Kariera w świecie nauki to nie tylko wyzwanie, ale wyboista ścieżka, która wymaga cierpliwości, pokory i wytrwałości w dążeniu do celów. Najtrudniejsze na tej drodze bywa połączenie tych aspiracji z rodzicielstwem, które to właśnie jest największym życiowym sprawdzianem.
Temat rodzicielstwa – macierzyństwa i ojcostwa – jest dziś szczególnie ważny. Rekordowo niski współczynnik dzietności w Polsce, jeden z najniższych w Europie, spadł już poniżej poziomu zapewniającego naturalną zastępowalność pokoleń. Rządzący, politycy, badacze i aktywiści zwracają uwagę na różne przyczyny tego zjawiska, wskazując na przemiany kulturowe i zmianę stylu życia, niedostatki polityki społecznej państwa i warunków pracy, trudności ekonomiczne czy brak rozwiązań systemowych.
Wszystko to skłania do przyjrzenia się rodzicielstwu z różnych perspektyw. Jedną z kluczowych jest łączenie tej roli społecznej z pracą zawodową. Czy łatwo jest pogodzić rodzicielstwo z karierą akademicką? Z pewnością wymaga to organizacyjnego wysiłku. Niewątpliwie duże znaczenie ma przy tym pomoc rodziny czy bliskich, charakter prowadzonych badań, zajmowane stanowisko, relacje w uczelni bądź instytucie. Kwestie te decydują o sukcesie na obu polach: rodzinnym i zawodowym. Niestety, mało mówi się o tym, jakim odbywa się to kosztem.
Młoda badaczka realizująca grant staje przed trudnym wyborem. Urlop macierzyński oznacza konieczność zmiany harmonogramu projektu, znalezienia zastępstwa albo przechodzenia przez dodatkowe procedury administracyjne. Kiedy dziecko choruje i nie ma do niego opieki, nie pozostaje nic innego, jak urlop czy zwolnienie, co również wpływa na ciągłość pracy badawczej i dydaktycznej (konieczność wypełniania slotów, zyskiwania punktów, ubiegania się o granty). Nie można pomijać też takich aspektów, jak mobilność, wymiana międzynarodowa czy wyjazd np. na postdoka, które niejednokrotnie dla rodziców z małymi dziećmi są po prostu nierealne. Natomiast dla osób planujących założenie rodziny to ultimatum: postawić na karierę czy zdecydować się na rodzicielstwo za cenę spowolnienia awansu naukowego. Do tego wszystkiego dokłada się presja: muszę coś osiągnąć, muszę być, bo od tego zależy moja pozycja i kariera. Tym samym pętla zaciska się jeszcze bardziej.
Warto przyjrzeć się również infrastrukturze uczelnianej, a nawet szerzej – publicznej. Wiele mówi się o dostosowywaniu budynków i pomieszczeń do potrzeb osób ze szczególnymi potrzebami, w tym osób niepełnosprawnych. Jednak często zapomina się o infrastrukturze dla dzieci i rodziców – brak przewijaków w toaletach, kącików dla dzieci, pokoi do karmienia. Ktoś powie, że uczelnia to nie miejsce dla dzieci. Jeśli jednak chcemy zachęcać do rodzicielstwa, powinniśmy dać jasny przekaz, że dzieci są nie tylko dostrzegane w przestrzeni publicznej, ale i mile w niej widziane To hasło winno przyświecać także przy wprowadzaniu różnych rozwiązań organizacyjnych i prawnych dla rodziców.
