Aktualności
Sprawy nauki
19 Marca
Fot. Krzysztof Żuczkiewicz
Opublikowano: 2026-03-19

Małymi krokami ku normalności

Nie ma żadnych sygnałów świadczących o wzroście jakości badań naukowych, jakości doktoratów i habilitacji, jakości kształcenia studentów. Najprostszy postulat: trzeba po prostu odwołać całą reformę Gowina. Ale nie można tego zrobić na drodze rewolucyjnej. Realistyczne jest jedynie stopniowe eliminowanie największych absurdów. Dotyczą one w szczególności praktyk publikacyjnych będących fundamentem procedur ewaluacyjnych i awansowych – pisze prof. Jacek Raciborski z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, założyciel i prezes Wydawnictwa Naukowego Scholar.

Lada moment dobiegnie końca druga ewaluacja jednostek naukowych w dyscyplinach. To centralna procedura reform Gowina. Wszystkie skutki tych zmian nie są jeszcze dobrze rozpoznane, ale wydaje się, że okazały się przeciwne do zamierzonych. Nie ma żadnych sygnałów świadczących o wzroście jakości badań naukowych, jakości doktoratów i habilitacji, jakości kształcenia studentów. A koszty reform ogromne. Tysiące pracowników administracji na polskich uczelniach zajmuje się wyłącznie różnego rodzaju procedurami ewaluacyjnymi: ocenami okresowymi pracowników, zbieraniem danych do parametryzacji jednostek naukowych, procedurami awansowymi, ocenami jakości kształcenia itp.

Rozrost uczelnianych administracji, ale też setki tysięcy godzin pracy poświęcanych przez naukowców na wypełnianie tabel, wzajemne ocenianie się, jałową sprawozdawczość i wieczne aplikowanie o wszystko generują w skali kraju koszty idące w setki milionów złotych. Nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe są zbyt małe – to oczywiste. Oczywistością jest jednak również ich trwonienie i to w dużej skali. Po prostu ekonomiczna katastrofa. Co więcej, to również katastrofa w kontekście jakościowym, o czym wspominał niedawno w wywiadzie dla „Forum Akademickiego” prof. Marek Konarzewski, prezes Polskiej Akademii Nauk:

Gdy patrzę, jak bardzo ewaluacja zrujnowała projakościowy sposób myślenia w polskiej nauce, jestem jak najgorszej myśli. Przerodziło się to w dramatyczną pogoń za punktacją, zalewem byle jakich prac produkowanych w czasopismach drapieżnych, udziałem naszych naukowców w papierniach… Toniemy!”

Najprostszy postulat wynikający z przedstawionej diagnozy brzmi: trzeba po prostu odwołać całą reformę Gowina. Tak, ale nie można tego zrobić na drodze rewolucyjnej, bo powstanie niewyobrażalny chaos. Realistyczne jest jedynie stopniowe eliminowanie największych absurdów. Dotyczą one w szczególności praktyk publikacyjnych będących fundamentem procedur ewaluacyjnych i awansowych. Wiele patologii w tym zakresie zostało naświetlonych i napiętnowanych w ostatnim czasie na łamach ,,Forum Akademickiego”. Mam tu na myśli artykuły dr. Bartosza Rydlińskiego, prof. Andrzeja W. Nowaka, Aleksandra Temkina.

Dorzucę do ich diagnoz, z którymi w większości się zgadzam, kilka uwag mających praktyczne znaczenie w kontekście zapowiedzianego nowego rozporządzenia ministra nauki, które określi reguły tworzenia odpowiednich wykazów czasopism i wydawnictw. Jego zarys przedstawiła minister Karolina Zioło-Pużuk. Docenić należy jej wysiłki na rzecz transparentności i uspołecznienia procesu konstruowania nowych regulacji.

Kwestia umiędzynarodowienia

Wydaje się, że kilka problemów znajdzie dobre rozwiązanie. Między innymi unieważniany jest dylemat publikować po angielsku czy po polsku. Kto jak chce. W projekcie zrywa się jedynie z karaniem humanistów za publikowanie po polsku. Droga do umiędzynarodowienia nie prowadzi przez publikowanie po angielsku byle czego i byle gdzie. Nawet w czasach, gdy bariery językowe były potężne, artykuły i książki polskich uczonych trafiały do międzynarodowego  obiegu, między innymi dzięki temu, że znajdowały znakomitych tłumaczy, posługujących się angielskim daleko lepszym, bardziej wyrafinowanym niż typowy dla międzynarodowych czasopism naukowych.

Kilka przykładów z bliskich mi dyscyplin. ,,Struktura klasowa w społecznej świadomości” Stanisława Ossowskiego stała się w latach sześćdziesiątych XX wieku jedną z kanonicznych książek światowej socjologii. ,,Główne nurty marksizmu” Leszka Kołakowskiego taką pozycję uzyskały w filozofii dekadę później, a również zostały napisane i opublikowane w pierwszym wydaniu po polsku. W kolejnej dekadzie sukces odnotował Jerzy Szacki publikując ,,Historię myśli socjologicznej”, też wydaną najpierw w języku polskim, a później w angielskim. I nadal, gdy idzie o monografie, sporo wybitnych prac ukazujących się początkowo po polsku trafia do renomowanych wydawnictw zagranicznych. Umiędzynarodowieniu dorobku w humanistyce i naukach społecznych nie musi więc przeszkadzać publikowanie w języku polskim. Te argumenty dorzucam do obszernego wywodu Aleksandra Temkina na temat nadmiernej anglicyzacji polskich nauk humanistycznych i społecznych.

Dobre zmiany w czasopismach

Kilka dobrych rozwiązań zapowiedziano w kwestii czasopism. Tu szczególnie cenny jest zamiar uwzględniania prestiżu czasopism, który oceniać mają komitety PAN. Ustanawia się też w miarę jasne kryteria wysokiej punktacji czasopism. Casus Czarnkowej hojności dla kilkunastu wybranych periodyków raczej nie będzie mógł się powtórzyć. Racjonalne jest uwzględnienie w punkcie wyjścia całej procedury punktowania beneficjentów programu „Wsparcie dla czasopism naukowych”, obok periodyków z baz Scopus i WoS. Wprawdzie nadal te bazy pozostaną sakralizowane, ale w nieco mniejszym stopniu niż to uczyniono za Gowina.

Skądinąd baza Scopus może być symbolem neokolonializmu w nauce. Oto fragment uzasadnienia odmowy włączenia do niej kierowanego przez mnie półrocznika ,,Studia Socjologiczno-Polityczne”: 1) „Artykuły publikowane w czasopiśmie są rzadko cytowane w renomowanych czasopismach indeksowanych w bazie Scopus”; 2) „Wiele dobrych międzynarodowych czasopism obejmuje już tę problematykę badawczą”.

Artykuły z mego czasopisma są rzadko cytowane przez czasopisma z bazy Scopus, bo czasopismo nie jest indeksowane w bazie Scopus. Błędne koło. I na nic, że na tych łamach publikowali Zygmunt Bauman, Adam Przeworski, Ilter Turan, John Higley, Jan Pakulski i wielu innych światowej rangi uczonych. Nieindeksowani w Scopusie, niecytowani w Scopusie. Drugi argument to już prawdziwa szczerość ze strony koncernu Elsevier. Należy go odczytywać: jesteście spóźnionymi przybyszami z peryferii, pozostańcie tam, gdzie jesteście, teren już zajęty. Na ten aspekt problemu czasopism zwrócił uwagę na łamach FA prof. Andrzej W. Nowak. Ministerstwo nie może pozostawać bierne wobec tego rodzaju praktyk zagranicznych koncernów wydawniczych. Nie, nie postuluję żadnych bezpośrednich interwencji. Trzeba po prostu umiejętnie zmieniać reguły gry, aby to te koncerny w trosce o swoje interesy wykazały większą troskę o kraje spoza ścisłego centrum kapitalistycznego świata.

Co z monografiami?

Kwestia czasopism jest trudna, ale sprawa punktacji wydawnictw to dopiero wyzwanie. Zrezygnować z niej nie można, bo podobnie jak w przypadku punktowania periodyków wymaga tego ustawa. Obecna sytuacja z wydawnictwami jest równie patologiczna: też krąży fałszywy pieniądz i to za sprawą list obu poziomów. Poziom drugi (200 punktów) obejmuje wiele renomowanych wydawnictw, głównie firmowanych przez amerykańskie uniwersytety, ale sporo też wydawnictw szerzej nieznanych, lokalnych bądź znanych tylko w pewnych obszarach nauki. Jak się ma Cambridge University Press do oficyny Intellect (Bristol), publikującej książki i czasopisma z jednej właściwie dziedziny (cultural studies)? A oba to 200-punktowe wydawnictwa. Ich porównanie ujawnia zasadniczą wadę obecnych list. Zarówno w przypadku pierwszego, jak i drugiego poziomu obok siebie występują słonie i mrówki. Aby te dysproporcje nieco zrównoważyć, projektuje się teraz trzy listy. Dobrym pomysłem jest wprowadzenie pomiędzy poziomem 80 a 200 punktów listy wydawnictw 140-punktowych. To nieco złagodzi problem.

Ale dalej obok dużych wydawnictw publikujących rocznie kilkadziesiąt monografii znajdą się wydawnictwa, w których ukazuje się ledwie kilka tytułów. Nie znajduję nigdzie propozycji weryfikowalnych kryteriów kwalifikowania na każdy z poziomów. Przypuszczalnie wszystkie wydawnictwa zadeklarują, że publikowane monografie są recenzowane i przestrzegają standardów COPE. Mało tego, każde może oświadczyć, że ma zasięg międzynarodowy, bo umieszcza książki w Internecie i ma w ofercie jakieś tytuły w języku angielskim. Zadanie skonstruowania trzech list w tych warunkach niesie ogromne ryzyko wszelkiego rodzaju, w tym prawne, polityczne, ale przede wszystkim ryzyko całkowitego odrzucenia tej reformy przez środowisko.

Ryzyka te można istotnie ograniczyć, rozszerzając procedury przewidziane dla rangowania periodyków. Przede wszystkim, wydawnictwa też powinny być podporządkowane dyscyplinom (przynajmniej dziedzinom) i zaopiniowane przez odpowiadające tym dyscyplinom/dziedzinom komitety PAN. Wobec wydawnictw też należy przeprowadzić analizy bibliometryczne. Konkretne wydawnictwo bardzo silne w naukach społecznych mogłoby mieć 200 punktów, ale już w naukach humanistycznych – 140 punktów, w naukach medycznych – 80 punktów, a w naukach matematycznych i informatycznych w ogóle nie znajdować się w wykazie. Zdaję sobie sprawę, że postulat ten ma póki co niewielkie szanse na realizację, tym niemniej powinien pozostawać na horyzoncie jako możliwy do podjęcia, gdy projektowane rozwiązania okażą swoją dysfunkcjonalność.

A może mała reforma?

Skoro  niemożliwa jest duża reforma wykazów wydawnictw, dokonajmy reformy małej, która chociaż trochę poprawi sytuację. Winna się ona zacząć od ustalenia listy dwudziestu absolutnie topowych, wielodziedzinowych wydawnictw o światowym zasięgu i renomie. Lista, którą zapewne otworzyłoby Cambridge University Press, miałaby funkcję wzorca. To byłby poziom pierwszy. Nie sądzę, aby mogły do tej puli wejść jakieś polskie wydawnictwa. Krajowe renomowane wydawnictwa, które wydają rocznie kilkadziesiąt monografii z różnych dyscyplin, przestrzegają procedur recenzyjnych, a ich książki są cytowane i nagradzane, tworzyłyby drugi poziom z punktacją 140 pkt.  Oceniam, że takich wydawnictw jest w Polsce nie więcej niż dwieście. Do tej grupy zaliczyłyby się zapewne wydawnictwa wszystkich polskich publicznych uniwersytetów i część prywatnych. Dodać by też trzeba wydawnictwa zagraniczne, zwłaszcza takie jak Routledge, Surkamp, Praeger, Brill, które publikują sporo polskich autorów (to może być jedno z kryteriów kwalifikowania na listę wydawnictw zagranicznych).

