Aktualności
Sprawy nauki
09 Marca
Źródło: Polska Akademia Nauk
Opublikowano: 2026-03-09

Prezes PAN: Ewaluacja zrujnowała projakościowe myślenie w polskiej nauce

Gdy patrzę, jak bardzo ewaluacja zrujnowała projakościowy sposób myślenia w polskiej nauce, jestem jak najgorszej myśli. Przerodziło się to w dramatyczną pogoń za punktacją, zalewem byle jakich prac produkowanych w czasopismach drapieżnych, udziałem naszych naukowców w papierniach… Toniemy! Wydaje mi się, że Polska Akademia Nauk jest predestynowana do tego, by iść za drogowskazem z napisem „jakość”. Dlatego Nagroda PAN ma pokazać, dokąd naprawdę w nauce powinniśmy zmierzać – mówi w wywiadzie dla „Forum Akademickiego” prof. Marek Konarzewski, prezes PAN. 

Czy projekty wojskowe staną się, wobec wysychających innych źródeł, jednym z głównych filarów finansowania instytutów PAN? Czy udział komitetów naukowych PAN w tworzeniu listy czasopism to krok w dobrym kierunku? Kiedy zostanie upubliczniona analiza pokazująca, gdzie i za ile publikują naukowcy pracujący w instytutach PAN? Czy Zgromadzenie Dyrektorów PAN jest właściwym organem do podziału środków między instytuty? Ile powinno się zarabiać w PAN? Czy będzie startował w jesiennych wyborach? O to wszystko pytamy prof. Marka Konarzewskiego, prezesa Polskiej Akademii Nauk. Wywiad przeprowadził Mariusz Karwowski. 

„Jestem pewien, że za pięć, a najdalej dziesięć lat Nobel trafi do Polski” – powiedział pan z przekonaniem parę miesięcy temu. Czy widzi pan realne przesłanki ku temu, czy to jedynie myślenie życzeniowe?

Sądzę, że mój optymizm jest uzasadniony. Przez ostatnie tygodnie zbieraliśmy kandydatury do Nagrody PAN, która ma być swoistym indykatorem tego, czy rzeczywiście mamy wśród nas badaczy i badaczki mogących w dalszej perspektywie pokusić się o najbardziej prestiżowe wyróżnienie na świecie. Nadesłano 22 kandydatury, będziemy więc mieli w kim wybierać. Samo środowisko odpowiedziało zatem na pana pytanie.

Rzecz jasna, z punktu widzenia mizerii finansowej polskiej nauki, można skwitować, że porywamy się z motyką na słońce. Tyle że aktywność naukowa w dużej mierze opiera się właśnie na takim odważnym, śmiałym stawianiu przed sobą kolejnych wyzwań. Wpisujemy się w to naszą inicjatywą. I zachęcam do tego, żeby myśleć w ten sposób – per aspera ad astra – bo inaczej nigdy się nie wydźwigniemy z lokalnego, albo wręcz zaściankowego, pojmowania nauki.

W jaki sposób Nagroda PAN ma nas zbliżyć do najbardziej prestiżowych międzynarodowych laurów?

W założeniach ma to być wyróżnienie, które wzmocni konkretnego badacza bądź badaczkę, odciąży od ciągłego zastanawiania się, w jaki sposób zdobyć pieniądze na przetrwanie. Nagrodę – a przypomnę, że mówimy o kwocie 400 tys. zł – będzie można wykorzystać wedle własnych potrzeb. Z pewnością ułatwi to wiele rzeczy. Ale jest jeszcze perspektywa na zewnątrz – chcemy dać jasny, czytelny sygnał, że wybieramy, promujemy najlepszych.

Dla mnie to szczególnie istotne. Gdy patrzę, jak bardzo ewaluacja zrujnowała projakościowy sposób myślenia w polskiej nauce, jestem jak najgorszej myśli. Przerodziło się to w dramatyczną pogoń za punktacją, zalewem byle jakich prac produkowanych w czasopismach drapieżnych, udziałem naszych naukowców w papierniach… Toniemy! Wydaje mi się, że Polska Akademia Nauk jest predestynowana do tego, by iść za drogowskazem z napisem „jakość”. Dlatego Nagroda PAN ma pokazać, dokąd naprawdę w nauce powinniśmy zmierzać.

Wysokością nagrody pobiliście wszystkie dotychczasowe wyróżnienia przyznawane w kraju.

Wartość uznanych nagród światowych to około 100 tys. dolarów. Był to dla nas swego rodzaju wyznacznik, chcieliśmy stworzyć nagrodę, która będzie lokowała się właśnie na tym poziomie finansowym. Jednocześnie oczekujemy, że laureaci w przedziale czasowym, o którym mówiliśmy na początku, będą ubiegać się o nagrody poza Polską już nie jako „ubodzy krewni” zagranicznych badaczy.

Jeśli w podtekście pyta pan o konkurencję z Nagrodami Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, to od razu zapewniam, że nie chcemy się ścigać. Zresztą bardzo bym się zdziwił, gdyby się okazało, że to są nagrody rozłączne. Przecież osoby, które będą wyróżniane przez FNP, z pewnością zostaną dostrzeżone również przez naszą kapitułę. Nie oszukujmy się, pula wybitnych uczonych jest ograniczona z definicji. Nie ma więc, jak sądzę, żadnego powodu, żeby spierać się, która z tych nagród będzie bardziej prestiżowa. Wyróżnikiem Nagrody PAN jest odmienny niż w przypadku innych laurów powód, dla którego ją przyznajemy. I chciałbym, żebyśmy w ciągu – trzymajmy się tej perspektywy – 10 lat mogli powiedzieć: sprawdzam i stwierdzić, czy ten eksperyment się udał.

Pod koniec ubiegłego roku był pan na spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem. Kilka miesięcy wcześniej szef rządu także gościł naukowców. Dlaczego z tych rozmów niewiele wynika? Naukowcy są mało przekonujący?

Dlaczego pan twierdzi, że nic nie wynika?

Proszę zatem opowiedzieć o efektach.

Pan premier prosił w trakcie tego spotkania o dyskrecję, więc nie chciałbym mówić o jego przebiegu, ale zapewniam, że to nie jest tak, że nic z niego nie wynika. Lejtmotywem była troska o to, w jaki sposób nauka mogłaby partycypować w rozwoju możliwości obrony Polski. Taka jest w tej chwili potrzeba chwili i jako środowisko daliśmy na to odpowiedź.

Nie chcę być posądzony o militaryzację PAN, ale ze względu na te potrzeby państwa dokonaliśmy wewnętrznego przeglądu naszych kompetencji i możliwości. One są naprawdę bardzo duże. W najbliższym czasie będziemy prezentować konkretne projekty w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Wydaje mi się, że jak w każdym kryzysie to również pewna szansa dla nauki. Gdy popatrzymy na kraje będące w podobnym położeniu jak my obecnie, a więc mierzące się z zagrożeniem zewnętrznym, np. Koreę Południową, Izrael, Finlandię, to tam poziom wydatków na zbrojenia jest porównywalny z nakładami na rozwój technologii. Jednym słowem, nie ma rozwoju technologii wojskowych bez rozwoju technologii cywilnej i ten kierunek myślenia, nie chcę zapeszać, też już powoli znajduje zwolenników także wśród naszych decydentów. W tym upatruję szansy dla środowiska naukowego.

Czy zatem projekty wojskowe staną się, wobec wysychających innych źródeł, jednym z głównych filarów finansowania instytutów PAN?

Bez dwóch zdań, kończymy już w zasadzie pracę nad porozumieniem z MON w tej sprawie. Tworzymy konsorcjum wewnątrz Akademii, które będzie partnerem w różnego rodzaju przedsięwzięciach. Nie pojedyncze instytuty, tylko właśnie sojusz wszystkich pod jednym parasolem. To znacznie ułatwi sprawy administracyjne. Jeżeli którakolwiek z naszych placówek będzie miała swój pomysł na działanie w zakresie obronności, to oczywiście może dołączyć, jesteśmy otwarci. W tej chwili zgłosiło się z konkretnymi projektami ponad dwadzieścia instytutów PAN.

Oczywiście, nie zamykamy się tylko w obrębie Akademii. Musimy działać jako ekosystem wraz z uczelniami i instytutami Sieci Łukasiewicz. Sądzę, że nauka znalazła się w tym miejscu, w którym się powinna znaleźć. Już wkrótce zademonstrujemy konkretne projekty.

Jakie są plany?

Już w tym tygodniu, 12 marca, w Centrum Badawczym Polskiej Akademii Nauk w Jabłonnie odbędzie się pokaz aerostatu, czyli, mówiąc wprost, balonu na uwięzi. To urządzenie, które umożliwi wynoszenie różnego rodzaju aparatury obserwacyjnej na wysokość paruset metrów. Takie rozwiązanie nadaje się wprost idealnie do uszczelnienia i bardziej efektywnego monitorowania naszej wschodniej granicy. Bierny Aerostatyczny System Informacyjno-Analityczny umożliwia także przekazywanie w czasie rzeczywistym zebranych, zagregowanych informacji pochodzących z różnych kanałów obserwacji. W sytuacji coraz częstszych incydentów związanych z naruszaniem naszej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, tego typu zdolności są dziś wprost niezbędne. Co ważne, nasz system jest rozwiązaniem komplementarnym w stosunku do wielokrotnie droższych i operujących na wyższych pułapach urządzeń zakupionych przez Wojsko Polskie w Stanach Zjednoczonych. Działając wspólnie, oba typy aerostatów zapewnią pełne możliwości wykrywania różnego rodzaju obiektów na wysokościach już od kilku do kilkuset metrów.

Planujemy kolejne tego typu pokazy, na których nasze instytuty pokażą się decydentom z Ministerstwa Obrony Narodowej. Wierzę, że wspólnie wypracujemy ścieżkę umożliwiającą efektywne wdrażanie naszych pomysłów w życie. Rzecz jasna, jednym z jej elementów będzie też wsparcie finansowe tych projektów.

W tworzenie nowych wykazów list i czasopism mają być zaangażowane komitety naukowe PAN. Część środowiska oburza się, uważając, że nie stanowią one reprezentacji środowiska naukowego. Poza tym wyniki wyborów do tych ciał nie są w pełni publicznie dostępne.

Protestuję przeciwko podważaniu legitymizacji demokratycznych wyborów dokonanych przez samo środowisko. Poczytuję to jako złą wolę i nie widzę żadnych, absolutnie żadnych argumentów za tym, żeby można było te wybory, a tym samym legitymizację komitetów jako oddolnych ciał reprezentujących środowisko naukowe, podważać. To zwykłe insynuacje i nie będę się do nich odnosił.

