu ochrony wyników. Podkradanie treści zdarza się nawet najlepszym grupom — często nieświadomie. Jeśli ktoś coś recenzuje, trudno potem całkowicie wyrzucić to z pamięci.

    • ~Przemo 12.04.2026 10:02

      Kiedy recenzent jest anonimowy, to i autor ocenianego projektu powinien być anonimowy. To oznaczałoby ocenę pomysłu, a nie dorobku autora. Moim zdaniem tak by było lepiej. Nazwisko autora i recenzentów powinno się ogłaszać po rozstrzygnięciu konkursu. Po ogłoszeniu wyników - nazwiska autorów i recenzentów powinny być jawne i zawsze dostępne na stronie NCN. Podatnik powinien wiedzieć na co NCN wydaje pieniądze i kto o poszczególnych wydatkach zdecydował.

      Plagiat recenzencki można wykryć i należałoby takie praktyki wyeliminować, co bardzo proste pewnie nie będzie. To praktyka nienowa, a beneficjentami takich kradzieży pomysłów nie zawsze są sami recenzenci, bywają nimi ich koledzy.

  • ~Idub 12.04.2026 00:05

    Bilans programu IDUB na UW (na innych uczelniach jest podobnie) jest mocno rozczarowujący: zamiast strategicznych inwestycji w ludzi i sprzęt, postawiono na rozdrabnianie kapitału. Podczas gdy fundamentem nauki pozostaje nowoczesna aparatura i stabilne warunki pracy, z dostępnych 500 mln zł na cele sprzętowe wygospodarowano zaledwie ułamek – 20 mln zł, i to bez jasnej strategii. Większość środków została skonsumowana przez system mało znaczących grancikow-zapomóg i dyskusyjnych szkoleń, część funduszy ‚się przejadło” - ani Nobli ani artykułów w science z takich grancikow nie będzie. . Kontynuowanie tej polityki przez rektorow. wbrew narastającemu oporowi i rozczarowaniu badaczy, stanowi zagrożenie dla potencjału naukowego uczelni .

    • ~Przemo 12.04.2026 10:06

      "zamiast strategicznych inwestycji w ludzi i sprzęt"
      Rozumiem, ze chodzi o pełne wykorzystanie możliwości ludzi i pełne wykorzystanie sprzętu, a nie o zakup sprzętu, który będzie stał i zatrudnienie ludzi, którzy bez grantu będą stali w gotowości przy sprzęcie, na którego wykorzystanie nie będą mieli pieniędzy. Taniej zbudować lotniskowiec, niż go utrzymać.

    • ~Profesor Szeregowy 12.04.2026 06:45

      Podobnie to oceniam. Bardzo mała część IDUB idzie na budowę fundamentów naukowych uczelni, a dominuje finansowanie publikacji skutkujące mnożeniem liczby bez proporcjonalnego zwiększenia wyników badań i prowadzące do papiernictwa. Ponawianiem IDUB bez audytu obecnie kończącego doprowadzi do powtórki i nasilenia tych zjawisk.

  • ~Przemo 11.04.2026 22:37

    To byłby mały krok w dobrym kierunku, lecz to czego polskiej nauce faktycznie brakuje, to ciągłość pracy, którą powinno zapewniać statutowe finansowanie badań. 4 mld wystarczyłyby. IDUB do kosza - tu pełna zgoda.

  • ~Dr 11.04.2026 21:55

    I IDUB i NCN są do zaorania. Wszystkie pieniądze tylko i wyłącznie na podstawie rzetelnej ewaluacji. Bez świętych krów (IDUB) i bez kumoterstwa (NCN).

  • ~Applied history 11.04.2026 21:22

    Historyk? No to w naszym kraju pewnie ma szansę żeby zostać szefem NCBiR albo dyrektorem szkoły sieci elektrowni atomowych

  • ~Maciek 11.04.2026 15:09

    Tekst ciekawy, zmuszający do refleksji. Prof. Przemysław Wiszewski zabił klina MNiSzW i rektorom krajowych uczelni wyższych. Program IDUB jest taki, jak każdy widzi. Na przestrzeni 36 lat dyzmokracji nad Wisłą było wiele różnych programów, inicjatyw, ale ostatecznie zawsze coś szwankowało i zacinało się. I to jest zdumiewające. Niemniej dziękuję za ten tekst.

