Nie potrafimy w przekonujący sposób sprzedać swojej historii, a może też i nie umiemy dotrzeć do właściwych uszu. W efekcie przegrywamy tę batalię, staliśmy się niewidoczni, zmarginalizowani. Do tego nasze środowisko wyraźnie się podzieliło i nie wszystkim zależy aż tak bardzo na jakiejkolwiek zmianie jakościowej. Sporej części opłaca się funkcjonować w słabym systemie, nauczyli się naciągać reguły gry, są zadowoleni, nie potrzebują niczego więcej – mówi prof. Piotr Sankowski, dyrektor Instytutu Badawczego IDEAS, profesor na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z największych specjalistów w dziedzinie sztucznej inteligencji.
Kilka dni temu prof. Piotr Sankowski udostępnił w mediach społecznościowych sporządzony przez siebie wykres obrazujący wydatki na naukę z budżetu państwa na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. „Niestety, smutna prawda jest taka, że w nauce polskiej jest gorzej. Bardzo żałuję, że nie przyjrzałem się tym liczbom wcześniej, bo może podjąłbym zupełnie inne decyzje życiowe. Myślę, że nie tylko ja zaczynając karierę naukową, czy wracając do Polski z zagranicy, wierzyłem w to, że będzie lepiej” – podsumował.
Rzeczywiście czuje się pan oszukany?
Tak, mam poczucie, że jako naukowiec przez lata byłem oszukiwany. Kolejni ministrowie nauki jak mantrę powtarzali frazę o konieczności zwiększenia wydatków na badania i rozwój, ale nie szły za tym żadne realne decyzje. Nakłady na naukę rosną, lecz po stronie… przemysłu. Natomiast z budżetu państwa idzie na ten cel z roku na rok coraz mniej. Kiedy kończyłem doktorat w 2005 roku było to 1,27% PKB. Po dwóch dekadach, zamiast rosnąć, nakłady maleją – teraz wynoszą około 1,02% PKB. Tyle zostało z tych obietnic.
Co było najbardziej uderzające w wykresie, który opublikował pan w mediach społecznościowych?
Przygotowując go na podstawie 21 ustaw budżetowych, spodziewałem się, że pokaże czarno na białym spadek nakładów na naukę w ostatnich latach, ale jednak po wcześniejszym ich wzroście. Tymczasem nie, okazało się, że od dwóch dekad pieniędzy na naukę z roku na rok jest coraz mniej. Gdy zobaczyłem to na ekranie, w pierwszej chwili nie dowierzałem, a upewniwszy się, że wszystkie wprowadzone dane są właściwe, poczułem się oszukany.
Pozwolę sobie na bardziej osobisty wpis. Wybaczcie, że czasami zabrzmię, jak to przystało na pokolenie x, że nam to dopiero było trudno. Jednak nie daje się znaleźć potwierdzenia dla tych stwierdzeń wprost w liczbach, bo jak kończyłem doktorat w 2005 roku to wydatki na naukę i… pic.twitter.com/pMchD3CbTC
— Piotr Sankowski (@piotrsankowski) September 11, 2025
Gdyby wtedy, po doktoracie, wiedział pan to, co dziś, wybrałby inną ścieżkę kariery?
Odpowiem przekornie. Budżet OpenAI na ten rok to prawie 80 mld zł, proszę porównać to z budżetem na naukę w Polsce (tegoroczny wyniósł ok. 42 mld zł – dop. MK). Świat coraz bardziej nam ucieka. Jeszcze niedawno sądziłem, że AI jest na rozbiegu i mimo wszystko łatwo będzie nadgonić czołówkę, ale kiedy wydatki badawcze dużych korporacji rosną w sposób wykładniczy, a w Polsce są zamrażane, będzie to coraz trudniejsze. Pokłosiem malejącego finansowania są duże problemy strukturalne, które pojawiły się na przestrzeni lat w nauce. Bycie rzetelnym naukowcem jest dzisiaj sporym wyzwaniem i brzmi niczym fanaberia.
Ma pan zapewne na myśli różnego tego typu patologie, w które obrosła nauka, nie tylko zresztą w Polsce. U nas jednak, przy tak skromnych zasobach finansowych, widać je jeszcze bardziej. Czy nie razi pana, gdy pieniądze, które są w systemie, idą na finansowanie publikacji w drapieżnych czasopismach albo udział w tzw. papierniach i czy w interesie – „interesie” całkiem dosłownie – samych naukowców nie jest ukrócenie tych zjawisk? Ze środowiska nie płynie żaden sygnał, by komukolwiek to przeszkadzało.