Rozumiem, że dla pana udział komitetów w ocenie to krok w dobrym kierunku?

Czas pokaże, czy lista czasopism stworzona w ten sposób będzie bardziej miarodajna niż ta, która funkcjonuje w tej chwili. Z udziału komitetów bardzo się cieszę, bo to rzeczywiście oddolny głos nauki, więc jeżeli zrobimy coś źle, to wtedy będziemy mogli mieć pretensje tylko do siebie.

Przypomnę także, że w czerwcu 2024 roku powołałem zespół pod kierownictwem prof. Andrzeja Jajszczyka, który przygotował propozycję co do tego, jak powinna wyglądać przyszła ewaluacja. Żałuję, że tak niewiele elementów tej rekomendacji jest w grze, ale cały czas liczę na zainteresowanie tym dokumentem.

Prezentowaliśmy go także na naszych łamach. Czy nie jest zbyt rewolucyjny jak na mocno zachowawcze krajowe środowisko?

Od dawna powtarzam, że system nauki w naszym kraju jest postawiony na głowie i apeluję, by przywrócić jego właściwą pozycję. Na całym świecie naukę tworzy się tak, że jest dobry pomysł, na który zdobywa się finansowanie, a potem publikuje wyniki. Jakościowe publikacje sprawiają, że stajemy się bardziej wiarygodni, znowu zdobywamy pieniądze i publikujemy dalej. W efekcie powinno nam to dać splendory, o których rozmawialiśmy na początku.

W Polsce ten proces został całkowicie zaburzony. W tej chwili można bez problemu opublikować cokolwiek w czasopismach drapieżnych i dostać za to odpowiednie apanaże w swojej instytucji. Zastanówmy się, w jaki sposób ten system funkcjonuje, jeśli około 60% naukowców w ogóle nie aplikuje do Narodowego Centrum Nauki, a z tych, którzy składają wnioski, wsparcie uzyskuje co dziesiąta osoba. To znaczy, że ten system jest chory, dogłębnie chory i nie przystaje do standardów, do których aspirujemy. U nas po prostu przestał działać i jakoś nikt się nad tym specjalnie nie zastanawia. A powinno nam to spędzać sen z powiek. Dlatego moim marzeniem jest, by kolejna ewaluacja przywróciła logiczny porządek prowadzenia działalności naukowej.

Zapowiadał pan, że upubliczni analizę pokazującą, jak wygląda publikowanie w poszczególnych instytutach PAN.

Zrobiliśmy taką analizę, bardzo szczegółowo przyjrzeliśmy się jej wynikom. W niektórych instytutach prawie 40% wszystkich publikacji umieszczono w „predatorach”. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Skoro uważamy PAN za crème de la crème polskiej nauki, to taki proceder nie powinien mieć miejsca. Był czas na poprawę i zobaczymy, jak to będzie wyglądało w ostatecznym rozliczeniu trwającej właśnie ewaluacji.

Nie chcę uciekać od problemu, możemy próbować rozwiązać go w obrębie Akademii, ale nie uzdrowimy w ten sposób całego systemu. Jestem przekonany, że jako środowisko umościliśmy się w nim, dopasowaliśmy i czujemy się bardzo dobrze, bo doskonale poznaliśmy mechanizmy obchodzenia reguł. Boję się, że niezwykle trudno będzie to naprawić.

Wyczuwam, że chce pan powiedzieć: jest to już niemożliwe.

Liczę na ministerstwo, bo to ono ma narzędzia w postaci odpowiednio formułowanych rozporządzeń. Jeżeli zechce się przeciwstawić tym zastanym mechanizmom, może coś ulegnie poprawie. Niestety, jako środowisko, nie zdaliśmy egzaminu. Poszliśmy na łatwiznę.

A co z tą analizą? Zobaczymy ją?

Przedmiotowe opracowanie powstało ad hoc, przygotowując się do ewaluacji, chcieliśmy wiedzieć, w którym miejscu jesteśmy. Teraz podobną analizę wykonamy powtórnie, już na bazie danych z całego okresu ewaluacyjnego. To będą bardziej miarodajne wyniki. I wtedy obiecuję, że je upublicznimy. Przypomnę, że parę miesięcy temu Prezydium PAN wydało bardzo jednoznaczne stanowisko, w którym stwierdza, że publikowanie w czasopismach uznawanych za drapieżne jest absolutnie niedopuszczalne.

Pod koniec ubiegłego roku do instytutów PAN trafiła z ministerstwa dodatkowa pula 50 mln zł. Jej podziałem zajmowało się Zgromadzenie Dyrektorów PAN, a więc również potencjalni beneficjenci. Taką formułę wpisano też do projektu ustawy o PAN. Czy to właściwe?

Rozumiem intencję pytania, ale uważam, że wbrew pozorom konflikt interesów w tej sytuacji nie zachodzi. Któż bowiem wie lepiej od dyrektorów, w jaki sposób rozdzielać pieniądze. A ponieważ tych środków jest mało w stosunku do oczekiwań, to wywołuje to zrozumiałą frustrację. Na przestrzeni ostatnich lat różnica między tym, co dostaje Akademia i uczelnie, sięga już ponad 200 mln zł. Kolejna „dosypka” w żaden sposób tego nie wyrównuje. Przy tak krótkiej kołdrze zawsze będzie ktoś poszkodowany, ktoś dostanie za mało. Dyrektorzy instytutów przyjęli sztywny algorytm podziału, transparentny, bez grama uznaniowości. To była wspólna decyzja Prezydium, Zgromadzenia Dyrektorów i moja.

Dotarły do pana głosy z instytutów Wydziału I? Dyrektorzy części z nich pisali listy do ministra z prośbą o interwencję.

Nie pozostaję na to głuchy. Rzeczywiście, instytuty, które czują się szczególnie poszkodowane, reprezentują Wydział I Nauk Humanistycznych i Społecznych. I ta sytuacja powtarza się od lat. Po części wynika to ze specyfiki finansowania, bo przypomnę, że bardzo wiele jednostek z pozostałych wydziałów częściej sięga po środki zewnętrzne. Subwencja stanowi wtedy około 50% całego ich budżetu. W sytuacji, gdy instytut opiera się w całości na subwencji, a tak zdarza się właśnie w Wydziale I, to każde 100 tys. zł ma znaczenie. Ale dopóki mamy taki system, musimy z nim żyć. Nie mam sumienia, żeby na przykład instytutom reprezentującym nauki przyrodnicze zabrać część pieniędzy i przeznaczyć na instytuty, które są w gorszej sytuacji. Nie mogę i nie chcę karać nikogo za to, że mimo mocno niedoskonałego systemu, dobrze sobie radzi.

Z problemem dramatycznego niedofinansowania mierzymy się od dawna i na horyzoncie nie widać szans na zmianę. Mam ogromną nadzieję na to, że jeżeli uda się pozyskać dodatkowe środki ze współpracy z MON, to będziemy mogli więcej pieniędzy z ministerialnej puli przeznaczyć na te instytuty, które z uwagi na swoją specyfikę w wojskowych projektach nie znajdą dla siebie miejsca.

Czy projekt ustawy o PAN spełnia pana oczekiwania?

Jest kompromisem i jak zawsze w przypadku kompromisów nie jest do końca tym, co w całości się akceptuje, ale sądzę, że ustawa w takim kształcie pomoże Akademii uporządkować wiele istotnych kwestii. Wewnątrz PAN jest duże poparcie dla tego projektu i liczę, że już wkrótce wyjdzie on z ministerstwa. Przed nami ostatnie spotkanie z zespołem minister Karoliny Zioło-Pużuk. Wierzę, że chwilę później projekt trafi do uzgodnień międzyresortowych, a potem na komisję sejmową.

Co ważne, przyjęcie tej ustawy zdejmie wreszcie z Akademii odium instytucji, która się bez przerwy i w sposób nieskuteczny reformuje. Po kilkunastu latach dyskusji o tym, że trzeba zmienić PAN, będziemy to mieli wreszcie za sobą.

Niektóre z rozwiązań są jednak mocno krytykowane przez związkowców. Pisali u nas, że w projekcie pominięto kwestię dodatkowego wynagrodzenia rocznego (tzw. trzynastek), mimo że instytuty i inne jednostki PAN są przecież finansowane z budżetu państwa, a więc zasługują, by traktować je jako część sfery budżetowej.

Bardzo bym chciał, żeby przepisy zwiększające możliwości finansowe instytucji zostały „na sztywno” włączone do ustawy. Jak się pan jednak domyśla, ani ja, ani dyrektorzy instytutów, ani nawet MNiSW, nie byliśmy tą stroną, która zawyrokowała, że „trzynastek” nie będzie. To są ograniczenia wypływające z wyższego poziomu. Bardzo nad tym boleję, bo mam graniczące z pewnością wrażenie, że w ten – zupełnie nieefektywny – sposób próbuje się zaoszczędzić tam, gdzie te oszczędności są bardzo pozorne. Ale żeby ustawa mogła być dalej procedowana, musieliśmy, jak wspomniałem, pójść na jakiś kompromis.

Tym bardziej, że są w niej zawarte rozwiązania, które pomogą zdobywać pieniądze ze źródeł zewnętrznych, np. będziemy mogli tworzyć spółki celowe. Mam też nadzieję, że przywrócony zostanie przepis, na tym etapie wykreślony, o możliwości tworzenia fundacji. Szukamy różnych mechanizmów, które pozwolą nam w większym stopniu zdobywać środki poza budżetem, bo dziś – jak doskonale wiemy – finansowanie instytutów z tego źródła jest na rażąco niskim poziomie.

Ile powinno się zarabiać w PAN? Pytam w kontekście ogłoszenia o pracę w jednym z waszych instytutów, które ostatnio stało się viralem. Jakiego rzędu wzrostu płac pan by oczekiwał?

W pierwszym rzędzie powinniśmy dorównać do wysokości wynagrodzeń na uczelniach. Wydaje się, że nie jest to zbyt wygórowane oczekiwanie. Natomiast wspólnie, wraz ze środowiskiem akademickim, nie ustajemy w wysiłkach, żeby ponownie uczynić pracę naukową po prostu bardziej atrakcyjną. Przeżywam déjà vu, bo kiedy ja zaczynałem, 40 lat temu, nauka również nie dawała bezpieczeństwa materialnego, po prostu trudno było utrzymać rodzinę za wynagrodzenie w PAN. Dokąd zmierzamy, jeżeli tak traktujemy obszar, który ma de facto decydować o tempie rozwoju kraju? Mam wrażenie, że w ten sposób podcinamy gałąź, na której siedzimy.