Pozostałe wydawnictwa, obecne dotychczas z przypisanymi 80 punktami, powinny przede wszystkim potwierdzić swoje istnienie. Wiele z nich już bowiem nie działa, albo publikują jedynie incydentalnie. Kryterium dla tej grupy powinno być publikowanie co najmniej kilkunastu recenzowanych monografii rocznie w ciągu kilku ostatnich lat. Biblioteka Narodowa może łatwo przeprowadzić taki test. Ta lista musi pozostawać otwarta dla nowych wydawnictw i należy ją aktualizować przynajmniej co dwa lata. W ramach małej reformy dopuścić też trzeba możliwość ubiegania się o 80 punktów za monografię wydaną w wydawnictwie spoza wykazu lub nakładem własnym autora. Przechodziłaby ona wówczas po prostu ocenę ekspercką.

W normalnych warunkach wiele bym nie dał za proponowaną tu małą reformę wykazu wydawnictw. Ale czasy normalne nie są. Zła ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce wciąż obowiązuje i nie ma większej nadziei na jej radykalną zmianę. Trzeba więc się starać racjonalizować procedury ewaluacyjne, choćby małymi krokami.

Jacek Raciborski

Dyskusja (137 komentarzy)
  • ~Nina 26.03.2026 08:40

    "Celem projektu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza” jest zwiększenie międzynarodowej rozpoznawalności uczelni oraz przekształcenie jej w nowoczesny europejski uniwersytet, który w perspektywie najbliższych lat stanie się atrakcyjnym miejscem studiowania i pracy, porównywalnym z renomowanymi ośrodkami akademickimi Europy Zachodniej. Środki na realizację programu pochodzą głównie z dotacji celowej Ministerstwa Edukacji i Nauki."
    W praktyce jednak sposób redystrybucji tych środków ujawnił szereg patologicznych mechanizmów – ograniczono finansowanie młodych badaczy i doktorantów, którzy realnie angażowali się w działalność naukową i dydaktyczną, natomiast preferencyjnie wspierano wąskie grupy interesów, często powiązane towarzysko lub instytucjonalnie, co w środowisku określano metaforycznie jako „przekazywanie środków królikowi i jego przyjaciołom”.

    Ocena końcowa programu IDUB z 2026 roku wskazuje na szereg niekorzystnych zjawisk, takich jak obniżenie jakości publikacji naukowych, wzrost liczby tekstów o niskiej wartości merytorycznej publikowanych w czasopismach komercyjnych, spadek jakości kształcenia oraz obniżenie prestiżu uczelni.

    W obecnych warunkach istnieje ryzyko, że kolejne inicjatywy podejmowane w tym środowisku mogą pogłębiać proces degradacji jakości badań i dydaktyki. Aby efektywnie wykorzystać pozostały potencjał instytucjonalny, zasadne wydaje się rozważenie wprowadzenia zarządu menedżerskiego niezwiązanego bezpośrednio z systemem finansowania badań ze środków budżetu państwa. Zarządzanie to powinno koncentrować się na finansowaniu działalności statutowej i wspieraniu projektów badawczych, które w przewidywalnym horyzoncie czasowym mogą przynieść wymierne korzyści publiczne.

    Pozostałe badania, o ile rzeczywiście reprezentują wysoki poziom naukowy deklarowany przez ich autorów, powinny być w stanie konkurować o finansowanie w ramach grantów pozabudżetowych, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych.

  • ~Tadeusz B. Hadaś 24.03.2026 18:47

    HABILITACJA NA AGRAFKĘ: kiedy „spinacz” nie wystarcza, by udawać naukę

    Podzielam diagnozę Pana Profesora Jacka Raciborskiego – w polskiej nauce nie widać sygnałów wzrostu jakości, bowiem system ten leci na łeb, tudzież na szyję. Lektura dokumentacji postępowań, dostępnej online, to dziś zajęcie dla ludzi o mocnych nerwach.

    O ile doktoraty jeszcze jakoś starają się trzymać poziom dzięki kontroli promotora, o tyle habilitacje oparte na „cyklach publikacji” to już klasyczna „jazda bez spinacza”. Zamiast spójnego dorobku otrzymujemy jakąś zbieraninę tekstów od Sasa do lasa, metodologię na manowcach i wyniki z „mchu i paproci”. Brak rzetelnych hipotez i falsyfikacji sprawia, że to raczej paraliteratura spięta biurokratyczną „agrafką” autoreferatu.

    Mechanizm tej fikcji jest prosty: jeśli redakcja punktowanego czasopisma wypuści w świat dowolne bzdury autora, to skrót tych fantasmagorii ląduje w autoreferacie, podlany sosem hurraoptymistycznej autopromocji. Na końcu pojawiają się recenzenci, którzy zazwyczaj jedynie zerkają na teksty, ale programowo ich nie oceniają. Ich opinie to kompilacje autoreferatu – przepisują zachwyty autora nad samym sobą jako dowody, że polska nauka zyskała kolejnego „przyszłego noblistę”.

    Nad wszystkim „czuwa” Rada Doskonałości Naukowej, która z urzędową powagą udaje, że pilnuje standardów, dbając jedynie o to, by tryby maszyny do produkcji punktów kręciły się bez zgrzytów. To jedno wielkie bagno, w którym biurokratyczna forma zżarła kwasami humusowymi merytoryczną treść. Kolejne „reformy”, od czasów minister Barbary Kudryckiej, zamiast ratować naukę, spychają ją w coraz głębszą otchłań.

    • ~Alek Rachwald 28.03.2026 18:05

      Nie bardzo rozumiem, dlaczego adresatem tej pretensji nie są redakcje czasopism naukowych, które zdaniem kolegi wypuszczają w świat dowolne bzdury. I jak to możliwe, że doktoraty, bronione w oparciu o takie same bzdury publikowane w tych samych czasopismach, nie podlegają tej krytyce, przeciwnie, "starają się trzymać poziom"?
      A może to tylko specyfika jakiejś naukowej dziedziny?

  • ~Anonim 23.03.2026 14:35

    Jaki macie problem przeliczyć IF na punkty? Np. IF 0.1 do 1 - 20 pkt, 1.01 do 2.5 - 80 pkt, 2.51 do 8 - 140 pkt, 8.01 do powyżej -200 pkt. I TO JEST TAKIE TRUDNE DLA MINISTERSTWA?

    • ~Marcin Przewloka 24.03.2026 12:56

      @Anonim

      No rzeczywiście, niby można by było tak właśnie to przeliczyć. W pewnym sensie IFs są jakimś niezależnym wskaźnikiem.
      Ale tutaj też pojawiają się problemy.
      Nie zawsze wielkość IF świadczy bezpośrednio o tym, które pismo jest lepsze. Są gigantyczne różnice w wartościach IF pomiędzy rożnymi dziedzinami. Jak również, opublikowanie artykułu w Cell (IF 42) to jednak zupełnie co innego, niż opublikowanie artykułu w Protein & Cell (IF 12.8), tak więc tutaj szufladkowanie, które Pan proponuje byłoby dosyć mylące.
      Nic nie jest proste…

      • ~MB 24.03.2026 13:34

        A to dlatego, że IF nie jest unormowany.

        Co więcej: o ile norma jest tutaj oczywista, to jej zastosowanie problematyczne. (Chociażby ze względu na możliwy niezerowy odstęp pomiędzy policzeniem cytowań dla różnych czasopism.)

    • ~MB 24.03.2026 09:22

      A no taki, że IF nie jest miarą unormowaną.

      • ~Anonim 24.03.2026 10:44

        Do MB: IF - to liczba cytowań w danym roku wszystkich publikacji z dwóch poprzednich lat, podzielona jest przez całkowitą liczbę artykułów opublikowanych w tym czasie...
        Jeżeli nie ustandaryzujemy listy czasopism punktowanych według jakiejś miary, to bałagan będzie zawsze. Gdy w niektórych dziedzinach nie ma wybitnie wysokiej liczby cytowań, to można te same punkty przypisać do IF w pomniejszeniu razy wybraną stałą. Tylko tyle i aż tyle. Naprawdę, byle kto, potrafiłby zrobić plik w excelu, żeby to przeliczyć i zaprowadzić porządek. Niestety, jest dokładnie tak, jak napisał profesor PAN... TO JEST PRALNIA KASY. ZAPŁACIĆ SPECJALISTOM, KTÓRZY ODPOWIEDNIO PRZYPORZĄDKUJĄ PUNKTY DLA ZAPRZYJAŹNIONYCH PISEMEK. A TY - PODATNIKU, PŁAĆ I PŁACZ! A TY - NAUKOWCU - BUJAJ SIĘ Z TYM BAJZLEM!

        • ~MB 24.03.2026 13:35

          Nie można wystandaryzować czegoś względem miary, która _nie jest_ unormowana => to elementarz algebry liniowej/statystyki/etc.

          • ~Anonim 24.03.2026 14:54

            Do MB:
            Definicja IF została napisana powyżej. Co w niej niejasnego? Jeżeli nie jest unormowany prawnie, to należy to zrobić. Ale wówczas zamknięta zostanie droga do wielu krętactw...

            • ~MB 24.03.2026 18:04

              Najprostsze jakie znalazłem: https://pl.wikipedia.org/wiki/Przestrze%C5%84_unormowana

              • ~Fiidelio 24.03.2026 22:08

                Szanowny panie. W tym momencie pan trochę jednak skusił.
                Przestrzeń unormowana to zupełnie co innego niż miara unormowana. Przestrzeń unormowana to po prostu przestrzeń wyposażona w normę. Natomiast miara (borelowska) unormowana to taka, która na "całym zbiorze" przyjmuje wartość jeden; względnie - w statystyce - miara statystyczna unormowana to po prostu statystyka o określonym obrazie (np. [0,1]). Więc to odesłanie jest jak kulą w płot. Dodam, że gdyby więcej używał pan języka angielskiego w pracy naukowej, jak pan to sam postuluje, toby się pan nie pomylił, gdyż po angielsku słowo "unormowana" różnie się w obu przypadkach tłumaczy: "normed space" oraz "normalized measure". W mojej opinii posługuje się pan obiektami matematycznymi z dezynwolturą godną humanisty, i to kiepskiego, bo ci lepsi są precyzyjni i kontrolują, o czym mówią.

                • ~Anonim 26.03.2026 11:48

                  Popieram, dlatego już nie komentuję osoby MB.

    • ~Profesor PAN 23.03.2026 14:55

      Nie rozumie pan, nie byłoby efektu. Wie pan co robi ten wykaz czasopism punktowanych? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest wykaz czasopism punktowanych na skalę naszych możliwości. Pan wie, co my robimy tym wykazem czasopism punktowanych? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest społeczny wykaz czasopism punktowanych, w oparciu o sześć instytucji i komitety PAN, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi? Protokół zniszczenia. Zapamiętaj pan: Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach.

      • ~Anonim 23.03.2026 15:01

        Piękne! Pozdrawiam. :)

        • ~ZM 23.03.2026 15:49

          A co z MDPI? To w końcu jest dobre czy nie?

          PS. Wg mnie, cała nauka (nie tylko w Polsce) wpadła w pułapkę prostych rozwiązań. Tzn. proste rozwiązania mają to do siebie, że można je jeszcze prościej ograć.

          • ~Anonim 24.03.2026 11:09

            MDPI rozwiązało problemy innych czasopism. Szybka recenzja, szybka publikacja. Niektóre z tych czasopism są naprawdę dobre. W niczym nie ustępują Scientific Reports... Ale to chyba wiemy? Różnica jest taka, że w tym drugim trzeba zapłacić horrendalne kwoty za publikacje, plus czekać trzy miesiące. Dodatkowo, moje prace w MDPI zostały opublikowane ZA DARMO. Ludzie mnie czytają, cytują, wiecznie dostaję zaproszenia ze zniżką 100%.

  • ~Marcin Przewloka 22.03.2026 17:53

    Przeczytałem niedawno tekst o nauce polskiej, i z niego zacytuje ten oto fragment:

    "Największą przeszkodą w reformie polskiej nauki będą nie czynniki zewnętrzne – politycy, ograniczenia budżetowe, priorytety państwa – tylko instytucjonalnie zabetonowane, patogenne mechanizmy funkcjonowania polskiego środowiska naukowego."

    Wiele z tego, co czytam tutaj na FA, wydaje się potwierdzać to stwierdzenie.

