Aktualności
Życie akademickie
06 Maja
Opublikowano: 2026-05-06

Palenia opon nie będzie! Przynajmniej na razie

Wynagrodzenia w nauce powiązane ze średnią krajową, stypendia doktoranckie na poziomie płacy minimalnej, dodatkowy miliard złotych na badania podstawowe – tego domagają się organizatorzy rozpoczynającej się dziś akcji „3% dla nauki, 100% dla Polski”. Jej kulminacją ma być za trzy tygodnie protest pod Sejmem.

To ciąg dalszy działań rozpoczętych pod koniec września ubiegłego roku petycją w sprawie finansowania nauki. Wymownym symbolem tamtego czasu była grafika z Marią Skłodowską-Curie zaglądającą do pustej skarbonki.  Wprawdzie zebrano wówczas ponad 6,6 tys. podpisów, ale nic to na dobrą sprawę nie dało. Prośby o zwiększenie środków skierowane m.in. do prezydenta, premiera czy marszałków Sejmu i Senatu pozostały bez oczekiwanej odpowiedzi. Naukowcy postanowili więc pójść o krok dalej.

Kulminacją tej akcji będzie protest pod Sejmem, który organizujemy 27 maja o godz. 13:00. Poprzednie inicjatywy polegały na zbieraniu podpisów pod petycjami i apelami, a teraz chcemy pokazać jako naukowcy dużo więcej determinacji. Liczymy na obecność dużego grona przedstawicieli naszego środowiska, którzy wyrażą w ten sposób mocny sprzeciw i oburzenie wobec lekceważenia nas przez rządzących – nie kryje frustracji prof. Michał Tomza z Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z inicjatorów obecnej kampanii.

Przebiega ona pod hasłem „3% PKB dla nauki, 100% dla Polski”. To nawiązanie do często przywoływanej w dyskusjach alternatywy w postaci wyjazdu z kraju, co na poważnie mają rozważać osoby marzące o karierze naukowej. Powód? Nakłady na badania i rozwój nawet nie zbliżają się u nas do średniej europejskiej (1,41% PKB vs. 2,24% PKB), a co gorsza, jak wyliczał na naszych łamach prof. Piotr Sankowski, zamiast rosnąć, maleją. Znajduje to odzwierciedlenie w poziomie wynagrodzeń, które stały się po prostu rynkowo niekonkurencyjne. Dość powiedzieć, że niedawne ogłoszenie o pracę w jednym z instytutów Polskiej Akademii Nauk z pensją dla osoby z doświadczeniem w obsłudze zaawansowanej aparatury badawczej na poziomie pensji minimalnej, stało się viralem w sieci, będąc przedmiotem niezliczonych kpin i żartów. „Sam zapał, misja czy prestiż nie wystarczą na opłacenie rachunków i utrzymanie rodziny” – przekonują naukowcy.

Dlatego właśnie jeszcze raz spróbują przekonać polityków, że inwestycje w naukę mają kluczowe znaczenie we współczesnym świecie. Dopominają się m.in. o to, by do końca obecnej dekady nakłady na ten cel wzrosły do poziomu 3% PKB.

Rozwój nauki nie powinien być traktowany jako dobro luksusowe – jest on warunkiem koniecznym stabilnego postępu cywilizacyjnego, społecznego i gospodarczego. Dzięki nauce jesteśmy w stanie budować silne państwo i odporne społeczeństwo oraz czerpać korzyści z rozwoju gospodarki opartej na wiedzy. W tym celu sektor nauki musi być adekwatnie finansowany, zwłaszcza w dobie niestabilności wynikającej z toczącej się za naszą wschodnią granicą wojny – czytamy w petycji do szefa rządu i ministrów finansów oraz nauki i szkolnictwa wyższego, pod którą od dziś można składać podpisy online.

Jej autorzy chcą przede wszystkim wzrostu płac w nauce. Obecnie najniższe zasadnicze wynagrodzenie dla osoby rozpoczynającej pracę na stanowisku adiunkta wynosi 7044,5 zł brutto, lecz w wielu instytutach badawczych i naukowych, jak wskazują, próżno szukać takich stawek. Tam asystent zarabia ledwie 19 zł więcej powyżej minimalnej (4825 zł brutto). Dlatego organizatorzy protestu domagają się, by pensje w nauce powiązać ze stawkami rynkowymi, a każda osoba z doktoratem zatrudniona na stanowisku naukowym, niezależnie od typu instytucji czy rodzaju stanowiska, otrzymywała co najmniej średnią krajową. Pensje miałyby być waloryzowane co roku, a mechanizm podwyżek miałby objąć wszystkie osoby zatrudnione w tym sektorze.

Odrębny postulat dotyczy godziwych warunków dla studentów i doktorantów. Ci ostatni dostają przed oceną śródokresową stypendium w wysokości… 3570,50 zł brutto, a więc znacznie poniżej płacy minimalnej. Ponadto wielu z nich, zaangażowanych pełnoetatowo w prace badawcze, ale bez umowy o pracę, nie jest objętych podstawowymi świadczeniami i nie ma zdolności kredytowej. Zwracał na to uwagę w wywiadzie dla FA Rafał Ramut, przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów. W petycji zaapelowano o wyrównanie poziomu stypendiów doktoranckich z płacą minimalną oraz o możliwość wyboru między zatrudnieniem na umowę o pracę a stypendium doktoranckim dla osób chcących wykonywać pełnoetatowe obowiązki w ramach przygotowywania pracy doktorskiej. Ponadto protestujący chcą urealnienia progów dochodowych stypendiów socjalnych i zapewnienia odpowiedniej infrastruktury socjalnej (tanie, publiczne stołówki, pilne remonty obecnych domów studenckich i budowa nowych).

Wreszcie, last but not least, organizatorzy akcji liczą na dodatkowy miliard złotych w budżecie na 2027 rok z przeznaczeniem na badania podstawowe. Ich zdaniem granty powinny wzmacniać potencjał badawczy jednostek, a nie – jak teraz – stanowić substytut ich polityki kadrowej. Postulują stworzenie klarownej ścieżki wzrostu dotacji celowej dla Narodowego Centrum Nauki, która zapewniłaby współczynnik sukcesu w konkursach na poziomie 25%.

Wszystkie te kwestie były w ostatnich miesiącach podnoszone przez różne gremia i organizacje, m.in. Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Radę Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego czy Radę do spraw Dialogu Społecznego.

To prawda, te postulaty nie są nowe, ale jakoś wciąż nie mogą się doczekać realizacji. Jest to tym bardziej dziwne, że nie są przecież zbyt wygórowane, powiedziałbym, że to postulaty wręcz zachowawcze. Mam nadzieję, że politycy postarają się im w końcu sprostać – mówi prof. Tomza i dodaje: – Doszliśmy do ściany w dotychczasowych formach protestu. Podejmowane przez nas działania nie przyniosły żadnego skutku. Dlatego wchodzimy na kolejny poziom, którym będzie protest pod Sejmem. Zachęcam naukowców z całej Polski, żeby przyjechali w dużej liczbie. Nasza obecność tam naprawdę może zrobić różnicę.

A jeśli jednak nie, to wyjdziecie w końcu palić opony? – pytamy fizyka kwantowego z UW. – Zarzucają wam, że nie macie tyle odwagi, co górnicy czy rolnicy, którzy potrafią skuteczniej walczyć o swoje.

W tym momencie planujemy pokojowy, zgodny z prawem protest. Liczymy na to, że siła naszych argumentów, a jednocześnie doświadczenia i dorobku nie zostanie zignorowana. Mam nadzieję, że uda się zaktywizować naukowców i pokazać politykom niezadowolenie naszego środowiska. Natomiast gdyby i ta akcja nie przyniosła spodziewanych efektów, wówczas sięgniemy po kolejny scenariusz, który mamy w zanadrzu – zapowiada nieco tajemniczo.

Na razie pozostają zatem hasła na transparentach w stylu „Akademia bez pieniędzy skończy marnie, tonąc w nędzy”. Zanim jednak to nastąpi i naukowcy zbiorą się pod Pomnikiem Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego, przy Sejmie RP, zaprezentują w internecie efekty swojej codziennej pracy. Obecna kampania ma bowiem jeszcze jeden element (oprócz finału), różniący ją od dotychczasowych. Jako że trwa Rok Popularyzacji organizatorzy przygotowali materiały ukazujące całe spektrum badań prowadzonych w krajowych laboratoriach. Zamierzają udowodnić, że lepsze finansowanie nauki przyniesie korzyści całemu społeczeństwu.

Przez najbliższe trzy tygodnie zamierzamy promować wartościową naukę w naszych mediach społecznościowych. Pokażemy najlepszych polskich badaczy, którzy opowiedzą o tym, co robią i dlaczego to jest tak ważne – kończy prof. Michał Tomza.

Więcej o całej akcji na specjalnej stronie internetowej 3procentnanauke.pl.

Mariusz Karwowski

Dyskusja (156 komentarzy)
  • ~klasdhbaslkhbfasik 13.05.2026 10:24

    Domagają się "stypendia doktoranckie na poziomie płacy minimalnej"? Kogoś pogrzało? Student zaraz po studiach wszędzie dostanie więcej, po co ma iść na doktorat?

    • ~TenZaTobom 13.05.2026 21:18

      Proszę teraz pomyśleć jak bardzo jest źle.

  • ~Przemo 10.05.2026 12:56

    Jeśli produktywność nauki będzie się nadal mierzyło ilością zapisanego papieru i ew. jego jakością, nic nie pomoże. Ludzie się dostosują i będą nieproduktywni.
    Nauka nie pomoże gospodarce, a gospodarka bez wsparcia nauki, będzie naukę wspierać skromnie i bez przekonania.
    Ile procent czasu pracy powinni naukowcy poświęcać na prowadzenie badań naukowych, żeby można było przyjąć, że są produktywni?
    Czy ktoś z naszych kolegów i koleżanek, naukowców i naukowczyń, próbował zmierzyć realny wpływ, liczony w pieniądzach, jaki mają poszczególne jednostki naukowe na rozwój gospodarki? To bardzo ważne.
    Pieniędzy można zawsze trochę dodrukować, ale wtedy niewiele można za nie kupić.

    • ~Marcin Przewloka 10.05.2026 18:54

      @Przemo

      Firma London Economics ewaluowała jak bardzo moje miejsce pracy przyczynia się do rozwoju gospodarki. Oto cytat:

      "The total economic impact on the UK economy associated with the University of Southampton’s activities in 2020-21 was estimated at approximately £4.14 billion. Compared to the University of Southampton’s total operational costs of approximately £561 million in 2020-21, this corresponds to a benefit to cost ratio of 7.4:1."

      Innymi słowy, za każdego funta wydanego na działanie tej uczelni w ostatecznym rachunku gospodarka otrzymywała 7 funtów.

      Cały raport dostępny jest tutaj:
      https://londoneconomics.co.uk/blog/publication/the-economic-and-social-impact-of-the-university-of-southampton/

    • ~Maciek 10.05.2026 14:44

      @ Przemo,

      Fajnie, że poruszasz kwestie relacji nauki i gospodarki nad Wisłą. Polecam ci ostatni materiał dr Zbigniewa Dylewskiego pt. Polska na greckiej drodze dostępny na YouTube. Zbyszek całkiem zgrabnie popularyzuje ekonomię przedstawiając przede wszystkim dane. W telegraficznym skrócie krajowe podmioty gospodarcze niewiele przeznaczają funduszy na sektor B+R, choć w państwach UE 2/3 środków na ten cel łożą podmioty gospodarcze, a 1/3 państwa. W produkcji przemysłowej nad Wisłą firmy zagraniczne stanowią 55%, w tym ponad 90% w produkcji high-tech, a w eksporcie ich udział to 68%.

      • ~EWS 12.05.2026 13:58

        To nie są pieniądze tych firm, bardzo często jest to liczone na firmy, ale to są dotacje państwa na B+R w firmach. B+R są zbyt ryzykowne, a innowacje łatwe do imitacji, stąd B+R muszą być wspierane. I tak firmy interesują się tylko badaniami blisko rynku, a nie podstawowymi. O znaczeniu podstawowych świadczy fakt, że mamy już ponad 100 lat fizyki kwantowej, a firmy zaczynają się nią interesować teraz jak może będą komputery kwantowe. Nie byłoby jednak tych osiągnięć bez nauki podstawowej. Elon Musk tez nie prowadzi badań z pieniędzy firmy, tylko federalnych jakie otrzymuje, a w statystyce to są pieniądze firm. Bez finansowania B+R nie ma innowacji, a bez innowacji będziemy w pułapce średniego dochodu.

        • ~Maciek 12.05.2026 15:24

          @ EWS,

          Na początku dziękuję panu za szczegółowe info. Pragnę pana uspokoić, iż nie należę do osób, które kwestionują finansowanie i znaczenie badań podstawowych. Następnie zgoda, iż część środków na działalność B+R firmy otrzymują od państwa, co nie zmienia faktu, że również wnoszą wkład własny. Nie wiem, jak to dokładnie wygląda w statystyce. Jednak wracając do gospodarki kraju nad Wisłą, to jak pan sądzi kogo wspiera w sektorze B+R polskie państwo? Proszę spojrzeć powyżej na mój post i dane, które podałem za dr Zbigniewem Dylewskim.

