O ponad 870 mln zł ma zwiększyć się przyszłoroczny budżet na naukę i szkolnictwo wyższe. To wzrost o połowę mniejszy niż ostatnio. W dyspozycji ministra Marcina Kulaska będzie przeszło 36,6 mld zł. Resort nauki zastrzega, że prace nad projektem budżetu jeszcze trwają i kwota ta może ulec zmianie.
Do końca sierpnia ma być gotowy projekt budżetu państwa na 2027 rok. Przygotowuje go resort finansów w porozumieniu z innymi ministerstwami, które zgłaszają swoje planowane wydatki. Zebrane w jeden dokument stworzą ramy finansowe, w obrębie których poruszać się będzie administracja publiczna. Zanim jednak projekt budżetu trafi pod obrady Rady Ministrów, do ostatniej chwili toczyć się będą negocjacje, w trakcie których każdy minister zechce uzyskać dla siebie dodatkowy, choćby najmniejszy kawałek tortu. Oczywiście, to przeciąganie liny potrwa i później, już podczas prac w parlamencie, ale to właśnie ten pierwszy etap jest kluczowy – kolejne zmiany mają z reguły jednie kosmetyczny charakter.
Ograniczenia w wielkości środków będących do dyspozycji każdego resortu wynikają m.in. z ustalonych wcześniej limitów oraz priorytetów, jakie rząd zamierza realizować. Nauka rzadko trafia do tej grupy. Dość powiedzieć, że w latach 2022–2026, jak wyliczał kilka miesięcy temu Jarosław Oliwa, dyrektor Departamentu Finansów i Budżetu MNiSW, cały obszar nauki i szkolnictwa wyższego, a więc uwzględniając także inne resorty, znalazł się na piątym miejscu od końca, jeśli chodzi o wzrosty nakładów z budżetu krajowego (wyprzedzając tylko m.in. kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego czy rolnictwo i łowiectwo).
Nie inaczej zapowiada się w przyszłym roku. Skupmy się na budżecie na naukę, którego dysponentem jest minister Marcin Kulasek. Z informacji, które uzyskaliśmy z MNiSW, wynika, że wydatki dla części 28 budżetu mają wynieść 36 mld 643,9 mln zł. Suma ta obejmuje zarówno środki z budżetu państwa w szacowanej wielkości 34 mld 442,9 mln zł, jak i fundusze europejskie (2 mld 201 mln zł).
W porównaniu z obecnym budżetem nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe wzrosną zatem nominalnie o 870,3 mln zł, czyli o 2,4%. To o połowę mniej niż ostatnio, gdy zwiększyły się o 1,73 mld zł (+5,1%) – z 34 mld zł w 2025 do około 35,7 mld zł w 2026.
Na co zostanie przeznaczona ta kwota? Znaczna jej część trafi do uczelni i instytutów w postaci subwencji (w tym roku było to 28,8 mld zł). Ponadto resort sfinansuje działalność Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Narodowego Centrum Nauki, pomoc materialną dla studentów i doktorantów, a także programy ministerialne. Jakie kwoty zarezerwowano na te zadania w budżecie na 2027 rok? Na to pytanie nie udało nam się uzyskać odpowiedzi. Patrząc jednak na skalę planowanego wzrostu budżetu na naukę, trudno spodziewać się spektakularnych zmian. Jeśli więc nawet, przykładowo, dotacja celowa (na badania) i podmiotowa (na funkcjonowanie agencji) dla NCN się zwiększą, to na pewno nie w takim stopniu, jak chcieli protestujący w maju pod Sejmem. Przypomnijmy, że obecnie Centrum dostaje w sumie 1,75 mld zł (w przyszłym roku wykorzystana zostanie także kolejna pula z wartych 0,5 mld zł obligacji – do tej pory wykorzystano 150 mln zł).
Dodajmy, że w gestii ministra nauki są również środki budżetowe na utrzymanie części korporacyjnej, zarządu, komitetów i placówek zagranicznych Polskiej Akademii Nauk. W projekcie na 2027 rok wstępnie zarezerwowano na ten cel 133,4 mln zł (wzrost o 3%). Z kolei Akademia Kopernikańska ma otrzymać 8,3 mln zł.
Wszystkie kwoty mają charakter jedynie wstępnych limitów wydatków. Ostateczne wielkości zostaną określone po zakończeniu uzgodnień i negocjacji budżetowych oraz przedłożeniu projektu ustawy budżetowej – informuje nas MNiSW.
