Aktualności
Sprawy nauki
07 Sierpnia
Źródło: archiwum prywatne
Opublikowano: 2025-08-07

Podniesienie rangi popularyzacji to dobry kierunek, ale…

Kiedy dowiedziałam się, że popularyzacja nauki będzie brana pod uwagę w zdecydowanie większym stopniu w ocenie wpływu działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki, pomyślałam: nareszcie! Ale zaraz potem pojawiły się wątpliwości. Okazuje się, że nie tylko u mnie, bo zawrzało i wśród naukowców, i popularyzatorów.

Realizowanie działań komunikujących naukę do społeczeństwa, czego składową jest popularyzacja, to część pracy naukowej i w mojej ocenie powinno być obowiązkowe dla każdego badacza. Wprowadzenie tego elementu do ewaluacji uważam za niewątpliwie wielki krok dla polskiej nauki. Jednak, moim zdaniem, samo zwiększenie mocy kryterium III, bez idącego za tym systemowego wsparcia, nie przyniesie zakładanych efektów. Rozumiem intencje kierownictwa Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które stoją za położeniem nacisku na „promocję polskiej nauki”, ale – celowo używam cudzysłowu – nie mówimy w tym przypadku o popularyzacji czy komunikacji nauki. Promocja to forma reklamy, która może być realizowana ze wsparciem komunikacji i popularyzacji nauki, lecz nie są to definicje tożsame. Komunikacja naukowa jest umiejętnością przekazywania treści naukowych w sposób przystępny i jednocześnie merytoryczny. To opowieść o samej nauce, nie o polskiej, niemieckiej czy jakiejkolwiek innej. Zarazem jednak uczony komunikujący naukę do społeczeństwa, przez swoje powiązania z daną instytucją, staje się jej naturalną reklamą. Tym bardziej ważne jest dbanie o jakość tych treści. One mają być nie tylko „klikalne”, ale przede wszystkim rzetelne i merytoryczne.

Dlaczego podkreślam te definicje? Ponieważ w pewnym sensie pokazują braki w systemowym wsparciu komunikacji naukowej, popularyzacji i promocji nauki. Naukowcy pracują dziś w mocno interdyscyplinarnym środowisku, w którym ich specjalizacje stają się coraz węższe. Z drugiej strony mierzą się z oczekiwaniami społeczeństwa, w którego szeroko pojętym interesie leży upowszechnianie wiedzy o wynikach badań finansowanych z publicznych pieniędzy, Wymusza to rozwój umiejętności dopasowania formy przekazu do określonego odbiorcy oraz prostego i merytorycznego komunikowania zagadnień naukowych. Zadaniem badaczy jest tłumaczenie, jak działa nauka i wykazywanie jej obecności w codziennym życiu. Nie do nich należą jednak działania zarezerwowane dla specjalistów od promocji i marketingu, którzy wiedzą, jakie treści powinny być upowszechniane i dla jakiego odbiorcy oraz jak przygotować wizualnie merytoryczny materiał, aby dotarł do konkretnej grupy i spełnił tym samym swój „reklamowy” cel.

Taka promocja realizowana na właściwym jakościowo poziomie, wymaga nakładów, i to nie tylko w infrastrukturę, ale przede wszystkim w ludzi. Jeśli nie będzie systemowego wsparcia zarówno samych badań, jak i ich promocji i popularyzacji, np. w formie szkoleń, zakupów sprzętu, zatrudniania wykwalifikowanej kadry, trudno oczekiwać, że „nasze” treści staną do konkurencji z tymi generowanymi przez światową naukę. Wyobrażam sobie więc, że rozliczanie jednostek z działań w zakresie popularyzacji – powtórzę: bardzo słuszna idea – to wsparta obszernymi zasobami długofalowa strategia tworzenia wartościowych treści, za których merytorykę odpowiadają naukowcy, zaś za formę i efektywność dotarcia – fachowcy od promocji. Bez obaw, nie mam tu na myśli klasycznych agencji reklamowych, lecz specjalistów promujących działania naukowe. Nie ma ich wystarczająco wielu? Cóż, oznacza to ni mniej ni więcej, że taką specjalizację powinniśmy zacząć rozwijać szybciej i intensywniej niż dotychczas.