      • ~Przemo 11.05.2026 13:12

        Ciekawa wypowiedź, faktycznie Polska jest na życzenie rządzących teraz i wcześniej w trudnej sytuacji jeśli chodzi o wydatki przedsiębiorstw na badania i rozwój. To prawda, firma niemiecka chętniej wesprze badania w Niemczech, niż u nas, a małych firm polskich zwyczajnie nie stać.
        Rządy jednak powinny zlecać badania, które są przedsiębiorstwom potrzebne, a na które pojedynczej firmy nie stać. W Polsce nawet tego się nie robi.
        To znaczy, że społeczeństwo musi być politycznie bardziej aktywne i wybierać sobie zdecydowanie lepszy parlament.

        • ~Maciek 11.05.2026 21:08

          @ Przemo,

          Właściwie żaden rząd po 1989 r. nie przedstawił realnego programu rozwoju gospodarczego kraju. Wszystkie problemy miała rozwiązać niewidzialna ręka rynku. Planowanie było złe, bo kojarzyło się z realnym socjalizmem. A przecież Chiny poszły zupełnie inną drogą. Nie mam tutaj gotowej recepty. Wiem jedynie, że doszliśmy do ściany i obawiam się dalszej degrengolady. Krajowi politycy nie interesują się ani gospodarką, ani nauką, bo właściwie, co ich to obchodzi. Po prostu szkoda mi Polski.

          • ~Przemo 11.05.2026 22:41

            Chiny poszły właściwą drogą: współpraca międzynarodowa jest dobra, kiedy jest dobra dla nas, liczymy tylko na siebie i ufamy wyłącznie sobie, i to w ograniczony sposób. Szwajcarzy robią tak samo, to właściwa droga do suwerenności i rozwoju. Państwo jest jak jedna, duża, wspólna firma albo go nie ma.

            • ~Maciek 12.05.2026 13:18

              @ Przemo,

              Jeżeli chodzi o Chiny, a właściwie o ich model społeczno-gospodarczy, to chyba najlepiej zdefiniował go prof. Henryk Chołaj z SGH m. in. w książce Chiński wariant społecznej gospodarki rynkowej, który jest zupełnie innym rozwiązaniem niż kapitalizm i komunizm minionego XX w. Chiny bardzo skorzystały na współpracy międzynarodowej, w tym lokalizacji u siebie licznych fabryk, zakładów produkcyjnych, firm zagranicznych, ale zarazem nie dopuściły do przejęcia ich gospodarki przez kapitał międzynarodowy. Podobnie rzecz wygląda w przypadku Italii, gdzie mafia (nie mylić z organizacjami przestępczymi) blokuje przejęcia i wyprzedaż majątku narodowego. Napisał pan powyżej, że państwo jest jak jedna, duża, wspólna firma albo go nie ma. Racja i chciałbym aby tak było w odniesieniu do III RP.

          • ~komentator (poprzedni) 11.05.2026 21:52

            Cyt."Krajowi politycy nie interesują się ani gospodarką, ani nauką, bo właściwie, co ich to obchodzi. Po prostu szkoda mi Polski. "

            Krajowi politycy, to najczęściej NIEDOŁĘGI intelektualne w zakresie dziedzin ścisłych i przyrodniczych. Zatem, nie wiedzą dużo o znaczeniu nauki lub NIE CHCE im się tego wiedzieć. Ale nawet taki ŚP. prof. Handke, kiedyś Minister Edukacji Narodowej, mimo że był prof. zwyczajnym nauk chemicznych, NIE POTRAFIŁ (nie chciał?) zrozumieć, jak ważne jest kształcenie w zakresie fizyki i matematyki w szkole, i czym będą skutkować błędy poczynione na tym polu, również dla polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Podobnie, jak jego następca prof. Wittbrodt, czy ich następczyni dr Łybacka (też już nieżyjąca). ŻADNE z nich nie przykładało specjalnej wagi do kształcenia w zakresie fizyki (i matematyki chyba też). I mam wrażenie (obym się mylił), że sytuacja w polskiej nauce jakoś ich specjalnie nie martwiła: ot, jest trudno, no to trudno.

            • ~Maciek 14.05.2026 00:04

              @ komentator (poprzedni),

              Przepraszam za poślizg w czasie, a jeśli chodzi o odpowiedź. W przypadku krajowej klasy politycznej, to powiem tylko tyle, że są to demokratycznie wybrani przypadkowi ludzie. Ten stan rzeczy trwa od 37 lat, czyli od narodzin demokracji nad Wisłą. Jeżeli chodzi o reformy systemu oświaty, to widzimy wieczny chaos i marginalizacje nauk ścisłych. Dziś trudno mi mówić o samej szkole, gdyż nie mam dzieci, ale rodzice narzekają np. na tutejszym forum pan dr hab Hubert Wojtasek ojciec bodajże trójki dzieci wielokrotnie krytycznie wypowiadał się o obecnym systemie edukacji. Nie wiem dokąd to wszystko prowadzi. Niemniej fatalne reformy systemu edukacji mają przełożenie na sektor szkolnictwa wyższego i nauki.

              • ~Hubert Wojtasek 14.05.2026 17:36

                Panie Maćku,
                Jak Pan myśli, czy dzieci w Japonii, Chinach i Korei Południowej nie odrabiają zadań domowych, bo to jest stresujące, czasochłonne i pracochłonne? A u nas przecież nie można dzieci stresować. Tego nie da się już naprawić. Czasu nie da się cofnąć.
                https://klubjagiellonski.pl/2026/04/22/gorsze-wyniki-w-nauce-spadek-samodzielnosci-glowa-w-smartfonie-likwidacja-zadan-domowych-byla-bledem/

                • ~Maciek 15.05.2026 23:29

                  @ Hubert Wojtasek,

                  Panie Hubercie,

                  To jest niepojęte. Wiedziałem, że wieczne zmiany w systemie edukacji III RP są obarczone różnymi destrukcyjnymi czynnikami, gdyż jestem czytelnikiem bloga prof. Bogusława Śliwerskiego, ale nie sądziłem, że to wszystko poszło tak daleko. Aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądał ten kraj za 15-20 lat, a kiedy przyszli urzędnicy, politycy i pozostali będą musieli rozwiązywać złożone zadania i problemy.

              • ~komentator (poprzedni) 14.05.2026 12:33

                No i cóż napisać.... Chyba tylko to, że ma Pan bardzo dużo racji, NIESTETY.

      • ~Przemo 11.05.2026 09:54

        @Maciek
        @ Marcin Przewłoka
        Bardzo dziękuję! Chętnie się zapoznam.

  • ~Kompan 08.05.2026 18:44

    Drogim dziadkom, którzy raz na 25 lat się zbiorą na protest i będzie 15 osób: Sami se #ŻryjPrestiż.

    Lekarze już domagają się dymisji wiceministra bo im się majstrowanie przy wynagrodzeniach nie podoba:
    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/lekarze-domagaja-sie-dymisji-wiceminister-zacheca-do-lamania-prawa/jrq9rfe

    A dziadki z profesurami? A sobie dumają jak to źle i niedobrze.
    I kto dostał 9% podwyżki w tym roku? A no biedni lekarze :) Już teraz w niektórych szpitalach na wynagrodzenia idzie ponad 100 % budżetu.


    #ŻryjPrestiż

    • ~Profesorek 08.05.2026 23:15

      Różnica jest prosta jak budowa młotka. Jeśli lekarze wyjadą z kraju, to nie będzie miał kto leczyć posłów i ministrów, a przeciętni ludzie w końcu wyjdą na ulice. Jeśli profesura wyjedzie z kraju, to będzie więcej spokoju i więcej oszczędności na pensjach, a przeciętni ludzie tego nie odczują przy obecnym niżu demograficznym. Więc porównanie hobbystów ("uprawiających naukę" za pieniądze nas wszystkich) do lekarzy, którzy przynajmniej coś robią, jest całkowicie bez uzasadnienia.

      • ~lachimsun 11.05.2026 13:00

        @Profesorek
        cyt. "hobbystów ("uprawiających naukę" za pieniądze nas wszystkich)" jeśli za hobbystę uznamy osobę, która regularnie i z chęcią wykonuje pewną czynność, sprawiającą jej przyjemność to myślę że jest to powód żeby płacić takiej osobie więcej niż mniej. Nauka to nie jest obieranie ziemniaków, jak się nie rozumie że musi upłynąć dużo czasu między wykonaniem pracy i efektem końcowym to można stwierdzić że to niepotrzebne na chwilę obecną. Tak samo jak nie było sensu inwestować w elektrownie jądrowe bo mamy tyle węgla, prawda?
        Lekarze poprzez sztuczne manipulowanie podażą usług wywindowali ceny ochrony zdrowia kosztem upadającego systemu, tak samo jak kiedyś chcieli zrobić prawnicy tylko w ich przypadku nie było NFZ który mógł być okradany i dlatego musiała nastąpić deregulacja tego rynku. Lekarze teraz śmieją się w twarz ludziom, dzięki którym możliwe jest kształcenie prawie za darmo.

      • ~Hubert Wojtasek 09.05.2026 11:21

        "przeciętni ludzie tego nie odczują przy obecnym niżu demograficznym."
        Może i tak. Za to odczują ich dzieci i to boleśniej niż brak lekarzy.

        • ~Profesorek 09.05.2026 17:22

          Niby dlaczego odczują? Kiedy ostatnio w Polsce wynaleziono jakikolwiek używany powszechnie lek? Kiedy skonstruowano jakiekolwiek nowatorskie urządzenie elektroniczne, którego fakt pojawienia się ktokolwiek odczuje? Co zrobiono w polskiej nauce od 1989, co w ogóle może odczuć ktokolwiek?

          • ~dr-On 11.05.2026 10:49

            Cyt."Kiedy ostatnio w Polsce wynaleziono jakikolwiek używany powszechnie lek? "

            Kiedyś w książce Zbigniewa Święcha pt."Dlaczego Fleming przewraca się w grobie", przeczytałem, że w latach 60-tych wynaleziono w Polsce lek o nazwie STAFILOKOKCYNA A (STA), która była antidotum na gronkowca złocistego. Odkrywcą tego leku był Prof. Tadeusz Lachowicz. Ale, niestety, jak to w Polsce bywa, odkryciu prof. Lachowicza "ukręcono łeb".
            Z kolei, małżeństwo Giecewiczów opracowało metodę wytwarzania węgla drzewnego. Komisja oceniająca ich odkrycie stwierdziła, że gdyby ta metoda była dobra, to dawno byłaby stosowana na Zachodzie. Niedługo po tym Japończycy opatentowali tę metodę u siebie... No cóż, skoro ani Zachód, ani Polska tej metody nie zastosowały, to wziął się za to... Wschód i to Daleki. :-|
            Pytanie: O ILU tego typu odkryciach lub wynalazkach, tzn. przemilczanych, nie wiemy? Nie wystarczy coś odkryć, trzeba jeszcze dążyć do tego, żeby innym nie udało się tego "przykryć".

          • ~Hubert Wojtasek 09.05.2026 18:01

            A proszę mi powiedzieć kto będzie kształcił tych lekarzy, inżynierów, informatyków, nauczycieli? Pan Kazio spod budki z piwem, który nie odczuwa braku finansowania polskiej nauki? Skutki zaniedbań w oświacie i nauce nie są wyraźnie widoczne w krótkiej perspektywie - widać je w następnym pokoleniu. Choć ja już widzę, co np. brak zadań domowych zrobił z moimi dziećmi po dwóch latach. Na razie jesteśmy jeszcze gdzieś tak w trzeciej ćwiartce europejskiej. Jeśli nic się nie zmieni, to za 30 lat będziemy na poziomie Burkina Faso i najprawdopodobniej będziemy chińską kolonią.

            • ~Profesorek 11.05.2026 09:22

              Jakimś dziwnym trafem większość ludzi wmówiła sobie, że od jakości badań naukowych zależy jakość dydaktyki. Otóż wszyscy wiemy (tylko mechanizm wyparcia nas broni) że NIE ZALEŻY. Tym bardziej nie zależy od tego, czy opublikuje się swoje robione pod batem punktozy wypociny w pisemku za 20, czy za 200 punktów ministerialnych. Co więcej, śmiem twierdzić, że bat punktozy powoduje degradację polskiej dydaktyki (nie wystarcza na jej jakość czasu), która i tak w skali światowej wymaga przeorganizowania, bo w wielu dziedzinach znajdzie się youtuber, który robi lepsze jakościowo materiały, niż niejedne zajęcia na uczelni. Kształcenie "lekarzy, inżynierów, informatyków, nauczycieli" może się odbywać bez jakichkolwiek badań naukowych, a zaoszczędzone pieniądze można spokojnie włożyć w subskrypcje baz bibliograficznych, najnowsze obcojęzyczne podręczniki i wszystkie materiały, dzięki którym zajęcia będą "up to date". Wtedy nauczyciel będzie uczył, a nie odbębniał dydaktykę myśląc w tym czasie o tym, czy przyjmą mu wypociny za 140 punktów, czy może jednak tylko za 100 i co na to rektor.