W moim przekonaniu te praktyki nasiliły się właśnie przez to, że pieniędzy jest tak mało. Walczymy jako naukowcy o ograniczone zasoby i każde zagranie, nawet nieczyste, uznawane jest powszechnie za dozwolone. „W końcu z czegoś muszę żyć” – usprawiedliwiają się ci nieuczciwi. Kiedy jest więc okazja, a system temu sprzyja, pojawiają się chęci, by zagrać nie fair wobec kolegów i koleżanek. W tym sensie łączę to raczej ze słabością polskiej nauki, która wynika z niedostatecznego finansowania, niż z jakimś oddzielnym mechanizmem.
Skoro, jak wynika z pana wykresu, malejące nakłady na naukę nie są jednorazowym incydentem, ale stałą tendencją, warto pokusić się o odpowiedź na pytanie: dlaczego naukowcy nie znajdują uznania w oczach rządzących?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Z gorzką ironią mógłbym powiedzieć, że skoro przez tyle lat udawało się nam funkcjonować z tak niskimi nakładami na naukę, to znaczy, że więcej ona nie potrzebuje. A nawet, idąc dalej w tej złośliwości, jest niepotrzebna. W końcu przez tyle czasu dawała sobie radę, dostając „okruchy” z budżetowego stołu. Natomiast, już na poważnie, wydaje mi się, że doszliśmy do takiego punktu rozwoju gospodarczego, w którym bez nauki nie zrobimy ani kroku dalej. Musimy zacząć tworzyć produkty oparte na własności intelektualnej, po to, żeby rzeczywiście na tym zarabiać. Powiedzmy sobie szczerze, bez nauki, bez badań podstawowych, bez tworzenia nowych technologii, nie będzie to możliwe.
Naukowcy nie potrafią walczyć o swoje?
Faktycznie, strajku naukowców nie było, nie przyszło nam też do głowy palić opony pod Sejmem. Ale rzeczywiście, zgadzam się z tym, że nie jesteśmy skuteczni, walcząc o większe finansowanie. Nie potrafimy w przekonujący sposób sprzedać swojej historii, a może też i nie umiemy dotrzeć do właściwych uszu. W efekcie przegrywamy tę batalię, staliśmy się niewidoczni, zmarginalizowani. Do tego nasze środowisko wyraźnie się podzieliło i nie wszystkim zależy aż tak bardzo na jakiejkolwiek zmianie jakościowej. Sporej części opłaca się funkcjonować w słabym systemie, nauczyli się naciągać reguły gry, są zadowoleni, nie potrzebują niczego więcej.
Co zmieniło się w polskiej rzeczywistości od lutego?
Dlaczego od lutego?
Właśnie wtedy, na konferencji na Giełdzie Papierów Wartościowych, padły słowa o strategicznej roli nauki w rozwoju kraju, a premier z ministrem finansów spotykali się z naukowcami. Minęło nieco ponad pół roku, a jeden z filarów tej strategii już niedomaga.
Tak, rzeczywiście, można było mieć wówczas nadzieję, że czasy marazmu się skończyły i teraz będzie tylko lepiej. Natomiast nic za tym nie poszło. Projekt pierwszego budżetu po tamtych zapowiedziach pokazuje, że finansowanie nauki nie tylko nie wzrosło, ale realnie spada, bo jest mniejsze niż inflacja.
Jaki budżet, pana zdaniem, mógłby być przyjęty przez środowisko akademickie z choćby umiarkowanym optymizmem?
Oczekujemy przede wszystkim długofalowego wzrostu finansowania nauki, a więc z jakąś realną perspektywą czasową. Nie chodzi tylko o to, by z roku na rok zwiększać nakłady, np. z 1% PKB na 2% PKB, bo może się okazać, że nie będziemy umieli w rozsądny sposób wydać tych pieniędzy. Oczywiście, warto przypatrywać się takim krajom, jak Korea Południowa, gdzie rzeczywiście wydatki z budżetu na B+R są wielokrotnie wyższe niż u nas, ale trzeba do tego podejść w odpowiedni sposób, nie na hura. Środki na zbrojenia wydajemy zgodnie z wieloletnim planem, nie rozumiem, czemu taki plan nie może powstać w odniesieniu do nauki. Przecież w dzisiejszym świecie to równie strategiczny obszar działania państwa.
Czy, abstrahując od pieniędzy, polski system nauki jest dostosowany do wyzwań XXI wieku?
