Naszym marzeniem jest, aby budżet Uniwersytetu Warszawskiego kształtował się w przyszłości w granicach 10 miliardów złotych. Przypomnę, że obecnie to około 2,3 miliarda. Dodanie komponentu środków zewnętrznych jest coraz bardziej istotne i dotyka problemu znacznie szerszego, a mianowicie zasadności i potrzeby zwiększenia relacji pomiędzy uczelniami a szeroko rozumianym biznesem i otoczeniem społecznym – mówi w rozmowie z FA prof. Alojzy Nowak, rektor Uniwersytetu Warszawskiego.
Gdy w połowie 2023 roku prof. Alojzy Nowak mówił o budowaniu kapitału żelaznego jako zaplecza finansowego dla swojej uczelni, a ewentualnie także innych polskich uniwersytetów, słuchający go rektorzy reagowali w najlepszym razie z rezerwą, częściej z uśmiechami politowania. Tymczasem jeszcze tego samego roku Akademia Leona Koźmińskiego jako pierwsza uczelnia w Polsce utworzyła własny kapitał żelazny, a dwa lata później w jej ślady poszedł Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Obie uczelnie są w początkowej fazie tych przedsięwzięć, w skali kraju można je określić mianem pilotażowych. O tym, po co uczelniom kapitał żelazny, rozmawiamy z rektorem Uniwersytetu Warszawskiego.
O pomyśle zbudowania kapitału żelaznego uczelni mówił pan w wywiadzie dla „Forum Akademickiego” już latem 2023 roku. Dzisiaj ta idea wydaje się konkretyzować. Dlaczego uważa pan, że w naszym kraju należy i da się ten pomysł zrealizować?
Tak, rzeczywiście, jestem od wielu lat zwolennikiem budowy kapitału żelaznego w ramach funduszu, który pozwoliłby uczelni stabilnie funkcjonować i rozwijać się w dłuższej perspektywie. Taki kapitał, odpowiednio zarządzany i inwestowany, dawałby nam większą niezależność finansową i możliwość planowania znaczącego rozwoju, bez uzależnienia od corocznych decyzji budżetowych. Kapitał żelazny byłby więc, obok subwencji z budżetu państwa, bardzo istotnym czynnikiem stabilności finansowej uczelni.
W Stanach Zjednoczonych fundament takiego systemu stanowią darowizny, nie tylko osób prywatnych, nierzadko absolwentów uczelni, ale także fundacji czy korporacji. Są to na ogół darowizny celowe – np. na określone stypendia, badania, płace konkretnych naukowców – a uczelnie prowadzą wieloletnie, profesjonalne kampanie pozyskiwania kapitału. Fundusze mają swoją strukturę prawną i organizacyjną. Są zarządzane przez profesjonalny zespół inwestycyjny, nadzorowany najczęściej przez radę powierniczą (board of trustees). Część wypracowanych zysków z inwestycji trafia z powrotem do funduszu, zwiększając jego wartość, a część jest wykorzystywana na bieżącą działalność uczelni w zakresie odpowiadającym przeznaczeniu kapitału.
Wydaje się, że w polskich warunkach niektóre amerykańskie rozwiązania prawne byłyby bardzo pomocne. Choć specyfika amerykańskich funduszy polega też na daleko bardziej rynkowych i ryzykowanych ekspozycjach na aktywa alternatywne, jak private equity, venture capital, giełdy, czego zapewne u nas nie da się wdrożyć, a na pewno nie od razu.
Czy w obecnym ustroju prawnym krajowej nauki jest możliwość zbudowania i wykorzystania kapitału żelaznego? A jeśli nie, to co należy zmienić, żeby to było możliwe?
Wydaje się, że jedynym trwałym rozwiązaniem jest ustawa i wynikające z niej dalsze konkretne regulacje prawne, które pozwolą zbudować i wykorzystać kapitał żelazny. Jest to zresztą ważny, ale niejedyny problem dodatkowego finansowania uczelni publicznych. Dodanie komponentu środków zewnętrznych jest coraz bardziej istotne i dotyka problemu znacznie szerszego, a mianowicie, moim zdaniem, zasadności i potrzeby zwiększenia relacji pomiędzy uczelniami a szeroko rozumianym biznesem i otoczeniem społecznym.