Jak już wspomnieliśmy, to nie wszystkie środki, jakie zostaną zapisane na naukę w budżecie. Nakłady na ten cel znajdą się też w innych resortach: zdrowia, kultury, funduszy i polityki regionalnej, obrony, infrastruktury, spraw wewnętrznych i administracji oraz sprawiedliwości. W tym roku wszystkie one miały one do dyspozycji łącznie prawie 8 mld zł. O ile wzrośnie ta suma przekonamy się w ciągu najbliższych dni, gdy Ministerstwo Finansów poda szczegóły projektowanego budżetu. Nie później niż trzy miesiące przed rozpoczęciem roku budżetowego, a więc do końca września, projekt ustawy trafi do Sejmu. Kolejny kwartał to debaty sejmowe, prace w komisjach i czytania na posiedzeniach plenarnych. Po przyjęciu ustawy przez Sejm (a wcześniej Senat), trafi ona do podpisu prezydenta.
Polska nauka, jak nigdy dotąd, potrzebuje teraz stabilnego i odpornego na zmieniające się czynniki zewnętrzne finansowania. Nie zmienia się jedno, nadal funkcjonujemy w rzeczywistości naznaczonej zagrożeniami dla bezpieczeństwa, wynikającymi między innymi z agresywnej polityki Rosji. W tych warunkach priorytetem państwa pozostaje zapewnienie bezpieczeństwa Polkom i Polakom, co oznacza konieczność odpowiedzialnego i racjonalnego planowania wydatków publicznych. Tworząc przyszłoroczny budżet, rząd musi starannie wyważyć potrzeby poszczególnych obszarów rozwoju państwa. Taką sytuację traktuję jako wyzwanie i jednocześnie szansę. Nakłada ona na ministra odpowiedzialnego za obszar nauki obowiązek poszukiwania funduszy w miejscach, których potencjał nie był dotąd w pełni wykorzystany. Nad taką zmianą cierpliwie pracuję – komentuje dla „Forum Akademickiego” dr inż. Marcin Kulasek, minister nauki i szkolnictwa wyższego (cały komentarz TUTAJ).
Dodajmy, że we wrześniu pod przewodnictwem premiera Donalda Tuska zbierze się rządowy zespół do spraw rozwoju nauki. W jego skład, oprócz szefa rządu, wejdą ministrowie: nauki i szkolnictwa wyższego (Marcin Kulasek), finansów i gospodarki (Andrzej Domański), obrony narodowej (Władysław Kosiniak-Kamysz), cyfryzacji (Krzysztof Gawkowski), a także reprezentanci Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polskiej Akademii Nauk oraz Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Głównym celem tego gremium ma być usprawnienie finansowania nauki oraz poszukiwanie dodatkowych środków na ten cel poza budżetem państwa.
Mariusz Karwowski
Minister Marcin Kulasek dla FA: Środki na naukę to nie koszt, lecz kapitał
Komisja się zbierze, podebatuje i potwierdzi, jak to ważna jest nauka. Padnie kilka wzniosłych określeń o rozwoju, innowacyjności i przyszłości. Tylko pieniędzy, jak zwykle, nie ma i nie będzie..
Przy okazji powstanie jeszcze parę nowych rad, zespołów i ciał doradczych do tego i owego. Będą posiedzenia, rekomendacje, strategie i kolejne dokumenty.
I na tym się skończy.
Ta, dokładnie tak będzie. No, może ewentualnie sami stwierdzą, że mówienie o ważności i znaczeniu badań naukowych im się przejadło, i sobie to darują. Ale to chyba będzie jedyna różnica.
W tym kraju już nic się chyba nie zmieni na lepsze w kwestii badań naukowych i szkolnictwa wyższego. Można tylko liczyć na cud.
Co prawda to prawda "Środki na naukę to nie koszt, lecz kapitał". Pod warunkiem że polska nauka otrząśnie się z pasożytów PZPR-owskiej geriatrii, tworzących narrację że, " nauka to my, my to nauka".
Nie pomylił się panu kalendarz? PZPR-owska geriatria, która trzęsła polską nauką w latach 80-tych, dziś jest 40 lat starsza i albo już się połączyła z Leninem i Stalinem albo dożywa swych dni w domach opieki zajmując się głownie nietrzymaniem moczu. Polska nauka ma wiele problemów ale z tego nas szczęśliwie wyzwoliła dobra biologia.
Sprowadzanie problemu do samej biologii to klasyczna zasłona dymna. Nie rozmawiamy o PESEL-u, tylko o mechanizmie sukcesji. Biologia nie likwiduje układów kolesiowskich, w których dawni protegowani PZPR-owskich dygnitarzy – awansowani za lojalność, a nie za naukę. Dziś jako kierownicy blokują etaty, hodują miernoty, utrzymują skanseny i zaniżają kategorie. Dawni "mistrzowie" odchodzą, ale ich feudalna kultura zarządzania i długi wdzięczności mają się dobrze.
W porządku, są układy kolesiowskie, feudalizm i wszelka patologia. Ale nie uczestniczy w niej już geriatria z PZPR. Jak kto robi co złego, odpowiada za to on a nie jego dawny promotor. Ludzie mają wolną wolę a naukowcy do tego powinni mieć rozum.
