W pełni popieram wszelkie postulaty mające poprawić stan polskiej nauki i jestem gotów do rozmów z każdym, kto takie postulaty zgłasza, ale jednocześnie nie mogę zgodzić się z tymi głosami, które mówią o stagnacji czy braku efektów naszej pracy – pisze dla FA dr inż. Marcin Kulasek, minister nauki i szkolnictwa wyższego.
Nie mam wątpliwości, że naszym wspólnym celem jest silna, efektywna, dobrze odpowiadająca na potrzeby rynku i wreszcie – odpowiednio finansowana polska nauka. Aby osiągnąć taki stan, musimy najpierw uczciwie zdiagnozować, gdzie leżą realne bariery rozwojowe. Poniżej przedstawiam moje stanowisko w trzech takich istotnych obszarach.
Demografia a finansowanie – paradoks rosnących nakładów
Często słyszymy o spadku nakładów na naukę, jednak liczby pokazują nieco inną rzeczywistość. W ostatnich latach nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę realnie wzrosły – środki zaplanowane na szkolnictwo wyższe i naukę w części 28. budżetu państwa – szkolnictwo wyższe i nauka, której jestem dysponentem, wynoszą w 2026 roku dokładnie 35 773 587 tys. zł (w tym budżet środków krajowych – 34 019 335 tys. zł i budżet środków europejskich 1 754 252 tys. zł). W porównaniu do roku 2025, gdzie kwota zaplanowana w tej części budżetowej wynosiła 34 047 287 tys. zł, oznacza to wzrost wydatków o 1 726 300 tys. zł, tj. o 5,1 proc.
W tym okresie, ze względu na trendy demograficzne, liczba studentów nie rosła w takim samym tempie – po dekadzie spadków w roku akademickim 2024/2025 studentów mieliśmy o ok. 35 tys. więcej w porównaniu z rokiem poprzedzającym. Dane wskazują, że osób kształcących się łącznie w uczelniach publicznych i niepublicznych było ogółem 1280,1 tys. Prognozy na najbliższą dekadę wskazują najczęściej na ustabilizowanie się liczby studiujących w naszym kraju na poziomie ok. 1,1 mln osób. Co te dane oznaczają w praktyce? Realny nakład finansowy przypadający na jednego studenta oraz na jednego pracownika naukowego nie jest dziś tak niski, jak możemy przeczytać w części mediów.
Jeśli przy zauważalnym wzroście finansowania nadal odczuwamy niedosyt, musimy nieco przeformułować najczęściej stawiane pytania. Warto zapytać nie o to, „ile” pieniędzy płynie do systemu, ale „jak” są one dystrybuowane i wydatkowane.
Wyścig o fundusze europejskie – mamy potencjał, by sięgać po więcej
Największym wyzwaniem, przed którym stoimy, nie jest brak środków w budżecie krajowym, lecz nasza wciąż niezadowalająca skuteczność w sięganiu po fundusze z programów ramowych Unii Europejskiej.
Na szczęście ostatnio daje się zauważyć poprawę. Polskie zespoły badawcze coraz skuteczniej zaznaczają swoją obecność w międzynarodowych projektach Programów Ramowych, a to przekłada się na coraz wyższe dofinansowanie. W ostatnich latach daje się zaobserwować dynamiczny wzrost uczestnictwa polskich jednostek. Weźmy tu dane z drugiej połowy 2024 roku. Analiza 523 pierwszych konkursów w Horyzoncie Europa potwierdziła blisko 126-procentowy wzrost wartości finansowania projektów w porównaniu z analogicznym okresem Horyzontu 2020 oraz wzrost liczby realizowanych projektów z udziałem polskich podmiotów o 40 proc., co przekłada się także na wyższe dofinansowanie per projekt. Z 2 mld euro zdobytych przez 25 lat ogółem w Programach Ramowych, niemal 670 mln euro, czyli ok. 30 proc., to efekt lat 2021–2024.
Nie ma przesady w stwierdzeniu, że pieniądze leżą na stole w Brukseli. Potrzebujemy tylko wystarczającej siły przebicia, by po nie sięgnąć. Jako minister wspieram i będę wspierać procesy prowadzące do lepszego umiędzynarodowienia i ściślejszego zespolenia nauki z biznesem. Po stronie środowiska pozostaje utrzymanie dobrego kursu z ostatnich lat i stałe podnoszenie jakości pracy, która będzie w stanie obronić się w międzynarodowej konkurencji.
Realizm celów
W debacie publicznej, a ostatnio także wśród postulatów zapowiadanego na 27 maja protestu, regularnie pojawia się postulat osiągnięcia nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę w wysokości 3 proc. produktu krajowego brutto. Sam, jako minister, mówiłem o tym celu i nie zmieniam zdania. Mam takie same priorytety, jak środowisko naukowe. Musimy jednak operować w sferze realnych strategii. Droga do tych 3 proc. wiedzie przez etapy, a pierwszym z nich jest osiągnięcie średniej unijnej, czyli finansowania na poziomie ok. 2,2 proc. Taka strategia wydaje się o wiele bardziej efektywna. Pamiętajmy też, że te 3 proc. to nakłady państwa, ale także sektora prywatnego. Dlatego tak ważna i konieczna jest synergia nauki i biznesu.
Uważam, że dążenie do pułapu 2 proc. PKB jest celem ambitnym, ale racjonalnym. Jest tylko jeden warunek – zwiększenie finansowania krajowego musi iść w parze ze stopniowym wzrostem skuteczności w pozyskiwaniu finansowania z zagranicy. Coraz lepiej potrafimy sobie z tym radzić i to pozwala z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość. Nasze środki na badania muszą pracować na realną doskonałość naukową, muszą być wykorzystywane w pełni efektywnie i transparentnie, a zadaniem ministerstwa, którym kieruję jest stwarzanie dogodnych warunków ku temu.
Podsumowując – polską naukę stać na sukces, ale wymaga to odwagi do przyznania, że musimy doskonalić się w skutecznym i mądrym podejmowaniu i wydatkowaniu funduszy. Za przykłady niech posłużą inicjatywy z zaledwie ostatnich kilku miesięcy: ok. 400 mln zł na remont i budowę nowych akademików z Funduszu Dopłat BGK, 200 mln zł na poprawę infrastruktury bezpieczeństwa na uczelniach, zwiększona o 40 474 800 zł dla instytutów oraz o 586 470 100 zł dla uczelni subwencja z przeznaczeniem na podwyżki dla pracowników tych podmiotów. Dodatkowo 296 700 000 zł na realizację projektu „Science4Business – Nauka dla biznesu”.
Równolegle pracujemy też nad propracowniczymi zmianami w nowelizowanej ustawie o Polskiej Akademii Nauk, skutecznie deregulujemy zapisy o pomocy socjalnej dla doktorantów w trudnej sytuacji życiowej, podnosimy sukcesywnie wysokość dochodu uprawniającą do otrzymania stypendium socjalnego i wysokość samego stypendium, pochylamy się nad kwestią dobrostanu psychicznego studentów, doktorantów oraz pracowników polskiej nauki czy wypracowujemy skuteczniejsze niż dotąd metody transferu wyników badań do gospodarki.
W pełni popieram wszelkie postulaty mające poprawić stan polskiej nauki i jestem gotów do rozmów z każdym, kto takie postulaty zgłasza, ale jednocześnie nie mogę zgodzić się z tymi głosami, które mówią o stagnacji czy braku efektów naszej pracy.
dr inż. Marcin Kulasek
Nawiązując do ostatniego akapitu: sugeruję raczej położenie większego nacisku na rozmowy z osobami, od których zależy realizacja tych postulatów. Pierwszą osobą, która przychodzi do głowy w tej sytuacji, jest premier. Bowiem we własnym gronie możemy bez wymiernych rezultatów rozmawiać do upojenia. A upojenie w godzinach pracy i tak nie jest mile widziane.
Ech, kiedyś to były czasy… Jeden z rekordzistów (profesor pedagogiki) miał 12 etatów, mniejsze żuczki po 2-3. I wszyscy byli zadowoleni: uczeni, studenci, właściciele prywatnych uczelni, ministerstwo, a nawet branża budowlana, bo wiele willi i mieszkań sfinansowano z tej stachanowskiej harówki dydaktycznej. Eldorado się niestety skończyło, więc teraz, panie kolego, teraz stawiamy na jakość i doskonałość. To od zawsze były nasze priorytety, a teraz jedynie je eksponujemy. Taka jest mądrość etapu i prawda czasu.
Kluczowy warunek: profesor x2 przeciętne wynagrodzenie w Polsce. Inaczej pozostajemy grupą sfrustrowanych ludzi.
A czy zwiększycie też liczbę wyprodukowanych publikacji x2? To już może lepiej pozostańcie sfrustrowani. Ewentualnie zalecam Ogólnopolski Strajk Głodowy Profesorów. Lekarze sobie wywalczyli to wy elito naukowa nie dacie rady?
Po co koledze jeszcze większa liczba publikacji, skoro w ostatnich latach liczba ta wzrosła mniej więcej pięciokrotnie? Jeśli rzeczywiście mamy być rozliczani z liczby, to chyba byłby czas na rewanż finansowy, czyż nie? Zaś jeśli nie z liczby, to chyba pora na inny system oceny i gratyfikacji.
Panie Kolego, cała rzecz w tym, że w ostatnich 20 latach liczba publikacji wzrosła kilkukrotnie. Ta biegunka publikacyjna wywołana jest właśnie zasadami ewaluacyjnymi.
Trzeba przyjąć dwie bardzo kontrowersyjne tezy:
1. Nauka jest zróżnicowana.
2. Szkolnictwo wyższe jest zróżnicowane.
Dziś jest tak, że te same kryteria stosujemy wobec filozofa, polonisty, chemika, fizyka, inżyniera, informatyka, biologa etc. I te same kryteria oceny stosujemy wobec UJ i malutkiej regionalnej uczelni zawodowej, która kształci nauczycieli, pielęgniarki czy inżynierów dla paru powiatów.
Mam apel do młodych: nie wierzcie w łatwe rozwiązania i propozycje „amerykanizacji”. Skończy się to tak, jak w innych dziedzinach życia: kilka enklaw bogactwa i połacie biedy i wykluczenia.
To o publikacjach x2 to była czysta ironia.
Stosowanie niemiarodajnego kryterium publikacyjnego przy ocenie pracy naukowca i jednostki naukowej, to jeden z największych błędów systemu ewaluacji.
PS: Mamy na przykład w Polsce znakomitą, na światowym poziomie, prywatną, rynkową stomatologię. Efekt jest taki, że lekko licząc (nie znam statystyk) 3/4 społeczeństwa ma nieleczoną próchnicę i nie korzysta z tych usług na światowym poziomie, bo ich na to nie stać.
Tak to jest prawda. Wystarczy pojechać na zakupy w supermarkecie w mniejszej miejscowości. Ludzie nie mają zębów frontowych nawet i tym się nie przejmują. Rozumiem że kogoś nie stać na ortodontę. Ale zęby można mieć krzywe ale czyste zdrowe i zadbane. Tylko ceny stomatologiczne w Polsce są droższe niż na zachodzie Europy. Za czyszczenie płace 50 euro i jak plombę na próchnicę. Za leczenie kanałowe zęba wzięli parę lat temu 120 euro. Była infekcja zęba to w ramach reklamacji otworzyli zęba wyczyścili i zaplombowali za darmo. Po lekach przeszło. W Polsce dużym mieście wojewódzkim czyszczenie zębów 500 zł . Dwie plomby 800 zł . Zdzierstwo w Polsce i brak etyki tylko kasa się liczy.
Może nie dla każdego? Jest pełno osób która nic nie robi naukowo
To zwolnić. To polski wynalazek - trzymać szkodników ale płacić im mniej.
W ramach środków SAFE na naukę proponuję następujący temat habilitacji z nauk przyrodniczych, dyscyplina łąkarstwo bezpieczeństwa: „Krótkie koszenie turzycy a detekcja wroga w pasie przygranicznym”. Chętnie podejmę się roli recenzenta za godziwą stawkę.
Pan tak od razu o koszeniu, a przecież temat hodowli pokrzywy jako elementu zapory przeciwko sile żywej też czeka na stosowny opis.