Skąd miałyby się wziąć pieniądze na kapitał żelazny UW i dlaczego ma to być akurat dziesięć miliardów złotych (czterokrotność budżetu UW, niemal jedna czwarta rocznych nakładów krajowych na szkolnictwo wyższe i naukę), o czym pan niedawno mówił?
Oczywiście zakładam, że w pierwszym etapie udział fundacji, sponsorów i darczyńców byłby najbardziej istotny. Jednak w zgodzie z pożądanymi nowymi regulacjami prawnymi, emisje obligacji przez uczelnie mogłyby w bardzo znaczącym stopniu zasilić budżet operacyjny uczelni dodatkowymi dochodami. Obecnie to Skarb Państwa emituje obligacje i przekazuje konkretne środki uczelniom w formie dodatkowego zwiększenia subwencji, mieliśmy już z taką sytuacją do czynienia.
Dla przykładu, budżet Stanfordu wynosi aktualnie około 10,3 miliarda dolarów rocznie. Uczelnia dysponuje endowmentem, czyli kapitałem żelaznym, inwestowanym w celu generowania dochodów. Jego wartość wynosi 40,8 miliardów dolarów. Część zwrotu z inwestycji tego funduszu uniwersytet wkłada do swojego rocznego budżetu operacyjnego. Ostatnio było to 2 miliardy dolarów, czyli około 20 procent rocznego budżetu Stanforda. To najwyższa po zyskach z usług medycznych (Health Services, 26%) pozycja w budżecie operacyjnym uczelni, wyższa nawet niż środki z pozyskanych grantów, które stanowią „tylko” 16% budżetu w roku operacyjnym 2025–2026.
Jak to się ma do Uniwersytetu Warszawskiego?
Budżet Uniwersytetu Warszawskiego na 2025 rok wynosił 2,3 miliarda złotych przy subwencji wynoszącej ok. 1,4 mld zł. Widać zatem, jak wiele dodatkowych środków pozyskujemy z różnych źródeł. Chcielibyśmy więc również mieć możliwość emisji obligacji naszego uniwersytetu. To jednak wymagałoby przeszacowania majątku uczelni. W księgach Uniwersytetu Warszawskiego na koniec 2025 roku jego wartość księgowa wynosiła blisko 1,7 mld zł. W lipcu 2023 roku dokonaliśmy profesjonalnej wyceny czterech nieruchomości. Ich wartość księgowa wynosiła około 80 mln, a ich wartość rynkowa – zgodnie z przeprowadzoną profesjonalną wyceną – 242,3 mln zł. Różnica między tymi wartościami to 162,7 mln zł. Co oznacza, że także łączna wartość majątku uczelni przy jego ustawowym przeszacowaniu wzrosłaby kilkakrotnie.
Ostatnia ustawowa możliwość przeszacowania wartości nieruchomości uczelni przeprowadzona była według stanu na 1 stycznia 1995 roku. Od tego czasu wartość majątku polskich uczelni, w tym Uniwersytetu Warszawskiego, zmieniła się znacznie i konieczne jest jej urealnienie. Gdyby nasz majątek został właściwie oszacowany, mógłby stanowić solidne zabezpieczenie emisji obligacji. Oczywiście wymagałoby to odpowiednich zmian w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Oceniam jednak, że ryzyko dla nabywców obligacji byłoby relatywnie niewielkie ze względu na wartość zabezpieczenia oraz fakt, że uczelnie w polskim systemie prawnym nie mają zdolności upadłości.
Warto tutaj podkreślić, że uczelnie mogłyby w celu budowy kapitału żelaznego korzystać z instrumentów znanych na rynku finansowym, np. emitować obligacje wieczyste (perpetual bonds) o wieczystej zapadalności, kiedy inwestorzy otrzymywaliby tzw. rentę wieczystą, co znaczy, że uczelnia nie musiałaby zwracać pożyczonych pieniędzy, za to posiadacz obligacji miałby zapewniony stały, ustalony przy kupnie dochód, który wypłacany byłby przez uczelnię z wypracowanych przez nią przychodów.