Jak słusznie założono w ministerstwie, media społecznościowe to dziś jedno z podstawowych narzędzi w działaniach nie tylko promocyjnych, ale również popularyzatorskich. Treści w ten sposób udostępniane docierają do szerokiej publiczności, jakiej nie zapewnią tradycyjne metody. Umiejętne używanie mediów tego typu może więc faktycznie robić wiele dobrego w komunikacji naukowej. Kluczowe jest tu jednak słowo „umiejętne”. Tych umiejętności naukowcy z reguły nie posiadają, a ich nabycie wymaga czasu, który przy tylu obowiązkach w akademii, już dziś jest deficytowy.

Dodatkowo, nie każdy dobrze się czuje i odnajduje w komunikacji naukowej w akurat takiej formie, a więc, po pierwsze, w audio/video, po drugie – krótkiej, stanowiącej raczej reklamę niż mini wykład, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w akademickiej codzienności. W szczególności TikTok i Instagram to miejsca na tzw. teaser niż na obszerne przedstawianie problemu naukowego, co nieco łatwiej realizować z kolei na Facebooku. Wiem z doświadczenia, że przygotowanie merytorycznej i jednocześnie atrakcyjnej treści, jest możliwe, ale wymaga czasu i dużych nakładów pracy. Co więcej, aktywność w mediach społecznościowych musi być realizowana regularnie i stosunkowo często, jeśli chcemy utrzymać lub zwiększyć zainteresowanie treściami na naszym profilu. Nie wyobrażam więc sobie, żeby naukowiec prowadzący badania i zajęcia dydaktyczne miał jeszcze czas na „pełnoetatowe” realizowanie się w mediach społecznościowych. Mógłby jednak przy tworzeniu materiałów korzystać z profesjonalnej pomocy.

Jednocześnie warto podkreślić, że naukowcy, którzy już realizują się w komunikacji naukowej w takiej formie, będą niewątpliwie jeszcze większym niż dotychczas (i wreszcie odpowiednio docenionym) atutem dla swoich instytucji. Podzielając obawy wyrażone w ostatnich dniach co do nowego pomysłu, nie przekreślam całkowicie tych kanałów w procesie popularyzacji. Warunkiem jest jednak zwiększenie (a czasem wręcz stworzenie przez instytucję macierzystą) systemu wsparcia dla tego typu działań. Zakładam, że prezentowane przez MNiSW podejście do ewaluacji w III kryterium będzie się wiązało z dodatkowymi środkami finansowymi na ten cel. Przy czym uważam, że same fundusze to za mało. Równie ważne są też chęć współpracy naukowców ze specjalistami od komunikacji oraz przekonanie, że… to ma sens. Przydałoby się wypracowanie modelu mierzenia efektywności komunikacji naukowej do społeczeństwa i przejrzysty system doceniania takiej aktywności. Jeśli twarde dane pokazują, że nasza praca jest efektywna, wówczas rośnie motywacja do jej wykonywania.

Podsumowując, chciałabym pozostawić uprawiających naukową profesję z jasną i pozytywną myślą w kontekście zmian w ewaluacji – podniesienie rangi popularyzacji to dobry kierunek. Wielu i wiele z nas realizuje tę misję od lat i nierzadko czujemy, że nie traktuje się tego zbyt poważnie. Planowane zmiany wyraźnie wskazują, że to jednak istotny i warty docenienia element warsztatu naukowca. W pierwszej kolejności liczyłabym na zaprezentowanie przez ministerstwo konkretnych działań w zakresie systemowych i strategicznych zmian we wsparciu nie tylko samych badań – co pozwoli wygenerować „dobry produkt” do promocji – ale również aktywności komunikowania oraz popularyzacji nauki.