    • ~ZM 23.03.2026 09:57

      @~Marcin Przewloka

      A co to był za wspaniały tekst? Tak wybranie jednego zdania może być mylące. W rozważaniach "o nauce, gospodarce itp." najpierw ustala się tezę główną, a poszczególne zdania dodaje się później. Tak trochę jakby na odwrót niż przy prowadzeniu badań naukowych.

      • ~Marcin Przewloka 23.03.2026 10:47

        @ZM

        Zdanie rzeczywiście "wyrwane" z artykułu, jednak dobrze opisuje tę obserwację, którą się podzieliłem.
        Dobrze ona zresztą rezonuje z wywiadem z panem Konarzewskim (FA, 09.03.26), który mówił tak:
        "Nie chcę uciekać od problemu, możemy próbować rozwiązać go w obrębie Akademii, ale nie uzdrowimy w ten sposób całego systemu. Jestem przekonany, że jako środowisko umościliśmy się w nim, dopasowaliśmy i czujemy się bardzo dobrze, bo doskonale poznaliśmy mechanizmy obchodzenia reguł. Boję się, że niezwykle trudno będzie to naprawić."
        Właśnie to "umoszczenie się" i w związku z tym chęć pozostania w systemie patologicznym miałem na myśli.

        Zgodnie z prośbą, podaje źródło; cytat zaczerpnąłem z tego artykułu:
        https://zero.pl/news/reforma-nauki-dlaczego-zadna-reforma-sie-w-polsce-nie-uda

        • ~ZM 23.03.2026 11:19

          Oj, proszę Pana, to jest tekst o potrzebie zniesienia habilitacji i profesury i wszelkie zdania w tym tekście są po to, aby to k... udowodnić z przytupem. A to było już wałkowane jakieś dwadzieścia lat temu. I kto się sprzeciwiał? Wielkie autorytety z okolic GW (ponoć liberałowie). Ostatecznie procedurę trochę uproszczono.


          • ~Marcin Przewloka 23.03.2026 12:04

            @ZM

            Tekst jest głównie o tytułomanii, rzeczywiście. Ale wskazuje właśnie na źródło problemu tkwiące w samym środowisku naukowym, nie na zewnątrz, podobnie jak w zacytowanym tekście wypowiedzianym przez prezesa PAN.
            Niestety, ale widzę ten trend również w wielu artykułach i komentarzach na FA. To nie wróży dobrze wysiłkom nakierowanym na zbliżenie nauki polskiej przynajmniej do tych "lepszych" krajów europejskich.

            • ~ZM 23.03.2026 16:32

              @Marcin Przewloka

              Sedno problemu tkwi w tym, że polska gospodarka rozwija się bardzo dobrze bez jakiegokolwiek udziału polskiej nauki. To jest naprawdę dziwne i sam kiedyś myślałem, że to jest niemożliwe. Ale jeśli mówimy tylko o gonieniu krajów zamożniejszych z Europy, to poziom powiedzmy 80% można w ten sposób osiągnąć (mówimy np. o Niemczech). Czyli przez najbliższe 5-10 lat wyniki polskich badań naukowych będą jednak niepotrzebne i z tym trzeba się pogodzić.

              Ale jeśli ktoś zostaje np. Prezesem PANu, to on jednak powinien mieć jakąś koncepcję poprawienia stanu rzeczy, a nie wypłakiwać się po kątach, że on nic nie może zrobić, bo środowisko jest "be". Można czegoś nie potrafić, ale jednak wówczas nie należy się pchać na ważne stanowiska, bo tutaj taryfy ulgowej być nie może.

              • ~Marcin Przewloka 23.03.2026 21:52

                @ZM

                Bez własnej dobrze rozwiniętej nauki nie będzie w Polsce innowacji, które pozwoliłby być technologicznie zaawansowanym, niezależnym krajem. Będziemy tylko odtwórcami na łasce innych i to w dodatku w każdej dziedzinie.

                Zaś wracając do tematu, być może można oczekiwać od prezesa PAN więcej, lub też można więcej nie oczekiwać, ale wydaje mi się że jego diagnoza jest jak najbardziej słuszna.

                • ~ZM 24.03.2026 07:42

                  @Marcin Przewloka

                  Witam Pana, nie do końca tak jest jak Pan napisał: "Bez własnej dobrze rozwiniętej nauki nie będzie w Polsce innowacji, które pozwoliłby być technologicznie zaawansowanym, niezależnym krajem.".

                  Otóż, przez ostatnie powiedzmy 35 lat, Polska dokonała ogromnego skoku cywilizacyjnego, bez udziału polskiej nauki, technologii itp. Osiągnęliśmy poziom życia, który nie jest znacząco niższy od tego w Japonii (przy uwzględnieniu różnicy w kosztach życia). No i jesteśmy 20tą gospodarką na świecie. Czyli osiągnięto realny duży postęp, a naukowcy ciągle coś tam marudzą, że bez ich innowacji nie byłoby postępu. Efektywnie, w tych konkretnych naszych warunkach, diagnoza naukowców okazuje się nietrafna. To ma spore konsekwencje, gdyż sprowadza całe środowisko do roli takich "niegroźnych" dziwaków, odklejonych od realnych problemów, Czyli polskich naukowców można posłuchać, ale niekoniecznie należy brać na serio.

                  PS. Dodam, że też kiedyś uważałem, że ta opinia, która Pan wygłosił jest słuszna. Ale życie potrafi zaskakiwać. Pozdrawiam

                  • ~Marcin Przewloka 24.03.2026 12:36

                    @ZM

                    Obawiam się, ze w pewnym momencie przy braku rozwoju nauki i myśli technologicznej nikt w Polsce nie będzie w stanie nawet zrozumieć, jak działają urządzenia, które kupujemy. To znaczy będziemy w całości zależni od obcych korporacji i firm, które będą narzucać Polsce dokładnie wszystko. Myślę, że teoretycznie jest to rozwiązanie, które można zaakceptować, ale po pierwsze, nie każdego będzie na to stać, a po drugie, nie jestem pewien, czy Polacy chcą występować w postaci kraju, którego mieszkańcy się cieszą, bo ktoś im przywiózł "perkal i paciorki".

                    Arabia Saudyjska, którą stać na takie podejście, jednak w ostatnich latach z jakiegoś powodu zmieniła strategię i zaczęła bardzo mocno inwestować w naukę. Przykładem niech będzie KAUST. Dlaczego to robią? Wydaje mi się, iż być może obawiają się, że kiedy ropa przestanie się liczyć, albo się skończy, ich kraj może zostać tylko z piachem i wielbłądami, a nie chcą, żeby tak się wydarzyło.

                    Tak więc ma Pan racje, na pierwszy rzut oka wydaje się, że być może nauka nie jest nam do niczego potrzebna, ale odpowiedz na pytanie, czy jest to właściwe podejście tkwi w odpowiedzi na pytanie, "jaką Polskę chcielibyśmy widzieć za lat 50 i 150 od dzisiaj?".
                    Po co na przykład taka Dania albo Szwajcaria inwestują w naukę? No proszę powiedzieć.

                    • ~ZM 24.03.2026 17:59

                      Wg mnie takimi argumentami nie przekona Pan ministra finansów z dowolnej partii politycznej. Ale proszę próbować. Mogę nawet dobrodusznie trzymać kciuki za Pana.

                      • ~Marcin Przewloka 24.03.2026 21:02

                        @ZM

                        Sęk w tym, że to są sprawy dosyć oczywiste. Nikt nie powinien tutaj nikogo do niczego przekonywać. Ja sam też nie zamierzam tego robić. Ale dziękuję za dobroduszność.
                        :-)

                    • ~Marcin Przewloka 24.03.2026 14:13

                      I dodam jeszcze z wywiadu z panią Aleksandrą Przegalińską, z Rzeczpospolitej:

                      "Tania i dobrze wykwalifikowana siła robocza już nas nie poniesie i, jeśli nie odnajdziemy nowych motorów wzrostu, czeka nas dryf. W obecnym konfundującym, potężnym świecie nowych sojuszy technologicznych i geopolitycznych, to bardzo niebezpieczne."

                  • ~Hubert Wojtasek 24.03.2026 10:21

                    Zastanawiam się kto wykształcił tych wszystkich użytkowników tych technologii - chociażby inżynierów, informatyków, lekarzy czy przedsiębiorców. Zapewne sami się nauczyli z internetu. Wszak internet pojawił się wkrótce po naszej transformacji ustrojowej. To zapewne nie przypadkowa zbieżność.

                    • ~ZM 24.03.2026 18:09

                      Wspieranie dydaktyki na uczelniach, to nie to samo co wspieranie badań naukowych jako takich. To drugie, w ujęciu finansowym, to inny rząd wielkości.

    • ~Przemo 22.03.2026 22:55

      Kiedy system sprzyja patologicznym mechanizmom, te rozwijają się.

      • ~Marcin Przewloka 23.03.2026 10:27

        @Przemo

        Tak, to prawda. Co gorsza, jeśli ta patologia trwa bardzo długo, staje się "normalnością", i wtedy dramatycznie trudno jest ją wykorzenić.

        • ~Przemo 23.03.2026 15:42

          Nie ma innej możliwości, jak cierpliwie, krok po kroku, wykorzeniać poszczególne jej elementy. Wiem, że da się to robić, ale sporo czasu trzeba poświęcić. Potem ludzie się cieszą, a potem niektórzy próbują jednak wrócić do starego albo popsuć coś innego...

    • ~Kleon z Miletu 22.03.2026 18:38

      W naukach technicznych jest to szczególnie widoczne: żadna firma nie zatrudni osoby, która nie posiada praktycznych umiejętności i ogranicza się jedynie do prezentowania skomplikowanych, lecz nieprzydatnych wyprowadzeń "zobaczcie, jaki jestem wielki, ponieważ nauczyłem się pokrętnego wyprowadzenia". Tego typu podejście, polegające na budowaniu autorytetu poprzez zawiłość, nie przekłada się na realną zdolność wyjaśniania podstaw ani zastosowania teorii w praktyce.
      W efekcie pojawia się pytanie, jak taka osoba miałaby odnaleźć się w środowisku zawodowym i na czym opierać swoją karierę. Zachodnie modele edukacji technicznej kładą nacisk na coś zupełnie innego: na pokazanie, że dane zagadnienie można zrozumieć i zastosować w sposób prosty, przejrzysty i efektywny. To właśnie takie podejście sprzyja rozwojowi technologicznemu. Co taki biedak zrobi, gdzie się podzieje, z czego będzie żył, będzie bronił mechanizmu funkcjonowania środowiska do ostatniego tchu ?

      • ~Profesor PAN 22.03.2026 21:29

        Nie ma proszę pana czegoś takiego jak Zachód podobnie jak nie ma języka o nazwie 'obcy.' W każdym kraju jest inaczej. W takiej Francji (która i owszem jest na zachód od Polski) na przykład edukacja techniczna na tzw. Grandes Écoles składa się głównie z matematyki. Argumentują w ten sposób, że każda wiedza szczegółowa zdezaktualizuje się, zanim student skończy szkołę, więc należy uczyć podstaw.

        • ~PANU Profesor 22.03.2026 22:36

          Starym kuglarskim zwyczajem bzdury PAN Profesor prawisz, być może studenci na takie kuglarstwo dają się nabierać, nie nawiązujesz do meritum, starasz się wmówić coś, co jest wyjątkiem nie regułą, aby usprawiedliwić swój status.

          • ~Alek Rachwald 23.03.2026 15:36

            To w końcu jak jest z tym kształceniem technicznym we Francji? Bez kuglarskiego zwyczaju?

            • ~Profesor PAN 23.03.2026 16:37

              Tak jak opisałem, trochę współpracowałem z École Polytechnique i temat znam. Kolega troll miał tylko potrzebę się na kogoś wyrzygać, więc jego wpis jest pozbawiony treści merytorycznych, demonstruje jedynie stan duszyczki nosiciela.