Nie do końca pomogła biologia.
Jest jeszcze dziedziczenie zachowań układów towarzyskich i rodzinnych.
Wystarczy spojrzeć na nauki prawne "kształcące" następców
Wiadomo, że skutki zarazy odczuwają jeszcze następne pokolenia. Niewiele wiem o naukach prawnych (to w ogóle nauka?) ale w naukach ścisłych leśne dziadki z PZPR szczęśliwie powymierały. W ekonomii ich upiory ciągle straszą ale coraz mniej.
W naukach technicznych jest gorzej, bo NOTy, SEPy itp organizacje są jeszcze zarządzane przez kadrę epoki słusznie minionej, często 80++.
Na szczęście dziadkowie nie mają już wpływu na nic, bo są za bardzo zajęci stanem prostaty.
Ale ich wampiry (pomysły i dyplomanci) straszą na uczelni, wyciągając ostatnią krew.
Krew człowieka zalewa jak sie czyta o tych planach budżetowych. U nas na Politechnice Warszwskiej od lat żebramy o każdą złotówke na podstawowe rzeczy, takie jak odczynniki, głupie licencje na oprogramowanie czy bieżące utrzymanie laboratoriów. Zdolni doktoranci uciekają mi do korpo, bo co mam im zaproponowac z tych ministerialnych ochłapów?
A tymczasem na górze lekką ręką idzie 200 tysięcy na jakies absolutnie nikomu nie potrzebne raporty o "marce polska"!!! I to dla kogo? Dla jakiejs pseudo profesorki z prywatnego koźminskiego, ktora do tego robiła za wiceministra! Ciekawe tylko czy teraz zainteresuje sie nią pan wojtasek, skoro kobita tak mocno jedzie na AI. A moze sam wojtasek bedzie chcial zajac sie tą całą marką polska i wejsc do rządu? W sumie poziom podobny, wiec by tam idealnie pasowal. Super ze dzisiaj wreszcie zrezygnowala ze stanowiska, ale sam fakt że tacy ludzie tam w ogole trafiaja, dostaja stolki i decydują o naszych i tak już mizernych srodkach to jest poprostu jakas masakra. Prawdziwa inżynieria i nauki scisle leżą i kwiczą z niedofinansowania, a publiczne pieniadze pompuje sie w papierowe, pseudonaukowe raporty, ktorych nikt nawet nie przeczyta. Ręce opadają, dosłownie odechciewa sie pracować w tym kraju.
Cóż... mentalność większości polskiego społeczeństwa jest taka, że za NIEBAGATELNE osiągnięcie intelektualne, ludzie należący do tej większości, uważają napisanie dzieła z: filozofii, historii, marketingu, politologii, prawa, czy socjologii itp. Tak więc, pani profesorka napisała sobie kiedyś dzieło czy to z socjologii, czy marketingu itp., i JUŻ o, proszę, jest naukowcem, wszystko ok. No przecież ma habilitację, prawda? No to, o co chodzi?
NATOMIAST, przyczynkarska, nawet kiepska praca, w której ktoś napisałby rozwiązanie jakiegoś problemu z analizy matematycznej, czy fizyki, to dla większości społeczeństwa jest najczęściej SUPER-SZCZYTEM możliwości intelektualnych.
Zaś praca zawierająca oryginalne, ŚREDNIO ważne wyniki z fizyki, czy matematyki, to dla nich już jest najprawdopodobniej, FANABERIĄ, na uprawianie której (wg nich), powinno mieć warunki ok. 30 - 40 % ludzi uzdolnionych w tych dziedzinach. Natomiast, finansowanie tego na szerszą skalę, jest NIEPOTRZEBNE - tzn. jest niemal pewne , że oni tak uważają.
Widać to po STUDENTACH, którzy są przecież w pewnym sensie, jakby reprezentantami społeczeństwa.
A skoro o studentach już mowa, to przy okazji, polecam ostatni nr "Przekroju", na którego okładce jest alarmująca wręcz informacja z artykułu w... "The Economist" (!), że CO PIĄTY POLSKI STUDENT JEST NA POZIOMIE 10-LATKA. Zatem, (tak się domyślam), o "poziomie" polskich studentów piszą już nawet za granicą. WSTYD... Tego, że tego co piątego studenta z Polski, zdołowałaby informacja o konieczności (nawet częściowo samodzielnego) zapoznania się z wiadomościami o np. całce nieoznaczonej i rozwiązania prostych zadań z tego zakresu, tego chyba nie trzeba dodawać.