Nie chcemy jednak wyłącznie czekać na zmianę prawa. Już teraz podejmujemy działania mniejszymi krokami: rozmawiamy z absolwentami, z instytucjami finansowymi, z bankierami, którzy deklarują gotowość zaangażowania swojego kapitału, przekazując go podmiotowi będącemu w dyspozycji uczelni, który będzie inwestował powierzone środki, a zyski z nich będą przeznaczone na działalność naukową i badawczą. Chodzi w tym przypadku nie tylko o pieniądze, ale także o budowanie kultury finansowania uczelni i odpowiedzialności za jej rozwój.
Powiedzmy, że macie już te dziesięć miliardów złotych. Czy dysponujecie kadrą, która potrafi tymi środkami skutecznie zarządzać? Na czym miałoby w ogóle polegać zarządzanie takim kapitałem?
Nie obawiam się o kadrę, która obecnie potrafi skutecznie zarządzać finansami uczelni. Uniwersytet Warszawski jest największym ośrodkiem naukowym w kraju, skupiającym wielką liczbę uczonych i będącym jednym z głównych ośrodków kształcenia kadr na potrzeby gospodarki i administracji. A skoro tak, to na pewno znajdziemy we własnym gronie specjalistów potrafiących znakomicie zarządzać naszymi pieniędzmi. Moja filozofia zarządzania Uniwersytetem Warszawskim jest znana: nauka musi szybko podążać, a nawet wyprzedzać potrzeby nowoczesnej gospodarki, także w zakresie innowacyjności. Zarządzanie kapitałem żelaznym jest oczywiście także pochodną uregulowań prawnych. Sama koncepcja kapitału żelaznego jest rozwiązaniem sprawdzonym w skali światowej. Jestem zatem przekonany, że i w Polsce takie rozwiązanie stanie się w nieodległej przyszłości rzeczywistością.
Ile pieniędzy można wygospodarować rocznie z takiego kapitału i na co te środki chciałby pan przeznaczyć? Czy w prawie powinny być zapisane ograniczenia dotyczące wykorzystania kapitału żelaznego?
Teraz mówimy jedynie o projekcjach wielkości takiego kapitału. Budżet Uniwersytetu Warszawskiego składa się z kilku elementów. Pierwszym jest subwencja budżetowa, wynosząca około 1,4 miliarda złotych. Drugą, bardzo istotną jego częścią, są środki na badania naukowe, które pozyskujemy w konkursach. To około 650 milionów złotych. W tej puli znajdują się granty europejskie i międzynarodowe, a także środki finansowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Narodowe Centrum Nauki oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Szczególnie silną pozycję mamy w najbardziej prestiżowych konkursach – grantach Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC). Wśród polskich uczelni mamy najwięcej projektów finansowanych w tej formie.
Kolejną część stanowią środki pozyskiwane na badania stosowane i aplikacyjne, zamawiane przez duże firmy działające w Polsce. Mamy podpisane umowy między innymi z KGHM czy Orlenem, a także z instytucjami finansowymi. Czwartym źródłem przychodów są środki własne pozyskiwane przez uczelnie w ramach świadczenia odpłatnych usług edukacyjnych, takich jak studia niestacjonarne, studia podyplomowe, kursy. Nie bez znaczenia w ramach uzyskiwania przychodów własnych uczelni jest też czerpanie korzyści z posiadanych patentów. To także środki pozyskiwane w ramach wieloletniego programu inwestycyjnego, w tym z otrzymywanych obligacji, których nie przeznaczamy od razu na wydatki, lecz wykorzystujemy w planowanych inwestycjach.
Naszym marzeniem jest, aby budżet Uniwersytetu Warszawskiego kształtował się w przyszłości w granicach 10 miliardów złotych. Przypomnę, że obecnie to około 2,3 miliarda. Jestem przekonany, że bardziej szczegółowe rozwiązania dotyczące zarządzania kapitałem żelaznym znajdą się również w regulacjach ustawowych. Także tych dotyczących ewentualnych ograniczeń w wydatkowaniu środków z kapitału, czyli prawnego zabezpieczenia jego trwałości.
Czy taki model dodatkowego finansowania szkolnictwa wyższego mógłby stać się powszechny w Polsce? I jak wpłynąłby na rozwój tego sektora?