Skoro mówimy o pieniądzach – powstają jednak nowe instytuty PAN.

Warunkiem, który postawiło tu ministerstwo jest to, aby w ciągu najbliższych lat nowe placówki nie generowały dodatkowych potrzeb finansowych. Międzynarodowy Instytut Astrofizyki Cząstek PAN, pierwszy od pół wieku, który powstał w ramach Wydziału III, jest w całości finansowany z pieniędzy unijnych. Spoza budżetu finansowany jest też Międzynarodowy Instytut Chemii Analitycznej PAN. Dodam, że pierwszy człon w nazwach obu jednostek jest kluczowy – nie wyobrażam sobie dziś tworzenia w Akademii instytutów innych niż międzynarodowe, a więc opierające się na współpracy z partnerami zagranicznymi.

A co z Międzynarodowym Instytutem Nauk Obliczeniowych i Matematycznych PAN?

Mam ogromną nadzieję, że ten instytut także uruchomimy, ale proszę mnie zwolnić od odpowiedzi, która by wskazywała konkretną datę. Na razie trwa dialog z MNiSW.

Nie będzie konkurencją dla instytutu IDEAS kierowanego przez prof. Piotra Sankowskiego?

Nie wydaje mi się. IDEAS ma charakter bardziej aplikacyjny, natomiast nasz instytut będzie koncentrował się na fundamentach algorytmiki, na teoretycznych podstawach sztucznej inteligencji. W tej niebywale dynamicznej rzeczywistości potrzebne są nam dwie nogi: wdrożeniowa i teoretyczna. Dzisiaj wszyscy bez wyjątku zajmują się AI i uważam, że również w strukturze PAN jest miejsce na to, by taka jednostka naukowa powstała.

Jesienią wybory władz Polskiej Akademii Nauk. Czy będzie pan ubiegał się o drugą kadencję w fotelu prezesa?

Odpowiedź na to pytanie wciąż jeszcze przede mną, więc proszę mi wybaczyć, ale jeszcze w tej chwili się od niej uchylę. Tym niemniej decyzja już coraz bliżej, bo przecież nie mogę trzymać w niepewności moich współpracowników.

Od kilku lat robimy w Kancelarii PAN ankiety oceniające satysfakcję zawodową pracowników. Jedno z pytań brzmi: Czy poleciłbyś pracę w Akademii swoim przyjaciołom? Jeszcze ponad dwa lata temu ponad połowa odpowiedzi brzmiała: „nie”. Dziś na to samo pytanie ponad 60% odpowiada: „tak”. To jeden z aspektów, który wskazuje na to, że powinienem bardzo poważnie rozważyć start w najbliższych wyborach.

Rozmawiał Mariusz Karwowski

Dyskusja (87 komentarzy)
  • ~Hubert Wojtasek 13.03.2026 10:40

    Może jeszcze taka ciekawostka. W ciągu ostatnich 2 tygodni retrakcji uległy także setki artykułów w następujących czasopismach informatycznych:
    Wireless Personal Communications
    Soft Computing
    Journal of Ambient Intelligence and Humanized Computing
    Studies in Computational Intelligence
    Głównie za "Fake Peer Review". Myślę, że wkrótce znajdzie to odzwierciedlenie w decyzjach Clarivate. Oby do czerwca.

  • ~Cassius Aurelius 13.03.2026 09:23

    „Jaka piaskownica, takie zabawki.”
    Od członków PAN należałoby oczekiwać myślenia analitycznego. Tymczasem teza przedstawiona przez prof. Marka Konarzewskiego ma charakter życzeniowy i stanowi przykład swobodnej, politycznie nacechowanej interpretacji, pozbawionej solidnych podstaw teoretycznych i fizycznych.
    Analizy w naukach ścisłych powinny być prowadzone w oparciu o reprezentatywny horyzont czasowy, którym w tym przypadku jest okres ostatnich 50 lat. Na początku tego okresu PZPR pełniła rolę „przewodniej siły narodu” i oczekiwała od środowiska naukowego konkretnych wyników oraz wdrożeń, co mobilizowało akademików do intensywnej pracy. Po upadku PZPR zabrakło instytucji zdolnej do realnego egzekwowania wymagań wobec nauki. W konsekwencji coraz większy wpływ zdobywały w niej osoby określane jako „diamenty”, które eliminowały wybitnych badaczy postrzeganych jako zagrożenie dla własnej pozycji, otaczając się ludźmi przeciętnymi, lecz lojalnymi. Z czasem „diamenty” przechodziły na emeryturę, a ich miejsca zajmowali wychowankowie – ponownie przeciętni, ale wierni – którzy czuli się zobowiązani do zapewniania swoim mentorom dożywotnich, bezwarunkowych etatów, niezależnie od jakości pracy naukowej czy opinii studentów. Żyjąc w obawie przed silniejszymi naukowcami, otaczali się kolejnymi osobami przeciętnymi, lecz lojalnymi. W tak skonstruowanym systemie żadne kosmetyczne reformy nie przyniosą efektu. Struktura ta doskonale nauczyła się funkcjonować w sposób umożliwiający korzystanie z dostępnych środków finansowych przy minimalnym wysiłku.
    Nie są znane przypadki, aby osoby przeciętne, choć lojalne, były w stanie samodzielnie stworzyć coś wartościowego.

  • ~Hubert Wojtasek 12.03.2026 10:26

    Jeszcze taka uwaga na temat ewaluacji. Miesiąc temu dowiedzieliśmy się, że "„Postanowiliśmy wrócić do poprzedniej oceny konferencji IT, gdzie najważniejsze z nich mają miarę 200 punktów”.
    https://forumakademickie.pl/ewaluacja-materialy-z-konferencji-jednak-punktowane-jak-do-tej-pory/
    Nie znam się na tych konferencjach - nie moja działka. Ale w poniedziałek przeglądając Argos natknąłem się na taką ciekawostkę. Ok 430 komunikatów z International Conference on Computing Communication and Networking Technologies (ICCCNT), głównie z edycji 15 z roku 2024, ale trochę też z wcześniejszych, opublikowanych przez IEEE Xplore, zostało retraktowanych en masse, głównie za "Computer-Generated Content". No niby się zgadza - to wszak konferencje informatyczne.
    Polecam komentarz użytkownika PubPeer Nerita vitiensis na temat tych materiałów.
    https://pubpeer.com/publications/579C86A846D8A096B62635E8D7302A
    Nie sprawdzałem, czy któreś z tych komunikatów miały polskich współautorów. Ale problem nie dotyczy tylko tych konferencji. Nerita vitiensis i inni użytkownicy PubPeer wykryli podobne problemy w materiałach z wielu innych konferencji informatycznych: "SMART GENCON 2023, PEEIC 2023, ICOCWC 2024, AIMLA 2024, IC3SE 2024, ICERCS 2023, ICPSITIAGS 2023, ICDSIS 2024, INCOFT 2023, ICCCNT 2024, WCONF 2024, and many others."

  • ~Podwórkowy 11.03.2026 16:05

    Drogie osoby komentatorskie, posłuchajcie głosu wołającego na puszczy. Otóż będę wieszczył, że do wyborów żadne istotne zmiany nie zostaną wprowadzone. Nasz umiłowany minister działa tak, że nawet projekt rozporządzenia o podwyżkach utknął na etapie opiniowania. Wieszczę, że do dużego projektu nowelizacji ustawy zostanie wstawiona jakaś kolorowa wrzutka, np. o feminatywach, aby sprowokować prezydenta do weta. Żadne ruchy dla partii lewicowej, która dostała w prezencie ministerstwo nisw, nie są korzystne, bo dzięki temu będzie miała co "wiarygodnie" obiecywać podczas wyborów, że teraz to, wicie rozumicie, jak wygramy, to dopiero frukta wszystkim damy. Z tego co czytam od czasu do czasu, to jedynie min. Zioło-Pużuk ma jakieś propracownicze pomysły, ale na razie kazano jej się zająć feminatywami. Bardzo roztropnie, towarzysze!

    • ~Marcin Przewloka 11.03.2026 17:33

      @Podwórkowy

      Odpowiem głosem z innej planety:
      Niezbędne są poważne zmiany systemowe oraz finansowe. Żeby to zadziałało, to potrzebne jest porozumienie ponadpartyjne. Szeroka, długofalowa współpraca, która umożliwi w ciągu następnych 10-15 lat wprowadzanie zmian idących w jednym kierunku. Niezależnie od tego, jak bardzo nasze partie polityczne się nienawidzą, to porozumienie jest naprawdę bardzo ważne, bo tutaj chodzi o przyszłość kraju. Podobnie zresztą jest na przykład z edukacją, czy też polityką energetyczną.
      Tylko czy takie porozumienie jest w ogóle możliwe?

      • ~Alek Rachwald 11.03.2026 23:15

        Panie kolego, okazało się właśnie, że partie polityczne w Polsce nie są w stanie dogadać się nawet w sprawie tak bieżącej i jeszcze parę miesięcy temu bezspornej, jak kupno armat. Skoro z czegoś takiego można zrobić pole do walki o przyszłą władzę, to można bezpiecznie wnioskować, że porozumienie w sprawie nauki jest niemożliwe absolutnie.

      • ~Podwórkowy 11.03.2026 18:22

        Amen! Jest jednak drobna przeszkoda. Otóż nawet gdyby nasi co mądrzejsi umiłowani przywódcy wpadli na tak szalony pomysł, to moja ulubiona teoria spiskowa głosi, że ich patroni (Z USA i Niemiec) wytłumaczą im, że jeszcze nie czas na takie fanaberie. Pieniążki w najbliższych dekadach są potrzebne na ważniejsze sprawy (wiadomo jakie, a kto wątpi, ten pozna surową rękę sprawiedliwości).

        • ~Marcin Przewloka 11.03.2026 18:43

          @Podwórkowy

          Zapewne Pan się domyśla, że ja się nie podpisuję pod tą teorią spiskową.
          Uważam, że warto jest spróbować zrobić to, co sugeruję. Warto, aby mała grupa ludzi, która ma siłę jednoczyć, a nie dzielić, wystąpiła z tą inicjatywą. Wiele od tego zależy.