              • ~Hubert Wojtasek 11.05.2026 15:15

                A Pan to w ogóle ma coś wspólnego ze szkolnictwem wyższym? Bo jakoś mi nie wygląda. Studia wyższe to nie szkółka parafialna. Poczynając od licencjatu studenci są zobowiązani do wykonania prac dyplomowych. I one mają się opierać na wykonanych przez nich BADANIACH. Mają być one podsumowaniem toku kształcenia, który powinien nauczyć ich krytycznego i twórczego myślenia. To się przydaje nawet do wpisywania promptów do chata GPT, a także np. w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Potem - studia magisterskie, doktoranckie udział takiego kształcenia problem-driven rośnie. A mogą tego nauczyć tylko ludzie, którzy sami się rozwijają. A rektor oczywiście będzie cmokał z zachwytu nad każdym artykułem za 140 w MDPI. Dlatego w latach 2022-2025 opublikowaliśmy (jako polscy naukowcy, bo ja nie) ich 52 000. Będzie to minimum 25% publikacji złożonych do ewaluacji. Tylko że to z rozwojem niewiele ma wspólnego. Dlatego coraz nam bliżej do tego Burkina Faso.

                • ~Profesorek 12.05.2026 09:24

                  Niestety mam. Kontrola akredytacyjna na Pana uczelni nigdy nie stwierdziła, że prace dyplomowe są zbyt obszerne? A władze uczelni finansują te badania dyplomowe jakkolwiek? Bo proszę sobie wyobrazić, że są takie uczelnie, gdzie nie dość, że na prace dyplomowe dostaje się trzycyfrową kwotę i to nie na każdą, to jeszcze nie można prac dyplomowych finansować ani z grantów, ani ze statutu. A na kontroli PKA uważa, że praca dyplomowa ma wykazać, że student osiągnął efekty kształcenia, a nie rozwiązać problem naukowy, bo od rozwiązania problemu naukowego to jest dopiero doktorat. Więc władze po takiej kontroli jasno mówią, że dyplomówka nie musi i wręcz nie powinna stanowić "prawdziwej" nauki, a bardziej taki licealny projekcik w stylu ilość chrząszczy na łące za kampusem albo szybkość pleśnienia herbaty w zależności od dodanego cukru, albo ankiety wśród studentów o jedzeniu i piciu. Chyba zgodzimy się, że tym bardziej udział promotora w jakichkolwiek poważnych badaniach nie robi żadnej różnicy skoro robi się na dyplomówkach takie pierdoły. Dodatkowo wszystko idzie w stronę likwidacji prac dyplomowych, czy tego chcemy, czy nie.

                  • ~Hubert Wojtasek 12.05.2026 10:04

                    "Dodatkowo wszystko idzie w stronę likwidacji prac dyplomowych, czy tego chcemy, czy nie."
                    Czyli idziemy w stronę Burkina Faso i jest dobrze. A serio - to nikt mi nie udowodni, z jakich środków zostały zakupione odczynniki stojące na półce i użyte do realizacji prac dyplomowych. Nawet, jeśli jakiś członek PKA byłby na tyle głupi, żeby sprawdzić faktury za ostatnie 15 lat, to jeszcze musiałby znać numery partii. A aparaturę w ciągu ostatnich 15 lat kupiliśmy głównie z projektów unijnych, w których było wyraźnie zaznaczone - "do badań i dydaktyki".

                    • ~Profesorek 13.05.2026 08:42

                      Proszę sobie wyobrazić, że są uczelnie, gdzie to sprawdza władza (a nie PKA). I nawet jeśli z tej trzycyfrowej kwoty do pracy mgr zakupiono jedynie chińską żarówkę w hipermarkecie, to potem trzeba wyraźnie napisać w sprawozdaniu, na której stronie pracy dyplomowej ta żarówka była użyta do naświetlania czegoś tam. Więc w Pana przypadku pozostaje się cieszyć, że pracuje Pan w środowisku w miarę normalnym (i tak z przesuniętym już progiem pojęcia normalności, bo naprawdę normalnie to nie jest nigdzie).

              • ~komentator (poprzedni) 11.05.2026 15:09

                Cyt."Jakimś dziwnym trafem większość ludzi wmówiła sobie, że od jakości badań naukowych zależy jakość dydaktyki."

                DAWNIEJ, gdy naukowiec X. prowadził zajęcia dydaktyczne związane z jego działalnością naukową, owszem, taki pogląd był słuszny. Obecnie, gdy wielu fizyków musi po doktoracie zacząć się zastanawiać, czy w pętli podwójnej ma być "i+j-1", czy "i-j+1" itp. albo jak zrobić diagram sekwencji w UML itd. itd. itd., bo muszą to umieć na zajęcia ze studentami, to taka dydaktyka jest "KULĄ U naukowej nogi". No, chyba, że pracują w sektorze IT - wtedy już ani programowanie, ani UML im w pracy naukowej nie przeszkadzają, gdyż tą pracą naukową już się raczej nie zajmują. Niech entuzjaści ściągania naukowców z zagranicy rozważą sobie właśnie TĘ sytuację, zamiast uprawiać swoją (mało)"radosną" twórczość.

              • ~lachimsun 11.05.2026 12:35

                Zależy o jakiej dydaktyce mowa - są przedmioty klasyczne i są przedmioty z dziedzin szybko rozwijających się. Zawsze znajdzie się youtuber który pokaże perfekcyjnie rzeczy dobrze już znane i opisane w wielu miejscach, zrobi z tego show i przyciągnie widzów bo z tego żyje. Tylko zapominamy że ktoś musiał wcześniej wymyślić i zbadać te teorie. Owszem mamy teraz coraz lepszy dostęp do informacji i tutaj rola nauczyciela akademickiego powinna się zmienić na towarzysza-przewodnika który wskazuje kierunek a nie wbija do głowy studentom materiał który mają wyjaśniony na różne sposoby w internecie.

                • ~Profesorek 11.05.2026 13:06

                  Znowu mechanizm wyparcia. Takim towarzyszem-przewodnikiem w 99% przypadków może być model językowy, a dla tych 1% nie opłaca się utrzymywać całej maszynerii.

                  • ~lachimsun 11.05.2026 13:35

                    Kiedyś może tak ale jeszcze długo nie. Gdyby to było takie proste to firmy już teraz zwolniły by 99% pracowników.

      • ~Marcin Przewloka 09.05.2026 08:53

        @Profesorek

        Ten komentarz kontrastuje prace naukowców i lekarzy, przedstawiając tych pierwszych jako " "uprawiających naukę" za pieniądze nas wszystkich", czyli – jak rozumiem – nic nie wnoszących do społeczeństwa i udających, że pracują.
        To dosyć niesprawiedliwy i zresztą nieprawdziwy obraz rzeczywistości, ponieważ wrzuca on do jednego worka wszystkich pracujących naukowo. A przecież w krajach, gdzie system organizacji i wsparcia finansowego nauki działa przynamniej w miarę dobrze, nauka jak najbardziej wnosi do społeczeństwa (w tym, do gospodarki) bardzo dużo. I praca naukowca jest jednak dosyć trudną i wymagającą profesją. Pod warunkiem, że wykonywana jest tak, jak być powinna.

        • ~Hubert Wojtasek 20.05.2026 07:51

          Panie Marcinie,
          Pan kilkukrotnie podawał, opisany zresztą na łamach FA, system ewaluacji nauki w Portugalii jako godny naśladowania. To proszę sobie przeczytać wczorajszy artykuł na FBS.
          https://forbetterscience.com/2026/05/19/the-kingdom-of-rui-reis/
          Jest tam też o grantach ERC, szczególnie w komentarzu Anonymousa.
          https://forbetterscience.com/2026/05/19/the-kingdom-of-rui-reis/#comment-765300

        • ~Profesorek 09.05.2026 17:27

          Błagam, co wnosi? Jedyne co wnoszą obecnie uczelnie, a co ludzie są w stanie odczuć, jest możliwość zdobycia papierka (czy za tym idzie wiedza, to już inna kwestia). Badania naukowe są robione w 99% tylko dla punktów i tylko dlatego, że jest na to przymus, a ten 1% może wnosi coś do jakiejś nauki, ale nikt tego nie odczuwa!!! Dotykam do delikatnej sfery, każdy wie, że to prawda, tylko wszyscy nie dopuszczają tego do swojej mózgownicy i stąd te wybuchy frustracji :)

          • ~Marcin Przewloka 09.05.2026 20:02

            Miałem na myśli naukę ogólnie, nie tylko tą robioną w Polsce.

            Musze przyznać, że czuję się trochę dziwnie tłumacząc Państwu, dlaczego robicie to, co robicie. Może więc lepiej zostawię to w tym miejscu i pozwolę Wam samym znaleźć odpowiedz na pytanie "dlaczego jestem naukowcem?".
            :-)

            • ~Profesorek 11.05.2026 09:09

              Nie ma odpowiedzi na to pytanie, a w zasadzie jedyna odpowiedź w moim pokoleniu brzmi - bo 30 lat temu wierzyliśmy w to, że ma to sens. I jeszcze przez jakiś czas miało. A teraz już nie ma, a po 30 latach kieratu nie umiemy pracować w innym kieracie.

            • ~ZM 09.05.2026 21:40

              @Marcin Przewloka

              Trochę się Pan plącze. Jest Pan za tym aby zwiększać nakłady, ale jednocześnie nie jest Pan pewien, czy dosypanie kasy przy obecnej mentalności, coś da... Ale paradoksalnie, tym razem się z Panem zgodzę.

              Tzn. ja uważam, że należy zwiększyć pensje asystentom oraz stypendia doktoranckie, bo są one faktycznie skandalicznie niskie. Ale tutaj dosypywanie bym zakończył.

              A pozostali niech sobie poczytają, dlaczego w Polsce żużlowcy i siatkarze zarabiają krocie, i dlaczego najlepsi na świecie są obecni w polskich ligach. Da się. Jeśli robi się coś w zgodzie nie tylko z własnym hobby, ale też w zgodzie z elementarnym rachunkiem ekonomicznym.

              • ~Marcin Przewloka 09.05.2026 22:01

                @ZM

                Cały czas podkreślam to, że zmiana finansowania z tego 1+ %, które jest obecnie, do 3% PKB, bez głębokich zmian systemowych, nie ma sensu. Ja osobiście myślę, że dla wszystkich, i dla nauki, i dla gospodarki, najłatwiejsze i najlepsze byłoby systematyczne dodawanie 0.1% PKB co roku przez najbliższe 15 lat.
                Ale, żeby to miało sens, to MUSI iść w parze ze zmianami wymuszającymi jakość. Inaczej będą to pieniądze wyrzucone w błoto.

                Zmiany organizacyjne i tak będą musiały być wprowadzone z powodu demografii, która szybko i dosyć dramatycznie się zmienia. Ale te przekształcenia muszą mieć jednocześnie charakter reformy.

                • ~dr-On 11.05.2026 13:02

                  Cyt."Cały czas podkreślam to, że zmiana finansowania z tego 1+ %, które jest obecnie, do 3% PKB, bez głębokich zmian systemowych, nie ma sensu."

                  W PEŁNI się zgadzam. Nawet włożenie do polskiego systemu nauki, równowartości budżetu Pentagonu, NIEWIELE by pomogło. Dopóki duża część pieniędzy będzie "przepalana" zbyt często na twórczość typu "dzieło o korespondencji poety X. z poetą Y." lub "poglądy filozofa X. w kontekście takim-a-takim", dopóty NIE BĘDZIE ŻADNEJ istotnej poprawy. Po prostu, nie będzie.

          • ~sdf 09.05.2026 18:19

            Śmiesznie brzmi takie publiczne bajanie przy użyciu narzędzi, które powstały dzięki pracy naukowców. Nie lekarzy, nie polityków. Naukowców.

            • ~Grześ 09.05.2026 23:16

              Ale że tak spytam, polskich naukowców? Poważnie polskich naukowców? Od odkryć Jana Czochralskiego już trochę czasu upłynęło.

              • ~komentator (poprzedni) 11.05.2026 12:18

                A na marginesie, Czochralski swoje największe odkrycie (metodę hodowli kryształów) zrobił w Niemczech, A I TAK zostało ono później przypisane komu innemu... Dopiero po iluś dekadach "przypomniano sobie" o Czochralskim.

              • ~kinga 10.05.2026 12:05

                Ja pracuje w naukach medycznych. Mam 42 tys na 8 magistrantow, reszte 4 pracowniko bab-dyd. I na wszystkich inne potrzeby np papier do drukarki. Od dawna nie moge dostac grantu. Wiec przepraszam bardzo ale oczekiwania innowacji przy tym finansowaniu to jedynie marzenie. Z pustego to nawet salomon nie naleje

                • ~JF 14.05.2026 17:07

                  A ja pracuje w naukach rolniczych ( technologia żywności) i mam okrągłe zero na doświadczalne prace dyplomowe. Nie mam wyliczonego budżetu i korzystam z mizernych zasobów katedry. Najczęściej korzystamy z przeterminowanych odczynników. Dobrze że miałam parę grantów, to sobie jakoś zabezpieczylam warsztat dydaktyczny. Ale nie tak to wszystko powinno wyglądać. Pytam po raz kolejny, czy lekarz kupuje za swoje sprzęt do operacji, czy górnik musi napisać grant żeby miał kilof, czy kasjerka w Biedronce kupuje za swoje kasę fiskalna??? Czytam te wszystkie głosy krytyki, jakobyśmy nic nie robili i mnie jasna ch...era trafia.