Pożytki z takiego modelu byłyby szybko wymierne i powszechne. Rozmawiam z innymi rektorami, wielu z nich popiera ideę tworzenia stabilnych warunków dla funkcjonowania kapitału żelaznego. Rozmawiam również z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, z ministrem dr. Marcinem Kulaskiem, który rozumie potrzebę tworzenia takich mechanizmów. W grudniu ubiegłego roku mieliśmy także spotkanie z premierem, podczas którego prezentowałem tę koncepcję i wiem, że temat ten wzbudził zainteresowanie najwyższych władz państwowych.
Spójrzmy na to zagadnienie jeszcze szerzej. Uniwersytet ma trzy zasadnicze funkcje: prowadzenie badań podstawowych i aplikacyjnych, dydaktykę oraz rozwój szeroko pojmowanej przedsiębiorczości. A przecież rozwój i funkcjonowanie tak dużej uczelni w istotnym stopniu zależy od inwestycji, bez których nie można sobie nawet wyobrazić nowoczesnego i innowacyjnego uniwersytetu. Rola i znaczenie kapitału żelaznego w systemie finansowania szkolnictwa wyższego dotyka zatem szerokiego obszaru życia społecznego, kulturowego czy cywilizacyjnego. Podam tylko jeden przykład: rozwój tzw. edukacji celowanej dla społeczeństwa. To choćby działania na rzecz utworzenia we współpracy z Wojskowym Instytutem Medycznym kierunku medycznego na Uniwersytecie Warszawskim. Jest obecnie ogromne zapotrzebowanie na medyków, a zwłaszcza lekarzy wojskowych, obytych ze współczesną medycyną pola walki, czy nieprzewidzianymi zdarzeniami masowymi. Tak więc dodatkowe środki finansowe w budżecie uczelni to także szansa rozszerzenia obszarów społecznej odpowiedzialności uczelni.
Na co jeszcze mogłyby pójść środki z kapitału żelaznego?
Ostatnio w jednym z wywiadów zadano mi pytanie o miejsce Uniwersytetu Warszawskiego w rankingu szanghajskim. Odpowiedziałem, iż jest on ważny dlatego, że służy nam przede wszystkim do analizy osiągnięć naukowych i edukacyjnych oraz tempa rozwoju względem innych uczelni zagranicznych. Jednym z istotnych przewag właśnie uniwersytetów amerykańskich jest silnie rozwinięta współpraca biznes – nauka – startupy. Od jakiegoś czasu przekonuję, że finansowanie badań nie powinno zależeć tylko od dotacji z budżetu państwa. Właśnie uniwersytety amerykańskie i ich pozycja w rankingu szanghajskim są dla mnie inspiracją. Endowment Harvard University przekracza 57 miliardów dolarów, co czyni go nie tylko najsilniejszym finansowo uniwersytetem amerykańskim, a może i światowym, ale także jednym z największych funduszy inwestycyjnych świata. Mamy więc wytyczoną drogę – oczywiście ze względu na specyfikę uczelni amerykańskich tylko w pewnym zakresie – którą powinny podążać uniwersytety w Polsce: tworzyć fundusze finansowe nastawione na inwestowanie w szeroko rozumiany rozwój uczelni. Mam bowiem świadomość, że bardzo dla nas ważne, obecnie najważniejsze, środki z budżetu państwa zawsze będą niewystarczające wobec potrzeb szkolnictwa wyższego.
Dlatego szanse na podniesienie na wyższy poziom jakości badań naukowych dostrzegam również w aktywnym uczestnictwie Uniwersytetu Warszawskiego w Sojuszu 4EU+. Już teraz instytucje uniwersytetów europejskich tworzą coraz liczniejsze obszary współpracy, kooperacji, podejmują inicjatywy związane z innowacjami, transferami najnowocześniejszych technologii. Wyobrażam sobie również, iż Uniwersytet Warszawski z pomocą środków finansowych pochodzących z wpływów z kapitału żelaznego byłby jeszcze bardziej znaczącym uczestnikiem i beneficjentem w takim sojuszu.
Czuje się pan ojcem pomysłu stworzenia kapitału żelaznego uczelni? Po raz pierwszy o tym i o emitowaniu obligacji przez uczelnie mówił pan na konferencjach rektorów jeszcze w swojej pierwszej kadencji. Traktowano to wówczas jak bajkę o żelaznym wilku. A dziś przybiera to realne kształty. Pierwsze uczelnie już zaczęły budować kapitał żelazny. Kiedy to zacznie robić UW?
