Aktualności
Sprawy nauki
30 Lipca
Źródło: Freepik
Opublikowano: 2025-07-30

Zamiast otwartej nauki, wsparcie dla wydawniczego oligopolu

Złagodzenie zasad przez Narodowe Centrum Nauki w praktyce oznacza wypaczenie pierwotnej idei Open Access. Zamiast konsekwentnie budować system, który uniezależnia naukę od wydawniczego oligopolu i gwarantuje prawdziwie otwarty dostęp do wiedzy finansowanej z publicznych środków, NCN akceptuje i współfinansuje model, który czerpie gigantyczne zyski z pracy naukowców i pieniędzy podatników – pisze dr Anna Anetta Janowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, pełnomocniczka rektora ds. OA.

Narodowe Centrum Nauki ogłosiło znaczące zmiany w swojej polityce dotyczącej publikowania wyników badań, odchodząc od dotychczasowego wymogu bezwzględnego udostępniania ich wyłącznie w otwartym dostępie. Nowe zasady, obowiązujące zarówno dla przyszłych konkursów, jak i dla trwających projektów krajowych, pozwalają grantobiorcom na uwzględnianie w raportach publikacji wydanych w modelu tradycyjnym, zamkniętym, a także na finansowanie kosztów publikowania (Article Processing Charges, APC) w czasopismach hybrydowych ze środków pośrednich. Mimo że NCN nadal rekomenduje Open Access, w tym szczególnie Zieloną Drogę, ta decyzja wywołała w środowisku akademickim żywą dyskusję i obawy, czy nie jest to ruch utrwalający patologie rynku wydawniczego, zamiast wzmacniać dostępność wiedzy.

Zyskowny biznes

Warto na początek przypomnieć, jak funkcjonuje rynek wydawnictw naukowych. Otóż czasopisma, które przez lata były wydawane przez towarzystwa naukowe i uniwersytety, i w ten sposób, dzięki rzeszom badaczy pracujących w nich najczęściej pro bono, budowały swoją renomę, zaczęły po II wojnie światowej być przejmowane przez prywatne wydawnictwa. Już w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku kontrolowały one aż 40% tytułów. Obecnie rynek wydawnictw naukowych ma strukturę oligopolu:– kontroluje go pięć międzynarodowych koncernów wydawniczych, z których największy jest Elsevier. Wydają one ponad połowę czasopism na świecie, a ich zysk netto sięga niemal 40% przychodów (dla porównania zyski firmy Alphabet, właściciela Google, wynoszą około 30%).

Sam model wygląda zaś następująco: naukowcy, których badania (oraz pensje) finansowane są ze środków publicznych, przekazują za darmo wydawnictwom wyniki tych badań w postaci tekstów naukowych, zrzekając się zarazem majątkowych praw autorskich. Później te same wydawnictwa za dostęp do tych wyników pobierają pieniądze, które przekazywane są również ze środków publicznych w postaci subskrypcji. Przed nastaniem ery cyfrowej były to subskrypcje czasopism papierowych, dziś jest to dostęp do platform cyfrowych. Wydawnictwa dzięki swojej dominującej pozycji mogą dowolnie ustalać ceny takich subskrypcji, które sięgają kilku milionów dolarów lub euro i rosną w tempie kilkukrotnie przewyższającym inflację. W konsekwencji wielu uczelni, konsorcjów czy ministerstw odpowiedzialnych za naukę nie stać dziś na opłacenie dostępu do wszystkich wartościowych w poszczególnych dyscyplinach treści naukowych.

Tymczasem dostęp do treści wydawanych w renomowanych periodykach z jednej strony i publikowanie w nich z drugiej, to podstawa uprawiania nauki. To kwestia bycia na bieżąco oraz budowania prestiżu w międzynarodowym środowisku naukowym. To konieczność, jeśli chcemy nawiązywać współpracę z zagranicznymi badaczami, realizować projekty i rozwijać naukę na światowym poziomie. Trudno więc się dziwić, że naukowcy chcą nie tylko publikować, ale też mieć dostęp do najnowszych wyników badań.

Sprzeczność rozwiązana, ale…

Ruch Otwartej Nauki był reakcją międzynarodowych środowisk naukowych na rosnące koszty subskrypcji, a sama idea zrodziła się z przekonania, że wiedza, zwłaszcza finansowana ze środków publicznych, powinna być powszechnie dostępna, bez jakichkolwiek ograniczeń, czy to pieniężnych, czy prawno-autorskich. W 2018 r. grupa instytucji finansujących badania naukowe, w tym Narodowe Centrum Nauki, utworzyła cOAlitionS i opracowała Plan S, promując społeczną misję nauki. Zgodnie z jego zasadami wszystkie publikacje naukowe powstające w wyniku badań finansowanych z publicznych grantów miały być umieszczane w czasopismach Open Access, na platformach Open Access lub udostępniane za pośrednictwem otwartych repozytoriów bez embarga czasowego. Jednocześnie opłacanie APC za otwarty dostęp było kosztem kwalifikowalnym wyłącznie w przypadku czasopism w pełni otwartych.

I tutaj dochodzimy do sedna problemu. Otóż systemy ewaluacji nauki, w tym polski – narzucony przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego – wciąż nie uwzględniają w swoich kryteriach publikowania w otwartym dostępie. Promuje się głównie publikowanie w renomowanych, punktowanych czasopismach. Z drugiej strony grantodawcy wyraźnie wymagali publikowania w otwartym dostępie. Była to więc sprzeczność na poziomie systemowym i paradoksalnie decyzja NCN sprzeczność tę rozwiązała. Tylko czy we właściwą stronę?