Zdecydowanie nie i to kolejne źródło marnotrawienia i tak mizernych zasobów finansowych. Uważam, że polska nauka dojrzała już do radykalnych reform. W wielu miejscach w Polsce uprawia się dziś naukę tylko i wyłącznie dla publikacji. Nie dla prawdziwych zastosowań, nie dla użyteczności dla przemysłu, tylko po to, by opublikować, bo będą z tego punkty do ewaluacji. Nie pracuje się więc nad projektami, które mają charakter aplikacyjny. Z czego to się bierze? To naleciałość jeszcze poprzedniego systemu, w którym nie opłacało się uprawiać nauk praktycznych, bo wtedy trafiało się na celownik aparatu państwowego. Powstał więc model prawdziwej nauki, która jest bezużyteczna i nieprzydatna. Ciągnie się to za nami i wciąż borykamy się ze skutkami takiego myślenia.
W tym modelu tylko badania podstawowe tworzą prawdziwą naukę?
Właśnie, powinniśmy próbować odejść od tego, że prawdziwa nauka nie może być przydatna. Otóż może, a badania podstawowe mogą w tym pomóc, bo bez nich nie byłoby wdrożeń. Ale jednocześnie w wielu miejscach jest ich, moim zdaniem, po prostu za dużo. Badania podstawowe zyskują na znaczeniu, kiedy są użyteczne.
Czy w tym wiecznie niedomagającym finansowo systemie Polska nie powinna postawić na wiodące obszary badawcze, by stać się widoczną w światowej nauce?
Tak, zdecydowanie. Jesteśmy za biedni, by być mistrzem świata w każdej dziedzinie. Powinniśmy znaleźć takie specjalizacje, które nas pociągną i będą finansowano lepiej traktowane niż pozostałe. Nie mówię, że to się powinno stać z dnia na dzień, ale taka naukowa specjalizacja jest nieuchronna. Im prędzej się na to zdecydujemy, tym więcej środków nie ulegnie zmarnotrawieniu.
Informatyka mogłaby być taką „lokomotywą”? Niedawno mówił pan, że w dwa, trzy lata, przy odpowiednim wsparciu, dogonilibyśmy świat.
Moim zdaniem, tak. Mamy znakomity kapitał ludzki, bardzo dobrych, młodych informatyków, którzy mogliby tworzyć rozwiązania na odpowiednim poziomie. AI jest stosunkowo młodą dziedziną, rozwija się w zawrotnym tempie, i właśnie teraz, na tym etapie, daje możliwości, by dołączyć do czołówki. W tym sensie stos technologiczny w tworzeniu rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję jest bardzo płytki. Bardzo szybko można wejść i nauczyć się robić rzeczy najlepiej na świecie.
Jak to zrobić w praktyce?
Kilka miesięcy temu powstał nowy instytut badawczy IDEAS, w którym zajmujemy się sztuczną inteligencją. Pracujemy już pełną parą: zatrudniamy 80 naukowców, którzy tworzą 13 grup badawczych, opublikowaliśmy kilkanaście znakomitych prac. Chcemy wysłać mocny sygnał, że zależy nam na rozwoju AI w Polsce. Realizujemy projekty związane z grafiką komputerową, zastosowaniem AI w medycynie, tworzeniem sztucznej inteligencji wspierającej drony. Jako że jesteśmy nadzorowani przez dwa resorty: Cyfryzacji i Obrony Narodowej, angażujemy się też w projekty podwójnego zastosowania.
Planujemy wystartować z programem dla doktorantów, który zatrzymałby najlepsze talenty informatyczne w Polsce. Na wielu wydziałach informatyki jest problem ze skompletowaniem kadry do nauczania, a nowej nie przybywa. Młodzi ludzie rezygnują z kariery naukowej, nie rozpoczynają doktoratu. Ten problem będzie narastał i jeśli nie stworzymy odpowiednich mechanizmów, to za chwilę będziemy mieli ogromną lukę pokoleniową w informatyce. Chcemy temu zapobiec, tworząc program stypendialny. Doktoranci powinni otrzymywać wynagrodzenie wystarczające na godne życie, tymczasem dostają mniej niż minimalna pensja.
Na Forum Ekonomicznym w Karpaczu stwierdził pan, że głównym powodem niepowodzeń projektów AI w Polsce jest rozbieżność między światem nauki a oczekiwaniami biznesu.