          • ~Hubert Wojtasek 12.03.2026 10:11

            Ma Pan oczywiście rację. Tylko, że ja bym wydłużył ten okres. Rozwój nauki i edukacji powinien był planowany w okresie dekad, nawet więcej niż te 15 lat, o których Pan wspomniał. A nasi politycy myślą kategoriami kadencji. Od ponad 10 lat patrzę jak polska szkoła niszczy moje (i nie tylko) dzieci i jestem wobec tego bezradny. A reform to mieliśmy bez liku - przy każdej zmianie rządu. I każda powodowała zmiany na gorsze. Tak samo jest z nauką.

            • ~Marcin Przewloka 12.03.2026 12:51

              @Hubert Wojtasek

              W dzisiejszym świecie trudno planować na dłużej niż jedna pokolenie. Zgadzam się, że wizja rozwoju powinna obejmować przynajmniej ten okres czasu.
              O 15 latach piszę dlatego, że moim zdaniem nakłady na naukę powinny wzrastać o 0.1% PKB rocznie przez 15 lat. Po 15 latach to by nam dało średnio dobry % PKB jaki kraj przeznacza na naukę. W tym samy czasie muszą wejść w życie zmiany, które zmierzają ku polepszeniu jakości, inaczej te pieniądze będą zmarnowane. W tym kontekście czas 10-15 lat daje możliwość na polepszenie finansowania i polepszenie jakości tego, co robią polscy naukowcy (uśredniając). Czyli powinny być już zauważalne efekty tych zmian.

              • ~Hubert Wojtasek 12.03.2026 14:44

                W tej dłuższej perspektywie chodziło mi raczej nie o jakieś szczegółowe plany, a stabilny i rozsądny kierunek zmian i rozwoju. A u nas co 4/8 lat wszystko się burzy i zaczyna od nowa, zazwyczaj wcale nie lepiej. Ale cieszmy się z tego co jest, bo jak patrzę na aktualny stan sceny politycznej, to wygląda na to, że za 1,5 roku może być znacznie gorzej.

  • ~Profesorek 10.03.2026 18:30

    Przecież wystarczyłoby zlikwidować PRZYMUS w myśl maksymy, że z niewolnika nie ma pracownika. Chcesz grant - aplikuj. Dostaniesz, bierzesz na siebie przymus jego rozliczenia. Nie dostaniesz, albo nie chcesz? Dydaktyka, organizacja, jedna publikacja na rok w czasopiśmie jakimkolwiek. Przecież tak już było i dobrze działało, jedynym problemem byli wtedy ludzie, którzy nic nie publikowali latami i w ramach walki z takimi doszliśmy do naukowego niewolnictwa.

    • ~MB 11.03.2026 09:13

      Bzdury.

    • ~Andrzej Jajszczyk 11.03.2026 09:05

      Nie, to dobrze nie działało.

      • ~Profesor NIE PAN 11.03.2026 11:04

        Prawdziwa nauka rodzi się w ciszy i tylko wtedy, gdy zapewnione są środki warunki do bezstresowej pracy. A nie wizja wywalenia z roboty za brak slota. Jakikolwiek odgórny przymus prowadzi do korporacjonizmu i odejścia od prawdziwego celu. Impact Factor powstał w 1975. Wcześniej dobrze nie działało, co nie? Hirsch opracował swój indeks w 2005. Wcześniej nic nie działało, prawda? Kilka tysięcy franków za byle artykuł w myśl chorej idei open access (która sama z siebie jest dobra, ale prowadzi do transferu miliardów z budżetów do prywatnych firm w rajach podatkowych) to też jest wymysł XXI wieku, wcześniej nic nie działało. No i każdy musi mieć pięćset grantów, bo kiedyś z działalności statutowej też nic nie działało. Bez slotów też nic nie działało. Jak ja się cieszę, że idę już na emeryturę :)

        • ~dr-On 11.03.2026 12:52

          Może i trochę Pan przesadza, jak napisał poniżej Profesor PAN. Natomiast, owszem, zgadzam się z Panem, że "Prawdziwa nauka rodzi się w ciszy i tylko wtedy, gdy zapewnione są środki warunki do bezstresowej pracy. " i dodam, że trudno mówić o tych warunkach, gdy trzeba się przygotowywać równolegle do zajęć dydaktycznych, które mają się do działalności naukowej, jak przysłowiowa "pięść do oka". A właśnie TAKIE WARUNKI miałem, gdy zaczynałem pracę na Uczelni, rok po doktoracie (dodam, że ten rok spędziłem, jako.... BEZROBOTNY, wydając równocześnie niemałe sumy pieniędzy na kształcenie na studiach podyplomowych, mających mnie przygotować właśnie do tych zajęć dydaktycznych, które miały się NIJAK do mojej dziedziny naukowej). A NAJBARDZIEJ winnymi tej sytuacji byli dwaj opiekunowie mojego doktoratu.
          Po prostu, owe warunki do rozwoju i pracy naukowej ma tylko PEWIEN PROCENT młodych doktorów. Reszta odwala robotę fornali od dydaktyki (i jeszcze niech się cieszą, JEŚLI ta dydaktyka jakoś się wiąże z ich dziedziną naukową, a NIE ZAWSZE tak jest), niektórzy próbują coś tam naukowo zdziałać, ale po jakimś czasie niektórych dopada marazm (sam znam cztery takie osoby). Przecież NAWET LICEALISTA przed maturą chyba pojmie, po zastanowieniu się, że coś tu jest nie tak. Ostatnio zmarł Prof. Trautman, a rok temu - Prof. Turski. Domyślam się, że na pogrzebie każdego z nich mówiono, że to "strata dla nauki polskiej" itp. ALE NIKT CHYBA nie zadał sobie zadał pytania: "Ile nauka polska STRACIŁA poprzez MARNOWANIE zasobów ludzkich?". No pewnie, że nie. W końcu dr X., mało znany, jest nikim w porównaniu z którymś z dwóch ww. profesorów, a niby dlaczego miałoby być inaczej?

        • ~Profesor PAN 11.03.2026 11:30

          Niech pan/i nie przesadza, jeden artykuł rocznie to można napisać z zamkniętymi oczami. Zwłaszcza jak się ma 40 lat doświadczenia.

          • ~Profesorek 11.03.2026 19:39

            To chyba 40 lat doświadczenia w produkcji punktowanych artykułów, a nie w wykonywaniu przydatnych ludzkości badań. Przepraszam, ale ja obstaję przy swoim. Dopóki wszystko jest ustawione na ilość, a nie na jakość i jest wyśrubowany przymus, efektem nie są badania, lecz produkcja kwitów zaspokajających ten przymus.

          • ~chciałbym żeby tak było 11.03.2026 12:41

            Oj chyba Pan się zagalopował w ocenie. Proszę opublikować co roku artykuł w badaniach polowych w rolnictwie, gdzie trzy lata pomiarów/badań, to jest minimum by móc coś wysłać do redakcji. Na dzień dobry odrzucą, bo nie ma statystyki, krótki okres badań i wiele innych wytkną braków, głownie z czasem, ilością powtórzeń, itp. Gdyby robić badania w wiadrze, jak mówią naukowcy, to tak, ale też wiadro to za mało i jak przenieść te badania do skali pola. W matematyce i w modelowani procesów przepływu masy i energii, to raczej tak, mam w tym doświadczenie i wiem, że o wiele łatwiej, ale dziś z fizyki,z matematyki naukowców w tej dyscyplinie to ze świecą szukać. Powodzenia każdemu, by bez problemów co rok mógł opublikować, w dobrym czasopiśmie, z pewnością pomoże to nauce polskiej.

            • ~Profesor PAN 11.03.2026 13:36

              Ale przecież z jednego badania powstaje więcej artykułów. A jak program badań jest dobrze ustawiony (a tak będzie po 40 latach), to już jest to maszynka do publikowania.

              • ~Alek Rachwald 11.03.2026 23:18

                A poza tym zazwyczaj prowadzi się więcej niż jeden cykl badań, a także w różnym stopniu uczestniczy się w projektach innych osób.

  • ~Marcin Przewloka 10.03.2026 15:58

    Dwa cytaty:

    " Gdy patrzę, jak bardzo ewaluacja zrujnowała projakościowy sposób myślenia w polskiej nauce, jestem jak najgorszej myśli. Przerodziło się to w dramatyczną pogoń za punktacją, zalewem byle jakich prac produkowanych w czasopismach drapieżnych, udziałem naszych naukowców w papierniach… Toniemy! "

    " Nie chcę uciekać od problemu, możemy próbować rozwiązać go w obrębie Akademii, ale nie uzdrowimy w ten sposób całego systemu. Jestem przekonany, że jako środowisko umościliśmy się w nim, dopasowaliśmy i czujemy się bardzo dobrze, bo doskonale poznaliśmy mechanizmy obchodzenia reguł. Boję się, że niezwykle trudno będzie to naprawić. "

    Wydaje mi się, że właśnie tym celom PAN powinien poświęcić dogłębne analizy i wydać swoje rekomendacje. Bardzo ważne, aby były to rekomendacje dobrze uzasadnione, oparte na liczbach, i realistyczne. Szczególnie ten drugi problem jest trudny do rozwiązania, ale ciągle można i należy spróbować.

  • ~Hm 10.03.2026 10:21

    To dlaczego WSZYSTKIE konkursy dla młodych naukowców promują publikowanie w drapieżnych pismach?

    Nie znalazłam żadnego konkursu, który promowałby jakość. Np. Takiego, że w nagrodzie doktoranckiej akceptowowane są osoby, które są już po obronie np. do 12/18msc, ale byłyby rozliczane z dorobku doktoranckiego. Ciężko pracowały w dobrym zespole, realizowały 4 letni projekt NCN, grant nadal wydłużony, promotor nie zgadza się na wypuszczanie mini artykułów, czeka do zakończenia grantu, bo chce opublikować w bardzo dobrym piśmie dużą pracę. I wychodzą porządne publikacje, ale jeszcze + 8-12 miesięcy na opublikowanie. Dopiero (często już po obronie) sa one opublikowane. Nie dziwię się, że ludzie idą na łatwiznę i naciskają by wysłać szybko do drapieżnych, bo za miesiąc-dwa będzie publikacja, a nagrody są pieniężne. Popatrzcie na dorobki wielu laureatów. Ilu z nich ma 1/2 artykuły w porządnych pismach (nie wygrywają tacy!) i dla zabawy usuńcie pisma drapieżne u laureatów i… okaże się, że niektórym pozostało 0, a innym właśnie po 1-2’publikacje...