    • ~Kłobukowski 11.04.2026 17:02

      "Prof. Przemysław Wiszewski zabił" królika wraz z kołkiem adoracji. Królików ci u nas dostatek, nauki nikt nie widział.

      • ~Maciek 11.04.2026 21:00

        @ Kłobukowski,

        Przepraszam, ale jak mam to rozumieć?

  • ~Ireneusz 11.04.2026 12:03

    Proponuję "odpuścić" NCN, 40 mld zł finansowania, a przełomowych odkryć naukowych brak, albo ukrywają w czasopismach naukowych zagranicznych. Lepiej dofinansować uczelnie, chociaż dydaktyka zyska.

    • ~won stąd. 11.04.2026 13:56

      Marzyciel " chociaż dydaktyka zyska" Nie po to dajemy IDUBom by zyskali zwykli zjadacze chleba, wyrobnicy użerające się ze studentami. Oni mają tyrać za miskę ryżu i to im wystarczy. Rządzący i blisko koryta z kasą mają się tylko nachapać, by im żuło się lepiej. Co zapomnieliście hasło. Tak musi być, a nauką to niech się zajmują szaleńcy, nie po to szyliśmy do stołków i na piedestały by nam teraz zabrali kasę. Ona nam się należy jak psu buda a innym to won stąd.

  • ~Profesor Szeregowy 11.04.2026 11:13

    NCN bez wątpienia powinien mieć więcej środków, ale czy kosztem IDUB? Do IDUB można mieć wiele zastrzeżeń i moim zdaniem powinien być audyt efektów mijającego programu, żeby wnioski wykorzystać przy definiowaniu warunków kolejnego. Na przykład trzeba wyeliminować mechanizmy które sprawiły, że za środki IDUB zatrudnieni byli 'papiernicy'. To że ministerstwo tego nie robi jest moim zdaniem poważnym błędem zaniedbania. Trzeba też zauważyć, że obecna ustawa pozwala na sytuację gdzie uczelnia mająca 10 A+ i jedno B nie może startować do IDUB, a tymczasem wśród tych A+ mogą być wybitne zespoły. Dużo jest błędów w ustawie, no ale mimo jej krytyki przez obecną większość sejmową gdy była przyjmowana w 2018 roku obecnie, po trzech latach rządów zmieniono bardzo niewiele.

    • ~św. Ignacy Antiocheński 11.04.2026 22:34

      Ministerstwo absolutnie nie ma zamiaru walczyć z papierniami, i powiedziało nam to wprost. Pozwolę sobie przypomnieć wywiad z wiceministrą Zioło-Pużuk:

      https://forumakademickie.pl/wiceministra-nauki-zbudujmy-dom-w-ktorym-naukowcy-beda-chcieli-mieszkac/

      Wiceministra stoi na stanowisku, że patologie wymusza system. Tą żenującą wypowiedzią dała zielone światło papiernikom i ich protektorom. Teraz wiedzą, że są bezkarni.

      • ~Maciek 12.04.2026 00:07

        @ św. Ignacy Antiocheński,

        A nie jest to prawdą? Przecież system oceny oparty o wskaźniki liczbowe/naukometryczne wygenerował i spółdzielnie cytowań i papiernie. Nauka na świecie powinna odejść od naukometrii, ale na to, jak na razie się nie zanosi. Poza tym Ministerstwo musiałoby przyznać się do porażki, w kontekście akceptacji takiego systemu oceny.

        • ~św. Ignacy Antiocheński 12.04.2026 10:55

          Nie jest. W każdym kraju, i w każdym systemie, naukowcy są w jakiś sposób nagradzani za wyniki, więc fabrykowanie wyników przynosi prestiż i korzyści materialne. (Oczywiście, tylko dopóki sprawa wyjdzie na jaw.) To jest zupełnie niezależne od metody oceny poszczególnych naukowców i jednostek badawczych.

          Proszę też zapomnieć o nakreślonym przez Panią Minister obrazku papiernika jako naukowca, który w desperacji popełnia oszustwo, żeby zachować pracę. Polscy papiernicy to osoby o ugruntowanej pozycji, często na wysokich stanowiskach, współpracujące z międzynarodowymi grupami oszustów, i w pewnym sensie również z wydawnictwami.

