Aktualności
Sprawy nauki
22 Stycznia
Źródło: archiwum prywatne
Opublikowano: 2025-01-22

Michał Tomza: Paper mills to psucie nauki na poziomie systemowym

Najbardziej smuci mnie fakt, że to sami badacze pozwalają sobie na nieetyczne zachowania. Jak na dłoni widać, że nie wszyscy, którzy mienią się naukowcami, powinni nimi być, a z drugiej strony, tym, którzy pracują uczciwie, oszuści blokują miejsca pracy – mówi w wywiadzie dla FA prof. Michał Tomza z Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Michał Tomza z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego jest jednym z badaczy, którzy nagłaśniają przypadki zaangażowania naukowców w nieuczciwych praktykach publikacyjnych typu paper mills. Jak „papiernicy” szkodzą nauce, gdzie tkwi źródło tej patologii, jakie powinny być sankcje i kto jest odpowiedzialny za wyeliminowanie tego zjawiska – o tym w wywiadzie, który przeprowadził Mariusz Karwowski.

W jaki sposób „papiernicy” szkodzą nauce?

Muszę przyznać, że o ile zdawałem sobie sprawę z istnienia „papierników” w Azji, o tyle nie spodziewałem się, że działają oni również w Polsce. I nie są to pojedyncze osoby, wszystko wskazuje na to, że jest ich więcej. Problem, w mojej ocenie, polega na tym, że zjawisko to patologizuje cały system, ponieważ tego rodzaju zachowania oddziałują również na uczciwych naukowców. Przecież osoby, o których rozmawiamy, zajmują etaty należące się badaczom w rzeczywistości lepszym naukowo od nich.

Ale kto wie, czy nie jeszcze większym zagrożeniem jest to, że „papiernicy” podważają zaufanie do nauki. Część środowiska angażuje się w walkę o lepsze finansowanie nauki w Polsce i przekonuje rząd, że jest to potrzebne i korzystne, a jednocześnie są osoby, które swoimi nieuczciwymi działaniami niweczą te starania. Jeśli ktoś uważa, że polska nauka jest na słabym poziomie i nie warto w nią inwestować, to takie praktyki są gotowymi argumentami na potwierdzenie tych opinii. Tracimy tym samym wiarygodność, bo oczywiście, można się łudzić, że to pojedyncze przypadki, ale trudno założyć, by kierownicy katedr, dziekani, rektorzy nie mieli o tym pojęcia, zwłaszcza jeśli niektórym z nich zdarzało się publikować z „papiernikami”. To psucie nauki na poziomie systemowym. Najbardziej smuci mnie fakt, że to sami badacze pozwalają sobie na nieetyczne zachowania. Jak na dłoni widać, że nie wszyscy, którzy mienią się naukowcami, powinni nimi być, a z drugiej strony, tym, którzy pracują uczciwie, oszuści blokują miejsca pracy.

Mówi pan, że polska nauka jest niedofinansowana, tymczasem stać nas na wydawanie pieniędzy na publikacje i granty dla „papierników”?

Osobiście jestem zszokowany tym, że tego rodzaju patologie finansowane są z IDUB. Przecież to program wyłaniający dziesięć uczelni wzorcowych pod względem doskonałości naukowej. Miał być swego rodzaju testem, jak uczelnie będą gospodarowały przyznanymi im dodatkowymi pieniędzmi. Tymczasem dzieją się rzeczy godne potępienia, które z pewnością nie powinny stanowić żadnego wzorca.

Jak to zmienić? Cóż, jeśli większość naukowców nie będzie chciała zmiany na lepsze, nie będzie dążyć do wyższych standardów etycznych, wyższej jakości i rzetelności badań, to stoimy na przegranej pozycji. Środki finansowe, które są w systemie, z pewnością dałoby się lepiej zagospodarować, ale konieczne jest wprowadzenie i przestrzeganie surowych kryteriów projakościowych, promujących rzetelność badawczą i etyczne zachowania.

Z tym, jak widać, jest duży problem.

„Papiernictwo” normalizuje nieetyczne zachowania. Jeśli osoby na stanowiskach zarządczych w sposób oczywisty biorą udział w tych praktykach, to dlaczego przeciętny naukowiec z dołu drabiny ma odczuwać potrzebę bycia „świętszym” niż jego przełożony? Jest to coś, czego nie można pomijać przy tej sprawie.

Znajduje pan jakieś usprawiedliwienia dla naukowców współuczestniczących w tym procederze?

Zakładam, że część z osób, znajdujących się na liście współautorów publikacji powstałych w ramach „fabryk artykułów”, mogła trafić tam z powodu swojej naiwności lub skrajnego braku znajomości realiów publikowania naukowego. Wyobrażam sobie, że może zdarzyć się sytuacja takiego oderwania od nauki światowej, że ktoś nie jest w stanie zauważyć, że wdepnął w coś tak kompromitującego. Ale to może dotyczyć jedynie szeregowych pracowników, na pewno nie kadry zarządczej. Jeśli ktoś odpowiada za jakość badań na uczelni i nie jest w stanie dostrzec czegoś tak rażącego we własnym otoczeniu, to znaczy, że nie ma kwalifikacji do sprawowania tej funkcji.

Kto zatem, pana zdaniem, ponosi odpowiedzialność za infekowanie całego systemu tego typu „wirusami”?

Dla mnie niezrozumiałe pozostaje, że osoby zatrudniające na uczelni tego badacza nie zauważyły niczego podejrzanego w jego dorobku naukowym, choć już na pierwszy rzut oka wydaje się on co najmniej wątpliwy. Przecież, zgodnie z informacjami o jego osiągnięciach, przewyższa ona pod tym względem najlepszych profesorów z Harvardu. To jest dorobek niezwykle rzadko spotykany w jego wieku, o ile w ogóle możliwy. Przy liczbie publikacji rzędu 180 prac rocznie, trudno znaleźć inne wyjaśnienie poza zwykłym oszustem naukowym. Gdyby to było 20, 30 publikacji, to pewnie dałoby się to jakoś zatuszować, ale prawie dwieście to już jakiś kosmos. Uważam dlatego, że jednak większa odpowiedzialność za pojawienie się tego rodzaju patologii leży jednak po stronie uczelni. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której członek komisji zatrudniającej do mojego projektu zagranicznych aplikantów, przeszedłby obojętnie obok takiego wniosku. To jest tak rażąca anomalia, że mógłby to zrobić jedynie kompletny ignorant. Nawet jeśli taka osoba zatai w swoim CV liczbę publikacji, to standardem na uczelniach jest weryfikacja publikacji w bazach naukowych. Jak więc tego nie zauważono? Dla mnie to niepojęte.

Czy tylko uczelnie zatrudniające nierzetelnych naukowców powinny uderzyć się w pierś? Ci badacze dostają też granty.

Rzeczywiście, zgodnie z zasadami, na etapie konkursu Narodowe Centrum Nauki nie powinno uwzględniać niczego poza tym, co przedstawione we wniosku. Ma to służyć zwłaszcza młodszym naukowcom, by nie stali na straconej pozycji w rywalizacji z doświadczonymi badaczami. Ważnym sprawdzaniem dla NCN-u będzie dokładna analiza sprawy dr. Bilala i jeśli okazałoby się, że jest oszustem, jak najszybsze wstrzymanie grantu. Osoby dopuszczające się takich praktyk, jak „papiernictwo”, nie powinny nadal otrzymywać finansowania swoich „badań”. Osobną kwestią jest jak najszybsze wprowadzenie odpowiednich narzędzi prawnych, by w przyszłości móc zawczasu eliminować kolejne tego typu przypadki. Myślę, że nie tylko ja tego oczekuję.

Gdzie tkwi, pana zdaniem, źródło tej patologii?

W nagradzaniu naukowców punktami. O ile do tej pory byłem jedynie sceptyczny co do listy czasopism i ewaluacji na podstawie punktów, o tyle po ujawnieniu tych przypadków paper mills muszę stwierdzić, że takiej ewaluacji w ogóle nie ma sensu robić. I żadnym usprawiedliwieniem nie jest dla mnie to, że system pozwala czy nawet nagradza tego typu nieetyczne zachowania.

A już w ogóle rozważanie, jak na Politechnice Śląskiej, zatrudnienia tych osób, które dałyby awans w rankingu, nawet jeśli ich postępowanie jest nieetyczne, nie powinno w ogóle mieć miejsca. W mojej ocenie rektor nie powinien wspominać nawet, że rozpatrywano osoby, które w nieetyczny sposób dopracowały się tak wysokich pozycji w rankingach.

Co motywuje naukowców do pójścia nieuczciwą ścieżką?

Na pewno nie ewaluacja, w niej maksymalnie ocenia się cztery artykuły, więc przeszło sto wydaje się przesadnym wypełnieniem wymogów. Wydaje mi się, że bardziej istotne są kryteria programu IDUB, w ramach których jest mowa o zwiększeniu liczby publikacji i cytowań.

Ale moja teoria jest taka, że patologie, o których rozmawiamy, są pokłosiem zachłanności polskich naukowców, którzy decydują się na współpracę z „papiernikami”. Mechanizm polega na tym, że zatrudnia się jednego czy drugiego „młynarza”, a szef katedry czy inny kierownik zyskuje dzięki temu współautorstwo kilkudziesięciu artykułów, które w dodatku są dobrze cytowane. Publikując nagle 20 artykułów w jednym roku, zyskuje na tym finansowo, bo w zasięgu ręki jest np. nagroda rektora.

Jak to jest w pana dziedzinie? Niejednokrotnie, przywołując fizyków, zwraca się uwagę na wieloautorskie publikacje tworzone przez tysiące autorów. To w ogóle możliwe?

Tak, jest to możliwe, ale tylko w przypadku wielkich  eksperymentów, jak np. CERN. Tam statystyki mogą wyglądać jak z kosmosu. Zbudowanie LHC kosztowało 12 miliardów euro, pracowało przy tym parę tysięcy osób i zasadą jest, że wymienia się wszystkich, którzy mieli wkład w kluczowe elementy realizacji doświadczenia.

Sięgnę także po bliższy mi przykład. Byłem na postdoku u prof. Macieja Lewensteina w Institut de Ciències Fotòniques (ICFO). On publikuje około 30–40 artykułów rocznie i we wszystkich ma zauważalny wkład merytoryczny. Nie waham się określić go mianem geniusza. To jedna z bardzo niewielu genialnych osób, w dosłownym znaczeniu tego słowa, które napotkałem na mojej naukowej drodze. Przy czym w fizyce to są sytuacje wyjątkowe. Kto byłby w stanie być autorem 50 publikacji rocznie? Na ile realnie można mieć wkład do jednej publikacji tygodniowo?

Według mnie ten problem jest bardziej zauważalny w naukach medycznych. Przy współautorstwie około stu artykułów rocznie, trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś był w stanie mieć merytoryczny wkład do nich wszystkich. Dwa artykuły tygodniowo, zważywszy także inne obowiązki, to jest mocno nierealistyczne.