              • ~PANU Profesor 23.03.2026 21:09

                „Twierdzenie, że ziemia jest płaska, wydaje się wynikać z bardzo ograniczonej perspektywy — być może opartej na osobistych doświadczeniach, takich jak podróże do Francji, które dla niektórych mogą stanowić symboliczny ‘kraniec świata’. W realiach współczesnej nauki i globalnej technologii takie uproszczenia nie znajdują uzasadnienia.
                Jeżeli osoby o podobnym podejściu kształtują dyskurs naukowy w Polsce, trudno się dziwić, że jego poziom bywa krytykowany za kuglarstwo. Zamiast rzeczowej argumentacji pojawia się retoryka, która nie wnosi merytorycznej wartości i szybko traci na znaczeniu.

    • ~Hubert Wojtasek 22.03.2026 18:37

      Dlatego jedynym sposobem na reformę polskiej nauki mogą być właśnie "czynniki zewnętrzne" - pisałem już o tym kilkukrotnie - świadomy, odważny i zdeterminowany minister nauki.

      • ~Maciek 22.03.2026 20:33

        Panie Hubercie,

        Taki minister nauki szybko stałby się bankrutem politycznym.

        • ~Hubert Wojtasek 23.03.2026 16:28

          Panie Maćku,
          Oglądałem wczoraj z dziećmi Zwierzogród 2. Szczwany lis Nick Bajer mówi w pewnym momencie do swojej naiwnej partnerki Judy Hops, że za naprawianie świata nie warto umierać. Tam ta śmierć mogła być prawdziwa, nie polityczna, bo mogły ich rozszarpać rysie. U nas politycy uważają tak samo, choć ich śmierć może być co najwyżej polityczna, a nie prawdziwa. Dlatego mamy państwo papierowe, nie tylko w obszarze nauki. Smutne. Zastanawiam się co musiałoby się wydarzyć, żeby coś się zmieniło. I jedyne co przychodzi mi do głowy to postać Winstona Churchilla z filmu Darkest Hour.

          • ~Maciek 23.03.2026 21:17

            Panie Hubercie,

            To wszystko prawda. Może jest to tym bardziej smutne, że III RP istnieje już 36 lat, gdzie w międzyczasie mieliśmy się wzorować na Japonii, Korei Południowej, Irlandii, Izraelu itd. Sam nie wiem, czy potrafimy zbudować przyjazne, poważne i aktywne państwo? Jak na razie jest to państwo na niby z przymrużeniem oka.

        • ~Alek Rachwald 23.03.2026 15:38

          Jeśli minister przyjmuje tekę nauki, żeby zrobić polityczną karierę, to jest to znak, ze się nie nadaje na to stanowisko. I tyle.

          • ~Maciek 23.03.2026 21:06

            @ Alek Rachwald,

            Zgoda. Tylko w III RP każdy minister pragnie zrobić polityczną karierę, a to oznacza zręczne manewrowanie, aby przypadkiem nie wygenerować potencjalnego konfliktu, który odbiłby się na wizerunku rządu. Dlatego Polska to taki kraj trochę na niby z wielką improwizacją i grą pozorów w tle.

      • ~Marcin Przewloka 22.03.2026 19:54

        @Hubert Wojtasek

        Taki minister musi naprawdę dobrze rozumieć co to jest nauka i jak ona jest budowana w skali międzynarodowej. Powinien móc przeciwstawić się środowisku naukowemu, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale przede wszystkim powinien mieć wsparcie premiera, któremu/której również bardzo zależałoby na tych zmianach. To muszą być przecież również głębokie zmiany finansowe.
        Inaczej nic z tego nie wyjdzie, tak jak nie wychodziło przez dziesięciolecia i nie wychodzi również teraz.
        Nie sądzę też, że taka reforma udałaby się bez porozumienia międzypartyjnego. Zmiana kierunku co 4 lata nie pozwala niczego naprawić. To jest zadanie na przynajmniej jedno pokolenie.

        • ~Hubert Wojtasek 23.03.2026 10:00

          "Nie sądzę też, że taka reforma udałaby się bez porozumienia międzypartyjnego. Zmiana kierunku co 4 lata nie pozwala niczego naprawić."
          CBDO 😟

  • ~M 22.03.2026 09:31

    Nie zgadzam się z „powolną ewolucją”. Nauka w Polsce wymaga pilnej, zdecydowanej reformy oraz realnego, znaczącego zwiększenia finansowania. Bez tego będziemy dalej tkwić w stagnacji, tracąc potencjał ludzi, innowacje i szanse rozwojowe.
    Środki przeznaczane na naukę nie są kosztem, lecz fundamentem nowoczesnego państwa. To inwestycja w przyszłość, konkurencyjność gospodarki i bezpieczeństwo technologiczne. Każdy rok opóźnień to realna strata, której nie da się łatwo nadrobić.
    Czas na konkretne działania, nie deklaracje polityków!

    • ~Maciek 22.03.2026 12:50

      @ M,

      To czego faktycznie potrzebuje polska nauka, to realne zwiększenie finansowania. Problem polega jednak na tym, że krajowa klasa polityczna tego nie rozumie, i buja w obłokach. Natomiast reform sektora nauki po 1989 r. było bez liku. Nie można reformować jakiegokolwiek sektora bez wzrostu nakładów. Po 36 latach dyzmokracji nad Wisłą, to nadal jest niepojęte dla krajowych polityków, czyli demokratycznie wybranych przypadkowych ludzi. Czas działa na naszą niekorzyść.

    • ~dr-On 22.03.2026 12:08

      Obecna sytuacja jest na rękę wielu ludziom ze świata akademickiego. A jest ona spowodowana m.in. tym, że
      jak już napisałem, towarzystwo amatorów uprawiania nauki poprzez pisaninę o-siamtym-i-owamtym, czyli o-czymkolwiek-da-się-coś-napisać, trzyma się w Polsce naprawdę mocno. Mają duże wpływy. Na etaty i granty dla nich idą bardzo duże pieniądze, m.in. publiczne.
      Prosperują nieźle "dzięki" niechęci niemałego odsetka Iksińskich (lub nawet ich większości), do dziedzin ścisłych i przyrodniczych, czy też "dzięki" przekonaniu tychże Iksińskich, że badania w tych dziedzinach, to tylka taka ciekawostka, "owszem, ładne to, ciekawe, ale w sumie nie aż tak potrzebne". Przeciętni Iksińscy NIE ROZUMIEJĄ, CZYM jest, a CZYM NIE jest nauka (tzn. badania naukowe), jako taka. Ale z podziwem będą się patrzeć na tych, co dostaną Nobla, i niejeden Iksiński wtedy westchnie: "Eeech, a ci nasi naukowcy, to cóż... znowu Nobla nie dostali.".
      DRUGA SKŁADOWA problemu (SPRZĘŻONA z tamtą), to fakt, że etat na uczelni ma się głównie dzięki odpowiedniej ilości godzin zajęć dydaktycznych, a te są TYLKO WTEDY, gdy jest odpowiednia liczba studentów, no i rzecz jasna, odpowiedni plan studiów, gdzie te zajęcia można byłoby prowadzić. TU JEST jeden z tych przysłowiowych "psów pogrzebanych": mamy tu takie "pospolite ruszenie" tzn. polskie wojsko w średniowieczu opierało się na pospolitym ruszeniu - ile się zebrało chłopa do walki, tyle szło, podobnie większość etatów akademickich na uczelni opiera się na takim "pospolitym ruszeniu studentów" - ilość chętnych do studiowania na danym kierunku, na którym będą zajęcia z przedmiotu X., będzie stanowiła o tym, czy takie zajęcia będzie się tam prowadzić.
      A PONAD TYM WSZYSTKIM jest ten piękny świat, gdzie prezydent wręcza dyplomy profesorskie, panie i panowie profesorowie uśmiechnięci z wypisanym na twarzy zdaniem "Tak, to MY jesteśmy nauką polską. O, proszę, TO MY." Są też te promocje habilitacyjne i te grona tych szczęśliwców, jeszcze niedawno dr-ów, a teraz wydźwigniętych na szczebel wyżej, już są w tej "kaście" samodzielnych. I są jeszcze ci, którzy dostaną Nagrodę Fundacji Nauki Polskiej, czy inne wyróżnienie. Oczywiście, gdyby ich nikt nie poparł, nie wysunął kandydatury, to byliby w tej reszcie, co tam, że mieliby jakieś ważne wyniki, to się NIE liczy.
      A ta reszta, to rzesza tych, co zasuwają za przysłowiową "miskę ryżu", czasem im coś kapnie z jaśnie pańskiego stołu, czasem niektórzy się habilitują, ale wielu odskakuje ze skowytem, kopnięci w zadek przez Komisje Habilitacyjne złożone habilitowanych jaśnie panów. Wielu nie ma nawet ODWAGI zbliżyć się do tego "stołu", bo wiedzą, że ich szanse są raczej zerowe, więc prosperują często na etatach dydaktycznych. NIEWAŻNE, że mają zdolności i wiedzę, to g...o znaczy dla systemu: jesteś, to zasuwaj, a jak nie, to wynocha. Jeszcze uważaj, bo studenci mogą być "wdzięczni"..., a tak, oni przecież mają swoje prawa, o tak...

      I od czasu do czasu jakiś minister, czy prof. dr hab. wygłasza swoje mądrości, co by tu nie poprawić, i tak się to KRĘCI, KRĘCI, KRĘCI, KRĘCI...

  • ~Jan 21.03.2026 20:12

    Przepraszam, ale to jest dyskusja ludzi umysłowo niepełnosprawnych! Czemu ona ma służyć?

    • ~sdf 22.03.2026 22:59

      Jak to czemu? Ma odwrócić uwagę od faktu, że polska nauka jest tak drastycznie niedofinansowana, że nie żadnych szans, żeby choćby z portugalską stanąć w szranki. Pominę już, że ci wszyscy udzielający się w dyskusjach, ubabrani w różnych radach, komisjach, ciałach, nie mają żadnego udziału we wzroście potencjału polskiej nauki, z tego prostego powodu, że sami żadnej nauki nie uprawiają. Co najwyżej pełnią rolę kierownika w jakiejś jednostce i są dopisywani do prac naukowych, za co z automatu powinny być sankcje dyscyplinarne i zwolnienia dyscyplinarne. Pora powiedzieć to jasno - za jakość pracy dydaktycznej nie odpowiadają ci, co akurat z ramienia ministerstwa czy tam innego ciała oceniają działalność dydaktyczną. Oni tylko malują trawnik na zielono. Za tę jakość odpowiadają szeregowi nauczyciele i żadne "certyfikaty doskonałości" tego nie zmienią. Podobnie, za jakość pracy naukowej nie odpowiadają ci, którzy tworzą podstawy tego systemu. Odpowiadają za nią ci, którzy prowadzą prace naukowe. Ale oni, w warunkach żałośnie niskiego finansowania, nie mają żadnej siły przebicia. Zamiast ich opinii, przeczytamy kolejny elaborat kolejnego umocowanego profesora.

      • ~dr-On 23.03.2026 21:32

        Cyt."Podobnie, za jakość pracy naukowej nie odpowiadają ci, którzy tworzą podstawy tego systemu. Odpowiadają za nią ci, którzy prowadzą prace naukowe. Ale oni, w warunkach żałośnie niskiego finansowania, nie mają żadnej siły przebicia. Zamiast ich opinii, przeczytamy kolejny elaborat kolejnego umocowanego profesora."

        NIESTETY, tak właśnie jest, z tym, że jednak niemały odsetek tych profesorów prowadzi pewne badania naukowe. Nie uogólniajmy ot tak, bo to jednak bywa często krzywdzące.
        Natomiast, coś jest w tym, co Pan napisał. O NIEKTÓRYCH z tych bolączek, które trapią polską naukę, mówią z reguły właśnie ci "umocowani" dr habilitowani, czy profesorowie, czyli po wojskowemu, kapitanowie, majorzy, pułkownicy i generałowe. Reszta, czyli magistrzy i doktorzy bez habilitacji, tzn. po wojskowemu, szara brać podoficerska i porucznicy mają często buzie zakneblowane bardzo prostym kneblem: po prostu, NIKT nie pyta ich o zdanie, a JEŚLI nawet zapyta, to i tak "nie wychylą się".
        Zatem, skoro jaśnie państwo naukowi oficerowie (od kapitana wzwyż), nie mówią ani słowa np. o amatorach pisaniny o-siamtym-i-owamtym, i o pieniądzach, jakie idą na etaty akademickie dla tychże, to czytający lub słuchający te wywody, nie będzie nic o tym wiedział (chyba, że sam jest w systemie nauki i szkolnictwa wyższego). Wszystkie te wypowiedzi będą sprawiały wrażenie, że jedynym źródłem problemów jest niedofinansowanie i ta nieszczęsna symbioza ewaluacji i punktozy.