Z jednej strony naukowcy chcieliby tworzyć nowe rzeczy, najlepiej pionierskie w skali świata, z drugiej przemysł chce po prostu kolejnego rozwiązania, które da się w ten czy inny sposób spieniężyć. To oczywiście nie jest problem nie do przejścia, wymaga jedynie odpowiedniej komunikacji. Mam za sobą wiele projektów z przemysłem, w ramach których – dzięki znalezieniu wspólnego języka – powstało coś użytecznego dla firmy, jednocześnie stanowiąc naprawdę nową jakość.
Nie odnosi pan wrażenia, że problemy w relacjach z biznesem mogą brać się stąd, że naukowcy zamknęli się na dobre w swojej akademickiej „bańce” i z trudem przychodzi im z niej wyjść, dotrzeć do otoczenia społeczno-gospodarczego?
Myślę, że może być to jeden z powodów słabości polskiej nauki, zaraz obok braku sprawczości w walce o większy budżet. Na nieumiejętności dobrej komunikacji cierpi cała polska nauka.
Stwierdzenie prof. Krzysztofa Pyrcia, szefa Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, z jednego z ostatnich jego wywiadów, że „nauka nie jest drogim hobby”, nie wzięło się znikąd. Tak właśnie możecie być postrzegani przez dużą część społeczeństwa.
Zawsze staram się robić rzeczy, które są przydatne i użyteczne, komunikuję to i nie czuję, by moje badania były odbierane w ten sposób. Sam też nie postrzegam ich jako hobby, bo to jest praca na więcej niż jeden etat.
Rozmawiał Mariusz Karwowski
W obliczu tak dramatycznego spadku finansowania nauki w Polsce i rosnącej przepaści względem światowej czołówki - czy warto młodym ludziom rozpoczynać karierę naukową w kraju, czy lepiej od razu celować w zagraniczne ośrodki z lepszym finansowaniem i perspektywami rozwoju?
@ Mgr,
Sądzę, że decydujący będzie rachunek ekonomiczny. Będą emigrowali tam, gdzie nauka jest motorem rozwoju gospodarki danego kraju. Nie ma się nad czym zastanawiać.
Znalazłem jeden optymistyczny motyw w tej wpowiedzi. Otóż - polscy politycy umieją się pogodzić! Mogą się nawzajem wsadzać do więzień ale w kwestii nauki mówią jednym głosem: Polak powinien umieć się podpisać, liczyć do 500 i rozpoznawać znaki drogowe.
Byłoby to przezabawne, gdyby to nie było u nas.
No i jeszcze pisać książki, niekoniecznie mądre, takie o niczym, kto kogo i z kim, a czasami też takie, co mogą dostać jakąś nagrodę "Dziesięć książek nominowanych do Nagrody im. Jerzego Giedroycia" Przy okazji promocja Jurka, nie mylić z tym co kasę trzepie na jeleniach.
Pisanina o-siamtym-i-owamtym od lat stanowi nad Wisłą, trampolinę do kariery akademickiej. Humanistyka i nauki społeczne SĄ potrzebne, nie wolno ich rugować, natomiast należy postępować Z UMIAREM. W Polsce, jak widać, tego umiaru nie ma. A wszystko to, "dzięki" nastawieniu większości społeczeństwa, przy poparciu zdecydowanej większości polityków. Działanie tego wszystkiego przypomina trochę człowieka, który nadużywa cukru i tłuszczów w diecie, jak wiadomo, gdy się przesadzi z cukrem i tłuszczem przy odżywianiu, skutki są z reguły fatalne. Cukrzyca objawia się często m.in. ospałością. NO I TO właśnie mamy w Polsce: intelektualną "cukrzycę", społeczeństwo jest OSPAŁE, jeśli chodzi o rozwój naukowo-techniczny. Ospałe są też TUTAJ, w dużej mierze, elity akademickie i polityczne.
Niektorym pasuje uczyc w kolko to samo i wygodnie brac co miesiac pensje z rzedu 3-4k na konto . Wystarczyloby wprowadzic do nauczania nauk humanistycznych wielu przedmiotow matematycznych, statystyki i innych aby byly bardziej science. Na zachodzie na psychologii maja duzo zajec matematycznych i statystycznych do analizy badan plus przedmiotow medycznych jak funkcjonuje zwlaszcza mozg czloweka. wiele rzeczy da sie zrobic. Nikt nie chce wykorzytstywac tego potencjalu. bo nikt nie chce sie dzielic prawdziwa wiedza, kasa i umiejtnosciami i stanowiskami.