                  • ~kkk 15.05.2026 21:21

                    Mnie dziwi, ze przy takich zasobach oczekuje sie prac do Science.
                    My rowniez nie mamy za duzo odczynników, duzo starych. Prace robimy z tego co jest w lodówce, zeby bylo. Pieneidzy nie mamy juz wlasciwie na nic, naprawde nigdy nie bylo tak zle jak w tym roku

                • ~komentator (poprzedni) 11.05.2026 13:42

                  Ja z kolei pracuję w dziedzinach ścisłych. Aby dostać pracę na uczelni, gdzie mógłbym zarabiać na chleb i na dach nad głową, aby mieć mieszkanie, w którym mógłbym zajmować się moją dziedziną naukową, musiałem przez rok przekwalifikowywać się na informatyka.
                  Prawie rok temu wystartowałem o grant NCN. Panowie eksperci (ex-perci ?), "przeczytali" mój wniosek, jeden z nich nie był w stanie zauważyć planu badawczego (mimo, że takowy był zamieszczony), i napisał, że takiego planu nie ma, więc wniosek jest słaby. Drugi napisał o moim zbyt małym doświadczeniu naukowym, za mało publikacji, za mało cytowań itp. itp. Cóż, po latach zajmowania się na zajęciach dydaktycznych, zagadnieniami typu: zastosuj wzorzec projektowy w sytuacji takiej-a-takiej lub sporządź diagramy UML takiego-a-takiego systemu informatycznego itp. itp. itp., trudno oczekiwać, że będzie dużo publikacji i cytowań.
                  O TYCH sprawach prawie NIKT nie mówi. Wszyscy udają, że nie ma problemu. No to niech sobie udają dalej. Jak ten cesarz z baśni Andersena, który aby nie wyjść na głupca, wolał udawać, że widzi tkaninę, której nie ma...

                • ~Grześ 10.05.2026 18:59

                  Absolutnie nikt od Pani nie ma prawa oczekiwać innowacji. Natomiast są w Polsce tysiące, uważających się za wybitnych, kastowych naukowców, którzy na swoje badania otrzymali wielomilionowe dotacje, a jedynym efektem ich pracy są nieprzydatne społecznie publikacje.

                  • ~Profesorek 11.05.2026 09:25

                    Ależ ma prawo, ma.... Raz na kilka lat przy ocenie okresowej ma, otóż ma...

        • ~Fidelio 09.05.2026 15:25

          Wielokrotnie prezentował pan pogląd o globalności/uniwersalności nauki, stąd m. in. argumenty w dyskusji o języku nauki, itd.
          Jeśli tak, to nic się nie stanie, jeśli w Polsce nauki się uprawiać nie będzie. Jako aktywność globalna może być ona uprawiana wszędzie indziej, a wobec uniwersalnego zasięgu rezultatów, przemysł polski czy społeczeństwo polskie mogą korzystać ze zdobyczy nauki światowej.

          • ~Marcin Przewloka 09.05.2026 17:13

            @Fidelio

            Całkowity brak badań naukowych w Polsce statystycznie rzecz biorąc zapewne nie miałby żadnego wpływu na budowanie wiedzy światowej i rozwój cywilizacji człowieka rozważany ogólnoświatowo. Tak, tutaj się zgadzam.
            Również prawdą jest, że dany kraj może korzystać z technologii, które powstały gdzie indziej. Oczywiście, i są tego przykłady na świecie.

            Jeśli jednak Polska miałaby się rozwijać technologicznie i w tym kierunku korzystać z własnego systemu edukacji oraz nauki, to niestety, ale musi zainwestować w badania, które odbywają się w Polskich jednostkach naukowych. Żeby kupić wszystko, musielibyśmy być tak bogaci, jak Arabia Saudyjska, a nie jesteśmy. Poza tym, bez własnego zaplecza technologicznego dany kraj jest w 100% zależny od reszty świata, to nie jest dobra pozycja strategiczna. Jest więc sporo argumentów przemawiających za tym, żeby samemu włączyć się w ten cykl badania naukowe -> innowacje -> technologie -> przemysł.

            P.S. Nie do końca jednak rozumiem związku z moim poprzednim komentarzem

            • ~Fidelio 09.05.2026 17:49

              Związek jest z całym wątkiem, przede wszystkim ważny jest kontekst komentarza "~Profesorek 08.05.2026 23:15", który przy pańskim podejściu do globalności nauki, a zdążyłem je już poznać, rodzi ciekawe konsekwencje.

              A co do kupowania badań naukowych ... myślałem, że jak kupuję w sklepie długopis, powiedzmy, angielski czy francuski, to nie będzie on istotnie droższy od długopisu polskiego o porównywalnej jakości. Rynek działa, też jest globalny.
              Ja myślę, że po prostu nie mają racji ci, którzy mówią, że nauka jest jedna. Zawsze były w niej szkoły, mistrzowie i uczniowie, grupy socjologiczne, a i narodowości i państwa, kontekst społeczny.

            • ~Profesorek 09.05.2026 17:31

              Tak samo Polska mogłaby zacząć produkować na swoim terenie wszelką tandetę obecną na chińskich portalach handlowych, no a nawet w to *zainwestować*. Chyba tylko idiota mógłby na coś takiego wpaść, i póki co w żadnym kraju tak się nie stało. No ale w kwestii nauki, gdzie tak samo nie da się dogonić czołówki światowej, chcemy "inwestować" i wierzymy, że cokolwiek możemy zrobić. I tu jest największy problem.

  • ~Zapieniony Zgredźmin 08.05.2026 08:43

    W państwie, które nie tworzy przyjaznego środowiska dla rozwoju własnego sektora komercyjnego nie będzie poprawy jakości nauki. W uproszczeniu, zapotrzebowanie na rozwiązania naukowe przychodzi często z sektora komercyjnego i dzięki dobrej komunikacji z naukowcami mogą powstać nowe rozwiązania oparte na wiedzy. Jeśli kolejne rządy nie poprawią tej sytuacji, to nic się dobrego nie wydarzy. Zwykli ludzie będą twierdzić, że inwestowanie w naukę to strata pieniędzy. Politycy wolą ludzi niedouczonych, bo łatwiej nimi manipulować. A naukowcom wmówiono, że to oni, jak coś odkryją, mają biegać i szukać partnera komercyjnego w kraju, w którym jedynie montujemy lub sprzedajemy wynalazki firm zagranicznych. No, i jeszcze dorzucimy do tego punktozę, dzięki której można znaleźć usprawiedliwienie zarówno dla marnych płac i braku inwestycji w naukę, jak i oczywiście dla plastycznego dostosowania się naukowców do tego bagna i publikowania makulatury. I gra gitara... A kolejni ministrowie sadzają odmalowane naukowczynie i naukowców w garniakach na scenie, przecinają wstęgi i pokazują ciekły azot w nowych (pustych) budynkach wybudowanych z pieniędzy UE. Albo jak swego czasu poprzedni premier z błyskiem w oku mówią, że "tu się RNA izoluje"... WOW

    • ~Przemo 08.05.2026 10:28

      Nie inaczej. Bez rozwoju własnej gospodarki, nauka staje się zbędna. To jeden z kilkunastu wskaźników upadku państwa. Inne w Polsce także obserwujemy.

      • ~Marcin Przewloka 08.05.2026 11:30

        @Przemo

        Nauka staje się zbędna w ekstremalnych przypadkach. Na przykład w przypadku ciężkiej wojny czy jakiegoś kataklizmu. Wszystkie priorytety są wtedy całkowicie zmienione na korzyść przetrwania.

        Ale w każdym innym przypadku, nawet kraju biednego, nauka nie "staje się zbędna". Podobnie, jak nie stają się zbędne edukacja albo kultura i sztuka, zupełnie niezależnie od "rozwoju własnej gospodarki". Za to lokalny rozwój badań naukowych na pewno może pomóc rozwinąć się gospodarce, zarówno krótko-, jak i długo-falowo.

        • ~Przemo 08.05.2026 19:09

          Ależ skąd?
          W przypadku wojny nauka jest potrzebna. Czasem nawet bardziej. Przykładów bez liku: proces Habera-Boscha, V1 i V2, projekt Manhattan, super glue, napalm, rozwój produkcji dronów i robotów w ostatnich latach. Mnóstwo innych przykładów można wymieniać.
          Problemem największym dla państwa jest jego atrofia, kolonialne uzależnienie, bałagan prawny, polityczna polaryzacja, brak gospodarczej suwerenności, a wszystko to zwykle zaczyna się od obniżenia się poziomu nauczania.

          • ~Marcin Przewloka 09.05.2026 08:41

            @Przemo

            Jak najbardziej, w czasie wojny nowe technologie są popychane do szybciej niż bez niej. Ale nie o to mi chodziło w komentarzu, i dlatego też wspomniałem o stanie "ciężkiej wojny". Nie sądzę, żeby na przykład w czasie powstania warszawskiego ktoś rozmyślał o tym, jak wspomóc badania naukowe. Podobnie obecna sytuacja w Gazie nie sprzyja lokalnym badaniom naukowym, zgadza się? To właśnie miałem na myśli, tak samo zresztą jak w komentarzu o byciu w zasięgu jakiego kataklizmu.

            • ~Przemo 09.05.2026 12:07

              Czy bałagan prawny w państwie nie jest jak ciężka wojna lub kataklizm? Być może jesteśmy w stanie ciężkiej, niewidzialnej wojny...

              • ~Marcin Przewloka 09.05.2026 14:54

                @Przemo

                No dopóki Pan tutaj sobie siedzi przy komputerze i komentuje to, co się dzieje na Forum Akademickim, a nie stara się ukryć siebie samego i rodzinę aby przetrwać, jakoś przeżyć, to śmiem twierdzić, że nie, w Polsce obecnie nie ma ciężkiej wojny lub kataklizmu.

              • ~Grześ 09.05.2026 13:03

                Pan Marcin raczej nie żyje i pracuje w tym państwie, więc trudno mu to zrozumieć, jak również zauważyć coraz mniejszego znaczenia czystych badań podstawowych w rozwoju gospodarki kraju.

                • ~Marcin Przewloka 09.05.2026 15:03

                  @Grześ

                  Badania podstawowe leżą u podstaw wszelkich innowacji i nowych technologii. Jeśli te badania są na dobrym poziomie, to jest szansa, że innowacje się pojawią. Nie ma pewności, ale jest duża szansa. No i jak już się pojawią, to że będą skomercjalizowane. Jeśli jednak badań podstawowych na dobrym poziomie nie ma, to gwarantowane, że tych innowacji nie będzie, albo ze będzie ich bardzo mało. Zwyczajnie, nie mają skąd się brać.
                  Proszę zwrócić uwagę, że w krajach, gdzie nowe technologie powstają i są efektywnie wprowadzane w życie, badania podstawowe zawsze są na bardzo dobrym poziomie. Oraz, że nie ma krajów, gdzie innowacje rosną jak grzyby po deszczu, ale nauki podstawowe leżą i kwiczą. Nie ma takich miejsc.

                  To działa mniej więcej tak samo na całym świecie, więc moja obecność w tym czy innym kraju niczego tu raczej nie zmienia. :-)

                  • ~Grześ 10.05.2026 00:29

                    Już tyle razy wałkowaliśmy ten temat, że mam wrażenie graniczące z pewnością, że ani ja Pana ani Pan mnie nie przekona. Dla mnie badania podstawowe i stosowane są obecnie trudno rozróżnialne i się wzajemnie przenikają, uzupełniają i napędzają, tak że nie jest możliwe wskazanie co jest podstawą czego. Obecnie czystych badań podstawowych (wynikających wyłącznie z ciekawości naukowca) wykonuje się coraz mniej. Nawet badania kosmosu mają coraz częściej cel utylitarny. Od prehistorii (koło) aż po czasy współczesne powstają innowacje i nowe technologie (tranzystor, radar, szczepionka na wściekliznę, PTFE, kuchenka mikrofalowa, fuzja jądrowa ...), które nie wynikają bezpośrednio z badań podstawowych (ciekawości naukowca), a z potrzeby chwili czy też przypadku.

                    • ~Marcin Przewloka 10.05.2026 09:15

                      @Grześ

                      Powstanie tranzystora, radaru, szczepionki na wściekliznę, PTFE, kuchenki mikrofalowej, fuzji jądrowej zawdzięczamy badaniom podstawowym. Żadna z tych rzeczy nie istniałaby, gdyby naukowcy wcześniej nie zadawali fundamentalnych pytań o to, jak działa otaczający nas świat.
                      Wałkowanie tego bez końca jest rzeczywiście strasznie nudne, ale chyba raczej konieczne.

                      • ~Grześ 10.05.2026 12:09

                        Te wymienione innowacje powstały nie z powodu ciekawości naukowca lecz ich motywacją była potrzeba chwili, nie były to więc efekty badań podstawowe a stosowanych. Oczywiście zawsze można sięgać głęboko i tym sposobem każda innowacja bazuje na prawach kardynalnych (Maxwell, Newton ...) tylko tych nowych reguł opisujących świat powstaje już obecnie niewiele a pomimo tego innowacji jest mnóstwo.