Sprzeczność tę wykorzystały prywatne wydawnictwa. Rozwinęły one model hybrydowy OA – opiera się on na  wniesieniu przez autorów wyznaczonej opłaty (APC), po czym tekst jest publikowany w czasopiśmie, które zasadniczo ma status zamknięty. Trzeba dodać, że stawki APC w tym systemie są bardzo wysokie – sięgają kilku tysięcy dolarów lub euro – i stale rosną. Ponieważ zgodnie z Planem S koszty te nie mogły zostać pokryte ze środków projektu, były finansowane bezpośrednio z budżetów jednostek badawczych. Raport Analiza stanu otwartej nauki w Polsce, opublikowany na początku 2024 roku, podaje, że w latach 2017–2021 wśród prawie 200 przebadanych instytucji średnie roczne wydatki jednego podmiotu na APC wyniosły ponad 400 tys. złotych. Z tego 15 pomiotów tylko w 2021 r. zapłaciło po więcej niż 1 mln zł. Czy o to chodziło twórcom idei Open Access? Zdecydowanie nie.

Krok w tył czy oddech ulgi?

Decyzja NCN o zniesieniu bezwzględnego wymogu OA przez niektórych została przyjęta z ulgą ze względu na dotychczasowe trudności w rozliczaniu grantów. Inni odebrali ją jako krok w tył dla idei otwartej nauki, twierdząc, że  w dalszym ciągu funkcjonujemy w systemie, w którym jakość publikacji bywa mylona z miejscem publikacji, a finansowanie płatnego OA, szczególnie w „zbójeckich” stawkach, stało się standardem.

W obliczu tych wyzwań Zielona Ścieżka Open Access, polegająca na deponowaniu manuskryptów w repozytoriach instytucjonalnych lub dziedzinowych, jawi się jako jedyne sensowne i zrównoważone rozwiązanie. NCN nadal ją promuje. Jednakże złagodzenie zasad w praktyce oznacza wypaczenie pierwotnej idei OA. Zamiast konsekwentnie budować system, który uniezależnia naukę od wydawniczego oligopolu i gwarantuje prawdziwie otwarty dostęp do wiedzy finansowanej z publicznych środków, NCN akceptuje i współfinansuje model, który czerpie gigantyczne zyski z pracy naukowców i pieniędzy podatników. Umożliwia dalsze przekazywanie publicznych środków do potężnych, prywatnych koncernów wydawniczych i pogłębia nierówności między naukowcami z różnych regionów, z których nie wszyscy mogą pozwolić sobie na takie opłaty. Tworzy to sytuację, w której wiedza naukowa nie jest reprezentatywna, gdyż odzwierciedla badania realizowane tylko w bardziej zamożnych częściach świata.

Tymczasem prawdziwa przyszłość nauki leży w zmianie myślenia całego środowiska, zgodnie z duchem nauki jako dobra wspólnego, w odważnym, solidarnym działaniu na poziomie krajowym i europejskim, by ucywilizować układ z wydawcami, i w odzyskaniu kontroli nad procesem publikacyjnym. Chwilowe złagodzenie presji może tylko pogłębić długoterminowe uzależnienie od tych, którzy z systemu czerpią nieuzasadnione korzyści, zamykając naukę w złotej klatce prestiżu. Płacimy za to coraz więcej.

dr Anna Anetta Janowska

Artykuł wyraża prywatne opinie autorki, które nie muszą odzwierciedlać stanowiska jej uczelni 

Dyskusja (53 komentarzy)
  • ~Fila 06.08.2025 22:48

    MDPI jest ok. wszyscy to wiemy. 4 recenzje, nierzadko darmowe publikacje i otwarty dostęp.
    Inne wydawnictwa też mają swoje słabe strony, jak wszystko...

  • ~ANONIM 04.08.2025 13:43

    Ja się pytam - dlaczego?
    -ja zdobywam środki, pisząc projekty,
    -ja wykonuję pracę księgowego, referenta, promotora, specjalisty, pracownika technicznego i naukowego, za podłe pieniądze z grantu, tracąc przy tym wynagrodzenie za część etatu,
    -w razie niepowodzenia projektu, ponoszę odpowiedzialność finansową z własnej kieszeni,
    -zrzekam się praw autorskich na rzecz instytu i wydawnictw,
    - MAM PŁACIĆ ZA OPUBLIKOWANIE WYNIKÓW WŁASNYCH BADAŃ, PRZY CZYM WYDAWNICTWA CZERPIĄ Z TEGO OGROMNE ZYSKI,
    - a w tym samym czasie TWÓRCY BYLE JAKIEJ PIOSENKI DISCO, KOSZĄ KOKOSY NA SWOJEJ TWÓRCZOŚCI ORAZ PRZYSLUGUJĄ IM TANTIEMY?

    • ~Jan Cieśliński 04.08.2025 23:28

      Nie rozumiem porównania do disco polo. W Polsce na ogół naukowcy wynagradzani są tylko z budżetu państwa (granty to też budżet), infrastruktura i sprzęt też państwowy. Dlaczego PAŃSTWO daje się tak ogrywać i doić przez zagraniczne koncerny? To jest właściwe pytanie.

      Niskie wynagrodzenia i małe nakłady na naukę świadczą natomiast o randze jaką mamy w oczach polityków. A żeby prywatnie komuś coś naukowego sprzedać (nawet zrobionego na państwowym sprzęcie w godzinach pracy), to.... życzę powodzenia.

      • ~Profesor PAN 05.08.2025 11:21

        Dziękuję, nigdy nie miałem z tym najmniejszego problemu. Fakt, że nie jestem fizykiem.