    • ~KroplaRozsądku 22.03.2026 10:53

      Zasianiu wątpliwości, wywołaniu zamieszania, chaosu to skuteczne narzędzie, w chaosie można wiele ugrać. To stara szkoła z lat 50. XX wieku, która wciąż działa szczególnie na młodych ludzi, którym łatwo zagrać emocjach, sugerując, że czegoś nie otrzymali czy zostali pokrzywdzeni. W ten sposób odwraca się uwagę od rzeczywistego problemu. Weterani tamtych czasów często posługują się typowymi sformułowaniami, takimi jak: „czy XY tłumaczył?”, „może sobie nie radzi?”. Po takim zagraniu na emocjach młody człowiek jest przekonany, że walczy o swoje.

  • ~Aneta 21.03.2026 11:23

    To nie jest prawda, że "Studia Socjologiczno-Polityczne" nie są cytowane w Scopusie. Można to sprawdzić korzystając z zakładki references (https://www.scopus.com/results/results.uri?st1=stud*+socjologiczno-polityczne&st2=&s=REF%28stud*+socjologiczno-polityczne%29&limit=100&origin=searchbasic&sort=plf-f&src=dm&sot=b&sdt=b&sessionSearchId=8f9b6ee970b68d5bcb639931697c6e86). W taki sposób sprawdzane jest każde czasopismo zgłaszane do indeksowania w bazie. Oczywiście eskperci mogą uznać, że cytowań jest niezbyt dużo, lub ich zasięg jest raczej lokalny (np. głównie autocytowania, albo wiele cytowanń w małej liczbie czasopism), ale najpierw muszą to sprawdzić.

  • ~Repetitio 21.03.2026 00:15

    Większość uwag zgłoszonych przez profesora Raciborskiego jest akceptowalnych. Cieszy, że zgadza się on z postulatami profesora A. W. Nowaka i dr B. Rydlińskiego. Stwarza to szansę na przeforsowanie zmian odwracających część skutków "deformy" Gowina bez względu na wyniki najbliższych wyborów parlamentarnych.

  • ~Nika 20.03.2026 14:15

    Proszę niech ktoś mi wytłumaczy czemu nie ma nadziei na zmianę ustawy. Komu czy też czemu ona dobrze służy?

    • ~MB 21.03.2026 04:51

      Choć wymaga poprawy, to jednak służy nauce. Nie służy zaś humanistom.

      • ~Nika 21.03.2026 11:09

        Podobnie jak na wielu uczelniach mamy u siebie dobrych naukowców i papierników. Powiem szczerze - papiernicy górą w ankietach, nagrodach, pochwałach. Ja nie widzę, żeby służyła nauce...Raczej wpuszczaniu polityki na uczelnię oraz budowaniu kasty rządzącej i tutaj dostrzegam powód, dla którego świetnie się trzyma.

        • ~MB 22.03.2026 06:54

          Papiernictwo _nie jest_ polskim wynalazkiem i jako takie powstało na _długo przed_ 2018 r. => oto co wychodzi, kiedy humaniści mylą przyczyny ze skutkami.

          • ~Nika 22.03.2026 10:42

            Nie rozumiem. To należy je ustawowo wspierać? Czy "humaniści" to jakaś obelga w tym wypadku? Generalnie zdumiewa mnie zaangażowanie wielu piszących w sugestie jak należy liczyć punkty. Jak długo jak uczelnie pozostaną korporacjami wytwarzającymi punkty, tak długo pozostaną tam gdzie są w światowych rankingach. Według mnie prawo (ustawa) jest złe i sposoby liczenia punktów nic nie są w stanie zmienić.

            • ~MB 22.03.2026 14:30

              Każdy system oparty o bibliometrię będzie "wspierał" papiernictwo. Problem polega na tym, że z oceną naukowców poprzez ich publikacje jest jak z demokracją: ona (demokracja) jest okropnym systemem, ale wszystkie inne (znane) są jeszcze gorsze.

              Należy zatem ścigać oszustwa w nauce tak samo jak w każdej innej sferze naszego życia. I być bezwzględnym, a nie powoływać sądy koleżeńskie, które delikwentom-kolegom niewiele (z)robią.

              Najlepsze uczelnie świata są dlatego najlepsze, że najlepiej publikują. Oczywiście nie bierze się to znikąd, ale nie uważam - inaczej jak wielu tutaj - że dosypanie pieniędzy magicznie uzdrowi naukę w Polsce. To, co jest potrzebne, to:
              1. sanacja humanistyki od nauki,
              2. odstawienie na boczny tor leśnych ludzi, w szczególności o zerowym dorobku międzynarodowym,
              3. gremialne wysłanie młodych na staże na świat,
              5. jednoznaczne ustalenie horyzontu weryfikacji efektów.

              Dlaczego to się jednak nie powiedzie? Bo systemem szkolnictwa wyższego w Polsce "zarządzają" humaniści, a to grupa która na dalszej reformie straciłaby najwięcej (znacznie więcej niż od 2018 r).

              • ~Nika 22.03.2026 20:45

                1) Tzn trzeba uzdrowić humanistykę z nauki? Czy oddzielić?
                2) Tak
                3) Tak, ale coraz mniej chcą
                4) nb (akurat w ścisłych robię i drobiazgowa jestem)
                5) Tak

                Rankingi to nie tylko publikacje, ale też jej wpływ na nią samą (cytowania), otoczenie i jakość kształcenia.

              • ~Marcin Przewloka 22.03.2026 18:32

                @MB

                Humanistyka i nauki społeczne są bardzo ważne. Z wielu powodów.
                Najlepsze uczelnie mają wydziały humanistyczne, również uczelnie o profilu nieco skręcającym w techniczny, takie jak MIT czy CalTech. Nie ma powodu, aby te dziedziny wiedzy traktować po macoszemu; one są inne, ale również bardzo ważne dla rozwoju edukacji, nauki i społeczeństw.

                I z tego właśnie powodu nie powinny być traktowanie inaczej lub „ulgowo”, kiedy jest mowa o ewaluacji jednostek naukowych czy też uczelni. Od nich również należy oczekiwać solidnej pracy w kierunku poznania nieznanego, regularnego publikowania (po angielsku!) i brani udziału w dyskusjach naukowych i szerzej, społecznych, na poziomie międzynarodowym.

                Zaś bibliometrię zostawiłabym raczej na boku w ewaluacji zrobił to ekspercko przy użyciu międzynarodowych (na pewno nie-polskich) gremiów, które oceniałyby różne aspekty aktywności, nie tylko publikacje.

                https://shass.mit.edu/
                https://www.hss.caltech.edu/

                • ~MB 23.03.2026 08:23

                  To są dwie różne sprawy i od zawsze postuluję obie.
                  Przez oddzielenie humanistyki od nauki mam na myśli zarówno kwestie budżetowe (bo teraz humanistyka pożera (ups, przepraszam, wywala w błoto) lwią część środków na badania) jak i decyzyjne (humaniści nie mogą decydować o kształcie i kierunku rozwoju nauki).
                  Słowem: oddzielny (i mały) budżet na humanistykę, polityka wysokich ścian oraz _bezwzględne_ egzekwowanie publikowania na świecie (publish or perish jako powszechny imperatyw). Żadnych monografii (w szczególności zbiorowych), przekładów, recenzji itp. => jeśli jakiś humanista chce takie rzeczy robić, to _nie_ za publiczne środki.
                  => Wspólne zasady i mechanizm oceny, inne miary.

                  Odstawienie bibliometrii na rzecz uświęconej oceny eksperckiej to marzenie ściętej głowy. Dlaczego? Bo ta druga - w szczególności na taką skalę - jest operacyjnie niemożliwa do zastosowania. (I już pomijam kwestie (nie)porównywalności definicyjnie subiektywnych ocen ekspertów.)

                  • ~Marcin Przewloka 23.03.2026 10:20

                    @MB

                    To znaczy ja mam na ten temat inne zdanie. Dla mnie humanistyka to dziedzina wiedzy, która raczej trzeba integrować z naukami STEM, niż ją jakoś izolować. Kwestie bioetyczne są tutaj dla mnie dobrym przykładem takiego ‘cross-talk’. Finansowanie, oczekiwania, wymagania, ocenianie, to wszystko powinno działać bardzo podobnie, jeśli nie identycznie. Nie widzę powodu, aby traktować humanistów inaczej, niż naukowców z nauk przyrodniczych.

                    Zaś co do ewaluacji eksperckiej, to się dzieje na świecie. Skala jest do ogarnięcia – tak to wygląda w UK. Międzynarodowość też – tak to wygląda w Portugalii. Według mnie to byłby świetny reality check dla polskiej nauki.

                    • ~MB 23.03.2026 11:00

                      Taka integracja może nastąpić po tym, jak humanistyka nauczy się publikować na świecie. Do tego czasu musi być odseparowana, inaczej będzie - tak jak teraz - obciążeniem (także mentalnym), który trzyma naukę w Polsce na poziomie mułu.

                      Oczywiście w tym okresie przejściowym żadnych ulg w kwestii jakości publikacji.

                      I tak jak pisałem: humanistyka to faktycznie dziedzina wiedzy, jednak nie ma ona charakteru naukowego.

                      • ~dr-On 23.03.2026 22:02

                        No cóż, jednym z czynników, który sprawia, że ma Pan dużo racji (chociaż jednak nie do końca się z Panem zgadzam), jest niemałe UPOLITYCZNIENIE nauk historycznych, w Polsce "doprawione" dużą ilością "sosu romantyzmu". Te niekończące się dyskusje np. na temat Powstania Warszawskiego są tutaj dobrym przykładem. Mało kto chyba z prof. dr hab.-ów nauk historycznych ma odwagę, żeby napiętnować GŁUPOTĘ płk. "Montera" Chruściela, jeśli chodzi o wywołanie Powstania W MIEŚCIE. Parł do tego płk Okulicki (podobno był agentem NKWD), wspierał go m.in. płk. Pełczyński (co do gen. "Bora" Komorowskiego, to wcale nie był tak zdecydowany na rozpoczęcie Powstania).
                        A to wszystko WBREW raportowi gen. Tatara (aby nie "infekował" młodszych oficerów, odesłano go do Londynu), WBREW informacjom płk Iranka-Osmeckiego, WBREW opinii człowieka, który faktycznie powinien był dowodzić Powstaniem - komendanta okręgu Warszawskiego AK, gen. "Łaszcza" Skroczyńskiego (zastąpiono go potem "Monterem").
                        Napisałem to, jako PRZYKŁAD głupoty nie tylko, jeśli chodzi o samo wywołanie Powstania (gen. Anders twierdził, że odpowiedzialnych za to, powinien spotkać sąd polowy), ale też odnośnie UOGÓLNIONEMU mówieniu o Powstaniu (które samo w sobie było bezdyskusyjnie BOHATERSKIM zrywem Warszawiaków).
                        Jak to stwierdził nieżyjący już historyk, Prof. Paweł Wieczorkiewicz, w Polsce brakuje intelektualnej debaty nad Powstaniem Warszawskim.
                        A ja bym dodał, że W OGÓLE w historii nierzadko jest szalenie trudno o taką debatę.
                        Polecam przy okazji książkę "KULISY KATASTROFY POWSTANIA WARSZAWSKIEGO 1944" (może ją znają czytający tę wypowiedź, nie wiem).