                        • ~komentator (poprzedni) 11.05.2026 15:04

                          Widać, że "historia magistra vita est", ale jak ktoś zauważył, historia nie ma uczniów.
                          Innowacje powstały, jako w pewnym sensie, PRODUKT UBOCZNY działalności naukowców, a ci tę działalność prowadzili z ciekawości otaczającym ich światem. ZANIM bowiem powstał tranzystor, musiano opracować kwantową teorię przewodnictwa, a do tego potrzebna była mechanika kwantowa. Ani Einstein, ani Planck, ani Dirac, czy Born, Heisenberg, Schrodinger, Jordan nie myśleli o tranzystorach, tylko chcieli wyjaśnić zagadki zjawisk takich, jak efekt fotoelektryczny itd. itd. itd. Ten z kolei jest podstawą działania fotowoltaiki i fotokomórek, o których Einstein, ani inni usiłujący rozgryźć problem fotoefektu nie myśleli.
                          Podobnie rzecz się miała z tomografią pozytonową. Byłaby ona bezużyteczna, gdyby Radon wiele dekad wcześniej nie opracował tzw, transformacji Radona, pozwalającej na uzyskanie obrazu z tej tomografii. Ale przecież Radonowi do głowy chyba nie przyszło, że kiedyś będzie tomografia pozytonowa.
                          Kuchenka mikrofalowa też na pewno nie była w głowie Herza, czy Maxwella, jako inspiracja do zajmowania się elektromagnetyzmem.
                          CO WIĘCEJ, Herz sam uważał, że fale elektromagnetyczne, których istnienie udowodnił, nie będą miały zastosowań. A miał przecież pierwszą na świecie, chyba najbardziej prymitywną radiostację nadawczo-odbiorczą...
                          Podobnych przykładów można byłoby mnożyć jeszcze wiele.

                          • ~Grześ 12.05.2026 22:04

                            Proszę uważnie przeczytać to co napisałem: Oczywiście zawsze można sięgać głęboko i tym sposobem każda innowacja bazuje na prawach kardynalnych (Maxwell, Newton ...) tylko tych nowych reguł opisujących świat powstaje już obecnie niewiele a pomimo tego innowacji jest mnóstwo. A teraz proszę uważnie przeczytać Pana komentarz.
                            A teraz proszę sobie jeszcze wyobrazić, że twórca kuchenki mikrofalowej odkrył jej możliwość działania przypadkowo, a opis zasady działania powstał dopiero po tym odkryciu i opracowaniu prototypu.

                            • ~komentator (poprzedni) 14.05.2026 11:34

                              Owszem, tak się po prostu, złożyło, że inż. Percy Spencer odkrył istotę działania mikrofal, badając pracę radaru. Tyle, że musiał do tego celu dysponować właśnie tym radarem, a więc radar musiał zostać odkryty wcześniej. Co do tej ciekawości, to kto wie, może właśnie ciekawość popchnęła inż. Spencera do zobaczenia, jak mikrofale działają na żywność, a nie chęć zjedzenia podgrzanego obiadu? ;=)
                              W pewnych przypadkach, badania podstawowe faktycznie współgrają w stosunkowo niedługim czasie z badaniami stosowanymi. Ale nie zawsze tak jest.
                              "[...] tych nowych reguł opisujących świat powstaje już obecnie niewiele a pomimo tego innowacji jest mnóstwo"
                              No cóż, faktycznie odkryć na miarę Newtona, czy Maxwella raczej nie należy oczekiwać zbyt szybko... Przyroda postawiła swoją "poprzeczkę" znacznie wyżej. Ogromny obszar niewiedzy został wyeksplorowany, a to co zostało do zbadania, wymaga dużo większych nakładów.
                              Mimo to, zjawiska już zbadane, stanowią podstawę do potencjalnych ich zastosowań. Np. wyświetlacze LCD nie powstałyby, gdyby nie zbadanie własności elektrooptycznych ciekłych kryształów.

                          • ~Marcin Przewloka 11.05.2026 18:40

                            @komentator (poprzedni)

                            Muszę przyznać, że nie pojmuję, dlaczego te zależności i kolejność zdarzeń są dla niektórych nie-do-pojęcia. Wydaje się to wszystko oczywiste, a jednak….

                            John Diffley, naukowiec z Crick Institute, mówi o tym tak:

                            "In recent decades, the world has moved very much toward ‘translational’ research – taking discoveries and working out how to use them to advance human health and our society.
                            I certainly don’t think that’s a bad thing, but I think it’s a mistake to forget where the pipeline for all this stuff begins, which is basic research. You can’t predict where that’s going to go, so you just have to get good people, trust their instincts and things will happen."

                            co przemielone przez Google Translate daje

                            "W ostatnich dekadach świat bardzo mocno przesunął się w kierunku badań „translacyjnych” – analizowania odkryć i opracowywania sposobów ich wykorzystania dla poprawy zdrowia ludzi i naszego społeczeństwa.

                            Z pewnością nie uważam tego za coś złego, ale myślę, że błędem jest zapominanie, gdzie zaczyna się droga do tego wszystkiego, czyli w badaniach podstawowych. Nie da się przewidzieć, dokąd to doprowadzi, więc trzeba po prostu znaleźć dobrych ludzi, zaufać ich instynktowi, a wszystko samo się ułoży."

                            • ~komentator (poprzedni) 12.05.2026 09:31

                              Wie Pan, to jednak zależy od charakteru badań. Ludzie patrzą na dany konkretny przypadek z historii nauki, i pod jego kątem oceniają sytuację.
                              Jeśli chodzi o Pasteura, to od razu widać potencjalne zastosowanie szczepionek. Od razu jest widoczny związek pomiędzy jego badaniami, a późniejszym zastosowaniem ich wyników.
                              Natomiast, w przypadku badań w matematyce, tego najczęściej od razu nie widać. Np. ani Galois, ani Abel, czy Ruffini nie zdawali sobie chyba sprawy, że kiedyś teoria grup, której podstawy stworzyli, będzie miała istotne znaczenie np. do łamania szyfrów. A to wyszło, gdy Rejewski, Różycki i Zygalski łamali szyfry "Enigmy". To miało przyjść jakieś 100 lat później.

                              Wynalazki są kolejnym etapem "życia" danego odkrycia naukowego, gdy ktoś zauważy zastosowanie tego odkrycia.
                              Inny przykład: ludzie z UJ i UW opracowali nowatorski endoskop do podawania wcześniakom tzw. surfakantu, bez którego te dzieci by się udusiły (https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/
                              56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/158192720). Jednym z elementów niezbędnych do podania tej substancji, jest kamera ze światłowodem. WIELKIE GRATULACJE dla tych trzech Panów, którzy to opracowali.
                              ALE NAJPIERW, ktoś kiedyś musiał w ogóle opracować zagadnienie konstrukcji światłowodu, musiało być zbadane zjawisko całkowitego wewnętrznego odbicia światła. Czy ludzie, którzy się tym zajmowali, myśleli o pomocy dla wcześniaków? Nie wiem, ale chyba nie.

                        • ~Marcin Przewloka 10.05.2026 14:08

                          @Grześ

                          Tak. Każda innowacja bazuje na "prawach kardynalnych", ale pomiędzy nimi a odkryciami, które umożliwiają zastosowanie w praktyce, jest jeszcze mnóstwo pracy, która opiera się na ciekawości naukowców i niczym innym. Jest wiec mnóstwo nauki zrobionej pomiędzy tymi Newtonami i Maxwellami, która to nauka nie była nakierowana na innowacje, ale na to, co naukowcy właśnie powinni robić, czyli na odkrywanie mechanizmów przyrody.

                          Podam przykład z mojej działki. Nie trzeba sięgać do odkrycia struktury DNA, aby prześledzić, jak system CRISPR/Cas9 był odkrywany w ciągu ostatnich około 30-40 lat. Pierwsza praca, gdzie zostały zauważone ślady tego systemu pochodzi z 1987 roku i jest to doskonały przykład tego, jak działa nauka. Otóż ta publikacja nie ma absolutnie nic wspólnego z CRISPR, naukowcy raportują w niej sekwencje i - jak sami przyznają – nie mają pojęcia, do czego służą te powtórzenia DNA, które niechcąco i przy okazji odkryli w genomie bakterii. W latach 80tych i 90tych pokazują się następne prace z innych bakterii, gdzie znaleziono podobne sekwencje, ciągle nikt nie wie, do czego służą. Pierwsze sugestie co do funkcji (1995) okazały się błędne. Dopiero w 2005-2007 odkryto, że może to być anty-wirusowy układ immunologiczny bakterii. Pierwsze publikacje o potencjalnym wykorzystaniu do modyfikacji genomu to 2012. Nobel w 2020. Pierwsza zatwierdzona terapia używająca CRISPR/Cas9 to 2023.

                          Czyli od zwyklej codziennej "siermiężnej" pracy naukowej, w czasie której zadają pytania o genom bakterii i sekwencje genów oraz do czego mogą służyć niektóre fragmenty DNA do odkrycia systemu służącego w klinice. Setki albo i tysiące prac NIEpoświeconych żadnej komercjalizacji, zanim pojawił się pomysł komercjalizacji, bez których ta komercjalizacja w ogóle by się nie pojawiła.

                          Za każdą innowacją stoi nieco inna historia, ale ZAWSZE zaczyna się ona od badań podstawowych.

                          • ~Grześ 10.05.2026 18:30

                            Pan dał swój przykład (CRISPR/Cas9) ja podałem swoje. Czy potrafi Pan w podobny sposób uzasadnić/opisać powstanie szczepionki na wściekliznę? Czy faktycznie jedyną motywacją badań Pasteura była ciekawość? Moim zdaniem nie zauważa Pan roli jaką w nauce pełnią badania stosowane. To jest właśnie ta żmudna praca naukowca, która poprzedza ewentualną aplikację i od której do wdrożenia i komercjalizacji jeszcze bardzo daleka droga (od TRL 2 do 10).

                            • ~Marcin Przewloka 10.05.2026 21:50

                              @Grześ

                              Świetny przykład z Pasteurem.
                              Uważa się, że za stworzenie pierwszej szczepionki odpowiedzialny jest Jenner. Jego prace są o 100 lat wcześniejsze niż prace Pasteura i wówczas nie wiadomo było, jak ta szczepionka zadziałała. Nie rozumiano tego.

                              Zaś Pasteur mógł stworzyć szczepionki w laboratorium, ponieważ był naukowcem (nie lekarzem) pracującym nad mikrobami, w tym, co dokladnie jest przyczyną chorób. Jego prace przyczyniły się do ZROZUMIENIA nie tylko tego, skąd się biorą choroby, ale również tego, jak szczepionki mogą pomoc ochronić się przed tymi chorobami. Szczepionki były pochodną jego prac mikrobiologicznych; pracował przecież również nad fermentacją, niezależnie od tego, że był również chemikiem.

                              Wszystko, co ważne, zaczyna się na poziomie badań podstawowych.

                              • ~Grześ 12.05.2026 19:16

                                I tak oto doszliśmy ponownie do punktu, na którym przeważnie kończyła się nasza wcześniejsza dyskusja. Ostatnio podawał Pan przykład kilku noblistów z dziedzin medycyny i chemii, których jedyną motywacją ich badań miała być według Pana ciekawość. Zadałem Panu pytanie a skąd ta pewność, że była to wyłącznie ciekawość, a nie była to przykładowo chęć opracowania nowej terapii, czy też metody diagnostycznej - musiał ich Pan naprawdę wszystkich dobrze znać aby mieć tę pewność.
                                Wracając do Pasteura. Czy jest Pan w stanie wskazać jednoznacznie, w których momentach Pasteur rozpoczął i zakończył swoje badania podstawowe nad szczepionką na wściekliznę (wynikające wyłącznie z ciekawości) i rozpoczął badania stosowane (których celem było opracowanie tejże szczepionki)? Czy potrafi Pan wskazać dokładnie ten moment, w którym u Pasteura skończyła się ta czysta ciekawość? Jeśli nie to prawdziwe jest moje stwierdzenie "Dla mnie badania podstawowe i stosowane są obecnie trudno rozróżnialne i się wzajemnie przenikają, uzupełniają i napędzają, tak że nie jest możliwe wskazanie co jest podstawą czego".

                                • ~Marcin Przewloka 12.05.2026 22:12

                                  @Grześ

                                  Proszę Pana, oczywiste jest, ze aby zaistniały takie rozwiązania praktyczne jak radar czy kuchenka mikrofalowa, musiano najpierw dokonać odkryć, które pokazały, jak działają fale radiowe czy mikrofale (co było podyktowane ciekawością). Żeby powstała technika PCR najpierw ktoś musiał odkryć bakterie, które żyją w gorących źródłach (co było podyktowane ciekawością). To wszystko były badania podstawowe. Czy chce Pan może powiedzieć, że od samego początku badano mikrofale po to, aby zbudować kuchenkę mikrofalową?

                                  Każde zdanie z Pańskiego komentarza należałoby skomentować oddzielnie, ale dla uproszczenia odniosę się tylko do tego ostatniego: "Dla mnie badania podstawowe i stosowane są obecnie trudno rozróżnialne i się wzajemnie przenikają, uzupełniają i napędzają, tak że nie jest możliwe wskazanie co jest podstawą czego".

                                  Otóż tak, oczywiście, często przenikają się, ale po pierwsze można je odróżnić od siebie po prostu pytając badaczy o to, po co robią te badania, a po drugie, jak najbardziej JEST możliwe wskazanie, co jest podstawą czego.

                                  • ~Grześ 13.05.2026 17:55

                                    Rozumiem zatem, że spytał Pan Pasteura po co wykonywał on badania nad szczepionką na wściekliznę i on odpowiedział Panu, że od tak bez celu i tylko dla zaspokojenia własnej ciekawości?

                            • ~sdf 10.05.2026 20:29

                              No ale zaraz. Chce nas Pan przekonać, że to twórca kuchenki mikrofalowej odkrył promieniowanie mikrofalowe oraz opisał jego oddziaływania z materią? Tak nie było.

                              • ~Grześ 12.05.2026 19:28

                                No patrz panie jakie cuda się zdarzają na tym świecie. Otóż proszę sobie wyobrazić, że twórca kuchenki mikrofalowej odkrył jej możliwość działania przypadkowo, a opis zasady działania powstał dopiero po tym odkryciu i opracowaniu prototypu.