Tak więc, dodawszy do tego charakter SYSTEMU nauki polskiej i szkolnictwa wyższego, z punktu widzenia tego SYSTEMU, tacy jak ta pani prof. i jej podobni (z etykietkami "dr hab." i "prof dr hab."), są postrzegani, jako LEPSI od jakiegoś dr-a bez habilitacji, który posiada wiedzę o lagranżjanach, geometrii różniczkowej, równaniach różniczkowych, systemach dedukcyjnych itp. itp.
Tak Gorgoniowa zarobiła 200 000 PLN z 3 tygodnie "pracy"
Takie frukty są jednak tylko dla swoich.
Wzięła kasę i znikła. Obstawiam że wylezie w jakiejś radzie nadzorczej.
Baba nawet nie wie jak zweryfikować podpowiedzi AI Kopiuj wklej to wszystko co potrafi.
Tymczasem ja wstydzę się przed doktorantami, którym niczego nie mogę zaproponować po doktoracie.
W tej sytuacji trzeba zapomnieć o wzroście nakładów na naukę i szkolnictwo w kolejnych latach. Niestety politycy teraz mają argumenty by tego nie robić. 3% PKB na Naukę i Szkolnictwo to iluzja .
Mam gdzieś ta laskę z uczelni. Dla mnie to zwyczajna osoba. Ona nie wzięła się z nikąd na takim stanowisku. Chcę zaznaczyć że To jest efekt koneksji politycznych lawirowania między politykom PiSu i PO. Zapominacie że PiS miał tez swoje gwiazdy z Wrocławia na stanowiskach rządowych. Polityka i system partyjny a prawo to tylko przerzucanie papierami i procedurami gdzie wszystko da się nagiąć. Kraj bezprawia i złodziejstwa dosłownie. A miarą sukcesu jest bycie beneficjentem partii politycznej która rządzi. Czy to nie jest komuna??? Czy wam to nie przypomina PRLu. W kapitalistycznym kraju robi się konkurs oglaszany publicznie. Wybierany jest najlepszy kandydat. Tutaj nominacja polityczna z polecenia.
Na PW to widzę już się uczelnie mylą nawet w swoim mieście. Ta Pani pracuje na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Co do dra Wojtaska to ostatnio jest zajęty ponieważ czasopisma chciały zrobić trzy retrakcje za szereg błędów czy nawet oszustw w przygotowaniu materiałów do badań. Na razie czasopisma wymusiły u niego korekty ale dość głębokie. To też pokazuje nieuczciwość wydawców bo innym za mniejsze sprawy usuwano artykuły. No w każdym bądź razie sytuacja analogiczna jak w sprawie plagiatów pana Wrońskiego.
Hubert profesora już dostał?
Dywersant jakiś lub nawiedzony. Warszawka pławi się w kasie, workami dostają i wszystko mają co chcą. Wybrali sobie PO i KO z przystawkami co rządzą w warszawce i innych miastach. A ci co ich wybrali są teraz zadowoleni z siebie, że ich wybrali. Teraz warszawka bez kolejek do lekarzy chodzi, a wszystko na pstryknięcie palcem dostają i to pod nos. Zaczadzony jakiś i bruździ. W głowach im się pomieszało, tacy mądrzy i co? Palikota może zaproście to wam pomoże i po ... jeszcze da, widzieliście w TV, no nie?
Większość komentujących tutaj prawdopodobnie uważa, że za stan obecny odpowiadają głównie politycy (z obu stron). Ja uważam, że po połowie: politycy i środowisko akademickie, a właściwie osoby sprawujące w tym środowisku funkcje kierownicze.
Prosty przykład: NCN. Ta instytucja została utworzona tak, aby to naukowcy dzielili sami pieniądze, a politycy zostali odseparowani. I co nastąpiło?
1) Zamiast zachęcać do aplikowania o granty europejskie, instytucja ta z każdym rokiem coraz bardziej stawała się prywatnym źródełkiem dla czołowych grup krajowych. Zamiast rywalizować z Europą, ci woleli kosić prowincję. Prawdziwa walka o prestiż ich przerosła.
2) Recenzowanie grantów odbywa się głównie z udziałem ekspertów zachodnich. Teoretycznie miało to służyć zwiększeniu obiektywności. W praktyce służyło wyłącznie wzmacnianiu pozycji owych kolesiów z czołowych grup krajowych. Przy okazji w zasadzie zachęcano do dzielenia się najlepszymi pomysłami z naukowcami z zewnątrz: dokładny opis metodologii, podział na zadania itp. Agencje wywiadowcze sporo by dały, żeby mieć tak łatwy dostęp do zaawansowanych planów badawczych w innych krajach. U nas nikt nie musi szpiegować – po prostu sami wysyłamy te informacje na zewnątrz na tacy.
Całością zarządzali ludzie, którzy ponoć mają wysokie IQ. Osobiście jednak nie jestem przekonany, czy mając tak potężne możliwości, dało się to zrobić jeszcze głupiej. Chyba nie.
Tak więc oddajmy, co cesarskie cesarzowi, a co boskie Bogu.