                        • ~Fidelio 24.03.2026 22:42

                          Pan jest antyromantykiem? Pan?
                          A co do prof. Wieczorkiewicza - przemiła i nietuzinkowa postać, wiem, co on sądził o rzutkości intelektualnej polskiego środowiska historycznego, wiem, jak go to środowisko potraktowało, ale jednak trzeba uważać na to, co mówił. Ja mam bardzo małe możliwości rzetelnego zweryfikowania jego tez, po prostu żaden ze mnie historyk, ale natrafiłem ostatnio na ciekawą uwagę prof. Wołosa, też nie byle kogo i raczej nie salonowego historyka (swoją drogą, niektórzy fani internacjonalizacji nauki na tym forum mogliby się na jego przykładzie nieźle zdziwić, że naukowcowi do pracy i dobrego mniemania o sobie może nie wystarczyć znajomość języka "English" albo i "so called English", ale używa on polskiego, angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego, francuskiego, włoskiego .. ). Uwagę o tym, jak szybko Wieczorkiewicz uznaje kogoś za sowieckiego agenta:

                          https://www.youtube.com/watch?v=Ld1cn7SXUIs

                          - od momentu 1:33:28. To takie wirtualne spotkanie dla promocji jego książki.

              • ~Przemo 22.03.2026 17:46

                Taki system bibliometryczny, jaki mamy wspiera, ale to nie znaczy, że każdy będzie wspierał. Warto przynajmniej spróbować i brać pod uwagę cytowania poszczególnych artykułów. Warto się też zastanowić czy każda instytucja ma prawo przypisywać sobie artykuł tylko dlatego, że np. jeden z autorów jest w niej afiliowany. Minimalizm jest skuteczny, a w dłuższej perspektywie szkodliwy.

  • ~Przemo 20.03.2026 13:38

    Kiedy działalność naukową instytucji (nie osób) ocenia się na podstawie publikacji, należy dokładnie ustalić reguły podziału punktów między instytucjami.
    Całość dla instytucji autora korespondencyjnego?
    Całość dla większości, gdzie pierwszy autor liczy się x 2 ?

    Instytucje naukowe powinny być oceniane na podstawie pracy, którą faktycznie zorganizowały i wykonały.

    • ~MB 20.03.2026 15:05

      Powodzenia: https://journals.aps.org/prl/abstract/10.1103/PhysRevLett.114.191803

      • ~Przemo 20.03.2026 15:50

        Można przyjąć, że jeśli autor korespondencyjny nie zostanie w publikacji wskazany - wygrywa instytucja pierwszego autora.

        • ~Profesor PAN 21.03.2026 09:54

          Dobrze dla mnie, mam nazwisko zaczynające się od litery z początku alfabetu. Z drugiej strony mam też współuatorów na A i B. Jerzy Żyżyński oczywiście ma przerąbane, musi pisać samodzielnie.

          Czy wy nie przesadzacie z tym zapałem do urządzania innym życia?

          • ~Przemo 21.03.2026 16:11

            Jakie reguły Pan proponuje?

            • ~Profesor PAN 22.03.2026 09:30

              Rady są jak śmieci - nikt tego nie chce przyjąć, za to każdy chętnie wokół rozrzuca. Zajmowałem się w życiu consultingiem ale tylko i wyłącznie w ramach pracy. Mam taką zasadę: nie rozwiązuję cudzych problemów, jeśli nie ma to podstawy formalnej. Nie podpisałem z ministerstwem umowy na propozycję ewaluacji nauki, więc nic nie będę proponować.

              Bezinteresowanie będę tylko obśmiewać absurdy, bo to po prostu bardzo lubię. Pan wie: Monty Python, Peter Sellers, bracia Marx, te klimaty.

              W kwestii autorstwa artykułów: w tych środowiskach, które znam, wszyscy podpisani autorzy odbierają jednakową chwałę i ponoszą jednakową odpowiedzialność za artykuł. Ich nazwiska podaje się w kolejności alfabetycznej a ewentualna zmiana tej kolejności ma co najwyżej charakter grzeczościowy.

              • ~Przemo 22.03.2026 13:35

                W odniesieniu do autorów zwyczaj, o którym Pan pisze jest dobry i elegancki.
                W przypadku instytucji - mam wątpliwości.
                Przyjmijmy, że jedna instytucja prowadzi wieloletnie badania, tworzy zaawansowane bazy danych, po czym, na ich podstawie planuje eksperyment i publikuje jego wyniki, a druga w ramach współpracy oferuje jedynie półroczną pomoc jednego człowieka, to czy ich wkład jest identyczny? Jeśli założymy, że tak, instytucje dostosują się - nie będzie się im opłacało budować podstaw do istotnych, przełomowych badań i zadowolą się działaniami okazjonalno-przyczynkowymi. Z moich obserwacji wynika, że tak już jest.

                • ~Profesor PAN 22.03.2026 15:40

                  W tych środowiskach, które znam, instytucje nie istnieją. Znamy nazwiska autorów prac, wiemy, że mają oni jakieś afiliacje, ale nie zwracamy na nie uwagi i nie pamiętamy. Na jakim uniwersytecie pracuje teraz Edward Witten? Bosz, nie wiem. To ludzie dokonują odkryć, nie instytucje, nie pieniądze.

                  • ~Przemo 22.03.2026 16:31

                    Szczęśliwi teoretycy, którzy nie potrzebują ani instytucji, ani pieniędzy.
                    W naukach eksperymentalnych jest inaczej, tu coś ma faktycznie działać. Trzeba to skonstruować, sprawdzać, udoskonalać. Cóż zrobiliby Watson i Crick bez pracowni Wilkinsa?
                    Medycyna teoretyczna? Być może ;-)

                    • ~Profesor PAN 22.03.2026 18:33

                      Polskich doświadczalników podziwiam za sam fakt, że w ogóle istnieją. Przez kilka lat musiałem korzystać z własnego komputera, musiałem sam sobie kupić monitor i krzesło (sic!). Jean Leray mógł zajmować się matematyką nawet w obozie jenieckim ale jakim cudem nauka doświadczalna przetrwała te 40 lat w Polsce?

                      • ~Przemo 22.03.2026 21:46

                        Słabo istnieją. Znam to: własny fotel, własny komputer i własny telefon, w instytucji, która lekką ręką wydaje 100 milionów na ładną elewację. Są rzeczy ważne i jeszcze ważniejsze ;-)

        • ~Hubert Wojtasek 20.03.2026 20:02

          Pisałem już o tym dość dawno temu (będzie z rok?). W 2023 zrobiłem analizę dorobku swojego instytutu za rok 2022. W publikacjach za 100 i więcej punktów osoba z mojej instytucji była autorem korespondencyjnym w 42% przypadków. Do tego 33% tego dorobku ukazało się w czasopismach MDPI. Ubiegły rok był ostatnim rokiem okresu ewaluacji, więc trzeba się było postarać. Autorem korespondencyjnym w publikacjach za 100 i więcej punktów była osoba z mojej instytucji w 32% przypadków. W czasopismach MDPI ukazało się 48% tych publikacji. Myślę, że nie odbiegamy jakoś od średniej krajowej w naukach ścisłych i przyrodniczych. W naukach medycznych zapewne jest znacznie gorzej. To chyba wyjaśnia dlaczego takie pomysły nigdy nie przejdą, bo decyzje w tych sprawach podejmują osoby, które czerpią z tego systemu niezłe korzyści.

          • ~Dokąd zmierza ta Pani humanistka? 22.03.2026 12:07

            Panie profesorze, czy może Pan spojrzeć na ten artykuł o Pani profesor Monice Ożóg, byłej pracownicy Uniwersytetu Opolskiego, humanistce. Dobrze, że nie pracuje już na uczelni, szczególnie jeżeli chodzi o udowodniony jej plagiat, ale czy w takiej sytuacji powinna być przyjmowana do pracy w jakiejkolwiek instytucji państwowej. Jeszcze chyba prześmiewczo piszą, że ma nieposzlakowaną opinię. Czy tacy ludzie nie powinni być eliminowani z życia publicznego?
            https://opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,32666350,nowa-praca-dla-bylej-dyrektorki-muzeum-slaska-opolskiego-monika.html

            • ~Hubert Wojtasek 22.03.2026 13:50

              Sprawa dotyczy konkursów na stanowiska w administracji, a plagiat nie dotyczy pracy naukowej. Nie moja działka. Same sprawy w polskich instytucjach naukowych przekraczają moje możliwości ok. 100-krotnie.

              • ~Dokąd zmierza ta Pani humanistka 22.03.2026 15:50

                Powiem szczerze, że mnie Pan zaskoczył. Nie sądziłem, że jest takie coś jak nie Pana działka jeżeli chodzi o plagiatorów, którzy są naukowcami z tytułami. Zbierałem materiały na mojego szefa i chciałem Panu przesłać bo podobny numer, czyli plagiat 'nienaukowy' jak tu Pan to określił wywinął u nas w instytucie w Rzeszowie, ale widzę, że nie będzie Pan zainteresowany żeby zająć się takimi ludźmi. Czyli rektorzy tak, ale gdzie indziej to już nie. A gość wybitnie nieetyczny i w dodatku pracuje na dwóch etatach, u nas i innej uczelni, a do innych miał o to wąty jak się przenosili. Miałem nadzieję podjąć walkę na własnym podwórku tak jak Pan zachecał i nawet zacząłem przeszukiwać jego prace i pisać na pubpeer, ale to chyba nie ma sensu skoro, jak naukowiec idzie na stanowisko w administracji to już nie ważne, to może lepiej jednak odpuścić. Nie oczekuję, że Pan na to odpisze, mimo wszystko życzę zdrowia bo kręgosłup chyba jednak bardzo obciążony, skoro następuje taki mocny skręt.

                • ~Hubert Wojtasek 22.03.2026 17:31

                  Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zająć się tym przypadkiem samodzielnie. Pisałem już o tym rok temu - gdyby w każdej instytucji naukowej znalazła się chociaż jedna osoba chętna do ujawnienia nieuczciwości naukowych, to w kilka miesięcy byłoby pozamiatane. Inna sprawa, czy władze chciałyby coś w takimi informacjami zrobić. Przynajmniej kilka razy w miesiącu muszę się mierzyć z próbami odwrócenia mojej uwagi od głównych celów. Zajęcie się takim przypadkiem jak ten byłoby zupełnie nieefektywne - nie znam się na działalności administracji publicznej, ani nie jestem znawcą nauk humanistycznych. Same przypadki z nauk ścisłych i przyrodniczych zidentyfikowane do tej pory zapewnią mi pracę na minimum 20 lat.

          • ~Przemo 20.03.2026 20:35

            To są nienależne korzyści. Jak motywować ludzi kiedy system rozliczeń jednemu jest dobrym wujaszkiem, a drugiemu macochą?

  • ~Sławomir Wacewicz 20.03.2026 09:16

    Dziękuję za ten tekst, który uważam za cenny głos w dyskusji. Jest to głos z 'przeciwnego obozu', ale napisany w sposób rzeczowy i poparty danymi, słowem - umożliwiający polemikę (tj. nie w stylu, który piętnował ostatnio prof. Górecki, polegającym na upartym powtarzaniu swoich haseł).

    Z kilkoma rzeczami się zgadzam:
    "Droga do umiędzynarodowienia nie prowadzi przez publikowanie po angielsku byle czego i byle gdzie."
    "Umiędzynarodowieniu dorobku w humanistyce i naukach społecznych nie musi więc przeszkadzać publikowanie w języku polskim."

    Zgadzam się, że lokalność i globalność nie polega na języku. Polega na zasięgu: chodzi o zakres czytelników, ale także - co się często pomija - zakres recenzentów. W obiegu lokalnym proces recenzji też jest lokalny i pomijając już konflikty interesów itd. nie wymusza jakości idącej ze zderzenia ze światowymi standardami metodologicznymi. Sam język jest tu sprawą wtórną i nieczego nie gwarantuje, i na szczęście wkrótce jakość tłumaczenia maszynowego pozwoli na odpięcie globalności od języka.

    "Skądinąd baza Scopus może być symbolem neokolonializmu w nauce"
    "Ministerstwo nie może pozostawać bierne wobec tego rodzaju praktyk zagranicznych koncernów wydawniczych."

    Jest to realny problem, podobnie jak drapieżnictwo, papiernie, itd. System globalny jest chory na te chroby - został opanowany przez wielkie pieniądze i tu musi w końcu dojść do przesilnenia i decyzji na poziomie dużych graczy (np. UE, NIH, NSF). Obrażanie się i samodzielne wypisanie z globalnego obiegu natomiast zaszkodzi tylko nam (poziomowi krajowych badań).

    Moim zdaniem dobre są postulaty kategoryzacji dziedzinowej także wydawnictw oraz weryfikacji małych wydawnictw przez BN.