                                • ~Marcin Przewloka 12.05.2026 22:00

                                  @Grześ

                                  "Odkrył jej możliwość działania przypadkowo"? No proszę. Czyli nie planował wynalezienia kuchenki mikrofalowej, pracował nad czymś zupełnie innym. No to już mamy postęp.

                                  Jak rozumiem ci, co robili badania nad mikrofalami od końca 19ego wieku, długo przez Percy Spencerem, tez nie myśleli o budowaniu kuchenki mikrofalowej, zgadza się? I oni zresztą bez wcześniejszych prac Maxwella i Hertza również nic by nie zdziałali.

                                  • ~Grześ 13.05.2026 17:43

                                    Prościej się już chyba nie da. Chronologicznie:
                                    Przypadek -> badania aplikacyjne nad opracowaniem kuchenki mikrofalowej -> wyjaśnienie i opisanie oddziaływania mikrofal na materię.

                                  • ~Profesorek 13.05.2026 08:43

                                    W obecnej Polsce niejeden rektor nie dałby kasy na publikację o takich mikrofalach, ponieważ takiego wynalazku nie ujęto w planie badawczym. Każdy wynalazek musi być przecież zaplanowany :)

                      • ~ZM 10.05.2026 10:43

                        Badanie podstawowe (takie bez szczególnych oczekiwań) są potrzebne, ale w krajach zaawansowanych technologicznie są one prowadzone na uczelniach. Jednostki badawcze pozauczelniane są nastawione na aspekty praktyczne lub bardzo specyficzne badania podstawowe, szczególnie ważne dla danego kraju (typu badania kosmiczne). Nikt normalny nie daje pieniędzy na klubokawiarnie dla starszych panów z obsługą kelnerską w postaci doktorantów. Ale wydaje się, że p. Marcin akurat z tego zdaje sobie sprawę (jednak).

          • ~Hubert Wojtasek 08.05.2026 20:28

            Taa, słyszałem wczoraj, że Chińczycy chcą wykupić wszystkie europejskie koncerny samochodowe. I już nie będzie VW, Opla, Renault, Fiata tylko Beijing, Omoda, Jaecoo etc. I kto by pomyślał 20 lat temu. Nikt nie potrafił tego przewidzieć, prawda? Polityczni i ekonomiczni geniusze.

            • ~Przemo 08.05.2026 23:11

              Pisali ludzie o tym. Żadne zaskoczenie. Naście lat temu czytałem obszerny artykuł w Forbes, przewidujący, że np. administracyjne naciski na wprowadzanie elektrycznych autek będzie słono kosztowało. Przedwczesna wymiana linii produkcyjnych, wyrzucenie do kosza budowanej przez dziesięciolecia przewagi technologicznej skutkuje tym, że Chiny mające dzisiaj więcej pieniędzy na badania, wygrywają z nami wyścig o przewagę w technologiach budowanych od początku. Europarlament dzisiaj - dzieci w piaskownicy.
              Prognozy do kosza. Chciejstwo wygrywa.

  • ~P. 07.05.2026 23:23

    Dzisiaj TVN zrobił sobie żart i popytał posłów o różne rzeczy z matury. Okazało się, że posłowie nie znają tabliczki mnożenia, nie wiedzą ile jest województw, a kiedy skończył się PRL to koleś ledwo w końcu zgadł, a szło mu bardzo boleśnie. Część wolała uciec w ogóle przed zadaniem pytania, "żeby się nie skomplikować", co zresztą powiedział rozbrajająco szczerze były minister... szkolnictwa wyższego.
    Więc z kim my chcemy rozmawiać i do kogo apelować?

    • ~Stasia Płaczka 08.05.2026 08:40

      Ale argument. Najlepiej się obrazić i o nic nie walczyć bo inni są głupsi ode mnie. Może głupsi ale decyzyjni......

      Przypominam, że to środowisko naukowe samo opracowało ostatnia reformę tzw. Gowina. W ustawie zapisano podwyzki 3x15%. Nie zrealizowano tego punktu nigdy. Za to na uczelniach z wielka ochota przystąpiono do powoływania rad, komisji, dublowania struktur naukowych - instytuty- i dydaktycznych - wydziały. Powstały komisje, komisyjki do liczenia slotów i innych widząc w tym PUNKTY organizacyjne. Zaniedbano kompletnie dydaktykę kosztem pisania przeglądowej, a teraz szuka się kasy na badanie zjawiska drop out..... Dlaczego nikt nie protestował, że po roku nie było kolejnej podwyżki płać i później kolejnej...???

      Rozegrali nas posłowie co nie znają tabliczki mnożenia!

      Zatem tak jednoznacznie nie przesądzała bym o wysokich kompetencjach intelektualnych środowiska naukowego.

      • ~sobie tak myślę 08.05.2026 12:19

        @Stasia Płaczka

        Bardzo sensowny głos, aby spróbować uzyskać, to co ustawa obiecała (jeśli ktoś zna więcej detali z tym 3x15%, to byłoby dobrze je tutaj podać).

        Co do głupoty posłów, to byłbym faktycznie ostrożny z taką oceną. Może tabliczki mnożenia nie znają, ale głosy wyborców jednak liczyć umieją.

        Natomiast co postulatu, aby NCN dostało więcej pieniędzy, to ja nigdy tego nie poprę, gdyż to jest instytucja, która powinna być rozwiązana w trybie natychmiastowym z powodu niekompetencji w dzieleniu publicznych pieniędzy. A te podwójne gremia na na uczelniach wspomniane przez Stasię Płaczkę, to już nawet nie chce mi się pisać... I to są szamba, robione wewnętrznie przez środowisko. Ech...

        • ~nie mylić 08.05.2026 17:06

          Oni umieją jedynie drzeć gęby do 8* i to im wystarczy tak jak i ich elektoratowi. Po co im tabliczka i liczenie do 100 jak są osły co za miskę ryżu policzą i jeszcze ich po rękach będą całować z to, że im powiedzą, że są "mundźy" nie mylić z mądrością.

    • ~Maciek 08.05.2026 07:17

      @ P.,

      A czego się pan spodziewał? Demokracja to kult niekompetencji. Do polityki idą demokratycznie wybrani przypadkowi ludzie. Tutaj Mietek lub Ziutek spod budki z piwem może zostać parlamentarzystą, bo przecież mamy demokrację. Ja czekam aż ktoś w końcu opracuje rzetelną monografie o tych podobno sukcesach gospodarczych Polski po 1989 r., i wielkim skoku cywilizacyjnym dokonanym w ostatnich 37 latach tejże demokracji nad Wisłą.

    • ~AN 08.05.2026 07:16

      Ja chętnie zobaczyłabym jak odpowiadają Ci wszyscy dr i prof wśród polityków... nawet niech będzie im łatwiej i pytania będą z ich dziedzin.

      • ~Profesorek 09.05.2026 17:37

        Już był tu taki jeden co napisał, że stopnie obecnie "dowodzą jedynie, że ich posiadacz umie robić badania oraz wystarczająco tych badań naprodukował (...) profesor to obecnie jedynie autor setek publikacji”. Nawet ze swoich dziedzin będą mieli problem, a co dopiero z wiedzy ogólnej.

  • ~Marcin Przewloka 07.05.2026 14:31

    Całkowicie popieram ten protest.
    Obawiam się tylko, że sprowadzane całego problemu jakość w nauce polskiej tylko i wyłącznie do pieniędzy może się ostatecznie obrócić przeciwko środowisku. A to dlatego, że do dziurawego wiadra można wody lać bardzo dużo, a poziom – jeśli w ogóle – to podniesie się tylko trochę. I wtedy społeczeństwo razem z politykami zakrzykną "daliśmy kasę, a nic się nie polepszyło".
    Potrzebna jest głęboka reforma całego systemu, równolegle ze znaczącym i systematycznym wzrostem finansowym. Wtedy jest szansa na istotną, trwałą poprawę.

    Ciekawy jestem, co na ten temat myślą organizatorzy protestu.

    • ~Adiunkt 07.05.2026 15:46

      W naszym wiadrze jest mnóstwo dziur: np. finansowanie podejrzanych naukowców zagranicznych, kupowanie zbędnego sprzętu żeby wykonać budżet, procedur zakupowych wymuszających wydawanie "na zaś" albo złomowanie sprzętu z powodu administracyjnych przeszkód w jego naprawie, bzdurnych programów przymusowego "rozwoju" i "szkoleń", hojnego sypania hajsem na opłaty APC w MDPI czy Sci Rep, korzystania z zasobów uczelni jak z prywatnego folwarku (uspołecznianie kosztów i prywatyzacja zysków) itp.

      • ~Hubert Wojtasek 07.05.2026 16:10

        A Pan to by nie chciał zostać ministrem NiSW? Musiałby Pan tylko wymyśleć, jak te dziury załatać...

        • ~Adiunkt 07.05.2026 16:38

          Eh, dobrze, że Pan napisał.
          Ja się tu nakręcam w komentarzu a przecież nic z tego nie wynika, tylko energia uchodzi i czas ucieka. Rozwiązania nie mam - widze tylko problemy. A i w skórze ministra NiSW nie chcialbym byc ;-)
          Mogę pozaznaczać fałszywki na PubPeer i tutaj moj wplyw na nauke w zasadzie sie konczy.

          • ~Marcin Przewloka 07.05.2026 17:48

            @Adiunkt

            Nie ulega wątpliwości, że problemy, które wymienił Pan powyżej, na pewno istnieją i są źródłem strat finansowych.
            Ja jednak mam na myśli bardziej ogóle, systemowe kwestie. Na przykład, sposób ewaluacji jednostek naukowych, który nie promuje jakości. Na przykład to, że praktycznie nie istnieje kontrola jakości przy zatrudnianiu na stałe pozycje na uczelniach polskich. Na przykład zamknięcie polskiej nauki w swoim własnym grajdołku i brak mechanizmów otwierających jej na Europe i świat. Według mnie potrzebne jest długofalowe podejście strategiczne, a nie przypadkowe dosypywanie tu i tam.

            • ~Przemo 07.05.2026 22:36

              Istotnie zombie positions zatkały system.
              Kontrakty i autonomia uczelni? Byłbym za.

              • ~Nika 08.05.2026 08:25

                Przecież jest autonomia...

                • ~Przemo 08.05.2026 19:25

                  To zależy co nazywamy autonomią.
                  Czy tworzenie statutów uczelni, którymi uczelnie wiążą sobie ręce i plączą nogi?
                  Czy tym, że zamówienie ołóweczka czy tonera trwa tygodniami, przetarg na lodówkę około 6 miesięcy, że do komputera z poprzedniego grantu nie można dokupić dysku z nowego grantu?
                  Czy na tym, że są pieniądze na zakup i rozbudowę infrastruktury, a nie ma na jej utrzymanie i wykorzystanie?
                  To wszystko i o wiele więcej to nie jest siła wyższa tylko dzieło ułomnego człowieka, który boi się autonomii i odpowiedzialności za własne decyzje.

                  • ~Nika 09.05.2026 02:52

                    Tym argumentem (przecież jest autonomia) MNiSW odpiera jakiekolwiek zarzuty dotyczące tego co się dzieje na uczelniach, na skutek wprowadzenia słynnej Ustawy. Tylko cytowałam. Jak to naprawdę wygląda nie trzeba mi tłumaczyć. Pracuję już 40 lat i chyba nie doczekam zmiany pomimo nadziei wiązanych ze zmianą rządu...

                    • ~Przemo 09.05.2026 12:17

                      Przepraszam, nie zrozumiałem ironii.
                      Istotnie dla kolejnych rządów taka autonomia oświeconych, jest chwilowo (do wyborów) w i związku z tym zawsze wygodna.
                      Pozostajemy do usług wszelkich, głodni, związani, zakneblowani i "autonomiczni".
                      Wszyscy wiedzą, że należałoby wyjść z klatki, ale w klatce bezpiecznie ;-)

  • ~Addżankt 07.05.2026 13:06

    3200 dla doktoranta to jest już netto a nie brutto jak napisano (5000 PLN było brutto z NCN, teraz jest 6000 czy 6500).
    I tak mało, zwłaszcza że blokują otrzymywanie dodatkowych wynagrodzeń ponad to (wcześniej całkowicie, teraz częściowo).

    • ~Nika 08.05.2026 08:27

      Na razie nie ma to dla nich znaczenia, ale od stypendium nie są odprowadzane składki zus...Boli w okolicach emerytury...

      • ~Kasia 08.05.2026 16:18

        Od kilku lat jest zmiana i już od stypendium doktoranckiego odprowadzane są składki emerytalne i rentowe. Natomiast brak zdolności kredytowej oraz wypłata w wysokości nieco ponad 3 tys. zł nie pomaga w stabilnym życiu

      • ~Kasia 08.05.2026 16:13

        Nie, od momentu wprowadzenia Szkół Doktorskich są odprowadzane składki emerytalne i rentowe. Natomiast nadal nie ma się żadnej zdolności kredytowej, a w obecnych czasach utrzymanie się za nieco ponad 3 tys zł graniczy z cudem.

        • ~Nika 09.05.2026 02:55

          O, to, akurat bdb. Ja nie miałam tego szczęścia. Ale dobrze wiedzieć.