Wiecie że obce ambasady zbierają informacje gospodarcze i polityczne robią wywiad te które działają na terenie Polski? One nie tylko udzielają pomocy swoim obywatelom mieszkającym w Polsce. Ale zbierają informacje. Pomyslcie o tym jak co tydzień w Polsce afery korupcyjne i gospodarcze gonią jedna za drugą. Co w takiej Ameryce mogą myśleć o Polskich elytach?
Pewnie, że zbierają, na tym zarabiają. Jeśli graniczysz z państwem niestabilnym, jest naturalne, że starasz się mieć na nie możliwie największy wpływ. Jeśli tego nie robisz, ktoś inny będzie miał wpływy i może to być ktoś, kto cię nie lubi, a wojna (militarna lub gospodarcza) prowadzona przez słabego pośrednika (proxy) zawsze jest lepsza od bezpośredniej.
Miało być "ZM", a nie "zM".
Odpuściliby sobie i przestali picować. Jest przecież nauka w Berlinie.
... a u nas najpierw łapiemy na oferty studiów, rozmaite "hotelarstwa", "kosmetologie" itp. kolejnych chętnych, a potem oni, jako studenci, biorą się do nauki przed sesją. I to jest niemała część nauki w Polsce...
Oczywiście, jest w Polsce pewna grupa farciarzy, którzy mogą sobie uprawiać naukę, niektórzy uśmiechają się do kamer i fleszy, gdy ich nagradzają. Ale to raczej dość wąska grupa. Zaś niemała część reszty (tzn. swego rodzaju "chłopi pańszczyźniani"), odwala (niekiedy beznadziejną) dydaktyczną pańszczyznę, od czasu do czasu coś tam dłubiąc w nauce.
Taki mają pomysł na rządzenie: jedno kłamstwo przykrywać następnym. A lemingi i tak wszystko łykają.
To się nazywa "zarządzanie kryzysem" - trzeba generować kolejny skandal, żeby ludzie zapomnieli o poprzednim. Wystarczy raz na tydzień.
Co do wyborców (lemingów), pojawia się dylemat: czy za rok obiecać Państwu te same 100 konkretów, czy wolelibyście tym razem coś innego?
@ prof. dr hab. ZS,
A może, kto inny tak naprawdę rządzi? W strefie euro-atlantyckiej decydujący głos ma Bestia, czyli globalna, wielopoziomowa struktura władzy, która od kilku tysięcy lat gromadzi wiedzę i gigantyczne kapitały i kreuje polityki globu.
NIESTETY, tak jest. I NIESTETY, państwo utytułowani, jako "dr", "dr hab.", czy "prof. dr hab" w tzw. naukach historycznych, czy politycznych tego NIE chcą zauważyć. Zapewne skwitowaliby to ironicznymi uśmieszkami i uwagą, że to "spiskowa teoria dziejów". Wypisują tylko swoje dywagacje o demokracji, a to o Putinie, a to o Trumpie, przedstawiając ich, jakby pierwszy był najczarniejszym charakterem dzisiejszych czasów, a drugi - durnowatym, zapatrzonym w siebie hedonistą. Oczywiście, były oficer KGB Putin wcale święty nie jest, i dobrze wiadomo, że maczał palce w róznych brudnych sprawach, i to już kilkanaście, lat temu. Ale uwaga dr-ów, dr hab.-ów, czy prof. dr hab.-ów w tzw. naukach historycznych, czy politycznych skupia się wyłącznie na nim, a ignorują fakty.
Tymczasem, te fakty mają INNĄ wymowę, niż dyrdymały o tzw. demokracji.
Wystarczy tylko wspomnieć ogromny skandal tajnej loży masońskiej "Propaganda Due" (P2), kierowanej przez niejakiego Licia Gellego. Skandal ten w 1981 r. wstrząsnął Włochami i doprowadził do dymisji dwóch ministrów z gabinetu premiera Forlaniego. Tyle, że kto o tym dziś pamięta?
Inny fakt, to wypowiedzi osób DOBRZE poinformowanych.
Pierwsza z nich, to dr Nicholas Murray Butler (prezydent Columbia University w latach 1901 - 1945, w latach 1928 - 1946, prezes Carnegie Endowment for International Peace, wysoko postawiony czlonek Council of Foreign Relations CFR - Rady Stosunków Międzynarodowych, Rady Stosunków Zagranicznych), który powiedział kiedyś cyt.``Świat dzieli się na trzy kategorie ludzi: nieliczną grupę tych, którzy powodują wydarzenia; nieco liczniejszą grupę tych, którzy czuwają nad ich przebiegiem i uczestniczą w realizacji; wreszcie zdecydowaną większość pozostałych, którzy nigdy się nie dowiedzą, co tak naprawdę się zdarzyło.``
(z: Epiphanius, ``Ukryta strona dziejów. Masoneria i tajne sekty``, Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski, Komorów 2008, tłumaczenie: Jacek W.)