Rzeczywiście, publicznie podniosłem tę kwestię jako pierwszy. Obserwując doświadczenia innych uczelni, amerykańskich i brytyjskich, na których prowadziłem wykłady, uznałem że w związku z niewystarczającym finansowaniem nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce trzeba szukać innych źródeł pozyskiwania środków dla uczelni. Idea kapitału żelaznego jest z powodzeniem od lat wykorzystywana przez wiodące uniwersytety na świecie.
Obserwuję również próby budowania kapitału żelaznego na polskich uczelniach. Bardzo interesujące doświadczenia w tym zakresie mogę czerpać na przykład z doświadczeń uczelni prywatnej, Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, czy uczelni publicznej, jaką jest Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Kibicuję tym pomysłom i ich praktycznej implementacji w szczególności pośród uczelni publicznych. Uniwersytet Warszawski jest największą uczelnią publiczną w Polsce i w związku z tym stworzenie odpowiedniego kapitału żelaznego naszej uczelni będzie szczególnie trudne.
Jeśli idzie o stan zaawansowania realizacji tego pomysłu, to od około dwóch lat funkcjonuje na UW powołany przeze mnie zespół bardzo dobrych fachowców w tym zakresie. Przeprowadzili oni głębokie analizy funkcjonowania kapitałów żelaznych zarówno w krajach anglosaskich, jak i w Europie kontynentalnej, w tym w szczególności w Finlandii. Jesteśmy też po rozmowach z kilkoma polskimi bankami, które mają pozytywny stosunek do tego pomysłu. Ale chyba najważniejsze jest to, że nasze środowisko akademickie w znacznej mierze akceptuje ten pomysł, dostrzegając w nim szansę dalszego wspierania rozwoju Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznam, że przede wszystkim czekam jednak na zielone światło w tym zakresie od polskiego regulatora prawa.
Rozmawiał Piotr Kieraciński
Żreć, żreć, żreć!
Aż strach bierze, jak człowiek wyobrazi takie fundusze - i taką władzę - w ręku JM Rektora. Dla porównania, budżet miasta Warszawy na rok 2026 to ok. 30 mld zł.
Jak nic będzie z tego cykl artykułów :)
- Po co uczelniom kapitał żelazny?
- Po co uczelniom kapitał?
- Po co?
O jednym pan rektor nie był uprzejmy wspomnieć - endowment amerykańskich uczelni pochodzi z darowizn prywatnych, w większości darowizn absolwentów. A rozdają oni tak hojnie te pieniądze, dlatego że czują wobec swojej alma mater jakieś zobowiązania. A czują te zobowiązania między innymi, dlatego że uniwersytet się o absolwentów troszczy, bardzo często pomaga w znalezieniu pracy i utrzymuje kontakty. Dla amerykańskiego uniwersytetu jest to działalność nie mniej ważna niż samo nauczanie. A jak z tym jest w przypadku UW?
Tak, wiem, żartowałem.
Uczelnie w Polsce powstaly dla kadry po komunie tak jak i reszta urzedow publicznych aby mogli zyc na panstwowym do smierci, dostac inna robote w urzedzie od politykow i zyc sobie wygodnie. Studenci i nauczanie to zlo totalne, trzeba umiec ich naciagnac na warunki aby uczelnia zarobila kase na naiwnych studentach. I jak sie da dostac dodatkowa kase przy okazji z grantow komisji i wiecznych rad. To jest budzetowka w polsce wypisz wymaluj, dbaja o swoje awanse i prace w urzedach do emerytury. Potrzebuja jedynie tumanow do pracy parobkow, aby nie polalapali czasami o co chodzi w szemranych biznesach na panstwowym. Zero kontroli panstwa, kasa przepalana w milionach, kraj z kartonow, zero odpowiedzialnosci prawnej. Ci co sie polapali o co chodzi w polskiej akademii dawno ich tam nie ma. Zostali najwierniejsi.
