Jest tylko jedna dziedzina, która przynosi Polsce regularnie, ostatnio raz na 25–30 lat, Nagrodę Nobla. Jest nią literatura polska. Dlaczego się to udaje? Z powodu dobrych instytucji promocyjnych, aktywności pism literackich, stosującej bezkompromisowe kryteria wartościowania krytyce literackiej i… dzięki polonistyce. Tej, która właśnie dogorywa.
„Podział badań nad językiem i literaturą polską na dwie dyscypliny: językoznawstwo i literaturoznawstwo, budził od początku wiele wątpliwości, które prezentowano m.in. podczas zjazdów polonistów. Z tych refleksji wyłoniła się propozycja ustanowienia dyscypliny polonistyka, jednak rozumianej inaczej niż prosta synteza lub odnowienie filologii polskiej pod postacią »filologii narodowej«. (…) W najbardziej lapidarnym uproszczeniu polonistyka jako dyscyplina naukowa powinna badać »polszczyznę«, przez który to przedmiot rozumiem wszelkie manifestacje kulturowe, których medium jest język polski, łącznie z nim samym, czyli polszczyzną jako repertuarem jej odmian współczesnych i historycznych. Byłaby to zatem polonistyka bardziej w rozumieniu Polish studies niż filologii polskiej” – pisał trzy lata temu na łamach „Forum Akademickiego” prof. Ryszard Koziołek, polonista, rektor Uniwersytetu Śląskiego, proponując utworzenie nowej dyscypliny polonistyka.
W najnowszym numerze FA postanowiliśmy się przyjrzeć kondycji dzisiejszej polonistyki. Wnioski nie są budujące. Jako odrębna dyscyplina badawcza jest obecna jedynie na ośmiu uczelniach, w tym tylko pięciu dużych (na 21) uniwersytetach klasycznych. Klasycznych bez polonistyki? Jak się okazuje, nawet na tych pięciu ma kłopoty z istnieniem. W obliczu ewaluacji działalności naukowej część kadry woli wrócić do swoich poprzednich dyscyplin: literaturoznawstwa bądź językoznawstwa. Zgodnie z danymi przekazanymi przez Ośrodek Przetwarzania Informacji na wszystkich ośmiu uczelniach poloniści zatrudnieni są na 131,05 etatach. To nie znaczy, że tyle osób wybrało przypisanie do polonistyki. Zapewne jest ich więcej, bo wielu naukowców tylko w części przypisało się do polonistyki, dzieląc ją np. z literaturoznawstwem czy naukami o kulturze i religii. Według RAD-onu filologię polską (także jako obcą) oferuje 27 uczelni. W 2024 roku kształciło się na tych kierunkach łącznie 5552 studentów. Ta liczba w ciągu ostatnich pięciu lat spadła o ponad pół tysiąca, podczas gdy w tym samym okresie ogólna liczba studentów wzrosła o ponad 60 tysięcy.
„Słabo wygląda liczbowo nasza polonistyka. Niewielu chce się do niej afiliować, niewielu podejmuje studia z języka i kultury polskiej. Tej kultury, której brak tak widać na co dzień. Polonistyka jest, a raczej być powinna,
naszym narodowym skarbem, a dbałość o nią powinnością państwa – podsumowuje w swoim tekście red. Piotr Kieraciński.
Tymczasem, jak wskazuje prof. Tomasz Mizerkiewicz, przewodniczący Konferencji Polonistyk Uniwersyteckich, dziekan Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 2016-2024, „za rok zostaną zamknięte pierwsze polonistyki w mniejszych ośrodkach akademickich – ciekawe kogo zatrudnią wtedy dyrektorzy szkół działających w tamtych regionach dzwoniący od dawna do tych likwidowanych polonistyk z prośbami o nowych absolwentów”. I dodaje:
Jest tylko jedna dziedzina, która przynosi Polsce regularnie, ostatnio raz na 25–30 lat, Nagrodę Nobla. Jest nią literatura polska. Dlaczego się to udaje? Z powodu dobrych instytucji promocyjnych, aktywności pism literackich, stosującej bezkompromisowe kryteria wartościowania krytyce literackiej i… dzięki polonistyce. [To polonistki i poloniści] wypuszczają w świat nie tylko informacje o polskich utworach, ale i eksportują już gotową wiedzę literaturoznawczą na ich temat (…) Co w podobnej sytuacji winien uczynić decydent dysponujący środkami na badania w Polsce? Racjonalna byłaby jedna jedyna zasada: najpierw zabezpieczam środki dla tych, którzy efektywnie budują markę Polski w skali globalnej, czyli dla polonistów i polonistek, a dopiero potem zajmuję się innymi. Mówiąc inaczej: decydent ów postąpiłby dokładnie tak, jak wspiera się potężnymi budżetami germanistykę w Niemczech czy romanistykę we Francji, gdyż wszystkie kraje G20 walczą bezpardonowo o prestiż swojego języka jako języka nauki.