Drugi cytat, autorstwa również osoby dobrze poinformowanej: ``Ci, którzy są wybierani, nie rządzą, a ci, którzy rządzą, nie są wybierani.`` (Benjamin d'Israeli, premier Wlk. Brytanii w czasach królowej Wiktorii).
@ contrXY,
Struktura o której mowa powyżej w nauce i literaturze rosyjskiej określana jest GLOBALNYM PREDYKTOREM. Dysponuje nieograniczonymi kapitałami stąd jest w stanie podnieść lub zatopić każde państwo globu. Posiada wielką siłę rażenia. Jeżeli chodzi o prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina, to oddajmy głos H. Kissingerowi, który był doradcą kilku prezydentów USA ze względu na swoje wybitne zdolności. Kissinger o Putinie. " Jest niezwykle inteligentny, bardzo skupiony na omawianym temacie i doskonale zna zagadnienia polityki zagranicznej. Nie próbuje cię zmieść osobistym urokiem. Jest to połączenie dystansu, znacznej inteligencji, strategicznego ujęcia i rosyjskiego nacjonalizmu." Podobnie należy spojrzeć na elity polityczne i gospodarcze Rosji. Jak ten kraj podniósł się od 2000 r. Pomocą służą dane MFW i Banku Światowego. Może to tyle. Pozdrawiam.
@ contrXY,
Przepraszam, że nie podałem ci 21.08 źródła odnośnie wypowiedzi H. Kissingera o Putinie. Mój angielski nie jest idealny, ale przeczytaj sam ten artykuł. Kissinger on Putin." He Thinks He is a Reformer", 19.12.2007, Romesh Ratnesar, The Time.
Gdyby każdy polityk nosił wdzianko z logo swojego sponsora, wyborcy wiedzieliby przynajmniej komu kibicują. Zdaje się, że to, kogo wybiorą nie ma już dzisiaj większego znaczenia. Szef naszego MSZ niedawno oświadczył, że Pan Bóg dał mu władzę. Tak się sprawy mają!
Trzeba by może coś z tym zrobić?
No i znowu zły Tusk (do spółki z Kulaskiem) nie chce dać pieniędzy na naukę.
OK, jak dla mnie, to rządy obecnej koalicji w sensie ogólnym to nieporozumienie (jestem po przeciwnej strony barykady). Ale myślę, że z tą nauką to sprawa jest bardziej skomplikowana.
Żyjemy w postPRLowskim skansenie i czy nam to się podoba czy nie, to taki stan będzie trwał długo. Nauka poza spełnianiem funkcji dokształcania kadry dydaktycznej stoi absolutnie obok gospodarki. FNP wspiera ten stan rozwijając MABy. A kadra zarządzająca NCNem to hobbyści-amatorzy, którzy czasem osiągnęli coś w nauce i postanowili się sprawdzić gdzie indziej. Lepiej byłoby gdyby wzięli pod opiekę np. jakiś klub sportowy, albo restaurację - szybko sprawdziliby swoje hobbystyczne kompetencje.
Tak czy inaczej polecam Państwu zajrzeć do artykułu na FA sprzed dwóch dni:
https://forumakademickie.pl/najlepszy-wynik-polski-w-konkursie-twinning/
gdzie pokazane jest jaki realnie poziom jako kraj reprezentujemy. Jesteśmy daleko, daleko za.. Grecją. I o dziwo, nawet Marcin Przewloka to dostrzegł.
Podsumowując, gdyby to ode mnie zależało, poprawiłbym tylko los młodych ludzi w systemie, gdyż ich wynagrodzenia są faktycznie zbyt niskie. Poza tym pieniędzy bym nie dosypał do czasu, gdy zaczniemy faktycznie coś w grantach europejskich osiągać.
PS. Niestety na chwilę obecną, to nie ja decyduję o finansach, więc paradoksalnie trochę pieniędzy zostanie dosypanych, aby osoby na stanowiskach kierowniczych nie narzekały zbyt głośno, że nie starcza im na codzienne wydatki i cała polska nauka lada moment upadnie. Czyli będzie dalej jak było.
Cyt."Żyjemy w postPRLowskim skansenie i czy nam to się podoba czy nie, to taki stan będzie trwał długo. Nauka poza spełnianiem funkcji dokształcania kadry dydaktycznej stoi absolutnie obok gospodarki. FNP wspiera ten stan rozwijając MABy. A kadra zarządzająca NCNem to hobbyści-amatorzy, którzy czasem osiągnęli coś w nauce i postanowili się sprawdzić gdzie indziej. Lepiej byłoby gdyby wzięli pod opiekę np. jakiś klub sportowy, albo restaurację - szybko sprawdziliby swoje hobbystyczne kompetencje."