Czy zgadza się pan ze zdaniem prof. Marka Pawełczyka, rektora Politechniki Śląskiej, według którego żadna uczelnia nie jest w stanie samodzielnie wykrywać wszystkich potencjalnych nieprawidłowości w odniesieniu do publikacji, np. w kontekście autorstwa lub cytowań, i dokonywać rozstrzygnięć, nie krzywdząc przy tym pochopnie osób, które rzetelnie budują swój dorobek?

Zgadzam się co do tego, że jeśli pracownik uczelni nagle zacznie prowadzić taką działalność, to może chwilę zająć, nim się to wytropi. Tym niemniej, publikowanie stu artykułów rocznie musi być widoczne w systemie, uczelnie zbierają przecież informacje o publikacjach i tego nie da się nijak wytłumaczyć. Dołączenie do takich karteli publikacyjnych nie powinno przejść niezauważone, zwłaszcza na poziomie zakładów, instytutów, wydziałów. Każdy z tych podejrzanych pracowników jest członkiem jakiejś katedry, zakładu, instytutu, więc trudno uwierzyć, że działalność tych osób jest kompletnie nikomu nieznana. Po prostu przymyka się na nią oko, jeśli działa to na korzyść jednostki.

„Fabryki artykułów” zarabiają na nieetycznych zachowaniach badaczy, ale ich działalność zazwyczaj jest legalna. Czy może to być problemem w eliminowaniu tego zjawiska? 

Praktyka działania w „fabrykach artykułów” może być różnego rodzaju. W przypadku plagiatów czy fałszowania danych, jest to wprost nieetyczne i niezgodne z prawem. Można zwolnić kogoś z uczelni, kto nie przestrzega zasad rzetelności naukowej. Tego typu artykuły są w większości retraktowane. W mojej ocenie, jeśli ktoś ma swoim dorobku kilka lub kilkanaście retrakcji, to powinno być to dla uczelni już nie pomarańczowe, ale czerwone światło. Oczywiście, zdarzają się błędy w publikacjach naukowych, nawet sami autorzy wycofują artykuł, ale jeśli ktoś nie jest w stanie wykazać, dlaczego użył błędnych lub splagiatowanych wykresów, zmanipulowanych danych, a jednocześnie nie zgadza się na wycofanie artykułu, to jest oczywiste, że mamy do czynienia z nadużyciem.

Następny poziom nieuczciwych praktyk to sytuacja, gdy mamy do czynienia z artykułami o być może słabej jakości, choć w miarę poprawnymi, ale będącymi przedmiotem handlu autorstwami, akceptacjami w dobrych czasopismach. Badacz z Politechniki Gdańskiej miał w swoim dorobku wiele publikacji w tytułach, które nie należą może do naukowego topu, ale są w miarę szanowane, mają całkiem dobre współczynniki.

I w końcu praktyki polegające na byciu współautorem wszystkiego jak leci, często w efekcie nadużycia pozycji władzy. Niektórzy mają dobrą pozycję naukową lub kierownicze stanowisko i są przez to atrakcyjnym kąskiem dla oszustów, bo to ich uwiarygodnia. Wszystkie wspomniane przeze mnie poziomy są nieetyczne, ale ten ostatni, powiedzmy szczerze, ma dużą akceptację części środowiska.

Czy zwrot pieniędzy za takie publikacje czy granty powinien być jedyną sankcją?

Pamiętajmy, że cofnięcie pieniędzy i tak nie obciąża kierownika grantu. I tak to uczelnia będzie musiała je zwrócić, co też może być dobrą nauczką na przyszłość. Byłbym za tym, żeby weryfikować przyznane stopnie czy tytuły naukowe, jeśli publikacje powstałe w ramach nieetycznej współpracy, były wskazywane do dorobku. Jaki mechanizm, który by zniechęcał, zastosować? Dzisiaj znaczną karą dla uczelni jest posiadanie naukowców, którzy nic nie publikują, nie mają żadnej publikacji w ciągu 4 lat. To tzw. N0. Może więc wszystkie retraktowane prace dodawałyby obowiązkowe ujemne punkty do tej sumy? Skoro zachęcamy naukowców do publikowania, to – jeśli pojawią się retrakcje – powinna być punktowa kara, adekwatna do wartości najlepszych artykułów, tak żeby oszuści zastanowili się dwa razy, czy im się będzie opłacać takie działanie. Poza tym uważam, że nie wystarczy jedynie weryfikacja tych osób, które zostały zatrudnione, niezbędna jest weryfikacja całej procedury konkursowej. Przecież na Politechnice Gdańskiej była jakaś komisja konkursowa. Czy naprawdę jej członkowie nie byli świadomi, że mają do czynienia z potencjalnym oszustem?

Kto powinien wyleczyć tę patologię? Ministerstwo, agencje przyznające granty, uczelnie, rektorzy?

Agencje grantowe, takie jak NCN, powinny posiadać w ramach swoich procedur mechanizm, który pozwalałby im nie przyznawać oszustom kolejnych grantów. W rolę ministerstwa w zapobieżeniu tego typu praktykom jakoś nie wierzę. Uważam, że to powinien być oddolny ruch naukowców, aby od siebie samych oraz włodarzy swoich jednostek oczekiwać przestrzegania jak najwyższych standardów. Sam zdecydowałem się nagłaśniać tego typu nieetyczne przypadki, choć wszyscy przez nie tracimy. Przemilczanie tego zjawiska nie rozwiąże problemu. Moim zdaniem, wyciągniecie tego na światło dzienne, pokazanie, że to się dzieje, jest pierwszym krokiem do oczyszczenia społeczności akademickiej z tych nadużyć. Może skłoni to część osób do zastanowienia się nad swoimi działaniami.

Co do NCN, pamiętajmy, że jakość recenzentów w dużym stopniu zależy od składu poszczególnych paneli, więc niestety to jest trochę tak, że jeśli ogólna kondycja polskich naukowców nie jest najlepsza, to przekłada się to na jakość Rady NCN, a to ona ma stworzyć narzędzia do naprawy tej sytuacji w samej agencji.

Zapytam jeszcze raz: kto ma być odpowiedzialny za proces eliminacji „papierników” z polskiego systemu?

Wszystkie instancje powinny za to wziąć odpowiedzialność. Ministerstwo musi wnikliwie przeanalizować proces ewaluacji, bo to ona narzuca pewnego rodzaju oczekiwania wobec uczelni, którym rektorzy w taki czy inny sposób próbują sprostać. Poważnie zastanowiłbym się, czy w ramach konkursu IDUB, którego druga edycja już niebawem się rozpocznie, nie wprowadzić możliwości wyeliminowania uczelni za stwierdzenie wykorzystania środków do nieetycznych praktyk. Środki z IDUB pozwoliły w niektórych uczelniach poprawić dynamikę działania instytutów, zatrudnić dobrych badaczy, stworzyć lepsze warunki do prowadzenia badań, ale są też przypadki, gdy zostały wydane bezcelowo.

Idźmy dalej, NCN, oprócz zadbania o jakościową selekcję naukowców do oceny wniosków, musi wypracować mechanizmy, które pozwolą jak najszybciej reagować na przypadki osób, co do których są wątpliwości. Oczywiście, trzeba to robić z rozwagą, żeby nie wylać dziecka z kąpielą, ale być może powinno się zwrócić większą uwagę na badaczy z kilkoma retrakcjami w określonym czasie. Odpowiednia komisja w NCN musi być w stanie to ocenić. Pytanie, czy będzie miała odwagę na takie radykalne działanie.

No i jeszcze uczelnie. W mojej ocenie, jeśli naukowcy publikujący z podejrzanymi osobami z Azji, otrzymują nagrody rektora i są hołubieni, to wyeliminowanie ich z systemu będzie bardzo trudne. Wszyscy musimy zatem zwiększyć uważność na przestrzeganie zasad etycznych i nie zgadzać się na nagradzanie działań nieuczciwych wobec pozostałych naukowców.

Nasza autorka, Jolanta Szczepaniak, pokusiła się o stwierdzenie, że artykuły będące produktem fabryki stanowią większe zagrożenie dla nauki niż drapieżni wydawcy z tysiącami drapieżnych czasopism. Przychyliłby się pan do takiej tezy?

To są dwa duże problemy w polskiej nauce. Większość naukowców, która publikuje w MDPI, nie robi tego raczej z powodu nieetycznych zamiarów. Po prostu wydział oczekuje od nich opublikowania jak najszybciej czterech artykułów za jak największą liczbę punktów i oni to robią. Z punktu widzenia naszej obecności na międzynarodowej arenie, MDPI może jednak wydawać się kłopotem, bo wrzuca nas do naukowej trzeciej ligi. Na Zachodzie mało kogo obchodzą polscy „papiernicy”, za to widzą, gdzie publikujemy. Problem paper mills byłby więc teoretycznie drugorzędny, gdyby jednak nie zaangażowane w niego osób zarządzających nauką – rektorów, dziekanów. To pokazuje, że mamy bardzo poważny problem z ich kompetencjami i wewnętrznym kodeksem etycznym.

Rozmawiał Mariusz Karwowski

Dyskusja (112 komentarzy)
  • ~Małgorzata R. 28.02.2025 05:35

    https://pubpeer.com/publications/010524E5839020ED31D01D6AD43102

    Czyżby pubpeer potwierdził nieetyczne praktyki profesora Tomzy? Czy w świetle dowodów to nie jest to co profesor zarzucał innym? To może o tych praktykach napisze Leonid Schneider, czy nadal profesor Tomza będzie twitowal tak namiętnie informacje o sobie i swoich praktykach publikacyjnych? Wstyd

  • ~Ryba 15.02.2025 10:18

    Lansik lansik, twitterowanie bo może załapie się do ministerstwa do jakieś komisji. Natomiast nie zmienia to że tekst nic nie wnosi i pokazuje że autor ma kompleksy.

  • ~hydraulik 27.01.2025 19:35

    Proszę o wybaczenie, od kilku dni obserwuję dyskusje dotyczące nieprawidłowości w świecie nauki polskiej i zauważyłem, że na forum zabierają głos dwa rodzaje przeciwników: usadowieni – czerpiący korzyści z obecnego systemu i chcący się usadowić. Brakuje mi tych, którzy chcą usprawnić system. Propozycje wymiany jednych sprawiedliwych na innych jest … Nie ma woli naprawy a geneza zaistniałej sytuacji jest znacznie głębsza i odległa w czasie i dotyczy nauki w ogóle a nie tylko szkolnictwa wyższego.

  • ~Janusz 27.01.2025 11:17

    Ha Ha Ha. "Prof. Dietl opowiedział też o głównych kierunkach działań Rady NCN w nadchodzących latach. Wskazał trzy najważniejsze priorytety: rzetelność, krzewienie doskonałości naukowej i deregulacja." Może niech Prof. Dietl zacznie od wyjaśnienia sprawy grantów dla papierników. Choć byłoby lepiej, aby cała obecna Rada NCN została zdymisjonowana – bez wątpienia poprawiłoby to jakość działania tej instytucji.