        • ~Jan Cieśliński 05.08.2025 11:53

          Ci, którzy nie mają z tym problemu (w tym Pan) zapewne by nie napisali tego, co ANONIM, czyż nie?

          Poza tym, czasem zapominam, że polska nauka (ściśle złączona ze sztuką) jest terminem niezmiernie rozciągliwym. Może nawet jest katedra disco polo na jakimś uniwersytecie muzycznym :)

          W tym kontekście jednolita ewaluacja wszystkiego, oparta głównie na publikacjach, wygląda tym bardziej dziwacznie.

          • ~Profesor PAN 05.08.2025 13:23

            Tu się oczywiście zgadzam, no bo jak się nie zgodzić?

            A w kwestii narzekania - uważam, że jeśli gdzieś się nam nie podoba, to nie należy gadać, tylko to miejsce opuścić. Sam tak zrobiłem i przez 20 lat pracowałem poza nauką. A jaki jest mój obecny stosunek do organizacji nauki w Polsce? Czuje się jak Tony Curtis w tym filmiku https://www.youtube.com/watch?v=SDJQ7zn3-2g

    • ~Przemo 04.08.2025 16:27

      Tak działa wypracowywany od czasów zaborów, system zniechęcania ludzi do pracy w Polsce.

  • ~Jan Cieśliński 04.08.2025 00:45

    Sprawa OA czy Otwartej Nauki jest tak kuriozalna, że aż śmierdzi. Jeśli politycy UE życzą sobie otwartości, to niech zasponsorują czy stworzą wydawnictwo, takie jakiego sobie życzą, zgromadzą najlepszych edytorów i recenzentów (np. dokładając ten obowiązek laureatom ERC czy innych grantów, aby mieć pewność, że recenzenci będą i to najwyższej jakości). Jeśli Harvard czy Oksford uskarżają się na tyranię molochów wydawniczych, to przecież oni sami (tzn. ich uczelnie) mogą zrobić tu analogiczny wyłom prawie własnymi rękoma. Niestety czasopisma Oksfordu są niby OA, ale typowa komercja, a przecież tu nie o to chodzi.

    Na szczęście niektóre kraje coś robią w tym kierunku (widzę, że np. Turcja ma darmowe, zapewne państwowe, wydawnictwa OA; no ale z niewielkim na razie prestiżem). Po za tym rosnący w siłę niegdysiejsi "predatorzy" chcąc przyciągnąć autorów umożliwiają bardzo szerokiej grupie autorów (i są to właśnie ci lepsi autorzy) publikację OA całkowicie darmową, zwłaszcza w formie voucherów za recenzje (ale są też liczne darmowe zaproszenia). Liderem jest tu MDPI, które ma poza tym w zasadzie idealne ramy i reguły. Wystarczy tylko, aby recenzenci reprezentowali odpowiedni poziom, i tu jest główny problem, bo przy obecnym rozmachu mowa o gigantycznych liczbach (setki tysięcy), zatem zapewne zajmie to jeszcze sporo czasu.

    W każdym razie: Polska nie powinna być pierwsza w kolejce do płacenia na tego typu cele, raczej powinna wlec się w ogonie. Naprawdę nasz budżet na naukę jest zbyt skromny, aby nim tak szastać. A wyciąganie na te cele kasy z Ministerstwa Zdrowia (które finansuje uczelnie medyczne), to już nie wiem jak określić...

  • ~Jan Brzozowski 01.08.2025 13:57

    Szanowna Pani Doktor,
    takie problemy mają
    rozwiązać politycy.
    A nie zrzucać je na barki
    prostych naukowców.
    Mnie jako kierownika grantu
    NCN interesuje żeby swoje
    wyniki publikować w najlepszych
    czasopismach a te na ogół
    były hybrydowe.

    To była jedyna sensowna
    zmiana, wcześniejsze regulacje
    były absurdalne.

    • ~Przemo 03.08.2025 21:23

      Jacyś "oni" rządzą, a my, drobne robaczki tylko wykonujemy rozkazy?
      O swoje racje trzeba walczyć. Roku 1980 i 1989 nikt nam nie podarował, a "oni" nigdy nie byli po właściwej stronie historii, być może tylko dlatego, że to się nigdy doraźnie nie opłaca.

  • ~Alek Rachwald 31.07.2025 18:31

    Kompletnie chybione. "Sprzeczność tę wykorzystały prywatne wydawnictwa. Rozwinęły one model hybrydowy OA – opiera się on na wniesieniu przez autorów wyznaczonej opłaty (APC), po czym tekst jest publikowany w czasopiśmie, które zasadniczo ma status zamknięty". Czyżby? Bo według mojej najlepszej wiedzy sprzeczność wykorzystały przede wszystkim "prywatne wydawnictwa" (a które to są te państwowe, tak na marginesie?), ale nie hybrydowe, tylko 100% Open Access. Wśród tych czasopism wiele było poniżej wszelkiej krytyki, a były też takie, które na liście ministerstwa znalazły się chyba tylko przez pomyłkę. I środki na to szły już legalnie z budżetu grantów NCN. I właśnie te wydawnictwa wyciągnęły z budżetu nauki gigantyczne środki. Pomijanie tego sektora wydawniczego w tekście poświęconym problemowi "oligopolu wydawniczego" jest błędne.