    Z czym się nie zgadzam.
    Co do widoczności i Scopusa, to jeśli pismo nie jest cytowane przez inne pisma ze Scopusa, to pojawia się pytanie, przez kogo jest cytowane. Scopus jest przedsięwzięciem komercyjnym i ma swoje wady, ale jednak dobrze mapuje to, co się dzieje w obiegu globalnym, a już na pewno jest najlepszym dostepnym narzędziem takiego mapowania. Chociaż może wkótce AI pozwoli ominąć ten monopol - trzymajmy za to kciuki.

    Co do podawanych przykładów, bardzo doceniam, że są, ale zauważyłbym, że wymieniani autorzy publikowali swoje najważniejsze prace pół wieku temu, od tego czasu sporo się zmieniło. Poza tym praca J. Szackiego to podręcznik, a dyskusja toczy się jednak o konieczności globalnego obiegu wyników badań. Co więcej, "Zygmunt Bauman... Nieindeksowani w Scopusie, niecytowani w Scopusie." Bardzo sprytny skrót myślowy. Oczywiście prace takich autorów jak Bauman są szeroko cytowane w pismach indeksowanych przez Scopus, co można łatwo sprawdzić.

    "Tu szczególnie cenny jest zamiar uwzględniania prestiżu czasopism, który oceniać mają komitety PAN."
    Nie ma racjonalnego uzasadnienia, by stopień globalnego wpływu pozycji naukowych oceniało gremium lokalne (oczywiście poza grą interesów).

    • ~Alek Rachwald 20.03.2026 21:29

      W miejsce Scopusa jednak proponuję skupiać się na Web of Science (WoS), zwłaszcza że to z WoS, a nie ze Scopusa najczęściej bierze się dane do oceny rozpoznawalności naukowca. Liczy się indeksowanie w JCR.

  • ~Kolonialna 19.03.2026 22:30

    Skoro zamiarem Gowina była podmiana elit na inne o ukraińskich korzeniach to cyrk uczelnianej punktowy temu służy. Najgorszym jej elementem jest generowanie dziury w awansach mailowych. Adiunkci na umowach na czas nieokreślony nie muszą robić habilitacji. Dr hab nie robią profesur, etc

  • ~John Kowalsky 19.03.2026 21:50

    Oczywiście, humanistyka powinna mieć swoje inne, specjalne miejsce w nauce polskiej.
    Na pewno nie na zasadach takich jak tzw "twarde nauki" gdyż nie ma prawie żadnego wspólnego języka z tymi naukami w kwestii oceny badań naukowych. A tam gdzie ma coś wspólnego to najbardziej z wszystkich nauk grzęźnie w metodologicznych pułapkach. Por. np. Ioaanidis - Wikipedia, "Why Most Published Research Findings Are False".
    Ciekaw jestem jaki oddźwięk wśród polskich psychologów i socjologów (łacznie z autorem powyższego artykułu) ma powyższe doniosłe stwierdzenie Ioannidisa?
    Jeśli kroś ma za mało czasu na bezpośrednie czytanie Ioannidisa to istotę tego problemu przedstawia portal Veritasium w 12 minut
    Wystarczy wyszukac na YT pod hasłami
    Veritasium Is Most Published Research Wrong?
    Ilu z pośród 6mln ludzi którzy obejrzeli to video to byli nasi polscy badacze z sociologii i psychologii ?

    • ~Ireneusz 19.03.2026 23:27

      To wszystko przez to że badania są prowadzone za pomocą skali pomiarowej Likerta lub -typu Likerta. 1 2 3 4 5 wychodż ty. To taka zabawa w badania

  • ~SRZ 19.03.2026 19:40

    Nie wiem jak naukowcy mogli kiedyś żyć bez punktozy. Nie wiem jak potrafią to robić w innych krajach, opierając się na ocenie kontekstowej a nie punktowej. W Polsce temat ten wraca przy każdej możliwej okazji wraz z wymyślaniem czy punkty dodawać, mnożyć, dzielić, a jeśli mnożyć i dzielić to jak? Od IF? Od długości krawata? Od wzrostu delikwenta?
    Cały system awansowy jest również zagmatwany i co chwilę ulega zmianom. To który habilitowany jest lepszy? Ten co napisał książkę czy ten co napisał cykl publikacji? Ten co napisał książkę i przeszedł kolokwium? A może ten co ma dwa osiągnięcia i jeszcze kolokwium za sobą? Z tej nierówności zasad na przestrzeni zaledwie kilku lat wyłania się obraz, w którym mamy habilitowanych "bardziej" i "mniej".
    Kiedy zaczynałem pracę na uczelni, to była to instytucja inna od dzisiejszej. Może spetryfikowana, może ze "świętymi krowami", ale poukładana według pewnego wzorca. Teraz jest to instytucja sformalizowana i biurokratyczna po samą kokardę, miotana chaosem kolejnych ekip rządzących (niekoniecznie chodzi tu o samych rządzących krajem). Habilitowani/profesorowie uczelni uciskają na sufit - tylu ich wypuszczono w ostatnich latach, a ścieżka do "belwedera" zrobiła się węższa. Na "dole" nie ma komu pracować, bo młodzi robią doktoraty i dziękują za współpracę. Powiedz młodemu, że za najniższą krajową będzie musiał uczyć studentów, prowadzić badania, zbierać punkciki publikując i goniąc za grantami, użerać się z przetargami, ciągłym niedofinansowaniem i sprzętem sprzed dwudziestu lat - to cię wyśmieje. Jak chcecie zapewnić wymianę pokoleniową, skoro praca na uczelni nigdy do bardzo atrakcyjnych nie należała, ale w ciągu ostatniego ćwierćwiecza zaliczyła totalny zjazd pod względem chęci młodych do podjęcia się tej profesji?

    • ~Haha 20.03.2026 00:01

      Na większości uczelni, a zwłaszcza na humanistyce, zwalnia się ludzi albo nie zatrudnia nowych (niekiedy zmuszając emerytów do emerytury). Kto młody miałby przyjść i po co? To jest skansen, muzeum, jeden wielki wydział archeologii!!!

  • ~lechor 19.03.2026 18:22

    LECHIA GDAŃSK!!! Tu była LECHIA!

  • ~Przemo 19.03.2026 14:08

    Znowu ten sam błąd logiczny czyli prestiż czasopisma miałby zaświadczać o jakości badań i publikacji?
    Lista "topowych"? Po co?
    Słyszałem ostatnio w TVP o TOPOWYCH artystach, czyli takich mało popularnych, mało komu znanych, ale przez telewizję dobrze opłacanych. ;-)

    • ~Przemo 19.03.2026 16:10

      Czy ustawa zabrania korzystania po prostu z IF czasopisma?
      Jeśli nie, to może również nie zabrania mnożenia IF czasopisma przez tak samo liczony IF artykułu?
      Jeśli liczba cytowań artykułu po 2 latach wynosiłaby zero lub jeden, IF czasopisma mnożyłoby się przez 1.
      Dałoby to większe zróżnicowanie i zachętę do publikowania wyników bardziej przydatnych.
      Dodatkowymi punktami należałoby jedynie wesprzeć czasopisma wydawane w Polsce, żeby zachęcać do rozwijania i tworzenia polskich wydawnictw naukowych.

      • ~Nawigator 19.03.2026 18:02

        Pomysł z tym przemnażaniem uważam za bardzo ciekawy.
        Jedynie bym uznał, że bardziej wiarygodne by było przemnażanie IF przez wskaźnik FWCI publikacji bo liczba cytowań jest mniej uniwersalnym wskaźnikiem patrząc z punktu widzenia różnych tematów jakimi zajmują się naukowcy.

        Nie ma tak naprawdę dobrego wskaźnika ale to byłby krok w dobrym kierunku bo uwzględniał by "znaczenie" artykułu a nie tylko miejsca opublikowania.

        • ~Przemo 19.03.2026 20:52

          Może tak by było nawet lepiej. Niwelowanie różnic między dziedzinami jest o wiele lepsze, niż próby zrównania wartości wszystkich artykułów opublikowanych w jednym czasopiśmie.

          • ~maciej 20.03.2026 15:06

            Nie ma potrzeby niwelowania różnic między dziedzinami. Matematyków porównuje się z matematykami, a historyków z innymi historykami.

            • ~Przemo 21.03.2026 16:21

              Jeśli nie porównuje się wydziału historii z wydziałem matematyki (co byłoby / jest absurdalne), wtedy nie trzeba.
              Przyznam, że nie wiem jak rozdziela się pieniądze między jednostkami z różnych dziedzin, kiedy zarówno ich działalność jak i potrzeby są mocno zróżnicowane. Literat nie korzysta z akceleratora, fizyk też nie musi, ale może powinien?

  • ~MB 19.03.2026 13:57

    I znowu - o nauce wypowiada się humanista. W dodatku taki, którego liczba publikacji na świecie w okresie ostatniej ewaluacji wynosi 0 (https://pbn.nauka.gov.pl/core/#/person/view/5e709355878c28a0473a7754/current).

    Reszty nie warto komentować. I z obowiązku przypomnę: humanistyka to nie nauka.

    • ~antyMB 19.03.2026 18:09

      Zapewne dlatego, że Pan Profesor jest emerytem.

      Moze gdybyś uważał inaczej i rozumiał, że humanistyka i nauko społeczne są naukami byś potrafił odnaleźć te prostą informację?

      • ~Profesor z Warszawa 19.03.2026 19:25

        Pan Profesor powinien być emerytem, ale siedzi na UW i zebiera etat młodym!

        • ~prof. dr hab. ZS. 19.03.2026 21:43

          Jest jeszcze gorzej; pan profesor jest na emeryturze i jednocześnie pracuje na UW

  • ~kk 19.03.2026 13:06

    Nie ma reformy Gowina, bo to reforma zaproponowana była przez środowiska naukowe.

    Wprowadzenie dydaktyków ? faktycznie po co? po to by uzasadnić nic nie robienie naukowo na uczelniach ?
    Wprowadzenie naukowych na uczelniach ? faktycznie po co ? po to by nie byli obecni na uczelniach ?

    Listy czasopism i punktacje to również propozycje środowisk naukowych. po co by było po staremu i nikogo nie skrzywdzić.
    Ile osób wyrzucono z uczelni na podstawie oceny okresowej ? Jaki to procent ?

    Wniosek: należy podkręcać śrubę po to by osiągnąć zamierzony pułap rotacji może 10 może 15 a może 20 procent rocznie
    Wydzielić dyscypliny strategiczne dla kraju.
    Likwidować spółdzielnie publikacyjne międzynarodowe i krajowe. To należy robić. Podział przez liczbę współautorów i może traktować liczbę współautorów powyżej 10 tak jakby było ich 10. Oczywiście, że badawcze prace przełomowe mogą trwać latami, ale niech to będzie robione obok tych które mają być wykonywane na bieżąco. Praca naukowca ma być o wysokim stopniu intensywności, a obecnie to jest tak, że na uczelniach wciąż jest czas na obijanie się. Jeśli ktoś dziś biega, aby wydolić i wykazać się, że zrobił minimum na okresową ocenę pozytywną, to tak na prawdę do tej pracy się nie nadaje. Tytuły profesorskie mają oznaczać kierowników bieżących badań naukowych i nie mogą być nadawane dożywotnio, bo są osoby z tymi tytułami które kompromitują środowisko naukowe wypowiadając się tu i ówdzie publicznie.

    • ~Haha 19.03.2026 23:56

      A doktorat odnawiać co pięć lat jak uprawnienia elektryczne SEP…

      • ~kk 20.03.2026 06:51

        Brak zrozumienia widać czym jest doktorat.
        Doktorat jest potwierdzeniem, że ktoś twórczo coś rozwiązał.
        Po co kolejne stopnie naukowe? że spełniły osoby warunki formalne, aby je dostać
        śmiech mnie bierze z harcerzyków zdobywających kolejne odznaki, takie duże dzieci, albo chodzi o kasę

    • ~John Kowalsky 19.03.2026 21:38

      Cytat:
      "Podział przez liczbę współautorów"
      Bardzo dobry postulat, lecz podobno KEN nie chce o czymś takim nawet słyszeć. Śpiewamy zatem w FA jak ten chór w operze że "pali się" a akcja opery zmierza niezmiennie w ta sama stronę.