  • ~Janusz 25.01.2025 16:03

    Tak podsumowując:
    Najlepszym mechanizmem poprawy jakości byłoby zapewnienie, że osoby zajmujące decyzyjne stanowiska, w instytucjach lub grupach badawczych, których dochodziło do patologii, były po prostu dymisjonowane. Co więcej, osoby te nie powinny w przyszłości obejmować innych decyzyjnych funkcji w nauce. Taki system w dużej mierze rozwiązałby problem.Uniknięt by zatrudniania osób o wątpliwych „kompetencjach” – delikatnie mówiąc – w jednostkach badawczych, a także zaprzestano by przyznawania grantów i nagród takim osobom -których zachowanie (a tego typu zachowanie jest w mojej ocenie czymś najgorszym w nauce) podważa wiarygodność polskiej nauki oraz godzi w uczciwie pracujących naukowców. Ten niewielki odsetek artykułów pochodzących z tzw. „fabryk” czy retrakcji wynikających z fałszowania danych wyrządza ogromne szkody.

    Nie rozumiem, dlaczego środowisko naukowe domagało się dymisji ministra Wieczorka, a jednocześnie brak podobnych głosów w kolegów 'naukowców' ..... Jeszcze bardziej niezrozumiałe jest, jak osoba zamieszana w taki proceder może nadal pełnić funkcję dziekana lub rektora. To samo dotyczy kierowników zespołów badawczych oraz osób zarządzających jednostkami finansującymi badania. Dobrym rozwiązaniem mogłaby być również dymisja dyrektora NCN oraz członków Rady NCN. Zastanawia również brak pytań skierowanych do byłych zwierzchników tych instytucji i ich rad naukowych, komisji rekrutacyjny.....

    • ~Profesor z Warszawy 26.01.2025 01:49

      Pełna racja Panie Januszu! Dlatego trzeba nagłaśniać, piętnować i naciskać na dymisje odpowiedzialnych osób!

    • ~X 25.01.2025 20:57

      Zbyt wielu ludzi u władzy dobrze się urządziło w systemie. Jeżeli jednostka lub uczelnia dobrze spełnia wymogi ministerstwa to mało kto przejmuje się takimi mało ustotnymi rzeczami jakością nauki czy etandardami etycznymi. Rektor nie ma odwagi krytykować ministra (nawet w dobrej wierze) itd.

  • ~Wojciech Pisula 25.01.2025 08:46

    Problemem jest system ewaluacji, premiujący patologię.

    1. Np. opłaca się nawiązać "współpracę" z licznymi ośrodkami i być przyklejonym do licznych prac o rozmaitej tematyce. I praca punktowana za 200pkt! jest jedna, ale wykazanych punktów w systemie kilkaset (bo kilka instytucji wykazuje).

    2. Opłaca się dzielić materiał wedle jawnie patologicznej zasady "salami slicing", bo system nagradza liczbę publikacji a nie ich treść.

    Można wskazac wiele innych patologii. Ludzie odpowiadają na wymagania systemu. Jednostki etycznie słabsze ulegają przekonaniu, że skoro system za coś nagradza, to to właśnie jest właściwe. I tyle w temacie.

  • ~xxx 24.01.2025 13:38

    Ja bym proponował zainteresować się tym Panem: Balal Yousaf (https://scholar.google.com/citations?hl=en&user=K2rfau4AAAAJ&view_op=list_works&sortby=pubdate), zatrudnionym na Politechnice Śląskiej. Bardzo dużo prac współautorskich, a wątpię żeby na PŚ było aż tylu obcokrajowców do współpracy. Niesamowity przyrost prac i cytowań od 2018 roku, w którym chyba zrobił doktorat. Na pewno na tej współpracy skorzysta Pan prof. Krzysztof Pikoń szef katedry w której zatrudniony jest Pan Yousaf. Pan Profesor Pikoń do 2023 roku należał raczej do słabo aktywnych naukowców, ale już od 2024 roku dostał pakistańskiego natchnienia i z publikowania kilku prac, w słabych czasopismach co roku, wskoczył na poziom prawdziwego naukowca z solidnymi publikacjami w b. dobrych czasopismach . Chciałbym również podkreślić, że Pan Yousaf jest kierownikiem dwóch grantów NCN. To są konsekwencje dobierania ekspertów międzynarodowych. Ekspertami godzą się być bardzo słabi naukowcy, wielokrotnie miernoty naukowe (aby tylko był z zagranicy) i to obniża ocenę. Jeżeli nie jesteście w stanie znaleźć solidnych naukowców za granicć wróćcie do ekspertów z Polski, a nie na siłę szukacie byle kogo, gdy tutaj macie mocnych kandydatów.

    • ~Janusz 24.01.2025 17:49

      AD. „To są konsekwencje dobierania ekspertów międzynarodowych.”
      Z tego artykułu wynika, że to nie zagraniczni eksperci (których doskonałość naukową ciągle podkreślano), ale polscy naukowcy, których rada NCN jest odbiciem, ponoszą odpowiedzialność.

      Może Pan Tomza przeanalizuje wyniki grantów/konkursu, spojrzy na publikacje w PubPeer, retractiony oraz czasopisma MDPI – być może jego świadomość wzrośnie, bo na razie z jego tekstu wynika zwykła ignorancja.
      Od osoby, która aspiruje do bycia reformatorem nauki w Polsce, oczekiwałbym większej wiedzy o problemach – no chyba że - there is no elephant in the room.

      • ~wrgeqw 25.01.2025 12:52

        Czyli w Polsce mlodzi ludzie nie pchaja sie na doktoraty bo wiedza ze to jest budzetowka i to pachnie patologia na kilometr, jak maja medyczny/techniczny background to wola zrobic phd w krajach zachodnich na normalnych warunkach aby wyrobic sobie renome, zlapac kontakty i pojsc pracowac do biznesu/przemyslu? Kolejna kwestia to Polacy wynalezli sobie hindusow/pakistanczykow aby wykorzystac ich zdolnosci anglojezyczne i dorobki na grantach/doktorach aby podbic swoja cytowalnosc w kosmos i kariere zeby potem dostac na podstawie dorobkow papiernikow z krajow trzeciego swiata dotacje milionowe?
        Jesli tak to na kilometr smierdzi kryminalem i wyludzaniem publicznych pieniedzy? Czyli nic sie nie zmieni, sprawe zwinie sie pod dywan, udaje sie ze nic nie stalo. Przy tym jak publiczne organy poza skarbowka (musza gnebic ludzi bo ktos musi utrzymwac instytucje rzadowe) nic nie wiedza, nie sprawdzaja i nie kontroluja w tym sadach i prokuraturze (one specjalnie nie dzialaja aby politycy mogli krasc i robic przewalki na piramidy finansowe, w sumie jeden adwokat mowil mi ze mozna sobie kupic wyrok sadowy jak ktos ma kase jesli dotrze do prawnika ktory zna to srodowisko do zaufanej osoby) nic sie nie zmieni. Bedzie dalej bezprawie i coraz gorzej dla zwyklych jednostek spoza systemu, ktore sa uczciwe. I tak miernoty ktore nabily sobie punkty granty kase dostana stawnowiska i tytuly i zaden wlos im z glowy nie spdanie ? nikt z niczego nie rozliczy? Ci co uczciwie pracowali publikowali beda sie odbijac o sciane za glodowe pensje? System stworzony dla wyrachowanych cwaniakow. Bo rzadko sie zdarza ze ktos z zagranicy chce wspolpracowac z Polakami ktorzy mieli kariery w czasach w PRL, brak znajomosci jezykow obcych, wspolczesnych odkryc nauki, brak przede wszystkim praktycznego doswiadczenia zawodowego w danej dziedzinie, teoretycy.

        • ~KB 25.01.2025 14:28

          Polacy nie wynaleźli sobie Hindusów do grantów. Nie ma ludzi na studiach techniczny, więc nie ma kogo na ten doktorat zrekrutować. Jakaś ilość osób z zagranicy od lat się zgłaszała do otwartych konkursów, a że trzeba kogoś do projektu zatrudnić to się wybiera z tej puli, która jest.

  • ~Valdie 24.01.2025 00:20

    Drodzy moi Przyjaciele. Nikt tu się nie zastanawia nad tym, że wprowadzony system sam w sobie, rodzi te wszystkie patologie. One są generowane chorymi zasadami (mierzenia/ważenia/uznawania/nieuznawania)... Biorąc "na oko" - to 80, a może nawet 90% tych publikacji - tylko "zaśmieca planetę" (+/- 5%). Patologia rodzi patologię. Od czasów Pani Barbary Kudryckiej mamy festiwal udziwnień...

    Istniejemy, działamy, wartościujemy na realnym poziomie inteligencji. Nie obawiajmy się jej używać. Chyba nikt nam wolności badań, słowa, przekonań - jeszcze nie zabronił. Jest coś takiego jak etyka - i niech zwycięża!!!

    Na "Forum Akademickim" jesteśmy. "Czystych naukowców" - mamy w Polsce co kot napłakał. Pracownicy naukowo - dydaktyczni to może jest nas 20%??? 30%??? Reszta to dydaktycy. Taka jest prawda. Trzeba mądrze inwestować w dydaktykę - to za np. 15 lat pojawi się szansa na naukę wyższych lotów (z publikacjami itd.). Nie wiem czy "ekonomia" temu podoła jednak, gdy profesor belwederski - ledwo średnią krajową zarabia... O drobniejszym płazie nie wspominając.

    • ~X 24.01.2025 10:41

      " Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pisząc: "Analizując projekt rozporządzenia w szerszym kontekście ewaluacji działalności naukowej w Polsce Rada Główna zwraca uwagę, że stworzenie listy wydawnictw i czasopism która byłaby powszechnie akceptowana w środowisku naukowym, jest w praktyce nieosiągalne".

      Z gazety prawnej - jednak niektóre gremia mają rozsądne przemyślenia. Może jednak jest nadzieja. :)

      • ~jancio 26.01.2025 11:50

        OK. Ale co w zamian? Umiejętność wyciągania kasy z NCN i innych instytucji finansujących (kryterium II), czy subiektywna "ocena ekspercka" wpływu (kryterium III).

        • ~X 26.01.2025 13:53

          I w ogóle dlaczego "w zamian"? Ktoś nam wmówił że coś niemożliwe do dobrego i sprawiedliwego wykonania jest konieczne. Czy musimy zgadzać się w ogóle na taki rodzaj myślenia?

        • ~X 26.01.2025 12:22

          Lisra A i B bez punktów. Wyznaczenie minimalnych wymagań znamych z góry, szxzegóły do ustalenia oczyeiście Nie potrzeba liczenia punktów i tak szxzegółowrj ewaluacji. Bezsensowna biurokracja (na uczelniach specjane jednostki, pracownicy, wymusza ie pisania bezsensownych opisów do 3 kryterium), która niczemu nie służy tylko generuje patologie. I tak kolejni ministrowie rozdają uznaniowo ogromne pieniądze więc argument, że służy to ustalaniu subwencji też nie jest dobry. Dla mnie samo ograniczenie biurokracji jest argumentem. Minimalistyczne sprawdzenie jakości przez znane z góry, bezwględne i nie podlegające manipulacji progi np. 70% publikacji w jednostce z listy A (niepuntowanych!) to kategoria B+ itd. Albo cokolwiek prostszego niż jest i tak aby uczelnie nie mogły kombinować.