Dofinansowana nauka to wartościowa nauka, a ta przekłada się na wartościowe treści, które wypuszczamy w świat. Słaby naukowy produkt oczywiście także można wypromować, jednak działa to na krótką metę – do czasu, aż odbiorca odkryje, z jaką jakością ma do czynienia. Odbudowa jego zaufania może być później bardzo trudna. Nie chodzi o to, byśmy wszyscy generowali klikalny kontent na TikToka. Idźmy na jakość, nie na ilość!

prof. Aleksandra Ziembińska-Buczyńska

dyrektorka Centrum Popularyzacji Nauki Politechniki Śląskiej

(pogrubienia w tekście – od redakcji)

Szturm naukowców na TikTok i Instagram? Poznaliśmy założenia kryterium III ewaluacji

Dyskusja (30 komentarzy)
  • ~sdf 10.08.2025 22:28

    Jestem bardzo mocno sceptyczny. Dlaczego? Ponieważ wiem, jak to będzie wyglądało w praktyce. Przejrzyjcie Państwo swoje zakresy obowiązków. One już teraz wyglądają, jak sklejka trzech różnych etatów. Badawczy, nauczycielski, administracyjny. To teraz będą cztery, bo dojdzie jeszcze popularyzatorski.

    Popularyzacja nauki jest ważna, ale to w ogóle nie jest zajęcie dla naukowców. Do tego potrzeba specyficznych umiejętności, a także kupy sprzętu i oprogramowania, żeby całość wyszła w miarę przyzwoicie. Żeby to działało, każdy wydział powinien zatrudnić specjalistę i sfinansować niezbędne zakupy. Mówię każdy wydział, bo na uczelni dział promocji już mamy, i jakoś nie widzę rezultatów jego działalności. A jak widzę, to te rezultaty nie powalają, delikatnie mówiąc. Ale w praktyce to będzie może jeden etat za minimalną oraz pewnie jakiś tysiąc złotych na zakupy. Tak, tak, mówimy o polskich uczelniach, gdzie często wydziałowe strony internetowe są utrzymywane pro bono przez biednych frajerów-amatorów z łapanki. Chciałoby mi się śmiać, ale mózg podpowiada, że należałoby raczej płakać. Bo jesteśmy bardzo głęboko w czarnej... dziurze. I już się w niej umościliśmy.

  • ~Jan Cieśliński 08.08.2025 09:41

    Podniesienie rangi popularyzacji to dobry kierunek. Bez żadnego "ale". W niektórych dyscyplinach ciężko o inny bezpośredni wpływ na społeczeństwo, niż propagowanie i rozpowszechnianie wiedzy o własnych badaniach podstawowych.

    Autorka artykułu ma w pełni rację, że popularyzacja (promocja) będzie znacznie skuteczniejsza i czasem lepsza, gdy zajmą się nią fachowcy. Ale to już sprawa uczelni. Te sprytniejsze zorganizują to lepiej i zyskają w Kryterium 3 w wielu dyscyplinach (kluczowe jest, aby organizacyjnie robić to z poziomu uczelni, pozostawianie tego w rękach wydziałów, to rozpraszanie środków i zostawienie "biedniejszych" dyscyplin na lodzie). Uczelnie bardziej ociężałe (większość?) puszczą to "na żywioł", goniąc co najwyżej ludzi na dole aby szybciej latali z tymi popularyzacyjnymi "taczkami" - i mogą stracić na swej indolencji.

    Zatem: te apele o "docenienie" należy kierować do rektorów. Pieniądze, stosunkowo niewielkie, są na tym poziomie. Zresztą środki da się pozyskać w najrozmaitszy sposób nawet z zewnątrz (konkursy centralne, współpraca z lokalnym otoczeniem).

  • ~Przemo 07.08.2025 19:01

    Oceniać popularyzację?
    Po co oceniać popularyzację, kiedy nie ocenia się jakości kształcenia?
    Naukę dobrze popularyzują artykuły naukowe, które mają powyżej 1000 cytowań. Czy Szanowne Ministerstwo kiedyś takie doceni?

    • ~MB 08.08.2025 06:12

      Broszę nie bredzić: jakość kształcenia (w większości zresztą niska) oceniana jest regularnie przez PKA.

      • ~Przemo 08.08.2025 20:14

        Na podstawie sylabusów i wizytacji obiektów?
        Koń by się uśmiał. Wszyscy widzimy, że tylko udają, że coś tam oceniają ;-)

        • ~MB 09.08.2025 06:36

          Proszę przestać odwracać kota ogonem: jest więc ocena dydaktyki czy nie?