Koperta pierwsza (otwórz przy pierwszym kryzysie): „Zwal wszystko na poprzedników”. Czarnek zjechany z góry na dół (skądinąd słusznie), ostatnia czarnkowa lista wycofana.
Kiedy pojawiają się pierwsze problemy i braki w budżecie, ogłoś publicznie, że poprzednia ekipa zostawiła „zgliszcza” i to wina ich decyzji (lub ich braku)
Czarnek zjechany z góry na dół (skądinąd słusznie), ostatnia czarnkowa lista wycofana.
.Koperta druga (otwórz przy drugim kryzysie): „Przebuduj struktury”.
Zmień nazwy stanowisk, zwolnij kilku kluczowych ludzi i ogłoś głęboką reorganizację, która ma na celu naprawienie „błędów przeszłości”.
Wieczorek z kompanią odstawiony na boczny tor, Kulas naprawia (hahaha) błędy przeszłości.
Koperta trzecia (otwórz przy trzecim kryzysie): „Przygotuj trzy koperty”.
Gdy sytuacja wymknie się spod kontroli, powtórz cały cykl i przygotuj taki sam zestaw dla swojego następcy.
Jako że w 2027 mamy wybory, to pewnie koperty już kupione i czekają na przygotowanie.
I tak od 30 lat sobie nauka i szkolnictwo wyższe wegetuje.
To nie Czarnek tylko Gowin wymyślił aktualną parametryzację dyscyplin (zamiast wydziałów). Parametryzacja ta wzmocniła wcześniej ustaloną tezę że wynik badań można ocenić opierając się o prestiż czasopisma mierzony danymi bibliograificznymi. Czarnek zrobił tam tylko drobne korekty w tak poważnych obszarach jak np. pedagogika katolicka, beton wapno gips itp.
Idea parametryzacji Gowina sprawdzała się może 20-30 lat temu ale od niedawna uległa dezaktualizacji po pandemii oraz masowego "paper milling" i wejściu do gry AI.
Uprasza się Forumowiczów o elementarną obiektywność. Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem obecnej koalicji rządzącej, ale zrzucanie całej winy wyłącznie na ministerstwa – obecne czy poprzednie – to już gruba przesada.
Przypomnę, że Barbara Kudrycka chciała znieść habilitację i środowisko o mało jej wtedy nie zadziobało. Z kolei Jarosław Gowin wprowadził swoją reformę po wielomiesięcznych, szerokich konsultacjach z samymi akademikami.
No i wisienka na torcie: patologia, jaką jest obecnie NCN, to wytwór osób zarządzających tą instytucją. Przecież współczynnik sukcesu można by łatwo utrzymać na rozsądnym poziomie, gdyby rozsądnie obniżyć maksymalne wielkości grantów i dać szansę większej liczbie badaczy. Zamiast tego mamy loterię. No i te tony papierów, procedury i rozliczanie każdej złotówki to czysta skrajność. Ot dzieło naukowców. Osobiście nie potrafię powiedzieć ani jednego dobrego słowa o funkcjonowaniu tej instytucji.
Trzeba czasem wziąć pewne rzeczy na klatę: żyjemy w mentalnym skansenie, ale jednak to nie politycy go stworzyli.
Jak sobie Pan/Pani wyobraża obniżenie maksymalnych wielkości grantów? Jeśli do realizacji grantu potrzebne jest urządzenie za pół miliona, to za 250 tysięcy się go nie kupi. Jeśli zaplanowane jest zatrudnienie postdoca, to za połowę pensji nikt się nie zatrudni
Potrzeby są nieograniczone i pańskie urządzenie za pół miliona kto inny przelicytuje swoim za pięć milionów. Wtedy też będzie pan entuzjastą podwyższania kwot przy zmniejszaniu ich liczności?
Kudrycka (humanistka) coś tam powiedziała o habilitacji ale tego nie zrealizowała, choć, jak się później okazało, fatalna koncepcja parametryzacji bibliometrycznej była kontynuowana za jej rządów, a jeszcze wtedy nie było tak wyraźnie widać jej wad.
A elementarna obiektywność podpowiada że Gowin (przy cichej akceptacji PiS) odebrał podmiotowość organów uczelni dziekanom. Czyli przekazał rektorom powoływanie dziekanów. W zdecydowanej większości dziekanów sie juz nie wybiera ale to rektor decyduje o tym kto kieruje wydziałami. Szefowie dyscyplin (mianowani przez rektora) przejęli finansowanie nauki.
Niestety w ten sposób samorządność akademicka na poziomie wydziałów (czyli tam gdzie naprawdę powstaje dydaktyka i nauka) stała się fikcją. Próba posiadania zdania innego niż rektor wymaga zgromadzenia za sobą jakiejś większości w Senacie lub zdobycia większości w wyborach na rektora.
Do tego doszła coraz bardziej odklejona od światowej rzeczywistości parametryzacja.
No właśnie. Czy ktoś słyszał kiedyś o strajku profesorów? Oczywiście były i są nadal głosy wspierające protesty innych grup społecznych ale sama ta wybitna elita naukowa wyręcza się zawsze czyimiś rękoma. A dlaczego tak się dzieje? Może dlatego, że kasta naukowa współtworzy i współpracuje z władzą (jakakolwiek by ona nie była). Może też dlatego że tak naprawdę obecny korupcjogenny i feudalny system panujący w nauce jej odpowiada i czerpie z niego korzyści.
A co do patologii w przyznawaniu grantów, stopni i tytułów, to dopóki nie wprowadzi się losowania recenzentów w postępowaniach awansowych i grantowych, zawsze będziemy w kręgu poślinionego paluszka, który przyznaje godności i pieniądze po uważaniu. To dało się zrobić w sądownictwie i da się zrobić w nauce. Trzeba tylko chcieć.
Konsultacje Gowina? Konkurs na projekty reformy z których nic nie wynikło. Konsultacje owszem były - z rektorami przy stoliku plus parę konferencji dla gawiedzi. Z rektorami uradzono, że najlepiej będzie uznać, że autonomia uczelni to autonomia rektora, w myśl hasła rektorów-słońc: uczelnia to ja. No i sporo bonusów dla uczelni prywatnych, rzecz jasna. Efekt jest taki, że w wielu tych „uczelniach” student nie widzi miesiącami wykładowcy z wykształceniem wyższym od magistra.
Za Kulaska konsultacje są lepiej pozorowane, można sobie na internetowej konferencji posłuchać, co władza planuje.
Władza udaje, że nie istnieje system teleinformatyczny, w którym każdy nauczyciel akademicki mógłby wziąć udział w ankiecie/głosowaniu nad konkretnymi rozwiązaniami.
Habilitacja to relikt historyczny, ale dziś pełni u nas funkcję stopnia awansu zawodowego nauczycieli akademickich. I chyba lepsze to niż „dziki Zachód”, nie żyjemy w USA. Zniesienie profesur i habilitacji nie sprawi, że UW zamieni się w Harvard, a UJ w Stanford.
@ZM
Ten, kto ma pieniądze, tez rządzi. Nawet w tak zdecentralizowanym systemie, jak amerykański, administracja państwowa (rząd) ma gigantyczny wpływ na rozwój nauki.
Według mnie do poprawy systemu nauki w Polsce potrzebne są dwie rzeczy, rząd zdeterminowany, aby zacząć zmiany, oraz ministerstwo, które wie, jak zacząć. Potem trzeba się martwic tym, jak utrzymać ten sam kierunek pomimo tego, że rządy się zmieniają. Zaangażowanie rządów (premierów) jest absolutnie kluczowe, między innymi z tego powodu, że jednak te wszystkie reformy nie miałyby sensu bez zwiększenia nakładów finansowych. A tego sam minister nie zapewni.
Konsultacje z całym środowiskiem naukowym są niepotrzebne, bo jak uczy historia (sam Pan o tym wspomniał), zdecydowana większość środowiska naukowego w Polsce nie chce zmian, ponieważ zmiany pokazałyby mizerię tego wszystkiego. Ich własną mizerię. Notabene, z dokładnie z tego samego powodu taki paniczny strach panuje przed ewaluacją, która byłaby poprowadzana przez grupy ekspertów spoza Polski. Ten sam mechanizm.
Zamiast konsultacji potrzebny jest minister, który WIE. Wie naprawdę dużo o samej nauce, ale też o tym jak działają systemy naukowe w innych krajach; wie jaki powinien być efekt końcowy tych wszystkich reform. Jak również wie, jak odróżnić te głosy, które chcą dobrze dla rozwoju nauki w kraju, od tych głosów, które mają na celu jedynie utrzymanie posad i zarobków.
Zmiany, o których piszę, trwałyby przynajmniej kilka lat. To miałby być proces, a nie zdarzenie, zarówno jeśli chodzi o reformę systemu, jak i wzrost finansowania.
Mam Pan dobre intencje. Ale zastosujmy analogię. W polskiej piłce nożnej mamy tak naprawdę mizerię, marnowanie środków. Przestańmy finansować klubiki dziecięce i młodzieżowe, kluby sportowe w powiatach, województwach, miasteczkach. Zostawmy tylko dwa-trzy najlepsze kluby sportowe i skierujmy tam całe finansowanie. Za parę lat będziemy mieli w Polsce nową polską Barcelonę i Real. Nawet gdyby tak się stało (w co wątpię), to jaki byłby efekt społeczny tych działań, jeśli rozumie Pan, co mam na myśli?
@Podwórkowy
Przepraszam, ale nie bardzo. Lepiej nie stosować analogii.
Jeśli z mojego komentarza wywnioskował Pan, iż ja postuluję, aby pozamykać prawie wszystkie uczelnie, a zostawić raptem dwie, to znaczy, że zapewne nie wyraziłem się wystarczająco jasno.
Pisałem raczej o czymś innym
@Marcin Przewloka
To co Pan pisze to brzmi sensownie, ale na razie nie ma szans na realizację. Barbara Kudrycka naprawdę chciała coś zmienić, a koniec końców musiała odejść, jako ta "szkodliwa wydra". Za jej czasów procedury awansowe trochę uproszczono, ale obecnie kolokwium hab. znowu wróciło (żeby gość wiedział, że można być świetnym, ale bez jedzenia z ręki, to ani rusz).
Tak czy inaczej, nie sądzę, aby teraz ktoś inny chciał wziąć na siebie ciężar walki ze środowiskiem. Zwłaszcza, że obecny rząd ma trochę inne problemy. Jak przegrają wybory to trzeba będzie szybko szukać krajów zaprzyjaźnionych, aby tam spędzić kilka lat (jak obecnie robią to politycy opozycji).
Jak pisałem wcześniej, szansa na zmiany jest, ale zewnętrzna. Czyli jeśli Czesi zaczną nam szybko uciekać, co wydaje się dość prawdopodobnie. Ale to jednak perspektywa kilkuletnia.
Szanowni Forumowicze
To naprawdę nie ma znaczenia co pan minister powie że trzebaby zmienić, poprawić, przyspieszyć itd.
On jest tu na chwilę podobnie jak jego poprzednik Wieczorek.
Równie (nie)dobrze mógł mu się trafić inny resort, w którym także prowadziłby działania pozorne.
Niczego nie zmieni, a już na pewno nie zawalczy o zwiększenie finansowania. Nie zrobi niczego co mogłoby mu zaszkodzić.
PO dwóch i pół latach budżet państwa jest w rozsypce a ponieważ zostało im jeczcze półtora roku więc będzie jeszcze gorzej.
Przetrwaliśmy Jaruzela, przetrwamy i Tuska. Boli tylko że świat ucieka a my stoimy.
Damy radę, skoro przetrwaliśmy potop szwedzki, przetrwamy także nowego ministra nauki. Nie takim innowacjom dawaliśmy radę. Nie jest to pierwszy przypadek, w którym musimy zmierzyć się z nietypowymi lub kontrowersyjnymi innowacjami.