Ostatnie ważne zmiany w Kodeksie pracy z 2023 r. polepszyły sytuację pracujących rodziców: dłuższy urlop rodzicielski, możliwość wykorzystania urlopu rodzicielskiego przez ojca, nawet jeśli matka dziecka nie weźmie urlopu macierzyńskiego, korzystniejsze zasady pobierania zasiłków w czasie okresów urlopowych. Polska w tym zakresie plasuje się w czołówce krajów z najdłuższym płatnym urlopem. W szkołach doktorskich doktoranci mogą korzystać z zawieszenia kształcenia, które daje im możliwość wstrzymania prac nad doktoratem na czas opieki nad dzieckiem z zachowaniem wypłacanego stypendium. Ponadto w toku ewaluacji szkół doktorskich oceniane są rozwiązania sprzyjające doktorantom-rodzicom. Również studenci mają prawo do urlopów od zajęć i większe uprawnienia w zakresie uzyskania indywidualnej organizacji studiów. Rozwiązania te i zmiany kodeksowe to z pewnością krok w dobrą stronę, ale to w dalszym ciągu za mało.
Z mojej praktyki wynika, że przepisy dotyczące zawieszenia w szkołach doktorskich z powodu rodzicielstwa nie tylko rodzą wiele wątpliwości (jak je udzielać, jak liczyć i wypłacać stypendium), ale zdecydowanie nie odpowiadają na wszystkie potrzeby. Przykładowo, z takiego rozwiązania nie może skorzystać doktorantka w ciąży, która nie będąc w stanie realizować badań, znajduje się w sytuacji formalnej „próżni”. Przepisy ustawy nie gwarantują formalnie takiej osobie żadnego rodzaju przerwy w kształceniu, przerzucając odpowiedzialność na szkoły doktorskie, które często nieumiejętnie starają się rozwiązać sytuację.
Wydaje się, że niezbędne jest promowanie rozwiązań pozwalających na elastyczność pracy dla naukowców-rodziców, większe „dostrzeżenie” tej grupy w środowisku akademickim w aspekcie formalnym, tj. konstrukcji regulaminów, zasad ubiegania się o granty, realizacji mobilności. Odnosi się to też do szeroko pojętej kultury organizacyjnej. Przykładem może być stosowana w niektórych krajach praktyka no late meetings, w myśl której nie planuje się spotkań (zebrań katedr, seminariów oraz rad wydziałów) w godzinach popołudniowych, aby umożliwić odbiór dzieci z przedszkola czy żłobka. Potrzebne jest również tworzenie niezbędnej infrastruktury (szersza możliwość korzystania ze żłobków i klubów dziecięcych, wyposażenie akademików w przestrzeń, zaplecze i instalacje dla dzieci itp.). Do realizacji tych celów nieodzowne jest zwrócenie uwagi decydentów na finansowanie tych rozwiązań. Wreszcie trzeba przejść od myślenia typu „zawsze jakoś było” do krytycznej refleksji nad tym, jakie zmiany nastąpiły w sposobie wychowania dzieci i w podejściu do rodzicielstwa, a następnie do realnego rozwiązywania problemów, o których kiedyś mówiło się szeptem, a dziś są głośno dyskutowane.
Rodzicielstwo w sposób nieuchronny zawsze będzie wpływać na przebieg kariery zawodowej. Myślę, że warto na nowo normalizować czas „zatrzymania” kariery i poświęcenia się rodzicielstwu, ale jednocześnie być otwartym i wspierać próby łączenia tych dwóch światów.
W środowisku akademickim staramy się przeciwdziałać kryzysowi zdrowia psychicznego, eliminować bariery w nauce, zapobiegać mobbingowi i dyskryminacji, wspierać osoby niepełnosprawne. Następnym krokiem powinna być promocja roli naukowca-rodzica oraz wdrażanie i doskonalenie rozwiązań sprzyjających jej realizacji. Jeżeli uczelnia chce dziś być rzeczywiście nowoczesnym miejscem pracy, musi dostrzec, że naukowcy są również rodzicami. Nie chodzi wyłącznie o kolejne uprawnienia, ale o zmianę kultury organizacyjnej akademii – takiej, w której rodzicielstwo nie jest przeszkodą w rozwoju naukowym, lecz naturalnym elementem życia wspólnoty akademickiej.
