Aktualności
Sprawy nauki
01 Sierpnia
Fot. Andrzej Romański
Opublikowano: 2024-08-01

Wybitny, czyli jaki? – wokół stypendiów dla młodych naukowców

Jeśli założyć, że „środowiskowe” rozumienie wybitności jest faktycznie trafne, a w każdym razie bardziej niż urzędnicze, można dojść do wniosku, że zasadnym byłoby zbliżyć do niego reguły ministerialnej oceny – pisze dr hab. Sławomir Wacewicz, kognitywista i językoznawca z Uniwersytetu M9ikołaja Kopernika. To kolejny głos w dyskusji dotyczącej kryteriów konkursu o stypendia dla wybitnych młodych naukowców. 

W internetowym serwisie „Forum Akademickiego” ukazał się ostatnio artykuł dr Elżbiety Wątor dotyczący stypendiów Ministra Nauki dla wybitnych młodych naukowców. Tekst ten, podobnie jak wcześniejszy – o przyznaniu owych stypendiów – uruchomił interesującą dyskusję, która przyciągnęła również moją uwagę.

Tak się składa, że w zespole, którym kieruję na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, pracuje kilkoro młodych badaczy o znaczących osiągnięciach. Dwójka z nich w ostatnich latach dwukrotnie składała (bez powodzenia) wnioski o stypendium. Oboje legitymują się znakomitym, jak na ten etap kariery, dorobkiem. Publikują w cenionych czasopismach, takich jak wyróżniające się wskaźnikami bibliometrycznymi Philosophical Transactions of the Royal Society B (IF = 5.4, CS = 12), wycenione na 200 ministerialnych punktów Biolinguistics oraz Journal of Language Evolution, czy po prostu pisma cieszące się dużym uznaniem w dyscyplinie, jak np. Interaction Studies lub Language and Cognition.

Takich publikacji moi podopieczni mają na koncie sporo – w ciągu ostatnich 5 lat odpowiednio 8 i 7 artykułów w pismach ocenianych na 100 lub więcej punktów – i, co istotne, prace te zaczynają być dostrzegane na świecie, czego świadectwem jest niezła (biorąc pod uwagę wczesny etap kariery i dyscyplinę: językoznawstwo) liczba cytowań, odpowiednio 262 i 164 według Google Scholar oraz po 76 według Scopus. Być może najważniejsze z tego wszystkiego są znaczące sukcesy obojga badaczy w pozyskiwaniu funduszy na swoje badania: pierwsza z tych osób kieruje projektem w programie POLONEZ BIS, druga – SONATĄ (oba finansowane przez Narodowe Centrum Nauki), a dodatkowo uzyskała wcześniej stypendium zagraniczne w konkursie NAWA Bekker.

Podsumowując, ich dorobek jest regularnie oceniany przez liczne i zróżnicowane grono międzynarodowych ekspertów i regularnie zyskuje w ich oczach uznanie. Moim zdaniem taki poziom uznania środowiska naukowego jest adekwatną definicją operacyjną pojęcia „wybitności”. Jednocześnie dorobek ten równie regularnie nie zyskuje uznania w konkursie o stypendium Ministra Nauki dla wybitnych młodych naukowców, co oznacza, że definicja, albo przynajmniej szczegółowa operacjonalizacja „wybitności” przyjęta przez resort jest odmienna. Jeśli założyć, że ta „środowiskowa” jest faktycznie trafna, a w każdym razie bardziej niż urzędnicza, można dojść do wniosku, że zasadnym byłoby zbliżyć do niej reguły ministerialnej oceny.