    • ~KB 10.03.2026 11:28

      Bycie w dobrym zespole i praca projekcie promotora to są jego osiągnięcia. W tym przypadku doktorat realizuje wizję promotora. Osiągnięcie doktoranta, w tym przypadku, to dostanie się do tego zespołu.

      • ~Hubert Wojtasek 10.03.2026 12:16

        Nie, osiągnięciem doktoranta będzie dostanie się do dobrego (jeszcze lepszego) zespołu PO doktoracie. Żaden doktorant z dorobkiem w predatorach nie ma na to szans. I żadna nagroda tego nie zrekompensuje. Oczywiście w naszym systemie można tak ciągnąć długo (ekstremalnie do emerytury) i finansowo zapewne się to opłaca. I dlatego mamy taką naukę jaką mamy. Tłumaczyłem to już na tych łamach kilka razy.

        • ~słyszał Pan 10.03.2026 14:25

          Ale Pan opowiada bajki. Jak się jest z "elit" i ma plecy to nawet abstrakt w Trudach czy w Głosie bez głosu, to wystarczy na nagrodę a i ma się stanowisko, kierownika i wszelkich spraw do rządzenia, bo się jest synkiem, córcią prof, który trzęsie całym tym bałaganem we wsi z uniwersytetem. Masz plecy, to masz funkcje, nie masz, choć masz osiągnięcia, to jesteś nikim i cicho siedź, bo cię wywalimy na bruk. Skąd ja to znam i widziałem i słyszałem, A Pan słyszał? widział jak to się robi? Podpowiem, o tym wspomina słynny prof. Józef Beton.

          • ~komentator (poprzedni) 11.03.2026 14:45

            "Masz plecy, to masz funkcje, nie masz, choć masz osiągnięcia, to jesteś nikim i cicho siedź, bo cię wywalimy na bruk. "

            Jak nie masz, to też masz funkcję, tyle że (chyba) wszędzie nieróżniczkowalną. ;=)
            Na serio, to mój Ojciec był w takiej sytuacji. Poświęcił dla pracy naukowej (dziedziny ścisłe), niemal WSZYSTKO, nawet część tego czasu, który powinien był poświęcić rodzinie. Miał i talent naukowy, i pracowitość - sam widziałem go nierzadko, "w akcji", gdy się niemal "zatapiał" w pracy naukowej. No, I CO? Ano, PSTRO... Wyniki też miał (i to ważne), opublikowane jeszcze w czasopismach, z których wszystkie chyba były później na słynnej "Listy Filadelfijskiej". No cóż, talentu i pracowitości mu nie brakowało, za to zabrakło zmysłu, który by mu podpowiedział, że same wyniki to jednak ZA MAŁO. Dziwnym trafem, niemal nie są cytowane. Gdy wspomniałem o jednym z nich na jednej z tych konferencji naukowych, gdzie byli ludzie znający się na rzeczy zapadła dość wymowna cisza tzn. nikt się do tego nie raczył odnieść.
            W międzyczasie zmarło trzech potencjalnych (jak sam ich nazywał) "Ojców Chrzestnych", którzy mogliby go wprowadzić do "towarzystwa habilitowanych", a o kolejnych jakoś nie zabiegał... No więc, popełnił błąd, choć z drugiej strony, nie wiadomo, czy udałoby mu się znaleźć protektorów. Jest zatem niemal nieznany, a gdy umrze, będzie tylko nekrolog: "Dr Imię Nazwisko. Wieloletni Pracownik Uczelni-Takiej-A-Takiej.", z ewentualnym dopiskiem nazwy jego specjalności naukowej, które to dane i tak niewielu coś powiedzą.

          • ~Hubert Wojtasek 10.03.2026 20:33

            Owszem, słyszałem i widziałem. Byłem dziekanem. Jak stwierdziłem, że nic się nie da zrobić, to zrezygnowałem z wszelkich funkcji kierowniczych , bo uznałem, że nie warto kopać się z koniem. Ale 1,5 roku temu uznałem, że może jeszcze raz warto spróbować to ruszyć, tylko z innej strony i innymi metodami. Ale nie zrozumiał Pan/Pani mojego komentarza. Tak jak zauważył pan Rachwald poniżej, ja nie pisałem o naszym krajowym grajdołku, którego dotyczą teorie prof. Betona, tylko o krajach, gdzie nauka funkcjonuje mniej więcej normalnie. Może Pan zapytać np. pana Przewłokę. I pisząc o tym lepszym zespole po doktoracie myślałem właśnie o takich krajach.

          • ~Alek Rachwald 10.03.2026 15:11

            Mówimy to o osiągnięciach młodego uczonego, a nie o patologii. Patologia, nawet jeśli gdzieś powszechna, pozostaje patologią.

      • ~Hm 10.03.2026 12:16

        Publikacje też są jego? W mojej dziedzinie koszt doktoratu to 1-2mln złotych, a w jednostce można przyjąć doktoranta TYLKO jeśli ma się projekt.
        Nie znam konkursów, w których doktoranci zdobywają takie finansowanie i realizują swoje własne fantazje/ wizje, bo nawet koszt pilota to często dziesiątki zł.

        • ~KB 10.03.2026 12:38

          Dla potwierdzenia swojej tezy powiem, że OPUS w NCN (nawet 4 mln na projekt), chociaż wiem, że doktorant ma tam nikłe szanse. Natomiast LIDER w NCBiR jest już jak najbardziej dla doktorantów (w nowej odsłonie finansowanie do do 2.5 mln).

          Biorąc pod uwagę, że promotor też może wykazywać te publikacje np. do awansów, zazwyczaj jako ostatni autor, to tak, są to też jego publikacje. W zależności od grupy, ostatecznie to szef zespołu nadal jest autorem korespondencyjnym.

          • ~Hm 10.03.2026 15:01

            Papier przyjmie wszystko. Ja piszę o rzeczywistości.

  • ~członek komitetu 09.03.2026 20:53

    „Czas pokaże, czy lista czasopism stworzona w ten sposób będzie bardziej miarodajna niż ta, która funkcjonuje w tej chwili. Z udziału komitetów bardzo się cieszę, bo to rzeczywiście oddolny głos nauki, więc jeżeli zrobimy coś źle, to wtedy będziemy mogli mieć pretensje tylko do siebie.”
    I wszystko jasne, za złą listę mają odpowiadać Komitety. To bardzo wygodne dla PAN, bo przecież Komitety nie są częścią PAN. PAN odcina się od Komitetów wymagając by na każdym piśmie, na każdej uchwale Komitetów widniała adnotacja: „Niniejszy list wyraża poglądy Komitetu Naukowego Polskiej Akademii Nauk i nie powinien być utożsamiany ze stanowiskiem Polskiej Akademii Nauk”. Skąd zaimek „my” w Pana wypowiedzi: „jeżeli zrobimy coś źle” oraz „będziemy mieć pretensje tylko do siebie”?
    Członkowie Komitetów w większości rozumieją, że nie da się zrobić dobrej, uniwersalnej listy czasopism, która zadowoli wszystkich i dlatego od dawna zgłaszają postulat, aby zlikwidować listę czasopism, która nie służy polskiej nauce.
    Panie Prezesie, niech listę czasopism ustalą sami członkowie PAN, przecież to jest elita naukowców polskich, a cały splendor spłynie na PAN.

    • ~Alek Rachwald 10.03.2026 09:57

      Do komitetów PAN w większości nie należą członkowie PAN, ani też niekoniecznie naukowcy z instytutów PAN. Są tam naukowcy z całego polskiego świata naukowego i w związku z tym rzeczywiście stanowią poważną reprezentację krajowej nauki. Można to uznać za pewne zamieszanie nazewnicze, ale wystarczy o tym wiedzieć i problem znika.

      • ~Profesor PAN 10.03.2026 10:12

        Tadeusz Kotarbiński twierdził że nie. Ekwiwokacja będzie tworzyć chaos tak długo, jak długo będzie istnieć.

        A poza tym - demokracja nie sprawdza się w nauce, jakbyśmy ustalali w głosowaniu, co jest prawdą, to do dziś Słońce by się kręciło wokół Ziemi. Prawda wcale nie leży pośrodku tylko tam, gdzie leży.

    • ~Profesor PAN 09.03.2026 21:33

      Hehehe. To już prof. Kotarbiński mówił, że najlepszym sposobem na zamieszanie jest nazwać kilka bytów tą samą nazwą. Korporacja PAN nie ma nic wspólnego ani z komitetami PAN ani z instytutami PAN a prezes PAN nie rządzi ani jednym ani drugim ani trzecim.

      A w kwestii listy czasopism jednoznacznie wypowiedziała się Pani Ministra (tak chce być nazywana): ten najbardziej niewydarzony polski wynalazek wszechczasów jest i pozostanie.

  • ~Grześ 09.03.2026 20:12

    Jak dobrze, że w niektórych Instytutach PAN wykonuje się jednak badania stosowane, bo inaczej co PAN miałby do zaoferowania MON..

  • ~M 09.03.2026 16:20

    Trzynastki dla pracowników wypadły z projektu, ale czy wskoczy zapis o wyłączeniu spod ustawy kominowej Dyrektorów Instytutów? Taki projekt był jeszcze na etapie konsultacji, nie wiem czy się ostał. Oczywiście, ze środków dla Dyrektorów nie zapłaci się trzynastek dla pracowników Instytutu, ale uważam, że takie ruchy są nieuzasadnione ekonomicznie, wynagrodzenia dla dyrektorów nie są niskie....Może by Akademia opublikowała, jak wygląda sprawa wynagrodzeń Zarządu Instytutów, które w świetle ustawy kominowej są jawne (Dyrektorów, zastępców i Głównych Księgowych)?
    Publikacje w czasopismach drapieżnych, słabe publikacje - jest ich bardzo dużo, publikowane także masowo przez osoby wpływowe w instytutach....ciekawe, czy raport ujrzy światło dzienne, ten opracowany rozumiem, że nie...obawiam się, że ten następny też nie.