Produkujecie Panstwo ogrom doktorow, ktorych woedza ogolna jest na.poziomie matury ,,dwudziestolecia,,. W szkole podstawowej liceum generujecie informacje na temat lgbt, ktore jest procentowo nieistotnym tematem w skali problwmatyki spolecznej nie uwzgledniajac np tematyki geriatrycznej bedacej zdecydowanie bardziej istotnym punktem dla mlodych ludzi gdy dorosna nizli ww sprawy zwiazane z teczowa inzynieria spoleczna. Rozpatrujac to.w kontelacie.strategii rp bodaj czesci trzwciej twprzycie kpine ppdpierana konsekwentnym rozkladem panstwowosci polskiej. Strzepie sobie jezyk bo -tak ma byc. Niestety. Ciekawi mnie kto z fej bajkowej zbieraniny pamieta czym jest interes narodoqy, racja stanu...
Ciekawi mnie niezmiernie, czy pan minister przeczytał komentarze, takiego roasta to nie urządzono nawet Charlie Sheenowi.
Dla pana ministra raczeǰ najważniejsze znaczanie ma to, czy będzie można dalej pełnić funkcję ministra. A jeśli pojawi się (za pewien czas) nowy minister, to będzie mógł znowu powoływać komisje do analizy tego, co poszło nie tak, lub tego, co należy zrobić, żeby lepiej wyglądało. I tak w kółka, aż zostaniemy mistrzami świata - może już jesteśmy - w powoływani różnych ciał doradczych (Polska krajem rad).. Tak czy inaczej pan minister zabrał głos i pozostaje mu żyć powodzenia w realizacji planów, nawet jeślu są misiem na miarę naszych czasów. Nadzieja umiera ostatnia. Moja już od kikudziesìlęciu lat.
Jestem recenzentem w programie Horizon.
Najpierw poprawcie warunki u siebie. Przecież z tych waszych habilitacji i schizofrenicznego dorobku się śmieją w UK czy USA. Na pytanie, nad czym pracujecie, odpowiadacie, że tym samym co 20 lat temu, bo ostatnie 10 lat zbieraliście punkty wewnętrzne, nie mające wiele wspólnego z IF :)). Nauka równoległa.... Obudźcie się. Czeka na was świat.
Z ciebie recenzent jak z ... skoro takie bzdury piszesz że w UK czy USA. Trzeba mieć trochę oleju żeby być recenzentem w UE. Skąd ci z UK i USA i nie tylko, wiedzą, że w Polsce są tacy co to piszą artykuły, a oni cytują te prace w swoich publikacjach. Myślę, że to za trudne do zrozumienia takiemu recenzentowi Horyzontów.
List otwarty do Ministra Nauki
Dziękuję za deklarację otwartości na rozmowę z każdym, kto zgłasza postulaty poprawy polskiej nauki
Szanowny Panie Ministrze,
Dziękuję za Pana deklarację: „W pełni popieram wszelkie postulaty mające poprawić stan polskiej nauki i jestem gotów do rozmów z każdym, kto takie postulaty zgłasza, ale jednocześnie nie mogę zgodzić się z tymi głosami, które mówią o stagnacji czy braku efektów naszej pracy”. Przyjmuję tę postawę z uznaniem, bo otwartość na dialog i gotowość do rozmowy z każdym, kto wnosi konkretne doświadczenie, są dziś szczególnie potrzebne.
Przeczytałam Pański artykuł w „Forum Akademickim”. Nie odpowiadam jako komentatorka, lecz jako praktyk innowacji, przedsiębiorczyni i osoba, która od lat funkcjonuje pomiędzy światem nauki, biznesu i administracji. Piszę, ponieważ znam system od strony, której nie widać zza raportów, wskaźników i konferencji.
Jestem innowatorką, interim executive, intrapreneurką i strategiem ze szczególnym uwzględnieniem CSR i obszarów ESG. Jeszcze na studiach pozyskałam środki z programu regionalnego i stworzyłam jeden z pierwszych inkubatorów przedsiębiorczości w Polsce po akcesji z UE.
Tak rozpoczęła się moja misja na rzecz wzrostu gospodarczego, która trwa do dziś. Jestem autorką publikacji o innowacjach w magazynach świata biznesu i nauki. Zostałam nagrodzona przez środowiska biznesowe i społeczne. Wynalazłam kompozyt kwantowy – nowe zastosowanie kropek kwantowych w systemach BIPV. Przez lata wspierałam również start-upy, które odniosły według mojej definicji sukces.
Wymieniam te doświadczenia, ponieważ większość przedsiębiorców-innowatorów funkcjonuje dziś jak człowiek orkiestra i niejeden z nich posiada kompetencje, doświadczenie wdrożeniowe oraz dorobek praktyczny odpowiadający poziomowi solidnej pracy doktorskiej.
Według GUS, nakłady na B+R w Polsce w 2024 r. wyniosły 1,41% PKB, a wydatki brutto na działalność badawczo-rozwojową osiągnęły 51,5 mld PLN. Według European Innovation Scoreboard 2025, Polska pozostaje w grupie Emerging Innovators, czyli poniżej 70% średniej UE pod względem ogólnej innowacyjności.
Sama prowadzę instytucję szkoleniową z numerem nadanym przez ówczesne MEN, która działa w przestrzeni publicznej, lecz pozostawiona jest całkowicie sama sobie przez system, który ją formalnie zatwierdził. Znam też cenę innowacji od strony, o której rzadko mówi się publicznie. W wyniku luki systemowej dotyczącej ochrony własności intelektualnej innowatorów działających poza formalnym systemem akademickim utraciłam oszczędności życia związane z rozwojem autorskiego rozwiązania technologicznego kompozytu kwantowego dla systemów BIPV. Stało się to tuż po tym, jak zakończyłam badania finansowane z dotacji unijnych i składałam wniosek do kancelarii patentowej. Zapewniam, że rozwiązanie to ma większą moc niż perowskity, i właśnie dlatego zostało przejęte. Mechanizmy ochrony okazały się niewystarczające wobec asymetrii zasobów pomiędzy niezależnym innowatorem a podmiotami dysponującymi znacznie większym zapleczem kapitałowym i organizacyjnym. Zaufałam procedurom oraz instytucjom, które w założeniu powinny chronić twórców innowacji, a w praktyce pozostawiają wielu z nich bez realnego zabezpieczenia.
Nie piszę tego wyłącznie w wymiarze osobistym. To problem systemowy. Państwo traci w ten sposób nie tylko pojedynczych innowatorów, lecz także kapitał intelektualny, motywację społeczną oraz potencjał gospodarczy.
Uderzanie głową w mur...
Zostałam zaproszona jako ekspertka ds. rozwoju strategii systemu start-upowego na panel warsztatowy Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Po jego zakończeniu dyrektor ds. innowacji MRiT zaprosił mnie na osobne konsultacje. Przedstawiam konkretną propozycję modelu wsparcia kobiet 40+, które odchowały dzieci lub znalazły się w miejscu, gdzie rynek pracy staje się dla nich coraz mniej dostępny — finansowanie licencji do sprawdzonych, skalowalnych biznesów franczyzowych, z redukcją ryzyka niepowodzenia i wsparciem interim. Zaprosiłam także Vivien Rydz z Fundacji Bridges, młodą studentkę aktywnie zaangażowaną w rozwój polskiej nauki, bo zależy mi na łączeniu pokoleń. Dyrektor zapisał pomysł. Odpowiedzi nie otrzymałam.
Według dostępnych danych o rynku pracy, stopa aktywności zawodowej kobiet w Polsce wynosiła w 2024 r. 51,6%. To potwierdza, że potrzebne są narzędzia dostosowane do realnych barier powrotu na rynek pracy, a nie ogólne deklaracje.
Na końcu usłyszałam od Vivien, że nie powinnam mieć zbyt dużych oczekiwań, ponieważ wielokrotnie uderzała głową w mur. I właśnie to jest dziś jednym z największych problemów polskiego systemu — ogromna ilość debat, konsultacji i działań PR-owych przy jednocześnie bardzo ograniczonym wdrażaniu realnych zmian. Czasem naprawdę nie potrzeba rewolucji. Wystarczy kilka mądrych korekt systemowych.
Wiedza bez adresu...
W Polsce wciąż bardzo słabo rozumiemy rolę architekta innowacji — osoby, która integruje wiedzę, bierze ryzyko finansowe, tworzy koncepcję, buduje strategię i przez lata utrzymuje projekt wyłącznie własną energią oraz własnymi środkami. Polscy przedsiębiorcy, zwłaszcza ci działający niezależnie, niosą dziś także ciężar głębokiej traumy gospodarczej. Przez lata byli zbyt często traktowani przez państwo nie jak partnerzy rozwoju, lecz jak narzędzie fiskalne i organizacyjne — jak swoista wyciskarka do cytryn, od której oczekuje się maksymalnych rezultatów przy minimalnym zaufaniu i ograniczonym wsparciu.
Według OECD/UE, Polska pozostaje poniżej średniej w zakresie innowacyjności i komercjalizacji wiedzy, co potwierdza, że problem niedostatecznego przełożenia wiedzy na wdrożenia ma charakter systemowy.
W wielu środowiskach cechy, które przez dekady stanowiły siłę polskiego rzemiosła i przedsiębiorczości — rzetelność, odpowiedzialność, samodzielność i przywiązanie do jakości — były osłabiane przez układowość, doraźność i mechanizmy nieformalne. Ci, którzy nie chcieli wchodzić w zależności, bywali marginalizowani, a czasem także szkalowani. To nie jest wyłącznie problem etyczny. To realna bariera rozwoju innowacyjności.
System finansuje chętnie procesy badawcze. Znacznie trudniej finansuje człowieka, który nadaje kierunek całemu przedsięwzięciu. W nowoczesnej gospodarce coraz większe znaczenie ma nie tylko sama specjalizacja, lecz zdolność integrowania komplementarnych zasobów: wiedzy naukowej, doświadczenia praktycznego, technologii, kapitału społecznego oraz zdolności wdrożeniowych. To właśnie komplementarność zasobów coraz częściej decyduje dziś o przewadze najbardziej innowacyjnych gospodarek świata. Peter Senge popularyzował myślenie systemowe jako sposób rozumienia zależności pomiędzy elementami całości, a nie wyłącznie pojedynczymi specjalizacjami.
Tymczasem polski model nadal zbyt często ocenia kompetencje w oderwaniu od realnej zdolności integrowania ludzi, wiedzy, procesów i odpowiedzialności wdrożeniowej. W praktyce oznacza to, że osoby potrafiące łączyć świat nauki, biznesu, technologii i administracji pozostają często poza głównym nurtem systemowego wsparcia — mimo że właśnie takie kompetencje stają się kluczowe w gospodarce XXI wieku.
Przedsiębiorca, który dysponuje większą wiedzą praktyczną niż niejeden doktor, nie może samodzielnie prowadzić projektów B+R bez formalnego tytułu naukowego. Jest zmuszony oddawać swoje pomysły podmiotom zewnętrznym, ryzykując utratę własności intelektualnej. Sama doświadczyłam tej sytuacji. Efekt jest paradoksalny i kosztowny: system stworzony po to, by promować innowacje, systematycznie wyklucza część swoich najzdolniejszych innowatorów.
Dajmy szansę polskim Teslom
Historia innowacji pokazuje, że sam wynalazek nie wystarcza, jeśli twórca nie jest chroniony przez system silniejszy niż interes chwilowy. Polska nie może pozwolić sobie na to, by jej Teslowie tracili pomysły, energię i motywację, podczas gdy inni przejmują efekty ich pracy i budują na nich własną przewagę.
Jeżeli naprawdę chcemy mówić o złotym wieku Polski, musimy zacząć od zmiany kolejności myślenia: najpierw człowiek, potem system. Państwo powinno najpierw chronić twórcę, stabilizować jego warunki działania i wzmacniać bezpieczeństwo każdego człowieka, a dopiero potem rozliczać procedury, wskaźniki i formalne ścieżki.
Nie zbudujemy nowoczesnego patriotyzmu wyłącznie na martyrologii. Potrzebujemy patriotyzmu transformacyjnego opartego na myśleniu systemowym, wspólnym projekcie rozwojowym, stabilizacji instytucji i poczuciu bezpieczeństwa każdej jednostki. Dopiero z takiego gruntu może wyrastać trwała siła, zaufanie do państwa i realny dobrobyt.
Propozycja: doktorat z praktyki
Polska powinna stworzyć alternatywną ścieżkę doktoryzowania dla doświadczonych praktyków, przedsiębiorców i innowatorów — szczególnie dla osób po 40. roku życia, które przez dekady budowały firmy, wdrażały rozwiązania, zarządzały zespołami i zdobywały kompetencje w realnej gospodarce.
