O ile łatwo sobie wyobrazić, że w szerokich konsultacjach polityka większej dostępności grantów (kosztem ich wysokości) może być poważnie dyskutowaną opcją, o tyle w siedzibie NCN takiej szansy nie było – pisze prof. Wojciech Pisula z Instytutu Psychologii PAN, dzieląc się wrażeniami ze zorganizowanego przez agencję spotkania z przedstawicielami środowiska naukowego. Miało ono na celu wymianę opinii i wypracowanie rozwiązań, które pozwoliłyby lepiej odpowiadać na potrzeby badaczy.
Z przyjemnością, a jednocześnie z zaskoczeniem, zareagowałem na zaproszenie do udziału w tym spotkaniu. Z zaskoczeniem, bo pamiętam, że poprzednie tego typu inicjatywy miały raczej charakter celebracji świetności Narodowego Centrum Nauki i wzajemnego upewniania się przez uczestników, że agencja jest wzorem do naśladowania dla reszty świata (a na pewno Polski). Tymczasem ja należę do grona osób, które nie szczędząc pochwał dla NCN, zgłaszają również zastrzeżenia do jego funkcjonowania. Zaproszenie do udziału przyjąłem więc z uznaniem i z satysfakcją z niego skorzystałem.
Jak poinformowano w komunikacie: „W spotkaniu wzięło udział 20 badaczek i badaczy z różnych ośrodków, reprezentujących różne dyscypliny, oraz przedstawiciele Rady NCN i Centrum – koordynatorzy dyscyplin i pracownicy biura”. Niestety, nie udostępniono listy wszystkich uczestników dyskusji, a po adresach mailowych można było zidentyfikować jedynie ową dwudziestkę. W sali zasiadło tymczasem kilkadziesiąt osób, wśród których zaproszeni badacze stanowili wyraźną mniejszość. Piszę o tym dlatego, że był to czynnik mocno wpływający na przebieg całego spotkania. W ramach przygotowania do obrad NCN dostarczyło dokument, stanowiący streszczenie pojawiających się w debacie publicznej i środowiskowej uwag oraz postulatów. Dokument ten stanowił jednocześnie scenariusz spotkania, gdyż z niewielkimi odstępstwami zachowano kolejność omawiania poszczególnych zagadnień.
Sam fakt organizacji debaty oceniam bardzo pozytywnie. To dobrze, że tak ważna dla nauki agencja inwestuje czas i pieniądze w usprawnianie swojej komunikacji. Nie jest z kolei dla mnie jasne, jakie merytoryczne cele przyświecały organizatorom. Jeśli miało to być jedynie rozpoznanie opinii na temat NCN i jego działalności, to uważam, że cel ten mógł być zrealizowany jedynie w bardzo ograniczonym zakresie, co uzasadniam poniżej.
Główny problem, z jakim mierzy się agencja, to zbyt niski poziom jej finansowania, co skutkuje demoralizująco niskim współczynnikiem sukcesu (SR) wniosków grantowych oraz ograniczeniami w funkcjonowaniu samej instytucji. Co do tej kwestii istnieje całkowita zgoda i nikt tego nie kwestionuje. Dlaczego tak niski SR jest demoralizujący? Bo sprawia, że lista zwycięzców konkursów jest bardzo krótka i zaczyna się opierać na powtarzających się nazwiskach badaczy oraz jednostek ich zatrudniających. Stąd tylko mały krok do uznania, że całym procesem rządzi nieliczna grupa skupiona wokół samej agencji. A to z kolei milowy krok do negacji całego systemu i formułowania spiskowych wyjaśnień dotyczących podejmowanych decyzji i przyznawanych grantów.
Różnice w stanowiskach pojawiają się na etapie propozycji, jak sobie radzić z sytuacją permanentnego niedofinansowania. W dokumencie poprzedzającym krakowską dyskusję pojawiały się skrajne propozycje, dające się sprowadzić do dwóch sprzecznych polityk: pierwszej, mającej na celu rozszerzenie dostępności projektów (co skutkować musi większymi ograniczeniami kosztowymi przyznawanych grantów) i drugiej, przeciwnej, celowanej na wzmocnienie silnych jednostek, generujących najlepiej oceniane projekty. O ile łatwo sobie wyobrazić, że w szerokich konsultacjach polityka szerszej dostępności grantów (kosztem ich wysokości) ma szansę być poważnie dyskutowaną opcją, o tyle w siedzibie NCN takiej szansy w ubiegły wtorek nie było. Dominowały bowiem liczebnie i aktywnościowo osoby związane z Centrum oraz wielokrotni beneficjenci dotychczasowej polityki grantowej.
