Zgodnie z prognozami Ministerstwa Finansów w rezerwie celowej budżetu państwa pozostanie niewykorzystana kwota w wysokości 10–13 mld zł. Proponujemy, aby jeszcze w tym roku część tych środków przekazano uczelniom w ramach uzupełnienia subwencji lub funduszy na inwestycje – postulują rektorzy uniwersytetów.
W piątek Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy budżetowej na 2026 rok. Przewidywane dochody państwa mają wynieść 647,2 mld zł, zaś wydatki – 918,9 mld zł. W projekcie przewidziano ponad 200 mld zł na obronność, co odpowiada 4,81 proc. PKB. Skonsolidowana kwota nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę została określona na poziomie 44,26 mld zł. Gros tej sumy (41,12 mld zł) przeznaczono na zarządzanie systemem, kształcenie studentów i doktorantów, a także m.in. na stypendia. Zapisane w projekcie budżetu wydatki na naukę są wprawdzie nominalnie większe niż w tym roku, ale na tyle nieznacznie, że uwzględniwszy prognozowaną inflację (3%), pieniędzy będzie de facto mniej. Minister Marcin Kulasek wnioskował o 4 mld zł więcej.
Budżet na naukę nie jest z moich marzeń, długo targowałem się z ministrem Andrzejem Domańskim. Brakuje 4 mld zł. Ale jesteśmy lojalnym członkiem rządu i rozumiemy, że tych pieniędzy nie ma. Inne resorty jeszcze mocniej zacisnęły pasa – mówił w piątek na antenie Polsat News szef resortu nauki.
Jak wyliczał niedawno na naszych łamach dr hab. Piotr Sankowski, dyrektor Instytutu Badawczego IDEAS, z budżetu państwa na naukę trafia z roku na rok coraz mniej środków. Jeszcze w 2005 roku było to 1,27% PKB, dziś to około 1,02% PKB.
Wydaje mi się, że doszliśmy do takiego punktu rozwoju gospodarczego, w którym bez nauki nie zrobimy ani kroku dalej. Musimy zacząć tworzyć produkty oparte na własności intelektualnej, po to, żeby rzeczywiście na tym zarabiać. Powiedzmy sobie szczerze, bez nauki, bez badań podstawowych, bez tworzenia nowych technologii, nie będzie to możliwe – mówił Sankowski.
Do podobnych wniosków doszli rektorzy uniwersytetów obradujący wczoraj w Łodzi. Obok założeń nowego modelu ewaluacji to właśnie sytuacja finansowa, w jakiej znalazł się sektor nauki i szkolnictwa wyższego, była tematem, któremu poświęcono najwięcej czasu w trakcie posiedzenia Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.
Udział wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe w budżecie państwa wyraźnie spada, a nominalny wzrost nakładów jest niższy od prognozowanego stopnia inflacji. Stwarza to realne zagrożenia dla rozwoju nowoczesnej i innowacyjnej gospodarki w kolejnych latach – napisali rektorzy w przyjętym na koniec stanowisku.
Sternicy 21 tzw. uniwersytetów bezprzymiotnikowych nie poprzestali jednak tylko na diagnozie problemu. Przedstawili bowiem także propozycję konkretnego rozwiązania, które „tu i teraz” mogłoby nieco poprawić sytuację uczelni.
Zgodnie z prognozami Ministerstwa Finansów w rezerwie celowej budżetu państwa pozostanie niewykorzystana kwota w wysokości 10–13 mld zł. Proponujemy, aby jeszcze w tym roku część tych środków przekazano uczelniom w ramach uzupełnienia subwencji lub funduszy na inwestycje – czytamy w stanowisku.
Z inicjatywą zagospodarowania w ten sposób niewykorzystanej rezerwy wyszedł prof. Ryszard Koziołek, rektor Uniwersytetu Śląskiego. W nieoficjalnych rozmowach rektorzy przyznają, że już choćby 10% tej sumy (czyli ok. 1 mld zł) byłoby w obecnej sytuacji znaczącym zastrzykiem finansowym.