      • ~Alek Rachwald 20.03.2026 21:37

        Koncepcja jest oczywiście bezmyślna z prostego powodu: w naukach humanistycznych i okołohumanistycznych bez problemu publikuje się jednoosobowo. W przyrodniczych i STEM prawie nigdy. W myśl powyższej swiatłej koncepcji wzorem do naśladowania dla człowieka, który z kolegami z labu opublikował parę prac w Science i w Nature, miałby być uczony publikujące raz na czas jednoosobowo artykuł w "Tekstach Drugich", albo profesor - polityczny publicysta.

      • ~kk 20.03.2026 07:28

        Będą więc twórcami kolejnej nieudanej reformy wobec tego, ale czy faktycznie chodzi im o reformowanie , bo chyba raczej o zajmowanie stołków ?

    • ~Dobry pasterz 19.03.2026 18:37

      Dobry postulat 20% rocznie do wymiany. Przyjmować nowych , dobrze publikujących. Pytanie skąd? Za drzwiami nie stoi kolejka ludzi z dorobkiem.

      • ~kk 19.03.2026 18:55

        Nie stoi, bo słabo płacą. Słabo płacą, bo słabo wymagają, więc trzeba więcej wymagać i więcej płacić, to i kolejka chętnych się wydłuży, a dorobek sam będzie powstawał jak się będzie wymagać i tacy jak dziś profesorowie z Bożej łaski znikną. Wszakże większa płaca, zwiększy liczy chętnych i konkurencja wówczas wzrośnie, a jak wzrośnie konkurencja to i publikować będą więcej i lepiej. Dziś jak widać po braku chętnych konkurencji nie ma. Profesorowie jacyś tacy niezbyt inteligentni, a na uczelniach poobijać się można.

        • ~Alek Rachwald 20.03.2026 21:42

          A jak słabo płacą, to nie da się wymagać. Kółko się zamyka. Dostajesz tyle, za ile zapłaciłeś.

          • ~kk 20.03.2026 22:27

            kółko się nie zamyka, bo płacą coraz więcej, a wymagania stają w miejscu
            kiedyś 20 dolarów miesięcznie dziś znacznie więcej
            niestety na nietoperzach dobrze się nie wychodzi

  • ~KB 19.03.2026 12:35

    "Nie ma żadnych sygnałów świadczących o wzroście jakości badań naukowych, jakości doktoratów i habilitacji, jakości kształcenia studentów."

    Warunków jest mniej niż było kiedyś, co chyba oznacza, że jakość kształcenia poszła w góre :)

    Można przyjąć, że recenzowany przez międzynarodowych eskpertów grant ERC, świadczy o jakości prowadzonych badań naukowych. Od 2021 roku (3 lata po reformie Gowina) badaczom w Polsce przyznano 58 grantów ERC w ramach Horyzontu Europa, przed tym 45 w ramach FP7 (2007-2013) i Horyzontu 2020 (2014-2020). Zatem tylko w ostatnich 5 latach, jest to więcej niż przez poprzednie 14 lat. Chyba jednak jakieś sygnały wzrostu jakości badań naukowych są...

    • ~Grzegorz 20.03.2026 10:05

      To poproszę o statystykę grantów ERC za ostatnie 10 lat wg kraju beneficjentów; także jak to jest z awansem polskich uczelni w prestiżowych rankingach. Duży postęp po reformie Gowina?

      • ~KB 20.03.2026 22:40

        2016-2025: 11601 projektów
        1) Niemcy: 2142
        2) Francja: 1276
        3) Wielka Brytania: 1255
        4) Holandia: 1142
        5) Włochy: 833
        6) Hiszpania: 826
        7) Izrael: 676
        8) Belgia: 522
        9) Szwajcaria: 491
        10) Szwecja: 445
        ...
        17) Polska: 80

        Proszę, czekam z niecierpliwością na powiązanie mniejszej liczby projektów w Polsce w stosunku do innych krajów z brakiem postępu. Jakby były konieczne dodatkowe statystyki, to: https://erc.europa.eu/projects-statistics/erc-dashboard

        Wychodząc jednak nieco przed szereg:

        2007-2020
        Niemcy: 1928
        Polska: 45

        2021-2025
        Niemcy: 1181
        Polska: 58

        • ~Grzegorz 22.03.2026 12:29

          No właśnie, statystyka grantow ERC pokazuje jak niski jest poziom polskiej nauki, gdzie tu postep

          • ~KB 23.03.2026 09:21

            To może inaczej. W latach 2007–2020 ilość przyznanych grantów to było 0,23% tego, co otrzymali nasi zachodni sąsiedzi. Od 2021 roku jest to 0,49%. Oznacza to wzrost (dwukrotny), a wzrost = postęp.

          • ~Profesor PAN 22.03.2026 18:42

            Powtórzę pytanie - jakie są podstawy do uznania, że granty otrzymują najlepsi naukowcy? Grant i nagroda to nie to samo.

        • ~Profesor PAN 21.03.2026 10:29

          Mnie zastanawia, jak jest to możliwe, by nauką zajmowały się osoby, który mylą granty z nagrodami. To przecież błąd logiczny na poziomie problemów z zawiązaniem butów.

          • ~KB 21.03.2026 13:21

            Wydaje mi się to tak samo prawdopodobne jak osiąganie tytułu profesora przez osoby, które nie potrafią czytać ze zrozumieniem. To przecież umiejętność uczona na poziomie szkoły podstawowej.

  • ~DEKLARACJA 19.03.2026 11:56

    SZANOWNI PANSTWO, TEN TEKST POWINIEN ZACZAC SIE O INFORMACJI O KONFLIKCIE INTERESOW - TO ZALOZYCIEL I AKTUALNY WYDAWNICTWA SCHOLAR, KTORE NA PROPONOWANYCH ZMIANACH BY ZYSKALO.

    • ~Jacek 19.03.2026 12:57

      Tak, potwierdzam. Ogłosiłem ten fakt w poprzednim artykule na łamach Forum Akademickiego. Sądziłem, że redakcja FA umieści tę informację w nocie o mnie. Ona jest istotna nie tyle z powodu możliwego konfliktu interesów ile jest argumentem, obok faktu 45-letniej pracy na UW, za moją kompetencją w tym obszarze.

      • ~Profesor z Warszawy 19.03.2026 17:51

        45-lat na UW i trzy publikacje naukowe? Rany boskie, kiedy emeryci, którzy nie stali obok dobrej nauki, przestaną urządzać świat dla kolejnych pokoleń?>

        • ~Grzegorz 20.03.2026 18:57

          Sprawdź starannie, autor ma grubo ponad 100 publikacji ,cytowanych ponad 1000 razy, w tym na łamach czołowych światowych czasopism politologicznych (ale cytowania monografii nie są w bazie Scopus odnotowywane; sprawdzać trzeba w Google Scholar).

          • ~Profesor PAN 21.03.2026 12:36

            Cytowanie na łamach czołowych światowych czasopism to dobra rekomendacja dla doktoranta. Jak kto chce robić za guru, to poniżej 10 000 takich cytowań lepiej niech się nie wychyla, zwłaszcza jeśli przekroczył 70 lat.

  • ~skończyć z pseudonaukami. 19.03.2026 11:24

    "Nie ma żadnych sygnałów wzrostu jakości badań naukowych, jakości doktoratów i habilitacji, jakości kształcenia studentów" Ja bym zaczną reformę od likwidacji takich nauka jak socjologia, poil, itd. i podobnych co to nic nie wnoszą do nauki a jedynie chaos i bzdury coraz większe się ujawniają. Czas skończyć z pseudonaukami.

    • ~Ireneusz 19.03.2026 20:32

      A fizyka w każdej subdyscyplinie leży i kwiczy od ponad 50 lat

    • ~Jan 19.03.2026 17:14

      Pomysł oczywisty, wręcz banalny, ale nie do zrealizowania. Warto się zastanowić dlaczego?
      A poza tym ta dyskusja to jakiś odlot od rzeczywistości.

      • ~dr-On 19.03.2026 18:15

        Dodam jeszcze, że w przeciwieństwie do Kol. "MB", NIE wpycham wszystkich dziedzin humanistycznych i społecznych do szufladki z etykietką "pseudo-nauki". NIE twierdzę i nie uważam, że dziedziny humanistyczne i społeczne są niepotrzebne. Właśnie, że są potrzebne, tyle że jest tu trochę podobnie, jak w przypadku żywienia: gdy się przesadzi z cukrem i tłuszczem przy odżywianiu, to skutki tego są z reguły fatalne. NO I TO właśnie mamy w nauce polskiej: INTELEKTUALNĄ "CUKRZYCĘ", objawiającą się M.IN. tym, że gdyby tak losowo wyciągać z puli polskich pracowników naukowo-dydaktycznych lub naukowych np. 10 osób, to jest duże prawdopodobieństwo, iż wśród wylosowanych byłaby niemała grupka złożona ze (współ)autorów rozmaitych dywagacji o np. korespondencji poety X. z poetą Y., czy o systemach partyjnych lub filozofii w poezji itd. itd. itd., a bojących się, jak ognia, czegoś, co pachniałoby chemią, fizyką, czy matematyką. Podobna intelektualna "cukrzyca" jest wśród większości Iksińskich nie pracujących na uczelniach, czy w PAN.

        • ~MB 20.03.2026 08:34

          „W każdej nauce tyle jest prawdy, ile jest w niej matematyki” (Immanuel Kant).

          Dodatkowo, humanistyka nie jest nauką ponieważ:
          1. Nie ma uniwersalnej metody naukowej.
          2. Odrzuca zasadę falsyfikacji.

          W efekcie gdzie się spotka 3 humanistów, tam natychmiast pojawi się 2^3-1 różnych poglądów na ten sam temat.

          Wniosek => humanistyka powinna być oddzielona od nauki i to nie tylko systemowo (zasady oceny, pieniądze, itp), ale także semantycznie i przymiotnikowo. Teraz humaniści (bezprawnie) rozdają sobie stopnie i tytuły naukowe na lewo i prawo, a potem paradują w mediach tytułując się aż do z...a (co samo w sobie jest żałosne) i klepiąc trzy-po-trzy. I co sobie myśli typowy Kowalski kiedy to widzi i/lub słyszy? Skoro ktoś, kto się mieni profesorem opowiada takie dyrdymały, to cała na nauka jest o kant d...y. I nie dziwię się Kowalskiemu, wszak on nie musi wiedzieć, że tzw. profesor historii czy socjologii ma się tak do prawdziwego profesora jak kamień węgielny do węgla kamiennego.

          Co zatem postuluję? Sanację, także w stopniach. Czyli państwo humaniści musieliby mówić, że są "profesorami" historii, politologii, socjologii itp., tym samym my - naukowcy - moglibyśmy powiedzieć Kowalskiemu: słuchaj Kowalski, my się zajmujemy badaniami, a tamci państwo klepaniem od rzeczy. Nie myl więc profesora fizyki czy techniki z humanistycznym "profesorem" politologii, który nawet nie wie że nic nie wie.

          I na koniec: nie odmawiam humanistyce wiedzy (często zresztą przydatnej), mówię jednak, że nie jest to wiedza naukowa.

          • ~Alek Rachwald 20.03.2026 21:39

            Historia a socjologia to metodycznie kompletnie inne dziedziny, socjologia na wyższym poziomie jest mocno zmatematyzowana. Wsadzanie ich do jednego worka nie jest fair.

            • ~MB 21.03.2026 04:54

              W Polsce jest. Owszem, socjologowie w Polsce próbują korzystać z narzędzi (statystyki), ale ich nie rozumieją. Przywodzi mi to ma myśl starą anegdotę o informatykach, ekonomistach, konduktorze w pociągu i (nie)rozumieniu algorytmów, które się stosuje.

      • ~dr-On 19.03.2026 17:52

        Przecież wiadomo, dlaczego. Towarzystwo amatorów uprawiania nauki poprzez pisaninę o-siamtym-i-owamtym, czyli o-czymkolwiek-da-się-coś-napisać, trzyma się w Polsce naprawdę mocno. Mają duże wpływy. A prosperują nieźle dzięki niechęci niemałego odsetka Iksińskich (lub nawet ich większości), do dziedzin ścisłych i przyrodniczych.