        • ~Albert 09.05.2026 00:56

          No ale albo praca, albo zdolność kredytowa, prawda?
          A jak praca, to likwidujemy szkoły doktorskie i zatrudniamy ludzi po staremu, na stanowisku asystenta, 210-240 godzin pensum.
          Ale wtedy zabraknie pracy dla stałej kadry.
          Czyli, żeby zaspokoić żądania doktorantów, należy zwolnić z 10-20% kadry, głównie na dużych uczelniach, tych IDUB-owych, bo to tam są głównie doktoranci.

          Niezła łamigłówka!

  • ~sobie tak myślę 07.05.2026 12:25

    Nie sądzę, żeby ten protest się udał. Trudno oczekiwać, że ludzie z uczelni będą popierać zwiększanie pensji pracowników PAN, skoro ci pierwsi mają na głowie jednocześnie dydaktykę i badania, a ci drudzy zajmują się wyłącznie badaniami. Można odnieść wrażenie, że środowisko PAN w ogóle nie widzi tego problemu ani swojej odpowiedzialności wobec podatnika.

    Podobnie z pomysłem dosypania pieniędzy do NCN. Naiwnością jest wiara, że samo zwiększenie budżetu poprawi współczynnik sukcesu. Przy obecnej mentalności paneli skończy się raczej na tym, że granty będą dostawać te same grupy co teraz, tylko większe kwoty.

    Problemem nie jest wyłącznie poziom finansowania, ale obecna struktura organizacyjna i przede wszystkim mentalność środowiska, która nie zmieniła się od czasów PRL-u. Bez zmian systemowych nikt rozsądny nie będzie chciał znacząco zwiększać nakładów. Skończy się prawdopodobnie na powołaniu kolejnej komisji, która będzie miała za zadanie opracować szybko raport, czyli w ciągu dwóch-trzech lat.

    • ~Albert 09.05.2026 01:07

      "granty będą dostawać te same grupy co teraz, tylko większe kwoty." - to jedno. Drugie, to przecież jak się ludzie połapią, że w NCN-ie zrobiło się łatwiej, to zaraz wnioski zaczną składać ci, którym dotąd nie chciało się kopać z tym koniem. I współczynnik sukcesu wróci do poziomu równowagi, czyli poniżej 10%. Już teraz NCN raportuje kolejny rekord liczby wniosków. A przecież AI nigdy nie śpi i chętnie ułatwi napisanie kolejnego wniosku.

      Swoją drogą - to zastanawiające, że nikt nie postuluje zwiększenia współczynnika sukcesu poprzez redukcję maksymalnych kwot grantów.

    • ~REC. 07.05.2026 13:06

      Argumenty o PAN są nietrafione i mają się niejak do dyskusji. Instytuty PAN to 7% ekosystemu nauki (więc zaczynają często w dyskusji eskalowacć głosy, ktore w dyskusjach o mniejszościach nazywane są homofobicznymi - czyli wywodzącymi się z lęku).

      PAN wyrabiają za niejedną uczelnie, choć bieda tam aż piszczy. Poza tym każdy się kiedyś decydował gdzie chce pracować, nie brali go siłowo - nie każdy może być świetnym dydaktykiem.... co pann inputuje swoim postem.

      A wie pan kto rządzi PANem? Zgromadzenie Ogólne, gdzie ponad 3/4 to uczeni z uczelni. I tu Cię mam myślicielu:)

      • ~Profesor PAN 07.05.2026 14:22

        Jest taki eksperyment - umieścić kilka szczeniaków w worku i potrząsnąć. Psy zaczną się gryżć między sobą, żaden nie ugryzie ręki potrząsającej workiem. PAN istnieje po to, by pracownicy uczelni się nie buntowali, by zawsze umieli znaleźć sobie wroga.

  • ~MrX 07.05.2026 11:53

    petycja się nie załącza

    • ~Profesor PAN 07.05.2026 12:02

      A u mnie działa (jak zawsze mówi informatyk a czasem lekarz do informatyka)

  • ~Profesor PAN 07.05.2026 09:55

    A wpadnę, zobaczę ilu kolegów uda się zgromadzić trójce organizatorów. Obstawiam że niewielu.

    • ~Profesorek 07.05.2026 11:55

      Nikogo nie będzie poza organizatorami, reszta w tym czasie napisze kilka akapitów kolejnej poglądówki z nadzieją na jeden slot i 140 punktów, albo odbębni kolejne kilka godzin pensum, po czym zajmie się innymi pilnymi sprawami, których w życiu niemało. Do tego pamiętajmy o cenie dojazdu do Warszawy, która to kwota jest wyrzucona w błoto i przyczynia się jedynie do zwiększenia emisji CO2.

      • ~Profesor PAN 07.05.2026 12:04

        No nie, ja będę (ale tylko z ciekawości).

  • ~Krzychu 07.05.2026 08:11

    Buhahahaha


    Niemocni naukowcy. Inne grupy zawodowe dostają dwa razy tyle podwyżek a naukowcy prestiżem gęby zapychają. Dramatem polski nie są niskie finanse na naukę ale ludzie nauki.

    Nijacy.

  • ~Maciek 07.05.2026 07:34

    Te całe 3% to już zakrawa na manipulację danymi. Nigdzie w Europie nie wydaje się takich pieniędzy na badania uniwersyteckie. Przytaczany w tekście wskaźnik 2,24% to w 2/3 wydatki przedsiębiorstw na ich własne R&D. Średnia europejska udziału R&D na uczelniach to ok 0,5% PKB i w Polsce jest praktycznie taka sama.

    I jak niby ktoś miałby zapewnić współczynnik sukcesu w konkursach NCN na poziomie 25%? Zabronić składania wniosków? Co jeżeli dosypie się pieniędzy - ludzie się dostosują i zaczną wysyłać więcej wniosków i współczynnik sukcesu znowu spadnie? Naprawdę społeczeństwo nie ma obowiązku finansowania określonej liczby projektów badawczych tylko dlatego, że ktoś bardzo chciałby je zrealizować.

    • ~Maciek 07.05.2026 14:15

      @ Maciek,

      A ja nie mam nic przeciwko temu aby 3% PKB przeznaczyć na badania naukowe i rozwój. Niech uczelnie wyższe, instytuty badawcze, instytuty naukowe PAN rozwijają się. Dobrze by było, a gdyby również istniała polityka naukowa i gospodarcza państwa. Dlatego niech krajowe środowisko akademickie i naukowe walczy o swoje. I teraz, czy społeczeństwo polskie ma obowiązek finansować, co najmniej dwa kraje i modernizację armii bez ładu i składu? Może odwrócimy wektory?

      • ~Maciek 08.05.2026 07:14

        Pan może nie mieć nic przeciwko i jeżeli chodzi o Pańskie prywatne pieniądze to może Pan fundować stypendia i granty do woli. Natomiast Autorzy tego protestu postulują, żeby zabrać od statystycznego Polaka 6000 zł rocznie (łącznie koło 100 mld) i przekazać naukowcom. To są jakieś koszmarne pieniądze i postulat oderwany od rzeczywistości.

        A swoją drogą co jako podatnicy mamy za to dostać? Będziemy mogli podziwiać kolejnego profesora, chwalącego się że dostał grant ERC?

        Mógłbym zrozumieć gdyby naukowcy wskazywali swoje konkretne osiągnięcia (nie liczbę grantów i publikacji - nikogo poza środowiskiem akademickim to nie obchodzi) i na tej podstawie postulowali zwiększanie nakładów ze środków publicznych (nawet ich podwojenie). Ale to co dostajemy to postulat zwiększenia pięciokrotnie publicznych wydatków na naukę, uzasadniany szantażem emocjonalnym w stylu "dajcie nam pieniądze bo doktoranci głodują i Polska traci swoich najwybitniejszych obywateli".

        • ~Maciek 08.05.2026 08:01

          @ Maciek,

          Jeszcze raz. Finansujemy co najmniej dwa państwa do których płyną miliardy złotych rocznie, a także modernizujemy WP, bez ładu i składu, gdzie płyną setki miliardów złotych rocznie. I co jako podatnicy mamy za to dostać? Problem polega na tym, że w demokracji nad Wisłą podatnicy mają płacić podatki i nie dyskutować. O przeznaczeniu publicznego grosza decydują krajowi politycy, czyli demokratycznie wybrani przypadkowi ludzie. A naukowcy publikują i zdobywają granty i to jest normalne. Natomiast naukę pozostawiono samą sobie, bo w PL nie ma polityki naukowej i gospodarczej państwa, a tym samym nauka nie jest włączona w proces modernizacji kraju.

          • ~Maciek 08.05.2026 09:27

            Nie rozumiem tego argumentu. Jeżeli mamy duże wydatki w jakimś sektorze to powinniśmy też z automatu wydawać analogicznie dużo w innych, żeby było sprawiedliwie?

            • ~Maciek 08.05.2026 10:23

              @ Maciek,

              Nie. Tutaj chodzi o wyznaczenie miejsca i roli nauki w procesie przemian i modernizacji kraju. Podobnie jak tworzenie przyjaznej kultury rozwoju dla krajowych średnich przedsiębiorstw, które eksportują swoje produkty. W państwach poważnych nauka ma określone miejsce np. w RFN pomimo gigantycznych środków finansowych przeznaczonych na nowe landy 2 bln EUR, nie zaniedbano inwestycji w sektor B+R, to jest 3,2% ich PKB.

  • ~Tomek 06.05.2026 23:30

    Spokojnie spokojnie, jeżeli komuś nie podoba się praca i przywileje na uczelni, to zapraszam do korporacji, tu też dobrze zarobicie i na pewno się nie napracujecie. No i czasy też takie że trzeba trochę zacisnąć pasa, bo może lepszy jeden dobry czołg lub dron niż parę kolejnych "wartościowych" publikacji.

    • ~Gambas 07.05.2026 08:07

      Zdefiniuj "przywileje"

      • ~Profesorek 07.05.2026 11:03

        Dzisiaj stabilna praca jest już przywilejem, a to że trzeba zapierniczać, to każdy wie.

  • ~M 06.05.2026 19:20

    100% popieram. Jeśli mamy mieć dobrą naukę, już najmłodsi stażem muszą mieć godne wynagrodzenie, by do nauki nie szli dlatego, że są za słabi na firmę, a gdy tylko nadarzy się okazja uciekną. Konieczny rozdział pracowników/doktorantów na etacie (codziennie 8h), od takich co mają 3 prace i w każdej po 3h, ale oficjalnie etat…

    jakość nie ilość.

  • ~Ireneusz 06.05.2026 13:55

    Minister nie ma władzy, on pełni tylko funkcję REPREZENTACYJNĄ, władzę mają za to Redaktorzy, Eksperci Recenzenci, Komisarze w licznych zespołach doradczych, Dyrektorzy grantodawcy i inni, oraz Rektorzy. Oni rządzą szkolnictwem wyższym i nauką w Polsce. Co gorsza 1% PKB i mniej na szkolnictwo im wystarcza. Aczkolwiek narzekają że mało, ale nic nie robią by zmusić premiera był dał podwyżkę.

  • ~zmęczony 06.05.2026 13:23

    Niestety nauka w tym kraju już zastopowała. Publikuje się tylko po to by uzyskać nagrody rektora lub wyrobić normę publikacyjną, stopień naukowy gwarantuje marne zmiany wynagrodzenia a projekty naukowe składa się po to by mieć dodatkowe honorarium a nie po to by rozwijać polską naukę.

    Młodzi powinni uciekać z tego kraju póki są jeszcze zafascynowani nauką. Polska to kraj, który niszczy chęci i ambicje młodych ludzi a potem ich obraża, że się przenoszą do pracy w biznesie. Nie ma bardziej toksycznego środowiska niż naukowcy i przestańmy budować złudne wyobrażenie o polskim świecie nauki.

    Protest ten nic nie zmieni.

    • ~komentator (poprzedni) 06.05.2026 13:48

      I jeszcze nie należy zapominać, o "piątej władzy", którą są na uczelniach studenci. Ci bowiem, dysponują potężnymi środkami w postaci możliwości skarg na prowadzącego zajęcia i na wypisywanie w ankietach, co się im żywnie podoba. Skutki tego bywają niekiedy dość smutne, w postaci zwolnienia z uczelni takiego "lubianego" pracownika.
      To właśnie spotkało niedawno mojego kolegę, bardzo utalentowanego człowieka (dziedziny ścisłe), do którego grupa studentów miała pretensje, że prowadzi zajęcia niezgodnie z sylabusem. Tymczasem on stwierdził, iż musi coś najpierw powiedzieć o pochodnej funkcji, ZANIM będzie mówił o rachunku całkowym, a sylabus tego nie przewidywał... Mało tego, grupa ważnych dr hab-ów, czy prof. dr hab-ów (nie wiem dokładnie), zazdrościła mu, iż skupił wokół siebie pewną grupkę uzdolnionych ludzi, z którymi była duża szansa, że zrobią coś naprawdę pożytecznego w polskiej nauce.
      No i już, "trafiony i zatopiony", wyjechał pracować za granicę.

  • ~Reko 06.05.2026 13:21

    Szczerze polecam młodym pracownikom uczelni technicznych odejście do przemysłu. Z miejsca wypłata min. dwukrotnie wyższa od początkowej pensji asystenta/adiuntka. Normalne warunki pracy i wykonywanie zadań w zakresie swoich obowiązków a nie robienie za woły robocze profesorków i administracji

    • ~zmęczony 06.05.2026 13:24

      Oczywiście! Ale jak ktoś odejdzie z uczelni by zarobić normalne pieniądze na życie to jest obrażany i traktowany jako wróg akademicki!