  • ~John Kowalsky 09.03.2026 12:56

    cytat dotyczący wyborów Komitetów PAN:
    "Protestuję przeciwko podważaniu legitymizacji demokratycznych wyborów dokonanych przez samo środowisko. Poczytuję to jako złą wolę i nie widzę żadnych, absolutnie żadnych argumentów za tym, żeby można było te wybory, a tym samym legitymizację komitetów jako oddolnych ciał reprezentujących środowisko naukowe, podważać. To zwykłe insynuacje i nie będę się do nich odnosił."
    Absolutnie żadnych argumentów?
    A może sama idea aby zbiór wszystkich osób ze stopniem doktora habilitowanego generował najlepszych reprezentantów nauki w danej dyscyplinie nie jest prawidłowa? A może mamy tam jedynie odzwierciedlenie sił głosów największych wydziałów polskich uczelni?
    Prosze chocby sprawdzić ilu jest tam np. reprezentantów listy top 2% Stanford/Elsevier. Czy mozna wierzyć że uśedniona większośc środowisko doceni tych najlepszych. Podobnie jak to jest przy wyborach do RDN w których te same środowiska nie są zainteresowane zbyt wysokim poziomem członków organu który będzie kontrolować ich awanse?

  • ~prof. dr hab. ZS. 09.03.2026 12:42

    Te wszystkie wywiady i pogadanki do niczego nie prowadziły i nie prowadzą, ergo, są bez sensu. Dlatego dziwię się państwu forumowiczom, że kolejny raz dajecie się wkręcać.
    Samo Forum Akademickie to też działalność komercyjna, która żywi się państwa kliknięciami www.
    Wiosna jest zbyt piękna żeby marnować czas na te pogadanki.

    • ~Alek Rachwald 10.03.2026 09:59

      To co, z powodu wiosny w ogóle gęby nie otwierać? Sądzę, że to poszłoby jednak zbyt daleko.

    • ~dr-On 09.03.2026 23:10

      Ja się nie daję wkręcać tzn. wiem, że ani Pan Prezes PAN, ani rektorzy uczelni, ani ministrowie, dosłownie NIKT z decydentów nie ma ochoty ruszać pewnej części SEDNA problemu, gdyż byłoby to coś w rodzaju "wsadzenia kija w mrowisko". A jaka jest ta część sedna problemu, to już pisałem (oczywiście, do tego sedna należy też oprócz kwestii wspomnianych przeze mnie, punktoza, "NCNu czar", ewaluacja, lista czasopism itd. itd.).
      Wiem dobrze, że chyba nie zepsułem panu Prezesowi PAN, rektorom uczelni, czy ministrom ochoty na śniadanie, obiad, czy kolację, i że wrażenia to, co napisałem, chyba nie wywarło. No, ale wie Pan, jesteśmy ludźmi, więc wielu czuje chęć uzewnętrznienia tego, co czuje.

  • ~MB 09.03.2026 12:35

    Zarówno papiernie, jak i czasopisma drapieżnie _nie są_ polskim wynalazkiem, zatem to nie sama ewaluacja spowodowała spotęgowanie tychże w Polsce, a jedynie jej zasady.

    A o jakości badań w Polsce najlepiej świadczą syntetyczne wskaźniki bibliometryczne. Proszę więc skupić się na przyczynach, a nie skutkach.

  • ~dr-On 09.03.2026 11:34

    Drogi Panie Prezesie.
    Jak już o tym pisałem niejednokrotnie tu na "Forum akademickim", te debaty (przynajmniej dotychczasowe) nad nauką polską, co by tu poprawić itd., gdzie dyskutanci (z reguły dr hab. lub prof. dr hab.), mówią niemal o wszystkich aspektach kryzysu, a unikają, jak ognia, omówienia właśnie tych przyczyn, o których napisałem tutaj przedtem, te debaty są po prostu MAŁO POWAŻNE. Wymyśla się różne sposoby niby na poprawę sytuacji, m.in. wymyślono właśnie ewaluację, punktozę, chce się ściągać polskich naukowców z zagranicy, udając że się nie widzi, iż niemało zdolnych ludzi po prostu, MARNUJE SIĘ w Polsce. Te nagrody m.in. Nagroda PAN, NICZEGO nie zmienią, gdyż zgłaszane są osoby, które mogą liczyć na poparcie swoich szefów, czy promotorów, zaś te, które usiłują walczyć o swoją pozycję naukową, a są pozostawione same sobie (znam kilku takich ludzi), pozostają W CIENIU.
    RÓWNOLEGLE kwitnie w Polsce rozdawnictwo publicznych pieniędzy na etaty akademickie oraz na granty NCN dla zwolenników uprawiania nauki poprzez czczą pisaninę o-siamtym-i-owamtym (to druga "cnota" systemu obok pierwszej, którą jest prowadzenie zajęć dydaktycznych), a będących niemałym odsetkiem przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych (zaznaczam, że nie jestem aż tak skrajny w swoich poglądach co do tych dziedzin, jak Kol. "MB").
    Znaczącej poprawy NIE będzie bez ISTOTNYCH ZMIAN w samym systemie, bez zdecydowanych posunięć, i pora się z tym pogodzić.

    • ~Przemo 09.03.2026 12:13

      Może jednak z brakiem ISTOTNYCH ZMIAN pora się NIE ZGODZIĆ.

      • ~dr-On 10.03.2026 13:57

        OWSZEM, ale chyba obaj wiemy, że zarówno ten, czy inny decydent nauki polskiej, a przynajmniej większość z nich jest świetnie "zaimpregnowana" na rzeczywistość, i nie będą nic ruszać, jeśli chodzi o ZASADNICZĄ część problemu.
        Obecny system jest zaprojektowany WYBITNIE tak, że szansę na rozwój w nim mają WYBRAŃCY tzn. tacy, którym UDAŁO SIĘ zostać "wylosowanym" przez los, do tego, żeby mieć szanse na sukces tzn. dostali się na doktorat do dobrego zespołu, badania im się powiodły, a mając MĄDREGO promotora, po doktoracie dostali się do innego dobrego zespołu lub ewentualnie zostali w tym samym zespole, i znowu się im powiodło. To potem procentuje grantami, habilitacjami, nagrodami itp. Przypomina mi to dość dokładnie dawniejszą maszynę losującą liczby w Totka: fruwały sobie kulki w pojemniku, a potem następowała (jak się domyślam), zmiana ciśnienia wewnątrz maszyny, i szczęśliwe kulki były zasysane do góry, a reszta odpadała.
        No cóż, ja do tych szczęśliwych "kulek" nie należałem.

  • ~Przemo 09.03.2026 11:29

    Mam pytanie dotyczące współpracy nauki z wojskiem: podobno właśnie wprowadzony, krytykowany jako niedopracowany, ogólnopolski system fakturowania KSeF nie jest na wszystkich etapach szyfrowany, a politycy i ich eksperci na ten temat milczą? Faktury wystawia także sektor obronny. Jeśli system faktycznie jest dziurawy, stwarza zagrożenie dla obronności Polski, a wtedy ponownie okazuje się, że rząd potrzebuje pomocy nauki, ale nie zdaje sobie z tego sprawy?

  • ~Maciek 09.03.2026 11:26

    III RP, która istnieje już 36 lat, to bardzo dziwny kraj. Nauka traktowana jest, jak piąte koło u wozu. Niestety, ale demokratycznie wybrani przypadkowi ludzie, którzy weszli do polityki, nie rozumieją roli i znaczenia nauki w rozwoju cywilizacyjnym kraju. A skoro tak, to już czas najwyższy wymienić krajową klasę polityczną, bo do niczego ci ludzie się nie nadają.

    • ~contrX 09.03.2026 11:41

      Cyt. "Niestety, ale demokratycznie wybrani przypadkowi ludzie, którzy weszli do polityki, nie rozumieją roli i znaczenia nauki w rozwoju cywilizacyjnym kraju. "

      Wie Pan, jeśli po tych wszystkich wydarzeniach, jakie miały miejsce w Polsce i na świecie w ciągu ostatnich 150 lat, jeszcze niektórzy wierzą w demokrację, to cóż mogę zacytować tylko wypowiedzi dwóch DOBRZE poinformowanych osób.
      Cyt.``Świat dzieli się na trzy kategorie ludzi: nieliczną grupę tych, którzy powodują wydarzenia; nieco liczniejszą grupę tych, którzy czuwają nad ich przebiegiem i uczestniczą w realizacji; wreszcie zdecydowaną większość pozostałych, którzy nigdy się nie dowiedzą, co tak naprawdę się zdarzyło.`` - dr Nicholas Murray Butler prezydent Columbia University w latach 1901 - 1945, w latach 1928 - 1946, prezes Carnegie Endowment for International Peace, wysoko postawiony czlonek Council of Foreign Relations CFR - Rady Stosunków Międzynarodowych, Rady Stosunków Zagranicznych
      (z: Epiphanius, ``Ukryta strona dziejów. Masoneria i tajne sekty``, Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski, Komorów 2008, tłumaczenie: Jacek W.)
      Drugi cytat, autorstwa również osoby dobrze poinformowanej: ``Ci, którzy są wybierani, nie rządzą, a ci, którzy rządzą, nie są wybierani.`` (Benjamin d'Israeli, premier Wlk. Brytanii w czasach królowej Wiktorii).

      Oczywiście, przedstawiciele tzw. nauk (?) politycznych unikają, jak ognia, choćby wzmianki o tych wypowiedziach, z wiadomych względów. I OD RAZU widać, na ile naukowe są te tzw. nauki polityczne, podobnie zresztą niestety, sprawa ma się z naukami historycznymi...

      • ~MB 09.03.2026 12:28

        „Nikt nie udaje, że demokracja jest doskonała lub wszechwiedząca. W rzeczywistości stwierdzić trzeba, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu”.
        Winston Churchill

      • ~Maciek 09.03.2026 12:23

        @ contrX,

        OK. Demokracja to jest kult niekompetencji. W państwach poważnych rządzą elity polityczne, a nie demokratycznie wybrani przypadkowi ludzie.

        • ~Przemo 09.03.2026 18:47

          Problem w tym, że środowisko naukowe nie potrafi ani się rządzącym postawić, ani załatwić spraw po dobremu. Do tego potrzebna jest jedność i silna grupa nacisku, ponieważ każdy z osobna przegra, o czym dobrze już wiemy. Nauczyciele mają ZNP, załatwiają sprawy po swojemu, nie zawsze dobrze, ale załatwiają. Załóżmy związek pracowników nauki, zastanówmy się nad priorytetami i korzystajmy z demokracji takiej, jaką mamy, ponieważ na lepszą bez naszego udziału się nie zanosi.

          • ~Maciek 09.03.2026 21:48

            @ Przemo,

            Jedność krajowego środowiska akademickiego i naukowego to podstawa. Ponadto umiejętne wyłonienie elit politycznych wraz z edukacją społeczeństwa polskiego, a to wymaga czasu, przemyślenia i poświęcenia.