Uczelnie w Polsce finansowane z budżetu państwa są utrzymywane dla ukrycia bezrobocia bezproduktywnej rzeszy ludzi z tzw. ponadwyższym wykształceniem dla których nie ma miejsca w gospodarce rynkowej. Sponsor, czyli państwo nawet nie oczekuję że coś wymyślą, a jeśli nawet to i tak państwo nie jest zainteresowane skomercjalizowaniem ewentualnego odkrycia. Ba, ewentualne odkrycie to wręcz problem dla władzy. Prościej i taniej (sic!) jest kupić licencję za Odrą. Stąd ta masowość najróżniejszych instytutów i wydziałów humanistycznych sensu lato, bo ich działalności to ewentualnie koszt wydania kolejnej, nikomu poza autorem, niepotrzebnej publikacji, podczas gdy na polibidzie zbudują urządzenie i trzeba będzie coś z tym zrobić, ergo będzie problem i zamieszanie.
To ograniczanie programu nauczania przedmiotów ścisłych, zwłaszcza matematyki, jest działaniem poniekąd celowym, choć akurat ignorantkę od polskich nazistów (nie zapomnimy jej tego) o taką wyobraźnię nie podejrzewam.
Szczerze to bardziej chodzi o niedopasowanie produkcji absolwentow uczelni do rynku pracy. ja znalem mnostwo inzynierow po politechnice ktorzy nie przepracowali ani jednego dnia w swoim wyuczonym zawodzie. co moze robic w polsce, chemik lub biotechnolog, albo osoby po inz lotnictwa czy telekomuniakcji ? w polsce zawsze byl kartonowy rynek pracy, fakt studia humanistyczne latwiej skonczyc, jak rzadko zdarza sie ze osoby pracuja w swoim zawodzie z wielu przyczyn. jedna znajoma przebranzowila sie z architekruty na it, a byly takie czasy ze moj kolega po budowlance pracujac na budowach zarabial mniej niz ja w finansach. bo polski rynek pracy jest kartonowy i kartonowa jest oferta uczelni. Przyjdz na studia chemiczne, wyklep ksiazki napisane z prl i tak potem zero umiejetnosci zawodowych. pamietacie kierunki zamawiane na stypendia placone przez rzad. i co w polsce mozna robic po takiej biotechnologii ? robienie doktoratow na polibudzie to juz za duzo i przesada na rynku pracy, tak jak robili znajomi, inzynier i do widzenia, wyjazd do innych krajow ue za normalne pieniadze do pracy. za duzo uczelni i za duzo miejsc kazdy moze studiowac i te studia skonczy. a polski rynek pracy to januszeria biznesow albo budzetowka lub montownie.
Cyt."To ograniczanie programu nauczania przedmiotów ścisłych, zwłaszcza matematyki, jest działaniem poniekąd celowym, choć akurat ignorantkę od polskich nazistów (nie zapomnimy jej tego) o taką wyobraźnię nie podejrzewam."
Należałoby napisać do tej pani List Otwarty z zapytaniem, czy ona naprawdę tak to sobie wyobraża, że tak ma być dalej. List ten należałoby też puścić do mediów. NIECH SIĘ WRESZCIE COŚ RUSZY w tej sprawie.
Moj Boze, Alojzy! Jak on kocha pieniadze!
To co nas podnieca to się nazywa kasa ! Ale jak jest wykorzystywana to jest pytanie ??
Kolega pracuje na UW i mówi, że nie pamięta aby atmosfera w pracy była kiedykolwiek tak kiepska jak obecnie. Wszystko kręci się wokół pieniędzy, inne rzeczy związane z nauką, itd. zeszły na drugi plan
Ogólnie na uczelniach wydziały ekonomiczne są duże, za duże, i często ekonomiści ze słabym dorobkiem naukowym są potem rektorami. Science nie ma zwykle szans się przebić.
Prof. Nowak jest odklejony. Jak tam chłopie? Jak tam zarobki na UW? Też dobrze jak w Poznaniu? Też obchodzicie ustawę kominową jak inne uniwersytety badawcze w Polsce? 30% pensji rektorów i prorektorów z limitem ministerstwa, a reszta z funkcji i dodatków za zgodą rad uczelni?