          • ~X 26.01.2025 12:23

            Przepraszam za błedy, na szybko z komórki pisane.

    • ~X 24.01.2025 10:08

      Oczywiście, że wielu się zastanawia ale prawdopodobnie ministerstwo słucha się kilku osób z Warszawy i Krakowa, kórym jest dobrze tak jak jest. Opinia demokratyczniej większości (nawet jeżeli zawęzić ją do pracowników "samodzielnych" z jakimkolwiek dorobkiem widocznym w Scopusie nieskażonym MDPI i Frontiersami) jest bez znaczenia. Nawet wśrób pracowników uczelni nie ma zgody jak powinien system wyglądać ale można by zrobić refendum w czasach internetu. Sekretarz stanu publikuje w MDPI, niejeden Rektor też, to czego możemy się spodziewać, niczego rozsądnego. Wielu patrzy jak wykorzystać system a nie jak go zmienić, też środowisko nie jest bez winy. Trudno mieć nadzieję na spokój i normalizację. Nowy minister też jeszcze chyba nie zechciał się wypowiedzieć na ważne dla nas tematy.

      • ~prof. dr hab. ZS. 24.01.2025 17:45

        Zgadzam się z Pana diagnozą, ale z jednym wyjątkiem; słuchać kogoś lub coś, a nie "słuchać się"
        Nie wypada, wszak to forum akademickie.

        • ~X 24.01.2025 19:05

          https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Czy-poprawne-jest-wyrazenie-sluchac-sie-kogos;23.html

      • ~baza 24.01.2025 10:59

        Prosze nie szczuc na MDPI i Frontiers, nie ustepuja w niczym Elsevierowi czy Wiley. To wszystko tak samo niska polka. Podatnosc naukowcow na tani pr/propagande duzo mowi o stanie nauki.

        • ~prof. dr hab. ZS. 24.01.2025 17:47

          Proszę stosować znaki diakrytyczne, lepiej się czyta.

        • ~xxx 24.01.2025 13:42

          MDPI to dno, które niszczy naukę polską oraz światową. Nikt tego śmiecia nie czyta co tam jest opublikowane, bo szkoda na to czasu. A tak na marginesie, Pan dyrektor NCN, też jest bardzo aktywny w publikowaniu w MDPI, więc czego oczekiwać. To nie jest głupi gość i nie strzeli sobie w kolano. Pomijam już fakt, że nigdy nie był kierownikiem projektu NCN, więc o czym my mówimy.

          • ~Dydaktyk 01.02.2025 21:20

            Który dyrektor bo zdaje się że jest ich 2? Jeden siedzi w Lublinie a drugi z Krakowa od x lat w Ncn… publikują obaj. Czy w Ncn są jakieś laboratoria?

          • ~Alek Rachwald 30.01.2025 13:16

            Nie zgadzam się. MDPI, podobnie jak inne wielkie domy wydawnicze, wydaje dużą liczbę tytułów czasopism o znacznym rozrzucie jakości. Niemal każdy naukowiec jest w stanie wskazać pośród czasopism MDPI takie, które są do wszystkiego czyli do niczego, oraz pewną (mniejszą) liczbę ściśle specjalistycznych, które mają niezłą renomę i są czytane. Również procedury recenzowania przebiegają tam niejednakowo. Tak, średni poziom publikacji w MDPI należy do tych niższych, ale z kolei poziom publikacji i recenzowania w czasopismach np. Elseviera wyraźnie się obniża. I tak będzie nadal, dopóki będzie się promować i premiować publikowanie jako takie, zamiast publikowania wyłącznie z sensem.
            A jaka jest rzeczywista przewaga MDPI nad Springerem i Elsevierem, czyli największymi konkurentami? Są dwie: symboliczne, ale istniejące premiowanie recenzentów oraz niespotykana gdzie indziej sprawność procedury. Konkrety? W ubiegłym roku wysłaliśmy manuskrypt do jednego z czasopism wydawanego przez Springer Nature. Jeszcze się nie ukazała, ale ja nie o tym. Otóż nasza praca pół roku czekała nie na recenzje, skądże, ona tyle czekała na samo przesłanie do recenzji...

          • ~jancio 26.01.2025 11:58

            Od wydawców typu MDPI czy Frontiers nie ma już odwrotu. Dotychczasowi nie są w stanie przerobić ogromnego napływu manuskryptów. Zwłaszcza zalewu chińskich prac. A wszędzie obowiązuje zasada "Publikuj albo giń". Nie sądzę by szybko zniknęła. MDPI jest i będzie jednym z kanałów publikacyjnych. Dopóki czasopismo ma IF, ludzie będą tam publikować. Inną kwestią jest to ile poszczególne czasopisma MDPI mają punktów w naszej ewaluacji. Ale także wśród polskich jest w dalszym ciągu sporo dziwacznych kwiatków za 100 pkt.

        • ~X 24.01.2025 11:18

          Wielu znana jest "jakość" recenzji w MDPI, osobiście lub z pierwszej ręki. Jeżeli ma się dobrą pracę można opublikować w uznanym czasopiśmie, jak komuś się jednak nie udaje, zaczyna mówić ż MDPI też dobre. Zwykle tak to wygląda z mojego doświadczenia. Tylko cena open access może skusić ale nie mydlmy oczu jakością.

          Oczywiście Elsevier jest zachłanny co krtytuję ale jakość konkretnych czaspism to inna sprawa (jak patrzę na editorial boad a nie wydawcę).

          Gdyby jakieś dziwne twory typu Energies miały 40 lub 70 punktów a nie 140 nikt by nie krytykował ale jakieś układy zdecydowały inaczej.

          • ~komentator 27.01.2025 11:09

            Tak się składa, że nie tak dawno opublikowałem pracę (razem z Kolegą), w jednym z czasopism MDPI. Mimo, że nie jest punktowane w Polsce zbyt wysoko, wymagania mieli bardzo wysokie. Kazali ulepszać manuskrypt, udoskonalić angielszczyznę itd. itd. Ciągle byli "nienasyceni". Ludzie, którzy tam są, mają "w poważaniu" punkty Ministerstwa Nauki Najjaśniejszej Rzeczypospolitej (o ile w ogóle o nich wiedzą).
            Zatem, lepiej powstrzymać się od "szufladkowania".

            • ~X 27.01.2025 11:24

              Czasopisma są i tak szufladkowane, oficjalnie lub nie, wiemy że pewne są lepsze a pewne gorsze. Dbanie o jakość jest szufladkowaniem.

            • ~X 27.01.2025 11:22

              Możliwe że z czasem pewne czasopisma MDPI przebiją się do pierwszej ligi ale potrzeba czasu, na razie to jest druga liga dla tych którym nie udało się w czasopismach o ustalonej renomie.

              O punkty wszystko u nas się rozbija, bo w np. W mojej uczelni prorektor zwariował na punkcie punktów. Gdyby punktacja MDPI nie była przeszacowana nikt by na nich nie narzekał, pewnie układy niektórych spowodowały ich przeszacowanie.

          • ~jancio 26.01.2025 12:12

            Niestety problem jakości recenzji dotyka też Elsevier-a i innych wydawców. Prace zawierające podstawowe błędy metodyczne dostają pozytywne recenzje. Dlaczego? Bo trafiają do osób niekompetentnych. Jednocześnie te same czasopisma potrafią odrzucić artykuł w ciągu godziny na podstawie decyzji AI, bez sięgnięcia przez redaktora do manuskryptu. Albo miesiącami nie zajmować się manuskryptami. To nie jest tylko kwestia "jakości badań". A co do jakości czasopism: Chemosphere (140 pkt, IF 8) - utrata IF, Environmental Science and Pollution Research (100 pkt, IF ok. 5) - utrata IF, Science of the Total Environment (200 pkt, IF 8,2) - zawieszone indeksowanie nowych artykułów w WoS. Z wysoko punktowanych czasopism MDPI tylko International Journal of Environmental Research and Public Health utracił ostatnio IF. I oczywiście zaliczył spadek ze 140 pkt do 40.

            • ~X 26.01.2025 13:10

              Recenzowanie jest wolontariatem, więc oczywiście, że przy gigantycznej liczbie manuskryptów (szczególnie dotyka to MDPI, większa masawość to niższa jakość) nie wszystko zrecenzują najlepsi.

          • ~sdf 24.01.2025 13:40

            Nie przesadzajmy. Widziałem w MDPI recenzje bardzo kiepskie i bardzo dobrze napisane, podobnie jak w innych wydawnictwach, choć przy ich masowości rzeczywiście kiepskie trafiają się często. Ot, przeciętne pisma z masą przeciętnych artykułów, ale nie oszukujmy się, takie "Scientific Reports" czy niektóre czasopisma OA z Elseviera nie są wiele lepsze. Problemem jest to, że niektóre są w Polsce skrajnie przeszacowane w punktacji ministerialnej. Dlaczego tak jest, to już należy pytać gremium, które tę punktację ustalało, ale przecież wyraźnie widać, że to nie jest przypadek. Ale też, nie jest to problem wydawnictwa, tylko naszego środowiska naukowego.

            • ~X 24.01.2025 13:55

              Ja bym stworzył listę A i B bez punktacji i to by wystarczyło. Jak ktoś uważa że ma dobre osiągnięcia może wystąpić o habilitację czy profesurę i jego osiąnięcia zostaną ocenione jawnie i merytorycznie i skończy się zbieranie idiotycznych punktów.

              • ~Fidelio 24.01.2025 14:31

                Ba, tylko coraz mniej jest takich, którzy potrafią oceniać merytorycznie. Ci, co habilitację zrobili z artykułów w wysoko punktowanych kiepskich pismach, potrafią patrzeć tylko na wskaźniki. A starzy profesorowie, którzy na habilitacjach mają jeszcze coś mądrego do powiedzenia, wykruszają się.

            • ~X 24.01.2025 13:51

              Ktoś musiał by to gremium najpierw znać. Pewnie wiedzą że nie zrobili dobrze, tylko pod siebie i pod układy i się wstydzą (albo i nie wstydzą tylko milczeniem chronią swoje interesy). Ciekawe co by było gdyby ujawniły się osoby dzięki którym np. Energies ma 140 punktów. :)

              W awansach naukowych recenzje mają jawnych autorów więc nie musi być tak w tym kraju, że to co najważniejsze jest tajne. Porządni ludzie nie muszą się wstydzić swoich czynów, wyborów, decyzji.

              • ~KB 25.01.2025 14:31

                Podejrzewam, że informacja kto pracował w pierwszej komisji, która ustałała punkty jest lub powinna być jawna.