Cyt."Sporej części opłaca się funkcjonować w słabym systemie, nauczyli się naciągać reguły gry, są zadowoleni, nie potrzebują niczego więcej – mówi dr hab. Piotr Sankowski [...]"
A niemały odsetek tej sporej części stanowią amatorzy pisaniny o-siamtym-i-owamtym, uważający że samo napisanie dywagacji o filozofii pana/pani X1 i filozofii pana/pani Y1, czy o myśli politycznej pana/pani X2, albo o prawach człowieka itp. itp. itp. itp. itp., już oznacza, że dana osoba, która napisała tego typu dywagacje, absolutnie powinna mieć etat na uczelni lub w PAN. Jest im dobrze, to im wystarcza. Przeważającej części społeczeństwa wychowanej w niechęci do dziedzin ścisłych, też to wystarcza, więc jesteśmy "w domu". Reszty dopełnia FEUDALNY system, w którym rządzi magnateria akademicka, a parobki do zajęć (magistrzy i doktorzy bez habilitacji), uwijają się, jak mrówki. Przedstawiciele magnaterii (i ewentualnie ich wychowankowie), brylują w mediach, odbierają nagrody i honory itp., reszta natomiast, pracuje w ukryciu, nie są dostrzegani, a szary Iksiński nawet się nie domyśla z reguły, jak to wygląda "od środka".
A nie pomyślał ktoś, że taka właśnie jest intencja rządzących? Nie zapominajmy, że państwa tzw. starej Unii to państwa kolonialne. A co państwa kolonialne robią z tymi, co się dały skolonizować, to tu dokładnie jest opisane: Gastón Nievas, Thomas Piketty (2024), Unequal Exchange and North-South Relations: Evidence from Global Trade Flows and the World Balance of Payments, 1800-2025.
Naukowcy nie powinni myśleć schematycznie i wierzyć wszystkim nawijaczom makaronu na uszy!
Pewnie tak jest. Należy odpowiedzieć na pytanie: co z tym zrobić? "Nie po to ktoś system psuje, żeby kto inny mógł go łatwo naprawić" - Edward Snowden.
Afrykanie i Azjaci wiedzieli jak sobie poradzić z europejskimi kolonizatorami. Nic nie trzeba wymyślać, wystarczy skorzystać z doświadczeń innych.
Dziękuję bardzo za wskazanie ciekawego opracowania! Co do korzystania z doświadczeń innych, tak, tylko żeby zacząć podejmować właściwe decyzje, ci ludzie musieli w swojej większości, wcześniej wiele doświadczyć ;-)
Powraca pytanie: jak bardzo ludzie muszą zbiednieć, żeby zmądrzeć?
Mam takie trzy mysli po przeczytaniu tego wywiadu:
1. Jesli kiedykolwiek panstwu polskiemu przyszloby na mysl wprowadzac zmiany pro-jakosciowe po to, aby polska nauka zaczela sie nieco liczyc na swiecie, to niestety ale glosy tych, ktorym "opłaca się funkcjonować w słabym systemie, nauczyli się naciągać reguły gry, są zadowoleni, nie potrzebują niczego więcej" trzeba bedzie zignorowac. Zapewne byloby z tego powodu bardzo duzo niezadowolenia, poniewaz wydaje sie, ze tych osob moze byc w srodowisku polskim bardzo duzo, ale nie widze tutaj innego wyjscia.
2. Bardzo niepokojacy jest brak zrozumienia, jak dzialaja badania podstawowe, i jak nauka i spoleczenstwo czerpia z tych badan. Ten brak zrozumienia jest bardzo powszechny rowniez w srodowisku naukowym.
3. Komentarze i wypowiedzi profesora Piotra Sankowskiego sa naprawde swietnym punktem startowym do wielu rozmow na temat nauki polskiej i nauki ogolnie. Mozna sie z panem profesorem nie zgadzac (ja na przyklad nie we wszystkim sie tutaj zgadzam), ale wysoki poziom profesjonalizmu i kompetencji sprawia, ze argumenty sa jasne i merytoryczne, i na poziomie, ktory pobudza myslenie i szukanie najlepszych rozwiazan.
"aby polska nauka zaczela sie nieco liczyc na swiecie" - no nie wiem, nauka to nie sport, to nie festiwale filmowe z oskarami, misiami i palmami. Gwiazdorzenie tu nie działa. Działa tylko współpraca i budowanie rzetelnej wiedzy, z której inni (przynajmniej współpracownicy) mogą korzystać i sprawnie tworzyć wartość dodaną.
