Już w przyszłym tygodniu, 27 maja, w Warszawie odbędzie się protest sektora nauki. Przyjazd do stolicy zapowiadają naukowcy z całej Polski. Na Uniwersytecie Warszawskim będą obowiązywać godziny rektorskie.
Od dwóch tygodni trwa akcja „3% dla nauki, 100% dla Polski”. Ma zwrócić uwagę na niedofinansowanie tego sektora. Głównym celem inicjatywy jest zobowiązanie rządzących, by zaprojektowali ścieżkę dojścia do nakładów na naukę na poziomie 3% PKB do końca tej dekady.
Akcję zainicjowano zbiórką podpisów pod petycją o zwiększenie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego. To nie pierwszy tego typu apel w minionych latach. Dość powiedzieć, że ostatnim razem, w październiku ubiegłego roku, zebrano przez pół miesiąca ponad 6,6 tys. podpisów. W obecnej kampanii, aby osiągnąć taki wynik, wystarczyło ledwie pięć dni. W tej chwili na liczniku jest już blisko 20 tys. podpisów.
Część z sygnatariuszy zapowiedziała także pojawienie się na proteście sektora nauki, zapowiadanym jako kulminacja całej akcji. Naukowcy, doktoranci, studenci, ale także pracownicy akademickiej administracji, będą protestować w najbliższą środę, 27 maja. Początek wydarzenia zaplanowano na godzinę 13:00.
Liczymy na obecność dużego grona przedstawicieli naszego środowiska, którzy wyrażą w ten sposób mocny sprzeciw i oburzenie wobec lekceważenia nas przez rządzących. Zachęcam naukowców z całej Polski, żeby przyjechali do Warszawy. Nasza obecność pod Sejmem naprawdę może zrobić różnicę – apelował na naszych łamach prof. Michał Tomza z Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z inicjatorów akcji.
Z wpisów w mediach społecznościowych wynika, że na przyjazd do stolicy zdecydowali się akademicy z całej Polski, m.in. z Uniwersytetu Śląskiego, Politechniki Łódzkiej, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi, Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie.
Nie zabraknie także pracowników warszawskich uczelni i instytutów. Aby umożliwić udział w proteście, władze Uniwersytetu Warszawskiego zdecydowały się wprowadzić tego dnia godziny rektorskie (od 11:30 do 14:45). Na stronie internetowej uczelni przypomniano stanowisko Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, której członkiem jest UW. Na początku maja KRASP poparła postulaty, dodając:
Niepokój środowiska akademickiego należy traktować jako wyraźny sygnał potrzeby przyspieszenia działań na rzecz zwiększenia nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe oraz wypracowania stabilnej, wieloletniej strategii finansowania tego obszaru, powiązanej bezpośrednio ze wzrostem PKB (…) Długotrwałe niedoinwestowanie sektora przekłada się na negatywne skutki społeczne i gospodarcze, pogarsza warunki prowadzenia badań oraz utrudnia zatrzymywanie talentów naukowych w Polsce.
Przewodnicząca KRASP prof. Bogumiła Kaniewska wskazywała w wypowiedzi dla „Forum Akademickiego”, że to żółta kartka dla rządzących. Akcję poparły również między innymi Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Akademia Młodych Uczonych PAN, Rada Młodych Naukowców oraz Krajowa Reprezentacja Doktorantów, a ostatnio także prezydium Polskiej Akademii Nauk.
Przypomnijmy, w petycji wskazano trzy główne postulaty. Jej autorzy chcą przede wszystkim wzrostu płac w nauce. Domagają się, by pensje w nauce powiązać ze stawkami rynkowymi, a każda osoba z doktoratem zatrudniona na stanowisku naukowym, niezależnie od typu instytucji czy rodzaju stanowiska, otrzymywała co najmniej średnią krajową. Pensje miałyby być waloryzowane co roku, a podwyżki objęłyby wszystkie osoby zatrudnione w tym sektorze.
Kolejny postulat dotyczy godziwych warunków dla studentów i doktorantów. Zaapelowano o wyrównanie poziomu stypendiów doktoranckich z płacą minimalną oraz o możliwość wyboru między zatrudnieniem na umowę o pracę a stypendium doktoranckim dla osób chcących wykonywać pełnoetatowe obowiązki w ramach przygotowywania pracy doktorskiej. Ponadto podkreślono konieczność urealnienia progów dochodowych stypendiów socjalnych i zapewnienia odpowiedniej infrastruktury socjalnej (tanie, publiczne stołówki, pilne remonty obecnych domów studenckich i budowa nowych).
Wreszcie, last but not least, organizatorzy akcji liczą na dodatkowy miliard złotych w budżecie na 2027 rok z przeznaczeniem na badania podstawowe. Ich zdaniem granty powinny wzmacniać potencjał badawczy jednostek, a nie – jak teraz – stanowić substytut ich polityki kadrowej. Postulują stworzenie klarownej ścieżki wzrostu dotacji celowej dla Narodowego Centrum Nauki, która zapewniłaby współczynnik sukcesu w konkursach na poziomie 25%.
Po proteście petycja ma zostać przekazana m.in. premierowi, a także szefom resortów: finansów oraz nauki i szkolnictwa wyższego.
Mariusz Karwowski
Petycja sama w sobie pokazuje katastrofalny stan nauki. Trudno uwierzyć, że organizatorzy mają wśród siebie ludzi z nauk społecznych. Jako odnośnik do danych nt procenta PKB na naukę dają… link do wywiadu z prof Sankowskim. Nie, nie analizę dwudziestu ustaw budżetowych z rozdzialem na badania i kształcenie i uwzględnieniem spadającej liczby studentów. Tylko WYWIAD. Nawet min Kulasek (którego nie popieram) odpowiedział konkretnymi danymi na łamach FA. Jak dalej
Nie wiem skąd pomysł że wydanie pieniedzy, tak po prostu, na instytucje badawcze przelozy się na PKB. Gdzie na swiecie tak się stało? Korea, której przykład w wywiadach przytaczają organizatorzy daje 5% PKB na badania, ale 3/4 z tego daje biznes. Natomiast państwo od wielu lat tnie wydatki na himanistykę i nauki spoleczne. Organizatorzy probują nam wmówić, ze wszystkie dyscypliny to taka sama „inwestycja”.