  • ~komentator 23.01.2025 15:08

    Problem papiernictwa, szanowny Prof. Tomza, to TYLKO JEDNA z bolączek polskiego pokracznego systemu nauki i szkolnictwa wyższego. Zauważyłem taką rzecz, że te bolączki są zauważane WYBIÓRCZO, a wiele innych zamiata się "pod dywan". Po prostu,
    wielu z tych pań/panów profesorów, którzy od czasu do czasu komentują sytuację polskiej nauki i szkolnictwa wyższego, to z reguły osoby, których kariery naukowe przebiegały w miarę wzorcowo, tj. po doktoracie był wyjazd na postdoca, gdzie mogli doskonalić się w swojej specjalności, nawiązali kontakty naukowe, zaczęli więcej publikować, zaczęli być cytowani, bo przecież kolegom z grupy nie wypada "olać" swojego kolegi, prawda ? Liczba cytowań rosła, indeks Hirscha - też, i teraz zapewne powiedzą z uśmieszkiem wyższości, że jak "problem naukowy jest ważny, to cytowania pracy zawierającej jego rozwiązania, na pewno będą". Cóż, "syty głodnego nie zrozumie", jak mówi znane przysłowie.
    Zaś ten "głodny", tzn. ten, który jest poza "klanem naukowym", najczęściej (choć owszem, mogą być wyjątki), nie ma specjalnie niczego do szukania w tym systemie, co najwyżej zajęć dydaktycznych, a o awansie naukowym lepiej, żeby nie myślał, bowiem czeka go najprawdopodobniej rozczarowanie (przecież cytowania, to niemal "świętość"). Zatem, o tych pozostałych bolączkach, których ON doświadczał, wielu z tych pań/panów profesorów raczej nie wie (lub woli nie wiedzieć ?). No, i "wszystko jest w porządku". No to, "jak tak, to tak", jak mawiał "Wielki Szu".

    • ~samo zycie 23.01.2025 15:52

      Widac kompleksy, ale pomijajac - kto Panu zabronil wyjechac na postdoca i znalezc kolegow ktorzy by Pana cytowali?

      • ~komentator 23.01.2025 16:47

        Nikt nie zabronił. Miałem 2 propozycje pracy naukowej w Polsce, ale nie w mojej specjalności. Poza tym, jeden z profesorów (ale nie opiekun mojego doktoratu), poradził mi, żebym napisał do pewnego ważnego prof.-a z zagranicy maila w sprawie ewentualnego postdoca u niego. Nigdy nie odpisał, mimo że pisałem do niego 2 razy w tej sprawie.
        Ponadto, normalną rzeczą jest to, taki wyjazd delikwenta ma szansę dojścia do skutku, gdy opiekun jego doktoratu udzieli odpowiedniego poparcia. Niestety, moi dwaj opiekunowie woleli najwyraźniej zająć się swoimi sprawami. Dodatkowo, jeden z nich miał pewien rodzaj strachu przed dzieleniem się z innymi tym, co się robiło w jego grupie badawczej, uważał że mogą go okraść z pomysłów naukowych. Wygłosił tylko jedno seminarium na temat naszych prac.
        Była więc swego rodzaju jakby izolacja naukowa (oczywiście, prace były publikowane, ale oszczędnie, uważał, że trzeba być perfekcjonistą), zatem nasza grupa badawcza była trochę jakby na uboczu. O tym wszystkim nie miałem wtedy za bardzo pojęcia, dopiero później dotarło do mnie, jaką "niedźwiedzią przysługę" oddał mi (i nie tylko) ten człowiek, którego zresztą nadal podziwiam za jego wiedzę, talent naukowy i umiejętność do motywowania innych.
        Oprócz tych niewątpliwych walorów intelektualnych i organizacyjnych, miał też "długi język", więc nie był zbyt lubiany w środowisku naukowym, a potem tak się złożyło, że wyjechał do innego miasta, pracować tam na uczelni. Jego grupa się rozpadła.
        Po tym wszystkim dostałem kolejną radę, że jeśli mam zostać w Polsce, to wskutek masowej "miłości" dużego odsetka potencjalnych studentów do informatyki, i zarazem ich dużego wstrętu do wszystkiego, co pachnie dziedzinami ścisłymi (ale nie informatycznymi), z wymogiem wypełnienia pensum akademickiego w tle, lepiej żebym się przekwalifikował na informatyka, bo inaczej etatu na uczelni nie dostanę. No to się przekwalifikowywałem, a w tym czasie moi koledzy z branży naukowej rozwijali się i nie tracili czasu.

        A kompleksów NIE MAM. Mam wyniki naukowe, o niektórych z nich wielu woli milczeć. Piszę o tym z dużą niechęcią, bowiem mam opory przed takim promowaniem siebie.
        Kompleksów nie mam, tylko DUŻĄ irytację, że aby być cytowanym, nie wystarczy opublikować coś dobrego, nawet w dobrym czasopiśmie.
        Ponieważ liczba cytowań jest niemal świętością, bez której te wyniki są traktowane, jak "patykiem po wodzie", więc sytuacja jest jasna.

        • ~M 23.01.2025 20:53

          To co Pan opisuje, to typowa historia polskiego grajdołka naukowego, w który pewnie wpadło wielu. Niektórzy mieli inne doświadczenia, nas szefowa "wypychała" na staże i post-doki, za co jestem wdzięczna dozgonnie (chociaż jak trzeba było wyjechać na dwuletni staż i porzucić ojczysta ziemię i dopiero-co poślubionego małżonka to wahania nastrojów były). Ale znam takich, co świadomi tego grajdołka, mobbingowani przez szefów " bogów" zwiewali na post-doki i nigdy nie wrócili. Dobrze, że teraz młodzi mają większą świadomość. Szkoda, że wielu z nich nie widzi, że trafili do grajdołka.

          • ~komentator 24.01.2025 22:50

            Cóż... większość z zakładu mojego byłego szefa chyba specjalnej kariery akademickiej nie zrobiła, tzn. dwóch Kolegów wylądowało w ogóle POZA systemem nauki (nota bene, z tego, co wiem, to jedynym miejscem pracy jednego z nich... była biblioteka, nie żyje już od paru lat), a z pozostałych tylko jednemu udało się zrobić habilitację. Reszta (m.in. ja) wpadła "z deszczu pod rynnę", czyli do "atraktora", którego nikomu nie życzę (Pani nazwała to, zresztą słusznie, "polskim grajdołkiem naukowym"). Obawiam się nawet, że to swego rodzaju niezły model czarnej dziury.
            Dlatego też, gdy słyszę te przemowy tych "świętych" (tj. różnych VIP-ów profesorskich, czy ministerialnych), na tych inauguracjach roku akademickiego, czy świętach uczelni, to przynajmniej przez moment mam "w tyle głowy" smutne losy właśnie takich, jak ja, i gorzko się do siebie uśmiecham.
            W tym wszystkim dziwi mnie bardzo m.in. fakt, dlaczego mój ówczesny szef (tj. opiekun mojego doktoratu), był tak zaślepiony (czy też sprawiał takie wrażenie), że w ogóle nie widział konieczności wysłania mnie, jak też innych ludzi z naszego zakładu, gdzieś na postdoca ? Przecież miał duże doświadczenie, sam na takim postdocu kiedyś był.
            Poza tym, tak się złożyło, że współpracowałem przez ileś lat naukowo w innej dziedzinie, niż ta z mojego doktoratu, z jeszcze inną osobą. Ten człowiek, także w stopniu doktora, miał dość podobną karierę (?), jak moja: jego promotor wyjechał z Polski w PRLu na antypody i tam już zmarł, w ogóle się nie interesował jego dalszymi losami. Ów doktor, zostawiony sam sobie przez swojego niegdysiejszego szefa, miał przy tym dość idealistyczne (i jak się okazało, SZKODLIWE) podejście: uważał, że publikacja samych wyników naukowych wystarczy do zrobienia kariery. Srodze się przeliczył. Nigdy nie zrobił habilitacji. A wyniki naukowe (i to ważne) ma, ale teraz chyba raczej mało kogo to obchodzi.

  • ~krang 23.01.2025 14:16

    Jaka polska profesura, taki stan polskiej nauki. Wszystko, możecie się rozejść na swoje nic nieznaczące zebrania.

  • ~krang 23.01.2025 13:55

    A co jeśli takim papiernikiem jest sam JMR ? i ci którzy nie publikują są do odstrzału przy najbliższej ewaluacji ? U nas tak jest niestety :(

  • ~prof. dr hab. ZS. 23.01.2025 10:21

    Dzielić punkty za publikację przez liczbę współautorów.
    Zniknie problem spółdzielni, papiernię przestaną się opłacać.

    • ~maciej 23.01.2025 16:14

      Owszem dzielić. Tylko wtedy należy skalę punktową mocno rozciągnąc, tak aby nei okazało się, że jednosoboy artykuł w byle periodyku jest "lepszy" (bardziej opłacalny punktowo) niż publikacja w Nature mająca 10 autorów.

      Ile Pan/Pani proponuje punktów dla Nature w sytuacji dzielenia przez liczbę współautorów?

      • ~Profesor PAN 25.01.2025 17:01

        Grigorij Perelman swych przełomowych prac nie publikował w "byle periodyku", gorzej: on je po prostu umieścił na stronie serwera ArXiv.

        Teraz proszę wziąć głęboki oddech i usiąść: wartość pracy jest zupełnie niezależna od tego, gdzie została opublikowana.

        Ech, to polskie pragnienie świecenia światłem odbitym...

        • ~komentator 27.01.2025 11:02

          Perelman miał to szczęście, że na jego wynik (dowód hipotezy Poincarego), po prostu niejako czekano. Hipoteza Poincarego była jednym z tzw. problemów milenijnych, za rozwiązanie których Clay Mathematics Institute oferuje całkiem pokaźną nagrodę pieniężną, no i sławę. Perelmanowi przyznano też Medal Fieldsa, którego jak wiadomo, nie przyjął, ale to tak na marginesie.
          Natomiast, wynik którego jestem współautorem, raczej przez wielu nie był zbyt oczekiwany. Wielu zareagowało nań z niedowierzaniem.

    • ~smutny obserwator 23.01.2025 11:13

      Punkty są dzielone przez liczbę współautorów. Papiernie nadal się opłacają. Jak ktoś „publikuje” 100 artykułów rocznie (papiernicy spokojnie tyle potrafią), to nawet, gdy z każdego będą mieli 10% autorstwa, to i tak mają lepszy wyniki niż rzetelny naukowiec.

  • ~Dezydery Niechłapowski 23.01.2025 09:03

    A co z tymi, którzy otrzymali profesora belwederskiego nie mając swoich publikacji, w większości współautorem, a są rektorami uczelni? Ktoś to weryfikuje? Czy towarzystwo wzajemnej adoracji zawnioskuje a Długopis podpisze! Rektor z PISu ( startował z Ich list) Prezydent też wiadomo skąd!

    • ~Olo 23.01.2025 19:10

      @Dezydery, abnegacie - w nauce jest podobnie jak w więzieniach: 90% naukowców bezmyßlnie głosuje na POwalonych, ewentualnie lewactwo... więc o jakich rektorach z PiSu Ty piszesz??

  • ~Xxx 23.01.2025 02:02

    Niemcy ponoc wlasnie podpisaly porozumienie z z MDPI gwarantujace im nizsze ceny za publikacje. Zdaje sie ze znow cos umyka naszej uwadze

  • ~Ferdynand 22.01.2025 22:29

    A jak działa Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyzszego? Ministrem zostaję kolega misia ptysia, jedynym jego celem jest załatwić posady misiom pysiom. A celem wiceministra było rowalenie dobrze działających instytucji. I co? i nic. Jedyna kara to usunięcie że stanowiska A rektor nadal jest rektore,m. Nie mam pańskiego płaszcza I co Pan mi zrobi.