Według OECD/Eurostat, podobne modele funkcjonują już w wybranych państwach europejskich i mogą stanowić inspirację dla Polski. Ścieżki praktyczne nie osłabiają jakości, lecz zwiększają przepływ wiedzy między gospodarką a nauką.
Model taki funkcjonuje w różnych formach w krajach europejskich, w których rozwijano doktoraty zawodowe i praktyczne. Polska mogłaby stać się pionierem odważniejszego, bardziej otwartego rozwiązania w Europie Środkowej. Ścieżka obejmowałaby ocenę dorobku praktycznego, wdrożonych innowacji, osiągnięć gospodarczych, projektów społecznych i publikacji eksperckich wraz z obroną pracy doktorskiej oraz egzaminami kompetencyjnymi bez konieczności wieloletniego powrotu do klasycznej szkoły doktorskiej. Tacy przedsiębiorcy-doktorzy staliby się naturalnym pomostem między nauką a gospodarką. Mając poczucie współtworzenia systemu, chętniej zatrudnialiby naukowców, inwestowali w badania i fundowali stypendia. Im bardziej przedsiębiorcy będą czuli, że nauka jest dla nich dostępna, tym więcej będą gotowi w nią inwestować.
Nauka w erze AI...
W epoce sztucznej inteligencji sama umiejętność napisania pracy teoretycznej przestaje być wystarczającym wyróżnikiem wartości. Coraz większego znaczenia nabiera zdolność integrowania wiedzy, przewidywania trendów, wdrażania rozwiązań oraz ponoszenia realnej odpowiedzialności za decyzje gospodarcze i społeczne. Doświadczenie praktyczne oraz zdolność tworzenia realnej wartości powinny stać się jednym z filarów nowoczesnego modelu nauki XXI wieku. Polska ma szansę wyprzedzić ten proces, zamiast po raz kolejny jedynie próbować dogonić innych.
W refleksji nad kulturą instytucjonalną i zachowaniami zbiorowymi warto sięgać po ludzi, którzy od lat pracują nad realnymi, złożonymi problemami społecznymi i gospodarczymi. Współczesne myślenie systemowe coraz wyraźniej pokazuje, że skuteczne państwa przyszłości będą potrzebowały nie tylko ekspertów wąskich specjalizacji, ale również integratorów zdolnych łączyć chaos, złożoność, technologię i odpowiedzialność wdrożeniową.
Ja również — w imieniu przedsiębiorców, zwłaszcza kobiet, którym ze względu na wiek trudno znaleźć pracę — proponuję konkretne rozwiązania i proszę o rzeczowe odniesienie się do nich: jeśli nie, to dlaczego; jeśli tak, to kiedy i w jaki sposób mogę pomóc w ich wdrożeniu?
Apel...
Panie Ministrze, Polska nauka i innowacyjność potrzebują dziś nie tylko kolejnych procedur, lecz także większej odwagi, świeżego spojrzenia i odrobiny ludzkiej energii. Potrzebują uznania, że kapitałem państwa nie są wyłącznie instytucje, lecz przede wszystkim ludzie, którzy potrafią łączyć wiedzę z działaniem. Dlatego apeluję o rozpoczęcie prac nad rozwiązaniami, które przywrócą widzialność tym, którzy od lat tworzą wartość poza formalnym centrum systemu.
Chodzi nie tylko o nowe ścieżki awansu naukowego, ale o głębszą zmianę filozofii państwa: od kultury podejrzliwości do kultury zaufania, od pozorowania dialogu do realnego współtworzenia, od zarządzania niedoborem do budowania bezpieczeństwa rozwojowego obywateli. Jestem gotowa włączyć się w przygotowanie pilotażowych rozwiązań systemowych wynikających z wieloletniej praktyki na styku nauki, biznesu, start-upów i transformacji gospodarczej. Wciąż mam ogromny apetyt na dalszą naukę, rozwój i działanie z misją na rzecz wzrostu gospodarczego Polski oraz Europy.
Ada Margo Marglewska
Architekt Innowacji
Interim Executive
Prezeska Fundacji Konstelacja.org
Do kogo Pani adresuje postulaty integracji nauki? Do ludzi, którxy w RDN stoją na straży czystości dyscyplinarnej i starannie tępią jakiekolwiek próby wyjścia ze sztucznych szufladek, ostatnio zredefiniowanych za Gowina? W mojej ocenie próżne nadzieje. Ten system jest niereformowalny od środka, a co gorsza, po wdrożeniu kacykolandu gowinowskiego uczelniami rządzą chciwe miernoty naukowo-dydaktyczne robiące karierę polityczno-administracyjną przy pełnej pobłażliwości ministerstwa. Coś spotkało REALNIE Borka terroryzującego UKEN, Torresa dojącego UMLub czy miłośnika Lexusów z Bydgoszczy, że o wyjątkowo pazernym Nowaku z UW nie wspomnę? Coś REALNIE ich spotkało? Odwołanie Borka z funkcji? A cóż to za sankcja dla człowieka jawnie łamiącego prawo przy pełnej protekcji krakowskiej mafii miejskiej mocno osadzonej w lokalnym sądownictwie i prokuraturze.
Cyt."Wynalazłam kompozyt kwantowy – nowe zastosowanie kropek kwantowych w systemach BIPV. "
Gratuluję.
Cóż, jeśli chodzi o mnie, to też mam pewne wyniki, które w NORMALNEJ rzeczywistości powinny zaprocentować uznaniem, ale jakoś tak się (nie)zabawnie złożyło, że niemały odsetek ludzi zajmujących się tymi zagadnieniami, to wszystko ma "w poważaniu", co z kolei ja powoli zaczynam mieć "w poważaniu". Jeśli byłaby taka potrzeba, to służę tutaj szczegółami.
Oczywiście, jest wielu innych ludzi, którzy też mają imponujące osiągnięcia i.... co z tego? Też nie są zauważani.
Ale co tam... po co ministrowi truć o takich sprawach? Jeśli lubił matematykę i/albo fizykę, to może go to trochę zaciekawi, a jeśli nie, to go chyba (?) tylko zirytuje.
Cyt."Nie zbudujemy nowoczesnego patriotyzmu wyłącznie na martyrologii."
OWSZEM, ale tego jakoś mało kto ze społeczeństwa (a z niego się biorą politycy), to widzi. Cóż, zamiast edukacji, jest często "e-dukacja".
Tak, jak słusznie (niestety) zauważył powyżej prof. dr hab. Z.S., że minister: "Niczego nie zmieni, a już na pewno nie zawalczy o zwiększenie finansowania. "
Mamy po prostu, KOLEJNY ODCINEK "tasiemca" o nazwie "Co z tą nauką polską i polskim szkolnictwem wyższym?", czyli kolejna "Niekończąca się opowieść"...
W sumie, to nawet mi trochę żal tego ministra. W sumie, sympatyczny człowiek, a tu się nad nim znęcają... Po prostu, po nim przyjdzie kolejny, tak jak po każdej liczbie naturalnej jest następna.
Zatem, żartobliwie można sprowadzić to zagadnienie do zagadnienia związanego z indukcją matematyczną. Studentom elektroniki, informatyki, czy matematyki itp., daje się m.in. do udowodnienia metodą indukcji np. że suma szeregu: 1+2+3...+n daje się zapisać, jako skończona liczba n*(n+1)/2, gdzie "n" jest skończone i naturalne.
Cóż.. widać, że suma działań kolejnych ministrów MNiSW, z których każdemu przypiszemy kolejne "n" naturalne, też daje się zapisać, jako pewien skończony efekt. ;=))
Zawsze możemy dopisać do tego szeregu kolejnego ministra "n+1"-ego: 1+2+3+...+n+1, i też będzie skończony efekt. ;=))
A smutna refleksja jest taka, że w odróżnieniu od sumy szeregu 1+2+3+...+n+1 (a ta liczba "n" ministrów jest już dużo większa od ZERA), ten efekt będzie raczej nie taki odległy od liczby ZERO.
Już jest coś takiego jak "doktorat z praktyki”, nazywa się to doktoratem wdrożeniowym. Poza tym, doktorat można również bronić z wolnej stopy.
Jeśli ktoś "przez dekady budował firmy, wdrażał rozwiązania, zarządzał zespołami", to nie sądzę, żeby sam stopień był takiej osobie szczególnie potrzebny poza zaspokojeniem ego. Zresztą, biorąc przykład z polityków, to zawsze można zrobić sobie doktorat z prawa czy historii dla literki przed nazwiskiem.
Jak czytam wypowiedzi Pana Ministra, powtarzane jak mantrę, że kończymy z punktozą, to odnoszę wrażenie uczestniczenia w jakiejś podwójnej rzeczywistości. Niedawno Pani Wiceminister bez zażenowania wyznała, że "nie ma mowy o odejściu od listy ministerialnej", a nowe rozporządzenie w sprawie ewaluacji wyniesienie tylko punktoze na nowy poziom. Ministerstwo potyka się o własne nogi, a przynajmniej niektórzy adresaci jego wypowiedzi i poczynań mogą mieć poczucie, że traktuje się ich, jakby byli niepełnosprawni intelektualnie.
Panie Ministrze - jedno jedyne pytanie - dlaczego od tylu lat nie da się zlikwidować w Polsce bezprawia w formie wykazu czasopism działającego wstecz i dlaczego Pan uważa że nie jest to stagnacja?
Pani Ministrze,
Doskonały tytuł! Jestem w stanie zrozumieć, że ma Pan takie same priorytety, jak środowisko akademickie. Tylko pozostaje pytanie, czy czasem nie warto sprawdzić, czy podobne mają absolwenci i praktycy zatrudniający owych absolwentów.
Obecnie zespół do standardów kształcenia logopedy, który Pan powołał, jest „farsą”, która nie tylko nie pomoże w kształceniu logopedów, a cofnie to kształcenie o 15 lat!
Dlaczego jest tak nierówny rozkład sił między środowiskiem humanistyczni-językowym, a medycznym!? To żenujące i przykre, że takie „kumoterstwo” i „partykularne interesy” przesłaniają właściwe cele i możliwość poprawy!
Zgadzam sie z tym co.pisze.autor komentarza. Nie możemy dopuścić by to co udało sie wypracować w zawodzie logopedy, cofnęło sie o lata świetlne.
Kształcenie jest podstwa, ale o jakości powinni dyskutować i decydować przedstawiciele różnych srodowisk Naszego zawodu.
Oj, ludzie, nie znacie się na żartach. Pan minister przecież nie mówił poważnie, że zlikwiduje punktozę, grantozę i bedę. Tylko głupi by uwierzył. Pan premier też żartował, że po latach kaczystowskiej dyktatury znacząco zwiększy wydatki na naukę. Teraz żartuje, że za parę miesięcy będzie wojna. Wojny wprawdzie nie będzie, ale za to będzie kilkaset miliardów do wydania na wojsko. Jak będziecie grzeczni to i wam coś skapnie. Już wkrótce ujawnią się wybitni specjaliści w zakresie badań nad fizyką bezpieczeństwa, biologią bezpieczeństwa, leśnictwem bezpieczeństwa, pedagogiką bezpieczeństwa, psychologią bezpieczeństwa, socjologią bezpieczeństwia…
Mój wydział już stworzył nową specjalność starego kierunku studiów "ukierunkowaną" na wojsko.
To nic, że nikt z prowadzących nie ma absolutnie żadnego pojęcia o temacie a jedyny dotychczasowy związek z wojskiem to podobny "beton". Od października wszyscy się zmilitaryzujemy, ku chwale Ojczyzny.
Przed wojną chociaż hasło dobrze brzmiało: "silni, zwarci, gotowi"...
A ja mam stopień sierżanta i byłem mistrzem plutonu w strzelaniu z P-83. No to chyba mam jakieś kwalifikacje przydatne w tej nowej rzeczywistości? 😁
Ja tylko trzy belki, ale strzelałem w reprezentacji kompanii, z kbks. Również zgłaszam akces.