      • ~Reko 06.05.2026 14:01

        Mam szczerą nadzieję, że Tobie udało się przejść do przemysłu/biznesu. Ja tak zrobiłem i czuję zrzucenie gigantycznego ciężaru. Nareszcie mam czas dla rodziny. Finalnie, jak mówisz, spotykam się tylko z krytyką ze strony pracowników uczelni, którzy po prostu zazdroszczą. Nie zliczę ile lat dawałem się zwodzić obiecankami, że "zaraz będzie stały etat", "to tylko chwilowe problemy z wypłatą". A to wszystko okraszone pracą administracyjną w Katedrze, bo przecież jak wszyscy wiemy mamy niedobór administracji.
        I zawsze będę wszystkich zachęcać do tego samego. Największym wyzwaniem jest "wyjście ze strefy niekomfortowego komfortu", ale później nagle okazuje się, że sporo bardzo dobrych firm zabija się o wartościowych ludzi z doktoratami, którzy jeszcze nie zostali spaczeni nieróbstwem i zasiadaniem w komisjach. Jako bonus - można też zacząć istnieć dla banków w zakresie zdolności kredytowej.

  • ~anonimo 06.05.2026 11:16

    Robienie protestu bez udziału instytucji przedstawicielskich jest co najmniej nierozsądne. Czy postulaty popiera KRASP, KRD, PSRP?

    • ~Zygmunt 06.05.2026 12:25

      KRASP, hehe, przecież to są rektorzy, a nie naukowcy. To są sprzeczne interesy.

  • ~Przemo 06.05.2026 10:55

    Obawiam się, że dodanie jednego miliarda złotych bez poprawy organizacji i bez poprawy struktury wydatków w sektorze nauki, będzie zmianą niemal niedostrzegalną.

    Lepiej by było - miliard za redukcję outsourcingu i administracji: oszczędzisz milion złotych na administracji i outsourcingu (zewnętrznych usługach o charakterze ogólnym) - drugi dostaniesz od Ministerstwa i przeznacz go wyłącznie na badania. W samych badaniach outsourcing bywa konieczny, ale bywa też, że nie ma większego uzasadnienia i badania można wykonać własnymi siłami.

    • ~Ali Lowe 06.05.2026 19:20

      Akurat wsparcie administracyjne to jest coś czego w Polsce bardzo brakuje.

      • ~Przemo 06.05.2026 21:18

        Mimo, że w administracji jednostek naukowych pracuje 5 x więcej ludzi, niż w jednostkach naukowych za Odrą, gdzie na wsparcie administracji nikt nie narzeka.
        Cóż za paradoks.
        Wejdź do pokoju administracji uczelnianej w Polsce to zobaczysz jak z ekranów wszystkich komputerów pasjanse spadają ;-)
        Kiedyś to byli ludzie Służby Bezpieczeństwa PRL, a dzisiaj być może ich dzieci i gorliwi uczniowie. Metody działania jakoś nadal podobne. Sprawdzonych metod nikt nie zmienia ;-)

        • ~Łukasz 07.05.2026 11:32

          Kłamstwem jest stwierdzenie, że " w administracji jednostek naukowych pracuje 5 x więcej ludzi, niż w jednostkach naukowych za Odrą". Jakaś zawiść czy żal skłoniły do tego obrzucania błotem?

          W Polsce, jak i w większości krajów rozwiniętych, ratio naukowców do personelu administracyjnego w sektorze nauki i edukacji wyższej jest około 1:1 i wydaje się, że jest to poziom optymalny dla ich funkcjonowania.

          https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C101015%2Cponad-72-tys-badaczy-132-uczelnie-nowy-raport-nt-nauki-w-polsce.html
          https://forumakademickie.pl/po-raz-pierwszy-spadly-naklady-na-br-w-polsce/
          https://www.uw.edu.pl/uniwersytet/fakty-i-liczby/
          https://radon.nauka.gov.pl/raporty/pracownicy_instytutow_2024
          https://www.destatis.de/EN/Press/2021/10/PE21_478_213.html

          • ~Przemo 07.05.2026 12:18

            Średnia dla sektora jest tylko średnią.
            W dobrych instytucjach 1,4: 1na korzyść naukowców, a reszta to nie tylko administracja, ale także personel techniczny, co oznacza, że przy dobrej organizacji pracy można znacząco zmniejszyć zatrudnienie w administracji, podnieść tejże wynagrodzenia i mieć sprawnie działające instytuty.

            50% nauki w nauce to trochę za mało.

        • ~C 07.05.2026 08:46

          Dział administracji drugiemu działowi administracji nierówny. Przykładowo wydawnictwo uczelniane też podlega pod administrację, a tam nie siedzą na dupach, tylko muszą robić - redaktorzy poprawiają te bibliografie z ej-aja, które naukowcy teraz tworzą z pomocą czata, bo im się nie chce robić samodzielnie;] I taki redaktor wydawnictwa uniwersyteckiego zarabia tyle samo, co osoba sprzątająca na uczelni. Może ma 100 zł brutto więcej.

          • ~Przemo 07.05.2026 11:27

            Pełna zgoda, większość pracowników administracji to zacni ludzie. Państwówka jednak kusi nie tylko dobrych i uczciwych, ponieważ realnej kontroli systemu w zasadzie nie ma, co czyni przysłowiową okazję, a kiedy ona jest i trwa, to i złodziej się znajdzie.

  • ~ProfUj 06.05.2026 09:41

    Właśnie parsknąłem śmiechem. Robota byście się zajęli a nie że mało pieniążków. Miliony idą ze Spubow na zupełnie idiotyczne projekty utrzymaniowe bo jakiś profesor se
    Wychodził u gówina albo granty z NCN na ciągle te same zagadnienia które od 20lat są
    Wałkowane i obiecywane że ku zrobimy już mamy odkrycie … a na koniec się okazuje że odrazu było wiadomo że nic z tego nie będzie a to tylko mechanizm wyciągania kasy
    NCN. - motto tych działań to nie chodzi o to żeby coś zrobić (coś odkryć) tylko aby robić - ciagle do tego odkrycia dochodzić. Wielu profesorków tak działa bo odkryli że tak można w nieskończoność. I interes się kręci Kaśka się zgadza ale tylko niektórym wybranym nawet po 40k na miesiąc jak
    Doi z kilku grantów- znam kilka takich przypadków.

    • ~Łukasz 07.05.2026 11:47

      Pieniądze publiczne z grantów regularnie trafiają do prywatnych firm pod pozorem "prowadzenia prac badawczo-rozwojowych". Żeby nie podpaść, do takich grantów bierze się wciąż jeszcze, choć coraz mniej ochoczo, jakiegoś naukowca, najlepiej z długim tytułem, który swoimi wasalami napisze artykuł albo dwa i tym się grant rozliczy. Celem jest rozliczenie grantu, żeby się w papierach zgadzało i nikt się nie czepiał a nie jakaś tam nauka. Urzędnicy państwowi nie mają interesu, żeby sprawdzić, czy firma faktycznie zrealizowała działalność B+R, czy po prostu zainwestowała nie swoje pieniądze w swoje przyszłe zyski. Wszyscy interesariusze zadowoleni.

      GERD to kreatywna księgowość przedsiębiorstw, które wypracowują sobie podkładkę pod sięganie po publiczne fundusze. Faktycznie i w relacji do PKB nakłady na naukę w Polsce regularnie spadają. Drygujemy jeszcze, bo minimalna krajowa rośnie, więc muszą rosnąć pensje.

    • ~dr-On 06.05.2026 12:35

      Sęk w tym, że dużo pieniędzy idzie na etaty na uczelniach publicznych i w PAN oraz na granty dla tych, którzy chcą robić kariery akademickie poprzez pisaninę o-siamtym-i-owamtym, głównie w dziedzinach humanistycznych i społecznych. JEDNOCZEŚNIE, niemało zdolnych ludzi MARNUJE swoje najlepsze lata i potencjały naukowe, gdyż nie ma dla nich miejsca na uczelniach lub w PAN, bądź też służą tylko, jako parobcy od dydaktyki.

    • ~Profesorek 06.05.2026 09:56

      No pewnie, czasy łatwego zarobku profesury się skończyły, czasy łatwego życia się skończyły, w ogóle dobre czasy się skończyły i nie wrócą. Lepiej ten czas poświęcić na napisanie kolejnej pracki o niczym za 140 punktów ministerialnych i pozyskanie kasy na opłatę open access, przynajmniej wtedy parametryzacja uczelni przejdzie pozytywnie i nie wywalą Was z pracy. W 2007 roku asystent zarabiał dwie minimalne krajowe, profesor cztery. Dziś dwa razy mniej. Wykres (krąży w sieci) przypomina funkcję asymptotycznie i monotonicznie malejącą do zera i nie ma żadnych zmian w górę niezależnie od zmian ekipy rządzącej. Będzie tylko gorzej, nawet gdyby wszyscy stanęli na głowie i klaskali uszami, a finałem tego chocholego tańca będzie upadek uczelni spowodowany brakiem studentów.

      • ~komentator (poprzedni) 06.05.2026 12:44

        Cyt."Lepiej ten czas poświęcić na napisanie kolejnej pracki o niczym za 140 punktów ministerialnych i pozyskanie kasy na opłatę open access, przynajmniej wtedy parametryzacja uczelni przejdzie pozytywnie i nie wywalą Was z pracy."

        No, chyba, że studenci "polubią" delikwenta i "uszyją mu buty" w ankietach. Wtedy i praca za 200 pkt. może nie pomóc, zwłaszcza przy tak skonstruowanej ocenie okresowej pracownika, że wystarczy ocena negatywna za jeden tylko obszar działalności, i od razu delikwent jest oceniany negatywnie, a w razie powtórki, rektor go zwalnia.
        Nastały czasy nie tylko grantozy, czy punktozy, ale też i ankietozy...

  • ~Profesorek 06.05.2026 09:25

    Przecież i tak będzie co ma być i koniec, po co te wszystkie próżne wysiłki...

  • ~karma wraca 06.05.2026 08:59

    Dziwne, tak niedawno jeszcze yntylygencyja naukowa, w dużej części, darły gębę z hasłem 8*. Znam członka PAN, który gadał, że ... ministra nauki, a teraz to co? Koryto wyschło i za mało kasy? A myśleli że kasy będzie w bród, a tu masz, mniej na naukę i mniej dla tych co gęby darły też. To trzeba będzie teraz grzecznie po rękach wszelkich guru całować by do miski ryżu parę ziaren dołożyli by mogli się dorwać i między siebie podzielić. Karma wraca, możecie teraz pod Sejmem znów drzeć gęby z ***.

    • ~A L 06.05.2026 19:24

      Proszę się nie ośmieszać.

    • ~Sn 06.05.2026 09:45

      Wygląda na to, że naukowcy są stali w poglądach dość apolityczni i nadal ... ministra nauki. Bo pieniedzy brakowało i za poprzednich rządów i teraz. I wcześniej i teraz dobrze mają "sami swoi" a my potrzebujemy stabilności w finansowaniu a nie widzi mi się kolejnych partii.

  • ~AN 06.05.2026 08:51

    "Liczymy na to, że siła naszych argumentów, a jednocześnie doświadczenia i dorobku nie zostanie zignorowana." Politycy znają te argumenty i mówią o tym otwarcie. Jak pokojowy protest ma zmienić ich nastawienie? Czy macie analizy, skąd można zabrać te pieniądze aby dać na naukę (bo poza ochroną zdrowia i zbrojeniami, ktore zawsze wyciągają politycy, są inne obszary w których można szukać). Naukowców jest wielu, w różnych dziedzinach i powinniśmy iść na taki protest przygotowani właśnie w takie argumenty podparte analizami. Bo jak zaproszą nas do rozmowy, to co im powiemy? Chcemy i już? Dorobek nie ma tu znaczenia, ale z ekspertyzami, podpartymi twardymi danymi możemy realnie wskazać jakieś rozwiązania do rozpatrzenia, wykonać tym pracę której im się nie chce podjąć.
    Do zobaczenia, jesli po pracy nie będzie za późno aby dołączyć.

  • ~Profesor PAN 06.05.2026 08:46

    „Pisemną kopię petycji przekazaliśmy podczas gali wręczenia Nagród NCN Ministrowi Nauki i Szkolnictwa Wyższego, dr. Marcinowi Kulaskowi, który ze sceny deklarował, że gdyby nie był ministrem, sam by ją podpisał”

    Urocza anegdotka.

    • ~dr-On 06.05.2026 12:41

      Faktycznie, urocze. Nie wiem, dlaczego, ale przypomniało mi się w tym kontekście, jak to nieżyjący już Ryszard Marek Groński w "Kabarecie pod Egidą" (lata 80-te XX w.), czytał "W dzienniku gadzinowym, czyli przegląd wiadomości nieobjętych tajemnicą państwową (na razie)". Wśród tych wiadomości była m.in. taka:
      w opublikowanym w "Nowych drogach" liście do KC, Edward Gierek napisał: "Chciałbym, Towarzysze, byście byli przekonani, że zawsze chciałem dobrze. Ideałem byłby przywódca, który chciałby źle, i też by mu się nie udało." :))))))))))

  • ~Teodor 06.05.2026 07:15

    Sugeruję zmianę hasła, ponieważ obecny rząd w swoich działaniach neguje wszystko co polskie, więc "100% dla Polski" raczej nie zadziała.
    Z drugiej strony środowisko nauki, to w dużej części wyborcy obecnie rządzącej opcji.