    • ~Trinity 23.01.2025 08:45

      Czyli co, wolałbyś, żeby ministrem nauki nadal był Ministrant Czarnek?

      • ~StaryZgred2012 23.01.2025 13:25

        > Czyli co, wolałbyś, żeby ministrem nauki
        > nadal był Ministrant Czarnek?

        A Wieczorek niby był lepszy? W czym? W załatwianiu żonie posady?

        • ~PŻ 27.01.2025 13:01

          Czarnek też żonie załatwił

  • ~SD 22.01.2025 21:08

    Wielu zagranicznych doktorantów z Pakistanu i Iranu studiujących w Polsce pracuje w tej papierni, ale nie wszyscy. Są nawet tacy, którzy zapraszają swoich partnerów do rejestracji jako doktoranci i stosują tę samą praktykę, aby uzyskać pieniądze lub premie za publikację, bez wątpienia liczba publikacji przekracza 10 rocznie, różnych autorów, aby uzyskać najlepsze stypendia doktoranckie i fikcyjna współpraca z instytucjami zagranicznymi. Uważaj, jeśli w publikacji wskazano również, że otrzymała dofinansowanie z Arabii Saudyjskiej, jest to także kolejny znak papierni: https://www.nature.com/articles/d41586-023-03974-8

    • ~Marcin Przewloka 23.01.2025 00:28

      @SD

      W podlinkowanej publikacji z Nature nie ma zadnej informacji o tym, ze "jeśli w publikacji wskazano również, że otrzymała dofinansowanie z Arabii Saudyjskiej, jest to także kolejny znak papierni". Tak wiec podlinkowanie tej pracy do takowego stwierdzenia wprowadza jednak w blad.
      Co wiecej, rzad Arabii Saudyjskiej co roku funduje znaczaca liczbe stypendiow doktorskich dla swoich obywateli, po to, aby te osoby mogly robic doktorat za granica. Tak wiec jest jak najbardziej normalne, ze w Acknowledgements znajdziemy informacje o finansowaniu z Arabii Saudyjskiej.
      Ja mialem do czynienia tylko z dwiema taki osobami, ale obydwie dziewczyny z tym stypendium byly niezwykle pracowite i rzetelne, mozna bylo polegac zarowno na ich zaangazowaniu, jak rowniez jakosci ich pracy. W projekcie jednej z nich uczestniczylem bezposrednio i stad mamy wspolna publikacje; zapewniam, ze nie byla ona wyprodukowana w zadnej paperni (https://journals.biologists.com/jcs/article/137/5/jcs261701/335719).

      Uogolnianie tworzy bardzo niebezpieczne stereotypy i moze prowadzic do dyskryminacji. Nalezy tego unikac. Lepiej jest patrzec na pojedyncze przypadki, pojedyncze osoby, niz natychmiast uogolniac.
      Takie prace, jak ta w Nature, jest pomocna, bo zbiera razem pewne statystyki i mozna zauwazyc jakies trendy. Jednak z faktu, ze Arabia Saudyjska lub Egipt maja wysoki odstetek 'retractions per 10,000 papers' nie mozna od razu wyciagac wniosku, ze w przypadku pojedynczych naukowcow ktos z Arabii Saudyjskiej albo Egiptu nie jest godny zaufania. Juz raczej nalezaloby wlasnie pokazac takim doktorantom poprzez wlasny przyklad, ze etyczne i zgodne z zasadami prowadzenie badan i publikowanie prowadzi w dluzszym okresie czasu do lepszych wynikow i bezpieczniejszej kariery naukowej, niz oszukiwanie.

      • ~SD 23.01.2025 08:35

        Wiem, że nie należy generalizować, ale faktem jest, że ci papiernicy w Polsce, czy to doktoranci, czy pracownicy, pochodzą głównie z Pakistanu lub Iranu. Jeśli spróbujesz przeanalizować to głębiej, zobaczysz, że mają tendencję do tworzenia kręgu papierników w każdej instytucji. Dlatego najłatwiejszym sposobem zapobiegania takiemu zachowaniu w przyszłości jest obudzenie wszystkich polskich profesorów lub przyszłych opiekunów naukowych i uniwersytetów, aby bardzo dokładnie sprawdzali kandydatów z tych narodowości, ponieważ wpływ fałszywych publikacji jest bardzo zły, szczególnie teraz widać, że wiele artykułów jest wycofywanych, co może zniesławić dobre imię polskich uniwersytetów. Aby usunąć obecnych papierników w Polsce, każda instytucja powinna udzielić surowej sankcji, ogłosić informacje dotyczące działalności papierni, szczególnie tym wszystkim zagranicznym doktorantom i pracownikom. Uniwersytety muszą również ściśle przyznawać bonusy za publikacje, zwłaszcza jeśli współautorzy nie są z żadnymi wewnętrznymi pracownikami, na przykład: wielu doktorantów papierni ma wiele publikacji rocznie bez współautorów swoich polskich opiekunów naukowych. Ponadto, jak już mówiłem, innym znakiem, że papiernie z siedzibą w Arabii Saudyjskiej, które zazwyczaj są kupowane przez pakistańskich lub irańskich studentów, są wyraźne oznaki potwierdzenia finansowania przez saudyjskie instytucje, na przykład: King Saud University lub Prince Sattam. https://retractionwatch.com/2025/01/10/bibliometrics-universities-publication-metrics-authorship/ . Jeszcze nie jest za późno, aby powstrzymać zachowania papiernicze, zwłaszcza te, które przyjeżdżają z zagranicy do Polski, zanim zdąży zjeść całe jabłko. Nie chcesz, aby Twoje instytucje lub „Polska” znalazły się na liście najczęściej wycofanych artykułów lub gniazdo lub papiernia w Nature megazine w przyszłości, prawda?

        • ~Marcin Przewloka 23.01.2025 09:49

          Nie zgadzam sie z twierdzeniem, iz "innym znakiem, że papiernie z siedzibą w Arabii Saudyjskiej są wyraźne oznaki potwierdzenia finansowania przez saudyjskie instytucje". Jesli w publikacji jest ktos mial grant lub stypendium z Arabii Saudyjskiej, musi to ujawnic. Nie ma to nic wspolnego z papierniami. Przyklad podalem w moim komentarzu powyzej (N.B. znowu podlinkowany artykul nic o tym nie mowi).
          Nie zgadzam sie rowniez z twierdzeniem, iz "najłatwiejszym sposobem zapobiegania takiemu zachowaniu w przyszłości jest obudzenie wszystkich polskich profesorów lub przyszłych opiekunów naukowych i uniwersytetów, aby bardzo dokładnie sprawdzali kandydatów z tych narodowości [Pakistanu lub Iranu]". Praktyki stosowane w systemie prowadzenia nauki nie powinny w zaden sposob zwracac wiekszej uwagi na naukowcow, ktorzy pochodza (lub nie) z jakiegos kraju. Te praktyki powinny w dokladnie tym samym stopniu dotyczyc wszystkich, bez stosowania pozytywnej czy negatywnej dyskryminacji.
          I na koniec o tym zdaniu: "Nie chcesz, aby Twoje instytucje lub „Polska” znalazły się na liście najczęściej wycofanych artykułów lub gniazdo lub papiernia w Nature megazine w przyszłości, prawda?". Sposob, w jaki nastepuje proces rekrutacji w instytucjach w ktorych pracowalem praktycznie uniemozliwia zatrudnianie osoby, ktorej znaczna czesc dorobku publikacyjnego pochodzilaby z papierni. Oczywiscie, pojedyncze nieuczciwe publikacje moga przejsc przez sito "lustracji", ktora przechodzi kazdy aplikant, szczegolnie ci, ktorzy zostali 'shortlisted', ale przypadek opisywany ostatnio na FA zwyczajnie nie przeszedlby. Jako naukowiec nie moge powiedziec, ze to "nigdy by sie zdarzylo", ale prawodpodobienstwo jest w praktyce bliskie zeru. Nie moge tez mowic za wszystkie wydzialy i dziedziny wiedzy, ale w moim biznesie takich rzeczy nie ma. I znowu, tak dziala system jednakowy dla wszystkich, a nie "bardzo dokładnie sprawdzanie kandydatów z pewnych narodowości".

          • ~SD 23.01.2025 10:52

            To całkowicie Twój wybór, czy zgadzasz się z moim stwierdzeniem, czy nie. Jednak jedno jest pewne: tak jak kwarantanna jest kluczowa w radzeniu sobie z zakażeniami, tak samo zajęcie się problemem papierniczych praktyk obcokrajowców na polskich uniwersytetach wymaga podobnej ostrożności i odpowiedzialności, aby było skuteczne. Już teraz wyobrażam sobie oblicze polskich uniwersytetów w niedalekiej przyszłości po wielu wycofanych fałszywych artykułach pochodzących od papierników. Więc dlaczego nie działamy? Bilal z Gdańska to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest wielu fałszerzy, którzy mają podobną liczbę publikacji, nadal zajmujących się fałszywą nauką na polskich uniwersytetach, ukrywających swojego google scholara, nawet nieopisanego przez forbetterscience, i głównie mających współautorów nie z polskimi kolegami, ale z obcymi z całego Bliskiego Wschodu, i finansowanych przez saudyjskie instytuty, nawet wiele z nich już wycofanych. Teraz wielu wydawców już wie, że to ma znaczenie i zaczynają wycofywać wiele fałszywych artykułów, więc to tylko kwestia czasu, że jeśli polskie inicjatywy nie zareagują szybko, wkrótce znajdą się na szczycie listy w Nature.

            • ~Marcin Przewloka 23.01.2025 11:23

              @SD

              Doskonale sobie zdaje sprawe z tego, ze to, co pisze, to moj wybor. Wszystkie moje komentarze to tylko moje opinie.

              Podejscie do oceny pracy naukowcow powinno byc systemowe, nie-dyskryminujace zadnych osob pod katem ich narodowosci, plci, czy jakiejkolwiek innej cechy niezwiazanej merytorycznie z tematem. Takie jest moje zdanie.

              Problem falszywych publikacji to jest swiatowy problem, nie tylko polski. Warto sprobowac z nim walczyc tak, aby nie wplywac na inne aspekty pracy naukowej i srodowiska naukowego, takie jak umiedzynaradawianie. Warto aby system promowal uczciwa prace wszystkich w takim samym stopniu.

  • ~Rektor UW 22.01.2025 20:01

    „Byłem na postdoku u prof. Macieja Lewensteina w Institut de Ciències Fotòniques (ICFO). On publikuje około 30–40 artykułów rocznie …”. Brawo Panie Tomza! Jak Pan znasz to jest mentor i wybitny geniusz ale jak Pan nie znasz to już Papiernik ? chciał Pan zabłysnąć i się udało :)

    • ~Robert 23.01.2025 07:26

      No właśnie chyba się nie udało

  • ~Krystyna Nowak 22.01.2025 19:19

    Tak napisany tekst świadczy jednak że nie powinno się dawać profesora tak młodym ludziom. Do tytułu trzeba jednak dorosnąć a tu tego zabrakło. Więcej wymaga się od prof niż dr hab. Zabieranie głosu tylko żeby się lansować świadczy o niedojrzałości.