W rzeczy samej, tak będzie
Przepraszam, źle się wyraziłem. Wojny za kilka miesięcy nie będzie, PONIEWAŻ ruski satrapa przestraszy się tych naszych miliardów na wojsko. A za parę lat, jak już wydamy te miliardy, to rzecz jasna przestraszy się naszej bezwzględnej demokratycznej siły odstraszania. I wojny nie będzie. Czego nie rozumiecie? Czy możemy się skupić na tym, że mamy sukces?
Też chodzi głodny?
Pan Minister zabrał głos, żeby nie było, że jest arogancki. Nic nie powiedział, gdyż tak naprawdę Rząd chciałby utrzymać obecną sytuację, jako że dosypanie kasy do aktualnego skansenu żadnych korzyści nie przyniesie.
Środowisko też zmianami zainteresowane nie jest. Paradoksalnie, ale obecny skansen dobrze służy "wierchuszce". Są różne komitety, dodatkowa kasa za recenzje, a i drugie etaty nie są taką rzadkością.
Jedyni naprawdę poszkodowani, to asystenci i doktoranci. Ale tutaj myślę Minister się jednak trochę zlituje, jak na ludzkie panisko przystało.
A co ze skansenem? Nie przewiduje istotnych zmian w najbliższych latach, gdyż na chwilę obecną nie ma ciśnienia na takie zmiany. W dłuższej perspektywie coś się może zmienić, jeśli np. Czesi zaczną być znacząco lepsi w pozyskiwaniu grantów unijnych (ale różnica musi stać się naprawdę duża). Wtedy my zaczniemy ich naśladować, gdyż w polskiej nauce to od zawsze sprawdza się najlepiej.
Rozumiem rozgoryczenie wielu pracowników Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wiele pozycji w ich budżetach jest śmiesznie niskich. Ale : (1) Braku wyników nie mozna zwalać tylko na niski budżet. Nie wszędzie konieczne jest kosztowne wyposażenie, a efektów bark jest również (własciwie bardziej nawet) tam,gdzie wyposażenie takie w ogóle nie jest potrzebne. I nie zawsze mozna to wytłumaczyć specyfiką dziedziny ograniczająca ja do badania tylko spraw lokalnych/polskich. (2) Nasze uczelni maja wyjatkowa wysoką sprawnośc nauczania; konczy je (zwykle w terminie) prawie 100% rozpoczynajacych studia. Czy naprawde mamy tak wybitne pokolenia w ostatnich kilku dekadach? Ilu z tych ludzi/absolwentów wnosi rzeczywiscie cos nowego do gospodarki czy kultury? Nie znam kosztów kształcenia, ale nawet liczac tylko koszt utrzymania administracji i infrastruktury jest to olbrzymia forsa. Czy warto ja wydawać na lipę i frustrację absolwentów bez szans na sensowne, zgodne z wykształceniem, zatrudnienie? Pragnienie zaspokojenia pasji poznawczej jest motywacja podejmowania studiów dla nie więcej niz 10% studentów; reszta szuka zawodu lub przedłuża sobie życie na koszt państwa. Czy nie lepiej, a pewnie i i uczciwiej, byłoby zmienic tak z 80% uczelni w szkoły zawodowe? Tym bardziej, ze rekrutacja jest coraz słabsza. Pod kazdym względem. Zwolniłoby to mnóstwo pieniędzy dla podniesienia poziomu finansowani pozostałych uczelni. (3) Mamy bardzo wielu studentów zagranicznych finansowanych z polskiego budżetu. Działanie takie ma sens jesli myslimy o dalekosiężnej polityce wpływania na elity innych krajów. Mnie się wydaje, że w naszej konkretnej sytuacji szans na to nie mamy. Jesli się mylę, proszemi to wykazać. Radykalne zmniejszenie liczby takich studentów i "studentów" (lipne wisy studencjie dla niepożadanej migra
cji) też dałoby spore oszczęności. Nie bardzo kumam dlaczego śrosowisko akademickie o NICZYM takim nie wspomina. Wołanie "dej, dej" (bo chyba nie "daj, daj") jest w tej sytuacji nieszczególnie etyczne. Może Państwo naukowcy, szczególnie "humanisci" cos o tym napiszą. PRZED PLANOWANĄ DEMONSTRACJĄ NIEZADOWOLENIA.
1) fałsz
2) fałsz
Sytuacja w SZKOLNICTWIE WYŻSZYM błędnie zdiagnozowana
Tak jest, w samej rzeczy Panie Ireneuszu..
Doprawdy? Kol. Ireneusz zapewne uważa, iż SAMO NAPISANIE pod czyjąś wypowiedzią "fałsz", załatwia sprawę, podobnie jak Kol. Zenek uważa odnośnie napisania słowa "Bełkot".
NIE MA tak dobrze, Panowie.
Kol. Wald napisał w p. 1
"Nie wszędzie konieczne jest kosztowne wyposażenie, a efektów bark jest również (własciwie bardziej nawet) tam,gdzie wyposażenie takie w ogóle nie jest potrzebne. I nie zawsze mozna to wytłumaczyć specyfiką dziedziny ograniczająca ja do badania tylko spraw lokalnych/polskich."
POTWIERDZAM. Np. we fizyce teoretycznej wystarczy papier i ołówek oraz dobry komputer z programem CAS, a do tych można mieć dostęp w centrach obliczeniowych (Cyfronet AGH, ICM, itp.). Tyle, że dla niemałego odsetka fizyków (teoretyków też) najzwyczajniej w świecie NIE starcza godzin zajęć z fizyki lub matematyki, więc pozostaje informatyka, i to dość zaawansowane przedmioty informatyczne (nie z obsługi komputera).
P. 2 wypowiedzi Kol. Walda:
"(2) Nasze uczelni maja wyjatkowa wysoką sprawnośc nauczania; konczy je (zwykle w terminie) prawie 100% rozpoczynajacych studia. Czy naprawde mamy tak wybitne pokolenia w ostatnich kilku dekadach? Ilu z tych ludzi/absolwentów wnosi rzeczywiscie cos nowego do gospodarki czy kultury? Nie znam kosztów kształcenia, ale nawet liczac tylko koszt utrzymania administracji i infrastruktury jest to olbrzymia forsa. Czy warto ja wydawać na lipę i frustrację absolwentów bez szans na sensowne, zgodne z wykształceniem, zatrudnienie? Pragnienie zaspokojenia pasji poznawczej jest motywacja podejmowania studiów dla nie więcej niz 10% studentów; reszta szuka zawodu lub przedłuża sobie życie na koszt państwa. Czy nie lepiej, a pewnie i i uczciwiej, byłoby zmienic tak z 80% uczelni w szkoły zawodowe? Tym bardziej, ze rekrutacja jest coraz słabsza. Pod kazdym względem. Zwolniłoby to mnóstwo pieniędzy dla podniesienia poziomu finansowani pozostałych uczelni. "
No, tutaj bym trochę polemizował co do pierwszego zdania. Tak było ponad 20 lat temu, gdy zaczynałem pracę na uczelni. Obecnie patrzy się już jednak na studentów trochę bardziej wymagająco.
Ale to zdanie "Czy warto ja wydawać na lipę i frustrację absolwentów bez szans na sensowne, zgodne z wykształceniem, zatrudnienie?", niestety, MA nierzadko SENS. Rozmawiałem kiedyś z pewnym taksówkarzem, który SAM jest z wykształcenia historykiem i krytykował otwieranie studiów typu "historia" itp., gdyż pracy dla absolwentów tych kierunków jest raczej "jak na lekarstwo".
Kolejne zdanie z p. 2 "Czy nie lepiej, a pewnie i i uczciwiej, byłoby zmienic tak z 80% uczelni w szkoły zawodowe?"
No, może to jednak przesada, ale tak 30 % - 40 % uczelni - owszem. W OGÓLE, marginalizacja szkolnictwa zawodowego, która była skutkiem działań "wielkiego reformatora polskiej edukacji" Min. Prof. Dr Hab. Handkego, była zła w skutkach (a KATASTROFALNA razem z m.in. powołaniem gimnazjów).
ŚMIESZĄ już same nazwy tych kierunków: hotelarstwo, kosmetologia,... Jak widać, kolejne kierownictwa MEN, a później MNiSW uznały, iż trzeba było wprowadzić kabaret, i udać, że to nie-kabaret, żeby móc poudawać przynajmniej przed sobą, że wyszło się "z twarzą", bo czegoś się dokonało, i można to przedstawiać, jako sukces.
Wprowadzono zasadę "za studentem idzie pieniądz", która w niemałym stopniu ZRUJNOWAŁA polskie szkolnictwo wyższe i naukę.
Zdanie z p.3 "Mamy bardzo wielu studentów zagranicznych finansowanych z polskiego budżetu. Działanie takie ma sens jesli myslimy o dalekosiężnej polityce wpływania na elity innych krajów. Mnie się wydaje, że w naszej konkretnej sytuacji szans na to nie mamy. "
Owszem, nie mamy takich szans, ale przecież władzom MNiSW nie chodzi tyle o wpływanie na elity innych krajów, o ile o reklamę i o KASĘ.
Zanim napiszesz coś o wynikach polskiej nauki czy uczelni, sprawdź i podaj dane. Sprawdź: cytowania polskich prac i ilość prac w czasopismach w ostatnich dekadach (np. Scopus), sprawdź ilość wdrożeń i patentów w ostatniej dekadzie, sprawdź czy inwestycje w badania i rozwój w przedsiębiorstwach spadają czy rosną. W czasach AI to jest wpisanie jednego promptu, nikt nie będzie za ciebie tego robił. I potem wypowiadaj się na temat "braku wyników" czy "czegoś nowego dla gospodarki i kultury".
Lubię naukę, ale coraz ciężej mi znaleźć powód, żeby pozostać na uczelni. :( Potem czytam taki wpis i odechciewa mi się nawet budzika nastawiać, żeby zdążyć na zajęcia.
Niech Pan(i) zatem kładzie się "z kurami", bo jak się Pan(i) spóźni na zajęcia, to studenci nie omieszkają tego później wytknąć w ankietach. Dzisiaj to jest swego rodzaju "piąta władza" na uczelniach.
Nie wiem na ile to pomocne, ale mam podobnie. Nie jesteś w tym sam(a).
Politycy z nas drwią. Przecież MNISZW nic dobrego nie zrobiło od 2,5 roku. Ktoś już tutaj o tym napisał . A wynagrodzenie asystenta na poziomie wynagrodzenia sprzątaczki to żenująca sytuacja. Wstyd być takim ministrem który nic nie może.
Postulat poziomu płacy minimalnej dla doktorantów, który nawet nie zostanie zrealizowany, to są wręcz żebry, to urąga poczuciu godności. Na takim poziomie zgnojenia i pauperyzacji jesteśmy w tej sprawie.
Idea stypendium była taka, żeby można było poświęcić się nauce, a nie dorabiać po godzinach. A pan minister jeszcze będzie gadać o środkach z UE i że za mało aplikujemy. Szczyt bezczelności pod pozorem troski.
W „wolnej Polsce” długo gotowano żabę. Pracownikom nauki zabrano:
- mianowanie na czas nieokreślony, czyli gwarancję minimalnej niezależności, niezbędnej do uprawiania nauki,
- prawo do płatnych rocznych urlopów naukowych, czyli warunków do rozwoju naukowego,
- prawo do dwuletniego płatnego urlopu zdrowotnego, czyli możliwości powrotu do zdrowia psychicznego i fizycznego,
- jakiekolwiek elementy demokracji na uczelni, koniec kolegialności = samodzierżawie rektorów,
- środków na zagospodarowanie dla asystentów,
- więcej, realnie zlikwidowano asystenturę jako stabilne zatrudnienie od początku kariery naukowej, zastępując to tanią siłą roboczą, czyli doktorantami,
- zniżek 50% na przejazdy komunikacją publiczną,
- a na koniec nawet wypłaty z góry (bo realnie teraz płacą „przed 10.”, jak się miesiąc świętami lub weekendem zaczyna).
Tak, tak, drogie koleżanki i koledzy. To nie wina polityków, tylko wasza. Dla fuch i wieloetatowości daliście sobie powoli zabrać wszystko, a na koniec i patologiczną wieloetatowość wam zabrano. I siedzicie cichutko. Żeby się tylko nie narazić i nikomu nie podpaść. Wstyd mi za nasze środowisko.