r.pr. Barbara Pietrzyk-Tobiasz
Artykuł powstał we współpracy z Kancelarią dla Nauki
Łączeniu kariery akademickiej z rodzicielstwem będzie poświęcony najbliższy webinar organizowany wspólnie przez FA i Kancelarię dla Nauki. Zastanowimy się, jak środowisko akademickie odpowiada dziś na potrzeby osób wychowujących dzieci oraz jakie rozwiązania mogą wspierać rozwój naukowy i zawodowy rodziców na uczelniach. Poruszymy kwestie organizacji pracy naukowej i dydaktycznej, dostępnych form wsparcia, a także wpływu rodzicielstwa na przebieg kariery akademickiej. Wspólnie przyjrzymy się dobrym praktykom oraz możliwym kierunkom zmian w politykach uczelni. Spotkanie będzie miało formułę otwartej dyskusji.
Do udziału zaprosiliśmy Monikę Mielnik-Kurek, doktorantkę w dyscyplinie nauk prawnych w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Opolskiego, członkinię Rady ds. Kobiet w Szkolnictwie Wyższym i Nauce oraz Zespołu ds. równości i przeciwdziałania zjawiskom niepożądanym w środowisku akademickim przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Pełniła funkcję pełnomocniczki ds. etyki akademickiej Krajowej Reprezentacji Doktorantów.
Spotkanie odbędzie się w czwartek, 21 maja, początek o godzinie 18:00.
Jeśli rzeczywiście Państwo uważacie, że temat "Czy kariera akademicka da się pogodzić z rodzicielstwem?" dotyczy zarówno macierzyństwa jak i ojcostwa, to jednak należało zaprosić również jakiegoś tatę.
:-)
W rzeczy samej
1) Bardzo ważny temat, ale w takich dyskusjach do zabrania głosu powinny być zapraszane także kobiety ze STEM. Staż zagraniczny roczny jest niemal obowiązkowy by iść dalej. To jest minimum rok za granicą, a wsparcia żadnego. Nawet bon/program językowy dla dzieci przed wyjazdem to byłaby duża pomoc. Nie mówiąc już by w konkursach przy planowaniu wyjazdu była opcja zwiększenia budżetu jeśli jedziesz z dzieckiem (przecież nie wynajmiesz pokoju w dzielonym M czy kawalerki pod miastem, bo ktoś musi zaprowadzać i odbierać to dziecko jeśli jesteś 8h w pracy), czyli szukasz mieszkania przy Uniwersytecie gdzie ceny są kolosalne (tak, wiem, że niektóre programy mają takie opcje)
2) problem, który realnie mnie dotknął to jako (single) doktorantka NIE MOGŁAM odliczyć ulgi na dziecko, bo mam stypendium (pomimo, że w przepisach jest, że jeśli podatek jest za niski to można ulgę odliczyć od składek ZUS, które przecież są opłacane…) to dziura w systemie i coś co szkodzi młodym mamom i jeszcze bardziej zachęca by sobie darować taką „pracę”.
3) pokój dla mam do odciągania mleka. Nigdy nie zapomnę tego upokorzenia w ogólnodostępnej toalecie na Uniwersytecie.
@Mama
Część z tych problemów, o których Pani pisze, można pewnie zakwalifikować jako "lokalne", ponieważ można się z nimi dosyć łatwo uporać i to robi się za granicą (np. wydzielony pokój dla mam w jakiejś instytucji naukowej).
A część jest międzynarodowa i trudno znaleźć rozwiązanie. Na przykład ten "problem dwóch ciał", czyli jeśli małżonek/małżonka ma również wyjechać, albo jak uporać się z opieką nad dziećmi na wyjeździe. Nie ma tutaj łatwych odpowiedzi. Każdy, kto wyjechał z rodziną, znalazł swoje własne rozwiązania tych trudności, rozwiązań systemowych nie było i nie ma.