          • ~Maciek 12.04.2026 13:57

            @ św. Ignacy Antiocheński,

            Pan zwraca uwagę na motywację oszustów naukowych vide prestiż, korzyści materialne, jako niezależną od jakiegokolwiek systemu oceny. Dobrze, ale nie zmienia to faktu, że system oceny oparty o wskaźniki liczbowe/naukometryczne jest chory i będzie generował problemy teraz i w przyszłości stąd pani ministra Karolina Zioło-Pużuk ma rację. To jest wina systemu.

            O polskich papiernikach dwa słowa. Jeżeli jest tak, jak pan pisze powyżej, to właściwie nasza dyskusja nie ma sensu, gdyż jak mówił Mikołaj Rej: Małe złodziejki wieszają, a wielkim się w pas kłaniają.

    • ~stalled progress in the PhD 11.04.2026 17:26

      "za środki IDUB zatrudnieni byli 'papiernicy'" i emeryci. W momencie, gdy ograniczono finansowanie dla doktorantów, wielu z nich – pozbawionych środków do życia, było zmuszonych zrezygnować z dalszej kariery naukowej. W efekcie powstały wakaty, które następnie uzasadniano koniecznością zatrudniania emerytowanych pracowników. Takie działania nie tylko osłabiły potencjał młodej kadry, lecz także zaburzyły naturalną ścieżkę rozwoju środowiska akademickiego.

      • ~Profesor Szeregowy 12.04.2026 06:21

        Różnych dziwnych skutków IDUB jest dużo - różnych na różnych uczelniach, bo każda nieco inaczej zdefiniowała swoje programy i dlatego uważam, że powtarzanie konkursu bez audytu obecnie kończącego się okresu jest poważnych zaniechaniem.

      • ~Piotr 11.04.2026 20:02

        Przepraszam bardzo ale gdzie ograniczono finansowanie dla doktorantów? W ustawie Gowina poprawiono sytuacje finansowa tej grupy dosc znacząco. Oczywiście mozna wskazywać, że stypendium przed oceną śródokresową jest za niskie (pełna zgoda) ale przed reformą bylo dużo niższe i w dodatku tylko połowa doktorantów je otrzymywała. A w IDUB też mocno podkreślono konieczność inwestowania właśnie w doktorantów i uczelnie IDUB-owe najczęściej nie dosc, że zwiększają wysokość stypendium to oferują doktorantom dodatkowe fundusze na projekty i mobilność. Proszę popatrzeć jak wygląda to na UW czy Politechnice Gdańskiej.

    • ~ktos 11.04.2026 12:10

      ale dlaczego sa z niego wykluczone instytuty PAN. Rozdajecie pieniadze sami sobie, to jest dyskryminacja

      • ~Profesor Szeregowy 11.04.2026 16:57

        Ja jestem szeregowiec i nikomu nic nie rozdaję, więc nie do mnie teksty "rozdajecie". Ale co do istoty pytania to jest moim zdaniem bardzo ważna. IDUB to Uczelnia Badawcza. Uczelnia czyli nie instytut PAN. Ale dlaczego? Sądzę (chociaż z autorem ustawy nigdy nie rozmawiałem) że intencja była taka, że miały być uczelnie kształcące elitę dla przemysłu. No i pytanie - dlaczego w takim razie pieniądze IDUB idą na punktozę a nie elitarne kształcenie? IDUB powinien być nakierowany na jakość dydaktyki w rodzaju "learning by doing" a przepalany jest na produkcję punktów. Dlatego uważam, że powinny być daleko idące korekty w programie IDUB.

      • ~Wojciech 11.04.2026 13:28

        Bo instytuty PAN są już doskonałe.

  • ~E 11.04.2026 10:07

    To niezbyt dobry pomysł.

    • ~nie daj 11.04.2026 10:54

      No pewnie że niezbyt. Toć to obraza i nietakt. Jak można miernym, wiernym i byle jakim kasę zabierać na pławienie się i życie w dobrobycie. A tu pan proponuje by nauka w Polsce się rozwijała i poprawić byt tym co za miskę ryżu tyrają. Nu, pogodi!, nie dopuścimy by nam zabrali i my mieli się gorzej, a nie daj boże by za miskę ryżu nam przyszło rządzić.