    • ~Janusz 22.01.2025 20:14

      Pani Krystyno,
      Bardzo dobrze, że dyskusja o "paper mills" się toczy. To nie jest dyskusja zarezerwowana wyłącznie dla Krystyn i szacownych profesorów. Dobrze, że mówią o tym studenci, doktoranci, i profesorowie. Mam nadzieję, że Pani jako profesor jest w swojej pracy naukowej bardziej merytoryczna niż w tym swoim komentarzu.

      • ~Robert 23.01.2025 07:24

        Ale proszę jednak zauważyć że Pani Krystyna ma trochę racji i zarzucanie braku merytoryczności ponieważ komentarz sie Panu nie podoba jest właśnie niemerytoryczne. Pan Tomza zaatakował Pana Bilala a okazało się że to 3 osoby. Przede wszystkim należy sprawdzać źródła a nie powielać informacje. Niestety ustawił się Pan Tomza wśród dziennikarzy którzy tego nie robią i to jest niedojrzałość.

        • ~Janusz 23.01.2025 10:32

          Być może zarówno ja, jak i Pani Krystyn byliśmy nieprecyzyjni (chociaż nadal nie rozumiem komentarza dotyczącego profesury).

          Jeśli chodzi o Pana Bilala, to myślę, że wszyscy wiedzą dokładnie, o kogo chodzi. Chodzi o Pana, który otrzymał dwa granty z NCN, współpracował z Panem Rektorem Jesionowskim i był opisany na portalu For Better Science oraz kilku innych portalach +na FA było kilkakrotnie opisywane. Pan Rektor PG nie musi rozmywać sprawy, wskazując, że na PG jest kilka osób o tym nazwisku.

          Jeśli chodzi o Pana Tomzę, to Pan Tomza w wielu kwestiach w tym artykule, co najmniej w mojej ocenie, wykazuje ignorancję. Na przykład takie stwierdzenie, że sprawa Pana Bilala w jednostkach naukowych była możliwa, bo jest to odbicie jakości polskiej nauki. To nie kiepscy -drugoligowi polscy naukowcy zatrudniali Pana Bilala i dawali mu granty, ale robili to „światowi” polscy naukowc y.

  • ~Rektor UW 22.01.2025 19:19

    „Byłem na postdoku u prof. Macieja Lewensteina w Institut de Ciències Fotòniques (ICFO). On publikuje około 30–40 artykułów rocznie …”. Brawo Panie Tomza! Jak Pan znasz to jest mentor i wybitny geniusz ale jak Pan nie znasz to już Papiernik :) chciał Pan zabłysnąć i się udało a zanim się Pan zalogował do Internetu tylko rodzice wiedzieli …

    • ~Profesor z Krakowa 22.01.2025 19:55

      Wiadomo, że Tomza kręci i w dużych grupach badawczych udział szefa bywa bardzo mały. Ale jeśli ktoś zatrudnia we wsłanej grupie 20-30 osób z projektów, którymi kieruje, i publikuje z nimi 30-50 prac, to choć do wszystkiego nie miał głębokiego wkładu, to jednak można to w pewnym zakresie zrozumieć. Jak jednak wytłumaczyć doktorantów publikujących 50 prac rocznie albo postdoków, którzy nie kierują grupą a mają 100-200 publikacji rocznie, z czego wiele już zostało wycofanych przez wydawnictwa jako zmanipulowane? Bo chyba do takich przypadków z politechnik Tomza odnosił się? Nie można wykluczyć, że mamy do czynienia z 30-letnimi geniuszami z Pakistanu, którzy biją na głowę Lewensteina i Tomzę razem wziętych. Czy jednak nikogo nie zastawiania dlaczego geniusze wybierają Poznań, Opole czy Gdańsk a nie Harvard cz MIT?

      • ~SD 22.01.2025 22:14

        Głównym powodem są pieniądze, zwłaszcza uczelnie finansowane przez IDUB. Oszuści atakują ten uniwersytet, aby uzyskać jak najwięcej pieniędzy.

  • ~Arvena 22.01.2025 18:43

    Jak pracownik NCN chce opublikować wyniki badań, które powstały przed rozpoczęciem przez niego pracy w Ncn, to musi mieć ekstra pozwolenie, a jeśli publikuje, to jest święte oburzenie:
    https://www.ncn.gov.pl/sites/default/files/pliki/uchwaly-rady/2024/uchwala120_2024.pdf
    Ale jak członek rady Ncn chce w papierni publikować, to wtedy jest dobrze i niewielu się oburza!

    • ~Tomza 22.01.2025 19:33

      A są tacy pracownicy? Może warto to sprawdzić? Szczególnie źródło finansowania tych badań !

      • ~Arvena 22.01.2025 21:39

        Przeciez ktos mógł robic badania (nawet finansowane przez Ncn) i zacząć pracę w Ncn, a publikacja wyników z grantu Ncn wychodzi pół roku czy rok później… coś w tym złego?

  • ~Elżbieta Kin 22.01.2025 18:09

    Kolejny strażnik moralności, ciekawe co temu znajdą w papierach z przeszłości, pewnie będzie zaraz wywlekanie wszystkiego, a później pewnie przyjrzą się jego jednostce naukowej. Eh każdemu potrzebny w tych czasach chyba czarny PR. Może zgodnie z powiedzeniem: Nie ważne co lub jak o tobie mówią, ale ważne że mówią. Może też ma na pieńku z władzami i będzie chciał skorzystać z ochrony prawnej. Podejrzewam, że ustawa o ochronie sygnalistów będzie miała teraz większe zastosowanie niż bycie we władzach związku zawodowego.

  • ~Monika 22.01.2025 17:51

    Świetnie, ale na początku dobrze by było wytłumaczyć czym są ci "paper mills".

    • ~Maciej 22.01.2025 18:49

      Paper mills to firmy oferyjace współautorstwo w publikacjach o najczęściej zupełnie faldlszywej treści, opartych o zmyślone dane.

      • ~J 22.01.2025 21:16

        Dane mogą być prawdziwe, ale przez “zamiesznie w folderze z TEMami” pojawiają się te same, ale na przykład obrócone i podpisane inaczej. Tu jest bardzo ciekawa dyskusja https://pubpeer.com/publications/62C6F8735A92BB9FFE5E29C75B0DBE#1

      • ~Hipokryt 22.01.2025 21:13

        Jeśli ktoś ma 30 publikacji, to po co ma płacić za 31, 32...... 100?
        Bez sensu

        Sztuczny problem związany z IDUBami tylko.

        • ~Roman 23.01.2025 16:27

          Wreszcie ktoś napisał logicznie bo już tych bzdur o papierni nie da się czytać. Nieroby tworzą swoją definicję etyki, najbardziej etyczni są ci co nic nie robią tylko krytykują. Artykuły kupują lenie którzy nie potrafią sami nic napisać a uczelnia jest płatnikiem ZUS. Ktoś kto ma 100 artykułów ich przecież nie kupuje bo skąd rocznie ma mieć kilkaset tysięcy na publikacje. I gdzie jest niby system który płaci naukowcom za 100 publikacji? Nie znam takiej uczelni.

          • ~Hipokryt 23.01.2025 17:15

            Panie Romanie,

            Dokładnie. Wiele przykładów jasno wskazuje, że o etyce krzyczą Ci, którzy etycznie raczej nie są. Zwykle po to, aby odciągnąć od siebie uwagę.
            Poza tym zapominam o kluczowym aspekcie w kontekście np. awansów. Liczy się jakość tekstów, które mam nadzieje Recenzenci oceniają nie pod względem miejsca publikacji, ale treści.

            Sztuczny problem jako tuba dla tych, z którymi nikt nie chce współpracować. Bardziej obawiam się socjopatów i psychopatów niż papierników...

  • ~Tom 22.01.2025 16:06

    Moja emerytowana koleżanka kiedyś powiedziała, że naukowcy zawsze dostosują się do narzuconego systemu, nawet jeśli jest zły. Po wielu latach widzę, że to jest prawda. Pracujemy tak, żeby zadowolić urzędników liczących punkty, sloty, cytowania. Na jakość artykułów nie zwraca się uwagi, bo przepisy tego nie uwzględniają. Poza tym urzędnik merytorycznie nie jest w stanie niczego ocenić.
    Co do MDPI to mam wrażenie, że stało się realną konkurencją dla zachodnich wydawnictw, bo publikują znacznie szybciej i taniej, a artykuły wcale nie są gorsze. Nagonka ma na celu eliminację konkurencji, bo przecież chodzi o spore pieniądze.

    • ~Alek Rachwald 30.01.2025 13:28

      Owszem. Narzucanie niekorzystnego systemu ludziom, którym płaci się (z definicji) za myślenie, daje w zasadzie pewność, że oni wymyślą, jak system obejść lub wykorzystać. To nieuniknione.

    • ~Fuzzy 22.01.2025 17:46

      Każdy system tworzy określone bodźce / szturchnięcia (nudges), które wywołują konkretne skutki - np. mamy bodziec w postaci "publikuj w czasopismach wysokopunktowych. Nie ważne co, byle szybko" - środowisko poduma i już wiadomo że zaczyna się run na MDPI, ERSJ itd.). Kolejny bodziec "zwiększ liczbę cytowań. Nieważne jakich, ważne, aby były" - - środowisko poduma i już wiadomo, że potrzebujemy "spółdzielni" itd.

      • ~KB 22.01.2025 18:22

        Czasopisma z MDPI są wysokopunktowane tylko dlatego, że sami profesorowie tak uznali przy okazji określania punktacji dla poszczególnych czasopism. Co też pokazuje jak skończy się odejście od systemu punktowego na rzecz oceny eksperckiej, zwanej ręcznym sterowaniem. Znam przykład czasopisma, które ma 200 pkt ponieważ osoba będąca w komisji stwierdziła, że ma tam dużo artykułów.

        Jeśli wziąć pod uwagę wskaźniki według Scopus lub WoS to odpada problem ręcznego sterowania, a MDPI ląduje w Q2-Q3.

        • ~Alek Rachwald 30.01.2025 13:30

          Nie. Większość czasopism MDPI, o których mowa (tych, które liczą się w ewaluacji) ma bardzo przyzwoite wskaźniki IF. Pytanie, jak niektóre w nich ten poziom osiągnęły, ale to już oddzielna kwestia.

        • ~eks 23.01.2025 09:38

          Od lat zadziwia mnie, jak samo środowisko dało na to przyzwolenie, aby kilka osób ustawiło tak punktację...
          Mamy więc to, na co się zgodziliśmy.

          Widać, że masa krytyczna jest po "słabszej stronie nauki". Mądrzy nie mają przebicia.
          A "teoria ewolucji" mówi, że słabsze jednostki same się wykruszają...WTF?

        • ~Hipkryt 22.01.2025 21:14

          Które są wysokopunktowane w MDPI? większość to 20 pkt. + IF / CiteScore...