    • ~UJ-przyjaciele 02.08.2025 23:11

      Marek
      Wiemy, że to Ty.
      Nie wstydź się :)

  • ~PŻ 31.07.2025 13:07

    Podziwiam wypowiedzi w dyskusjach w FA na temat czasopism odpłatnych, w tym i MDPI. Piszą ludzie, którzy, prawdopodobnie, nie pracowali w nauce przed erą internetu.
    1) Dawniej było, że czasopisma publikowały artykuły w terminie od pół roku do roku. Dlaczego? Bo należało wysłać, na przykład, do USA pocztą. W taki sam sposób czasopismo wysyłało do recenzentów, po recenzjach – do autorów, autorzy również pocztą wysyłali odpowiedzi do redakcji. I tak nawet kilka kółek. Obecnie internet pozwala skrócić ten czas do miesiąca. I tak jest w MDPI. Ale nie w wydawnictwach tak zwanych „dobrych”.
    2) Dawniej wydawnictwa żyły ze sprzedaży czasopism w postaci papierowej. Nie obchodziło ich, czy ktoś przeczytał lub zacytował konkretny artykuł. Bo sprzedawali hurtem cały rocznik. A uczelnie lub inne jednostki naukowe musiały je wykupić, płacąc z góry w roku poprzedzającym.
    3) Dyskutanci zapomnieli, że obecnie (od 35 lat) w kraju jest kapitalizm. Natomiast w krajach zachodnich – od wieków. Niektórzy z dyskutantów nawet życzą, żeby wydawnictwa płacili naukowcom za ich artykuły oraz recenzje, zamiast pobierać opłaty za publikowanie ich produkcji. Na zachodzie chyba nic nie wpadł na taki „mądry” pomysł. Bo tam od dawna ludzie, w tym i naukowcy, wiedzą, że każda dobrze wykonana praca powinna być opłacona. W związku z tym w epoce internetu wydawnictwa uświadomiły sobie, że należy pobierać opłatę za każdy opublikowany artykuł, bo sprzedaż hurtowa całych roczników spadła im okropnie. Nie wiem, kto pierwszy wpadł na taki pomysł, Chińczycy, Hindusi lub zachodnie tak zwane „dobre” wydawnictwa.
    4) Opłata autorom za ich artykuły może, na pierwszy rzut oka, wydawać się sprawiedliwa. Próbują przemycić takie porównanie - przecież pisarz dostaje wynagrodzenie od wydawnictwa. To samo kompozytor lub śpiewak dysko polo. Szanowni dyskutanci, zwracam waszą uwagę, że pisarz, kompozytor i śpiewak nie pracują na etatach, nie jeżdżą na konferencje (koncerty, spotkania autorskie) na koszt podatników, nie dostają subwencji na narzędzia pracy, jakieś tam gitary, nagłośnienie i tak dalej. Naukowiec ma to wszystko od podatników – wynagrodzenie, pomieszczenie pracowni (nie płaci czynsz), aparaturę, delegacje i inne niezbędne do wykonania badań rzeczy, a nawet płatny urlop.
    5) Na czum polega praca naukowców? Na prowadzeniu badań i publikacji na ich podstawie dobrych artykułów. Do oceny jakości artykułów danego autora wymyślono indeks h. Są dwie metody, które pozwalają uzyskać dobre h. Pierwszy – publikować dobre artykuły. Drugi – dołączyć do spółdzielni. Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadkach musisz zapłacić. Wybór należy do naukowca. W epokę socjalizmu, gdy nie były jeszcze wymyślone IF i h, naukowiec mógł za darmo publikować w uczelnianych zeszytach i było OK. Obecnie, niestety, musi zapłacić wydawnictwu, bo tam, tak jak i wszędzie w kapitalizmie, pracownicy muszą dostawać wynagrodzenie, a właściciele – zysk.
    6) Dla czego naukowcy niechętnie płacą za publikacje. Ze skąpstwa. Bo mogli by te pieniądze wydać na coś innego, na przykład, na jeszcze jeden wyjazd na konferencję. Zapominają przy tym, że w wydawnictwie również pracują ludzie, którzy nie pracują charytatywnie, a którzy chcą zarabiać, żeby normalnie egzystować i utrzymywać rodziny.
    7) W dyskusji często przeciwstawiają tak zwane „dobre „ czasopisma i MDPI oraz inne nowe wydawnictwa. Bo w „dobrych” publikują za darmo. Jest to dalekie od rzeczywistości. Dobre czasopisma dostają od MNiSW pieniądze na publikację określonej liczby (kilka tysięcy rocznie) artykułów. Owszem, dla konkretnego naukowca jest to lepiej, bo zaoszczędza na tym (patrz pkt. 6). Płaci za te „darmowe” publikacje podatnik.
    8) Do ~AAJanowska 30.07.2025 16:35. Pani pisze, cytuję: „W czasopiśmie Nature opłata za Open Access wynosi 12 000 dolarów, w czasopismach Springer lub Elsevier - 2, 3, 4 tysiące, czasem jeszcze więcej. Po trzecie jak to się stało, że czasopisma wydawane przez MDPI znalazły się na liście czasopism punktowanych Ministerstwa?” W tych Pani stwierdzeniach są sprzeczności natury logicznej. Po pierwsze, jak w Nature, Springer lub Elsevier pobierają opłaty, to dobrze. Jak w MDPI, to źle. Podobne stwierdzenia, że należy wyrzucić z listy czasopisma z MDPI i innych podobnych pojawiają się w FA w wielu dyskusjach dotyczących ewaluacji. Chyba Pani oraz inni dyskutanci nie zapoznali się z rozporządzeniem dotyczącym ewaluacji. Tam zapisano, że punktacja obliczana na podstawie IF oraz CiteScore. Oznacza to, że wbrew Pani twierdzeniu, każde czasopismo, posiadające IF lub CiteScore, w tym i z MDPI, podkreślam, POWINNO znaleźć się na liście ministerialnej. Jak nie znasz zasad, to nie musisz załamywać ręce, że ktoś zrobił nie tak, jak tobie wydaje się.