Również prof. Dariusz Skórczewski, dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, podkreśla, że filologia narodowa pod każdą szerokością geograficzną służy podtrzymaniu kulturowej ciągłości wspólnoty. W tekście pt. „Polonistyka bez polonistyki” pisze o paradoksie zafundowanym przez decydentów.
Reforma nauki i szkolnictwa wyższego z 2018 roku głęboko przeorała strukturę polskich uczelni, organizację nauki i jej finansowanie. Dotknęła także kształcenie filologiczne, o czym mówi się dość rzadko, a co zaowocowało takimi absurdami, jak konieczność ustalenia procentowego udziału dyscyplin literaturoznawstwo i językoznawstwo w programie studiów polonistycznych, które przed reformą były klasycznymi studiami dziedzinowymi, czerpiącymi z wartościowych i wciąż żywotnych tradycji filologicznych.
Co poszło nie tak? – pyta także prof. Andrzej Skrendo, historyk i teoretyk literatury, prorektor ds. nauki Uniwersytetu Szczecińskiego.
Zrobiono nic lub prawie nic, aby zapewnić szersze instytucjonalne wsparcie dla nowej dyscypliny. Polonistyka podzieliła los całej humanistyki, której w ramach neoliberalnej ekonomii zarządzania nauką nie opłaca się utrzymywać, choć wypada tolerować. Skoro chcemy bronić Polski przed wojną i agresją ze strony obcego mocarstwa, to w istocie czego chcemy bronić, jeśli nie polskiej kultury, literatury i języka?
Blok tekstów zamyka wezwanie prof. Dariusz Rotta z Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach: „Rola polonistyki międzynarodowej i jej wspieranie powinno być wpisane jako jeden z ważniejszych elementów strategii rządowej!”. Czy ktoś je usłyszy? Póki co zapraszamy do najnowszego numeru „Forum Akademickiego”.
Mariusz Karwowski
Jeśli 12 polonistów zadeklaruje TERAZ polonistykę jako swą dyscyplinę, to taka dyscyplina podlega ewaluacji i (pod warunkiem otrzymania odpowiedniej kategorii) uzyskuje wszelkie uprawnienia i status z tym związany. Po drugie, właśnie TERAZ jest decydujący i korzystny moment, dla tych (zarówno dla uczelni, jak i dla indywidualnych osób), którzy chcą mieć polonistykę jako dyscyplinę. W styczniu znowu będzie można tylko sobie ponarzekać.
Jedna drobna uwaga, do mego postu poniżej. Wycofuję słowa: "JEŚLI podobne liczby były już w latach ubiegłych". Niestety, zapewne wynik ewaluacji będzie znany później niż zapadnie decyzja o przyznaniu uczelniom subwencji na rok 2026. Zatem zbyt duża liczebnie Polonistyka będzie wciąż jeszcze w przyszłym roku obciążeniem dla uczelni. Zresztą, małej dyscyplinie, zwłaszcza tworzonej w zasadzie post factum (znany jest już dorobek do ewaluacji), o wiele łatwiej jest uzyskać dobrą kategorię naukową.
To w końcu jest ta polonistyka filologią polską, czy czymś odrębnym? Przyznaję, że nie nadążam za pączkowaniem i metamorfozami dyscyplin naukowych. Cz to jest, jak wynika z pewnych ustępów artykułu, jakaś nowość ewaluacyjna? Od czasu, kiedy decyzją min. Gowina stałem się rolnikiem (jednak bez prawa do ziemi), nie zdziwi mnie zbyt wiele na tym polu.
Tylko 4 uczelnie (UŚ, UWr, UG i UAM) mają ponad 12 osób deklarujących polonistykę (swoją drogą szkoda, że Radon takich danych nie serwuje w łatwy sposób, ale z pomocą AI dało się to jakoś wyłuskać), z tego 3 pierwsze mają ich wręcz zaskakująco dużo (rzędu 30-40), zapewne obciążając znacznie budżet uczelni, JEŚLI podobne liczby były już w latach ubiegłych (bo wg topornych, wręcz bezmyślnych, reguł gry nowe dyscypliny, dopóki się im nie nada kategorii naukowej, traktowane są jak dyscypliny kategorii C, a to mocno negatywnie wpływa na algorytmicznie naliczaną subwencję). Zapewne to było powodem małego entuzjazmu władz uczelni do wspierania tego typu dyscypliny (to racjonalne podejście).