          Jakość tej oceny to zupełnie inna sprawa i do całkowitej wymiany (z PKA włącznie).

          • ~Przemo 09.08.2025 12:12

            Jakoś nie jestem przekonany, że muzyka złej jakości jest wciąż muzyką, a zapach złej jakości jest nadal zapachem.

    • ~Marcin Przewloka 07.08.2025 22:00

      @Przemo

      Google mi napisal, ze popularyzacja nauki to jest "proces przekazywania wiedzy i wyników badań naukowych w sposób zrozumiały i przystępny dla szerokiego grona odbiorców, niezwiązanych zawodowo z nauką."

      Nasz rodak, Piotr Chomczynski, opublikowal w 1987 roku niezwykle wazny artykul, ktory wedlug Google Scholar jest cytowany ponad 80 tysiecy razy.

      Prosze powiedziec, jak ten artykul, "Single-step method of RNA isolation by acid guanidinium thiocyanate-phenol-chloroform extraction", przyczynil sie do przekazywania wiedzy dla szerokiego grona odbiorców niezwiązanych zawodowo z nauką. Innymi slowy, jak on spopularyzowal nauke?

      • ~Przemo 08.08.2025 20:12

        @ Marcin Przewloka
        Jak mawiali starożytni Rzymianie: verba docent, exempla trahunt.
        Nie tylko Chomczyński, także Einstein, Sanger, Curie-Skłodowska, Darwin, Mendel, Khorana, i wielu innych. Nawet dr Oetker, Norman Borlaug i Yuri Gleba :-)
        Instytucje? Tak, np. FDA i wiele, wiele innych.
        Gadanie jest zdecydowanie słabsze niż dobry przykład.

        • ~Marcin Przewloka 09.08.2025 00:19

          @Przemo

          Prosze Pana, badzmy powazni.
          Ten artykul absolutnie, w ogole niczego nie spopularyzowal, chociaz byl cytowany wiele tysiecy razy. Niezaleznie od tego, ile razy jakis dowolny artykul naukowy jest cytowny, aby on trafil do "szerokiego grona odbiorców niezwiązanych zawodowo z nauką", ktos go musi tym osobom niezwiązanym zawodowo z nauką wytlumaczyc. Opowiedziec uzywajac jezyka, ktorym naukowcy na co dzien (w publikacjach) sie nie posluguja. Na tym wlasnie polega popularyzacja nauki.

          • ~Przemo 09.08.2025 12:33

            Piotr Chomczyński udzielił popularyzatorskiego wywiadu w Gazecie Wyborczej, a po latach także przybliżył środowisku zainteresowanych swoją oryginalną pracę w Nature Protocols.
            Żeby popularyzować, dobrze jest mieć co popularyzować.

            Rozumiem o co Panu chodzi i bardzo mi brakuje takiego programu w telewizji, jakim była kiedyś "Sonda" Kurka i Kamińskiego. Zastanawiam się tylko czy tym powinny się zajmować uczelnie i czy akurat za takie działania miałyby być oceniane?. Mamy YouTube, mamy czasopisma popularno-naukowe - to raczej ich dostępność w uczelnianych i szkolnych czytelniach należałoby zwiększyć.

            • ~Marcin Przewloka 09.08.2025 23:18

              @Przemo

              Odnosnie przykladu, ktory podalem, nie chodzi mi o prace opublikowana w 'Nature Protocols', bo ta jest cytowana "zaledwie" 2.7 tysica razy. Chodzi mi o prace z 'Analytical biochemistry', ktora jest cytowana 80.4 tysiaca razy.
              Chodzi mi o to, iz nie zgadzam sie z tym stwierdzeniem mowiacym, ze "Naukę dobrze popularyzują artykuły naukowe, które mają powyżej 1000 cytowań."
              Ktos te artykuly musi przetlumaczyc z jezyka naukowego na "normalny", wytlumaczyc kontekst oraz pokazac jakie sa wnioski i co one dokladnie znacza. Gdyby artykuly naukowe tlumaczyly sie same, zadna popularyzacja wiedzy w nich zawartej by nie byla potrzebna i w zwiazku z tym by nie istniala.