Nauczyciele oświaty mają swoje silne związki zawodowe i umieli się obronić. My nie.
Panie ministrze doktorze Kulasek!
Gdzie jest koniec punktozy, grantozy i biedy naukowców?
Gdzie jest nowelizacja Gowinowej ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym w jej najbardziej absurdalnych, antypracowniczych i antydemokratycznych elementach?
Gdzie jest lista wydawnictw i czasopism?
Gdzie są zasady nowej ewaluacji?
Żarty Pan sobie z czytelników FA stroisz?
W punkt.
Minister i naukowcy pasują do siebie. Wszyscy niepełnosprawni umysłowo. Przecież ani tekst ministra ani ta dyskusja nie mają sensu. Nie ma możliwości reformy tego systemu. On zaniknie powoli i zastąpi go inny. Minister udaje, że coś robi. To samo robią "uczeni".
O przepraszam, ja zajmuję się nauką, nie mam prawa uważać się za uczonego, i nie uważam się za "uczonego". Działam w dziedzinach ścisłych i staram się robić w miarę ważne rzeczy. Swoje pretensje proszę kierować do tych, co chcą uprawiać pisaninę o siamtym-i-owamtym, i na jej podstawie mieć etaty akademickie.
A to, że system jest niereformowalny, to prawie się zgadzam tzn. reforma jest możliwa, pod warunkiem, że mówiąc obrazowo, będzie możliwe wyburzenie niemałej części starej kamienicy o nazwie "nauka i szkolnictwo wyższe", i dobudowanie nowoczesnej części (ale rzecz jasna, kamienica musi mieć solidne fundamenty). Jeśli wyburzenie części nie będzie możliwe, trzeba zburzyć wszystko i zacząć od nowa.
Tak jest. Zlikwidujmy nauki humanistyczne i społeczne. Przestańmy badać historię, kulturę, języki, umysły, społeczeństwa, literaturę, sztukę. A zaoszczędzone pieniążki przeznaczymy na laboratoria i maszyny dla prawdziwych naukowców. Wtedy nastanie dobrobyt i powszechna szczęśliwość. A pan nie piszący o siamtym-i-owamtym zostanie wreszcie doceniony przez Komitet Noblowski.
Wielcy przyrodnicy mieli (i mają) wielkie umysły, doceniali i doceniają znaczenie nauk o człowieku.
Zawsze radują mnie zarówno złudzenia jednych, że ponieważ w szkole nie lubili matematyki, to są humanistami, jak i deklaracje innych, że humaniści to banda nierobów, biorących pieniądze za czytanie książek. Humanistą, proszę koleżeństwa, to by Leonardo da Vinci, który nie dość, że matematykę lubił, to jeszcze robił coś więcej niż leżenie na kanapie z książką napisaną przez kolegę z wydziału.
No, i to jest typowy sposób na osiągnięcie "zwycięstwa" w dyskusji poprzez sprowadzenie stanowiska adwersarza do skrajnego przypadku. Wbrew stanowisku prezentowanemu przez Kol. "MB" (o ile dobrze pamiętam), NIE uważam, że dziedziny humanistyczne i społeczne są nienaukowe. Natomiast, uważam, że jako kraj BIEDNY (bo takim jesteśmy), NIE możemy sobie pozwolić na rozdawanie lekką ręką pieniędzy publicznych na lewo i prawo także w sferze akademickiej. Jesteśmy krajem BIEDNYM, gdyż brakuje pieniędzy także M.IN. na służbę zdrowia.
Trzeba się więc zastanowić m.in. nad tym, JAK pozyskać większe pieniądze do budżetu państwa i JAK MĄDRZE GOSPODAROWAĆ pieniędzmi publicznymi. I niech Pan nie pisze znowu w swoim kpiarskim tonie, że rząd tego nie wie i że doprawdy powinienem mieć Nagrodę Nobla z ekonomii, skoro tak piszę. Rząd to wie, i ja też wiem, że oni to wiedzą. Pytanie: "Dlaczego nic z tym nie robią?", jest pytaniem otwartym.
Niezależnie od tego, trzeba MĄDRZE kształcić dzieci i młodzież w zakresie biologii, chemii, fizyki i matematyki, żeby przestały widzieć w tych przedmiotach (zwłaszcza w tych dwóch ostatnich) zmorę, co zaprocentuje tym, że w przyszłości będą potencjalni zainteresowani do studiowania biologii, chemii, fizyki i matematyki. A to z kolei da godziny zajęć dydaktycznych dla ludzi zajmujących się tymi dziedzinami - oczywiście, należałoby jeszcze zastanowić się nad wysokością pensum.
NA PEWNO NIE może być tak, jak jest teraz. To się MUSI skończyć.
Cyt. "Wtedy nastanie dobrobyt i powszechna szczęśliwość. A pan nie piszący o siamtym-i-owamtym zostanie wreszcie doceniony przez Komitet Noblowski."
Wtedy, po likwidacji dziedzin humanistycznych i społecznych też nie byłoby dobrobytu i powszechnej szczęśliwości. Dobrze o tym wiem. O Komitecie Noblowskim nawet nie pomyślałem. Zatem, ostrożniej z tymi kpinami, ostrożniej.
Drogi dr-On, jeśli chodzi o powszechną edukację w zakresie nauk ścisłych i przyrodniczych - pełna zgoda. Choć ja bym widział to bardziej jako upowszechnianie racjonalnej wiedzy i system selekcji wychwytujący talenty, bo z większości społeczeństwa naukowców nie zrobimy. W porównaniu do Niemiec czy USA jesteśmy biedni, ale tacy całkiem biedni nie jesteśmy. Stać nas na wypłaty 300 tysięcy miesięcznego wynagrodzenia lekarzom w państwowym szpitalu, tyle że na leczenie pacjentów nam nie wystarcza. Stać nas na wydanie ponad 300 miliardów na żelastwo, które za 15 lat zostanie zezłomowane i zostanie ogłoszony SAFE II. Stać nas na niepłacenie żadnych podatków przez największe amerykańskie korporacje i banki zagraniczne. Tam bym poszukał oszczędności i dochodów, a nie w biurkach humanistów.
To jest Pan rodzynkiem. I niech się Pan trzyma w tym morzu niepełnosprawnych umysłowo, którzy wypełniają uniwersytety. Ale to nie będzie łatwe, bo uniwersytety likwidują się same. One po prostu znikną. Zastąpi je nowy system, oparty na innowacyjnych ludzkich umysłach posługujących się mocą obliczeniową komputerów.
Można się zgodzić z tym że należy zastanowić się jak pieniądze są wydawane. Kilka kwestii do wprowadzenia na nowo. 1. Zakaz pracy na dwóch etatach w uczelniach ( bo są finansowane z tych samych środków subwencyjnych), 2. Rotacja pracowników przez przywrócenie czasu w jakim pracownik ma uzyskiwać stopnie i tytuły (wprowadzi rotację bo obecnie dojdziemy do tego że z asystenta na emeryturę); 3. minima kadrowe do przywrócenia; 4. konsolidacja uniwersytetów z pwsz-tami (uczelnie przy niżu nie powinny być elementem utrzymania zatrudnienia w powiecie) a najlepiej chyba zlikwidować; 5. Ustawowe kryteria oceny ( bo obecnie zdarzają sie uczelnie gdzie za jeden artykuł w 4-ro letnim okresie oceny, jest ona pozytywna). Obecnie można byłoby bez straty dla nauki ograniczy. Zatrudnienie naukowców o najniższych osiągach o co najmniej 30 procent (praca niestety nie może by. Zatrudnieniem socjalnym). By.c może trzeba mieć etatyzacja w szkołach a zatrudnienie w czeski dać po prostu projektowe. Ale to trzeba zmienić filozofię i uznać że rozwój wymaga doboru najlepszych, wtedy pojawia się pieniądze bo będzie mniej naukowców i rozwój bo będzie trzeba pisać i dostawać granty. Oczywiście wymaga to też zmian w procedurach taborowych i ocenie projektów. Ale czy polityków stać na to? Czy lepiej prowadzić długie rozmowy żeby tylko zmiany kosmetyczne wprowadzić i sterować ręcznie. Obawiam się że zasada jak dużo zmienić aby zostało jak jest ma odzwierciedlenie w trwającej ewaluacji nauki i czasopismach.
Pewnie naukowiec w trakcie gali Nauki Polskiej powiedział do Pani Marszałek Senatu, że naukowcy nie mają ministra. To co cały czas pozostaje aktualne -niestety. Czy Pan Minister naprawdę wierzy w to, że naukowcy naprawdę nabiorą się na te Pana sukcesy?
Na przykład pisze Pan o poprawie sytuacji doktorantów. A fakt jest taki, że pauperyzacja doktorantów dynamicznie postępuje. Obecnie ich sytuacja jest tragiczna, zwłaszcza w miastach o wysokich kosztach życia. W efekcie zainteresowanie studiami spada, a proces ten trudno będzie odwrócić. No i ciekawe, kto będzie później tworzył te innowacje. Do tego należy jeszcze dodać te nieszczęsne reformy szkół doktorskich, które dołożyły się do problemu.
Pan Minister pisze o funduszach z UE, ale środki z UE są pochodną finansowania wewnętrznego, a nie odwrotnie. Komercjalizacja to także pochodna badań podstawowych. Oczywiście można ją prowadzić mniej lub bardziej efektywnie, ale jeśli nie ma badań podstawowych, nie będzie też komercjalizacji.
Praca naukowca jest raczej marnie wynagradzana (ale powiedzmy, że nie będę się w to jakoś zagłębiać, bo jest mi dość niewygodnie o tym mówić), ale żeby chociaż były pieniądze na badania. Niestety ich nie ma. Środki NCN na granty są śmiesznie, a dodatkowo brakuje tam również środków na administrację i pracownicy są zawaleni robotą. Skutek jest oczywisty: pomyłki, spadek jakości, chaos, a całość zaczyna przypominać system w stanie wielonarządowej niewydolności. Kiedyś, w latach 2012–2015, był to taki „ferrari”, ale ostatni ministrowie uznali, że będzie jeździło na węgiel.
Etc… etc… etc.. Panie Ministrze
Przy reformie Gowina zapowiadano trzyletnią ścieżkę wzrostu wynagrodzeń w latach 2019–2021, docelowo nawet około 30% łącznie. W praktyce zrealizowano 7% w 2019 r. oraz 6% w 2020 r. Później pandemia i Putin i w latach 2019–2022 zamrożenie wynagrodzenia prof. na poziomie 6410 zł.
W latach 2019–2026, do kwietnia 2026 r., skumulowana inflacja w Polsce wyniosła około 56% (2019: 2,3%; 2020: 3,4%; 2021: 5,1%; 2022: 14,4%; 2023: 11,4%; 2024: 3,6%; 2025: 3,6%; 2026 do kwietnia: ok. 2,6%). W tym samym czasie minimalne wynagrodzenie profesora w uczelni publicznej wzrosło z 6410 zł do 9650 zł, czyli o około 50,5% (2019: 0%; 2020: 0%; 2021: 0%; 2022: 0%; 2023: +12,5%; 2024: +30,0%; 2025: 0%; 2026: +3,0%). Średnia krajowa wzrosła z 4918 zł w 2019 r. do 9563 zł w I kwartale 2026 r., czyli o około 94,4%, przy czym jest to porównanie pełnego roku 2019 z danymi kwartalnymi za 2026 r.
Oznacza to, że minimalna stawka profesorska nie nadążyła za inflacją i względem 2019 r. realnie uległa obniżeniu o około 3,5%. Jeszcze wyraźniej widać pogorszenie relatywnej pozycji płacowej: minimalne wynagrodzenie profesora spadło z ok. 130% średniej krajowej w 2019 r. do ok. 101% średniej krajowej w I kwartale 2026 r.
Nic dziwnego, że jesteśmy w tak tragicznej sytuacji. Przegraliśmy w konkurencji do sektora prywatnego. I jest to też widoczne w stężeniu się kadry. Wg. raportu "nauczyciele akademiccy" z RADONU, w latach 2019–2024 udział etatów osób poniżej 40. roku życia spadł z 28,4% do 24,6%, natomiast udział etatów osób w wieku 50+ wzrósł z 39,4% do 43,8%. Największa zmiana dotyczy grupy 50–59 lat, której udział zwiększył się z 20,5% do 26,5%. Jeszcze inaczej, w 2019 r. na każde 100 etatów osób poniżej 40 lat przypadało 139 etatów osób 50+, natomiast w 2024 r. już 178.