Obie te grupy interesariuszy są żywotnie zainteresowane kontynuowaniem polityki określanej jako „elitarna”. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko: przyznawać granty tak jak do tej pory, tym samym wnioskodawcom co do tej pory, tylko jeszcze bardziej (więcej). Zasłoną dla takiej praktyki ma być opieranie się wyłącznie na kryteriach dotychczas wypracowanych, które szumnie nazywa się „naukową doskonałością”. Pracownicy NCN z natury rzeczy są zainteresowani obsługą mniejszej liczby projektów (za to droższych), realizowanych przez „sprawdzonych” kierowników i ich jednostki. Zaś wielokrotni beneficjenci, którzy biegle opanowali technologię „grantobrania”, również nie widzą powodu do istotnych zmian.
Tymczasem problem jest realny i poważny. Wyobraźmy sobie panel „X” ustalający ostateczną listę projektów przeznaczonych do finansowania, pracujący na bardzo wyselekcjonowanej liście wniosków, co do zasady już wyłącznie bardzo dobrych. Jeśli panel ma podjąć decyzję, czy przyznać piąty projekt UJ, trzeci UW (nazwy i liczby oraz ich kolejność wymyślone, tak aby oddać ducha preferencji obecnych w NCN) lub którejś z tych jednostek nie przyznać i dać szansę innej, dla której będzie to pierwszy taki projekt, to uważam, że temat do dyskusji jest i powinien być poważnie potraktowany. Tymczasem nie jest. Zasada „doskonałości naukowej” staje się narzędziem eliminującym taką dyskusję. Jedna z uczestniczek spotkania opowiedziała historię wniosku, który dwukrotnie był odrzucany, aż projektodawcy poszli po rozum do głowy i zaprosili do współpracy UJ. O dziwo, rezultat okazał się pozytywny. Słysząc tę historię, przedstawiciele NCN zareagowali jedynie lekkim wzruszeniem ramion. Podobnych opowieści krąży sporo i nie można ich lekceważyć.
Przedstawiony przeze mnie postulat, aby umożliwić wnioskodawcom szybką reakcję na otrzymane oceny eksperckie, nie został przyjęty. Podstawowym zadaniem tego rozwiązania miałaby być korekta błędnych w oczywisty sposób ocen ekspertów. Choć w przerwach kawowych otrzymałem sporo pozytywnych sygnałów odnoszących się do przedłożonej propozycji, to na sali plenarnej wygrała postawa „nie da się”. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem, ale też nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że temat ten będę drążył dalej.
Powyższe zachowania i postawy, wyraźnie skrzywione w kierunku utrzymania status quo, stanowić mogą istotną przeszkodę w dalszej ewolucji NCN. Tymczasem problem krótkiej kołdry (głębokie niedofinansowanie) należy potraktować jako trwały i systemowy, twórczo szukając jednocześnie metod adaptacji do tej sytuacji. Odurzające opary samouwielbienia i samozachwytu unoszące się nad wypowiedziami reprezentantów Rady NCN oraz części zaproszonej „dwudziestki” nie mogą stanowić impulsu do zmian.
Na koniec coś optymistycznego. Nie mam przekonania, że dyrekcja NCN w pełni podziela narcystyczny ton przebijający od sporej części uczestników spotkania. Z zachowania dyrektora Krzysztofa Jóźwiaka wnioskuję bardziej, że jakieś zmiany będą. Przyszłość pokaże jakie. Jestem jednak dobrej myśli!
Wojciech Pisula
Co należy zmienić w polskim systemie grantowym, by spełniał on oczekiwania środowiska? A może nic nie zmieniać, zachowując obecne status quo? Zapraszamy do dyskusji – zainteresowanych zabraniem głosu na naszych łamach prosimy o kontakt: karwowski@forumakademickie.pl.
Brak możliwości reakcji wnioskodawcy na recenzje oraz stosowanie metodologii tzw. recenzenta "malkontenta" (por artykuł w FA nr 5/2022, strony 36-38) w moim odczuciu dyskwalifikują system grantowy NCN w zakresie innym niż przyznawanie projektów typu Miniatura.
Oznacza to w moim odczuciu powstanie zjawiska które nazwać można "miniaturyzacją NCN". Nic więc dziwnego, ze instytucja ta otrzymywała miniaturowe dofinansowywanie. Jedynie Miniatury przyznawała w sposób w miarę bezstronny. Uczyniła z Miniatur swój listek figowy. Choć może i tu ktoś z dyskutantów będzie mógł coś dopowiedzieć.