              Rozumiem, ze ewaluacja ma dotyczyc aktywnosci prowadzonej w jednej jednostce naukowej, wiec zapewne nie beda to tresci takiego rozmiaru, jak te dostarczone przez telewizje. Ale ciagle jest ona (ta aktywnosc) warta uwagi.
              Zas pytanie, czy popularyzacja nauki powinna byc czescia ewaluacji badan naukowych, to juz jest nieco inny, glebszy temat.

          • ~Przemo 09.08.2025 12:19

            Piotr Chomczyński udzielił popuaryzatorskiego wywiadu dla Gazety Wyborczej, a także, po latach spopularyzował swój oryginalny artykuł w Nature Protocols. Żeby popularyzować dobrze mieć co popularyzować.

  • ~prof. dr hab. ZS. 07.08.2025 16:06

    Najlepszą promocją polskiej nauki jest publikowanie wyników badań w wiodących czasopismach o zasięg międzynarodowym. Tylko tyle i aż tyle.
    Koń jaki jest każdy widzi.
    Przy okazji; do kogo miałaby być skierowana taka promocja ? Humanista nie będzie się wgłębiał w wyniki badań biologa i viceversa. Tzw. zwykły człowiek ewentualnie rzuci okiem na kolorowe obrazki. Student przeczyta jak zostanie do tego przymuszony (czy zrobi to że zrozumieniem to już inna sprawa).
    Cała ta propozycja to kolejne pozorowanie działań.
    I drugie pytanie: w jaki sposób będzie oceniana skuteczność owej promocji? Kto zrobi więcej pogadanek w szkołach, uniwersytetach trzeciego wieku, remizach strażackich, kołach gospodyń wiejskich itp.

    • ~Ireneusz 08.08.2025 13:06

      Trzeba zatem radykalnie zwiększyć budżety marketingowe, bo ta promocja w wiodących czasopismach o zasięgu międzynarodowym jest bardzo droga. Wg mnie nie ma owa promocja czasopism wpływu na rozwój społeczny i gospodarczy Polski. Ma wpływ na wyniki finansowe wydawnictwa.

    • ~Marcin Przewloka 07.08.2025 18:50

      @prof. dr hab. ZS

      To znaczy zaleznie od definicji i od tego, o czym dokladnie mowimy, moze istniec spora roznica pomiedzy "promocja" a "popularyzacja".
      Promocja, rzeczywiscie, w nauce najlepiej idzie poprzez publikowanie rzetelnej nauki, dobrej jakosci wynikow pracy naukowej, ktora odpowiada na wazne naukowo pytania. To juz wystarczy.
      Natomiast popularyzacja to jednak co innego. Chodzi o to, zeby przeniesc ta dosyc szczegolowa i opisana w suchy i trudny do zrozumienia sposob nauke do spoleczenstwa. Wyltumaczyc, czego nie wiedzielismy, a teraz juz wiemy, i jak zesmy sie tego dowiedzieli.
      Mniej wiecej tak, jak robi to Brian Cox w Wielkiej Brytanii.

    • ~Marek Kosmulski 07.08.2025 17:11

      Popieram. .Może doprecyzowałbym: dobre artykuły w czasopismach (nie koniecznie tych naj-najlepszych) o zasięgu międzynarodowym.. Dobry produkt sam się promuje. Oto przykład. Polskie sery z Ryk i Radzynia można znaleźć w wielu sklepach delikatesowych w USA i w Kanadzie, a nawet w Armenii. Dlaczego? Bo są dobre. Nie sadzę, aby było to wynikiem jakiejś nachalnej akcji reklamowej ze strony naszych mleczarzy, raczej to tamtejsi kupcy wiedzą, co dobre i na czym można zrobić interes. Piszmy dobre atrykuły, a inni wypromują je dla nas za darmo.

      • ~Agata 07.08.2025 19:04

        SM Ryki mają bardzo dobrą kadrę "reklamową" i odpowiednie także nakłady na reklamę.