Ma Pan dużo racji. Jak już napisałem, na lamenty, "co z tą nauką polską?" itp., odpowiadam spokojnie: "Nic. Mamy dużo studentów, studiujących hotelarstwa, turystyki, kosmetologie itp. itp. itp., oni biorą się do nauki przed sesją, no i to jest duża część nauki polskiej."
Zarządzający NCN-em, ale też i tzw. nauką polską, to faktycznie, często amatorzy w zarządzaniu. Część z nich, to uchachani ludzie, uchachani tym, że kiedyś grupa innych ważnych habilitowanych poparła ich habilitacje i/albo profesury, prezentują swoje uśmiechnięte fizjonomie do kamer i fleszy.
Od czasu do czasu, ci zarządzający NCN-em i nauką polską, czy szkolnictwem wyższym, powiedzą do mediów parę zaiste wzruszających słówek o znaczeniu nauki, że to "inwestycja", że to "kapitał", że polscy naukowcy, "to kapitał", "są bardzo cenni" itp. itp. - oczywiście, w jakie to słówka ubiorą, nie ma znaczenia, bo i tak nic się nie zmienia na lepsze. Oczywiście, to że ten, czy inny z tych naukowców, tak przez nich podobno docenianych, osiągnął nawet BARDZO ważny wynik, to ma już znaczenie CZWARTOrzędne, chyba że mu przyznają Nagrodę za osiągnięcia albo dostanie awans naukowy - reszta musi się zadowolić wzbudzeniem u siebie stanu zadowolenia z ciepłych słówek tego, czy innego zarządcy.
Może prowadzenie lokalu II kat. by tym zarządzającym na dobre wyszło (no i być może także konsumentom, "wcinającym" tam posiłki).
Czyli przez przez dwa lata wytłumaczyłem wam na forum bezpośrednio bardziej kulturalnie lub mniej lub czasem bardzo bezpośrednio i wulgarnie czym jest Polska wspolczesnie. Skansen komuny PRL ze swoją socjalistyczna idokracja i durnymi politycznymi elitami do spółki z kościołem. Tak było postanowione po 1989. Tutaj nic się nie zmieni za milion lat świetlnych. Polska ma być krajem usługowym bez swojej gospodarki z głupim społeczeństwem aby politycy mogli kraść. Nauka nie jest nikomu do czegokolwiek potrzebna. W Polsce jest system partyjny. To politycy organizują ludziom ramy. Tutaj nic się nie zmieni. Na następne wybory nigdzie nie idę to jest teatrzyk dla naiwnych ludzi i ciemnych ludzi ze mają na cos wpływ. A tak naprawdę na nic . Jeśli wam zależy macie ostania szansę aby od komunistów z lewicy wyciągnąć kase bo komuniści z prawicy wam nic nie dadzą. Musicie strajkować.wiec do dzieła.
Mimo wzrostu nominalnych nakładów, ich relacja do PKB spada.
Publiczne nakłady budżetowe na system nauki i szkolnictwa wyższego jako odsetek PKB:
2020: ~1,31% (~31,07 mld zł; PKB 2 362,9 mld zł)
2021: ~1,20% (~31,9 mld zł; PKB 2 661,5 mld zł)
2022: 1,09% (33,76 mld zł; PKB 3 100,8 mld zł)
2023: 1,09% (37,34 mld zł; PKB 3 415,3 mld zł)
2024: 1,13% (40,97 mld zł; PKB 3 641,2 mld zł)
2025: 1,09% (42,79 mld zł; PKB 3 912,7 mld zł)
2026: ~1,07% (44,66 mld zł; prognozowany PKB 4 154,5 mld zł)
2027: ~1,04% (~45,53 mld zł; prognozowany PKB 4 389,8 mld zł).
Dla 2026 r. PKB jest prognozą. Dla 2027 r. zarówno PKB, jak i łączna kwota finansowania są prognozą/szacowaniem. Obecnie znamy 36,64 mld zł planowanych wydatków w części 28; ~45,53 mld zł zakłada utrzymanie wydatków pozostałych resortów mniej więcej na nominalnym poziomie z 2026 r.
@Aa
Słuszna uwaga.
A ambicje państwa powinny być raczej mierzone odsetkiem PKB, a nie liczbami rzeczywistymi, które przecież również nie odzwierciedlają inflacji.
Stad mój komentarz/sugestia pod artykułem z wypowiedzią pana ministra:
https://forumakademickie.pl/minister-marcin-kulasek-dla-fa-srodki-na-nauke-to-nie-koszt-lecz-kapital/
Pan minister Kulasek raczej pomylił kwotę powinno być 8,700,000,000, a nie 870,000,000. No ale minister finansów ponoć umie liczyć pieniądze. Zobaczymy co będzie się działo z nauką i szkolnictwem. Lekarze są bardzo zadowoleni z conajmniej 1 mln zł rocznie. A to ważne dla naszego zdrowia.