  • ~zrujnowała nas 09.03.2026 10:52

    Ależ się PAN popisał i raptem zobaczył, że zajmowanie się sobą i tylko świadczeniem dla członków PAN to jest najważniejsze, a nie nauka. Nic a nic nie zrobili z PAN, by poprawić finansowanie instytutów PAN i nauki. Jedynie sobą się zajmowali i zajmują. Jak Akademia Kopernikańska zaczęła dawać nagrody za wielkie osiągnięcia w nauce, to obudzili się dziadkowie z miernymi osiągnięciami naukowymi, to i my teraz będziemy nagrodę dawać. Komu, to wiadomo, że swoim i po linii, by dosypać kasy za mierność ale wierność, bo jesteśmy członkami PAN i nam się należy trochę więcej niż miska ryżu, a pozostałym to tylko miska rysu co harują w nauce. Nie dbamy o naukę i naukowców, dbamy o siebie i musimy pokazać, że sloty i ocena członków PAN tak pogrążyła ich, że nie są w stanie nawet w drapieżnych czasopismach (nawet nie wiedzą co mówią, że są drapieżne ale to ich stan umysłu) nic opublikować, więc trzeba wszystko zlikwidować. Po co mamy się stresować, jak możemy się nadymać i być wielkimi naukowcami bez oceny, a tak ocena nas gnębi. Ot i co, to likwidujemy, ale nie korporację PAN, a naukę, ze słynnym powiedzeniem kandydata na prezydenta "po co komu "nauka" (CBK) jak jest w..."

    • ~Maciek 09.03.2026 12:14

      @ zrujnowała nas,

      Akademia Kopernikańska jako agencja rządowa przyznała dwie nagrody po 500 tys. zł., co prawda wybitnym uczonym, ale o ile mi wiadomo nieutrzymującym, jak dotąd żywych kontaktów z polską nauką. I jaki to ma cel? Jeżeli uważasz się za konkurencyjnego naukowca, to w dobie wolnego rynku możesz wyjechać za pracą, chlebem i lepszym życiem dosłownie wszędzie. Tam na pewno cię docenią.

      • ~zrujnowała nas 09.03.2026 13:55

        Tak robiłem, bez rady i to mi pozwoliło funkcjonować i być w kilku programach Horyzont, 6 programach innych agencji zagranicznych i kilkunastu projektów krajowych, od pierwszego projektu w 1994 roku z KBN. Akademia jak zajmowała się sobą tak zajmuje, nawet nie chcą słuchać, co mówią jej pracownicy. Tylko tyraj, pisz projekty a my będziemy z odpisów komu chcemy to damy, ale nie tym co zasługują a co nas kokietują i mówią, jacy to wielcy, no nie? Nawet z horyzontu były dziadkowskie pensje, bo nie pozwalały uchwalone przepisy naszych rządzących, tak dbali o nas by nam nie było za dobrze.
        Wszystkim radzę, jeśli mogą, to niech jeżdżą na duże konferencje i nawiązywać kontakty, to przynosi ogromne korzyści i daje pole do współpracy. Proszę zobaczyć ilu Polaków bierze udział choćby w kongresie EGU w Wiedniu. Tam nas prawie nie widać, a Niemców, choćby Hiszpanów, ilu? Jeśli nas nie ma tam, to i nie będziemy w projektach z zagranicznymi wykonawcami. Nam to dużo dawało, głównie satysfakcję mniej finansowo, ale pozwoliło bywać na konferencjach i to bez prośby dyrektora, za swoje z projektów i sami decydowaliśmy gdzie pojedziemy.

        • ~Maciek 09.03.2026 23:04

          @ zrujnowała nas,

          Jeżeli tutaj jest tak ci źle pod względem finansowym, to dlaczego nie szukasz pracy za granicą? Przecież są państwa np. Chiny, które doceniają naukę i naukowców. Natomiast tyrać trzeba wszędzie, gdziekolwiek byś nie pracował. Samo życie.

          • ~zrujnowała nas 10.03.2026 09:26

            Widać, że człowieku w życiu nic nie napisałeś istotnego, jakiegoś projektu, bo szastasz sloganami, wozisz się i ślizgasz, typ karierowicza w nauce. Typ, jak by tu robić, żeby nic nie robić i na swoje wyjść i po pańsku żyć. Pela usta frazesów, pierwszy do pouczania i nadymania się o wielkości nauki, jakby słyszał mojego pryncypała, członka PAN. W tylu projektach pracowałem, że sam na siebie zapracowywałem, na swój byt, przynosiłem finansowanie instytucji, a w ewaluacji też plus. Spotykałem się w życiu, przy pisaniu projektów, w nawiązywaniu kontaktów, wiele razy, nie pomocy, a podstawiania nogi, i działaniom jak by tu zaszkodzić, a jak nie, to widziałem działanie ze strony rządzących by z tego co przyniesie projekt, to złupić jak najwięcej do dyspozycji rządzących instytucją. Nie wspomnę o publikacjach i wyrażania zgody na wysłanie do czasopisma i jakie przeszkody się musiało pokonywać, czasami też były przechwycenia pomysłów i blokowanie wysłania mojego projektu. To przeżyłem i wiem, i znam te wszystkie sztuczki. Może dziś jest trochę lepiej, ale mobbing i kombinowanie rządzących w instytutach są i nawet anonimy są pisane do prezesów. I co na to i nic, robi się tak, by wyciszyć, zamieść pod dywan. Jedź człowieku do Chin, jeśli chcesz, ja wolę pracować w Polsce bo tu mój kraj i jemu służę, a z innymi współpracuję i to z kim chcę i mi pasuje. Rządzący w nauce i członkowie PAN powinni ułatwiać i zabiegać o naukę i finansowanie, a nie dbanie tylko o siebie.

            • ~Maciek 10.03.2026 10:51

              @ zrujnowała nas,

              Coś ci się w głowie pomieszało. Albo ci odpowiada miejsce pracy pod względem finansowym, albo nie. A jeśli nie, to poszukaj sobie innego miejsca. Jeżeli jesteś faktycznie konkurencyjnym naukowcem. Jako pracownik nie będziesz urządzał instytucji, w której cię zatrudniono.

              • ~zrujnowała nas 10.03.2026 14:13

                A jak, my wielcy urządzimy wam jacy macie być. Instytucja ma działać tak jak my chcemy "wielcy naukowcy" toć to wypisz wymaluj, zapisane jest w nowej ustawie o PAN. A maluteczcy mają jedynie tyrać i realizować co wielcy ale mierni i beztalencia, kumpli od biesiady, wzajemnej adoracji będą naukowcom dyktować. To nie ja wysyłam do pracy zagranicą tylko ty człeku. Ja oczekuję od rządzących i członków PAN, skoro są, by dbali o naukę i odpowiednie finansowanie a nie mówienie co mam robić skoro spełniam wymogi zawarte w statucie, regulaminach w misji danej instytucji i przynoszę jej chwałę. Gdybym tego nie spełniał to powinni mnie zwolnić lub sam to zrobić, bo przynoszę wstyd instytucji i sobie. Przecież o tym pisałem jak ci co rządzą urządzają "urządzał instytucji, w której cię zatrudniono." Czasami jest to nie do zniesienia, że się ma takich dyrektorów, kierowników. Kiedyś jeden ze znajomych kierowników do pracowników mówił, ja już nic nie muszę robić, by być w publikacji, projektach i wszędzie gdzie tylko chcę, bo jestem kierownikiem. Proszę poszukać encykliki i 5 prof. Józefa Betona i zobaczyć jak to się robi, a jakie ma się uciech z Mundkiem, Michałem i wielu innymi co to z doktorantkami "naukę uprawiały". To jest na FA.

                • ~Maciek 10.03.2026 16:03

                  @ zrujnowała nas,

                  Depozytariuszem grosza publicznego jest Ministerstwo Finansów. To krajowa klasa polityczna decyduje o tym, jakie fundusze są przeznaczane na rozwój polskiej nauki. W państwach UE bodajże 2/3 środków na naukę łożą koncerny i przedsiębiorstwa. W Polsce w sektorze 250+ aż 3/4 osób pracuje w firmach zagranicznych. I teraz, kto ma finansować polską naukę po stronie gospodarki? Niemcy, Holendrzy, a może Francuzi? Inne kwestie poruszone przez ciebie powyżej pominę, bo nie interesują mnie specjalnie vide organizacja pracy, i relacje na linii dyrektor-pracownik lub kierownik-pracownik.

  • ~Profesor PAN 09.03.2026 09:51

    Chciałbym by Pan Prezes przedstawił obowiązującą listę "predatorów", najlepiej w formie ustawy lub rozporządzenia MNiSW. Ja zgłaszam propozycję listy wydawnictw drapieżnych: Springer Nature, Wiley, Taylor&Francis, Elsevier i World Scientific. Chyba nie powinna ona budzić wątpliwości.

    • ~Jan 09.03.2026 11:04

      Wystarczy obniżyć profity z publikowania we wszystkich czasopismach (niezależnie od wydawcy) działających w modelu pełnego OA.
      Niech mają np. maksymalnie 70/100p (w przypadku zachowania aktualnej punktacji).

      Problem z definicją "predatorów" stanie się marginalny.

      • ~Jan Cieśliński 09.03.2026 19:26

        Podoba mi się ten kierunek myślenia, oraz poniższa argumentacja (publikowanie w Nature, a nawet Nature przymiotnikowym, nie ma w zasadzie żadnego wpływu na ewaluację, a można postawić prawdopodobną hipotezę, że liczba polskich prac w tych pismach w ogóle nie zależy od ich punktacji, inne bodźce tu działają).

        Co najwyżej byłbym łagodniejszy: obniżka o 1 lub 2 poziomy i to tylko za wydane pieniądze (jak ktoś opublikuje na koszt współautorów lub za darmo - to obniżki by nie było).

      • ~maciej 09.03.2026 13:22

        Czyli Nature Communications 70/100 pkt? OK.

        • ~Jan 09.03.2026 14:38

          A czemu nie? Jeśli faktycznie byłyby konieczne wyjątki, to pewnie dałoby się policzyć na palcach u rąk i uwzględnić. Albo i nie uwzględniać - ile tam było polskich publikacji w ostatnich 10 latach? Być może szkoda w ogóle rozważać sytuacje ekstremalnie mało prawdopodobne.