    • ~Grześ 31.07.2025 19:34

      Proszę zatem o przypomnienie jaką pracę wykonuję zatrudnieni obecnie w wydawnictwach ludzie"... którzy nie pracują charytatywnie, a którzy chcą zarabiać, żeby normalnie egzystować i utrzymywać rodziny."? .Mam też duże wątpliwości czy tam faktycznie pracują ludzie.

      • ~P.Ż, 31.07.2025 19:49

        Można do nich nawet zadzwonić. Nie wyglądają na AL.

    • ~Anty MDPI 31.07.2025 15:55

      Jakość prac w MDPI jest o rzędy wielkości mniejsza niż w "dobrych" czasopismach. Wyjeżdżając na staż do topowych światowych instytutów szybko można się przekonać ile w rzeczywistości jest warty dorobek zrobiony na MDPI. Niestety w Polsce z jakiegoś powodu dotujemy tego wydawcę na grube miliony i udajemy że dorobek naukowy zrobiony na modelu "pay to win" faktycznie jest cokolwiek warty (w końcu mają wysoki IF!).

      • ~P.Ż, 31.07.2025 19:46

        Do Anty... Fajnie, nie muszę odpowiadać. Koledzy poniżej zrobili to doskonale. Pozdrawiam serdecznie panów gregory i Profesor PAN

      • ~MM 31.07.2025 19:16

        Zgadzam sie. dokladnie tak jest. Dodam jeszcze, ze dorobek skladajacy sie z MDPI lub Frontiers czy innego Hindawi jest bardzo zle widziany. Rowniez przez agencje przyznajace granty. Kazdy, kto mial stycznaosc z powaznymi badaniami i publikacjami zdaje sobie sprawe, ze jakosc recenzji w np. MDPI to niesmieszny zart.

        • ~P.Ż, 31.07.2025 21:14

          Do MM. Dlaczego pan nie podał nazw tych agencji. Czyżby pan sugerował, że to NCN oraz NCBiR?
          Niemożliwe!

          • ~MM 01.08.2025 20:08

            NIH

      • ~gregory 31.07.2025 16:49

        "Jakość prac w MDPI jest o rzędy wielkości mniejsza niż w "dobrych" czasopismach."

        Jako osoba publikujaca niemal wylacznie w tych drugich nie podzielam tej opinii - jest, usredniajac, dokladnie taka sama.

        "Wyjeżdżając na staż do topowych światowych instytutów szybko można się przekonać ile w rzeczywistości jest warty dorobek zrobiony na MDPI."

        To bardzo zalezy od kraju i dziedziny. Czy MDPI czy Elsevier to hmmm malo kto rozroznia. Natomiast faktycznie dorobek zrobiony na przegladach to raczej ciekawostka, a w u nas powod do dumy - bo sie cytuje.

    • ~Profesor PAN 31.07.2025 14:51

      "Dawniej było, że czasopisma publikowały artykuły w terminie od pół roku do roku."

      W jakiej dziedzinie artykuły są publikowane w ciągu roku? Ja czekam już prawie rok na pierwszą recenzję, zanim praca się ukaże (jeśli się ukaże) miną przynajmniej dwa lata od złożenia. A tzw. "renomowane" wydawnictwo potrafi poczekać jeszcze rok od przyjęcia pracy do druku do wydrukowania.

      Zasługą MDPI jest ukrócenie terroru recenzentów, pokazanie im, że nie są królami, że nie jest tak, że autor ma wszystkie obowiązki a recenzent wszystkie prawa. Ta jedna zasługa niweluje już ich wszystkie błędy.

      • ~P.Ż, 31.07.2025 20:15

        Panie Profesor PAN. Ostatnio opublikowałem w bardzo dobrym czasopiśmie po 7 miesiącach. Zdarzają się różne nieoczekiwane przypadki.

        • ~Profesor PAN 31.07.2025 22:01

          Zdarzają się takie dary od losu ale nie ma gwarancji. MDPI natomiast włożyło rzeczywisty wysiłek, by artykuł został przyjęty lub odrzucony w czasie kontrolowanym i nie za długim. A jak już zostanie przyjęty do publikacji, by nastąpiła ona naprawdę szybko.

          • ~PŻ 01.08.2025 10:50

            Do ~Profesor PAN 31.07.2025 22:01. Panie profesorze. Lekko skłamałem. Po parę miesięcy od wysłania dostałem z czasopisma A informację, że artykuł nie odpowiada ich tematyce, co było nieprawdą. Zaproponowano wysłanie do czasopism B, C, D. W czasopiśmie B po paru miesiącach zaproponowano czasopisma E, F, G. I tak trwało to ponad rok. I na końcu czasopismo M przyjęło i opublikowało. Razem trwało to około 2 lat.

            • ~Profesor PAN 01.08.2025 18:24

              Skąd ja znam tę historię ;-)

      • ~Anty MDPI 31.07.2025 15:57

        Krytyka recenzentów jest tutaj - moim zdaniem - całkowicie nietrafiona, w końcu wykonują oni darmową pracę za którą potem wydawca inkasuje nawet kilkadziesiąt tysięcy PLN. Recenzenci i autorzy prac są frajerami, królem jest wydawca.

        • ~Profesor PAN 31.07.2025 18:02

          Proszę wybaczyć ale mnie tak akurat wychowano, że jeśli podejmuję się jakiejś pracy, to czuję się zobowiązany wykonać ją jak najlepiej - bez względu na uzgodnione honorarium. Poza tym recenzowanie to dla uczonego sprawa honorowa - jak kto publikuje, zobowiązany jest recenzować.