      • ~Janusz Z. 07.08.2025 18:10

        I myśli Pan, że te DOBRE sery tam się znalazły, bo były opisane w jakichś "dobrych artykułach o zasięgu międzynarodowym "? No to się uśmiałem! Tu ŻADNE artykuły nie były potrzebne, one znalazły się na STOŁACH zagranicznych konsumentów, bo są smaczne, ktoś je spróbował w Polsce na dożynkach albo na festynie, a może na targach krajowych lub międzynarodowych. Po co to łączyć z publikacjami i dalej oklaskiwanić punktozę?

        • ~P Aber 08.08.2025 08:30

          Sery nie zawędrowały do USA czy Armenii drogą dyfuzji. I niekoniecznie są to najlepsze sery w Polsce. Ktoś konkretny musiał wynegocjować warunki handlowe, szczegóły dostaw, dystrybucji, marże, logistykę. Tak, ktoś musiał przynajmniej przygotować materiały konieczne do promocji przydatne na konkretnym rynku (niekoniecznie ich realizację - za nią może odpowiadać lokalny dystrybutor). Samo spróbowanie na dożynkach nie wystarczy.

          Dobry produkt nie promuje się sam.

        • ~Marek Kosmulski 07.08.2025 19:31

          Polskie sery są dobrym przykładem na sukces Polski w świecie. Jestem dumny z tego, że Kanadyjczycy i Amerykanie doceniają nasze sery. Tylko tyle i aż tyle. Niestety nasze publikacje naukowe nie są powodem do dumy. I żadna reklama tego nie zmieni, co napisał mój znakomity przedmówca, a ja się z nim zgadzam.
          Nie oklaskuję punktozy, wprost przeciwnie.
          https://allegro.pl/oferta/lepiej-wypelnione-sloty-poradnik-dla-mlodych-naukowcow-17458592850?srsltid=AfmBOorIZOXoRpx_-lyel73n8anMtXd3RWOJEMVySHdxGhr91cMQTgoS

          • ~raczej siebie i wciskanie kitu 08.08.2025 10:00

            No i mamy przykład popularyzacji nauki, a raczej siebie i wciskanie kitu młodym naukowcom. Młodzi myślą raczej, jak się utrzymać z dziadowskiej pensji, a sloty to za płoty, po co komu gdy i tak muszę pracować na tych co już nic nie muszą, bo mają hab. i stołki, a na dodatek jeszcze z tym się obnoszą, jak słychać i widać, nie tylko na uczelniach, a i w PAN. Encyklika prof. Józefa Betona ma się dobrze i trzyma się jak skała w reformowaniu nauki.

  • ~Sławomir Wacewicz 07.08.2025 15:07

    Dziękuję za artykuł, to jest ważny głos, bo promocja nauki (tj. działania zmierzające do poprawy jej wizerunku wśród nienaukowców) jest super ważna. Tak jak pisałem niedawno, jeśli chcemy 3% budżetu na naukę, to musimy tak działać, żeby politycy podjęli taką decyzję jako racjonalną ze swojej perspektywy. Czyli kiedy taki postulat słyszeli nie tylko od nas, ale także przynajmniej od części wyborców-nienaukowców. To jest nasza odpowiedzialność jako środowiska.

    A co do operacjonalizacji wpływu popularyzatorskiego, to nie musi być to uznaniowe, bo już istnieją dobre metodologie do liczenia takich rzeczy na potrzeby skuteczności reklamy - mamy przecież konkretne dane nt. nakładów gazet, liczby odsłon portali, no i są wyspecjalizowane miary typu Altmetric.

  • ~sk 07.08.2025 13:51

    Proponuję konkret: za każde nowe oczekiwanie wobec naukowca Ministerstwo powinno dodatkowo płacić. Mechaniczne przesuwanie wag i procentów (zwane "docenieniem" czy "podniesieniem rangi") w sytuacji biedy i braku młodych na etatach nie polepszy magicznie wyników (i wpływu!) polskiej nauki. Nic tu się więcej nie wydarzy.

  • ~PP 07.08.2025 13:41

    Taka popularyzacja na siłę niestety też może się źle skończyć.