          • ~Mat 09.03.2026 15:31

            Ciekawa metoda argumentacji: najpierw proponuje Pan ogólną zasadę, a gdy pojawia się przykład pokazujący jej słabość, nagle okazuje się, że to „sytuacja ekstremalnie mało prawdopodobna” i właściwie szkoda ją rozważać. Taka logika pokazuje raczej problem z samą zasadą niż z przywołanym przykładem.

            • ~Jan 09.03.2026 18:25

              Powtórzę pytanie - ilu publikacji dotyczy ten przykład? 1? 10? W każdym bądź razie margines. Gdybym był decydentem, to ten margines potraktowałbym jako drobny koszt uboczny przekierowania dziesiątków jeśli nie setek milionów z wydawnictw na naukę. Brak tych powiedzmy 10 publikacji w ciągu 4 lat niewiele zmieniłby w ewaluacji, a korzyści byłyby przeogromne.
              Opcję ręcznego dowartościowania kilku(nastu) góra czasopism zostawiłem dla marudów, którzy uważają, że moja propozycja zabiłaby chęć publikowania w Nature Communications. Jak dla mnie - reguła powinna być prosta i bez ręcznych wyjątków. Zaoszczędzone pieniądze na pewno można byłoby wydać lepiej (choćby na granty celowe i opłacenie publikacji w Nature Communications gdyby ktoś dostał akcept, nawet jeśli nie przyniosłyby one wielu punktów do ewaluacji).

              • ~maciej 10.03.2026 10:17

                Powtórzę pytanie - 548 publikacji w Nature Communications to dużo czy mało?

              • ~maciej 09.03.2026 19:12

                Ilu? A już piszę: wg WoS w okresie 2016 - 2026 ukazało się 548 publikacji afiliowanych w jednostkach naukowych na terenie Polski (nie są to rzecz jasna publikacje z wyłącznie polskimi afiliacjami). Możemy zatem przyjąć, że jest to średnio ok. 50 publikacji rocznie. Dużo, a może mało?

                • ~Hubert Wojtasek 10.03.2026 21:49

                  "(nie są to rzecz jasna publikacje z wyłącznie polskimi afiliacjami)"
                  Pierwszych 20 autorów z największą liczbą tych publikacji:
                  Neal, D.E.39
                  Kote-Jarai, Z. 38
                  Chanock, S.J. 36
                  Eeles, R.A. 35
                  Brenner, H. 34
                  Giles, G.G. 33
                  Lu, Y.J. 32
                  Easton, D.F. 28
                  Haiman, C.A. 27
                  John, E.M. 26
                  Neuhausen, S.L. 26
                  Hamdy, F.C. 25
                  Scelo, G. 25
                  Cybulski, C. 24
                  Martens, J.W.M. 24
                  van Deurzen, C.H.M. 24
                  Borg, A. 23
                  Fisher, C. 23
                  Fleshner, N.E. 23
                  Kraft, P. 23
                  Jakoś wielu polskich nazwisk nie widzę.

    • ~Lepiej wypełnione sloty 09.03.2026 10:56

      Juz teraz mamy parę konkurencyjnych list drapieżników. Brak obowiązujacej listy to jedno (bardzo ważne!). Ale też...
      Czarna lista czy biała lista.? A co z odcieniami szarości? Drapieżność nie jest zerojedynkowa!
      Zmienność: to, że dziś (9 marca 2026) czasopismo X jest OK, nie gwarantuje, że za miesiąc czy dwa nie zejdzie ono na psy. Więc jak ktoś chce taką liste zrobić, to proszę ją parę razy w roku aktualizować. I każdorazowo określić termin ważności od-do.
      I odpowiedzialność zbiorowa: nawet w drapieżnych czasopismach (jak byśmy ich nie zdefiniowali) ukazują się od czasu do czasu wartościowe artykuły. Czy naprawdę powinniśmy potępiać ich autorów?
      A w ogóle, wiązanie oceny artykułu z tym, w jakim czasopiśmie się ukazał, to najwiekszy absurd obecnej i paru przeszłych ewaluacji. Zrezygnujcie z listy czasopism, a wiele problemów zniknie.

      • ~Profesor PAN 09.03.2026 12:03

        Propozycję likwidacji listy czasopism złożyłem otwarcie Pani Ministrze (takiej formy sobie życzy) i otwarcie mi odpowiedziała, że nie ma mowy. Czyli temat zamknięty, będziemy oceniani według miejsc, gdzie publikujemy. Nie jest najgorzej, mogliby zrobić ewaluację według wzrostu.

        • ~Alek Rachwald 09.03.2026 14:56

          A mogliby, cholercia, dostałbym podwyżkę!

          • ~Obserwator 10.03.2026 10:03

            Ale za co? Pan powinien dostać podwyżkę z FA za spędzanie kilku godzin dziennie nie na pracy ale komentowaniu wszystkiego. Pana dyrektor to jakiś ściemniacz skoro nie widzi że jego pracownicy niewiele robią

            • ~Alek Rachwald 10.03.2026 10:47

              O, i to rozumiem! Tak się pracuje. Jestem pewnie, że obserwatorium zatrudniające kolegę/-żankę doceni wyniki tej roboty. Przykład dla nas wszystkich.

  • ~Mat 09.03.2026 09:39

    Ciągłe odwoływanie się do rzekomo „drapieżnych” czasopism, bez uprzedniego zdefiniowania tego pojęcia, sprawia wrażenie raczej retorycznej obsesji niż analizy opartej na jasnych kryteriach. W takiej sytuacji dalsze twierdzenie, że określony odsetek osób w PAN publikuje w tego typu czasopismach — które wcześniej nie zostały w żaden sposób zdefiniowane — staje się już argumentem co najmniej osobliwym i wartym raczej refleksji nad mechanizmami jego formułowania niż nad jego wartością poznawczą.

    • ~Daw 09.03.2026 10:37

      Moim zdaniem wynika to z tego, że wskazanie palcem kto jest "drapieżny", a kto nie skończyłoby się pozwami ze strony tych wydawnictw. Założono więc, że środowisko samo się zorganizuje - ale tego nie zrobi, dopóki nie będzie się to opłacało. Teraz premiowane jest tworzenie słabych publikacji pod punkty - skoro to one są wyznacznikiem, a nie jakość (którą ciężej ocenić niż wklepanie sumy w excelu).

      • ~Alek Rachwald 09.03.2026 15:08

        Dodam jeszcze, że środowisko przecież właśnie się zorganizowało: najlepiej się publikuje w wydawnictwach, które dają 100 lub więcej kulasków kosztem niekrępującej opłaty ze środków instytucji. I to jest maksimum organizacji, jakiego można oczekiwać w sytuacji, gdy osoby poddawane temu ciekawemu eksperymentowi są premiowane za dokonanie takiego właśnie wyboru. Bo co inaczej? "Dajemy 140 naszych dobrych, ministerialnych punktów za publikację w tym śmieciu, które to punkty są niezbędne twojej firmie do ewaluacji i dyrekcja cię za to będzie na rękach nosić, ale pamiętaj, że mimo tych naszych 140 punktów to jest śmieć i jeśli tam opublikujesz, to będziesz złym człowiekiem"?
        Tak to wygląda z punktu widzenia środowiska jako całości. Natomiast nie przeczę, że w obrębie środowiska są jednostki na tyle dobre naukowo, że mogą pozwolić sobie na bardziej wybredne podejście do tego, gdzie zdobywają kulaski, albo nawet tak wybitne, że kulaski mogą im wisieć... Nisko na liście priorytetów. Ale to będzie chyba mniejszość., statystyka wskazuje

        • ~Podwórkowy 11.03.2026 14:22

          Panie, ostrzegaj Pan! Przez te 100 kulasków o mało się nie oblałem kawą ze śmiechu podczas lektury :) Tak tak, drogie osoby komentatorskie, piszcie sobie na Berdyczów, a ja obstawiam, że do wyborów żadne listy czasopism, żadne poważne nowelizacje ustaw SW nie wejdą. To zbyt niebezpieczne, mogłoby zaszkodzić Nowej Lewicy w wyborach. No bo co by mogli obiecować i kto by w to uwierzył? Nawet doświadczony tow. Wieczorek się na tym odcinku, jak to mówią, nie sprawdził. Jedyna nadzieja w jedynej osobie ministerskiej noszącej spodnie w tym gmachu, czyli tow. Zioło-Pużuk. Ta jeszcze ma jakieś pomysły, ale na razie starsi i mądrzejsi pozwalają jej jedynie feminatywy wprowadzać na uczelniach.

      • ~Profesor PAN 09.03.2026 10:52

        Obawiam się, że nauka opiera się na precyzyjnych definicjach a nie na insynuacjach. W innych sferach ludzkiej działalności insynuacje mogą działać całkiem dobrze, nie w nauce.

    • ~prof. dr hab. ZS. 09.03.2026 10:24

      Definicja drapieżników jest prosta: zysk ponad miarę

      • ~Alek Rachwald 10.03.2026 07:55

        Panie kolego, już Einstein stwierdził, że w naszej branży wszystko powinno być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie prostsze. Gdzie jest miara w tym przypadku?

        • ~Profesor PAN 10.03.2026 10:31

          Miara jest tak prosta, jak to tylko możliwe: marża. Marża Wielkiej Piątki przekracza 30% i w przypadku Elseviera zbliża się do 40%. Wydawnictwo naukowe to jeden z lepszych biznesów. Marża MDPI jest w okolicach 5%.

      • ~Mat 09.03.2026 13:12

        Jeśli definicją „drapieżności” ma być po prostu osiąganie zysku, to należałoby konsekwentnie uznać za „drapieżne” niemal całe współczesne wydawnictwo naukowe. Wydawnictwa — jak większość instytucji działających na rynku — funkcjonują przecież w oparciu o model ekonomiczny, a nie działalność pro bono. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy zamiast jasno określonych kryteriów pojawia się nieprecyzyjna kategoria „zysku ponad miarę”, która bez definicji staje się raczej figurą retoryczną niż narzędziem analizy.

      • ~prof. dr hab. PD 09.03.2026 11:00

        A który z domów wydawniczych nie stawia zysku ponad miarę? Wyceniając publikację OA na 4000USD.
        Uczestniczymy w wojnie, na której jako naukowcy jesteśmy przedmiotem a nie podmiotem!
        Oddajemy naszą pracę za nic. System jako taki jest wadliwy.

      • ~Profesor PAN 09.03.2026 10:48

        Czyli Wielka Piątka, ich marża przekracza 30% i w przypadku Elseviera zbliża się do 40%. Czysty bandytyzm. Dla porównania: MDPI zadowala się marżą w okolicach 5%.