          Pojęcie honoru nieco wypadło z użycia w obecnym świecie, bo większość recenzji, jakie otrzymuję, jest bezwartościowa. Zdarzają się też bezsensownie wrogie.

          • ~Przemo 31.07.2025 20:25

            Dlaczego nie zrezygnować z recenzji całkowicie?
            Zdecydowanie lepiej by było pozwalać komentować publikowane artykuły naukowe:
            byłoby zabawniej,
            ludzie więcej by czytali i
            mieliby bardziej krytyczne podejście do artykułów naukowych.

            Cóż recenzent może?
            Napiszesz, że bzdury, a i tak znajdą takiego recenzenta, który każe tylko gramatykę poprawić, jeśli nie w tym czasopiśmie, to w innym.

            Czasopisma naukowe i recenzenci służą tylko i wyłącznie przyklepywaniu wyników badań naukowych, jako zrobionych, a ich interpretacji, po przypiłowaniu, wygładzeniu, jako uzasadnionych.
            Science po 15 latach wycofuje wreszcie artykuł o tym, że mikroby mogą zastąpić fosfor arsenem w jakiejś tam toksycznej kałuży, w której przebiegała szczególna ewolucja itp. itd.

            • ~Profesor PAN 31.07.2025 22:04

              Recenzje to efekt świadka - wielu ludzi jednak się trochę postara, jeśli będą wiedzieć, że ktoś ich dzieło przeczyta. Oczywiście - kompetentnych recenzji miałem ajwyżej kilka procent.

              • ~Przemo 01.08.2025 11:31

                Doszliśmy jednak do takiej nadprodukcji artykułów naukowych w celach sprawozdawczych, że badanie z roku 2007 wskazuje, że 50% nie czyta nikt poza ich autorami i recenzentami, a 90% nikt nigdy nie cytuje: https://www.smithsonianmag.com/smart-news/half-academic-studies-are-never-read-more-three-people-180950222/.
                Co roku publikuje się około miliona artykułów naukowych w 28-47 tysiącach recenzowanych czasopism, ich liczbę niełatwo oszacować, ponieważ pojawiają się nowe, a inne znikają: od roku 2000 do 2019 zniknęło 176 tytułów, co znaczy, że opublikowane w nich prace są już niedostępne. W takiej sytuacji całkowicie tracimy dostęp do opublikowanych prac. Może w takiej sytuacji jednostki naukowe, powinny mieć obowiązek dbać o realny wolny dostęp (OA) i umieszczać opublikowane prace w swoich, publicznie dostępnych repozytoriach.
                Praca naukowa jest kosztowna i jeśli jest ważna, nie powinno się jej wyrzucać na śmietnik upadłego czasopisma.

                • ~Marcin Przewloka 02.08.2025 09:59

                  @Przemo

                  Tak, trzeba zadbac o to, aby wyniki badan nie znikaly z powierzchi ziemi (czyli glownie z baz danych i repozytoriow).
                  Ale, to ze artykulow jest duzo, liczbowo, to nie jest zaden problem. Problemem jest ich jakosc. Na przyklad, wielu badan eksperymentalnych nie mozna powtorzyc. Na przyklad, analiza wielu danych jest zrobiona niepoprawnie. Itd. To jest rzeczywiscie problem. Dlatego jakosc w pracy naukowej jest tak absolutnie kluczowa.

                  Duza liczba artykulow? Nadchodzi era AI i AI-based data analysis. Zreszta juz nadeszla. AI pomaga wyekstrahowac informacje ze juz opublikowanych artykulow i gigantycznej objetosci danych, ktore te artykuly ze soba niosa. W biologii sa to na przyklad dane 'omiczne' z transkryptomiki, proteomiki, itd. Dopiero oddzielne meta-analizy potrafia wyciagnac dodatkowe informacje i wnioski z juz (czasami calkiem dawno) opublikowanych prac.
                  I to samo bedzie sie dziac z tymi artykulami, ktorych "nikt nie czyta". Tak wiec powtarzam, to nie jest problem. Problemem jest jakosc.

                  • ~Przemo 02.08.2025 15:09

                    Problem w tym, że wymuszana administracyjnie ilość automatycznie obniża jakość. Po co? Żeby się księgowemu podobało?
                    Jacob i Monod napisali we wspomnieniach, że gdyby musieli publikować tak, jak trzeba dzisiaj, musieliby porzucić temat, nad którym pracowali przez 20 lat.
                    Pierwsza szybka publikacja zamknęła by im drzwi do dalszych badań, ponieważ ich pierwsze interpretacje uzyskiwanych wyników nie były trafione.
                    Poddając się administracyjnemu dyktatowi, strzelamy sobie i społeczeństwu w kolano.

                    • ~Hubert Wojtasek 04.08.2025 13:06

                      A mógłbym prosić o źródło tych wspomnień Jacoba i Monoda? Zbieram takie ciekawostki, żeby pokazać tym, co publikują artykuł co 2-3 dni, że tak się przełomowych odkryć nie robi.
                      A jeśli chodzi o liczbę recenzowanych czasopism, to jest ona bardzo precyzyjna, przynajmniej tych ważnych z naszego punktu widzenia - 34088. 😉
                      https://www.gov.pl/web/nauka/komunikat-ministra-nauki-z-dnia-05-stycznia-2024-r-w-sprawie-wykazu-czasopism-naukowych-i-recenzowanych-materialow-z-konferencji-miedzynarodowych