Ja cały czas nie rozumiem argumentacji ad jednostka naukowa, bowiem naukę tworzą ludzie. W wielu miejscach na świecie liczy się kierownik oraz jego dorobek, a przede wszystkim pomysł na badania, a sama jednostka ma zapewnić warunki na realizację. Zaraz pojawi się argumentacja odnośnie braku, czy też dostępu do aparatury, no ale po to prowadzimy badania w zespołach, w tym zespołach międzynarodowych, prawda? To jest dla mnie niezrozumiałe, ale widać, że argumentacja "skąd jesteś ma znaczenie" trzyma się dobrze na świeczniku. Ja osobiście chciałbym, aby granty były szeroko dystrybułowane, i to się da zrobić. Tak dla ustalenia uwagi, Fulbright potrafi to zrobić, nie wszystko trafia do wielkiej dziesiątki.
Chętnie dowiedziałbym się na czym polega technologia grantobrania, bo to jest dla mnie coś nowego.
Co do recenzji, w przypadku grantów Sonata Bis i Maestro są rozmowy kwalifikacyjne, samemu z doświadczenia Sonaty Bis nie widzę jakby ta forma aktywnej obrony działała, u mnie na moje uwagi odnośnie recenzji nie było woli podjęcia dyskusji, tylko przejście do raczej standardowego zestawu pytań (część z tych pytań mocno dziwna). Ogólnie uważam, że autorzy wniosków powinni mieć możliwość zaskarżenia jawnie niestosownych/pozbawionych merytoryki recenzji celem zawieszenia/wykluczenia nieuczciwych recenzentów/ekspertów z następnych edycji konkursowych, bo to jest jedyna szansa na poprawę jakości procesu ewaluacji grantowej.
Dzień dobry,
Czy mogę prosić i kontakt? Czy mogłabym porozmawiać z Panem o rozmowie kwalifikacyjnej z ekspertami NCN?
kasty.mniejszy0j@icloud.com
Jeżeli będziemy mogli porozmawiać to później podam swój e-mail nie ukryty ;)
A może po prostu utrzymać ograniczenia na poziomie kierowania np. maksymalnie dwoma grantami NCN. Jeśli ktoś jest na tyle wybitny, żeby mieć pięć grantów, to niech konkuruje z zagranicznymi naukowcami.
@Łukasz
Ma Pan na myśli 2 granty prowadzone równolegle, czy 2 granty w całej karierze?
Pierwsze ma sens, drugie raczej nie.
Dwa granty jednocześnie. Drugi pomysł jest oczywiście absurdalny. Jeśli ktoś chce więcej i uważa, że jest w stanie to zorganizować, to niech aplikuje np. do ERC i pokaże wybitność pomysłu/grupy badawczej. Bez tego istnieje problem, który jest poruszany w komentarzach, że niektórzy nie są w stanie się "przebić" podczas gdy "sprawdzeni kierownicy", którzy na pewno rozlicza grant co najmniej średnio, dostają kolejne fundusze.
@Łukasz
Absolutnie zgadzam sie co do liczby prowadzonych grantow.
Co do pomyslu z ERC, to trzeba pamietac, ze to nie sa zwyczajne "duze granty". Charakter tych grantow jest jednak nieco inny i niestandardowy. Tak wiec mozna byc swietnym naukowcem, ale zwyczajnie ERC nie dostac, poniewaz ktos nie aplikuje o ten rodzaj grantow, w szczegolnosci (tak jak nie dla kazdego sa granty HFSP).
Zalozenie ERC jest takie, ze jest to dodatek, a nie "zastepstwo" dla grantow, ktore mozna otrzymac w systemie krajowym.
Mnie w systemie granatowym najbardziej ciekawi fakt jak to jest możliwe, że kilka projektów jest sprawozdawane tymi samymi publikacjami. Często tę publikację nie mają nic wspólnego w tematyką projektu x. W regulaminie konkursów widnieje przecież zapis, że konkretne badania planowane w projekcie nie maga być finansowane z innych źródeł. A co mamy na koniec. W publikacji autorzy w jednej publikacji dziękują za 3-4 finansowanie. I co ciekawe projektów finansowanych przez ncn. Czy ktoś mi wyjaśni co tu ma miejsce?