W dyskusji pod wspomnianymi przeze mnie artykułami głosy krytyczne dotyczyły przede wszystkim mechanizmu premiującego badania indywidualne kosztem zespołowych, a zatem prace jednoautorskie kosztem wieloautorskich (tu zgadzam się z bardzo trafnymi, moim zdaniem, wyjaśnieniami dr E. Wątor). Słusznie krytykowany był także mechanizm eksperckiej korekty punktacji – poza całkowitą nieprzejrzystością i uznaniowością tego rozwiązania, poszczególni recenzenci najwyraźniej interpretowali go w bardzo różny sposób, co w praktyce doprowadziło do niespójności między ocenami. Od siebie dodałbym, że relatywnie dużo w ogólnej punktacji wniosku „ważą” monografie, w szczególności w naukach humanistycznych. Jest to tym bardziej problematyczne, że wydawnictwa klasyfikowane na pierwszym poziomie ministerialnego wykazu jak wiadomo często nie mają odpowiednich mechanizmów kontroli jakości – mówiąc wprost, publikowanie w lokalnych wydawnictwach słabo koreluje z wybitnością. Z „wybitnością” dużo mocniej korelują za to osiągnięcia zdobywane konkursowo, zwłaszcza finansowanie projektów, gdzie mechanizmy kontroli jakości są dużo bardziej rygorystyczne. Waga takich dokonań w obecnym systemie oceny wniosków stypendialnych jest jednak względnie niska.

Co zatem można zrobić lepiej? Kilka pomysłów, niekiedy kontrowersyjnych, podaję niżej, głównie z myślą o dalszej dyskusji.

Po pierwsze, zawsze dobrą praktyką jest wprowadzenie jawności tak dużej, jaką tylko dopuszczą ogólne przepisy prawa. Gdyby na przykład odejść od oceny eksperckiej publikacji i w pełni związać ją z punktacją lub innymi wskaźnikami, wydaje się, że nie byłoby przeciwwskazań do pełnej jawności wniosków i ocen, tj. punktacji poszczególnych pozycji. A nawet przy obecnych zasadach wydaje się, że zasadne byłoby upublicznienie punktacji uzyskanych przez laureatów.

Bez żadnej wątpliwości efekty pracy zespołowej nie powinny być karane za wieloautorskość. To rozwiązanie nie działa tak jak powinno. Ale jak w takim razie zabezpieczyć się przed „dopisywaniem” autorów niewnoszących istotnego wkładu? Być może poprzez dopuszczanie do oceny jedynie artykułów, w których znacząca rola młodego naukowca jest niekwestionowana, tj. gdy występuje on jako pierwszy autor, korespondencyjny lub w niektórych przypadkach ostatni (senior author).

Ideałem byłaby kompetentna ocena ekspercka wszystkich wniosków, jednak jak wiadomo jest to rozwiązanie bardzo kosztowne oraz narażone na subiektywność oraz „wsobność” ocen. Jeśli chodzi o ograniczenie subiektywności, zawsze dobrą praktyką jest jak najpełniejsze uzewnętrznienie oceny, a więc przeprowadzenie jej przez ekspertów spoza kraju. Mając na uwadze koszty takiego przedsięwzięcia, pewnym wyjściem mogłaby być dwuetapowość, która dobrze sprawdza się np. w konkursach NAWA. Inna możliwość to podanie przez kandydata tylko jednego osiągnięcia – właśnie tego, które definiuje jego wybitność.

Wreszcie można zwiększyć wagę finansowania projektów uzyskanych w drodze konkursowej, korzystając z faktu, że to właśnie grantodawcy, rozdzielając pieniądze, przeprowadzają najbardziej wnikliwe oceny eksperckie, i to w warunkach dużej konkurencji. Ciekawym rozwiązaniem byłoby premiowanie finansowania z agencji zagranicznych, aby zmotywować młodych badaczy do zwrócenia się poza standardowy krąg krajowych instytucji. Można także pokusić się o próbę włączenia do oceny poziomu trudności, który można częściowo mierzyć ilościowo, uwzględniając kwotę uzyskanego finansowania czy wskaźnik sukcesu danej edycji konkursu (oczywiście nie w pełni, ze względu na różnice między dyscyplinami).

Sławomir Wacewicz

Dyskusja (7 komentarzy)
  • ~sdf 02.08.2024 13:06

    Kompletnie nie zgadzam się z pomysłem premiowania za otrzymany projekt. Jak już ktoś zauważył, sam fakt otrzymania finansowania nie świadczy w żaden sposób o jakości pracy naukowej - tę będzie można pokazać dopiero podczas realizacji projektu.