  • ~Sławomir Wacewicz 31.07.2025 11:21

    Generalnie zgadzam się z tym niepopularnym stanowiskiem, że odwrót od obowiązku OA jest złym kierunkiem.
    To jest temat na dużo dłuższy komentarz, ale w skrócie:
    - pompowanie dużych pieniędzy za OA do koncernów JEST ZŁE ALE nie płacąc za OA zamiast pieniędzy oddajemy koncernom na własność wyniki badań i to jest tak samo złe
    - sytuacja wymaga zmuszenia środowiska do przestawienia się na alternatywny sposób ustalania prestiżu. Przyjęło się, że prestiż jest pochodną jakości, a ta korelu z miejscem wydania (np. czasopismem); obie korelacje są luźne, ale są. Alternatywą byłoby np. odejście od czasopism i upowszechnianie przez repozytoria z dodatkowym mechanizmem certyfikowania jakości (recenzje itd.) w sposób podbny jak w innych branżach (firmy audytowe). To oczywiście byłby przewrotu na miarę zmiany ruchu z lewostronnego na prawostronny, dlatego kilka lat temu myslałem, że to kompletna fantastyka, ale w miarę jak narasta problem z koncernami i frustracja środowiska sytuacja być może do tego dojrzewa.

  • ~Marcin Przewloka 31.07.2025 01:13

    Rzeczywiscie, z publikowaniem naukowym srodowisko naukowe samo zapedzilo sie w kozi rog.
    I w skali swiatowej nie ma dobrego pomyslu, jak sobie z tym poradzic.
    Jakiekolwiek to nie byloby rozwiazanie, bedzie wymagac duzo odwagi.

    Nie jestem czy to jest smieszne, ale wydaj sie byc prawdziwe:
    https://www.facebook.com/groups/reviewer2/posts/10161910838375469/

    Do you wanna publish or perish?
    You will write papers for us.
    You will pay us to publish them.
    You will review the papers for free.
    You will pay us to read those papers.
    You will be judged by the number of papers you publish with us.

  • ~Andrzej Jajszczyk 30.07.2025 20:01

    Otwarty dostęp oraz złe – ilościowe – systemy ewaluacji naukowców i jednostek naukowych to mieszanka wybuchowa prowadząca do obniżenia poziomu badań, a także obciążenia naukowców dodatkowymi obowiązkami ... Więcej w całym tekście "Klęska polityki otwartego dostępu": https://forumakademickie.pl/kleska-polityki-otwartego-dostepu/

  • ~maria 30.07.2025 18:47

    Przykład np. czasopisma Molecules i niesamowity wzrost dochodów wydawcy Open Accsess zaprzecza temu. Płaciliśmy ogromne pieniądze a publikowane były żłe i przeciętne prace. To trzeba zatrzymać, a podałam tylko jeden tytuł. Ta polityka doprowadziła do dna naukowego i moralnego.

  • ~Profesor PAN 30.07.2025 17:52

    Problem można rozwiązać jednym ruchem uznając Green OA za standard publikowania - zarówno na użytek ewaluacji jak rozliczania grantów. Tak się oczywiście nie stanie z przyczyn, o których nie będę opowiadać z ostrożności procesowej. Czy to znaczy, że oskarżam naukowych mandarynów o korupcję? Tak.

  • ~Przemo 30.07.2025 15:33

    Sukces biznesowy i szybki rozwój MDPI pokazuje, że pozycja Elsevier, choć mocna, nie jest nienaruszalna. Sęk w tym, że w sensie jakości wpadamy z deszczu pod rynnę.
    Opór jednego państwa wobec tak mocnego oligopolu skazany jest na porażkę. Niemcy przez chwilę próbowały, ale to było za mało.
    Może warto pomyśleć o zbudowaniu porozumienia w tej sprawie rządów większej liczby państw UE? Z całej UE na rzecz oligopolu wydawnictw naukowych wypływa całkiem pokaźny strumień pieniędzy, na zasadach, niedorzecznych, o których Pani szczegółowo pisze. Mamy tu niezwykle intratne opodatkowanie wszystkich jednostek naukowych na całym świecie przez kilka koncernów wydawniczych. Gwarantem utrzymania interesu są punktacje i indeks Hirscha - parametr istotny dla badaczy na międzynarodowym rynku nauki.
    Duży gracz łatwo się nie podda i będzie próbował przeciągać buntowników na swoją stronę na 100 różnych sposobów. Tego można być pewnym - to gra o duże pieniądze.

    Może należy przekonać rządy państw UE do powołania własnego koncernu wydawniczego, lub wykupienia Elsevier w celu jego ucywilizowania?
    Uczelnie może mogłyby także umieszczać na swoich stronach internetowych (z numerem DOI, jak robią to instytucje UE) artykuły recenzowane przez europejskie wydawnictwo naukowe lub umieszczane na odpowiedzialność autorów, ale wtedy z otwartą możliwością komentowania, jak np. tutaj. Pamiętajmy, że wydawnictwa naukowe powstały, kiedy nie było Internetu, uczelnie nie miały własnych stron internetowych, a ich papierowe wydawnictwa miały mały zasięg i małe nakłady.
    Żyjemy już w innych czasach i coś, co od dawna źle działa należy naprawić. Im szybciej, tym lepiej.

    • ~Marta Muter 30.07.2025 22:41

      Komisja Europejska już idzie to drogą, oferując ORE : https://open-research-europe.ec.europa.eu/ (dla publikacji będących wynikiem badań finansowanych z jej budżetu. Może nasze ministerstwo lub chocby agencje mogłyby pojsc tym tropem dla swoich programow?