Pomijając przypadki nadużyć, bo się pewnie zdarzają, wskazanie finansowania wyników przez kilka grantów wynikać może z tego, że np. badania rozpoczęto w jednym grancie, kontynuowano w następnym i rezultaty są wynikiem realizacji obu grantów. Albo w czasie realizacji jednego projektu zdobyto środki na dodatkowe badania, nie przewidziane w grancie pierwotnym, ale wpisujące się i uzupełniające odkrycia przedstawiane w publikacji. NCN prosi w raportach o wyjaśnienia takich sytuacji i kierownicy tłumaczą się z tego.
Kolejne granty wygrywają "doświadczeni" kierownicy. To jest przyczyna całego zła. Nie ma najmniejszej szansy na grant osoba, która wcześniej nie była kierownikiem. Jedyny powód niefinansowania projektów na mojej uczelni z mniejszego uniwersytetu to: brak doświadczenia w kierowaniu grantami. Ten sposób działania powoduje, że ciągle granty dostają TE SAME OSOBY. Niektóre mają ich 7-8.
Nikt spoza grona wybranych nie ma szans.
Borykam się z tym osobiście od 5 lat. Doświadczenia przybywa, ale nie "doświadczenia w kierowaniu grantami"...
Mysle, ze brak glebokiego zrozumienia tego, w jakim celu ma dzialac NCN, wynika z faktu, ze cala nauka polska nie ma dobrego dlugofalowego planu rozwoju.
Gdyby taki plan istnial, wpisana bylaby w niego scisle okreslona rola NCN (i innych jednostek finansujacychy nauke). Z tej wlasnie dlugofalowej polityki moznaby wyczytac, czy lepiej rozdawac mniej wiekszych grantow, czy moze wiecej mniejszych. Priorytety bylyby latwiejsze do ogarniecia.
A tak, to - jak zwykle - mamy szarpanke przepychanke.
Osobiscie popieram staly i niski poziom finansowania badan, ktory trafia do naukowcow na zasadzie 'core funding', oraz rownolegly system grantowy, ktory wspiera ambitniejsze projekty, do realizacji ktorych potrzebne jest czasowe zatrudnienie nowych osob. Ale znowu, zeby to mialo sens, budzet nauki musi wzrosnac. Z pustego sie nie naleje.
Słuszny pomysł Jednak system grantowy powinien mieć cechy bezstronności zarówno względem ośrodków w Polsce jak i dziedzin i dyscyplin. Z pewnością NCN stworzylo system który w sposób znaczący mija się z bezstronnością. Lektura FA za ostatnie kilka lat oraz tych komentarzy wyraźnie to pokazuje.
Oceniany powinien mieć możliwość odpowiedzi na zarzuty moderowane przez jednego z recenzentów - np. tego z trzech recenzentów który dał "środkową" ocenę. W ten sposób nie byłoby wiadomo z góry kto rozstrzygałby spór.
Jednak NCN nie chce pozwolić na tak rozumiany obiektywizm i woli ingerować w oceny poprzez sobie tylko znanego tzw. "recenzenta malkontenta" (por. FA 5/2022, s. 36-38).
Ciekawe czy NCN jest w stanie przedstawić dowody, że mniejsza liczba droższych projektów pcha polską naukę bardziej do przodu niż większa liczba mniejszych. Czyli na przykład efektem projektu za 1 mln zł jest więcej bardzo dobrych publikacji niż trzech projektów za 330 tysięcy zł.
1 mln złotych to obecnie tani projekt, przynajmniej w STEM, zwłaszcza w eksperymentalnych. I nie jest to sarkazm, to po prostu tyle kosztuje.
Przy często niskie jakości recenzjach jedynym ratunkiem jest większa dostepnosc grantów ( nawet kosztem ich wysokosci) No chyba że pojawi się możliwość odwołań od ewidentnie nie zetelnych ocen
@czytelnik1
Niektore projekty, aby w ogole mialy sens, wymagaja finansowania na poziomie kilku milionow zlotych. Czasami wiecej. Tak wiec wybor pomiedzy "drogimi" i "tanimi" grantami to de facto wybor pomiedzy ambitnymi i raczej sredniej jakosci projektami.
Najzwyczajniej w swiecie, aby utrzymac wysoki poziom badan w pewnych dziedzinach nauki, trzeba na te badania wydac pewne (czesto dosyc wysokie) sumy pieniedzy. Obecnie nie da sie tego wymogu obejsc.