A teraz dobra wiadomość i konstruktywna wskazówka: wspomniane toporne (aby nie rzec głupie) reguły gry nie wiedzieć czemu mocno premiują powstanie (jakiejkolwiek) dyscypliny ewaluowanej w ostatnim roku okresu ewaluacyjnego, a 2025 takim rokiem jest. Zatem teraz, dokładnie teraz (koniecznie jeszcze w grudniu) jest idealny czas do wydzielenia dyscypliny POLONISTYKA i poddania jej ewaluacji. To jest wręcz bardzo korzystne (finansowo) dla tych uczelni, które inteligentnie podzielą swoich filologów na trzy dyscypliny, w tym (koniecznie) polonistykę :)
Zatem, zamiast bezproduktywnie narzekać, poloniści powinni dzisiaj udać się do swych rektorów z takim postulatem (może już się to dzieje tu i ówdzie? może jeszcze nie wszystko zdążono wpisać do Polonu?), aby zrobić ten manewr "inteligentnie", albo po prostu wymusić to na uczelni i zrobić to jakkolwiek. Bo wystarczy, że "mocna dwunastka+ polonistów" deklaruje polonistykę i już (deklarację składa pracownik według swego uznania, co jest kolejnym ustawowym bublem, ale tym razem działającym na korzyść osób, które chcą mieć "swoją" dyscyplinę na uczelni).
Abstrahując od wszystkich złośliwości wpisanych tu przez wcześniej zabierających głos. Polonistyka jako dyscyplina naukowa jest sztucznym tworem, wprowadzonym do wykazu dyscyplin chyba w 2022 roku na wniosek nie wiadomo kogo, nikt się specjalnie nie chciał przyznać do autorstwa tego pomysłu; potem dopiero się wyłonili zwolennicy, wypowiadający się zresztą lub cytowani w komentowanym materiale. Być może chodziło o "nabranie" ówczesnego ministra na patriotyczną nutę, żeby przyznał jakąś większą kasę. Wnioskodawcy w zasadzie nie potrafili dokładnie określić, czym ma być ta dyscyplina, zakres jej zainteresowania szedł w poprzek istniejącego podziału, obejmując częściowo językoznawstwo, naukę o literaturze i naukę o kulturze. W efekcie mało kto chciał się do tej dyscypliny wpisywać, na niektórych uczelniach była wręcz "łapanka", pieniądze się oczywiście nie pojawiły - no i teraz kłopot. Ten nieudany eksperyment należy jak najszybciej zakończyć, promocja języka polskiego za granicą czy organizacja katedr polonistycznych tamże powinna przebiegać i być finansowana z budżetu (jest zresztą Instytut im. Kolbego, który na te cele rozrzuca pieniądze z helikoptera), ale to NIE jest żadna nauka i nie można tego traktować jako część działalności naukowej. Podobnie jak brylowanie pana rektora K. w programach telewizyjnych p. Agaty Passent.
"wszystkie kraje G20 walczą bezpardonowo o prestiż swojego języka jako języka nauki" - to, moim zdaniem, byłaby zupełnie niepotrzebna inicjatywa.
Ale skąd ta myśl? Czy są jakieś informacje potwierdzające to stwierdzenie.
Nobla z literatury dostał Rejmont, który skończył tylko kilka klas szkoły podstawowej, Sienkiewicz też nie skończył studiów; Churchil też dostał nobla z literatury, a w szkole podstawowej nie radził sobie z j. angielskim. Do literatury nie jest potrzebna polonistyka a wyobraźnia.
Humanistycznej megalomanii ciąg dalszy: "Jest tylko jedna dziedzina, która przynosi Polsce regularnie, ostatnio raz na 25–30 lat, Nagrodę Nobla. Jest nią literatura polska.".
Otóż panie autorze tej gigantycznej manipulacji: Nobel Prize in Literature jest nagrodą na _twórców_ (czyli ogólnie: pisarzy), a nie akademików zajmujących się literaturą. Ja rozumiem, że wam - humanistom - trzeba wiele rzeczy tłumaczyć jak małym dzieciom, ale są granice!!!
Humaniści to nie megalomani, natomiast u autora postu jakieś kompleksy widać... szkoda
Wiecej zaimków.
"gdyż wszystkie kraje G20 walczą bezpardonowo o prestiż swojego języka jako języka nauki."
Językiem nauki jest globalnie język angielski, i nikt raczej już nie łudzi się, że się to zmieni w sposób naturalny.
Czym przejawiają się te "walki"?
Reszta dziedzin, żeby przynieść nagrodę Nobla wymaga finansowania na światowym poziomie. A tego brakuje.