Prof. Nowak jest odklejony, ale jednocześnie jest moooocno przyklejony tam gdzie są frukty
Pan prof. Nowak jest zadowolony, w biurku lub na ścianach ma pewnie swoje dyplomy: habilitacyjny i profesorski. Miał zapewne MĄDREGO opiekuna doktoratu, który zadbał o jego ścieżkę naukową, i to mu właśnie zaprocentowało. Ja tego nie miałem. Czasem przechodzę niedaleko mojego byłego mieszkania, w którym przed laty pisałem doktorat, i gorzko "smakuję" upływ tych ponad 20 lat... Ani panu prof. Nowakowi, ani żadnemu z tych innych prof. dr hab.-ów, czy dr hab.-ów, których zadowolone fizjonomie widać na tych zdjęciach na "FA", a którzy są tacy mądrzy, co to oni nie wiedzą o możliwościach poprawy sytuacji, ojej, ale to oni skrywają w swoich umysłach mądre pomysły, jakie to oni mają mądre przemyślenia itp. itp., ŻADNEMU z nich nie było dane smakować goryczy STRACONYCH lat, ani smaku porażki. A ten właśnie smak czuję ja oraz wielu innych. Ciekawe, o ilu jeszcze tych "wspaniałych pomysłach" się dowiemy, ZANIM coś w ogóle ZNACZĄCO się poprawi?
Asystenta wynagrodzenie to minimum krajowe a Rektorzy Uniwersytetów tworzą kapitał ŻELAZNY. DLACZEGO NIE STARAJĄ SIĘ O GODNE WYNAGRODZENIA PRACOWNIKÓW UCZELNI, MOŻE NIE MAJĄ MOTYWACJI JAK ZARABIAJĄ PO 50 TYSIĘCY ZŁOTYCH MIESIĘCZNIE.
Jak to jest z tymi minimalnymi krajowymi asystentów. Ja od prawie 3 lat jestem asystentem na Politechnice Rzeszowskiej. Mam 6212 zł brutto. Moi koledzy z roku pracują w korporacjach światowych, jakich w Rzeszowie jest mnóstwo (branża lotniczo-mechaniczna) i kiedyś przy browarze podśmiewali się ze mnie, ale jak padły liczby to trochę się zmarszczyli, bo niewielu zbliża się do 6 kpln (Wiem, Rzeszów, niedźwiedzie itp..) Kolega adiunkt ma ponad 8,5 kpln. Mamy nadgodziny, jakieś projekty. Nie jestem idealistą i praca wpadła trochę przypadkiem, ale walczę z doktoratem, aby się umocnić na uczelni. Moja stawka (i kolegi adiunkta) jest minimalną jaką nasz rektor daje na naszych stanowiskach. Jak jest gdzie indziej? Ale fakty nie przypuszczenia...
Żeby mogli wpłacić sobie po 50 K na miesiąc muszą "oszczędzić" na wynagrodzeniu asystentów
To o pomoste wola do nieba, asystentom czy doktorantom powinni dawac umowe o prace, placic pelne skladki zus i podatki aby miec lata pracy do wirtualnej emerytury jakiejs powiedzmy. Tutaj panstwo pozwala sie okradac i nikt nic nie robi z ta patologia, bo zawsze znajda sie mlodzi naiwni adepci nauki za grosze. Ludzie szanujcie sie chociaz. Bo mlody napisze artykuly, zredaguje ksiazke, odwali papierkowa robote i nie trzeba zatrudniac nikogo do pracy na etat. Szanujcie sie i nie dawajcie sie wyzyskiwac.
Cyt."Szanujcie sie i nie dawajcie sie wyzyskiwac. "
Szanujcie się? Proszę Pana/Panią, to jest ustalone ODGÓRNIE. Prof. dr hab.-y w rodzaju prof. Alojzego Nowaka, czy inni, tego problemu nie czują, w myśl powiedzenia: "Syty głodnego nie zrozumie."
Problem tymczasem JEST, co jakiś czas pojawia się "mundry" prof. dr hab., czy dr hab. i się "mundruje", jaki to on "mundry" nie jest, i jakie to pomysły mu do głowy przyszły. Tymczasem, CZAS LECI NAPRZÓD, a ludzie, jak harowali, tak harują, I NIC się nie zmienia.
A czy w kapitale żelaznym uwzględnia się wynagrodzenie wybitnych rektorów np,,,,,, ??? i ich nominantów ???