Sposób w jaki w Polsce wydajemy pieniądze na naukę świadczy o tym, że jest ich za dużo, nie za mało.
Postulat gwarantowanej pensji to kompletny odlot. Pomijam to, ze na uczelniach wielu adiunktów pracuje realnie 2-3 dni w tygodniu. Nie wiem dlaczego mieliby mieć po doktoracie gwarancję pensji takie, jak ludzie po 20 latach pracy w przemyśle (temu +/- odpowiada średnia pensja).
No i wreszcie, inteligenci glosowali na tę władzę… na opcję która nigdy nie kryła, że mamy być prowincją, a nie centrum zunifikowanej UE. Dlaczego rozwijać naukę w prowincjach, skoro jest w Berlinie?
czyżby pracownik ministerstwa nauki się odezwał?
Środowisko akademickie chyba postanowiło się tym protestem skompromitować.
Np. fragment z petycji "Kwota roczna, którą państwo przeznacza na naukę i szkolnictwo wyższe, liczona jako procent PKB, od dwóch dekad systematycznie maleje" jako źródło tej informacji podaje... wpis na Facebooku prof. Sankowskiego, który zresztą też nie podaje źródła tych rewelacji i wydaje się, że miesza wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe. Tymczasem dane GUS czy OECD pokazują, że w tym czasie wskaźnik GERD, do którego odnoszą się autorzy petycji dla Polski wzrósł prawie 3-krotnie.
Albo fragment: "Domagamy się więc od rządu zdecydowanych działań, które zwiększą nakłady na naukę do 3% PKB do 2030 roku przez bezpośrednie wydatki budżetowe i systemowe zachęcanie biznesu do dalszych inwestycji w badania i rozwój. "
Nigdzie na świecie rządy nie finansują badań naukowych na poziomie 3% PKB. Rekordziści są w okolicach 1%. Wartość 3% wynika z wrzucenia do jednego worka wydatków na badania uniwersyteckie i wydatków na R&D w przedsiębiorstwach (i nie wiadomo ile z tych wydatków to coś co można by nazwać "nauką").. W Polsce mamy ok. 0,5% PKB wydatków na badania uniwersyteckie i 0,6% na R&D w przedsiębiorstwach.
Czyli czego się dokładnie domagają autorzy i sygnatariusze petycji? Żeby rząd dorzucił z publicznej kasy 4x więcej niż obecnie pochłania cały sektor akademicki? Czy żeby spowodował, że w ciągu 4 lat przedsiębiorstwa potroją swoje budżety R&D? Z treści petycji to jasno nie wynika (i zresztą wygląda to na celowe).
"postanowiło się tym protestem skompromitować" A jakże, tak darli gęby (ponad 100 tyś protestowało) i chcieli programu 8*, a tu masz, teraz chcą protestować, jak rząd realizuje program 8*. Trzeba być nie lada "inteligentnym" by to zrozumieć.
3% PKB odnosi się do budżetu Ministerstwa Nauki. Z obecnych 44 mld przynajmniej 30 mld przeznaczane jest na wynagrodzenia pracowników w sektorze nauki, zatem nie bezpośrednio na badania. Zwłaszcza, gdy uczelnie mają dotację na dydaktykę, a nie na naukę.
Budżet na badania to: 4,5 mld NCBR + 1,5 mld NCN + badania statutowe (dla okrągłej sumy załóżmy optymistyczne 4 mld). Sumarycznie, okolice 10 mld, więc 0,25% PKB. Zatem nawet do 1% PKB jest nam dość daleko.
Z treści petycji zupełnie to nie wynika.
To jest właśnie ten problem - wybieranie sobie danych, które pasują do budowania określonej narracji zamiast sformułowania sensownych postulatów i próby pochylenia się nad realną reformą.
Wydatki na badania w Polsce systematycznie rosną? Żaden problem - pokażemy dane połączone z wydatkami na szkolnictwo wyższe. Polska ma udział badań akademickich w PKB w sektorze akademickim na poziomie średniej europejskiej? Też nie problem - pokażemy dane połączone z wydatkami sektora prywatnego i możemy mówić, że "nauka" jest niedofinansowana w stosunku do sąsiednich krajów.
Mało "naukowa" ta dyskusja.
Tak, jak już napisałem w innym wątku, z reguły o problemach tzw. polskiej nauki i szkolnictwa wyższego mówią osoby, które miały NORMALNY przebieg kariery akademickiej. Natomiast, głos tych, którzy mieli ANOMALNĄ ścieżkę "kariery" akademickiej (jeśli w ogóle można użyć takiego określenia), jest najczęściej nieobecny lub słabo słyszalny. W związku z tym, BARDZO SŁABO jest naświetlony problem "klanowości" tzn. jeśli ktoś jest pozostawiony sam sobie, to z reguły ma marne szanse na karierę akademicką. Najczęściej usiłuje funkcjonować w systemie tzn. prowadzić jakieś badania (JEŚLI ma taką możliwość), publikować, ale często jest ignorowany, NAWET gdy ma ważne wyniki naukowe na koncie.
Coś mi to przypomina.
Ustawowo zapewnione zarobki dla pracowników nauki.
Czy nie jest to: Czy się stoi czy się leży pensja naukowcowi się należy