To o czym Pan pisze to nieco inna sprawa. Nie kwestionuję, że niektóre projekty wymagają wysokich nakładów. Moje pytanie brzmiało: czy te milionowe projekty naprawdę kończą się znaczącymi efektami naukowymi? Uzasadniającymi ich finansowanie? Przewyższającymi wyraźnie efekty kilku mniejszych projektów? Czy NCN sprawdził, że przyjęta polityka się sprawdza? Na początku funkcjonowania NCN była ona inna. Natomiast z czasem NCN poszedł w stronę mniejszej liczby większych projektów. Co ostatecznie doprowadziło, że współczynnik sukcesu spadł poniżej 10%.
@czytelnik1
Wydaje sie, ze aby odpowiedziec na takie pytanie, NCN musialby rownolegle finansowac dwa rozne podejscia do finansowania projektow, i nastepnie za czas jakis porownac rezultaty tych wszystkich grantow. Tak wiec realnie patrzac, byc moze takiej informacji uzyskac sie nie da.
Może nawet bardziej chodzi mi o to by NCN starało się wykazać, że przyjęta polityka jest słuszna. Oczywiście nie da się wprost porównać projektów efektywności projektów sprzed 10 lat z tymi obecnymi. Ale jeśli NCN przyjął, że finansuje coraz droższe projekty (przy mniejszej liczbie zaakceptowanych projektów) to środowisko akademickie chyba słusznie oczekuje, że wykaże, że to droga w dobrym kierunku. Obawiam się bowiem, że jest to ślepy zaułek. Większych pieniędzy na badania nie będzie. Coraz większe projekty spowodują, że wskaźnik sukcesu będzie się stale obniżał.
Przy czym projekt doskonały naukowo to czasem taki, który dostał 92%, a ten niedoskonały naukowo 91%. A zatem mowa o doskonałości naukowej przy tym poziomie finansowania jest chyba nie do końca słuszna.
@czytelnik1
Zgadzam sie z tym, ze takie dane bylyby pomocne. Byc moze nawet mozna do pewnego stopnia pokusic sie o jakies porownania, ktore moglyby stanowic 'proxy' wynikow, o ktore Pan/i wnioskuje. Byc moze osoby zajmujace sie parametryzacja nauki moglby powiazac ze soba konkretne dane by wskazac tutaj na pewne korelacje. Jednak rzetelnych, bezposrednich danych zapewne nie bedzie.
Zas co do "doskonalosci" w nauce, to jest to oczywiscie niekonczaca sie (i zaznaczam: miedzynarodowa) dyskusja na temat tego, co to w ogole znaczy. Jednak w przypadku finansowania z latwoscia mozemy operowac tutaj pojeciem spektrum, a nie zero-jedynkowa ocena tego, co jest lub nie jest doskonale. Spektrum, wyrazone poprzez liste rankingowa, zalatwia tutaj sprawe "doskonalosci".
Myślę, że odpowiedź jest dość oczywista. Wystarczy stwierdzić, ile znakomitych wyników i publikacji powstaje dzięki niskim budżetowo badaniom statutowym.
Tylko nisko budżetowe badania statutowe opierają się na kwotach do 20 tys. Zł na rok, więc przeskok między 330 tys a tym jest ponad 10-krotny.
@Wojciech Pisula
"Znakomite wyniki i publikacje" biora sie czesto z pojedynczej, przypadkowej obserwacji, ale jednak te obserwacje sa dokonywane przez naukowcow, ktorzy dobrze wiedza na co patrzec ("szczescie sprzyja przygotowanym").
Ciaglosc pracy naukowej, transfer wiedzy pomiedzy naukowcami, ktorzy przychodza do i odchodza z konkretnego laboratorium, czy wreszcie mozliwosc prowadzenia badan pilotazowych, sa naprawde bardzo wazne. Dlatego tez, pomiedzy grantami, dobrze jest miec mozliwosc prowadzenia ciaglej pracy, ktora zreszta umozliwia zbieranie wstepnych danych na potrzeby przygotowania kolejnej aplikacji grantowej. Bez tego ciaglego wsparcia finansowego, na niskim poziomie, ale jednak istniejacego, bardzo trudno jest wlaczyc sie w system grantowy lub przygotowac sciezke badan, ktora jest nowa lub niestandardowa.
Na finansowanie nauki nalezy patrzec jak na system, a nie na krotki wycinek czasowy (movie, not a snapshot).
Tak wiec system grantowy - tak, jak najbardziej, ale na gruncie dobrego finansowania statutowego. Takie podejscie zreszta istnieje w wiekszosci krajow europejskich. Aby taki system wprowadzic w Polsce niezbedne jednak byloby podwyzszenie finansowania badan naukowych, poniewaz w nauce polskiej zwyczajnie juz nie ma z czego zabierac....