      • ~Przemo 31.07.2025 12:51

        Bardzo dziękuję za link, nie widziałem Open Research Europe.
        To krok we właściwym kierunku, choć trochę czasu upłynie zanim zacznie dobrze działać: lubimy cytowania i zbiory tematyczne, a na razie widzę tylko indeksowanie w PubMed, Google Scholar i nie tylko, ale to już coś. Pozostaje do zrobienia dobrze widoczne repozytorium z podziałem tematycznym, a jednostki naukowe powinny umieszczać opublikowane prace w całości na swoich stronach internetowych.
        Moim zdaniem nasze agencje powinny pójść tym śladem i Europa powinna być jednością w każdym obszarze, w którym tylko jest to możliwe.

    • ~Profesor PAN 30.07.2025 18:40

      Wzmocnię: coś, co od dawna zupełnie nie działa należy zlikwidować. Im szybciej, tym lepiej.

      Publikacja w czasach internetu znaczy coś zupełnie innego niż wcześniej. Renomowane wydawnictwa naukowe powinny dołączyć do zacnego grona, w którym są transport konny i fotografia analogowa.

    • ~AAJ 30.07.2025 16:36

      @Przemo: myśl zacna, ale faktycznie wymaga działań na wyższym szczeblu

  • ~xyz 30.07.2025 12:18

    DOKŁADNIE! Brawo. W końcu ktoś napisał o absurdzie, o którym wszyscy wiemy i nic z nim nie robimy. Przestańmy wydawać nie nasze pieniądze na cele, do których można dobrnąć inaczej.

  • ~Marcin 30.07.2025 12:09

    Idea PlanuS była szczytna, ale zaowocowała przeniesieniem wydatkowania środków publicznych z oligopolu wydawnictw na MDPI. Więc z finansowego punktu widzenia niewiele zmieniła.
    Natomiast powstał problem jakości, ponieważ, aby sprzedać subskrypcję wydawanictwa musiały jednak pilnować jakości - wiadomo, kto płaci ten wymaga, klient nasz pan. Natomiast w MDPI płaci autor (co już jest postawieniem sprawy na głowie, słyszał ktoś, żeby autor kryminałów, czy dziennikarz płacił za publikowanie swoich tekstów!?), czyli trzeba się dostosować do jego wymagań - w tym wypadku, że manuskryt (nawet słaby) ma być zaakceptowany.
    Z dwojga złego, opcja pierwsza jest moim zdaniem lepsza.

    • ~Profesor PAN 30.07.2025 18:46

      Nikt nie słyszał, by autor kryminałów, czy dziennikarz płacił za publikowanie swoich tekstów, bo z tych tekstów korzysta czytelnik a nie autor, a płaci ten, kto korzysta. Z tekstów naukowych korzysta autor, bo około 100% tekstów tzw. naukowych do nauki nie wnosi nic, nikt ich nie czyta, a ich jedynym celem jest promowanie autorów, którzy muszą się wykazać publikacjami.

    • ~Asystent 30.07.2025 17:25

      Niestety, opisany proceder występuje w przypadku autorów kryminałów, czy dziennikarzy. Zajmują się tym tak zwane wydawnictwa "vanity". W przypadku self-publishingu też autor płaci...

    • ~AAJanowska 30.07.2025 16:35

      @Marcin: Kwestia MDPI to tylko część patologii. W dodatku to, co Pan pisze, to jest bardzo wygodna narracja z punktu widzenia wielkiej piątki koncernów wydawniczych: że one trzymają jakość, a MDPI nie. Ale w czasopismach - proszę mnie poprawić bo może się mylę - to nie wydawnictwa dbają o jakość, tylko naukowcy, którzy teksty recenzują, z tego co wiem najczęściej za darmo. To po pierwsze. Po drugie nie tylko MDPI żąda pieniędzy za OA. W czasopiśmie Nature opłata za Open Access wynosi 12 000 dolarów, w czasopismach Springer lub Elsevier - 2, 3, 4 tysiące, czasem jeszcze więcej. Po trzecie jak to się stało, że czasopisma wydawane przez MDPI znalazły się na liście czasopism punktowanych Ministerstwa? Sami sobie zgotowaliśmy ten los…

      • ~Profesor PAN 30.07.2025 18:49

        Jak to się stało, że czasopisma wydawane przez MDPI znalazły się na liście czasopism punktowanych ministerstwa? Sama pani odpowiedziała zdanie wcześniej. Skoro pozostałe wydawnictwa kierują się dokładnie tymi samymi zasadami, dlaczego dyskryminować MDPI?

      • ~AN 30.07.2025 18:31

        Wszędzie płacimy za OA ale w MDPI w porównaniu do innych wydawnictw potrafią przyspieszyć proces publikacji i mamy publikacje wyników w około miesiąc a nie w rok. W żadnym innym wydawnictwie nie spotkałam się jeszcze z 4 recenzentami, a i recenzowanie dla nich przynajmniej nie jest wolontariatem, bo mozna nazbierać vouchery na pokrycie APC. Darmowa publikacja z OA i to jeszcze dobrymi punktami ministerstwa wydaje się lepsza niż w czasopiśmie o podobnym IF ale za kilka tysięcy €

        • ~pacyfic 06.08.2025 22:46

          Tak, popieram.
          MDPI zawsze przygotowuje 4 recenzje i poza tym możliwość darmowej publikacji, bonusy za recenzje. MDPI To bardzo dobre wydawnictwo.


    • ~X 30.07.2025 12:31

      Najlepiej gdyby międzynarodowo odciąć się od krwiopijców ale można zacząć lokolnie - trzeba by dobrze kontrolować recenzje w pistępowaniach awansowych, tak aby stopnie i tytuł można by przyznawać za nierenzowane prace z otwartych uczelnianych repozytoriów. Ale trzeba by najlepsze wybrane prace nadal publikować normalnie aby nie odciąć się od głównego nurtu. Może to mógłby być etap przejściowy w odzyskiwaniu nauki od korpiracji.