@Przemo
Dla uproszczenia, zeby nie pisac za wiele, odpowiem tak: chodzilo mi o liczenie sie na swiecie w tej, jak to Pan okreslil, "współpracy i budowaniu rzetelnej wiedzy, z której inni (przynajmniej współpracownicy) mogą korzystać i sprawnie tworzyć wartość dodaną".
Cyt."Bardzo niepokojacy jest brak zrozumienia, jak dzialaja badania podstawowe, i jak nauka i spoleczenstwo czerpia z tych badan. Ten brak zrozumienia jest bardzo powszechny rowniez w srodowisku naukowym."
To jest już od lat. Duży odsetek humanistów, w tym amatorów uprawiania nauki poprzez pisaninę o-siamtym-i-owamtym, bierze się właśnie z tego odsetka społeczeństwa, które czuje alergię podszytą zabobonnym wręcz strachem na widok czegoś, co trąci fizyką, czy matematyką. Ewentualnie tolerują "fajerwerki", czyli coś efektownego o np. promieniowanie Hawkinga, emitowane przez czarną dziurę (a raczej jej otoczenie), która przecież więzi materię i światło, jeśli do niej wpadną, a odkrył je Hawking, sam mający umysł uwięziony w swoim ciele - NO I już jest posmak sensacji. Z kolei Banach, ślęczący nad funkcjonałami i swoimi przestrzeniami (Banacha), też jest ciekawym człowiekiem, bo naukę uprawiał często w kawiarni (Szkockiej), a podczas wojny karmił wszy swoją krwią - i znowu coś sensacyjnego. Oppenheimer, niemal ascetyczny fizyk-humanista o błyskotliwym umyśle, a zarazem ojciec bomby nuklearnej - kolejny "smaczny kąsek". To będzie "kręcić" nawet tych, co mieli "pały" z fizyki lub matematyki w szkole. Natomiast, żmudna i daleka droga do danego odkrycia, którą zna każdy, kto zajmuje się badaniami naukowymi, ODSTRASZYŁABY większość tych niechętnie nastawionych, gdyby im starać się ją nakreślić. Nie będzie ich raczej obchodzić ani to, jak Hawking doszedł do swojego promieniowania (entropia czarnej dziury itp., już pomijając, że duży wkład miał tutaj też i Bekenstein), ani pojęcie funkcjonału i przestrzeni Banacha (tw. o punkcie stałym itd. itd.), ani przybliżenie Borna-Oppenheimera itp. itp. Na to nie są przygotowani nie tylko merytorycznie, ale nawet MENTALNIE. Tacy ludzie po prostu, uważają za godne uwagi raczej tylko to, co daje się wykorzystać, i to w niedługim czasie. Wielu z nich wyśmiewa religię katolicką, uważając ją za rodzaj zabobonu, gdy tymczasem... SAMI mają swoje zabobony.
Zeby moc miec dobre osoby z zacieciem do nauk scislych i technicznych trzeba miec do tego dobrych nauczycieli od podstawowki do szkoly sredniej z multum godzin. To chyba specjalnie zrobione przez politykow ze nauczyciele maja kiepskie pensje - najlepsi odchodza do sektora prywatnego, zniesienie matury z matematyki, plus zapelnianie uczelni studentami aby ukryc bezrobocie wsrod mlodych aby kadra w spadku po prl miala prace. Trzeba oplacac najlepszych nauczycieli i specjalistow do uczenia matematyki i fizyki czy jezykow obcych i programowania. Ja w podstawowce mialem duzo godzin religii wiecej niz fizyki. Nauczyciele od przedmiotow scislych rotowali. Jedni byli dobrzy inni kiepscy wiec co mozna z tego potem wyniesc? Poltycy chca miec glupie spoleczenstwo. Taka jest konkluzja, aby ludzie nie wiedzili jak funkcjonuje system gospodarczy, podatki i jak robiona jest korupcja lub inne sziwndle uzywajac do tego instytucji prawnych. Zeby nie robili biznesow i im konkurencji o to chodzi.
Jak cię widzą tak cię piszą
jak widać na uczelniach dziadostwo
jak nie widać pracy naukowej
jak nie widać naukowców, których trudno zastać
to tak cię piszą i oceniają
bij się w pierś i nie krzycz jeden z drugim, że chcesz więcej na naukę jak cię w pracy nie ma
Jakiż ma głębszy sens ma odnoszenie wydatków na naukę do PKB?