    Osobiście znam dwie osoby które nazywają się "popularyzatorami" nauki, a nie opublikowali nic od wielu lat. I potem takie osoby są uważane za specjalistów w jakiejś dziedzinie...

  • ~dd 07.08.2025 12:45

    W pierwszej kolejności należy zadbać o jakość nauki, dofinansować badania naukowe, zwiększyć atrakcyjność (również finansową) pracy na uczelni . Tworzenie "rozwiązań systemowych" popularyzacji nauki oraz oraz dokładanie naukowcom dodatkowych obowiązków z tym związanych jest całkowitym nieporozumieniem. Praca w social medich to nie coś, co można robić dodatkowo. Tym powinien zajmować się dział promocji, to musi być spójne. Nie bardzo wyobrażam sibie jak to by miało wyglądać, gdyby naukowcy mieli jeszcze obsługiać media społecznościowe. Każdy miałby nadane urpawnienia do mediów jednostki? Social media to przecież nie tylko wrzucenie treści na fb. Każda praca z zeszytów pokonferencyjnych miałaby być popularyzowana, żeby regurarnie pojawiały się treści i rosły zasięgi? Chyba nie o to chodzi. Problem tkwi w kryterium I i kolekcjonowaniu polskich punktów, wartych mniej niż naklejki z gum do żucia w '90 (raczej za 30 lat punkty nie zyskają wartości kolekcjonerskiej ;). Albo mamy robić naukę na wyściigi i zapychać sloty albo pracować nad ważnymi kwestiami, publikować w renomowanych czasopismach. Wówczas popularyzacja będzie naturalną konsekewncją, kto by nie chciał się pochwalić i wdrażać istotnych badań opublikowanych w renomowanym czasopiśmie, którego nazwę nawet laik kojarzy?
    Róbmy dobrą i potrzebną naukę to popularyzacja/ promocja będzie się sama robiła.

    • ~tkl 07.08.2025 13:10

      "Albo mamy robić naukę na wyściigi i zapychać sloty albo pracować nad ważnymi kwestiami, publikować w renomowanych czasopismach. Wówczas popularyzacja będzie naturalną konsekewncją, ... "

      My to wiemy, ale czy ci w stolicy to rozumieją? Nie wspominając o wątpliwych intelektualnie decydentach w wielu jednostkach naukowych, przekonanych, że to oni właśnie są objawionymi mesjaszami.

      • ~dd 08.08.2025 16:21

        na Śląsku też nie wiedzą jak widać ;)

  • ~Tomasz 07.08.2025 12:40

    Proponuję popularyzować naukę godną pensją.

    Wszystko inne to półśrodki.

  • ~dobry kierunek, ale 07.08.2025 11:38

    "popularyzacji to dobry kierunek, ale… " i to ale ma różne oblicze i jest po części pochodną decyzji i polityki dyrekcji instytutów, nie tej oficjalnej, a tej "zakamuflowanej". Chcą promować działania naukowe ludzi w instytucie, a raczej na którą wyrażą zgodę dyrektorzy, których badania są po linii dyrekcji, a nie koniecznie po linii czym powinien instytut się zajmować, te które są zapisane w statucie, a dyrekcja chce by były inne, ich badania były promowane, nie koniecznie zapisane w statucie, a na pograniczy innych dyscyplin. I co się robi, wszelkie słabe naukowe produkt, czasami wręcz śmieszne promuje się "tzw. wodotryskach" na stronach instytutu, bo są po linii, a poważne projekty z międzynarodowymi uczestnikami umieszcza się tak daleko w linkach, że trudno nawet odnaleźć tym co wiedzą o projekcie, nie mówiąc już o tych co wchodzą na stronę instytutu i chcą się dowiedzieć o badaniach w instytucie. Może takie działania promocyjne wpisać w któreś kryterium, nie koniecznie oddzielne, to by było pomocne w eliminacji widzimisię i zapędów co i kogo promować, a co jest dobre dla instytutu skoro są prowadzone ciekawe badania i to nie lokalne. No cóż, tak się czasami promuje naukę, a głownie by promować siebie i własny interes, skąd to znam?