  • ~AntyHarpia 02.08.2024 03:00

    Świetny artykuł. Zdecydowanie lepszy niż Pani dr Wątor która postanowiła, że publicznie się popłaczę, że zabrakło jej tym razem skuteczności i w dosyć perfidny i świadomy sposób ukryła w artykule swój rzeczywisty dorobek którym skandal się z astronomicznej ilości artykułów w MDPI. Wstyd.

    Co do Pana artykułu. Zgadzam się z punktami. Należy poddać dyskusji obecny system i w dalszym ciągu go zmieniać.

    • ~Bbb 02.08.2024 09:28

      Jeśli dobrze widzę, to ta astronomiczna liczba to 3. Co więcej, opublikowane w 2020 oraz 2019, więc przypuszczam, że była jeszcze magistrantką, lub na początku doktoratu.

      Dwa artykuły w International Journal of Molecular Sciences oraz jeden w Biomolecules.

  • ~Gosc9872 01.08.2024 21:40

    Stypendia to z zasady konkursy "piękności", a nie postępowania administracyjne. Warto je próbować dostać, ale fakt, że się ich nie dostaje o niczym nie świadczy. Szkoda czasu na skarżenie się i na oprotestowywanie kryteriów. Ci naprawdę wybitni, zdolni i pracowici wypłyną po jakimś czasie i to przyznający stypendium będzie żałował, że ich nie wyróżnił. A inni, no cóż, nie dostaną jakiejś tam kwoty...

  • ~MRV 01.08.2024 20:49

    Jeśli ktoś wie coś o odpisywaniu autorów, powinien to zgłaszać redakjom. Guest authorship należy karcić. Przecież to największa potwarz dla pracy naukowej, gdy autorem jest osobą, która nic nie zrobiła, nie wspominając o COPE.

    Zdobywanie środków na badania nie jest miarą wybitności, bo przecież to jest finansowanie obietnic i oczekiwań, a nie gotowych rozwiązań problemów naukowych. Powiem więcej, wybitnym jest w obecnej nauce rozwiązać ważny problem naukowy bez lub ze szczątkowym finansowaniem.

    • ~Julek 01.08.2024 23:17

      Oczywiście, większość procesorów nie miałabym za wiele publikacji bo piszą te prace ich niewolnicy i dopisują za nic. S potem taki wybitny ma 1000 publikacji -ostatnio przeczytałem o takim w prasie i nikt się nie zastanawia jakim cudem:)

  • ~KB 01.08.2024 14:03

    W kwestii wybitności Pana podopiecznych odpowiedź jest dość prosta w przypadku drugiej z wymienionych osób. Tylko trzy publikacje jako pierwszy autor. W tym konkursie w praktyce trzeba wykazywać 5 publikacji jako pierwszy autor. Wspomniane przez Pana dopiswywanie w tym konkursie nie ma istotnego znacze, no chyba, że ktoś jest \"dopisany\" jako pierwszy autor. Ale to zjawisko częściej zdarza się akurat w przypadku przełożonych, niż młodych naukowców.

    Pomijając to, że co roku jest nowy regulamin tych stypendiów, to moim zdaniem najwięcej młodych naukowców cierpi na wprowadzonych przez ministra Czarnka parytetach, to znaczy 5 stypendiów na dyscyplinę. Przez to dochodzi do sytuacji, że w niektórych dyscyplinach stypendia dostają osoby mające w sumie po 3 prace w polskich czasopismach, które mają w sumie mniej niż 10 cytowań. Podejrzewam (nie mam na to liczb), że w skali Polski nie ma dużej ilości osób na studiach doktoranckich i świeżo po doktoracie z dyscyplin takich jak archeologia czy rolnictwo i ogrodnictwo. Zatem w takich dyscyplinach łatwiej dostać stypendium z obiektywnie słabym dorobkiem w prównaniu do chętniej wybieranych dyscyplin jak inżynieria biomedyczna czy chemiczna.

    Ponadto, po to mamy system punktowy \"odpowiednio\" wyważony dla każdej dyscypliny, tak aby wszystkie dyscypliny były równe. Teoretycznie najlepsze czasopisma w archeologii mają taką samą ilość punktów jak najlepsze czasopisma w inżynierii biomedycznej. Wprowadzanie dodatkowego podziału nie ma sensu i krzywdzi wiele bardzo dobrych osób z \"dużych\" dyscyplin.