A może to nie jest pomyłka. Może niechcący napisał prawdę.
1 mln, za to żebyś czekała w kolejce na święte nigdy, aż łopata zawita. To jest obietnica, że nie będzie kolejek do lekarzy. Pracują i nie przemęczającą się, a za dzień pracy 300000 zł co niektórzy mają. Szukaj lepiej pracy, a nie czekaj na "co będzie się działo z nauką i szkolnictwem". Wiadomo będzie dno i wodorosty.
Czasy trudne i coraz trudniejsze. Zachód prowadzi wojny, które nie mają sensu, wojny o bezwzględną dominację, która już odpłynęła, a to kosztuje. Stąd pewnie proponowany wzrost wydatków na naukę nie kompensuje inflacji.
W takim razie moim zdaniem należy zacząć racjonalizować wydatki. Uczelnie mogą zacząć od tego, żeby nie zlecać zewnętrznym firmom tego, co mogą zrobić samodzielnie. Nie dokarmiać pasożytów. Tyle można na początek.
Krok drugi: nie kupować drogiego sprzętu, który pozostaje niewykorzystany i nie rozbudowywać infrastruktury ponad potrzeby.
Kiedy rządy się ogarną i przestaną dokarmiać firmy zbrojeniowe, będziemy lepiej niż teraz przygotowani do wykorzystania znacznie większych subwencji.
Ale piękne słówka cyt."Minister Marcin Kulasek dla FA: Środki na naukę to nie koszt, lecz kapitał. "
Oj, już jestem podbudowany, no tak, przecież to "kapitał", tak, tak, a dalej cyt."Tworząc przyszłoroczny budżet, rząd musi starannie wyważyć potrzeby poszczególnych obszarów rozwoju państwa. Taką sytuację traktuję jako wyzwanie i jednocześnie szansę. "
Ojjj, no to już CAŁKIEM lepiej się czuję. Jest przecież szansa...
Zaś jeszcze dalej można przeczytać o tej szansie więcej cyt."Nakłada ona na ministra odpowiedzialnego za obszar nauki obowiązek poszukiwania funduszy w miejscach, których potencjał nie był dotąd w pełni wykorzystany ".
OWSZEM, Panie Ministrze, OWSZEM, i powiem Panu, gdzie te miejsca są, a raczej mogłyby być. Otóż, wystarczyłoby powiedzieć "Dziękuję. Do widzenia" tak przynajmniej 30 % - 40 % amatorów uprawiania nauki i robienia karier akademickich poprzez czczą pisaninę o-siamtym-i-owamtym, i JUŻ pieniądze by się znalazły. A potem, żeby postawić "kropkę nad i", wystarczyłoby je zainwestować w stworzenie WARUNKÓW do pracy naukowej dla chemików, fizyków, matematyków, przedstawicieli nauk technicznych itp., zwłaszcza tych, którzy są "poza nawiasem", bo tak się im "kariery" poukładały.
No, ale na to jeszcze żaden minister się nie zdobył, jak do tej pory. Takie posunięcia bowiem, wymagałyby ODWAGI, na którą nie stać było ŻADNEGO z ministrów kierujących polską nauką i polskim szkolnictwem wyższym.
Moze dalo by sie zmniejszyd do zera dotacje dla 3 najgorszych uniwersytetow i politechnik dla kazdej najgorszej szkolki przymiotnikowej - to juz bedzie prawie miliard na nauke a nie dydaktyke 5 kategorii.
Chyba tylko "uśmiechnięci" forumowicze wierzyli że będzie "więcej pieniędzy i wszystkim będzie się żyło lepiej" (cytat niemieckiego namiestnika z kampanii wyborczej).
No to najwyższa pora przejrzeć na oczy..
Platforma niczym nie różni się od PiSu tak naprawdę. Dla Polski nie ma ratunku. Kraj bez nauki, bez patentów i własnego przemysłu będzie wasalem silniejszych krajów. Wiec Polacy będą sługami wielu narodów najlepiej za miskę ryżu.
Ciekaw jestem jaką część tego całego budżetu uczelnie wydają na niekoniecznie potrzebne usługi zewnętrzne, kursy, szkolenia etc., rzeczy, które mogłyby zrobić samodzielnie. Może warto zacząć trochę oszczędzać. Spójrzmy na bankrutujące szpitale. Dlaczego bankrutują? Jeśli hojnie płacą za godzinę pracy w ramach usługi zewnętrznej po 7 tys. złotych, to nic dziwnego.
Ale naiwny i zaczadzony obietnicami. Więcej takich, to nauka będzie na dnie, chyba, że swój i dostaje ochłapy za takie dyrdymały serwowane tu