PKB Polski w roku 2005 wynosił 300 mld $, a w roku 2023 800 mld $: https://www.macrotrends.net/global-metrics/countries/pol/poland/gdp-gross-domestic-product
Tymczasem wykres, do którego odnosi się powyższa dyskusja dotyczy spadku o jakieś 10%, a zatem w wartościach bezwzględnych mamy niemal dwukrotny wzrost nakładów na naukę.
Największym problemem Polski jest to, ze te pieniądze nie są umiejętnie wydawane.
Porównanie do branży AI dosyć zabawne, wydaje się, że to prosta reguła, że kto sprzedaje i zarabia, ten może inwestować, a jeśli inwestuje mądrze, jego przychody rosną, zięki czemu może inwestować jeszcze więcej.
Na czym zatem polska nauka zarabia, żeby mogła więcej inwestować?
Kilka przykładów poproszę, być może czegoś istotnego nie dostrzegam?
Jakiż głębszy sens ma odnoszenie wydatków na naukę do wartości nominalnych? W totalnym oderwaniu od inflacji (przecież była nawet 20% jeszcze niedawno) czy do wzrostu pensji w gospodarce? Przecież w tym czasie skumulowana inflacja to jakieś 100%
W nauce polskiej wzrost cen towarów i usług istotnie jest zauważalny. Moim zdaniem dlatego, że sami takich usług nie świadczymy. Nie potrafimy?
Inflację mamy mniej więcej taką jak UE i USA: kurs euro w roku 2005 wynosił 4,17 złotego i po dwudziestu latach trzyma się na bardzo podobnym poziomie. Gdzie tu 100% inflacji?
To, że mniej możemy kupić wynika ze skokowego wzrostu cent towarów w latach pandemii, co teraz jeszcze się może pogorszyć, przez nadmierne wydatki na zbrojenia.
Ten skok cen z lat 21 i 22 dobrze pokazuje indeks cen konsumenta: https://www.macrotrends.net/global-metrics/countries/euu/european-union/inflation-rate-cpi
Jeśli będziemy rozwijać potrzebne nam technologie, zamiast wciąż je importować, będzie taniej, ponieważ często ten sam sprzęt (także usługa) jest dwukrotnie tańszy w USA lub w Niemczech, niż w Polsce, a bywa jeszcze droższy w Bułgarii. Im mniej potrafimy, tym więcej płacimy. Taki tu widzę trend.
Nominalny kurs euro to żaden miernik inflacji. W 2005 średnia płaca wynosiła ok. 2 tys. zł brutto, dziś to już ponad 9 tys. zł. Pensje naukowców i koszty utrzymania laboratoriów rosną najszybciej, a to największa część budżetu. Do tego serwis aparatury czy energia kosztują dziś wielokrotnie więcej niż 20 lat temu. Fakt, że sprzęt bywa tańszy w USA czy Niemczech, nie wynika z „nieumiejętności” Polaków, tylko z siły rynku i skali zamówień. Właśnie dlatego patrzy się na udział wydatków w PKB – bo choć kwotowo rośnie, realnie nauka ma coraz mniej zasobów względem reszty gospodarki.
W Niemczech w tym czasie średnie wynagrodzenie wzrosło od 2900 do 4700. Mediana, aktualnie 4,300, a Chińczycy płacą aktualnie postdokom 8000 euro.
Wysokie ceny sprzętu i usług wynikają z horreddalnego narzutu naszych, polskich pośredników.
Szwajcarzy robią dla nas robotę za 4000 euro, a polski pośrednik bierze drugie 4000 euro za samo wystawienie faktury :-) jesteśmy sprytni?
Wydatki Polski na obronność wydatki EU na obronność i na sztuczną inteligencję wzrosły, ja tu widzę duże możliwości dla naukowców.
@ ~kk
Nie zgodzę si e z taką tezą. Wojna i nadzór to nie są dobre możliwości dla naukowców, choć nieraz z takich możliwości niestety korzystali - początek II wojny światowej dał naukom medycznym w Japonii i w Niemczech ogromne możliwości. Nagrody niektórzy odebrali w Norymberdze. Tak, tylko dla przypomnienia.
Prawdziwi naukowcy powinni umieć stworzyć sobie i podatnikom, którzy płacą za ich badania, zdecydowanie lepsze możliwości.
Dzięki dobrej dyplomacji państwa się bogacą, a wojny żadna ze stron nie wygrywa.
Wygrana wojna, to jedynie taka, której nie trzeba było prowadzić.