Ale wiadomo, mamy potencjał, by sięgać po więcej! Tylko nam się nie chce.
Dlaczego w wywiadzie nie zapytano Kulaska, jakim cudem w 2019 9000 zł na rękę było mu za mało, żeby przeżyć w Warszawie, a pod jego rządami w ministerstwie doktorowi w PAN musi wystarczyć 4860 zł brutto w 2026?
https://oko.press/posel-kulasek-sprobujcie-utrzymac-sie-za-9-tys-zl-w-warszawie-prawie-wszyscy-daja-rade-za-mniej
To był wywiad. Grubym drukiem dano śródtytuły, a nie pytania. Ekscelencja Minister zechciał się z gawiedzią złotymi myślami podzielić oraz, że tak powiem, licznymi sukcesami. Wybory za pasem. Trzy lata fruwania po świecie i „konsultacji ze środowiskiem naukowym”, a jak z bicza strzelił!
Akapit 1:
Efekt Baumola - wzrost kwotowy budżetu na naukę jest związany z rozwojem całej gospodarki. Sam ten wzrost nie musi być związany ze znaczącym wzrostem produktywności. A realia są takie, że w stosunku do PKB ten odsetek konsekwentnie maleje.
Można się zgodzić, że dystrybucja środków mogłaby być lepsza. Niemniej, wiązałoby się to z osłabieniem mniejszych ośrodków na rzecz większych.
Akapit 2:
Uważam, że w takich warunkach to skuteczność aplikowania o środki UE jest wręcz wybitna. W większości robią to przecież osoby dla których nauka to tylko 45% ich pracy, a resztę poświęcają na dydaktyke i sprawy organizacyjne. W większości krajów całe pensum to poprowadzenie dwóch przedmiotów rocznie, odpowiednika naszych 60 h. My natomiast skupiamy się na tworzeniu nowych przedmiotów, bylby tylko zapewnić 240h pensum rocznie. W efekcie mamy przeciążonych pracowników, którzy co roku muszą tworzyć nowe przedmioty i przeciążonych studentów, którzy zamiast angażować się w projekty studenckie czy pierwsze prace badawcze, tracą czas na choćby obowiązkowy wf czy 4 semestry języka obcego.
Akapit 3:
Cele powinny być ambitne. Powinniśmy mierzyć w bycie w czołówce, a nie równanie do średniej. Dążenie do 2% PKB to cel minimum, który w najlepszym przypadku powinien zostać osiągnięty do końca kadencji obcenego rządu (xDD), a najgorszej perspektywie być na sztywno zapisany do 2030 roku.
Wydanie 300 mln (science4business) na jakieś szkolenia to chyba niespecjalnie powód, żeby się chwalić. To raczej kolejny przejaw złego gospodarowania środkami, o którym jest wspomniane na początku.
Przeczytałem wypociny, tfu... ministra i się totalnie załamałem.. On nadal nic nie rozumie!! Jakie zwiększenie nakładów????? To byłyby wyrównania spowodowane inflacją!! Owszem, można to wszystko lepiej zorganizować, ale to po co wymyślacie kolejne problemy z zakupami i przetargami? Dostać grant to problem, potem w ramach tego grantu coś kupić to kolejny problem.. Trzeba tracić czas, zatrudniać kolejne osoby do biurokracji i generować koszty.. trwa to miesiącami jak ma się szczęście.. Owszem, sama kasa niczego nie załatwi, ale bez niej nie ma szans na zatrzymanie najlepszych ludzi. Rozwój gospodarki bez nauki możecie sobie wsadzić w ... Bo inaczej to wyjdzie wam jak ściganie pewnego pana zero..
Pan minister sobie wyraźnie z nas drwi. Pewnie ma ku temu powody.
A na co Pan liczył? Jak duża część klasy intelektualnej brylowała i tańczyła w takt 8* to dziś za to pan minister "KOCHA NAS" za to, że dobrze wybrali. Co chcecie, to macie i nie narzekacie, według NAS.
Wątpię:
ktoś tu napisał, że dwa sloty i cztery sloty dla uczelni i PAN to jest fair.
Dlaczego mamy lewicowy i mocno dyskryminujący uczelnie rząd TUSKA !!!!
Skoro tak: to wymogi na hab i prof dla pracowników uczelni też winny być 2 razy mniejsze.
Teraz mamy tak, że ci z PAN mają dw razy więcej czasu na publikacje, dwa razy szybciej robią karierę naukową, dwa razy szybciej dostają większą kasę i dwa razy szybciej panoszą się decydując jak ma wyglądać polska nauka.
A i dwa razy szybciej druga posada i podwójna pensja.
To czysta dyskryminacja przez lewicowy rząd TUSKA pracowników uczelni !!!!
Pełna zgoda, wystarczy zobaczyć kto pół dnia pisze komentarze i o której godzinie to pracownicy instytutów tacy jak Rachwald. Z nudów siedzą przy komentarzach bo muszą siedzieć w pracy w której NIC nie robią a wystarczy wejść na scopus a tam echo, jedna durna publikacja na rok z 10 autorami. Nie robią nauki to i awansów w instytutach nie ma. Ten instytut leśny gdzie pracuje Rachwald to zwykłe przewalanie kasy która mogła by iść na doktorantów. Ale jak ma być skoro dyrektor tego instytutu ma jeszcze pracę na uczelni.
W obecnej sytuacji dosyć trudno mi zgodzić się z przedmówcą. Mimo że wprawdzie faktycznie jestem w pracy, ale o wpół do pierwszej w nocy jest to praca dobrowolna. Ale dziękuję za troskę.
"A i dwa razy szybciej druga posada i podwójna pensja." o czym ty piszesz człowieku?
O twojej niewiedzy.
Jakie są te efekty zwiększania % PKB na naukę do nawet tych 2%, skoro w 2023 było 1,56% w 2024 było 1,41% (dane GUS) w 2026 będzie.... najwyżej tyle co w 2024 (ustawa budżetowa zakłada 0,39% PKB na naukę, w 2023 - 0,44%)? Przecież to jest stanie w miejscu a nie efekty, jest w ministerstwie okrągłe ZERO konkretnego planu jak zwiększyć powyższe procenty do końca kadencji. Zamiar to nie jest plan! Ewaluacja ministra: KATEGORIA C, do zamknięcia za brak wydajności.
Cyt."Zamiar to nie jest plan!"
No, ja planuję mieć zamiar skwantowania grawitacji lub też mam zamiar zaplanowania skwantowania grawitacji (ale liczba tych kwantów może się okazać bliska zeru). ;=) Które brzmi lepiej? ;=)
Na serio: po co się łudzić jakimiś mrzonkami?
Pan minister działa w ramach obowiązującego schematu, w myśl którego struktura systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce ma pozostać taka, jak dotychczas, a więc:
1. za napisanie i opublikowanie n dzieł (książek, publikacji) o: korespondencji poety X. z poetą Y., czy też poglądach filozoficznych Pana X2., czy o filozofii polityki, czy o jakieś "kulturze wykluczenia" itp. itp. itp., można liczyć na bycie na etacie akademickim, a nawet na awans naukowy
2. napisanie i opublikowanie n prac zawierających nawet WAŻNE i oryginalne wyniki naukowe, NIE gwarantuje jeszcze awansu naukowego, czy nawet w ogóle etatu akademickiego, jeśli jest się poza jakimś zespołem badawczym i/albo nie ma się poparcia ze strony ważnego prof. dr hab.-a.
3. bycie uzdolnionym w dziedzinach ścisłych lub przyrodniczych, nawet po doktoracie, nie gwarantuje jeszcze możliwości rozwoju naukowego w swojej dziedzinie.
Wszystko to jest już ustalone, że ma być, jest "uświęcone" wieloletnią "tradycją" i ma takim pozostać.
Bełkot.
Doprawdy? I TYLKO NA TYLE Pana stać, panie Zenuś? Niech pan UDOWODNI, że nie mam racji.
Panie Ministrze,
Pierwsza rzecz
Podobnie jak w sprawie zdrowia absolutnym priorytetem dla rządu nie powinno dobro środowiska lekarskiego, tylko zdrowie obywateli, podobnie jak w sprawie obronności kraju absolutnym priorytetem rządu nie powinno być dobro środowiska wojskowego, tylko wprowadzenie skutecznych mechanizmów obrony kraju, tak samo w przypadku nauki absolutnym priorytetem dla rządu nie powinno być dobro środowiska naukowego, tylko poziom badań naukowych w kraju. Ponieważ tylko ten wysoki poziom badań przekłada się później na innowacje i rozwój technologiczny.
I to jest bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ nie zawsze partykularne interesy jakiejś grupy zawodowej idą dokładnie równolegle z dobrem kraju czy długofalową wizją rozwoju jakiegoś kierunku gospodarki.
Druga rzecz
"Największym wyzwaniem, przed którym stoimy, nie jest brak środków w budżecie krajowym, lecz nasza wciąż niezadowalająca skuteczność w sięganiu po fundusze z programów ramowych Unii Europejskiej." – otóż nie. "Skuteczność w sięganiu po fundusze z programów ramowych Unii Europejskiej" jest pochodną jakości badań naukowych i poprawi się sama, kiedy to krajowy system wsparcia polskiej nauki będzie odpowiednio nakierowany na jakość oraz odpowiednio dofinansowany. Wtedy to również poziom aplikacji o środki europejskie automatycznie się znacząco poprawi. Bez głębokich zmian, które promują jakość, oraz odpowiedniego finansowania, które wspiera realizację dobrych pomysłów naukowych, nie ma szans na znaczącą poprawę.
Cyt."[...]tak samo w przypadku nauki absolutnym priorytetem dla rządu nie powinno być dobro środowiska naukowego, tylko poziom badań naukowych w kraju[...]"
A dobro środowiska naukowego ma być w ogóle jakimś priorytetem, czy też można je "olać"? Bowiem, jeśli naukowiec ma zarabiać "na chleb" dzięki badaniom, które prowadzi, to ja to cienko widzę...
@dr-On
Są pewne ramy, szkielet organizacyjny, które są konieczne, aby nauka działała dobrze. Innymi słowy, istnieją pewne zasady, których należy się trzymać. I należy dać ludziom maksymalnie dużo narzędzi i szans, aby w tych właśnie ramach prowadzili badania naukowe. Trzeba zadbać o ludzi, którzy to będą robić, czyli naukowców, stworzyć im jak najlepsze warunki pracy (w co wchodzi na przykład pensja i pieniądze na badania), ale oni musza pracować w tych ramach, tutaj nie mają wyboru, ponieważ to nie oni są priorytetem. Priorytetem jest jakość nauki.
Tak więc według mnie, nie. Dobro dowolnego środowiska nie jest priorytetem, ale jest warunkiem koniecznym, żeby osiągnąć cel. Tutaj jest pewna różnica w podejściu i podejmowaniu decyzji. Zwykle to, czego oczekuje środowisko idzie równolegle z tym, co należy robić, aby nauka miała się dobrze. Ale nie zawsze.
Pełna zgoda.
Przesunięcie jakiejś tam kwoty wydatków budżetowych z jednej pozycji do drugiej to za mało lecz niestety jest to niemal jedyny postulat, na który ministerstwo reaguje.
Ze wszelkich sił staram się nie oceniać, tylko doradzać, ale najczęściej czuję się jakbym po prostu gadał / pisał do ściany.
Chciałbym zobaczyć RZETELNY raport o stanie szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce. Powinien powstawać przynajmniej co 2 lata. Bez tego nie da się tak złożonym systemem racjonalnie zarządzać.
Stara się pan nie oceniać tylko doradzać? To źle. Szewcy, dentyści, chirurdzy a nawet politycy w ogromnej większości znają swoją robotę dużo lepiej niż mądrale dogadujący z boku. Pan minister wie to wszystko, co pan chciałby mu przekazać. A nawet dużo więcej. A że nie robi tego, czego by pan chciał? Widać on chce czego innego. Jest też możliwe, że chce tego samego ale trafił na opór materii, kawiarniani i internetowi mądrale bardzo często nie zdają sobie z niego sprawy.