Przypomnijmy, że w niedawnej wypowiedzi dla „Forum Akademickiego” prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (skupia 110 rektorów), przyznała, że zaproponowany na przyszły rok budżet zapewni „funkcjonowanie uczelni wyłącznie w formie egzystencji, podtrzymywania, takiego stand-by”.
W dalszej perspektywie ten dramatycznie niski poziom finansowania spowoduje, że uczelnie będą nieatrakcyjnym miejscem pracy. Nauka nie stanie się tym obszarem aktywności, w który zechcą się zaangażować najzdolniejsi młodzi ludzie. Oni odejdą albo do przemysłu, albo do biznesu, albo będą budować swoje naukowe kariery za granicą Do tego naprawdę nie powinniśmy dopuścić – mówiła szefowa KRASP i rektorka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Teraz projekt budżetu, zgodnie z konstytucyjnym terminem, a więc co najmniej na trzy miesiące przed rozpoczęciem roku budżetowego, trafi do Sejmu. W ciągu czterech miesięcy od dnia przekazania Sejmowi projektu ustawy powinna się ona znaleźć na biurku prezydenta.
MK, PK
Żeby ruszyć się z tej permanentnej niemocy, niedofinansowania i bylejakości trzeba wykształcenie uczynić elitarnym. Trzeba zacząć od szkoły średniej i uczyć matematyki, fizyki i chemii. Na poziomie uniwersyteckim dorzucić biologię i biotechnologię ale stawiać na nauki ścisłe. Osobniki które nie mają predyspozycji (czytaj IQ) niech sobie uprawiają psychologię, literaturoznawstwo, teatrologię i temu podobne, ale niech to nie będzie nazywane nauką i finansowane na równi z naukami ścisłymi i to jeszcze według algorytmu 'kto ma więcej studentów dostaje więcej kasy'
Zeby miec dobrych absolwentow z liceow o profilu scislym tez trzeba miec dobra kadre naukowa ktora bedzie oplacana.
A nie ze rodzice wysylaja swoje dzieci na million korepetycji poza szkola. Tak dzialaja licea produkujace olimpijczykow.
Wyniki nagrody olimpijczycy a wszystko tak naprawde oplacane prywatna kasa rodzicow przez korepytetorow z prywatnych srodkow a nie wyniesione od nauczycieli z publicznej szkoly
Wystarczy przyjąć na studia tych kandydatów, którzy się dobrze uczą. Ci słabsi w gruncie rzeczy i tak postudiują rok - maksymalnie 3 lata. Przyjmujemy na studia prawie 400 tysięcy osób, a studia kończy rok w rok około 120-150 tysięcy.
Te 400 tysięcy to przynajmniej o 150 tysięcy za dużo, ponieważ maturę co roku zdaje około 250 tysięcy osób.
Pewna część subwencji wydaje się być w takiej sytuacji niepotrzebna.
Bardzo nietrafiony komentarz....
Są tylko 2 możliwości:
1) zainwestujemy w rozwój;
2) wracamy do poprzedniej epoki: Polska = tania siła robocza..... (montowania Europy i świata)
JA WYBIERAM 1
Nietrafiony wybór. Nadmiar uczelni to nie jest rozwój. To sabotaż rozwoju.
Po co nam liczne uniwersytety, w niemal każdym małym mieście? Nie można takich jednostek tworzyć bez końca i bez opamiętania. Etaty, budynki, etaty, budynki, sprzęt. Gdzie nauka? Rozcieńczamy ją, a to nie jest rozwój.
Co do poprzedniej epoki, nie musimy wracać. Jesteśmy mniej więcej tam, gdzie byliśmy. Czas się stamtąd kiedyś ruszyć.
Potrzebujemy dobrze zorganizowanych uniwersytetów, kształcących dobrze, a nie dużo. Na przykład studentów trzeba uczyć fizyki, a nie o fizyce technologii, a nie o technologii ....
Należałoby sobie odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście wszyscy studiują rozwojowe kierunki. Moim zdaniem psychologia, zarządzanie, czy inna politologia nie przekładają się na pozycję kraju na arenie międzynarodowej.