Wiele rozwiązań opracowanych dla wojska ma zastosowanie w cywilu.
Przykładów z II wojny światowej i z późniejszych okresów jest dużo.
Obecnie technologia na przykład dronów rozwija się bardzo szybko.
Jak masz swoje i obce drony w powietrzu, to jak rozróżnić swoje od obcych przy zagłuszaniu. Kody rozpoznawcze swoich mogą być przechwytywane przez wroga i obce drony mogą podszywać się pod swoje.. Rozwiązanie da zapewne da zastosowania w cywilu.
Wojna nie jest dobra, ale to w czasie wojny naukowcy mocno pracują nad tym, na która stronę szala się przechyli.
Pewne sensowne możliwości zawsze są, nie rozumiem na przykład braku śmigłowców w ratownictwie górskim, kiedy pomocną dłoń w warunkach pokoju powinna wyciągać armia.
Drony mogą także uczestniczyć w akcjach ratunkowych - np. przy ratowaniu tonących w Bałtyku podczas letnich wakacji, wojsko może wykonywać prace inżynieryjne itp., itd. Chile bardzo dobrze wykorzystuje rozbudowaną od czasów Pinocheta armię w warunkach pokojowych, np. w akcjach ratowniczych. Konstrukcje autonomicznych saperów na kółkach mogą być także konstrukcjami autonomicznych ciągników dla rolnictwa, z systemem fenotypowania roślin i oszczędnego stosowania herbicydów.... Warto też inwestować w szybkie i bardzo sprawne ratownictwo medyczne ... trochę możliwości oczywiście jest.
Jednak wojen należy unikać, porozumień dotrzymywać i w pełni korzystać z każdej opłacalnej wymiany handlowej.
Cyt."Prawdziwi naukowcy powinni umieć stworzyć sobie i podatnikom, którzy płacą za ich badania, zdecydowanie lepsze możliwości. "
Sęk w tym, że ci podatnicy najczęściej NIE DOMYŚLAJĄ SIĘ nawet, jak i na co przeznaczane są ich pieniądze.
To jest kryzys państwa i jego rzekomej demokracji. Powinni wiedzieć.
Wypowiedź Prof. Sankowskiego cyt."Tak, mam poczucie, że jako naukowiec przez lata byłem oszukiwany. Kolejni ministrowie nauki jak mantrę powtarzali frazę o konieczności zwiększenia wydatków na badania i rozwój, ale nie szły za tym żadne realne decyzje. "
No cóż, ta cała debata na temat finansowania badań naukowych i W OGÓLE, na temat funkcjonowania systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, przypomina mi trochę zachowanie się rozmówców ze słynnego skeczu "Awas" ("Kabaret pod Egidą") - próba dogadania się była z definicji skazana na porażkę...
Ci ministrowie powinni ODPOWIEDZIEĆ za swoje działania (LUB ich brak), przed społeczeństwem.
Ba, tylko skąd wziąć to całe społeczeństwo?
Wie Pan, myślę że gdyby społeczeństwo się dowiedziało, JAK i NA CO są wydawane pieniądze podatników przeznaczane na szeroko pojęte badania naukowe i uczelnie w Polsce, to chyba by jednak nie spodobało się to wielu Iksińskim, w tym też takim, którzy nauką nigdy się nie interesowali.
Wspomniane "społeczeństwo" znakomicie wie wszystko to, czego wiedzieć chce. Najwięcej w tematach sportowych.
wybrana kasa jest przepalana lub rozkradna, a prawo dobrze wyglada w ksiazkach i komentarzach i w telewizji dla mniej inteligentnych, oczywiscie wybrani moga to robic, normalny obywatel poszedl by siedziec. od tego trzeba miec dobrych prawnikow
Mamy zatem taką sytuację, że król jest w zasadzie nagi, i co dalej?
Moim zdaniem TYLKO JAWNOŚĆ sposobu dystrybucji i czynionych wydatków.
Szczerze powinien byc organ powolalny z rzeczoznawcy i bieglego rewidenta i prawnika praktyka oraz moze ksiegowej, gdzie beda sprawdzac sprawozdania uczelni i uszkac i drazyc gdzie kasa poszla do jakiego podmiotu po jakiej cenie i jaki byl cel gospodarczy czy naukowy wydatku. i w podejrzanych sprawach zgloszenie do prokuratora. jak prawo nie jest egzekwowane, nic sie nie zmieni. To musi nastapic zmiana pokoleniowa.
Może zacznijmy od zwykłej jawności.