          • ~KB 23.01.2025 02:43

            Wymienię tylko te za 140 punktów, chociaż dobrą setką wielu by nie wzgardziło:
            - Arts (IF 0.3)
            - Cancers ( IF 4.5)
            - Cells (IF 5.1)
            - Energies (IF 3.0)
            - International Journal of Molecular Sciences (IF 4.9)
            - Journal of Clinical Medicine (IF 3.0)
            - Materials (IF 3.1)
            - Molecules (IF 4.2)
            - Nutrients (IF 4.8)
            - Vaccines (IF 5.2)
            Wydaje mi się, że te czasopisma pokrywają większość dyscyplin, samo IJMS liczy się w 17 dyscyplinach.

            • ~KB 23.01.2025 02:56

              Setek naliczyłem 36, więc jest w czym wybierać. Na przykład Applied Sciences, jak tytuł sugeruje w zasadzie przyjmie prawie wszystko. Mam nadzieję, że oba komentarze ułatwią komuś wybór gdzie posłać kolejny artykuł.

          • ~Fuzzy 22.01.2025 22:25

            "Energies" (140 pkt), gdzie wykuwają się polskie elity naukowe z tego obszaru. Polecam poszukać informacji jaki procent autorów w tym czasopiśmie pochodzi z Polski...

          • ~Marcin 22.01.2025 21:59

            Molecules ma 140

            • ~Hipokryt 23.01.2025 17:16

              Kto z wypowiadających się publikował albo recenzeował w MDPI?

              MDPI to kwestia open access. Kosztuje tyle samo co Emerald itd.

              • ~KB 23.01.2025 22:02

                Dwie publikacje jako współautor + kilka recenzji.

                Realnie w/w czasopisma za 140 pkt powinny mieć bardziej 70 pkt, a te za 100 pkt bliżej 40 pkt.

                • ~PŻ 27.01.2025 13:21

                  Do ~KB. Proponuje Pan(i) ręczne sterowanie. A to już zostało wdrożone. Patrz tabelę ~Hipkryt 22.01.2025 21:14. Czasopisma o IF od 0,5 do 5,2 mają jednakową punktację po 140 pkt. Gdzie tu jest logika? Jak eksperci, którzy układali listy, mogli to uzasadnić?

  • ~Looking for … 22.01.2025 16:05

    https://pg.edu.pl/aktualnosci/2025-01/oswiadczenie-politechniki-gdanskiej-w-sprawie-nieuczciwych-publikacji-naukowych
    Bardzo dobra odpowiedź Pana Rektora
    Towarzyszu Tomza dalsze instrukcje znajdują się przyklejone do dołu ławki w parku tak jak zawsze

    • ~sdf 22.01.2025 18:05

      Kolega kpi czy o drogę pyta? Szczególnie zabawny jest punkt o organizacji ogólnopolskiej konferencji na ten temat na PG. Jak to leciało? Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni? Ciekawe, kiedy władze będą musiały wydawać kolejne oświadczenia na tematy blisko związane, bo w samym Nobelium chyba nie tylko omawiany przypadek był nieprawdopodobnie wręcz produktywny.

  • ~Janusz 22.01.2025 15:50

    O co chodzi Panu Profesorowi Tomzie w tym fragmencie:

    "Co do NCN, pamiętajmy, że jakość recenzentów w dużym stopniu zależy od składu poszczególnych paneli, więc niestety to jest trochę tak, że jeśli ogólna kondycja polskich naukowców nie jest najlepsza, "

    Z tego, co widzę, na liście ekspertów NCN dominują naukowcy z zagranicy. Nie widzę tam zbyt wielu naukowców z Torunia czy Białegostoku...... W związku z tym Pan Prof. Tomza powinien raczej mieć pretensje do ekspertów z zagranicy (zamiast obwiniać polskich naukowców, których w panelach w zasadzie nie ma.), którzy przyjeżdżają na panele do Polski -to oni dali granty papiernikom.

    Pretensje są więc słuszne, ale niewłaściwie skierowane.

    • ~jestem_piotrek 22.01.2025 17:22

      Skład paneli, a recenzenci zewnętrzni to dwa osobne ciała (dwóch osobnych etapów ewaluacji grantu).

      • ~Janusz 22.01.2025 18:17

        Moment, moment. Obydwa te ciała NCN w ST są w większości z zagranicy.
        Co prawda, kiedyś (za czasów prof. Jajszczyka – i to chyba najlepszy okres NCN) było tak, że eksperci byli z Polski (ale recenzenci z zagranicy lub mieszani)-czy tak?. Wtedy nie było 'papierników' – przynajmniej ja o nich nie słyszałem.

        Potem, tłumacząc to dążeniem do wysokiej jakości, nawet jako ekspertów przestano wybierać polskich naukowców, a recenzenci są w ~99% zagraniczni. Czy nie tak?
        Więc to chyba raczej zagraniczni eksperci -etap I i (tu dodam) zagraniczni RECENZENCI -ETAP II przepuszczali takie granty jak ten pana Bilala, a nie naukowcy z Przemyśla i Suwałk?

        PS
        [odnośnie propozycji prof. Jajszczyka dotyczącej ewaluacji nauki poprzez granty, tę ideę należy potępiać – Ceterum censeo Carthaginem esse delendam]

    • ~Profesor z Krakowa 22.01.2025 17:11

      Dalsze część cytowanego zdania "to przekłada się to na jakość Rady NCN, a to ona ma stworzyć narzędzia do naprawy tej sytuacji w samej agencji." Rada stoi na straży jakości panelistów (wybiera ich) i procedur. Paneliści oceniają projekty i wybierają recenzentów. Jakość Rady jest więc kluczowa. Rada jest jednak odbiciem jakości nauki w Polsce. Połowa Rady jest powołana poza trybem przez Czarnka, druga połowa momentami zaskakująco przez Wieczorka. Zgadam się z prof. Tomzą w tej kwestii.

      • ~Janusz 23.01.2025 21:02

        Czy składy paneli są znane? Czy jest to tajne?

      • ~Janusz 22.01.2025 18:54

        Rozumiem. Czyli jest tak:
        Rada naukowa, będąca według prof. Tomzy odzwierciedleniem jakości naukowej w Polsce, powołała ekspertów zagranicznych, a ci eksperci zagraniczni, a potem recenzenci zagraniczni, wyłonili uczestników w konkursie grantowym, w tym tych, wiadomo jakich. Czy tak?

        Rozumiem, że wina przeciętnych polskich naukowców z Przemyśla, Suwałk, Lublina… jest taka, że choć nic oni nie recenzują dla NCN, to jednak rada naukowa jest ich odbiciem, i w konsekwencji to oni ponoszą winę za skandal. Czy tak? Bo trochę się pogubiłem w rozumowaniu Pana i Pana Profesora Tomzy.

        Chciałbym jeszcze dopytać o to dokładne 'odbicie', bo rada to konkretne osoby, w konkretne osoby – jaki był skład rady naukowej i kto był jej przewodniczącym, która powoływała ekspertów i panelistów w:
        Call: POLS – ogłoszony 2020-03-16
        Call: OPUS 25 – ogłoszony 2023-03-16.


        • ~Zbyszek 22.01.2025 22:05

          w radzie jest osoba która sprowadziła sobie papiernika, pewnie o to mogło chodzić

  • ~komentator 22.01.2025 15:20

    Niech szanowni ważni profesorowie, z którymi robi się wywiady, nie ograniczają się tylko do zauważania i piętnowania takich zjawisk, jak "papiernicy", ale też i tego, że fizycy muszą niejednokrotnie zajmować się zagadnieniami Z ZUPEŁNIE innych dziedzin, jak inżynieria oprogramowania, systemy bazodanowe itd. itd., a to wszystko po to, żeby móc prowadzić zajęcia z przedmiotów informatycznych, gdyż zajęć z fizyki jest po prostu, ZA MAŁO. A jest ich za mało, żeby nie odstraszać potencjalnych przyszłych studentów. Ci bowiem (parafrazując tytułowego bohatera filmu "Obywatel Kane"), to polska opinia publiczna w przekroju. Zaś ta ma nierzadko "w poważaniu" dziedziny ścisłe, gdyż są OŚMIESZANE w szkołach (a nie nauczane - to odnosi się w pierwszym rzędzie do fizyki).
    Przez lata NIKT tego nie zauważał. Wszyscy (może poza pojedynczymi przypadkami) sobie nadal udają, że problemu nie ma. No to miłego udawania życzę (ale proszę potem nie narzekać na naukę polską).

  • ~akademik 22.01.2025 13:50

    Dyskusja trwa już kilka lat a " psy szczekają ,karawana jedzie dalej ."

    • ~hej 22.01.2025 14:41

      no i to jest żałosne, jak tacy cwaniacy będą w nauce to efekty będą marne tak jak były, nie dziwie się, że są takie pensje, za co tym ludziom płacić - za dezinformację? Cierpią niestety też prawdziwi naukowcy, ale jak ktoś jest dobry to bez problemu znajdzie pieniądze na badania spoza systemu nauki. Mam nadzieję, że w końcu uda się naprawić ten system.

  • ~Fidelio 22.01.2025 11:34

    Gdy punktoza się rodziła, na początku wieku, w gadaniu ludzkim miała wyeliminować słabeuszy, którzy siedzą i nic nie robią, zaś promować najzdolniejszych. Ja tam bardzo szybko zauważyłem, że bardzo, bardzo często, wbrew propagandzie, ma działanie dokładnie odwrotne. Pozwala się lansować miernotom, i to miernoty nieraz najgłośniej ją popierały. Tylko bardzo ciężko było to uświadomić ogółowi, bo przecież teza wydawała się paradoksalna. A wydawała się paradoksalna przez podejście oparte na "pozytywizmie prawniczym" - pysze, że oto skonstruowaliśmy piękne narzędzie oceny, i ono wszystko załatwi. Oczywiście życie okazało się bogatsze niż biurokratyczne konstrukcje, a cwaniacy - sprytniejsi.
    Teraz tworzony od lat system zaczyna się kompromitować. Tylko trzeba było mieć oczy te dziesięć lat temu i posługiwać się tymi oczami, a nie ułożonymi w głowie hasełkami. Trzeba było po prostu widzieć konkretne przykłady ludzi w swoim otoczeniu, którzy wypływają, a o których wiemy, ile są warci - bo ich znamy i z nimi rozmawiamy.

    • ~komentator 22.01.2025 15:24

      No cóż... ówczesnemu ministrowi nauki Panu Dr Gowinowi, ta filozofia, z której się kiedyś doktoryzował, chyba jakoś specjalnie nie pomogła w zrozumieniu faktu, że przygotowując taką właśnie ustawę ("ustawa Gowina"), kręci swego rodzaju "bat na 4 litery naukowców".
      Jak to często bywało i bywa w Polsce:
      miał być dobry smalec,
      a wyszedł zakalec.

    • ~Profesor PAN 22.01.2025 12:09

      Jak to Kisiel mawiał: socjalizm bohatersko walczy z problemami, które sam stworzył. Widać nie tylko socjalizm.

  • ~Smakosz 22.01.2025 11:16

    A młynarz i tak sam nie piecze chleba, bo robi to za niego CHAT GPT. Taki oto chlebek z zakalcem.
    Smacznego, Polska Nauko!