A oceniać ma pan jak najbardziej prawo a nawet obowiązek. Szewc dba o pańskie buty, dentysta o pańskie uzębienie a polityk o pańskie państwo. Jak najbardziej stosowna jest ocena jakości usług.
Cyt."Szewc dba o pańskie buty, dentysta o pańskie uzębienie a polityk o pańskie państwo. "
Z tych trzech najlepiej wypada raz dentysta, raz szewc, a polityk... no, tutaj nic nie napiszę, bo jeszcze bym zgrzeszył.
Cyt."A że nie robi tego, czego by pan chciał? Widać on chce czego innego. Jest też możliwe, że chce tego samego ale trafił na opór materii, kawiarniani i internetowi mądrale bardzo często nie zdają sobie z niego sprawy."
Cóż, Pan Profesor to wie, ale pozostali niekoniecznie, zatem znowu przytoczę to, co czytał "W dzienniku gadzinowym, czyli przegląd wiadomości nieobjętych tajemnicą państwową (na razie)", nieżyjący już Ryszard Marek Groński w "Kabarecie pod Egidą" (lata 80-te XX w.). Wśród tych wiadomości była m.in. taka:
w opublikowanym w "Nowych drogach" liście do KC, Edward Gierek napisał: "Chciałbym, Towarzysze, byście byli przekonani, że zawsze chciałem dobrze. Ideałem byłby przywódca, który chciałby źle, i też by mu się nie udało." (wg AI ta wypowiedź jest przypisywana byłemu premierowi PRL Józefowi Cyrankiewiczowi).
Ocenianie, samo w sobie może nie pomagać, a w przypadku ministrów nauki, których pamiętam, byłoby nadzwyczaj monotonne.
Bez przesady.
W jednym się z panem zgodzę, że mamy zwyczaj nie doceniać umiejętności polityków. Ale chodzi mi o umiejętności typu gadanie, demagogia, intrygi, utrzymywanie się na powierzchni. Nieraz sobie myślałem, że jakby mnie posadzić ze studia telewizyjnego z politykiem, którego uważam za głupiego, i tak zjadłby mnie z kopytami, przekrzyczałby. To jest umiejętność. Podobnie utrzymać np. władzę w partii, albo pozycję w partii, czy w rządzie.
Co innego umiejętności rządzenia, z którego by coś pozytywnego wynikało, myślenia systemowego, przyzwoitej legislacji, przeprowadzenia dużej reformy - takich nie widzę, po prostu, empirycznie rzecz biorąc, w różnych dziedzinach mamy tylko ciągłe ruchy Browna i psucie prawa, psucie systemu.
Już napisałem w sąsiednim wątku "Palenia opon nie będzie! Przynajmniej na razie", że krajowi politycy, to najczęściej NIEDOŁĘGI intelektualne w zakresie dziedzin ścisłych i przyrodniczych. Zatem, nie wiedzą dużo o znaczeniu nauki lub NIE CHCE im się tego wiedzieć.
Co ciekawe, nawet taki ŚP. prof. Handke, kiedyś Minister Edukacji Narodowej (prof. zwyczajny nauk chemicznych!), NIE POTRAFIŁ (nie chciał?) zrozumieć, jak ważne jest kształcenie w zakresie fizyki i matematyki w szkole, i czym będą skutkować błędy poczynione na tym polu, również dla polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Podobnie, jak jego następca prof. Wittbrodt (prof. nauk technicznych!), czy ich następczyni dr Łybacka, dr nauk matematycznych (też już nieżyjąca). ŻADNE z nich nie przykładało specjalnej wagi do kształcenia w zakresie fizyki (i matematyki chyba też).
Jak odpisał mi Kol. Maciek, ta "krajowa klasa polityczna, to demokratycznie wybrani przypadkowi ludzie".
Cóż, wybierają ich Iksińscy, ale już ministrowie są wybierani z klucza partyjnego.
Zgoda.
Z tym, że z jednej rzeczy trzeba sobie zdawać sprawę. Ministrowie (choćby się cudem trafił kumaty) bywają też bezwolni, uzależnieni od największych graczy politycznych, których wybieraliśmy, od swojego premiera/szefa partii na przykład. Myślę, że Kulasek choćby chciał od ministra finansów więcej pieniędzy na naukę, to nie dostanie. Co gorsza, to samo jest z ministrem zdrowia. Ciężko choremu pacjentowi odmawia się zatem badań za kilkaset czy kilka tysięcy złotych, od których zależy jego przeżycie. Ale są dziedziny, na które dziesiątki czy setki miliardów się rozdaje lekką ręką, bez zastanawiania, czy to racjonalne, czy nie. Po prostu, taki akurat jest obecny kierunek wstrętnego populizmu i cwaniactwa politycznego, a tu ton nadają najważniejsi politycy.
Zawsze można zaszantażować: albo od jutra 3% na naukę albo ja składam rezygnację a moja partia przechodzi do opozycji.
Tak, wiem, no jasne, że żartowałem.
Tak okrężnlej drogi nie ma, zdolnych do tego w ogóle się do rządu nie bierze. Ostatni był chyba .... nie kto inny niż Gowin, tylko to było w innej sprawie.
Cele można osiągnąć w dowolnym terminie jak ma się szczęście kierować jedynym ministerstwem w którym prawo może działać wstecz.
W ostatnich latach jedynym powodem przypływu pieniędzy do systemu jest aby asystent nie zarabiał poniżej płacy minimalnej. Przy selekcji negatywnej do zawodu i tak nic się nie osiągnie poza stołkami i grantami dla cwaniaczków i papierników.
Cyt."Cele można osiągnąć w dowolnym terminie jak ma się szczęście kierować jedynym ministerstwem w którym prawo może działać wstecz."
Jak to śpiewał Stanisław Grzesiuk:
"Ojciec Felka miał szczytne cele, na cel dobroczynny dawał wiele. I nieraz mawiał: `Mój przyjacielu, człowiek powinien dążyć do celu.` I posłuchali ojca synowie - każdy ma celę na Mokotowie." :=)
Jak widać, pojęcie celu bywa względne... ;=)
Politycy z lewicy powinni mieć wspólne cele, z łóżkami piętrowymi i kratami w oknach za to co robią z polską nauką. Oczywiście śląski knur też powinien z nimi siedzieć.
Czy były rządy tzw. lewicy, czy tzw. prawicy, to mam wrażenie, że wszystkie naukę i szkolnictwo miały "w poważaniu", no może jedni mniej, a drudzy bardziej...
"Po stronie środowiska pozostaje utrzymanie dobrego kursu z ostatnich lat i stałe podnoszenie jakości pracy, która będzie w stanie obronić się w międzynarodowej konkurencji."
Nie stać nas na godne płace dla specjalistów, nie stać nas na naprawianie i utrzymanie aparatury (jak tam SPUB?) O inwestycjach nie wspominając. Materiały się zużywają, więc zaczyna brakować podstawowych rzeczy. BHP często traktuje się z dużym dystansem przez brak środków. Jak mamy utrzymać dobry kurs? Motywacja i naiwna wiara, że zaraz coś sie zmieni kiedyś się kończą. A za mało zarabiamy, by finansować to sobie sami. Jak mamy być konkurencyjni kiedy nie pracujemy na najnowszych sprzętach? Albo publikujemy wg punktow ministerialnych, a nie uznawanych na świecie (i zagranicznych recenzentów) czasopismach?
Podnoszenie jakości pracy kosztuje, a nas nie stać już nawet na utrzymanie obecnego poziomu.
Czy jest w Sejmie ktoś, kto realnie dba o naukę i może ją postawić na 1 miejscu a nie siebie i swoją partie?
O to to. W badaniach eksperymentalnych to właściwie powoli można już gasić światło. W mojej działce standardem (nie wypasem, podstawą) są przyrządy pomiarowe, których zakup kosztuje powyżej 1 mln złotych, a roczne utrzymanie przy dość intensywnej eksploatacji potrafi pożreć 100-200 tys. złotych. Pieniędzy na te cele w polskim systemie już prawie nie ma. My nie staramy się utrzymać standardu, bo nas na to nie stać. W tym roku wygrzebujemy jakieś marne środki z każdego możliwego źródła, by przedłużyć życie aparatury mającej po 15-25 lat. Nie, żeby "obronić się w międzynarodowej konkurencji", bo na to nie ma już szans, ale żeby w ogóle mieć jakiekolwiek narzędzia pracy. A później wychodzi Szanowny Pan Minister i mówi, że mamy podnosić jakość pracy. Nie wiem jak, chyba zarabiając na serwis aparatury, kręcąc filmy na OnlyFans. Tyle, że warunki ku temu takie sobie ;)
Nie ma potrzeby. Wystarczy popatrzeć na MENTALNOŚĆ tego całego systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, jak też na MENTALNOŚĆ społeczeństwa (a z niego biorą się politycy), żeby zauważyć, że Pana/Pani badania NIE SĄ nikomu (z punktu widzenia tzw. demokratycznie wybranych władz Rzeczypospolitej Polskiej) do niczego potrzebne, a funkcjonują dlatego, że KIEDYŚ TAM przed wieloma latami zaczęto je prowadzić, jakoś sobie do tej pory radziliście itd. Natomiast, wg tych władz, Rzeczypospolitej Polskiej powinno wystarczyć (takie mam wrażenie), że ktoś w Instytucie X1. napisał:
1. o "kulturze wykluczenia"
2. o baśniach
w Instytucie Y1. z kolei:
3. napisano o systemach partyjnych
4. pofilozofowano sobie o polityce, a to o poezji, a to jeszcze o czymś innym,
5. podywagowano sobie o polityce Polski przed rozbiorami, albo o dyplomacie X2. sprzed 130 lat, albo o zamachu majowym (nota bene, teraz upływa dokładnie 100 lat od tych tragicznych wydarzeń),
itp. itp. itp. itp., a potem uwieczniono to na papierze,
a w Instytucie Z1:
6. analizowano rozmaite kwestie związane z prawem i też przelano to na papier.
itp. itp. itp. itp.
I JUŻ. Bo tam mają studentów, którzy będą uciekać, gdzie pieprz z wanilią rosną, na widok całki, więc wolą studia na kierunkach humanistycznych lub społecznych, lub też po prostu, dlatego, że jest to Instytut PAN.
W TYM SAMYM CZASIE, nierzadko fizyk, czy matematyk po doktoracie, i po stwierdzeniu, co polski IDIOTYCZNY system ma mu do zaoferowania, musi się zacząć uczyć modelowania systemów informatycznych i podobnych rzeczy (to BARDZO czasochłonne zajęcie), i albo nauczać tego studentów, albo po prostu, pójść do sektora IT. Jakie on ma szanse na prowadzenie badań naukowych w swojej dziedzinie? No, chyba że miał szefa, który z kolei miał odpowiednią dozę oleju w głowie i możliwości pomocy, no i zadbał o karierę naukową swojego ucznia - a to już co innego. Ale niemały odsetek ludzi tej szansy nie miał.
Ci ww. studenci, jak też ich krewni, czy znajomi, mają prawdopodobnie "wywalone" na to, że Pan/Pani, czy ja mamy problemy z prowadzeniem badań i godnymi zarobkami. Co ich to obchodzi? Raczej NIC, bo nic nie wiedzą na temat znaczenia, tego, co robimy. Większość z nich uważają to chyba za coś zbędnego, a naukowców z branży ścisłej, przyrodniczej, czy nawet i technicznej, trochę za ciekawie wyglądających dziwolągów.
Jestem całym sercem za 3%, powinniśmy osiągnąć średnią 2,2%, ale 2% jest ambitne = daj 5 złotych, to daj 2 złote, NO DAJ 3 złote.
Zastanawiam się: na ile jest uzasadnione traktowanie naukowców jak idiotów?
Nie jak idiotów. Nie, pan Minister poczuł się wywołany do tablicy, a ponieważ czuł się, jak student nieprzygotowany do odpowiedzi, nie miał zatem nic specjalnego do zaoferowania, a więc powiedział tylko tyle, żeby COKOLWIEK powiedzieć.